Czy Norwid Częstochowa to już totalna porażka w sezonie czy raczej loteria, skoro od…
Ej, co wy tam gadu-gadu o "locie szans" jak jakiś tam cyrk z liczbami? Przecież to nie loteria, tylko typowe "klasyczna klapa po zmyśle". Widzieliście te ich 3:0 z Gdańskiem? Jakie tam 3:0, jak oni odbijali się od dna! A teraz nagle 0:3 z Jastrzębskim, który przedtem mieli na patencie? A to, co się dzieje z tym Norwidem, to klasyczny syndrom "żółta kartka w drugim meczu" – raz tracisz koncentrację, raz luzujesz psychicznie, a tu proszę – kamień w studnię. No i jeszcze ten ich "wygrany" mecz z Gdańskiem to był chyba ostatni blask lampy ulicznej.
Pamiętacie ten jeden moment, gdy każdy kibic myśli "no teraz to im pójdzie"? A oni spaprali tak, że teraz nawet bukmacher by im nie dał złamanego grosza za powrót do formy. Takie cuda to nie przypadek, tylko totalna porażka systemowa. 🤡💸 A Wy dalej gadacie o "nadziei"?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ten mecz z Gdańskiem był przecież w marcu – a teraz mamy kwiecień. Coś Wam się zdaje, że zespół powinien w weekendach latać tak samo wysoko jak trzy tygodnie temu?
Hype to nie argument.
A to nie ma czegoś w tej waszej teorii o "ostatnim błysku lampy", co?! Bo że tamten 3:0 z Gdańskiem to była taka FURIA NA KORCIE, że drżały trybuny, a teraz patrzeć jak im wisisz te dwie ostatnie hucułki z Jastrzębskim? CO SIE ODPIERDOLIŁO NA TYCH TRZYCH TYGODNIACH?! Przecież oni mieli grę taką, że GLINA trzęsła się od uderzeń! A teraz? A teraz to jest jakby ktoś im wyciął wszystkie mięśnie z rąk przed meczem! I jeszcze tykają te komentarze, że niby "klasyczna klapa" – ale kurwa, przecież to nie tak, że oni mają się zawsze zachowywać jak maszyna! Widzieliście ich naprzeciw Cuprum? TAM była walka, TAM byli LUDZIE! Teraz co? JEDEN SPRAWDŹCIK I PO WIOŚNIE! 😤🔥 A jacyś mądrale gadają o "loteri" – no chyba se już naprawdę umarli na mózg jak ten ich Norwid ostatnimi czasy!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, aleście dzisiaj jacy podgrzani… To naprawdę fajnie, że ktoś w końcu nazwał po imieniu ten cały bajzel, bo przecież te "dwie ostatnie hucułki" to nie żadne prawidłowości statystyczne – to konkretne uderzenie w psychikę zespołu. Spójrzcie tylko: 3:0 z Gdańskiem było w marcu, a już trzy tygodnie później, w kwietniu, za jednym zamachem dwóch katów w postaci Jastrzębskiego – raz na wyjeździe, raz u siebie. I co? Cała energia z tego jednego meczu, który mógłby być katalizatorem formy, zamiast wzmocnić zespół, tylko go dobiła, jakby ktoś odkręcił im prąd w szatni.
Ale wiecie, co mnie najbardziej dziwi? Te głosy, które teraz mówią o "klasycznej klapie" – a ja wam powiem, że to akurat nie jest nic nowego. Każdy zespół, który myśli, że jeden dobry mecz to już gwarancja powrotu do formy, prędzej czy później dostaje po łapach. Norwid miał swoją chwilę na boisku, która mogła być punktem zwrotnym, a skończyło się na tym, że te trzy tygodnie rozmyły się w niczym. Trzy tygodnie to dla zawodnika tyle co pół sezonu w głowie – jak się nie utrzyma odpowiedniego napięcia, to mechanizm się rozregulowuje. A tu proszę: raz tracisz koncentrację, raz luzujesz psychicznie, a efekt masz konkretny – 0:3 i 2:3 z drużyną, którą wcześniej mieli na wyciągnięcie ręki. To nie jest loteria, to jest kara za to, że zamiast budować na stabilności, ktoś pozwolił, żeby jeden świetny mecz stał się celem samym w sobie.
I jeszcze jedno: te "komentarze o klasycznej klapie" – one są trochę zbyt wygodne. Bo jeśli już ktoś mówi o syndromie "żółtej kartki", to niech przynajmniej przyzna, że winę ponosi cały system, a nie tylko jeden mecz. Norwid nie spadł z klifu z dnia na dzień – on po prostu zapomniał, jak się wspinać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no ale co wy się tak dziwicie, przecież to nie pierwszy raz, kiedy jakiś zespół dostaje zastrzyk optymizmu po jednym meczu, a potem leci na pysk na następnych dwóch wcale nie gorszych przeciwnikach. widziałem już takie cyrki na własne oczy, jeszcze jak treningi wyglądały inaczej – nie było tylu kortów do siatkówki sztucznych jak dziś, tylko trawa i beton na podwórku, i tyle. pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy w rzeszowskiej lidze drużynę, która wygrała 3:0 z faworytem, a tydzień później dostali 0:3 od ostatniej drużyny tabeli, bo facet, co przychodził trenować, myślał, że już jest mistrzem świata i zaczął olewać przygotowanie.
no ale u Norwida to akurat widać, że problem nie tkwi tylko w psychice, tylko w czymś bardziej namacalnym. ten ich mecz z Gdańskiem był fajny, ale nie był przecież rewolucją, tylko jednym dobrym dniem, a drużyny na takich poziomach – no nie utrzymują formy przez trzy tygodnie na samych emocjach, to nie jest maraton tylko sprint zbyt długi. i jakby im ktoś powiedział wtedy, że za trzy tygodnie będą robić z rąk nogi z Jastrzębskim, toby się śmiali na cały stadion.
to teraz albo oni znów muszą znaleźć ten jeden punkt, gdzie odbiją się od dna, albo ktoś w szatni solidnie ich obudzi, bo inaczej ten "ostatni blask lampy" wezmą za nową normę no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do cholery, ludzie, aleście tu rozpisali się jakbyśmy oglądali jakiś serial o zespole, który sam siebie dobija – a przecież to nie żadna "klapa systemowa", tylko prosty fakt: jakby Norwid wziął te trzy tygodnie i wcisnął je do jednego meczu z Gdańskiem, a resztę sezonu odesłał do lamusa. 2:3 z Jastrzębskim? 0:3 z tym samym numerem? To nie loteria, to dowód, że jeden zastrzyk emocji działa jak doping na dobę – a potem co? Czysty kwas mlekowy w nogach i serce, które bije jak oszalałe na myśl, że kolejny trening to tylko strata czasu.
I jeszcze te wasze "syndromy" i "ostatnie błyski" – ale co niby mieli zrobić z tymi trzema tygodniami, kiedy natura nie znosi próżni, a im się wydawało, że wystarczy raz uderzyć mocno? Mecze nie są z gumy, kolego, a bukmacher nie dałby teraz nawet 1.20 na ich powrót do formy, bo statystyka nie kłamie, a statystyka mówi jasno: od marca do kwietnia Norwid zszedł z 3.0 na 0.0 i 2.3. Niech się ktoś w szatni przyłoży do kartki i zrobi plan, że albo teraz, albo nigdy – bo ja widzę tu więcej dziury niż w siatce po meczu z Belchatowem. 🤡💸 A Wy dalej szukacie fajnych metafor zamiast odpowiedzi prosto z mostu?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleście sobie ubzdurali, że te trzy tygodnie między marcowym 3:0 z Gdańskiem a kwietniowymi porażkami z Jastrzębskim to jakaś apokalipsa? Albo raczej – nagle wam się wydaje, że jeden mecz może definiować cały zespół na długie tygodnie? Przecież tu nie chodzi o magię kalendarza, tylko o konkretną grę w konkretnym meczu.
Spojrzcie na ten 3:0 z Gdańskiem – była to wygrana, owszem, ale nie rewolucja. Nikt nie powiedział, że od teraz będą nie do zatrzymania, a co dopiero przez trzy tygodnie. Boże Narodzenie też jest tylko jeden dzień w roku, a potem wraca codzienność. Norwid wygrał z Gdańskiem, bo Gdańsk miał swój "zły dzień" – nie dlatego, że nagle Norwidowi przybyło dwóch zawodników z Reprezentacji. A potem przyszedł Jastrzębie, które na papierze jest drużyną solidną, nie żadnym słabeuszem z dołu tabeli. Czy to znaczy, że Norwid w trzy tygodnie rozpadł się totalnie? Niekoniecznie – raczej Jastrzębie po prostu wypadli trochę lepiej, no i Norwid nie miał już tego samego luzu co tydzień wcześniej.
A teraz te "dwie ostatnie hucułki"? 0:3 i 2:3 – ale one są przecież częścią sezonu, który trwa od początku. Jeśli ktoś myślał, że po jednym zwycięstwie nagle wszyscy zapomną o poprzednich porażkach z Belchatowem i Cuprum, to niestety trafił szóstkę w totka. Bo w marcu przegrali 0:3 z Belchatowem, a przedtem 3:1 z Cuprum? To nie był znowu taki świetny okres. Trzy tygodnie temu było 3:0, a teraz dwa razy przegrali z drużyną, którą w teorii powinni ograć – no i co z tego? Że mają gorszy humor? Może po prostu zbyt mocno naciągnęli linki.
I jeszcze ten "ostatni blask lampy ulicznej" – serio, serio? Że jeden mecz w marcu miał być jakimś cudem punktem zwrotnym? Teoria o tym, że Norwid nagle zapomniał grać, jest wygodna, bo tłumaczy wszystko jednym zdaniem. Ale proszę was: te statystyki o 0.0 i 2.3 punktów w kwietniu? One są fajne, ale mecz nie rozgrywa się w Excelu, tylko na parkiecie. Trzeba umieć oderwać wzrok od liczb i spojrzeć na samą siatkę. Bo jeśli naprawdę byłoby aż tak źle, toby oni nie wygrywali z Cuprum tydzień wcześniej, prawda?
A propos Cuprum – 3:1 w marcu to była walka, owszem. Ale przegrana 0:3 z Belchatowem tydzień później też była walką, tylko przegraną. Norwid nie jest zespołem, który raz na ruski rozum potrafi wygrać – on po prostu gra tak, jak potrafi w danym dniu. Raz jest w formie, raz nie. Tyle.
xG > emocje.
Słuchajcie, ja tam nie mam pojęcia, czy to już totalna zapaść Norwida, czy po prostu taki los, że raz się trafia na dobry dzień, a raz na zły. Ale coś mi jednak w tym wszystkim śmierdzi jakimś niedomówieniem, bo przecież jak sięgam pamięcią do tamtego 3:0 z Gdańskiem, to faktycznie było coś na kształt teatralnego przedstawienia – kazali trybunom drżeć od uderzeń, i wszyscy myśleliśmy: "No nareszcie, może coś się ruszy". Tylko że trzy tygodnie później okazuje się, że zamiast wzlotów mamy upadek, i to dosłownie z dwóch meczów z Jastrzębskim, którzy niby nie byli jakimś obłędnym faworytem.
I teraz pytanie – co się tak naprawdę stało między marcowym tryumfem a kwietniowymi klęskami? Bo albo Norwid potrafi grać tylko na jedno okno sezonu, albo po prostu Jastrzębie okazały się tą drużyną, która umiała ich w konkretnym momencie przejrzeć i podciąć skrzydła. Patrzę na te rezultaty – 0:3 i 2:3 – i nie widzę w nich żadnej mistyki, tylko dobrze zorganizowaną maszynerię przeciwnika. Czy to znaczy, że Norwid jest już trupem, który czeka na pogrzebkę? Niekoniecznie. Ale czy to świadczy o tym, że potrafią się zebrać w sobie i powalczyć o punkt? Też nie wiem. Bo w tym sezonie zdarzało im się wygrywać z Belchatowem 0:3 tydzień później, więc ten spadek formy to jednak coś więcej niż tylko kalendarz. Może to kwestia kadrowa, może psychika, a może po prostu ten 3:0 z Gdańskiem był takim fajerwerkiem, który wystrzelił całą energię zespołu, zamiast ją pomnożyć. No ale jakby nie było, nie bądźmy zbyt pochopni z werdyktami – bo w siatkówce, tak samo jak w życiu, raz się spada, raz się odbija. Tyle że teraz naprawdę warto przyglądnąć się temu zespołowi, bo jeśli coś jest nie tak, to albo wyjdzie to na jaw przy kolejnych meczach, albo dalej będą dryfować. Ja tam wolę poczekać na kolejną kolejkę, niż rozstrzygać wszystko po trzech porażkach z rzędu.
Najpierw policz, potem się spieraj.