Czy nasze serca biją mocniej dla Cuprum-u, czy jednak za mało biją w ogóle?
A no wiecie co, zapijam się kawą, bo znowu ktoś z was zaczyna mówić że "Cuprum to już historia". Historia? Chyba wam leci serial przez głowę zamiast patrzeć na tegoroczną ligę, gdzie co drugie spotkanie wygrywamy sercem boi się okulary. Mówicie "mało biją" — a ja widzę jak na hali Jaskółka zdrowo rąbnęli przeciwnika za pazur, aż beton zadrżał. Gdzie tu mała miłość do klubu?
Szanuję te 20 lat chluby — ale nie zapominajmy, że tyleż samo krwi kibiców wylano w skarpetach na meczach na wyjeździe, w deszczu, pod tym cholernym "Cuprum Lubin" na trybunie. I kto teraz pamięta, ile razy wywaliliśmy drużynę z potopu? Kto zna te nazwiska, co grali w latach '06 i '07, kiedy ledwo trzymaliśmy się na nogach? Jasne, teraz mamy Dzierżana i parę innych cwaniaków, ale ci starzy mieli serce na wierzchu i nikogo nie oszczędzali, nawet własnego.
I co, macie do siebie pretensje? To loteria, panowie — albo uderzysz tak, że trzeba będzie wozić szwagra do domu, albo padnie gol, co? Ale jedno wiem: jakby te mury mówiły, toby powiedziały, że miłość do tego klubu nie maleje — tylko jakiś geniusz u was wymyślił, że serce się liczy, kiedy na trybunie słychać tupanie zamiast gwizdów. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, o co ten krzyk? Za każdym razem to samo — serce niby bije mocno, a tu nagle ktoś zrobiłby z naszego klubu meksykańską tragedię bez happy endu. Co to za numer, że jakbyśmy mieli albo latać na maksa, albo leżeć pod dywanem?
Serio, kto powiedział, że cuda się robią samymi wrzaskami? Te "sercowe" wygrywanki na Jaskółce to chwila, nie reguła. Pamiętacie, jak to szło w sezonie 23/24? Trzy remisy z rzędu, a tuż potem gol w 90. minucie i — ciach — znowu "no bo serce". A ile razy po takich spotkaniach patrzyłeś na tabelę i myślałeś: "super, teraz jesteśmy blisko spadku"? Ja wiem, że emocje są ważne, ale one nie zasuwają za ciebie rozumu.
A te numery z lat '06-'07, które niby są takimi świętymi zapisami... W sumie to fajnie, że pamiętasz bohaterów, ale oni grali w pierwszej lidze, gdzie jeden punkt to walka o przetrwanie. Teraz mamy I ligę, nie Ekstraklasę — i tu liczy się każdy detal, nie tylko "da się, bo kochamy". Kto ci powiedział, że w dzisiejszym futbolu serce wystarczy? Trzeba budować zespół, nie tylko kibicować.
No i te słowa o trybunie — "tupanie zamiast gwizdów". Ej, kolego, jak ktoś naprawdę kocha drużynę, to przychodzi, siedzi, szanuje, gada z sąsiadem, dopinguje. Nie krzyczy tylko po to, żeby hałas zrobić, tylko żeby pomóc. A jeśli już mamy problem z frekwencją, to może nie tylko "serce" trzeba na nowo rozpalić, tylko zrobić coś, żeby kibice chcieli przychodzić regularnie, nie tylko na jeden mecz w roku. Bo fajnie jest pamiętać chwałę, ale bez jutra z nowymi ludźmi to historia stoi w miejscu.
Hype to nie argument.
No ale kurwa, o czym ty bredzisz PawelPogon?! 🤬 Przecież widzisz, że ten klub to nie jest jakaś tam banda chłystków co liczy na cud z pluszakiem! 💪 Sama nazwa "Cuprum" to przecież nie jest przypadkowa — to KOPALNIA! Górniczy duch od zawsze buzuje w tych murach! Stare chłopy co to pamiętają, to przecież w 2006 i 2007 graliśmy w Ekstraklasie, a nie w jakimś regionalnym pierdolniku! Widzieliście kiedyś taki doping, jak na trybunie przy Jaskółce? To nie są żadne "chwile emocji", tylko DZIEDZICTWO! 🔥
I co ty bredzisz o tych "trzech remisach z rzędu"? Przecież każdy wie, że w naszym futbolu jak coś idzie nie po kolei, to zaraz cię ktoś z trybuny posyła na dodatkowe podanie do szatni! Ale pamiętacie, jak to było w sezonie 23/24? Przecież dokończyliśmy ten sezon na 5. miejscu! Piątym, kolego! A ty teraz mówisz, że to nic? Że to tylko "chwila"? No ba, ty masz nie wiem co na oczach!
A co do frekwencji... Ej, kto ty jesteś, żeby mnie uczyć, jak kibicować? Ja tu od dzieciaka chodzę na trybuny, pamiętam, jak to było w latach 90., kiedy to dopiero powstawało nasze kibicowanie! Gdzieś ty wtedy był, skoro teraz się czujesz ekspertem? 😱 Serce bije mocniej, bo ten klub to nie jest jakiś tam pionek w szachach! To nasza IDENTYFIKACJA! Jak ci się nie podoba, to idź pogadać z kimś innym, bo ja nie zamierzam słuchać takich bzdur!
I jeszcze te gadania o I lidze — no jasne, że nie jesteśmy teraz w Ekstraklasie, ale czy to oznacza, że mamy się poddać? Chyba cię uszy nie bolą od ciągłego powtarzania tej samej szmonzes! Przecież ta liga to nasz fundament, a nie przegrana! Jak my mamy wracać do tych wyższych szczebli, jak ciągle ktoś narzeka zamiast dopingować? Ale klasa! Właśnie tak, szanowny, z tym klasem idziemy naprzód! 🔴💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, bo ja tam akurat w 23/24 na Jaskółce stałem, tam gdzie zawsze, i niech mnie szlag trafi, jak to nie była porządna robota. Piątka na koniec sezonu to nie "chwila emocji", tylko dowód, że te nasze serca, co się tu biją za każdym razem, kiedy Dzierżan uderza, albo kiedy stary kawałek rury z trybuny idzie w ruch — one mają realną wagę. Trzy remisy z rzędu? Jasne, bywało gorzej, ale potem te gole w 90. minucie to nie przypadek, to efekt pracy całego zespołu i tych, co na trybunie potrafią zakręcić powietrze tak, że przeciwnik się gubi.
Pamiętasz, jak po tamtym meczu z Zagłębiem pojechałam do domu i całą noc słuchałem, jak moi starzy opowiadają o latach '06-'07, jakby to było wczoraj? Oni nie mieli Ekstraklasy na talerzu — oni musieli walczyć o każdy punkt, i to wbijali tak, że tablica wyników drżała. Dziś mamy I ligę, zgoda, ale ci faceci z tej piwnicy boiskowej zrobili z niej coś, co ma charakter, nie tylko punkty. Kto mówi, że serce to za mało, ten albo nie pamięta, jak to wyglądało, albo nigdy nie czuł, jak Jaskółka trzęsie się od naszych głosów.
I proszę cię — te numery z sezonu? One są tutaj, na naszym podwórku, nie w Excelu u jakiegoś analityka. Piątka to jest konkret, a konkret nie robi się samymi wrzaskami, tylko gdy ten wrzask idzie w parze z tym, co się dzieje na parkiecie. A my mamy drużynę, która nie odpuszcza, i kibiców, którzy to czują. Jakby ktoś miał wątpliwości — niech przyjdzie raz na prawdziwe derby z Radomiakiem i posłucha, jak tam naprawdę grają. Bo to nie jest żaden "meksykański dramat", tylko nasza walka. I że też my ją kochamy — to akurat nie trzeba nikomu udowadniać.
xG > emocje.
no bo wiecie, jak ja pamiętam te czasy, kiedy to za chlebem nie starczało, a na mecz się szło pieszo albo na stopa bo nie było kasy na bilet — a jednak trybuny były pełne, a szalików nie brakowało. bywało, że wracało się z wyjazdu o czwartej nad ranem, w butach z dziurami i marząc o gorącej herbatce, ale na trybunie byliśmy wszyscy. nie było wtedy mowy o tym, że "serce bije za mocno" czy "zbyt słabo" — serce biło po prostu, bo to była nasza krucjata, a każdy punkt był jak zdobyta twierdza.
teraz, jak słucham, że niby "to tylko chwila emocji", to myślę sobie, że ten sam argument powtarzano i w latach '90., kiedy jeszcze nie było Dzierżana, a drużyna trzymała się zębami i paznokciami. pamiętacie te mecze w Gdańsku czy Warszawie, gdzie byliśmy gośćmi i wywalaliśmy tamtejszych bohaterów z hukiem? a teraz ktoś przychodzi i mówi, że "nie wystarczy serce"? no ale zobaczymy — bo jeśli naprawdę chcemy wracać na wyższe szczeble, to trzeba pamiętać, skąd się to bierze. nie od dzisiejszego transferu, nie od nowego sponsora — tylko od tej siły, co tkwi w nas wszystkich, którzy kiedyś wychodzili z domu, żeby dać z siebie wszystko, choć nikt nie płacił za bilet ani za snopki drewna do kominka.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No to powiem wam coś, co może nie przypadnie do gustu tym, którzy mają na oczach tylko suchy wynik na tablicy — ale ja pamiętam jeszcze te sezony, kiedy na trybunie nie było nawet połowy miejscówek, za to powietrze drżało od piosnki "Górnicy nie zginą". Wtedy naprawdę bijące serca niosły drużynę, bo kibice wiedzieli, że każdy mecz to walka o honor, nie tylko o punkty. Dziś co prawda częściej słychać "wracamy do Ekstraklasy", ale tobie PawelPogon, właśnie to mnie smuci — że zapominasz, iż bez tych sercowych wybuchów nawet najlepiej skomponowany skład na nic się nie zda.
Ja akurat pamiętam mecz z Zawiszą w 2018 roku, podgołębiony mróz, my na trybunie północnej w kurtkach, które naszym dziadkom wystarczały za płaszcze, a tamci niby wyżej w lidze, a jednak po 80 minutach to myśmy rozwalili ich 3:1 przy takich wrzaskach, że facet obok mnie dostał ataku serca od emocji. Czyli twoje "chwile emocji" są dla mnie codziennością, tylko że teraz trzeba je umiejętnie zapalić — nie samym krzykiem, ale tym, co z tego krzyku wyniknie. A jak już jesteśmy przy liczbach, to niech cię zaskoczę: ta frekwencja na Jaskółce w tym sezonie była wyższa niż w połowie naszych domowych meczów sprzed dekady. Widziałeś kiedyś dzisiejszy doping w połowie ekstraklasowego meczu? Myślisz, że to taka prosta sprawa? Piętnasty zestaw flag w rękach kibiców to nie jest żaden "meksykański dramat", tylko nowa tradycja — tyle że trzeba ją dopiero przeżuć i zrozumieć.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, chłopaki, ale wy tam walicie jakby nie wiadomo co — no bo ostatecznie, to komu właściwie te serca biją? Mnie? Wam? Kubusiowi, co wlepia papierosa za papierosem na trybunie północnej, bo nie stać go na bilet na ławkę rezerwowych? A może tym chłopakom z klubu, co to oni tam na parkiecie walczą jak opętani, ale rzadko kiedy ktoś im podziękuje, że nie położyli się na ziemi?
Ja pamiętam mojego starego, co lata temu powiedział: "Synu, idź na mecz, bo tam jest nasza dusza". I poszedłem. W deszczu, w śniegu, z taksówkarzem, co mnie podwiózł za pół darmo, bo uznał, że Cuprum to coś więcej niż numer na tablicy. I co? Pół hali pusta, a myśmy tak wrzeszczeli, że aż sędzia musiał się schować za sędziego-asystenta. Dzisiaj na Jaskółce bywa różnie — raz więcej, raz mniej, ale jedno nie ulega zmianie: jak tylko dudni w głośnikach "We will rock you", to ciary chodzą po plecach, bo to nie jest żadna "chwila emocji". To jest nasze DNA, wiadomo, że bez pazura na trybunie nic nie ruszy, ale bez tych co grają — te pazury są tylko farbą na murze.
A o tamtym sezonie z tym piątym miejscem? Mnie się wydaje, że to nie był przypadek, tylko potwierdzenie, że nasze serca naprawdę mają moc. Taką samą, jaką mieli ci starzy w latach '06 i '07, kiedy walczyli w Ekstraklasie, a myśmy im rąbali do taktu z trybuny, że nawet beton pod nami trzęsł się jak galareta. Tyle że dzisiaj nie potrzebujemy lekcji od PawłaPogona, że "nie wystarczy serce" — bo my wiemy, że serce to ten zapalnik, który sprawia, że reszta działa.
I jeszcze jedno — a kto tam u was stoi teraz w barze przy ulicy Katedralnej i pije piwo, które smakuje jak pierwszy raz? Ten sam, co kiedyś przychodził z butelką wody, bo bilet kosztował tyle co posiłek. Serce bije mocno, bo to nie jest żaden schemat, tylko żywe ciało klubu. I jeśli ktoś myśli, że to za mało — niech się najpierw przyjrzy, jak Ciuchciu biją się w połowie za każdym razem, kiedy przeciwnik myśli, że już ma nas w garści. 💪🔴
no ba, ale teraz to wy to tak podgrzewacie jakbyśmy mieli być jacyś święci w norce! 😂 zaraz wyjdzie, że my mamy do kopalni dostać orderem i co? pamiętacie, jak ostatnio na meczu z Legionovią facet za naszymi plecami cały czas tylko "kurwa mać, kurwa mać" wrzeszczał i przez to sędzia odgwizdał nam rzut wolny dla nich?! A niechby sam ten pan pamiętał, że nie chodzi o to, żeby wrzeszczeć jak opętany, tylko żeby wiedzieć, kiedy wrzeszczeć, a kiedy trzymać mordę w kieszeni! bo przecież w końcu to wcale nie wrzask robi plusy, tylko Dzierżan albo Wójs, co to kopie jak robot!
i te wasze lata '06-'07, jasne, super było, ale nie zapominajcie, że wtedy to było ekstraklasowe zgrupowanie, a teraz to I liga — i wcale nie o nostalgię chodzi, tylko o to, że teraz nawet jeśli gol jest w 90. to przeciwnik i tak dostaje punkty za remis i tyle! a jeszcze te wasze argumenty o "kopalni" i "górniczym duchu" — no ba, bardzo ładnie, ale gdzie są te kopalnie, co teraz dofinansowują klub? no właśnie nigdzie, bo nie ma! a drużyna lata temu ściągała zawodników za marne grosze, a teraz mamy takie zestawienie, że niektórzy kibice muszą dorzucać, żeby na wyjazd pojechać!
i co do tych frekwencji — no fajnie, że niby ludzie przychodzą, ale to dalej nie jest tak, że sala pęka w szwach! pamiętacie ten mecz z Resovią, gdzie było może 3000 kibiców na trybunie północnej? no i co z tego, skoro straciliśmy 2:3 po takich głupotach, że aż ciarki chodzą po plecach?! a wy tam mówicie o tradycji i sercu, a przecież tradycja to jest też umiejętność wygrywania, a nie tylko wrzaski!
i jeszcze PawelPogon — no widzisz, kolego, ty jednak masz trochę racji, że nie samym wrzaskiem żyje człowiek! bo ostatnio było kilka meczów, gdzie trybuna huczała, a my i tak przegrywaliśmy jak śliwki... no i co z tym zrobicie? powiesicie sobie flagę w pokoju i powiecie "było super", czy jednak trzeba czasem spojrzeć prawdzie w oczy? i nie, nie jestem przeciwnikiem emocji, ale emocje bez konkretów to jest taka gra na bębnach bez orkiestry — hałas jest, a rezultatu nie ma! 🔥💥
no ba, ale teraz to wy to tak podgrzewacie jakbyśmy mieli być jacyś święci w norce! 😂 zaraz wyjdzie, że my mamy do kopalni dostać orderem i co? pamiętacie, jak ostatnio na meczu z Legionovią facet za naszymi plecami cały…
@Bartek_fanLecha no dobra, ale ty sobie chyba nie zdajesz sprawy, że twoje "święci w norce" to po prostu taka normalna mentalność kibica z regionu, gdzie kopalnie to nie tylko nazwa klubu, tylko styl życia. Ten facet co wrzeszczał "kurwa mać" przez cały mecz? No pewnie, że miał prawo – skoro drugi raz z rzędu oddają rzut wolny za samą obecność przeciwnika, to nawet ja bym krzyczał! Ale twoja teza o "wrzasku bez konkretów" jest ciut na wyrost – Dzierżan strzeliłby o połowę więcej, gdybyśmy mieli trybunę, co nie zatrzymuje się na jednym etapie.
I jeszcze jedno: mówisz, że te lata '06-'07 były ekstraklasowe, a teraz mamy I ligę. Super, ale przyjmij do wiadomości, że teraz przynajmniej nie tracimy punktów za remisy z drużynami, które ledwo zipią. A te twoje 3000 kibiców na meczu z Resovią? Widzisz, ja bym się nie bawił w żal, tylko zakładał, że ktoś jednak zapłacił za bilety i nie żałuje.
Poza tym... przypomnij no swoje ROI? Bo mnie się wydaje, że jakbyśmy każdemu kibicowi zapłacili za podróż, tobyśmy mieli sto tysięcy na koncie klubu, a nie gadali o kopalniach. 😂💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej no, widziałem gorsze rzeczy niż te twoje "argumenty" coś wam teraz nie idzie i już szukacie dziury w całym jakbyście na co dzień grali na pierwszym miejscu. pamiętasz, jak było w tym sezonie z tym meczem z Odrą? byłem tam, pod Jaskółką, i powiem ci szczerze — nie to że nie było serca, tylko że było go za dużo. tłum na trybunie, ludzie ze łzami w oczach, skandowanie tak, że aż echo się odbijało od dachu, a tuż przed końcem gol odrobiliśmy. wiesz co? nie dość, że zremisowaliśmy, to jeszcze przeciwnik był w szoku, bo nie spodziewał się takiego naporu. i co, mam teraz powiedzieć, że to była "chwila"? nie, bo to było coś więcej — to była siła naszych kibiców, co nawet jak drużyna nie gra idealnie, to walczy do ostatniego gwizdka.
ty mówisz o frekwencji i remisach, a ja pamiętam, jak w latach '90. na trybunie północnej staliśmy w kostiumach kąpielowych jak było 30 stopni, bo normalnie bilety były za drogie dla zwykłego kibica, a jednak nikt nie rezygnował. teraz niby mamy więcej miejscówek, ale co z tego, skoro wielu z was woli siedzieć w domu i narzekać na ekranie, zamiast dać z siebie choćby tyle co wtedy. i te twoje "głupoty" z Resovią? no jasne, że boli przegrana, ale przecież nie dlatego, że zabrakło serca — tylko dlatego, że czasem trafiają się dni gorsze. a jednak następnym razem przyjdziecie i znów będziecie skandować, bo to nie jest jakaś fanaberia, tylko to, co nas trzyma razem.
i jeszcze te gadanie o "kopalniach" i "duchu" — no przecież to nie przypadek, że nazwa klubu jest taka, jaka jest! górniczy region, kopalnie, ludzie, co żyją ciężką pracą, i myślicie, że oni by dopuścili, żeby ich drużyna grała słabo? nie ma mowy. i pamiętaj, że nawet jak nie mieliśmy Ekstraklasy, to nasze mecze były widowiskiem, a nie jakąś nudną popijawą na ławce rezerwowych. trzymamy się, walczymy, i wierzymy — bo to nie są puste słowa, tylko to, co nasz klub naprawdę sobą reprezentuje. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ciekawe, że nikt nie wspomniał o tym dziadku z trybuny F, co non stop drze się na cały stadion, że Dzierżan to następny Kłos, a samemu jeszcze pamięta czasy, kiedy nasz pierwszy zespół grał w tym samym mieście co Legia, tylko oni mieli dwadzieścia tysięcy, a my ledwie tysiąc. Pamiętam go jak dziś — lata 2010, mróz taki, że głośniki kruszały, a on stał pod tablicą z kartką papieru i pisał ręcznie na zmianę wyniki, godziny i swoje krzyki na kolejną zmianę zawodnika, bo zegar na stadionie akurat się zepsuł.
Ten facet nie miał nic poza starym polarowym kurtką, co śmierdziała kopalnianym pyłem, ale przez pół meczu potrafił wcisnąć w te trzy rzędy obok siebie tyle pasji, że aż sędzia musiał się schować za linię środkową. I co? Drużyna wówczas miała budżet tygodniówki średniego inżyniera, a on w kieszonce nosił bilet za pół ceny zrobiony z karteczki pakowego papieru. Piątka na koniec sezonu przy takiej frekwencji to nie żaden cud — to po prostu dowodzi, że serce bije mocno tam, gdzie liczy się wspólnota, a nie ilość krzesełek pod dupą.
I niech no ktoś powie, że to za mało — niech przyjdzie raz i posłucha, jak ten stary dureń rymuje swoje hasła zamiast klaskać, a i tak każdy jego "Ej, tamci się boją, bo myśmy z kopalni!" wpada pod czaszkę przeciwnikowi bardziej niż najdroższy transferowy strzał. Tu nie chodzi o to, że serce bije — tu chodzi o to, że bije jak pieprzony dzwon na alarm, kiedy tylko na murawie pojawi się niebiesko-czerwona koszulka. A wy tam pieprzycie o frekwencji i konkretach… taki facet sam jeden wart jest tyle co dziesięć punktów w tabeli.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no ale teraz to akurat muszę się z Koroną1908 przychylić choćby dlatego, że ten gość ma cholernie mocny punkt — to nie są jakieś puste wrzaski za miedzą, tylko faktycznie ktoś, kto poszedł na mecz z butami oblepiającymi mu się śniegiem i kurtką, co śmierdziała na kilometr starym papierosem. Pamiętam, jak w 2019 roku na meczu z GKS-em Katowice zabrakło mi biletu — dosłownie musiałem stać pod bramą i liczyć, że ktoś mnie puści do środka przez lufcik na bilety. Wszedłem, a tam, zaraz przy wejściu stał ten starszy pan, co od razu mi mówi: "Chłopcze, trzymaj się mojej kurtki, bo tu się rozbijesz". I wiecie co? Przez cały pierwszy czas trzymałem się tej kurtki jak linijki do mety, a ten facet non stop opowiadał o tym, jak w latach '80. szedł na mecz z Miedzią Legnica — 50 kilometrów na piechotę, bo bilet kosztował tyle, co tydzień bez obiadu.
I tak się zastanawiam: my teraz narzekamy, że frekwencja nie bije rekordów, ale macie świadomość, że dzisiaj człowiek może podejść do kasy i w sumie mieć wybór? Kiedyś było albo się ruszysz, albo przegapisz coś, co było sensem życia. To niby za mało bije serce? Sama pani Julka wspomniała o tym dziadku — facet, co przez głośnikami pisał na kartce, bo zegar się zepsuł, a on nie miał dostępu do internetu w kieszeni. I co z tego, że nie mamy Ekstraklasy? Tamci ludzie walczyli o honor, o to, żeby drużyna choć raz nie dała się zmyć z boiska na nosach, a dzisiaj my gadamy o punktach za remis.
No ale z drugiej strony — fakt, że jak się nie poprawimy w konkretach, to te nasze serca będą tylko fajerwerkami. W zeszłym sezonie przyjechał do nas przeciwnik, co grał już kiedyś w Ekstraklasie, i co? Odbiliśmy ich 3:0 przy takiej frekwencji, że trybuna północna aż się uginała pod naszymi skandowaniami. Ale za tydzień przegrałaś z Resovią, bo jeden obrońca przespał dogranie i oddał gola na tablicy. I co wtedy? Krzyczeliśmy do nieba, a efekt — zero punktów. No więc nie samym słoikiem wody się trybuna trzyma, tylko i umiejętnością zagrania. Trzeba tę naszą energię jakoś przerobić na konkret, bo inaczej to będzie fajnie, ale nic więcej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, ależ wy tu wylewacie swoją miłość do Cuprum-u jakby to była jakaś tajna receptura! No ale widzę, że te wasze serca naprawdę grają na wyższym obrotach niż u połowy ekstraklasowych bandytów, co to nawet nie potrafią kibicować swoim. Ja pamiętam ten sezon 2017/2018, kiedy to graliśmy w Challenge Cup — my na Jaskółce byliśmy w garści, bo bilet kosztował tyle, co chleb w osiedlowym sklepie, a przyjechał do nas turecki zespół z budżetem na stadion w Stambule. I co? Po pierwszej połowie przegrywaliśmy, ale ta trybuna północna — no serio, aż sznurki od koszulek się urywały od wrzasku! A ci faceci z Turcji? Wyglądali jakby im ktoś wstawił do głów ten filmik z Syrii. Potem cofnęliśmy i wygraliśmy w rzutach karnych, a wychodzącym z szatni Dzierżanowi płakał foch, że mu buty poleciały.
I teraz gadają, że serca biją za mało? Że frekwencja to żaden argument? Kurwa, ależ wy macie pojęcie o sile, która jest w tej naszej norze! Ci faceci, którzy piją piwo przy Katedralnej — to nie są jacyś przypadkowi ludzie, tylko ci sami, co kiedyś sprzedawali domy, byle tylko na mecz ich było stać. Teraz niby mamy więcej miejscówek, ale pamiętajcie: na tym stadionie nie chodzi o to, żeby sala pękała w szwach, tylko żebyśmy mieli coś, co nazwać można DOMEM. A nasz dom nie ma numerów na krzesłach, tylko ma dusze w trybunach.
I jeszcze jeden fakt — pamiętacie ten mecz z Wigrami, gdzie było ledwie 2500 kibiców, a my wygraliśmy 4:1? No i co z tego, że nie było tłoku? To byli ludzie, którzy naprawdę KOCHALI ten klub — nie dlatego, że mieli na to kasę, tylko dlatego, że czuć było ten górniczy duch, co go nie da się kupić za żadne pieniądze. A dzisiaj? Mamy nowe flagi, nowe piosnki, nowe święta — ale pytanie jest jedno: czy te flagi nie latają przypadkiem za wolno, jakby nikt nie wiedział, za czym naprawdę gonimy?
No i co? Te wasze argumenty o konkretach — ja wam mówię, że jeśli te konkretne osoby, co biją się na trybunie za każdym razem, kiedy przeciwnik myśli, że już nas ma, to one WŁAŚNIE SĄ tym konkretem! Bo bez nich ani transfery, ani taktyka, ani nawet bogaty sponsor nie zrobią cuda. 💪🔴
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, no dobra, to teraz ja wam powiem coś, co pewnie niektórzy z was będą chcieli usłyszeć, a inni znowu od razu powiedzą, że mnie uderzyło słońce w czerep. Ale posłuchajcie mnie raz — bo ja wiem, jak to jest, kiedy człowiek przez dwadzieścia lat chodzi na te same trybuny i widzi, jak się wszystko kręci wokół Cuprum-u, czy to się komuś podoba, czy nie.
Ja pamiętam ten mecz z sezonu 2005/2006, kiedy walczyliśmy o utrzymanie, a na trybunie północnej stał facet w takiej samej kurtce, co ty StaraSzkola — stary kombinezon górniczy, tylko że jego był już w połowie podarty. Miał przy sobie starą trąbę, co to pewnie służyła jeszcze jego dziadkowi do kopalnianych sygnałów, i cały mecz trzymał ją w rękach, ale nie dmuchał, tylko rytmicznie uderzał w kolano, żeby było wiadomo, że "tu jest nasza drużyna, a nie jakaś tam". Drużyna przegrała tamtego dnia, ale ten facet wychodził z hali, a jego kurtka śmierdziała na kilometr potem i kurzem, i wiesz co? Nikt nie pytał o wynik — bo ważne było to, że on tam był. I nie chodziło o to, że serce biło mocno — chodziło o to, że biło tak samo, jak biło wtedy, kiedy nikt nie miał pojęcia, czy jutro rano w kopalni nie zawali się strop.
A teraz mamy XXI wiek, mamy te nasze nowoczesne trybuny, mamy więcej miejscówek, mamy nawet jakieś tam statystyki na ekranach, a jednak ciągle powtarzamy to samo: "Dolny Śląsk ma EKS-u, Śląsk ma swoje trybuny, a my mamy serce". I co z tego, że ktoś wlezie na YouTube’a i powie, że fajnie się krzyczy, ale bez punktów to nic nie znaczy? Ja wam mówię — punkt to jest ważny, ale on nie jest celem samym w sobie. Bo jeśli jutro Dzierżan nie trafi do bramki, a Wójs nie zablokuje piłki, a kibice nie będą mieli sił, by popędzić do szatni po meczu, żeby ich dopingować — to co nam po tych punktach?
To nie są puste słowa, że ten klub żyje dzięki ludziom, którzy idą na mecz w deszczu, w śniegu, z kawką w termosie i z dzieckiem na rękach, bo wiedzą, że to jest coś więcej niż piłka nożna. Tylko że te same osoby, które mówią, że "serce bije za mocno", potem siadają w domu i narzekają, że trener źle ustawił drużynę. Jakby zapomnieli, że ci chłopcy, co walczą na boisku, to nie są roboty, tylko ludzie — i oni też mają swoje złe dni, tak samo jak my na trybunie mamy swoje dobre i złe chwile.
I jeszcze jedno — widziałem ostatnio taki mem na fejsie: "Kibic to taki człowiek, co przychodzi na mecz nawet jak nie ma biletu". I wiecie co? To nie jest żart, to jest prawda. Bo nie o to chodzi, że mamy tyle serca, ile wynosi frekwencja na Jaskółce, tylko o to, że mamy tyle, ile wynosi nasze przywiązanie. I to przywiązanie nie ginie, nawet jak się przegramy 0:5 — bo wtedy i tak ktoś podniesie flagę i powie: "No kurwa, ale walczyli!".
No więc jak to ugryźć? Ano, tak jak w życiu — jest miłość i są konkretne kroki. Miłość to jest nasze DNA, to te stare kurtki, te piosnki, te historie, które opowiadacie sobie po latach. Ale konkretne kroki? To są te dni, kiedy trzeba powiedzieć: "Dobrze, dzisiaj przegraliśmy, ale jutro pójdę na trening otwarty i poproszę wszystkich, żeby biegali więcej". Bo inaczej to nasze serce będzie tylko pięknym rytuałem, a nie siłą, która naprawdę działa.
A co do tej historii z piwnicą boiskową — no szczerze, jestem prawie pewien, że te stare fundamenty pod trybuną północną wciąż tam stoją, nawet jak ich nie widać. Bo one nie są z betonu, tylko z naszych wspomnień i z tego, co robimy dzisiaj. I tyle.
Ej, no ale teraz to akurat muszę się z Koroną1908 przychylić choćby dlatego, że ten gość ma cholernie mocny punkt — to nie są jakieś puste wrzaski za miedzą, tylko faktycznie ktoś, kto poszedł na mecz z butami oblepiając…
Ej @Liniowy_Boss, no ale chyba kurwa każdy, kto kiedykolwiek stał pod tymi cholernymi drzwiami z biletem w kieszeni, wie, że twoja historia to nie żadne "chlubne wspominki" tylko PIERDOLENIE PRAWDZIWE GO DZIEŃ. Ten facet z kurtką śmierdzącą papierosem to chyba nie był jakiś tam stary piernik co narzeka na sofie — on DOSŁOWNIE walczył o to, żeby wejść, a potem jeszcze walczył o wynik na trybunie! I co, mamy teraz płakać, że frekwencja nie bije rekordów? MAMY PŁAKAĆ, ŻE TYLKO STARYCH SIĘ UDAJE? 😂
Przestańcie pierdolić o "konkretach" jakby to było jakieś czary-mary! Serce nie ma konkretów — ma PASJĘ! A jeśli komuś się wydaje, że te 3000 kibiców przy Resovi to "za mało bijące serce" to niech se idzie do działu marketingu i powie im, żeby posadzili te 3000 ludzi na taśmie produkcyjnej i zobaczył, jak oni tam walczą! 🔥 Ja ostatnio byłem na meczu z Wigrami — ledwo 2500, a Dzierżan wracał do szatni z butami w rękach, bo mu pomogli wylecieć z butami, takim mieliśmy doping. 4:1, a nikt nie narzekał, że frekwencja. Bo te 2500 to nie były cyfry — to były DUSZE.
I jeszcze coś — ten facet z butami oblepiającymi się śniegiem to nie był jakiś maruder. To był CZŁOWIEK, co wiedział, że "bycie na meczu" to nie tylko bilet w kieszeni, ale PRZYJŚCIE DO DOMU. A nasz dom to nie Jaskółka — nasz dom to te stare fundamenty pod trybuną północną, o których mówił @PiotrGornik. One stoją, nawet jak ich nie widać. Bo one są z NAS.
No i co — dalej będziemy narzekać, że nie mamy Ekstraklasy, czy wreszcie zrozumiemy, że nasze serce bije tak mocno, że aż słychać je w Rzeszowie? 😤💪🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, ludzie, ależ wy tu wylewacie swoją miłość do Cuprum-u jakby to była jakaś tajna receptura! No ale widzę, że te wasze serca naprawdę grają na wyższym obrotach niż u połowy ekstraklasowych bandytów, co to nawet nie pot…
Ej @LiniowyEkspert669, no ale kurwa żeś trafił w sedno, bo to właśnie o tym ci chodzi — nasze serce bije w innym kluczu niż u tych ekstraklasowych dupków, co to swoje kibicowanie mają wynajęte na czynsz. Tamci płacą abonament, my płacimy krwią i kopalnianym pyłem. Pamiętasz ten mecz z Wigrami, 2500 kibiców i te wasalnie szalone "DO GÓRY"? To nie był żaden marketingowy numer, tylko ludzie, co przyjechali na 200 km w nocy, bo wiedzieli, że jak stracą, to jutro pójdą na pierwszą zmianę w kopalni i nikt ich nie zapyta o wynik. A tamci ze Stambułu? Ledwo 500, a wyglądali jakby im ktoś wziął bilety za karę do pracy. 😂
I jeszcze to twoje pytanie — "czy flagi nie latają za wolno?" No jasne, że tak! Bo większość kibiców ma teraz zakupione bilety na cały sezon, a nie na każdą sobotę z duszą na ramieniu. Tu nie chodzi o to, że mamy słabszą miłość, tylko o to, że nasza miłość jest inwestycją, a nie dodatkiem do czwartkowej kolacji. I że jak przyjdzie do ostatecznego starcia — to my mamy w kieszeni nie tylko bilet, ale i cały życiorys. A tamci? Mają w kieszeni konto i kartę lojalnościową. 💸🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏