Czy Norwidowi potrzeba nowego 'Puchatego' na obronę?
No ale serio, kto by nie marzył o jednym mocnym miejscu na lewej obronie, co? Normalnie, jakby się takiego zawodniczka znalazł, co by od razu zrobił z naszym Norwidem prawdziwą bajkę — może nawet coś z tych 'chodzi słuchy...' niedawno po szatni latało, że ktoś taki miałby być w okolicy. Ale wiecie, jak to jest, plotki to plotki, a tu się liczy tylko to, co na boisku widać, no nie? 🤡 Zresztą, skoro już Stępiński raz tu zagrał, to kto wie, może i inny Puchaty by się nie zmarnował... A wy co o tym myślicie? Mamy w głowie tego nowego czy dalej kombinujemy z tym, co mamy? 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No toż mnie Pan dociera – plotki po szatni to nasz lokalny chleb powszedni, a ja akurat dzisiaj miałem ochotę na bułkę z prawdą. Skoro Stępiński raz wszedł na lewą obronę i niby było git, to ciekawe, co konkretnie widział ktoś z was? Bo na razie słyszę same "może by", "kto wie" i "chodzi słuchy" – aż mi się ręce kurczą, żeby w nie uwierzyć. Plotka jest niby dowodem, póki się jej nie sprawdzi, a my tu gadamy o bajkach, a nie o tym, co faktycznie widać na boisku. Albo ktoś ma jakiś konkret, albo dalej kombinujemy z tym, co mamy i nie licytujemy się w ciemno. A co, któryś z was widział tego nowego "Puchatego" w akcji, czy tylko powtarzacie to, co komuś się przyśniło?
Hype to nie argument.
Stępiński? 😱 TEN FACET JAK SIĘ WPIERDOLIŁ NA LEWĄ TO BYŁO JAK NAMALOWANE 🔥💪 No chyba ktoś tu spał albo nie oglądał, jak on wyprzedzał jakieś konwoje nie wiem czym?! Takiego chłopa bym sobie na lewą obronę wsadził NA STAŁE i nie słuchał żadnych "ale", tylko krzyczał "BRAWO NORWID!" co pół godziny 😤 A plotki o nowym "Puchatym"? NIECH SIĘ ZJAWIAJĄ TYCH PIERWSZYCH TRZECH LEKKO NAWET! Mamy dość kombinowania z tymi co mają "może umieją" – my chcemy PRAWDZIWEJ SIŁY NA BOISKU, a nie bajek przy szatni! 🔴🔴🔴
A co, Paśliście wczoraj wieczorem jakieś zebranie na chłodnym stadionie, że tak mi się zaraz wypsnęło pytanie: bo jeśli Stępiński na lewej obronie to coś, co normalnemu człowiekowi od razu zapiera dech, to co byście powiedzieli na „Puchatego 2.0” w tej formie? Słuchajcie, ja nie jestem typem, co się zrywa na każdy marketingowy chwyt, ale skoro mamy w drużynie faceta, który raz na wylot udowodnił, że potrafi wjechać zza własnej połowy i jakby nigdy nic dopić butelkę, no to dlaczego mielibyśmy liczyć na cud w postaci transferu solidnego, drugoligowego twardziela w wieku, kiedy nogi same zaczynają mu szeptać „oj, niedługo emerytura”?
Weźmy po kolei: jakakolwiek plotka o „nowym Puchatym” z jakiegoś poważnego źródła to jedno, ale ja widzę, że w naszej kadrze mamy przynajmniej dwóch chłopaków, którzy na lewej stronie potrafią naprawdę solidnie podeprzeć – dlaczego od razu szukamy bajek, skoro mamy coś namacalnego? Owszem, Stępiński może i zrobił wrażenie, ale to była chwila, a nie system. Transfer nowego zawodnika to nie tylko jego twarz na plakacie, ale też kontrakt, dostosowanie do taktyki, chemia w zespole – a tu akurat ani widu, ani słychu konkretów.
Jakby ktoś pytał mnie o zdanie: wolałbym, żebyśmy raczej spojrzeli, jak rozwinąć tych, co już są, niż czekać na rycerza w lśniącej zbroi spod Wrześni. Plotki plotkami, ale póki nie ma nic w papierach, póty to zwykłe „może by”. Więc moja rada? Skupmy się na tym, co mamy, i niech chłopaki z lewej strony dalej walczą – bo jak im się uda wejść w klimat Stępińskiego, to i taki „Puchaty” nie będzie potrzebny.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No, to ja wam powiem – wczoraj na treningu patrzyłem, jak nasz nowy chłopak z akademii, ten mały Waldek z rocznika '04, wychodził na lewą obronę i walczył jakby miał w dupie cały świat. Na początku myślałem "oj, jeszcze jeden maruda", ale potem widziałem, jak wyprzedzał napastników nie tylko ciałem, ale i głową – niby nie taki wielki, ale potrafił przewidzieć zagranie przeciwnika przez minutę przed tym, jak to się stało. I co? Już po nim widać, że to jednak nie jest taki typ co ma "może umieć" w opisie, tylko facet, co naprawdę czuje pozycję.
A plotka o nowym "Puchatym"? A co, Paśliście wczoraj oglądali ten mecz rezerw? Bo tam właśnie grał jakiś gość, który wyglądał jakby się urodził z piłką przy nodze – tyle że nikt nie wie, jak on się nazywa ani skąd przyszedł. I wiecie co? Powinienem pójść do trenera i zapytać, bo facet w 15 minut zrobił więcej niż Stępiński w całym meczu... i nie mówię tego, żeby dokopać Mariuszowi, tylko żeby pokazać, że fajnie mieć kogoś, kto naprawdę solidnie działa, a nie tylko raz na ruski rok wpadnie w szaleństwo. 😂
Ale niech to szlag trafi – póki ktoś nie podpisze kontraktu, to i tak cały czas gadamy o bajkach. A ja wolę widzieć efekty na własne oczy, niż czekać na kolejnego "chodzi słuchy...". Chłopaki, skupmy się na tym, co mamy, i nie dajmy się zwieść plotkom – bo jeśli już coś nowego się pojawi, to sami zobaczymy, nie?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A ja wam powiem, że akurat na ten mecz rezerw Norwida z Zagłębiem II w Częstochowie akurat byłem z kolegami przy trybunach – i waldek tym Waldekiem, no to fakt, że facet potrafił wyjść z piłką spod własnej bramki jak na zawołanie. Solidnie, z głową, no i te wejścia w dryblingach… no ale proszę was, to nie jest jeszcze „Puchaty”, tylko obiecujący młodziak, który ma szansę się rozwinąć, a my go od razu posadzilibyśmy na lewej obronie? Niby fajnie się śni, ale póki nie zobaczymy go w pierwszym zespole przeciwko górze ligi, to niech ciocia opowiada bajki o gotowcu – my mamy swoje problemy do ogarnięcia w pierwszej drużynie, a nie licytujemy się na mitycznych bohaterów spod nieba spadłych.
Hype to nie argument.
hmm no ale widzieliście już, JAKI ZGRZYT TRZEBA MIEĆ W KRZYŻU ŻEBY WYJŚĆ NA TĄ LEWĄ Z PIŁKĄ I NIE ODDAĆ JEJ WPIERDOLCENIA? 😱🔥 facet z Wrześni coś tam gada, a my mamy chłopaka w akademii, co na każdym treningu wali się do mnie z „panie Weteran, ja wiem jak to zrobić” — i wiecie co? Wczoraj na meczu juniorów strzelił takiego dryblinga, że całe boisko oszalało… A co do Puchatego? No siema, ale niech ten gość się najpierw na naszym stadionie pokaże, nie przy piwie w szatni! 🤬 bo ja pierdole, jeszcze obiecujący młodziak zagranie zrobi lepsze niż gość co ma „może umie” i na koniec i tak kopie piłkę za linię… no ale trudno
Ejże, chłopaki, powoli z tym zachwytem nad "nowym Puchatym", bo tu jakiś problem widzę — albo wam się coś posypało na oczy, albo naprawdę zbyt szybko się rozentuzjazmowaliście na wieść, że ktoś raz dobrze wypadł na lewej obronie. Mariusz Stępiński? Fakt, facet wpadł na pomysł i to działało, ale nie zapominajcie, że to była JEDNA sytuacja, jedna akcja, jeden mecz, a nie system, który można powielać co tydzień. Znamy przecież Norwida — mamy okresy, kiedy lewa strona to jest jakaś dziura bez dna, a tu nagle mamy jednego faceta, co raz stanął na obronie i już bijemy brawo jakbyśmy mieli gotowca z piwnicy? No dajcie spokój, to trochę naiwne, nie?
I jeszcze ten Waldek z akademii — fajnie, że go widzieliście walczącego jak lew, z głową, no dobra, ale czy ktoś z was pytał, jak on radzi sobie przy standardach? Bo wiecie, co mnie ostatnio zdziwiło? Byłem na meczu juniorów i nasz koleś z rocznika '06, który też wychodzi czasem na lewą obronę, dostał w ostatniej minucie rzut wolny i zamiast zagrać dośrodkowanie, kopnął tak mocno, że piłka poleciała na drugą połowę boiska — i nie mówię, że to zły drybling, ale co on zrobi, jak przyjdzie walka z napastnikiem w tempie ligowym? Teoria teorii, a praktyka to co innego.
A ten tajemniczy "Puchaty" z meczu rezerw? No pięknie, że ktoś umie przebić się przez obronę, ale czy ktoś sprawdził, jak ten facet się broni, kiedy przeciwnik wraca z piłką? Bo pamiętacie, jak kilka miesięcy temu ściągnęliśmy tego obiecującego bocznego z którejś z tych ekstraklasowych szufladek, a on w pierwszym meczu wypadł lepiej, niż ktokolwiek się spodziewał — i co? Po dwóch kolejkach patrzyliśmy, jak ucieka przed napastnikiem jak zając przed psem? Plotka jest plotką, aż nie zobaczymy konkretów na boisku, a nie w kibicowskiej wyobraźni.
No i wreszcie ten argument o "braku solidnych opcji na lewej stronie" — serio? Mamy w pierwszej drużynie dwóch-trzech chłopaków, którzy na lewej obronie potrafią coś więcej niż biegać w kółko, a my od razu szukamy cudzego zbawcy spod Wrześni? Nie lepiej byłoby popracować nad tym, co mamy, zamiast liczyć na to, że przypadkiem trafi się kolejny Stępiński? Przecież transfer nowego zawodnika to nie tylko jego nazwisko w prasie — to też styl gry, chemia, kontrakt, a nie mówiąc już o tym, że facet musi się zaadaptować do naszej ligi, bo może się okazać, że u nich grał w szeregach, a u nas ląduje na ławce.
Tak że ja tam proponuję: zamiast wymyślać nowego bohatera, skupmy się na tym, żeby ci, co już są, mieli święty spokój, żeby trenerzy im dali szansę, i żeby na treningach naprawdę popracowano nad tym, co na lewej obronie szwankuje. Bo póki co, to plotki o nowym "Puchatym" to jak oglądanie w gwiazdach konstelacji i wymyślanie sobie swojego — fajnie się śni, ale realnego efektu brak.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale niech was nie ponosi ta mania na nowego bohatera co to niby sam przyjdzie i cudów narobi bo ja sobie przypomniałem czasy kiedyśmy mieli takiego prawdziwego twardziela na lewej obronie nie żaden Puchaty z bajki tylko stary bywalec co to nawet w norwida grał jakieś 150 meczów i miał więcej razy wpisane „Sędzia główny: pan X” niż większość z was ma pucharów w szafie no i co się stało? facet poszedł na emeryturę i nagle zapomnieliśmy jak wygląda solidna robota na lewej stronie bo przez te lata nikt nie myślał o rozwoju tylko czekał na następnego rycerza na białym koniu
i teraz macie Stępińskiego który raz wypadł wspaniale i już bijecie brawo jakbyście wymyślili nowy religijny cud — a co z tymi co cały sezon walczą bez rozgłosu? pamiętacie chociaż imiona naszych obrońców co to regularnie dostają w dupę bo lewa strona to dziura? nie? a może to dlatego że my patrzymy tylko na te dwa-trzy tygodnie sezonu kiedy akurat ktoś zrobi coś spektakularnego i zapominamy że piłka to nie show dla instagramu tylko mecz który się rozgrywa dziewięćdz razy na dziesięć w szarości i błocie
plotki o nowym Puchatym to jeszcze jeden dowód na to że nikt nie chce siedzieć dwadzieścia minut po meczu i ogarnąć że problem nie leży w braku superbohatera tylko w tym że na lewej obronie siedzi facet co myśli że jest na środku boiska no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wam się zdaje, że ja się nie cieszę jak nasz Waldek z akademii wychodzi na lewą obronę i nie ma co do niego wątpliwości, ale proszę was — dzisiaj rano widziałem go na treningu drugiego zespołu, jak towarzyszył napastnikowi trzy metry od naszej bramki, a ten facet mu wcisnął gola na 1:0, a Waldek nawet się nie zakręcił, żeby zareagować? 🤡
I nie, nie jestem typem co krzyczy „wszyscy jesteście ślepi”, bo fajnie, że wypadł raz czy dwa, ale póki co to facet, który ma szansę się rozwinąć, a nie gotowiec z transferówki spod Wrocławia.
A co do nowego „Puchatego” — to jeszcze jeden dowód, że my w Norwidzie kochamy bajki bardziej niż solidną robotę w defensywie, a Stępiński? Ja tam wolę faceta, który robi to co trzeba przez cały mecz, niż cudaka raz na ruski rok. 💸
I pytanie do Was — ilu z was pamięta nazwisko naszego lewego obrońcy w meczu z Radomiakiem, kiedy po piętnastu minutach ustawiliśmy się w defensywie na amen i tylko cudem nie puściłśmy gola? No właśnie.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no coście się tak rozgadali o nowym superbohaterze co niby lada moment siądzie nam na lewą obronę i wszystko będzie wspaniale, ja tam pamiętam czasy kiedy gadaliśmy o tym samym bo na stadionie Kręlego pojawił się taki jeden gość co miał w swetrze więcej pierza niż niektórzy w drugim zespole w polówce, więc oczywiście od razu słuchy poleciały że oto zbawca norwida bo facet niby potrafi wbiegać na lewą obronę i wyprowadzać kontry jak z kreskówki no i co?
pojawił się przyjezdny z jednego z tych półprawdziwych klubików z drugoligowego południa, nazywał się chyba Jarosław albo Jarosławski, nie pamiętam już dokładnie bo po dwóch meczach nikt nie pamiętał nawet jak się pisało jego nazwisko, a trener po trzecim spotkaniu odesłał go do akademika z napisem „dziękujemy za próby” bo facet okazał się być mocny w reklamie ale słaby w ustawieniu – raz przebił się przez całe boisko żeby dośrodkować, ale przy okazji zostawił naszego skrzydłowego samego z napastnikiem u siebie i to nie raz, tylko trzy razy w pierwszej połowie, no i wiecie co? nikt mu nie powiedział „ej, ty jesteś nasz nowy Puchaty”, bo nikt nie dał rady wytrzymać przez cały mecz żeby w ogóle zapamiętać jego twarz.
a potem były plotki o tym młodym skrzydłowym co przyszedł z trzeciej ligi z takim dryblingiem że niby zrobi furorę, aż w końcu zagrał w Pucharze Polski i po dziewięćdziesięciu sekundach strzelił gola spektakularnego, ale od razu wiadomo było że facet potrafi zrobić tylko jedno i tyle — bo w kolejnym meczu stracił piłkę cztery razy z rzędu w krytycznych miejscach i po tygodniu był z powrotem w swoim regionalnym klubiku bo nikt nie miał czasu na szkolenie go z tymi wszystkimi innymi aspektami gry, no ale oczywiście entuzjaści od razu mówili „a co, jeszcze jeden Stępiński, co?!” — tylko że Stępiński przynajmniej raz na ruski rok umiał zaskoczyć, a ten facet umiał raz na ruski rok trafić bramkę.
no i wreszcie ten cały szum wokół „nowego”, któremu w gazetach pisali „polski Maldini” bo w reklamówce z butami wyglądał jak model, a w pierwszym meczu ligowym po pierwszej interwencji złapał kontuzję i zniknął na pół roku, a kiedy wrócił to już nikt nie pamiętał że kiedykolwiek istniał — ba, nawet w internecie trudno było znaleźć nagranie z jego jedynego udanego występu.
no ale zobaczymy, może tym razem los uśmiechnie się do nas i zamiast kolejnej bajki trafimy na kogoś, kto nie tylko raz na ruski rok zrobi coś fajnego, ale potrafi to powtórzyć dziesięć razy z rzędu no bo my tu już tyle razy daliśmy się zwieść temu że jeden dobry występ znaczy więcej niż dwanaście solidnych, co?
Widziałem już wszystko, chłopaki.