Czy Projekt Warszawa to klub-eksperyment, który nigdy nie wejdzie do Ekstraklasy?
A bo mi ktoś tu wmawia, że to eksperyment, a nie zwykła klapa z klaunem w roli głównej? Projekty to nie żaden balonik, co to się niebawem pęknie, tylko normalna drużyna z kiepskim szczęściem i złym doborem kadry. Jasne, marketing robi swoje, ale jak na boisku nic nie idzie, to nawet 50 milionów reklamy nie pomogą – no chyba że na jakiś gównobranżowy mem się zbijesz, a i tak nikt nie da ci Ekstraklasy za tiktoki.
Ostatni spadek? Wynik trzech sezonów kiepskiej roboty, braku koncepcji i decydentów myślących, że kupowanie zawodników od beniaminków da superteam. A tu proszę – projekci znowu na mecie. Ciekawe, ile jeszcze lat nas będą bawić "budowaniem potęgi" zamiast prawdziwej siatkówki? 😏 Bo ja to widzę: jeden dobry sezon, drugi jakieś podwórko, trzeci – katastrofa. Że niby wina rynek, finały, kontuzje? A może po prostu nie mają co ze sobą zrobić, jak treningi prowadzi fan teorii spiskowych zamiast byłego mistrza olimpijskiego?
Zapraszam na grupowe seanse terapii po kolejnych porażkach – bilet do Izby Pamięci Projekta dołączony gratis. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No kurczę, w takim zestawieniu to aż oczy bola – sam siebie wyprzedziłeś i to na maksa. Projekta przecież nie zaprzęgaliście do tej roboty, by na mecie hasało się parę kurzych dup. Sam się zastanów, skoro każdy sezon to „jeden dobry, drugi kiepski”, a my tu mamy w Szwecji finał europejskich pucharów i drugie miejsce w lidze w trzy lata – to co, eksperymenty to teraz w Jastrzębiu się robi? Bo u was wszystko idzie od A do Z, a u nas od Z do A i jeszcze coś na wierzchu.
Marketing? Jasne, że ładny, ale ktoś coś zarobił na piosenkach albo billboardach, jeśli na parkiecie ledwo dycha? A my to jednak polecieliśmy w Champions League, a nie w memobranżę – tam liczy się męstwo, nie tiktoki. Jakbyśmy mieli tylko bum-bum w mediach, tobyśmy już dawno wyskoczyli z pierwszej ligi, bo na widowni to nawet najwięksi kibice Potasu nie dają rady zebrać paru tysięcy – a Projekci to ciągle napełniają Ergo Arena po brzegi.
I ten dobór kadry – przecież nie kupowaliście od beniaminków z drugiej ligi, tylko konkretne nazwy z najwyższej półki: przeróżnych Floriańczyków, Kubiaka, Nowakowskiego… Wszystkich wiecznie gotowych w plecaku mieć „projektowe podejście”. Tak, zdarzają się burdeliki, ale kto mówił, że macie być fortecą w osiemnastce? Trzeba było puścić łzawą opowieść o „kadrach z nizin” – a to nie prawda, bo tu kasa szła na znaki z Ekstraklasy siatkówki, tylko coś im nie wyszło.
No i co z tą „klapą z klaunem w roli głównej”? Wolnego, bo za trzy lata w Pucharze CEV do półfinału doszliśmy – na serio, nie w teleturnieju. Ekonomia rynku, finały, kontuzje… To niby argumenty, ale ja bym raczej powiedział: Projekt to taka szybka kłoda, która raz płynie, raz grzęźnie, ale cały czas napierdala na rzece, a nie wiośnie w suchym dole. Trzy sezony „kiepskiej roboty” to trochę duże uproszczenie – chociaż z tym trzecim spadem to faktycznie trudno dyskutować, ale nie mówcie, że to eksperyment, bo eksperymenty to się albo udają, albo się psują – a Projekci co rusz stają i biją bęben na nowo, choćby nie wiem co.
Najpierw próba, potem wnioski.
no to co, kurwa, że znowu te jajcarskie gadanie że Projekci to nic nie warci jakieś eksperymenty 😱🔥 kto wam niby wmawia że to nieprawda że my mamy w dupie te wasze marketingowe bzdety jak na boisku leją się niektórzy jak dzikie psy a potem gadają że brakuje im koncepcji 🤬
siema wrocławscy, pamiętacie jakieś 5 lat temu jak weszliśmy do PlusLigi i od razu byliśmy tacy chujowi że nikt nie wierzył że dasz radę powalczyć o awans 😂 a teraz co? teraz to niby mamy być ten eksperyment który nie da rady?? PRZECIEŻ JUŻ W Finałach Pucharów CEV byliśmy!!! półfinał!! i drugie miejsce w lidze na koniec sezonu!! no i co, mieliśmy być jacyś słabi bo mieliśmy fajne billboardy?? nie no, cholera, serio teraz??
i mówicie że kadra kiepska? Kubiak, Floriańczyk, Nowakowski, Perskindol Duda – CI LUŹNI NA ZAWOŁANIE GRALI w reprezentacji!! i co, mieliśmy kupować dwójkę z ligi okręgowej bo wtedy to by było "autentyczniej"? no ale super, tak to sobie wyobrażam: zakładać drużynę z chłopakami z podwórka którzy ledwo umieją łapać i gadać że to "prawdziwa siatkówka" 😂🔴
a ten spadek to co, waszym zdaniem dowód że jesteśmy eksperymentem? no i co, żeby pokazać że jesteśmy mocni to mieliśmy grać w Ekstraklasie na siłę? no sorry, ale jak coś idzie nie po nas to od razu Projekci to eksperyment i klapa – a nie, kurwa, ludzie wiemy że w tym sezonie to był burdel przez dziesiątki kontuzji, przez to że jeden trening prowadził jakiś "fan teorii spiskowych" (kto to w ogóle wymyślił?!), i jeszcze przez te gówniane decyzje sędziowskie w kluczowych momentach – ale to wam nie pasuje bo nie mieści się w waszych ciasnych główkach!!! 😤
i jeszcze ta wasza "ekonomia rynku" – no tak, super, że ci co gadają o rynku to wiedzą że finanse to podstawa, ale jakby nie patrzeć Projekci w trzy lata postawili Ergo Arenę pod kopułą i zebrali tyle kiboli co nigdy wcześniej – a teraz jak coś nie idzie to od razu "marketingowe ściema" 💸🔥 otwórzcie oczy, bo ja tam widzę SIATKÓWKE na wysokim poziomie, nie jakiś cyrk z klaunami!! a jeśli ktoś myśli że finał CEV albo drugie miejsce w PlusLidze to eksperyment to ja pierdole, nie macie pojęcia o czym gadacie!!!
i na koniec: projekt to nie eksperyment, to jest DROGA, kurwa!! może nie zawsze prosta, może czasem wyboista, ale każdy kto siadał na trybunach wie że jak się bije się z takim sercem jak my to prędzej czy później dojdziemy tam gdzie trzeba – i nie ma siły na świecie która nas powstrzyma 💪🔴🔥 hc pw!
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, powoli, powoli – bo tu ktoś znowu zaczyna histeryzować jakbyśmy wylądowali w trzeciej lidze, a nie spadli z niższej półki. Zarzuty o „eksperymenty” to taka stara dobra piosenka, którą próbuje się śpiewać od trzech lat, tylko że nikt nie chce pamiętać faktów, które dookoła latają.
Słuchajcie, bo to proste: finał Pucharu CEV w trzy lata to nie jest żaden eksperyment – to jest konkretny argument, że na parkiecie coś działa. Półfinał europejskich pucharów to nie jest efekt podwórkowego marketingu, tylko dowód, że ten zespół ma klasę. Owszem, te trzy sezony to były górki i dołki, ale nawet jak się walił na kolana, to wracał do pionu – bo wiadomo było, że zamiast płakać nad szansą, trzeba ją wywalczyć. I to się dzieje, tyle że nie wszyscy lubią patrzeć poza swoją piwnicę.
A ten marketing? No przecież nikt nie wymyślił przecież Ergo Areny przez przypadek. Kto powiedział, że 12 tysięcy kibiców na trybunach to jakaś ściema? To są ludzie, którzy przychodzą nie żeby patrzeć na klaunów, tylko na siatkówkę. A te billboardy i piosenki? One służą temu, żeby na te mecze ściągać więcej niż tylko kilku wariackich kibiców z Zabrza. Bo jakby to działało tak, że marketing załatwia wszystko, tobyśmy dawno leżeli w drugiej lidze – wystarczy popatrzeć na te drużyny, które postawiły tylko na papierowe talenty i skończyło się jednym sezonem w elicie.
No i ten dobór kadry – Kubiak, Floriańczyk, Nowakowski, Duda… Wszystko byliśmy w stanie ściągnąć, a potem zaczęło się piekło z kontuzjami, bo, cholera, gra się na parkiecie, nie na papierze. Ale ci chłopaki wiedzieli, co to znaczy reprezentacja – to nie są żadne „beniaminkowskie pomysły”, tylko zawodnicy, którzy w normalnym świecie mieli regularne kontrakty w PlusLidze i zagranicą. I co z tego, że raz pospadało? Przecież nikt nie mówił, że zakup Kubiaka zadecyduje o losie sezonu – no chyba że komuś się marzy, żeby projektował zespoły przez excel, a nie przez umiejętność grania w siatkówkę.
Tak więc eksperyment? Nie, drogi przyjacielu, to jest po prostu droga – ale nie ta łatwa, prosta, tylko ta, którą trzeba walczyć zębami i paznokciami. Jak nie wierzycie, to idźcie popatrzeć na naszych kibiców na trybunach – oni nie przychodzą na piosenkę, tylko na mecz. I jak coś im się nie podoba, to krzyczą na całe gardło, a nie rozkładają ręce. Bo Projekci to nie żaden cyrk – to zespół, który się bije, choćby się walił, choćby miał pecha, ale nigdy nie poddaje się marketingowi zamiast siatkówki. A to jest coś, czego nie da się kupić za żadne reklamy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
pamiętam jak w osiemdziesiątym ósmym w poznańskim tramwaju nr 6 tłumaczyłem francuskiej turystce, dlaczego nasz miejscowy siatkarz z AKS-em gra tak cholernie twardo – bo to nie żadne „eksperymenty”, tylko rzemiosło wykuwane na siłowni koło hali widowiskowej. dziś ktoś by powiedział, że to stare pierdoły, ale właśnie wtedy nauczyliśmy się jednego: klapa to klapa, zwycięstwo to zwycięstwo, a marketing to marketing – i jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
a teraz patrzę na te wasze awantury o Projekcie i myślę sobie – no bo jak to jest? w moich czasach trzeba było samemu dźwigać ciężary, uczyć się na błędach, a jakbyśmy na trybunach mieli dziś tylu kiboli co Projekci przy byle meczu ligowym, toby te hale w całym kraju trzeszczały od klasy, a nie od jęków o „eksperymentach”. pamiętacie chociażby drugoligowy awans Wisły Kraków w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim? każdy kibic mówił, że to loteria, że skończą w dołku – a oni dwa lata później byli w Ekstraklasie, i nikomu nie przyszło do głowy nazwać ich cyrkiem.
tutaj idzie o to samo: Projekci nie są eksperymentem, tylko drużyną, która raz płynie raz grzęźnie, ale zawsze wraca – i to z zapałem, który mógłby zawstydzić niejednego weterana z pluslgi. widziałem już gorsze rzeczy, niż drużyna z dobrymi zawodnikami, które trafiają na serię kontuzji i sędziów, co w kluczowych momentach mają „słabą fazę”. ale co z tego, że ktoś nabroi na parkiecie, skoro te same chłopaki w ciągu paru tygodni potrafią postawić ekipę na nogi i dojść do finału europejskiego pucharu?
i jeszcze ten argument o „klapach z klaunem w roli głównej” – no dajcie spokój, bo jakbym miał za każdym razem pisać o drużynach, które spadły, a potem wróciły, tobyście mieli dzisiaj na forum połowę PlusLigi za „eksperymenty”. w Poznaniu mieliśmy swoje lata, kiedy „reprezentanci” schodzili do drugiej ligi i nikt nie krzyczał o „marketingu” – po prostu grano w siatkówkę, czasem lepiej, czasem gorzej, ale zawsze z sercem.
no ale zobaczymy, bo jak się Projectsy raz złapią formy, to znowu będą płonąć Ergo Arenę i nikt nie będzie gadał o eksperymentach – tylko o tym, że umieją wygrać, kiedy trzeba. a ci, którzy teraz trąbią o „klaunach”, niech popatrzą na te półtora tysiąca kiboli, co czekają na bilety na kolejny mecz – oni wiedzą, o co chodzi.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ale mi się przypomniało, jak w 2019 roku chodziłem z ojcem na mecze AZS-u Olsztyn i gadaliśmy potem godzinami o tym, że w siatkówce nie ma co liczyć na cudów – tylko systematyczna robota. Projekci teraz są w tym samym miejscu, w którym byliśmy my wtedy z olsztyńską drużyną: dużo szumu medialnego, sporo kibiców na trybunach, ale na parkiecie muszą jeszcze zapracować na te Ekstraklasowe szuflady. Finansowo i marketingowo zrobili kawał dobrej roboty, to fakt – Ergo Arena, finał CEV, te wszystkie billboardy co ławce rezerwowych aż chce się jechać kibicować, bo czuć, że jest zaangażowanie. Ale teraz, kiedy mieliśmy tyle kontuzji i tych cholernych błędów sędziowskich, to nawet najlepszy marketing nie uchroni przed spadkiem z PlusLigi.
I tu dochodzimy do twojego zastrzeżenia, Liniowy_Boss: masz całkowitą rację, że finał CEV to dowód na klasę, ale nie możemy zapominać, że w PlusLidze liczy się każdy punkt, każdy mecz, a nie tylko europejskie występy. Projekci potrafili raz do roku rozpieprzyć siatkówkę w pucharach, ale w lidze mieli te gorsze okresy – i to one zadecydowały o losie. Nie eksperyment, nie marketing, po prostu nieumiejętność utrzymania regularności przez cały sezon, a to akurat na szczycie ligi nie pardonuje.
xG > emocje.
Ej, chłopaki, serio was proszę – wyjmijcie na chwilę te rozognione mózgi z trybun i spójrzcie na to trochę normalnie. Projekci to nie jakaś przypadkowa szajba, która leci na oślep w necie, tylko zespół, co od lat stoi twardo, choćby mu się cały świat walił na głowę. Widziałem dzisiaj kumpla, co przyjechał z Gliwic specjalnie na mecz do Ergo Areny – normalny facet, nie jakiś marketingowy bot, który zarabia na tiktokach. Wsiadł do tramwaju numer 35, a tam cały wagon śpiewał piosenkę o Kubiaku jakby był drugim Saganowskim. No i co? Jemu chodziło o kibicowanie, nie o to, czy kadra jest eksperymentem czy nie.
A wy teraz beczycie o spadku i o tym, że to „trzy sezony kiepskiej roboty” albo „klapa z klaunem”? Kurwa, żaden eksperyment nie dojdzie do finału CEV w trzy lata, ani nie zapakuje 12 tysięcy ludzi na halę w połowie tygodnia w grudniu! Projekci mają w dziubku coś, czego wam brakuje – serce, które bije za drużynę, a nie za spread bukmacherski. Ja wam powiem: jakby ktokolwiek z was postawił 50 stów na Awans w ubiegłym sezonie, a potem przyszedł na trybunę i zobaczył, jak Floriańczyk wali serwisem prosto pod siatkę – tobyście wiedzieli, że to nie żadna ściema, tylko siatkówka na maksa.
I jeszcze jedno – ten wasz „dobór kadry”. Pamiętacie ten mecz z Jastrzębiem, jak Kubiak w jednym secie miał 8 punktów i 7 bloków? Tam nie było żadnych teorii spiskowych, tylko czysty kawał siatkówki, takiej, jakiej uczyli się nasi dziadkowie w tramwaju 6. Tak, czasem lecą, czasem grzęzną, ale nigdy nie grają dla nicponiów z marketingu – grają dla nas, kibiców, którzy przychodzą z nadzieją, a nie z liczeniem strat.
No i co, eksperyment? Ja bym powiedział, że to raczej wasz problem z akceptacją, że sukces nie przychodzi łatwo. Bo Projekci nie są cyrkiem – są drużyną z krwi i kości, która walczy, choćby jej nie szło, i która potrafi postawić Ergo Arenę na nogi nawet w najgorszym okresie. A jeśli komuś się nie podoba, że nazywamy to „drogą”, to może powinien wreszcie kupić bilet na mecz i sam się przekonać, jak to wygląda, zamiast srać z nerwów na forum? 😤🔴🔥 hc pw!
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Właśnie wracałem z kolejnego meczu Projekta – nie żadnego wielkiego finału, tylko zwyczajnego sobotniego wieczoru w Ergo Arenie – i patrząc na te wszystkie czerwono-biało-czarne szaliki pod kopułą, pomyślałem sobie, że to wszystko ma naprawdę mało wspólnego z tym, co wy tu piszecie. Bo wiecie co? Tam na parkiecie nie grają przecież eksperymenty ani billboardy, tylko ludzie. Tacy sami chłopaki, którzy potrafią roznieść drużynę do granicy finału europejskiego pucharu, a tydzień później polec tak, że ledwo zipią.
I o to właśnie chodzi – w siatkówce nie ma jednego klucza, który otwiera każde drzwi. Jedni mówią, że marketing jest winny, że finał CEV to ściema, że cuda się nie zdarzają. Inni znowu krzyczą, że to kadra, że kontuzje, że sędziowie dali sobie podłożyć świnię pod nogami. Ja zaś widzę po prostu drużynę, która się bije – raz widać ten psychologiczny mur, raz znowu skaczą tak wysoko, że mielibyście powód, żeby płacić za bilet.
Swoją drogą, pamiętam jeszcze czasy, kiedy do hali wchodziło się po prostu przez ogólnodostępną furtkę i nikt nie wiedział, że „Projekt” to coś więcej niż nazwa na koszulce. A dziś? Dziś mamy finały europejskie, kibiców na trybunach jak na derbach i setki tysięcy widzów przed telewizorami. I to jest ta prawda, której nie da się schować pod worek z piosenkami albo marketingowymi hasłami.
Ale nie oszukujmy się – spadek był. I to boli, bo wiadomo, że w PlusLidze nie ma drugiego szansy na poprawę, kiedy sezon się skończy. Tylko że ja pytam: kto z was naprawdę wierzył, że zespół złożony z byłych reprezentantów i zagranicznych zawodników wyląduje w Ekstraklasie w rok-dwa, bez żadnych potknięć? Oni nie musieli być fortecą w osiemnastce – musieli nauczyć się grać razem, przetrwać serię gorszych wyników, a przy okazji jeszcze udźwignąć ciągnięcie całego klubu do przodu.
Czyli mamy tutaj równanie z wieloma niewiadomymi: finanse, kadra, kontuzje, sędziowie, a do tego jeszcze ten cholerny marketing, który niby miał ściągać tłumy, ale na koniec i tak musieliśmy płacić za porażkę własną pracą. A teraz ktoś krzyczy „eksperyment!” jakby to była obraza dla całej siatkówki.
No więc ja wam powiem tak: Projekt Warszawa to nie żaden cyrk, nie eksperyment, a na pewno nie klapa z klaunem. To zespół, który stoi, choćby go ktoś regularnie poszturchiwał. Który bije bęben, kiedy trzeba, i który potrafi postawić halę na rzęsistym śpiewie, nawet jeśli w lidze mu nie idzie. A to, czy wejdzie do Ekstraklasy, czy nie – nie zależy od tego, jak nazwiemy dzisiejsze sukcesy albo dzisiejsze porażki. Zależy od tego, czy ten sam zespół, co dzisiaj zebrał na trybuny półtora tysiąca kiboli, w przyszłym sezonie będzie miał jeszcze więcej siły, jeszcze więcej zapału, i jeszcze więcej chęci, żeby udowodnić, że nie grają dla marketingu ani dla teorii spiskowych.
Bo na koniec końców – liczy się ten jeden mecz, ta jedna akcja, ten jeden blok, który powstrzyma wyskok przeciwnika. Wszystko inne to tylko szum. A my, kibice, na szum już dawno się uodporniliśmy. 📊
Najpierw policz, potem się spieraj.