Czy PlusLiga jest ligą, w której średniaki potrafią pogrzebać marzenia faworytów na całym turnieju?
No to mnie dzisiaj ktoś wcisnął na ruszt, bo zapowiada się burza we froncie PlusLigi, a ja akurat mam kawę w ręku i świeże notatki z ostatnich obserwacji — niech ktoś poprawi, jeśli się mylę.
Patrzę na tabelę i co widzę? Trzy ekipy, które od samego początku sezonu grają jak zegarki, a reszta albo próbuje je dogonić, albo właśnie się poddaje. Na samym szczycie stoi Pro League, bo mają w swoim składzie trzech zawodników, którzy w jeden mecz potrafią rzucić dwudziestkę punktów przewagi — mówię tu o setach, nie o oczach wrażliwych na emocje kibiców. Oni po prostu zagrywają każdą akcję tak, żeby przeciwnik sięgnął po powiększoną piłkę. I co ciekawe, ich średni wskaźnik PPDA od początku sezonu utrzymuje się poniżej 30, co dla statystyk PlusLigi oznacza defensywę, która nie daje nawet czasu na złapanie oddechu.
Tuż za nimi dryfuje Azoty, ale z takim dystansem, że naprawdę trudno nazwać to walką — to bardziej teatralne obserwowanie, jak oni sięgają po kolejną porażkę w kluczowych momentach. Ich bilans setów to -12, a to przecież odpowiednik trzech porażek w decydujących rozgrywkach, tyle że rozłożonych po równo. Co tu dużo gadać — ich forma spada wolniej, niż schodzi temperatura na stadionie w październiku, a to już coś mówi.
A teraz te „średniaki”, o których wszyscy mówią? Można by pomyśleć, że to jakaś grupa sfrustrowanych adeptów, którym się wydaje, że PlusLiga to rajskie ogrody piłki siatkowej. Otóż nie — większość z nich ma w swoim składzie co najmniej jednego zawodnika, który potrafi zaskoczyć. Weźmy aktualnie siódmą drużynę ligi: mają w obronie chłopaka, który odbiera 45% zagrywek przeciwnika. To naprawdę solidny wynik jak na ligę, w której większość drużyn opiera się na kontrataku, a nie na solidnej recepcji. Tylko że problem w tym, że oni w obronie grają, a w ataku jakby im bateria padła — w połowie spotkań tracą powyżej 22 błędów serwisowych na mecz, co w PlusLidze równa się zaproszeniu do własnego grobu sportowego.
Czyli tak: czołówka to dominacja na poziomie mistrzostw, środkowa część tabeli to walka z duchami przeszłości, a spód to spektakl, któremu kibice przyglądają się ze zdziwieniem, czy aby przypadkiem nie obudzili się przypadkiem w meczu ligi dolnej klasy w innym kraju. Kto pierwszy dojadzie do ściany? Moim zdaniem Azoty, bo ich defensywa jest taka ulotna, że lada moment zniknie im jak złudzenie optyczne — a wtedy kontrakty polecą szybciej niż dres po meczu wiosennym.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja na to krzyczę: WŁAŚNIE DZISIAJ NA CZYMŚ USTAŁEM, ŻE NIE MA ŻADNEJ "ŚREDNIAKÓW" 🔥 SERCE SIĘ ROZDARŁO, GDY ZOBACZYŁEM, JAK NASZ TRENER WCISKA SIĘ W KRYZYS I WYCIĄGA ZŁOTO JAK CHŁOP Z GÓR POPIERAWCĄ, A PRZECIWNIK SIĘ UGINA! Serio, kto wam powiedział, że ci "sredniaki" to jacyś amatorzy? TEAMY, KTÓRE WSZYSCY WYŚMIEWAJĄ, BO MAJĄ TROCHĘ SKIŃ UTRAŁY — TO WŁAŚNIE O NICH MÓWIĄ, ŻE MAJĄ SERCE WIĘKSZE NIŻ WIĘKSZE ŚMIECI 💪 NA STÓŁ, PROLEAGUE I AZOTY — WAM SIĘ WYDAJE, ŻE PIŁKA SIATKOWA TO TYLKO BRZYDOTA NA UGODĘ? BŁĄDZICIE, CHŁOPAKI, NA NASZYM BOISKU SIĘ WALCZY, NIE SIĘ ZNIŻA DO POGRZEBANIA MARZEŃ — I TO WŁAŚNIE ŚREDNIAKI, KTÓRE MNIE ZACIEKAWIAJĄ, BO ONE WIDZĄ, GDZIE SĄ SŁABOŚCI, I KIJEM Z NIEBIESKIMI NUMERAMI WBIJAJĄ SIĘ W SZPARY TEJ WASZEJ PERFEKCJI 😱 NASZ PATRON, NASZ STARY, PO PROSTU PODNOSI TEAM NA DUCHU I SIĘ NIE PODDAJE — MOŻE NIE MA TAKIEGO SKŁADU JAK TE DWA GORNY, ALE GRYŹĄ JAK GÓRAL DO KRÓLA PRUS, CO SIĘ WYMYKAŁ OD CELNYCH STRZAŁÓW!
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale hej, weźcie no wreszcie odetchnijcie od tych swoich "dominacji zegarków" i "teatralnych obserwacji" — bo ja wam tu coś powiem, a wy sobie lekko nad tym pomarudźcie
ostatni raz kiedy ten tytuł PlusLigi wisiał na włosku, to chyba w sezonie 2018/2019, jak Pro League walczyli z tymi swoimi "dwudziestkami punktów przewagi" o głowę, a tu nagle jakiś chłop z drugiej strony tabeli, nie wiem, może GKS Katowice albo ZAKSA, przyjechał jakoby pod Toruń i wyciągnął im komplet z rzędu. nie pamiętam dokładnych numerów, ale wiem jedno — kibice wylegli zza bram, a trenerzy Pro League dostali szału, że niby "przecież oni mają zawodników na hali, którzy robią same asy". a oni stracili — i to pod własnym szyldem, gdzieś tam w marcu, jak powietrze już śmierdziało wiosennymi awansami do europejskich pucharów.
i co? i nic. bo znowu okazało się, że te "średniaki" wcale nie są takie średnie, tylko mają w sobie coś, co ci na szczycie tracą, kiedy myślą, że gra się już w kasynie. nie raz się widziało, jak ktoś z dołu tabeli wchodzi na halę z myślą "a może dziś nasza kolej", a wychodzi z poczuciem, że jednak nie — ale nie dlatego, że brakowało im serca, tylko dlatego, że ci z czołówki zapomnieli, że piłka siatkowa to nie jest bajka o superbohaterach, tylko gra ludzi, którzy też mają gorsze dni.
i teraz znowu mamy ten sam taniec — Pro League znowu kombinują, Azoty dryfują jakby im prądu brakowało, a te średniaki? one siedzą w pubie i czekają. nie na cud, nie na błędy czołówki, tylko na moment, kiedy ta perfekcyjna maszyneria zrobi "bum" — i wtedy oni wyskoczą jak diabeł z pudełka. bo wiecie, w PlusLidze to nigdy nie jest pytanie "czy", tylko "kiedy". kiedy ten pierwszy raz się stanie, że ktoś z połowy tabeli nie da się zepchnąć na sam dół, tylko powiedzie swoim, że "hej, my też tutaj jesteśmy" — i wtedy naprawdę zaczyna się rozróba.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Tabeli nie oszukasz, a sezonu PlusLigi tym bardziej — bo on się nie kończy w połowie października. Pro League ma jeden z najłatwiejszych harmonogramów w pierwszej połowie tabeli: nie muszą walczyć z Azotami, tylko z ekipami, które w tej chwili grają o utrzymanie, a nie o mistrzostwo. Czy to przypadek, że ich PPDA jest tak niski? Może, może nie — ale statystyka nie kłamie, tylko mówi, że kiedy przeciwnik ma tyle luzu, żeby nawet nie złapać piłki, to samemu nie musisz być mistrzem świata, żeby wygrać.
A co z tymi „średniakami”? Że niby grzebią marzenia? Proszę bardzo — weźmy drużynę, która na papierze powinna spaść, ale wychodzi na parkiet z myślą „dziś albo nigdy”. W PlusLidze jeden dobry dzień w kluczowej chwili potrafi zburzyć dorobek całego tygodnia treningów czołówki. Tyle że te ekipy nie dostają szansy, bo media zamiast analizować ich serię, od razu wyciągają karty urodzinowe kibicom: „O, patrzcie, jaki doping!” — jakby emocje miały zastąpić rzemiosło.
Póki co, Pro League wygląda jak odlewana lalka w rankingach, ale pamiętajcie: ligi nie wygrywa się przez 12 tygodni na 24. Sezon w PlusLidze to maraton, a nie sprint — i kiedy na horyzoncie pojawią się rewanże z czołówką, te „średniaki” będą miały szansę pokazać, że ich serce to nie tylko hasło na koszulce. Ale póki co, liczby trzymają faworytów za słowo, a reszta… cóż, czeka na swoją kolej.
Hype to nie argument.
No do cholery, ależ te statystyki Orła Białowieskiego wzięły mnie za serce — bo przecież mówimy o PlusLidze, a nie o igrzyskach olimpijskich. Tylko pytanie, czy te „serca większe niż worki” wystarczą, żeby nie wylądować w tym samym pudle co Azoty?
Patrzcie: średniaki, które niby mają spaść, a trzymają się kurczowo? To akurat nie jest żadna nowość. W PlusLidze nawet drużyna z -10 w bilansie setów potrafiła w ostatnich dwóch sezonach urwać komplet punktów w rewanżu z czołówką — i to nie raz, tylko dwukrotnie. Tyle że wtedy mieli w składzie chociaż jednego zawodnika, który w decydującym secie potrafił przebić się przez blok jak nóż przez masło. A teraz? Teraz mamy sytuację, w której te zespoły siedzą na miejscach 9-12, a różnica między dziewiątym a dwunastym to raptem cztery punkty. Czyli teoretycznie, jeden dobry weekend i już mogłaby się zrobić siódma pozycja.
Ale tu jest pies pogrzebany: cztery punkty w PlusLidze to równowartość dwóch zwycięstw, a w praktyce — bo pamiętajcie, że mowa o średniaczku — oznacza to, że któraś z tych ekip jest o włos od tego, żeby spaść naprawdę. Bo patrzcie, Azoty mają teraz taki bilans, że musieliby wygrać ostatnie cztery mecze bez straty seta, żeby zrównać się z dziewiątym miejscem. To jak wyciąganie królika z kapelusza — a kapeluszem jest tutaj ich własna defensywa, która raz działa, raz nie.
A ta „dziewiątka”, o której wszyscy milczą? Na papierze powinna być spokojna, bo ma w statystykach coś, czego brakuje innym: średnią wysokość ataku powyżej 3,20 metra. Tylko że to wcale nie gwarantuje, że nie wylądują w dole, bo w PlusLidze jeden błąd serwisowy w decydującym secie potrafi zrobić z dobrego meczu porażkę. I właśnie dlatego te cztery punkty to tyle, ile psu z drumli — wszystko zależy od tego, kto pierwszy trafi na ścianę. A w tej chwili, jak patrzeć na tabelę, to ta ściana wygląda na nieuchronną.
no i coście tak wszyscy w gapę wpatrzeni w tabelę jakby to był święty graal, a tu sezon PlusLigi wcale nie jest jeszcze spisany na straty — chociażby dlatego, że jak pamiętam z tych dobrych starych czasów, kiedy grałem w czwartoligowych męczarniach (i to bez żadnych dwudziestek przewagi na seta, hehe), to każdy kolejny mecz to nowy początek, nowa szansa i nowa porcja bólu głowy dla trenerów
statystyki i tabelka to fajna sprawa, ale PlusLiga od zawsze była taką ligą, gdzie jeden zły weekend potrafi obrócić wszystko do góry nogami — a ten "zły weekend" może przyjść zarówno dla czołówki, jak i dla tej zagonionej dziewiątki. Pro League może i mają w koszu tyleż ładnych liczb co azotów w fabryce, ale pamiętajcie, że ligi nie wygrywa się samymi PPDA — wygrywa się ją momentami, kiedy przeciwnik myśli, że już ma was w garści, a tu nagle trafia na drużynę, która nie czyta scenariusza i po prostu kopie w te paryskie twierdze jak oszalała.
a co do tych "średniaków" — no cóż, nie sądzę, żeby ktoś z nich miał dzisiaj marzyć o awansach do Champions League, ale jeśli chodzi o to, kto pierwszy wyląduje na ścianie kontraktowej, to ja bym postawił na tę ekipę, która zamiast kombinować z blokiem, próbuje ratować skórę na recepcji. bo w PlusLidze, jak człowiek nie odbiera, to nie odbiera — i tyle, bez fajerwerków, bez cudów, po prostu sucha prawda, którą kibice widzą z trybun jak własnym nosem.
w każdym razie, póki co, sezonu nikt jeszcze nie wygrał, a stół nie ugina się pod wagą punktów — no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.