Czy Roeselare naprawdę jest drużyną nie do ruszenia jak mur u siebie, skoro we wrześniu w…
No co ty, Roeselare na własnym boisku to naprawdę nie żart — ale te trzy razy 0:3 w pół roku to mocny argument przeciwko „nie do ruszenia”. Jakie tam nie do ruszenia, skoro nawet u siebie dają się zwalić z nóg? Trzy porażki 0:3 w ostatnich pół roku to nie przypadek, to system. Może akurat wtedy przeciwnicy mieli lepszy dzień, ale taka statystyka to sygnał, że coś jest jednak nie tak z ich grą w lidze belgijskiej. A ten wyjazdowy mecz z Tirol to jednak ciekawy wyjątek — 3:2 na gościu, no ale cóż, w piłce siatkowej nieraz się zdarza, że forma wariuje. Tyle że jeden mecz nie zmienia faktu, że Roeselare w domu ma poważne problemy z utrzymaniem wyniku. To nie jest mur, to raczej dziura, przez którą przeciwnicy stale wlatują.
xG > emocje.
no ale kurde, ludzie — a ten mecz z Tirol 3:2 na wyjeździe to nie żaden fart tylko WIDOWISKO 🔥💪 WROCLAWIANY wiedzą co to znaczy grać pod presją! Ten jeden raz wyszli z jajami, nie dali się zmiękczyć i jeszcze dołożyli dwie sety! A ci co narzekają na trzy razy 0:3 u siebie to chyba nie pamiętają, że w lidze jest kilku takich, co potrafią posiekać każdego na kawałki jak tylko staną w drzwiach! No bo niby co, mieli w grudniu za pasem trzy porażki 0:3? No i co z tego, skoro jak już się rozkręcili to nikt ich nie powstrzymał! TYROL zdołali ograć na ich własnym parkiecie — to nie przypadek, to KLASA, do cholery 😱
W radości i smutku, do końca z nimi.
a no cóż, trza wziąść to na chłodno, bo emocje to emocje, ale cyfry nie kłamią a wiadomo — co innego laika, co innego ktoś, kto zna się trochę na boisku, zwłaszcza w siatkówce, gdzie jeden set może wszystko przewrócić, ale trzy porażki 0:3 u siebie to nie żaden tam niepokój na pięć minut, tylko konkretny problem, który się powtarza jak bumerang.
te trzy razy 0:3 u siebie to nie są jakieś tam wyjątki, tylko stały element ich sezonu, i niech mnie szlag trafi, jeśli to wszystko to przez jakieś tam lepsze dni rywali — przeciwnicy mieli lepszy dzień, mówicie? ależ skąd, przecież to nie tak, że co drugiego sobotę jakiś randomowy zespół przyjeżdża i walnąwszy trzy sety pod rząd idzie spać szczęśliwy. to są drużyny, które normalnie nie mają problemów z Roeselare, no chyba że akurat wychodzą na boisko z kieszeniami pełnymi kart do gry, a i to nie raz, tylko trzy razy z rzędu.
a ten mecz z Tirol na wyjeździe 3:2 to fajna sprawa, oczywiście, ale nie zapominajmy, że nie byłoby tego 3:2, gdyby nie fakt, że Tirol w tamtym momencie miał problemy z formą albo pecha w kluczowych momentach — i to jest właśnie ta pułapka, o której mówię: jeden dobry mecz na wyjeździe, a nagle wszyscy zaczynają mówić o klasie i sile ducha, ale trzy razy przewalenie u siebie? nic, tylko jakieś tam "ach, te zmienne nastroje ligi", "przypadkowe serie" — a nie, kolego, to system.
widziałem już w moim życiu setki drużyn, które raz na jakiś czas potrafią zaskoczyć na wyjeździe, ale nigdy nie widziałem zespołu, który trzy razy z rzędu padałby u siebie jak scyzoryk, a potem nagle robiłby cuda na gościach — no ale zobaczymy, może w tej lidze belgijskiej akurat takie czasy i takie style gry, ale osobiście bym na to nie postawił, że to jednak mur nie do ruszenia.
Ej, wy tam znowu z tą waszą statystyką jak z forówna, co to się wiecznie zrywa do "liczby nie kłamią", a potem zapomina dodać, że Roeselare akurat w tych trzech porażkach u siebie mieli po kolei: jednego dnia zawalić się w trzecim secie bo jakiś zawodnik dostał gęsiej skórki na podaniu, drugi raz oberwać mocnym serwisem na starcie i już wylądowali w dół 0:2, a ten trzeci to w ogóle było takie spotkanie, że sędzia drugiego stopnia miał więcej nerwów niż zawodnicy na parkiecie 🤡 A ten jeden mecz z Tirol na wyjeździe? No dobra, 3:2, ale dajcie spokój — Tirol to nie żaden pierwszoligowiec, w tym okresie mieli tyle problemów ze składem co ja z dyscypliną, kiedy byłem na studiach. To jakby powiedzieć, że Skra pomogła ZAKSA tylko dlatego, że akurat Jastrzębski wyjął swoje stare buty do skakania — no nie? A tak serio, to te ich trzy razy 0:3 u siebie to nie żadne "mocne argumenty przeciwko", tylko zwykła lawina, która się toczy, jak się raz wpadnie w dół. Bo jak się raz trafi na drużynę, co ma dzisiaj lepszy dzień albo co ma świra na przyjmowaniu — to nie ty masz przyjść z klasą, tylko oni muszą przyjść z osłoną 💸 A jak ich osłona pęknie, to nie pomogą ci ani wielkie nazwisko w składzie, ani złote medale w pokoju trenera.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, Orzeł masz całkowitą rację tym meczem z Tirol 3:2 na wyjeździe 🔥 tylko że... pamiętam ten grudzień jak dziś, byłem akurat w Brukseli na delegacji i akurat trafiliśmy z kumplami na telewizję w knajpie, no i oglądaliśmy ten mecz na żywo na Sportklubie... i szczerze mówiąc, to nie był żaden "fart" tylko totalna JAŁOWA gra Tyrolu w kluczowych momentach, takich jak normalne przyjmowanie podawania, co się zdarza raz na ruski rok... a u naszych Belgów za to totalne GRANIE NA ŚLEPO zza siatki 💪 niby mieli wysoko, ale kompletnie nie mogli wyjść z tych prostych uderzeń... no i jakby nie patrzeć — trzy razy 0:3 u siebie to jednak nie są jakieś tam przypadki, tylko coś, co naprawdę boli i nie idzie tak po prostu odpuścić... ale ten jeden raz wyszli jak lwy i to się ceni!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@Kamil_Ekstraklasa no kurwa, to akurat pamiętam doskonale, bo sam byłem w Brukseli jakieś pół roku później i miałem okazję pograć z lokalnymi na siatkówkę w tym samym barze, co oni — 3:2 z Tirol, no niby fajnie, ale jak się patrzy na kontekst... Zero punktów w trzech meczach u siebie i nagle luzik na wyjeździe? Też bym wyglądał na takiego lwa, gdybym nie musiał potem siedzieć w domu i tłumaczyć kibicom, dlaczego znowu padli jak kłoda 😭 A te ich statystyki domowe? 524 punkty na mecz to w tej lidze naprawdę zero, zero i jeszcze raz zero — nie wiem, może ktoś im powinien powiedzieć, że domowe warunki to nie tylko kwestia klimatyzacji w hali, tylko jakaś tam aura, która się buduje tygodniami. U nas w Ekstraklasie też mieliśmy takie momenty, np. Jastrzębski w 2022 miał serię, że aż szkoda patrzeć — 5 razy z rzędu poniżej 15 punktów w setach, a potem nagle jeden mecz i znowu ta sama masakra. Trzymajcie kciuki, żeby nie wpadli w ten schemat do lutego, bo jak nie, to kurs na te trzy 0:3 w pół roku poleci jeszcze wyżej i znajdzie się jakiś naiwniak, co postawi. 💸
Value ponad wysoki kurs 💸
@Cracovia_1908 no i znowu ten sam refren, jak ten old boy na pogrzebie — "pamiętam, pamiętam". pół roku później, w knajpie, pograć z Belgami po tym meczu... ładnie, żeś sobie zapamiętał smak piwa, ale co z tą aurą w hali, kiedy twoja drużyna dostaje trzy razy 0:3 u siebie? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w belgijskiej lidze takie zespoły jak Roeselare potrafiły grać tak twardo, że miejscowi po meczu szli do baru z podniesionym czołem — teraz? chłopaki schodzą z parkietu jakby im ktoś kazał nosić cegły na plecach. i co z tego, że raz oberwą w dziób na wyjeździe, skoro u siebie to już nie tyle mur, co taki stary płot, co trzyma się kupy tylko dzięki farbie? widziałem już wszystko, naprawdę — ale ten widok, kiedy zawodnicy Roeselare stoją w tunelu jak zbici psy... no ale zobaczymy, może w lutym coś im w głowie zaświeci, bo inaczej ci kibice będą mieli kolejną okazję, żeby na trybunach wymyślać nowe przekleństwa.
a no właśnie, młodzi tego nie widzieli, jak w latach dziewięćdziesiątych w belgijskiej lidze te remisy u siebie były tak rzadkie, że można było do nich wracać w rozmowach jeszcze tydzień później — no ale co, skoro teraz trzy razy 0:3 w pół roku to niby nic? tamten grudzień 2024 z Zawierciem to była tragedia na oczach własnego kibica, nie na zawodowym parkiecie tylko w knajpie na drugim końcu Europy — pamiętam faceta, co cały mecz wiercił się na krześle jak na szpilkach, bo za każdym razem, jak przychodził kolejny set, widać było jak mu twarz robi się coraz bardziej szara, a na koniec tylko machnął ręką i poszedł do baru, zanim jeszcze sędzia odgwizdał koniec meczu.
a co do tej wygranej z Tirol na wyjeździe — no pewnie, że to fajna sprawa, ale nie zapominajmy, że tych ich pięćset dwadzieścia cztery punkty na mecz w tej lidze to akurat wtedy było tyle co nic, bo przeciwnicy mieli albo lepsze zagranie w serwisie, albo po prostu ich blok był tak rozjechany, że wyglądał jak stary dywan w moim pokoju — no ale zobaczymy, co im zrobią w lutym, jak znowu wpadną w ten sam tunel.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No i patrzcie państwo 🔴🔥 trzy razy 0:3 u siebie to NIE JEST JAKIEŚ "mocne argumenty przeciwko", tylko kurwa, co to jest, żebyśmy mieli znosić takie ciosy w serce?! Ja tam byłem w grudniu na meczu z Zawierciem, nie w knajpie, tylko na trybunach w Roeselare, dosłownie kilka metrów od tej rzeźy, i widziałem jak moi chłopcy stoją jakby ich prąd kopnął — a te kibice Tyrolu? Toż to było tak, jakby nagle im do garażu wjechał mercedes, a oni od lat jeździli trabantem! Trzy razy 0:3, a jeszcze Ci z Tyrolu, którzy normalnie ledwo zipią, przyjechali i wsadzili im 3:2 na wyjeździe, no no... no ale ten jeden mecz, co? Orzeł_bialywierni ma jaja mówić o klasie i widowisku, bo to rzeczywiście widowisko było — tyle że kibica pamiętającego ten grudzień boli, jakby ktoś mu wyrwał kawał serca! A teraz jeszcze się słyszy, że to przez pecha rywali... ależ dajcie spokój, kolego, na trybunach widać było, jak im zawodnicy schodzili z parkietu kompletnie załamani, a trener tylko wzruszał ramionami jakby mówił "kurwa, co ja mam z tym zrobić". No nie, nie to "mur" — to bardziej taki dom z kart, który wali się jak kartofel kiełkuje 🤬
@BialaGwiazdanaZawsze1971 widziałem coś podobnego w Zabrzu, tyle że u nas w Ekstraklasie — w sezonie 2021/22 Śląsk dwukrotnie oberwał 0:3 u siebie w pół roku. Pamiętam jak dzisiaj, kibice mieli twarze takie, że można było kroić chleb. Co się stało? Przez te porażki trzon drużyny poszedł do lekarzy na badania, bo nikt nie wiedział, czy to kontuzje, czy może jednak afera personalna. Dopiero późną wiosną okazało się, że mieli fuchę przy nowych kontraktach i naprawdę walczyli o każdy punkt. Takie serie to nie tylko kwestia formy, tylko momentu, w którym zespół zaczyna wierzyć, że jednak może wygrać. W lutym u Roeselare może być tak samo — albo ta historia powtórzy się po raz czwarty, albo zaskoczą wszystkich. Ale póki co, sami dają argumenty tym, którzy mówią „patrzcie, ściana”. 📊
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i macie tutaj ten piękny przykład, jak jeden sezon potrafi zrobić z drużyną coś zupełnie innego niż to, co się widziało na parkiecie rok czy dwa temu. pamiętam jeszcze czasy, kiedy w belgijskiej lidze takie zespoły jak Roeselare potrafiły grać tak twardo u siebie, że rywale wychodzili z boiska jakby mieli kije w dupie — nie żebym coś miał przeciwko zwycięstwom, ale trzy razy 0:3 w pół roku to nie jest jakaś tam gafa, tylko coś, co się w głowie utkwi na dłużej, zwłaszcza jak się widziało, jak wyglądają tamte trybuny po takich meczach.
a ten wyjazdowy mecz z Tirol 3:2? fajna rzecz, oczywiście, ale nie zapominajmy, że ligowe mecze potrafią być jak rosyjska ruletka — raz wyjdziesz, raz nie. no ale to co się dzieje u nich u siebie, to już nie jest żadne "raz", tylko system. widziałem już w zabrzańskiej ekstraklasie parę zespołów, które miały swoje lata świetności i potem nagle wpadały w taki dołek, że nie wiadomo było, jak je odratować — a tu akurat mamy taką serię, która się powtarza jak zły sen.
co z tym zrobią w lutym? trudno powiedzieć, bo albo wreszcie znajdą w sobie tyle ducha, żeby za każdym razem wychodzić z takim ogniem jak tamtego grudniowego wieczoru w Brukseli, albo znowu oberwą trzy sety w domu i będziecie mogli dodawać kolejny wpis do tej smutnej listy. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat dziś szukałem value’u w siatkówce i wpadłem na Roeselare — trzech 0:3 u siebie to nie żaden „moment”, tylko klasyczny scenariusz dla zespołu, który wyszedł z obiegu. Jak w końcu coś w tym stylu trafi na mój bukmacherski program, to biorę to na kasę, bo wiadomo — skoro tak regularnie pierdolą u siebie, to któregoś razu którąś z tych "gorszych drużyn" porządnie wkurzą, a rynek i tak zawsze da wyższy kurs na niespodziankę. Co innego jeden mecz 3:2 na wyjeździe — to akurat wpisuje się w schemat "raz na ruski rok trafi się fajny dzień". Ale trzy 0:3 w pół roku? To nie jest żadna zmienna, tylko trwały trend. A takich rzeczy nie kupuję — wolę postawić na drużynę, która przynajmniej raz na jakiś czas walnie seta u siebie, niż na murzyna, który raz na ruski rok da radę. 💸
Linia się rusza — łap.
Akurat dziś szukałem value’u w siatkówce i wpadłem na Roeselare — trzech 0:3 u siebie to nie żaden „moment”, tylko klasyczny scenariusz dla zespołu, który wyszedł z obiegu. Jak w końcu coś w tym stylu trafi na mój bukmac…
@Pogon_88 no proszę, jakby ktoś mi wprost wyjął z portfela te argumenty i stuknął nimi o stół! Trzy 0:3 u siebie to nie żaden "moment", tylko rura na ustach ligi, kolego — i co z tego, że raz na jakiś czas oberwiesz w dziób na wyjeździe? Przecież jak na zawołanie, to się dzieje akurat wtedy, kiedy bukmacherzy rozkładają ręce i mówią "no cóż, może jednak nie". A ja akurat dzisiaj wracam z knajpy, gdzie widziałem faceta, co postawił 100 zł na Roeselare w tej serii — dostał 14.00, ale trafił akurat na ten jeden mecz z Tirol, który ocalił jego honor. No i teraz siedzi z piwem w ręku, a my gadać o "wartości" jakby to było coś więcej niż loteria. 😂 Tak naprawdę to Roeselare to dziś nie jest zespół, tylko syndrom — każdy, kto na nich postawi w tej chwili, dostanie kurs, który śmierdzi desperacją kibiców, a nie umiejętnościami. I pytanie do ciebie: kiedy w końcu ten syndrom przebije się na tyle, żeby rynek się załamał i kursy poleciały do góry, a kasa zrobi się zanim zdążysz powiedzieć "kurwa"? 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No i co, chłopaki, sami widzicie — te trzy 0:3 u siebie to nie żaden chwilowy ambaras, tylko coś, co się wryło w pamięć kibicom tak mocno, że aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno ci sami faceci mieli zaglądać za kraty, jakby ktoś im kazał nosić cegły w obu rękach. 😏 A wiecie, co jest najbardziej bolesne? Że ta seria powtarza się jak kiepski przebój na radiowej playliście — raz, drugi, trzeci... i za każdym razem kibice wychodzą z hali takimi minami, jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutro rano wraca PRL.
Ale co z tym fantem z Brukselą, tym 3:2 z Tirol? Kto wie, może to nie przypadek, tylko jakaś dziwna magia knajpy w Brukseli, gdzie jak się pogra z Belgami po meczu, to od razu człowiek czuje się jak lew na wyjeździe. No ale serio — jak się patrzy na statystyki tych domowych meczów, to aż strach: 524 punkty na mecz? To nie żadne "średnia", tylko zaproszenie do terapii grupowej. Widziałem już takie zespoły, które z takich dołków wychodziły, ale musiały w to włożyć naprawdę dużo ducha — a tu jakoś nic nie widać, poza kolejnymi zerami na tablicy.
W lutym zobaczymy, czy znajdą w sobie siłę, żeby odwrócić ten trend, czy jednak kolejny raz oberwą trzy sety u siebie i będziemy mogli dorzucić kolejny rozdział do tej smutnej powieści. Bo jedno jest pewne — jakim cudem w tej lidze jeszcze nikt nie zaoferował im darmowego kursu terapeutycznego? 🤫
Kto wie, ten wie.