Czy psychologiczny efekt "zjazdu" dopada teraz Stal Nysa i wciska ich w fatalny ciąg 4 porażek z rzędu?
Widziałem niedawno, jak ktoś próbował obronić swoją formę w goglach, mówiąc „ależ to tylko chwilowa zapaść” — i dosłownie następnego dnia wylądowali na lodzie. Coś w tym jest, że taka seria, szczególnie u siebie, rzuca się w oczy bardziej niż goście, którzy przyjeżdżają na chwilę i znikają. Patrzę na Stal Nysę: cztery razy z rzędu zero punktów w marcu, a do tego trzy z nich na własnym parkiecie. To nie przypadek, że kibice zamiast „Do przodu” skandują teraz coś na „Kiedy to się skończy?”.
Jeśli mielibyśmy rozkładać ten bilans, to naprawdę trudno się doszukać jakiejkolwiek luzu w tym kalendarzu. Startujemy od 1 marca — wyjazd do Lublina i kompromitujące 0:3. Potem 9 marca znów wyjazd, tym razem pod Jastrzębski, i ten sam rezultat. Dopiero 14 marca mieli szansę ugrać coś na swoim terenie, ale Zawiercie po prostu ich rozjechało, czysty 0:3. Kolejny wyjazd, tym razem pod Barkom Volley, i znowu 1:3 — tym razem może nie zero, ale i tak klapa na całej linii. W międzyczasie, ledwie tydzień wcześniej, 22 lutego jeszcze była ta wygrana 3:1 z Będzinem, ale to akurat moment optymizmu, który od razu utonął w tej czerwonej serii.
Szkoda gadać — cztery gole strzelone w czterech meczach to obraz nie tyle słabej formy, co raczej organizacyjnego chaosu. Kto jeszcze w drużynie widzi w tym cokolwiek, poza coraz szybciej gasnącą iskrą wiary? Bo ja to widzę, jakieś blade przebłyski, ale póki co, statystyka przemawia na niekorzyść Nysy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a ileż to razy widziałem takich nysków albo dolnoślązaków, co zrywali się do życia jak te Stare Dobre Małżeństwo, żeby za trzy mecze znowu wpaść w taką harendę.
pamiętam jeszcze, jak w tych legendarnie ciasnych salach nyskich w drugiej lidze gramolili się pod okiem starego Gola, tego trenera co to potrafił z łebskiej szóstki zrobić drużynę, która darła ryj na siłę oklasków – i to nie raz, tylko trzy razy z rzędu w sezonie – bo tam naprawdę zawodnicy po prostu wiedzieli, że jak się jeden pomęczy, to drugi dogada rzut, i nagle ten system działał jak zegarek. no ale to byli faceci co do ostatniego drutu mieli pazur, a dzisiejsza banda to chyba nawet w głowie nie ma, że 4:0 w czterech meczach to nie wynik, tylko kara za brak kręgosłupa.
a teraz ci nasi puszczają trzy punkty z rzędu u siebie, gdzie kiedyś kibole stali tłocznią pod ławką gości, a dzisiaj cisza taka, że słychać było jak sędzia świszczę karę zza siatki. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no kurwa, Rafałek, znowu do tego wracasz jak do ulubionej płyty 🔴💢?? fajnie gadać o dawnych czasach jak ten stary Gola co robił z nyskich szóstek armie—ale fajnie tylko wychwalać kiedy zwyciężali! a teraz?! pamiętasz ten ich RZĄD z Łodzi? totalna porażka, kurwa, sponiewierani na oczach kibiców i nikt nie krzyczy "do przodu" bo rozumieją że to jakaś inna liga albo inny sport totalnie 🤬
no ale spoko, Trybuna, ty też masz rację że czasem takie zespoły jak te dolnośląskie potrafiły wstawać na nogi—tym bardziej boli jak widzisz ten ich 'brudny' mecz z Bedzinem 3:1 to był ostatni promyk nadziei i zaraz zanurzyli się w czerwieni cztery razy z rzędu, no chyba że naprawdę ktoś tam ma w kieszeni jakiś amulet przeciw psychologicznym uderzeniom? bo serio, jak można wygrać 22 lutego i tydzień później dawać się rozjeżdżać z zerem na koncie?!
ja tam mówię: historia to historia, ale teraz patrzymy w twarz brutalnej prawdzie—jak ci faceci mają odkręcić passę kiedy grają jak zespoły z trzeciej ligi a kibice milkną na trybunach?? chyba że kapitanowi nagle wyrosły skrzydła i będzie latał jak orzeł 🦅—no ale póki co, widzę tylko gołe ściany i zero punktów, no nie?!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Przedwczoraj stałem w kolejce po kawę przy Dworcu Głównym i obserwowałem, jak jakiś facet w garniturze nerwowo stukał w telefon. Raz po raz wzdychał, zerkał na zegarek, a potem cicho mamrotał: "No kurczę, znów się spóźnię". Przecież to codzienność — planujemy, liczymy, marzymy, a rzeczywistość wsadza nam kij w szprychy, tylko że tu nie chodzi o jeden pociąg, tylko o cztery kolejne mecze, w których Stal Nysa wypadła jak ósemka w siódmej klasie na egzaminie z matmy.
Historia rzeczywiście lubi się powtarzać, ale akurat ten "sukces" Goli w drugiej lidze? To była inna epoka, inna liga, inni zawodnicy i przede wszystkim inny charakter spotkań. Tam mieliśmy do czynienia z młodymi chłopakami, którzy naprawdę chcieli grać, a kibice ich dopingowali nie dlatego, że było im szkoda, tylko dlatego, że czuli, że drużyna oddaje im wszystko. Dzisiaj te trybuny pustoszeją szybciej niż temperatura w pokoju bez ogrzewania. Zapisuję te spotkania w tabeli i widzę, jak kolejne zespoły stukają w Nysę jak w bęben — cztery gole w czterech meczach, czyli średnio jeden gol na mecz, a to w erze, gdzie nawet drugoligowe zespoły potrafią strzelić cztery razy z rzędu. To nie jest kwestia losu ani pecha, tylko braku mechanizmów, które by te zawodników podtrzymywały, kiedy forma siada.
Wujekwie ma rację, że historia daje nadzieję, ale historia to też lustro — i dzisiaj widzimy w nim odbicie drużyny, która walczy nie z przeciwnikiem, tylko ze sobą. Te cztery mecze to nie tylko zero punktów, to cztery różne sposoby, w jakie zespół się rozkłada: od kompletnego braku organizacji na własnym parkiecie po brak odpowiedzi na serię ataków gości. Kto jeszcze w tej drużynie widzi w tym cokolwiek poza kolejnym potwierdzeniem, że coś jest nie tak? Bo ja nie. Przynajmniej póki co.
Najpierw policz, potem się spieraj.