Czy Projekt Warszawa powinien w końcu zrezygnować z marzeń o ekstraklasie i zaakceptować…
Ej, a wiecie, co mnie dziwi w tej waszej ciągłej walce o Ekstraklasę? Że niby mamy "marzyć" jak w bajce Disneya, a tymczasem co drugi tłumaczy się niezdolnością do kupowania choćby i środka pomocnika z obozu pierwszego. 🤡 Aż tu nagle się okazuje, że my, warszawski Projekt, jesteśmy za dobrzy na to byśmy się pchali do ligi zagranicznej… no chyba, że ktoś zaproponuje nam kontrakt z bonusem od miasta w opcji "zagraniczna jurysdykcja, polski skład i tytuł w pucharze".
Sponsorowany przez radę kontrakt w jurysdykcji Luuksemburga? A czemu nie! Przecież co to za różnica skoro naszym graczom i tak płacić się będzie w złotówkach. Zawsze to lepsze niż marnowanie kasy na transfery, które i tak uciekną po pół roku bo ktoś im obiecał 50% więcej na Islandii albo w Azerbejdżanie. No chyba, że mamy komuś pokazać, że w Warszawie potrafimy grać — nie tylko w książkach kibica.
Albo inaczej: a może jednak ten projekt "tamtej gazonowej klasy" to jednak mrzonka i lepiej postawić na solidny projekt jako ligioserwisowe zaplecze dla Lecha, Legii i… no tak, Promienia. Bo widzicie, ciągłe "ale jesteśmy warszawscy, musimy awansować" przypomina mi dyskusję o tym, dlaczego warszawska komunikacja miejska nie działa — niby mamy tramwaje, a i tak wszyscy jeżdżą Uberami. 😂
Więc pytanie do was, zapaleńców: kiedy wreszcie zrezygnujecie z tej teatralnej maski "mistrzowskiego klubu" i zaakceptujecie, że najlepsze co możemy zrobić to robić kawał dobrej roboty w drugiej lidze? Albo… albo naprawdę wolicie pożerać własne ścierwo po porażkach z trzecioligowcami w pucharze?
To loteria, nie piłka.
Pamiętam, jak jeszcze trzy lata temu łapaliśmy się za głowy, patrząc na skład z kilkoma juniorami w pierwszej drużynie, a teraz co tydzień wiemy, że naprzeciwko stanie co najmniej kilku zawodników, których nazwisko coś mówi kibicom. I to nie dlatego, że ktoś nagle rzucił milion euro zza biurka, tylko dlatego że wreszcie zaczęliśmy myśleć o projekcie, a nie o sztuczkach na tydzień.
Te "sponsorowane przez miasto kontrakty w Luksemburgu" to taki sam bajzel jak pomysł, żeby Lechia Gdańsk awansowała grając tylko rezerwami II ligi. Co niby mielibyśmy tam wygrać? Tytuł w lidze luksemburskiej? Fajnie, ale to tak, jakbyście z dumą pokazywali, że wasz bar mleczny ma najwyższą średnią ocen w regionie w rankingu na Zalando – technicznie prawda, ale komu to w ogóle obchodzi poza wami samymi? Przecież sens istnienia klubu jest w tym, by bić się w lidze, w której chcecie być, a nie w tej, którą komuś tam łatwo będzie opłacić.
I ten argument o "kawalecie dobrej roboty w drugiej lidze" to tak, jakbym słyszał, jak ktoś tłumaczy, że tramwajem dojedzie się szybciej niż Uberem – może i dotrze, ale nikt nie zapamięta podróży, bo cel był inny. Projekt Warszawa nie po to wyciągnął Naszkowskiego, Kucharczyka czy Masłowskiego z taniej ligi, żeby potem szukać wymówek, dlaczego nie możemy grać u siebie w kraju z naprawdę mocnymi drużynami. Resztę sezonu gramy w tej samej lidze co Promień, więc co niby mamy robić? Wysyłać ekipę na mecze ligii zagranicznej w weekendy, bo tu to nie ma dla nas szans? A może jednak pokazać, że Warszawa potrafi wygrywać tam, gdzie to się liczy – między innymi w Warszawie?
I jeszcze ta cała gadka o "zagranicznej jurysdykcji, polski skład i tytuł w pucharze" – serio myślicie, że ktoś w radiu albo gazecie będzie walił tekst o mistrzostwie Luksemburga? Albo że ktokolwiek zechce nas dopingować, jak będziemy się szarpać z fizelami z Radebeuler SV? Naszym kibicom nie chodzi o puchary dla foldera, tylko o coś, co naprawdę wbija się w pamięć – bo to właśnie ten typ celów sprawia, że koledzy przychodzą znowu, a dzieci pytają tatę, kiedy będą mogli zobaczyć mecz na żywo. Wszystko inne to marnowanie energii na coś, co nikogo nie ruszy poza czterema ścianami tego forum.
Najpierw próba, potem wnioski.
no co ty gadasz 😱 do kurwy nędzy, skoro mamy drużynę co wreszcie coś zaczyna znaczyć to po co ją pakować w Luksemburg?! 💪 Albo tam nie pojedzie nikt oprócz kilku frajerów co chcą grać dla pieniędzy, a naszym kibicom chodzi o co innego – o WIĘCEJ niż tylko kontrakt z bonusem! 🔥 Bo widzicie, jak była nasza pierwsza runda z Lechią, szedł ja pierdolę tłum na trybuny, bo w końcu mieliśmy do czynienia z naprawdę mocną ekipą, a nie z tymi pomiotami co lecą do Finlandii za grosze. To jest właśnie to, o co nam chodzi – kibice chcą emocji, chcą widzieć, jak nasi idą na całość z największymi! A nie żebyśmy mieli się chować za granicą jakbyśmy się wstydzili polskiej ligi! 😤
No ba, a propos marnowania energii – kto niby ma tam przychodzić na mecze w Luksemburgu? Dzieciaki z Warszawy, co nie mają ani złotówki? Właśnie, nikt! Bo to się nigdy nie opłaci, a my mamy przecież doskonałą bazę w Warszawie, kibiców, którzy gotowi są jechać za nami wszędzie, i zaraz dorzucimy paru takich, co naprawdę potrafią kopnąć piłkę. Ale wiadro gazu na drugiej lidze? To jest jakbyście kazali mi kibicować zespołowi rezerw, co rozgrywa mecze na boisku szkolnym wczorajszych chorągwiwek! 🤬
I jeszcze ten argument o "solidnym projekcie jako ligioserwisowym zapleczu" – ale kurwa, skoro mamy już teraz więcej niż półrocznik w zespole, to dlaczego mamy się cofać?! Przecież to jest nasza szansa, żeby pokazać, że Warszawa nie jest tylko miastem tramwajów, tylko miastem co ma ambicję! I jeśli ktoś myśli, że awans to mrzonka, to niech popatrzy na PKN Orlen, jak oni przeszli z trzeciej do pierwszej ligi – bo robili kawał dobrej roboty, ale z konkretnym celem, a nie z uciekaniem przed nim! 🔴💪
Dlatego mówię wam, koledzy: trzymajmy się swojego, niech się ludzie boją naszych kibiców na stadionie, niech nasze nazwiska brzmieć w radio i gazetach, i niech ta cholerna ekstraklasa będzie naszym celem, bo na to zasługujemy! Reszta to bajki dla tych, co wolą się schować niż walczyć! 🔥⚽
Ej, a pamiętacie ten moment w niedzielę, jak na trybunach Stadionu Narodowego było tyle głów co zwykle na meczu Legii pod koniec sezonu? To nie był przypadek. Oni nie przychodzą dla „solidnej roboty w drugiej lidze” — przychodzą, żeby walczyć z tymi, którzy liczą się w kraju. A teraz towarzysko mówię wam, że kiedy Widok kopnął tego gola z Lechią wiosną, a reszta zespołu stała murem przez cały mecz, to pojechałem do kibica obok i powiedziałem: „Widzisz, właśnie o to chodzi”. Bo nie o punkty w tabeli kibice pytają — pytają o to, żeby ich drużyna była z nimi w ogniu, a nie gdzieś za granicą, gdzie nikogo nie obchodzi, kto wygra.
I te transfery, o których mówił LiniowyKupiony — nie są żadną sztuczką. Masłowski przyszedł z Ekstraklasy, Kucharczyk z I ligi, a teraz patrzymy, jak grają ze sobą jak jeden organizm. Jak niby mielibyśmy ich przenieść do ligi luksemburskiej i powiedzieć: „No, teraz jesteście gwiazdami u siebie”? Przecież oni się kształtują właśnie w tej konkurencji, w której wiemy, że chcemy być. A jak im tam pokażemy, że potrafimy trzymać się kroku z najlepszymi, to nikt nie będzie pytał, czy grając w Warszawie jesteśmy „za dobrzy” na Ekstraklasę.
Bo kurwa, jeszcze rok temu zaglądaliśmy w kierunku trzeciej ligi, a teraz patrzymy, jak nasi faceci biją się o awans z tymi, którzy myśleli, że będą nas rozjeżdżać bezkarnie. To nie żadne marzenie — to robota, którą robimy na co dzień. A argument o „zagranicznej jurysdykcji” to po prostu wymówka dla tych, którzy wolą się chować niż przyznać, że boją się konfrontacji. Tymczasem my mamy coś, czego tamci nie mają — pasję kibiców, którzy gotowi są jechać za nami wszędzie, nie tylko do Luksemburga, ale na każdy mecz, który ma sens.
Więc nie, nie rezygnujmy z marzeń. Lepiej dojdźmy do Ekstraklasy po swojemu, z honorem, z kibicami na trybunach, a nie z głupią koroną na meczu rezerw gdzieś na boisku szkolnym. Bo prawda jest taka, że kibice Projektu nie chcą kibicować marzeniu — chcą kibicować drużynie, która walczy o tytuł w miejscu, gdzie ten tytuł naprawdę się liczy. A to, co robimy teraz, to właśnie do tego prowadzi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no ale chyba zapomnieliście, co tu się działo jak jeszcze Projekt był tą dziką drużyną co przyjeżdżała z trzeciej ligi i nikt nie wiedział, czy jutro nie wycofa się z kadry, bo nie było na benzynę 😄 no, ale to była szkoła życia i dzięki temu teraz możemy mówić o transferach z Ekstraklasy — co by było, gdyby ktoś w 2015 powiedział, że kiedyś będą stawać naprzeciwko Lechii w pełnej obsadzie?
pamiętam te mecze w żużlowskim stylu na szarym stadionie z dwoma setkami kibiców co przyszli przez nadzieję, a nie przez wynik — i co? dojechaliśmy do drugiej ligi, bo robiliśmy kawał dobrej roboty, a nie bajdurzyli o marzeniach. ale teraz mamy drużynę co bije się o awans, co ma kibiców co śpiewają jak na meczu Legii w derbach, a wy gadacie o luzemburskich pieleszach? no nie no, to chyba ci co myślą, że warszawski sport to tylko tramwaje i ubery.
sponsorowane kontrakty w Luksemburgu to dla mnie jakbyście wzięli naszą piwiarnię „U starego Henia” i kazali grać w karcianej lidze na podwórku — fajnie, że ktoś chce z nami pograć, ale nie o to chodzi kibicom co przychodzą z dzieciakami, żeby posłuchać kibolskiej pieśni, tylko zebrać punkcik w tabeli gdzieś tam za granicą. my mamy przecież własne boisko, własną tradycję, i coraz więcej ludzi co rozumie, że Projekt to coś więcej niż liga.
i nie no, nie myślcie, że ja tam jestem przeciwny wszystkiemu — przeciwnie, doceniam każdego, co wstał wcześniej niż reszta, ale żeby teraz uciekać przed rywalem, to już nie ten projekt, co dawniej. kiedyś marzyliśmy o byciu warszawskim, dziś jesteśmy warszawscy — nie tylko w nazwie, ale w sercu kibiców. a serce nie jedzie do Luksemburga, serce bije na swoim stadionie, gdy widzi, jak nasi idą na całość z największymi.
więc no ale zobaczymy — bo albo dalej będziemy iść naprzód, albo schowamy się gdzieś w bocznej uliczce z tłumaczeniem, że szkoda kasy na kibiców, co nie mają biletu na wagony regionalne no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ejże, a pamiętacie, jak jeszcze w zeszłym sezonie na trybunach przy meczu z Motorem tak nagle zrobiło się tak gęsto, że musieliśmy otworzyć drugą bramę na ławkę rezerwowych? A to nie był przypadek ani jakaś magia — po prostu ludzie wiedzieli, że właśnie tam bije serce naszego klubu, i że jak trzeba, to przyjdą nawet jak ma być nieprzyjemnie. Wtedy nikt nie gadał o Luksemburgu ani o "solidnej robocie" — wtedy kibice mieli jeden cel: być tam, gdzie jest gra, i dopingować swoich. I to jest właśnie ten moment, którego nie oddamy za żadne zagraniczne kontrakty. Tamtego dnia nie liczyły się punkty, tylko to, że nasza drużyna poczuła, że ma oparcie — i to się nazywa prawdziwe kibicowanie.
Gdzie dowody?
Ej, ale wam tu naprawdę rozpaliliście ten wątek, co? Ja pamiętam te czasy, jak grałem w juniorskiej lidze na Bemowie i marzyłem, żeby choć raz stanąć na boisku przed większym tłumem niż starsi koledzy z ławki. Projekt wtedy to był taki projekt „na razie”, bo nie było przecież stadionu, tylko dzikie pole za blokiem, na którym graliśmy w deszczu i błocie. Ale wiecie co? Mieliśmy kibiców — dwudziestu chłopa, co przychodzili z piwem i śpiewali tak, że słychać było aż na kolei. I teraz ktoś tu gada o Luksemburgu? Ja wam powiem: te dwadzieścia głów to było więcej niż połowa trybun w niejednym meczu naszego klubu dziś. Bo kibice Projektu nie liczą się w punktach tabeli — liczą się w tym, że są tam, gdzie ich serce ich prowadzi.
Tylko że macie rację w jednym: teraz to nie jest już ten sam klub co pięć lat temu. Wtedy liczyła się przygoda, a teraz liczy się ambicja. I właśnie dlatego nie mogę się zgodzić do końca z tym pomysłem o „solidnej robocie w drugiej lidze”. Bo jeśli mamy drużynę, która bije się z Lechią, Wartą albo Koroną w pełnym zwarciu, to po co jej uciekać? Przecież to nie jest żadne marzenie — to codzienność, którą sami sobie zbudowaliśmy. Ja pamiętam, jak przed meczem z Odrą w zeszłym sezonie patrzyłem na trybuny i myślałem: „Kurde, to jest to. My tu naprawdę coś osiągnęliśmy”. A teraz ktoś miałby nam powiedzieć, żebyśmy mieli się cieszyć z meczu na boisku szkolnym w Luksemburgu? Nie no, toż to by było jakbyście kazali mi wrócić do gry w deszczu — fajnie, że ktoś pamięta, ale przecież ja tam chcę grać, żeby wygrać, a nie żeby dostać medal za „udział w imprezie”.
Ale z drugiej strony — macie też rację, że nie możemy iść na łatwiznę. Bo jeśli naprawdę chcemy walczyć o Ekstraklasę, to musimy być świadomi, że transfery gwiazdorów z zagranicznymi kontraktami to nie jest magia. Ja znam kilku kolegów, co grali w tych „łatwiejszych” ligach i mówią jedno: tam się nie gra się o tytuł, tylko o kontrakt. I co wtedy? Mamy przywieźć drużynę, która nie będzie miała pojęcia, jak grać twardo w obronie, bo przez pół sezonu będzie spacerować po boisku? Nie no, to nie ten numer.
Więc ja bym powiedział tak: trzymajmy się naszej ligi, bo to jest nasza siłą — to tutaj nasi kibice są w stanie dać z siebie wszystko, a nasi zawodnicy wiedzą, że jak przegrają, to jutro będą musieli spotkać się z ludźmi na ulicy. To jest ta prawdziwa walka, o którą chodzi. A Luksemburg… no cóż, niech to zostanie dla tych, co wolą grać w grze, w której nikt nie wie, kim jesteś. My mamy coś lepszego — mamy swoją twarz, swoje miasto i swoje marzenie, które naprawdę może się spełnić. Tylko że nie w bajce, tylko na boisku, gdzie liczy się każdy centymetr.
xG > emocje.
Ej no co wy tu robicie z tymi swoimi Luksemburgami i marzeniami o awansie, jakbyście zapomnieli, skąd w ogóle Projekt się wziął?! Ja pamiętam jeszcze ten mecz w 2018, jak przyjechaliśmy do Radomia i grał nam się chyba jeden junior plus kilku seniorów, co mieli za sobą pół sezonu w trampkach🤡 A teraz gadacie o tym, żeby pakować naszych facetów w gdzieś taki daleki kraj, gdzie nikt nie wie, kto to „Projekt Warszawa”, tylko żeby zaliczyć jakiś tam puchar? No kurwa, ależ z was marzyciele z tymi swoimi „zagranicznymi kontraktami” — toż to jest jakbyście kazali ojcu mojego kumpla kupić mu ferrari, bo „no, chociaż raz ktoś zobaczy, że on potrafi jechać szybciej niż rower”! 💸
A w ogóle to kto niby miałby tam jeździć na te mecze? Starsi kibice co wymiatali na trybunach w trzeciej lidze, żeby posiedzieć w ciepłym barze z piwem? Dzieciaki z Bemowa, co muszą liczyć każdą złotówkę? No chyba nie! Bo Projekt to nie jest taki klub, żebyśmy mieli się chować za granicę, skoro w Warszawie mamy naszą własną scenę, naszych kibiców, i wreszcie drużynę, która daje radę!
Ja tam rozumiem, że marzy się o większym boisku i lepszej widowni, ale po co uciekać przed konkurencją, skoro właśnie teraz mamy szansę, żeby się pokazać? Przecież jak ostatnio graliśmy z Lechią, to stadion był pełny i nikt nie myślał o żadnym Luksemburgu — myśleliśmy tylko o tym, żeby wyrwać trzy punkty! I to jest to, czego chcą kibice: być tam, gdzie dzieje się coś ważnego, a nie na meczu, gdzie sędzia nie zna nawet nazwisk naszych zawodników!
I jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że „solidna robota w drugiej lidze” to coś złego, to ja bym mu powiedział, żeby się przyjrzał naszym transferom. Masłowski, Kucharczyk, inni — oni nie przyszli tu po to, żeby się bawić w podwórkowej lidze, tylko żeby walczyć! I dają radę, bo wiedzą, że grają przed swoimi ludźmi, a nie dla jakiegoś zagranicznego sponsora. To jest właśnie ta siła Projektu — że mamy drużynę, która naprawdę chce grać, a nie tylko zbijać punkty gdzieś tam za granicą!
Więc nie, nie pakujmy się w żadne luksemburskie bajki — my tu mamy swoją robotę do zrobienia, swoje miasto do zagospodarowania, i kibiców, którzy są gotowi iść z nami wszędzie, gdzie tylko trzeba! A jak dojdziemy do Ekstraklasy? To nie będzie dzięki ucieczce, tylko dzięki temu, że walczyliśmy o to od samego początku! 🔥⚽
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej no ale co wy pierdolecie z tymi swoimi Luksemburgami i "zagranicznymi kontraktami" 😂 naprawdę myślicie, że tam na trybunach będą siedzieć moi koledzy zza chlewa co raz w tygodniu latać do Luksemburga? Ale kurwa ja pierdole, to ma być jakaś banda wariatów co nie ma lepszego pomysłu niż wozić naszych facetów na wygwizdówkę gdzieś na obczyźnie! 🔴💸
Bo serio, skoro tak bardzo chcecie, żeby nasi grali za granicą to dlaczego sami nie ruszycie dup za to do Walencji na mecz Valencji z drugim zespołem?! A nie! Bo to się komuś nie chce, bo jak nie ma tam naszych kibiców co by zajechali te trybuny po swojemu to co? Pusty stadion? No przecież dokładnie o to chodzi w tym waszym pomyśle — o pusty stadion i zero kibicowskiej pieśni!
I jeszcze ten argument o "silnych transferach z zagranicznymi kontraktami" — no dobrze, kto niby ma na nie kasa? Miasto? Rada miasta? A potem kto kupuje bilety? Wy? Ja? No chyba nie kurwa! 🤬 Bo jak ktoś naprawdę myśli, że sponsor rady miasta opłaci tyle co tylko da, a potem jeszcze kibice będą latać za granice to ja mam motocykl do sprzedania!
A propos transferów — Masłowski z Kucharczykiem przecież przyszli grać do konkretnej ligi, nie do ligi, gdzie nikt nie wie, że istniejesz! Oni chcą walczyć o coś więcej niż tablet z bonusem, oni chcą, żeby ich nazwisko pojawiało się w naszych mediach, nie w gazetce lokalnego sklepu! I to jest właśnie ten problem z waszymi pomysłami — wy macie w głowie tylko cyferki, a my w sercu! I serce mówi: nie pakujemy się w żadne bajki, bo nasze miasto, nasz stadion, nasze kibice — to jest nasza siła! I na tym trzeba budować, a nie uciekać gdzieś tam pod byle pretekstem!
No ale trudno, zobaczymy jak to pójdzie — może kiedyś za 10 lat będziemy jeździć kibicować naszym w... trzeciej lidze Luksemburga? XD
Na trybunach od dzieciaka.
ej, ale wy tam naprawdę dacie się zwieść tej swołoczy co gada o zagranicznych pieleszach zamiast walczyć gdzie trzeba? 😉 no bo serio, jak to sobie wyobrazicie — my mamy drużynę co bije się z Lechią w derbach, a potem pakujemy ich w samolot do Luksemburga na mecz z miejscową rezerwówką bo „jakaś korona się znajdzie”? kurwa, ależbyście zrobili z naszego klubu jakiś cyrk, a nie drużynę!
a wam się zdaje, że Masłowski i Kucharczyk przyjechali tu po to, żeby później pakować się w ligę, gdzie nikt nie słyszał nawet o Projekcie? no co wy, ci faceci grali w Ekstraklasie, w I lidze, nie w rozgrywkach podwórkowych za trzydzieści euro tygodniowo! oni przyszli tutaj walczyć, a nie uciekać przed rywalem, bo w Warszawie jest ten jeden mały szczegół — kibice, którzy nie darowaliby im porażki nawet gdyby chcieli!
i jeszcze ten numer z „zagranicznym kontraktem sponsorowanym przez miasto” — no cóż, radni mają kasę na piwko w knajpie, a nie na bajerowanie obcych lig, żeby coś zrobić niby profesjonalnie. my tu mamy stadion co z każdym meczem coraz bardziej się zapełnia, a oni chcą nas przenieść na boisko, gdzie liczba kibiców zmieści się w pokoju hotelowym!
przypomnijcie sobie, jak w zeszłym sezonie wybraliśmy się na te cholerne derby z Motorem, a trybuny były tak ciasne, że musieli otworzyć dodatkową bramę? to była siła, ludzie! a jak niby mielibyśmy to powtórzyć w Luksemburgu, gdzie nikt nie wie, kto my jesteśmy? tam bylibyśmy tylko tłem dla miejscowych pijaczków, co na trybunach liczą zepsuty żyrandol!
i nie no, nie mówię, że mamy się bać awansu — przeciwnie, powinniśmy walczyć o niego normalnie, z tym co mamy, bo inaczej to jakaś parodia. ale jeśli ktoś myśli, że kupienie paru gwiazdorów z zagranicznymi kontraktami rozwiąże problem, to ja mu powiem prosto: to nie gwiazdy decydują, tylko to, że nasi kibice są w stanie zjechać 400 km autobusem, żeby dojebać się do sędziego za faul na naszym napastniku!
więc no, zostawmy te bajki o Luksemburgu i budujmy dalej to, co mamy — solidną drużynę, solidny stadion i kibiców co nie uciekną przed prawdziwą walką. bo prawda jest taka, że jak nasi dojdą do Ekstraklasy, to nie będzie dzięki zagranicznym trikom, tylko dzięki temu, że walczyliśmy o to od samego początku i nie schowaliśmy się przed konkurencją jak tchórze pod płotem! 🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ale kto wam tu opowiada bajki o „zagranicznych” marketingowych bajerach? Akurat tydzień temu byłem na trybunie na meczu z Wartą i widziałem, jak jeden z naszych nowych — nie pamiętam nazwiska, ale facet ma kręcone włosy i biega jakby go gonił zły duch — po tym meczu podszedł do kibiców pod trybuną i każdemu osobiście podał rękę. Mówił, że to jego pierwsze takie spotkanie i że wreszcie czuje, że coś tu rozumie. No i co? Tego nie dostaniecie w żadnym Luksemburgu, gdzie nikt nawet nie wie, jak nazwać naszą drużynę. Bo Projekt to nie jest jakaś eksportowa marka — to zespół, który czuje cięgi na własnej skórze i nie boi się ich pokazać przed swoimi ludźmi. Prawdziwi faceci grają tam, gdzie biją serca, a nie tam, gdzie liczą się tylko cyferki w tabeli.
Hype to nie argument.
Ej no, ale wreszcie ktoś naprawdę powiedział, o co chodzi w tym Projekcie. Bo wy tu nawzajem się dobieracie albo w te bajki zagraniczne, albo w te marzenia o marzeniu, a tymczasem fajka leży tam, gdzie zawsze — na boisku, pod nogami naszych chłopaków.
Słuchajcie, ja znam emocje, które tu latają: jeden mecz z Motorem, pół trybuny zamknięte na drugą bramę, ludzie stoją, śpiewają, piją piwo z papierowych kubków i nikt nie myśli o punktach — myślą tylko, żeby być tam, gdzie bije serce. I to jest ta siła, którą mieliśmy kiedyś, która mamy teraz, i której nie oddamy za żadne kontrakty w Luksemburgu.
Z drugiej strony — no dobra, jestem starym wyjadaczem, który pamięta jeszcze te czasy, kiedy Projekt to był „jakby” drużyna na papierze, a teraz mamy Masłowskiego, Kucharczyka, i naprawdę gramy z Lechią na ich własnym boisku jakby to był nasz domowy mecz. I to jest coś, co budowało się lata — nie żadne zagraniczne bajery, tylko solidna robota, kibice, którzy przychodzą nawet jak pada deszcz, i zawodnicy, którzy wiedzą, że jak przegrają, to jutro spotkają się z tymi samymi ludźmi na ulicy.
Ale zrozumcie jedno — marzenie o Ekstraklasie to nie jest jakaś abstrakcja, którą można odłożyć na później. Ja znam tych facetów z mojego osiedla: jedni mówią „no dobra, jeśli nie awansujemy, to może jednak ten kontrakt w zagranicznej jurysdykcji?”, a drudzy szczerze, że wolą grać w Warszawie niż latać do Luksemburga. I nie ma tu złej odpowiedzi — są tylko dwie drogi, które idą równolegle, i obie mają swoje plusy i minusy.
Co więc zrobić? Ano, nie spieszyć się z decyzjami, bo Project to nie jest klub, który buduje się na szybkich ruchach. Trzeba trzymać naszą duszę — te staromodne wartości, kibiców, którzy są tu z nami na dobre i na złe — i jednocześnie patrzeć w przyszłość, bo awans do Ekstraklasy to nie jest mrzonka, tylko coś, co naprawdę możemy osiągnąć.
A co do tych zagranicznych gwiazdorów z „sponsorowanym kontem” — no cóż, ja bym się zastanowił, czy naprawdę chcemy, żeby nasi chłopcy grali w lidze, gdzie nikt nie wie, kim jesteśmy. Bo Project to nie jest nazwa, którą można wkleić na koszulkę i liczyć, że za tydzień wszyscy ją zapamiętają. To jest coś więcej — to jest miasto, kibice, historia, która się tworzy właśnie tutaj, na tym boisku, przed naszymi oczami.
I tu się pojawia pytanie, które chyba powinno wisieć nad nami jak te niebieskie niebo nad Bemowem: czy naprawdę chcemy być drużyną, która ucieka od konkurencji, czy jednak tą drużyną, która staje w ogniu i walczy o swoje? Odpowiedź nie jest prosta, ale jedno jest pewne — nie damy rady być obiema naraz.
Najpierw policz, potem się spieraj.