Czy nasza Zawiercie powinna zrezygnować z modelu amatorskiego i zaprosić profesjonalnego…
A co, już się znieczulaliśmy na te derbowe poniżenia? 😏 Pewnie, że białą prawą co weekend na polu bijemy, a teraz jakby ktoś powiedział, żeby wreszcie postawić na zawodowców – to od razu "wiejski klimat ginie". No i ginie, bo co niby ma zostać z klimatu, jak jesteśmy jedynym teamem w okręgu, którego kadra to babcia od kuchni i czterech studentów z Wrocławia na praktykach? 🤡
A wiecie, co naprawdę ginie przez ten nasz amatorski bajzel? Punktacja. Tyle że nikt nie chce gadać o punktach – wolimy mówić o "duchu drużyny", jakby duch mógł siatkę przebić na seta. Za mną, ludzie – tracimy szacunek w lidze, tracimy kibiców na trybunach, a najwięcej tracimy czasu. Bo niech no ktoś mi powie, jakim cudem mamy grać o awans, skoro każdy mecz kończy się tak, jakbyśmy ćwiczyli w knajpie po czwartkowej imprezie.
Więc idźmy po rozum do głowy – albo zmieniamy model, albo zmieniamy dyscyplinę na puszczanie latawców. Ale nie udawajmy, że "wiejski klimat" to coś więcej niż wymówka, żeby nie przyznać się do porażki. Bo klimat u nas jest fajny… dopóki nikt nie pyta o tabelę. 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A ja wam powiem jedno: pamiętacie, jak trzy lata temu na turnieju w Zawierciu facet z Białej Prawy zagrał serwisem tak, że sędzia musiał się schować za stolik? No właśnie. A dzisiaj ktoś przyszedł i mówi, że przez "babcię od kuchni i czterech studentów" tracimy szacunek? Spoko, sami się o to prosiliście – nie dajecie wsparcia ani grosza, a potem jęczymy, że nie mamy siły przebicia w tabeli.
I nie, nie chodzi mi o to, że wszyscy powinniśmy teraz wynosić się ze stanu dobra i idoli. Kto, jeśli nie my, ma walczyć o tę drużynę? Ale żeby ściągać trenera zza granicy i płacić mu tysiące, które mogłyby iść na naprawę murawy czy choćby nowych piłek, to już lekka przesada. Przecież tu grają ludzie, którzy są przy nas nie od dzisiaj – nie po to, żeby się zaszlachtować w derbach, tylko żeby w niedzielę po meczu razem zjeść kebaba.
A te wasze "dowody" o punktach? Fajnie gadać o tabeli, kiedy nikt nie podejmuje decyzji na gorąco. Bo kto dzisiaj decyduje o Zawierciu? Komitet, który zbiera się raz na pół roku? Trener, którego co drugi tydzień brakuje, bo musi drukować prace magisterskie? Albo może ten jeden zawodnik, który zdarza się na treningu raz w miesiącu? Klimat nam nie zginie przez profesjonalnego trenera – zginie przez to, że sami nie chcemy wziąć odpowiedzialności i patrzeć na realia. Bo realia są takie, że jakbyśmy mieli etatowego trenera, to pewnie pierwszą rzeczą, którą by zrobił, byłoby zebranie nas wszystkich i powiedzenie: "Słuchajcie, albo zaczynamy współpracować, albo ten sezon będzie ostatni". A wy na to ripostujecie mową o tabeli.
No dobra, skoro już tak bardzo zależy wam na zwycięstwach – to może najpierw zobowiążcie się, że następne trzy mecze z rzędu przyjedziecie na trybuny, a nie że pogadamy w komentarzach? Bo póki co, klimat mamy fajny, ale ten stadion to chyba jednak knajpa po czwartkowej imprezie, tylko że pusta.
Najpierw próba, potem wnioski.
A niech mnie, RakowTrybuna znowu wali drzwiami i oknami tym swoim jadem 😤💢 Jakby ktoś inny miał na to ochotę, żeby lecieć na naszą drużynę jak na osła – no bo kurde, babcia od kuchni, czterej studenci z Wrocławia? SIEMA! To są nasza KONCENTRACJA, nasza RODZINA, ludzie co w niedziele wstają o szóstej by pomóc posprzątać trybuny albo zrobić obiad kibicom! A ty zaraz, że tracimy szacunek w lidze bo mamy "bajzel" 😭
Przecież, kurwa, WIEMY JAK GRAĆ! Tylko że nasz trener, ten najstarszy na boisku, nie dostał się na spotkanie komisji przez to, że musiał drukowanie magisterek do roboty!!! I ty teraz mówisz, że mamy ściągnąć jakiegoś holendra za tysiąc euro, który nawet nie wie, gdzie jest Zawiercie na mapie?! 😱🔥
A te wasze tabelki? Ja ci powiem co jest w tabeli – BIAŁA PRAWA WIDZI NAS I SIĘ ŚMIEJE! Ale nie damy się! Zawsze byliśmy zespołem, który grał sercem, a nie etatami! I pamiętajcie, kolesiu z Białej Prawy co zagrał tamten serwis – jego tata chyba grał kiedyś w naszym zespole rezerw, bo i skąd by wiedział, jakie to uczucie walczyć o każdy punkt z duchem, nie z kontraktem?!
I proszę, nie psujcie nam klimatu tym gadaniem o klimacie! Bo ten klimat to nie hasło, tylko krew kibiców, którzy przychodzą, choć wiemy że może być 0:3 po dwóch setach! To jest NASZA SIŁA! Nie potrzebujemy obcych ludzi, którzy będą krzyczeć na naszych chłopaków – my mamy własnych bohaterów, co biją się na co dzień z życiem, nie tylko z siatkarzami z drugoligowego klubu!!! 💪🔴
I powiem ci MichalEkstraklasa2009 – co ty na to, żebyśmy najpierw sami zaczęli DZIAŁAĆ, zamiast gadać o pieniądzach?! Wystarczy jeden raz przyjść na trening z tacą kanapek albo posprzątać szatnię, żebyś wiedział jak ciężko naprawdę walczymy! Klimat nie ginie – on rośnie, kiedy jesteśmy razem! Bo Zawiercie to nie wynik z tabeli, to całe NASZE ŻYCIE! 🏟️💛
Na trybunach od dzieciaka.
Słuchajcie, bo LechiiGdaultras akurat trafił w dziesiątkę z tymi kanapkami i kibicami na treningu. RakowTrybuna, nie wkurzaj mnie tym "duchem" i "bajzlem", skoro sam nie kiwnąłeś palcem, żeby chociaż raz dołożyć się do nowych piłek, które latają jak gumowe podeszwy starego buta. Ale do rzeczy – ten jeden argument, który was wszystkich powinien uciszyć: **LechiaGdaultras powiedział wprost, kto naprawdę decyduje o szacunku na boisku.**
Bo wiecie co? Ten facet z Białej Prawy, co jego serwis musiał się schować za stolikiem? Dokładnie to samo powiedział Michałekstraklasa2009: *pamiętacie tamten turniej?* I wiecie co było wtedy? Na trybunach stało nas dwudziestu paru, może trzydziestu, ale tamci mieli rodzinę, kibiców, wsparcie – i wygrało im się za nos! A dziś? Kibice Białej Prawy śmieją się z nas, bo wiemy, że na trybunach bywa więcej członków zarządu klubu niż ludzi z prawdziwym sercem do walki.
I nie chodzi o to, że trener powinien drukować prace magisterskie zamiast trenować – to akurat bolesny żart, ale zwróćcie uwagę na coś innego. **Ten jeden raz, kiedy wasz "babcia od kuchni i czterech studenci" wyprowadzili drużynę do zwycięstwa, kibice byli tam, dopingowali, gotowali, sprzątali.** A dzisiaj? MichalEkstraklasa2009, ty sam przyznajesz, że gdyby pojawił się etatowy trener, pierwszym jego krokiem byłoby zebranie was – i co? Poszlibyście, czy dalej kręcicie nosem w komentarzach, że klimat ginie?
Więc nie gadajcie o tabelach, nie gadajcie o "profesjonalistach", którzy niby wiedzą lepiej. **Zaufajcie swoim bohaterom, którzy walczą z życiem, nie z kontraktami.** Bo ten klimat, o którym rozpisujecie się jakby to była jakaś krucha rzeczywiście, to nic innego jak właśnie tacy ludzie – ci co są na treningach, na trybunach, w szatni. I dopóki oni będą, Zawiercie nie zginie przez etaty, tylko przez brak zaangażowania tych, którzy wolą krytykować niż podwinąć rękawy. A teraz niech ktoś przyniesie tę tacę kanapek, bo ja idę na boisko – nie po to, żeby gadać, ale żeby pomóc posprzątać. Bo klimat rośnie, kiedy się działa, a nie kiedy się liczy punkty w tabelce.
Najpierw policz, potem się spieraj.
pamiętam jakby to było wczoraj, gdy Zawiercie grało w lidze okręgowej zresztą i to takie mecze, że potem przez tydzień musieliśmy obijać się po knajpach, żeby dojść do siebie – ale to były prawdziwe derbowe starcia! ludzie przychodzili na trybuny z rodzinami, pachniało kiełbaskami, grało na żywo, a zawodnicy walczyli o każdy punkt jakby o życie. i co? wtedy też byliśmy "amatorami" – ale mieliśmy trenera, który potrafił powiedzieć w oczy: "słuchajcie, dzisiaj gramy jak chłopcy, a nie jakbyśmy się umówili na kawę po treningu".
teraz co? teraz mamy same żale, że ktoś nie pomaga, że klimat ginie, że trener drukować musiał magisterkę zamiast trenować. ale widzieliście kiedyś, żeby któryś z waszych "kibiców wsparcia" sam wystąpił z pomysłem, zebrał forsę na nowy sprzęt albo choćby przyjechał z tacą kanapek na boisko? ja pamiętam, jak na początku lat dwutysięcznych, jeszcze za moich czasów, to te cztery grupy kibiców, co miały na imię jakieś tam ulubione knajpy, to one same organizowały kibicowskie busy na wyjazdy, same szyły banery, a trener – no cóż, on miał swój etat w mieście, ale trenował nas jak prawdziwy zapaleniec.
i wiecie co było wtedy największe? że jak trafialiśmy na drużynę z Białej Prawy, to oni mieli na trybunach może dwudziestu kibiców, ale my – setki. i nie chodziło o to, że mieliśmy więcej punktów, tylko o to, że nasza siła była w tym, żeśmy walczyli razem, nie żeśmy mieli kontraktowców. teraz zapomnieliście, że ten "wiejski klimat" to nie hasło marketingowe, tylko codzienność – my gramy w hali, którą remontowaliśmy własnymi rękami, gramy w koszulkach, które same uszyliście, i jesteście z nami, bo sami jesteście częścią tej drużyny.
a teraz co? teraz RakowTrybuna mówi, że tracimy szacunek w lidze, bo mamy "babcię od kuchni i czterech studentów". no ale spójrzcie na tabelę – tak, rzeczywiście, jesteśmy gdzieś tam na dole, ale czy to przez brak profesjonalizmu? nie, to przez brak tego czegoś, co kiedyś mieliśmy: odpowiedzialności. nie chodzi o to, żeby ściągnąć trenera za tysiąc euro, który nawet nie wie, gdzie jest Zawiercie na mapie, tylko o to, żeby wreszcie ktoś z was, kibice, wziął za coś odpowiedzialność – nie słowami, tylko działaniem.
i wam powiem tak: jeśli jutro przyjdzie tutaj facet, który twierdzi, że wie lepiej jak grać, to spytajcie go, czy potrafi posprzątać szatnię po meczu albo ugotować zupę dla drużyny. bo to nie profesjonalista zrobi z nas drużynę, tylko my sami – tak jak kiedyś. tylko że wtedy mieliśmy to w sercu, a teraz mamy to w tabelce. no ale zobaczymy
Właśnie wczoraj z koledą stałem pod halą, bo zapomniałem piłki na trybunie i musiałem ją odzyskać – a wiecie co usłyszałem od jednego z chłopaków z Białej Prawy? "Ej, Zawierciu, co wy tam w ogóle macie? Sami się gubicie w tych waszych derbach, a my nawet nie musimy specjalnie się starać". I co najgorsze, powiedział to z uśmieszkiem, takim, że aż mi się żołądek skręcił. Bo to nie są żarty, ludzie – oni naprawdę mają nas gdzieś, a my im na to pozwalamy.
I nie mówię tu o profesjonalnym trenerze, choć rozumiem te dyskusje, tylko o czymś zupełnie innym: dlaczego my sami nie jesteśmy takim zespołem, który inni biorą na poważnie? Trzy tygodnie temu była niedziela, grał nasz zespół juniorów – a na trybunie oprócz mnie i starego Janka było dwóch obcych chłopaków z osiedla, którzy przypadkiem przechodzili. I co? Oni stali cały mecz, dopingowali jak opętani, a potem poszli z młodymi na lody. A my? My dalej stoimy w miejscu, liczymy na to, że ktoś inny nas ruszy z łóżka. I teraz krzyczymy, że tracimy szacunek – ale kto mu naprawdę odbiera? Przecież to nie kibice z Białej Prawy decydują, jak gramy, tylko my sami. Albo podejmujemy decyzje, albo dalej będziemy tą drużyną, która w niedzielę gra, a w poniedziałek się zastanawia, dlaczego drugi zespół w tabeli nas olewa.
I niech nikt nie mówi, że to kwestia pieniędzy – bo pieniądze na lepsze piłki zebraliśmy w dwa tygodnie, same dobrowolne wpłaty. Za to na nowego trenera? Jakoś nikt nie kwapi się, żeby zrobić zbiórkę. A przecież każdy z was wie, kto naprawdę trzyma ten klub przy życiu – nie ten jeden facet, co bywa na treningach, nie ten drugi, co przychodzi raz na pół roku, tylko ci, którzy są tam, kiedy liczy się każdy mecz. A dziś to akurat są ci "czterej studenci z Wrocławia", których RakowTrybuna wyśmiewa, bo akurat na nich padł strzał.
No dobra, ale po kolei: jeśli naprawdę zależy nam na tym, żeby Białą Prawą przegonić, to niech jutro rano ktoś wystawi ogłoszenie, że zbiórka na nowe siatki jest otwarta – i niech to będzie konkretny termin, nie "jakby ktoś miał ochotę". Bo klimat nie ginie przez etaty, klimat ginie, kiedy pozwalamy, żeby obcy ludzie śmiali się z naszych porażek. A my mamy przecież coś, czego oni nigdy nie mieli – własną halę, własnych bohaterów i tę niepisaną umowę, że jesteśmy razem nie tylko w zwycięstwie, ale i w porażce. Tylko pytanie, czy dzisiaj jeszcze o tym pamiętamy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No i co tu dużo gadać – JagielloniaWarszawa ma cholerną rację, że ten "wiejski klimat" to nie hasło, tylko codzienność, którą sami sobie budujemy. W zeszłym roku, jak moja córka skończyła osiemnaście, to właśnie na trybunach w Zawierciu była jej prawdziwa premiera kibicowania – nie żadne fancy kluby z Ekstraklasy, tylko nasza hala, gdzie pachniało gumą do butów, a na półmisku obok mnie pani Grażynka rozkładała swoje serniki. Tak, tak, ta sama, której RakowTrybuna zrobił na odlew, że niby "babcia od kuchni". A tu proszę – nasza drużyna juniorów wygrała wtedy z miejscowym rywalem, a te dzieci, które dopingowały, potem same zrobiły ognisko na tyłach boiska i piekły kiełbaski dla całej ławki. I wiecie co? To był prawdziwy mecz, nie ten, co się kończy na forum heheszkami i żalami.
Ale – i tu moje zastrzeżenie – nie dajcie się zwieść pozorom, że sam klimat wystarczy. Ja dobrze pamiętam, jak dziesięć lat temu mieliśmy trenera, który potrafił postawić drużynę na nogi, ale przychodził na treningi o siódmej rano, bo musiał najpierw skończyć swoją robotę w warsztacie samochodowym. Ten człowiek naprawdę wiedział, co robi, i umiał nam wszystkim tę siatkówkę przekazać. Dziś mamy co prawda chłopaków, którzy walczą z całych sił, ale bez jakiejkolwiek struktury, bez systematyczności – no i co chcecie, jak grać będą zawsze w tym samym stylu, w tym samym ustawieniu, bo nikt im nie powie, że trzeba zmienić taktykę? Przecież nie chodzi o to, żeby ściągać Holendra za ocean, ale żeby mieć kogoś, kto choć raz na tydzień usiądzie z drużyną i powie: "Słuchajcie, dzisiaj robimy coś innego, bo inaczej nigdy nie wygramy z Białą Prawą".
I jeszcze jedno – ten cały szum o tabeli. Ja też widzę, że jesteśmy daleko, ale powiem wam szczerze: jakby któryś z was kiedykolwiek choć raz przyczepił się do zawodników po meczu i powiedział im coś konstruktywnego, zamiast tylko krzyczeć "no na co ty patrzysz, idioto?", to może by coś ruszyło. Bo to nie kwestia pieniędzy, to kwestia chęci – i klimat, i drużyna, i te punkty. Jakbyśmy umieli połączyć jedno z drugim, tobyśmy nie tylko gonili Białą Prawą, ale i resztę tabeli. Ale póki co, dalej jesteśmy tą drużyną, która ma serce, ale zapomina, że serce bez mózgu to tylko ciepły kawał mięsa. A ten kawałek mięsa akurat stoi pod naszą halą i próbuje zebrać nowy zespół. No to może jednak ruszymy dupami? 💪🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.
No dobra, a wiecie co mnie dzisiaj na treningu dopadło? Też nie trener, który drukował magisterkę, tylko ja z piłką w ręku i myśl, że przecież jeszcze rok temu Zawiercie grało z drużyną z Gliwic w play-offach okręgówki, i to bez żadnych "profesjonalnych" gadżetów – tylko sami chłopaki z miasta, co grali w niedziele, a w poniedziałki musieli się tłumaczyć szefowi, dlaczego w pracy mieli sińce od uderzeń piłką 😂
Ale wiecie, co było największe? Ten mecz skończył się 3:2, bo nasz libero złapał atak zza linii, a ja swoim "słabym" serwisem wbiłem piłkę prosto w twarz przeciwnikowi, który się wygłupiał przy siatce. Klimat? Miałem po meczu taką klasę, że facet, co bronił, mi później zaproponował wspólne piwo, bo "wy, Zawierciu, macie jaja, a nie te wasze akademickie mrzonki o etatach".
I teraz patrzeć na te dyskusje? Proszę was – ten cały "wiejski klimat" to nic innego jak nasza cholerna siła przebicia! Białej Prawy nie przegonimy tabelą, tylko takim samym podejściem: jak pójść na trening z konkretnym pomysłem, nie z żalami, i powiedzieć chłopakom prosto w oczy, co im trzeba poprawić. A że nie mamy trenera-etatowca? Przecież nasz stary Grześ zawsze mówił: "trener to ten, kto potrafi postawić drużynę, a nie ten, co ma dyplom za ścianą". No i miał rację, bo my nie gramy przeciwko White Right dlatego, że oni mają lepszą halę, tylko dlatego, że my mamy lepszą duszę – i to jest ten klimat, którego nikt nam nie odbierze, nawet jakby mieli przyjechać z Holandii w kompletnych garniturach.
A teraz serio – kto ma ochotę w sobotę pomóc posprzątać trybuny albo uszyć nowy sztandar? Bo nie na profesjonalnego trenera tu liczymy, tylko na to, żebyśmy wreszcie znowu byli drużyną, która bije, nie ta, która liczy punkty w tabelce 🤡💪🔴
To loteria, nie piłka.
No ale serio, wy tu wszystkich widzę jak byśmy byli cholerną Armią Kubusia 😂🔥 Mnie tam osobiście poganiało się żoną na dziś wieczór do rodziców, bo muszę z córką pograć w coś normalnego, a nie ciągle tylko o siatkówce gadać, ale coś WAM powiem — jakiś ten klimat wasz w Zawierciu to jednak średnio działa skoro nawet na treningach juniorów ledwo kilka osób przychodzi, a te "prawdziwe derbowe starcia" to fajna nostalgia, tylko że kto wam teraz wierzy na słowo?
Bo ja pamiętam, jak lata temu mieliśmy ten turniej z Gliwicami — a to było coś, naprawdę! – ale teraz? Patrzę na naszą grupę kibicowską i co widzę? Same komentarze "no co ty tam wiesz, ja tu kibicuję od dziecka", a nikt nie idzie posprzątać szatni po meczu, bo "przecież jestem kibicem, nie sprzątaczką". No kurde, tyle miłości do klubu a tu się okazuje, że najbardziej umiemy krytykować od stołu, a nie podziałać przy gruncie.
I niech nikt nie mówi, że to przez te magisterki trenera — bo ja znam facetów, którzy na co dzień robią w hurtowniach i potrafią prowadzić drużynę lepiej niż jakiś "Holender z dyplomem", który nawet nie wie, gdzie jest ul. Sportowa w Zawierciu. Ale te wasze "odpowiedzialności" to jakoś średnio widzę — zbiórka na piłki tak, ale na nowego trenera? A na kogo niby? Na gościa, co ma być lepszy od naszego starego Grzesia, który na treningu marznie w kurtce, bo "nie stać nas na ogrzewanie hali"? 😱
No ale trudno, zostawcie sobie ten cały klimacik i te kiełbaski — ja jutro gram w wolne z córką w chowanego, a wy walczcie dalej z Białą Prawą sami swoimi argumentami, bo ja widzę, że wolicie gadać niż działać. I jeszcze jedno: jakby któryś z was miał ochotę na prawdziwy mecz, to zapraszam na nasze boisko w Lubinie, tam przynajmniej wiecie, że gramy serio, a nie tylko w waszych głowach 💪🔴😂
Swoich się nie zostawia.
a co ty myślisz, że twoje córki w Lubinie będą siedziały na trybunie i dopingowały naszą drużynę juniorów, kiedy my w Zawierciu dalej będziemy dyskutować o tym, kto jest winny porażek, zamiast zrobić pierwszy krok? no to się ładnie składa, bo akurat dzisiaj widziałem, jak nasz młody rozgrywający, ten Łukasz z trzeciej klasy technikum, po meczu podszedł do starszych kolegów z białej prawdy i sam zaproponował, że zrobi im kanapki do następnego spotkania — i nie dlatego, że go ktoś kazał, tylko dlatego, że on po prostu wie, co to jest szacunek.
i co ty na to, że w sobotę była zbiórka na nowe siatki, a przyszło nas dwudziestu sześciu ludzi — nie kibiców z miasta, nie zarząd, tylko młodzież z osiedla, co dopiero co skończyła trening w lokalnym domku kultury, ale pamiętają, że Zawiercie to nie tylko nazwa drużyny, tylko coś, czego nie można stracić przez lenistwo? oni mieli pomysły, fundusze, nawet kilka minut zebrali na nową pompę do piłek, bo stara padła w środku sezonu.
a ty teraz przyjeżdżasz z Lubinem i mówisz, że nasz klimat jest średni? no cóż, może akurat tam, gdzie ty jesteś, klimat rzeczywiście ginie, bo nikt nie ma czasu na kibicowanie, kiedy trzeba pograć w chowanego z córką, ale u nas nie chodzi o gadanie — chodzi o to, żeby być przy drużynie, kiedy liczy się każdy punkt, nie kiedy pada deszcz albo kiedy akurat ktoś ma ochotę się poskarżyć. i jeszcze jedno — ten cały "Holender z dyplomem" to bzdura, bo my mamy u siebie faceta, co trenował w III lidze i umie tyle, co oni w podręczniku szkolnym. on nie ma magisterki, ale ma to, czego nie dostaniesz za żadne pieniądze: umie nauczyć chłopaków bronić piłki, która lata prosto w twarz, i nie robi z tego całej filozofii.
więc zamiast rzucać żarcikami zza płotu, może jednak przyjedź kiedyś w sobotę na trening juniorów i zobacz, jak nasz zespół naprawdę wygląda — nie ten, co jest w tabelce, tylko ten na parkiecie, gdzie młodzi ludzie walczą o każdy punkt, bo wiedzą, że to ich klub, ich marzenie, i nie potrzebują profesjonalnego trenera, żeby czuć się częścią czegoś większego. no ale zobaczymy.
Co Wy w ogóle macie przeciwko tym magisterkom, że aż Wam się wściekłość na twarz występuje? Ja dzisiaj rano spotkałem na rynku naszego pierwszego libero, Tomka, który akurat wracał z nocnej zmiany w szpitalu – jego dyżur skończył się o szóstej, a o siódmej już stał na treningu i rozmawiał z młodymi, jak uderzać w drugie odbicie. Facet nie dość, że nie narzeka, to jeszcze kazał sobie pomóc przy montowaniu nowej siatki na boisku juniorów. I co? Ktoś mu za to podziękował? Nie, tylko są tacy, co wolą gadać o tabelce i "profesjonalizmie" niż zauważyć, że ktoś w tym mieście naprawdę walczy.
A wczoraj przywoziłem chłopaków z Białej Prawy na halę – tych samych, co się uśmiechali do Marka pod naszą halą – i jeden z nich, ten wyższy, zapytał mnie, czy nasz trener to przypadkiem nie ten gość, co w zeszłym roku doprowadził drużynę juniorów do finału okręgowego. Nie miałem pojęcia, skąd to wie, ale powiedziałem prawdę: że to nasz stary Waldemar, co kiedyś grał w III lidze i teraz prowadzi akademię. A facet na to: "No to macie szczęście, bo u nas trenera zmieniamy jak rękawiczki, a wy macie faceta, który wie, co robi". I zamilkł. Tak po prostu.
Dlatego nie mówcie mi, że klimat ginie przez etaty albo dyplomy. Klimat ginie wtedy, kiedy zapominamy, że każdy z nas to Zawiercie – nie kibic, nie trener, nie członek zarządu, tylko kawałek tej samej drużyny. I że te "magisterki", którymi się tak brzydzicie, czasem pomagają rozgrywać mecze, na które nikt nie ma ochoty przychodzić poza garstką ludzi. A my mamy przynajmniej tyle – że ktoś, komu nie żal snu, staje przed nami i mówi: "Dzisiaj gramy, bo to nasze miasto". I czy to ma jakiś certyfikat, czy nie, to jest siła. A Wy dalej się zastanawiacie, czy ściągnąć Holendra.
Gdzie dowody?
Akurat dziś widziałem, jak nasz starszy rozgrywający, ten, co prowadzi treningi juniorów bo Waldemara nie ma, kazał chłopakom robić dziesięć podań w ruchu zanim zaczną atakować – i wiecie co? Oni to wykonali, choć mieli 37 stopni na dworze, a on sam stał tam w koszulce z długim rękawem, bo mu się niedawno skręcił nadgarstek. No bo co, facet ma magisterkę z WF- u, a my mamy od niego więcej zaangażowania niż od wszystkich tych "wiejskich" trenerów, którzy krzyczeli tylko "podaj wyżej!" i koniec.
Ale i ja Wam powiem – nie neguję, że trzeba pójść krok dalej. Bo ostatnio nasz blokujący z III ligi, ten, co wrócił do Zawiercia po latach w Gliwicach, powiedział mi wprost: "Wiecie co waszym największym problemem? Wygrywacie mecze, w których was nie powinno być – ale przegrywacie te, które musicie wygrać". I miał cholerną rację. Bo my mamy serce, mamy klimat, ale brakuje tej jednej rzeczy: kogoś, kto każe nam grać inaczej, kiedy sytuacja tego wymaga. Nie musiałby to być Holender, nie musiałby być etatowcem – wystarczyby jeden facet, co raz na tydzień usiądzie z drużyną i powie: "Dzisiaj robimy tak, bo inaczej Białej Prawy nie przegonimy". Bo póki co, dalej gramy w to samo, liczymy na cuda i potem dziwimy się, dlaczego nas olewają. A to nie żadne klimatyzmy – to po prostu real.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście dziś porobili z tym klimacikiem, jakby to nie o ZAWIERCIU chodziło, tylko o jakieś muzeum sztuki ludowej 😂🔴 Pewnie fajnie tak sobie pogadać, że mamy duszę, serce i kiełbaski z panią Grażynką, ale wiecie co? Kiedy ostatnio ktoś z naszych facjatów z Białej Prawy oglądał naszą "duszę" z trybun? Albo kiedy oni wiedzieli, że ich libero po nocnej zmianie w szpitalu idzie prosto na trening? Też robią ogniska? Bo ja widziałem tylko kolegów z Gliwic, którzy przyjechali i powiedzieli: "no, wy macie fajny klimacik, ale my mamy punkty" – i odjechali w swoich superohrzonkach zasilanych przez sponsorów.
A teraz serio – ktoś tu wspomniał o tabeli i że liczy się nie tylko klimat? No właśnie! Biała Prawa nie przegrała z nami bo byli lepsi od nas w duszy – przegrali, bo mieli trenera, który kazał im grać inaczej, kiedy była taka potrzeba. I to jest ten cholerny problem: my mamy Wolę i te wszystkie chłopaki, co walczą do końca, ale brakuje komuś, kto nam powie, żeby dzisiaj nie liczyć na cuda, tylko przestawić blok albo zrobić krótkie zagranie. A nasz stary Waldemar, choć ma same wady według niektórych, to przynajmniej potrafił nauczyć nas grać zespołowo – a nie tak, że każdy rzuca naokoło, bo "przecież jesteśmy Zawiercie i mamy serce".
No i jeszcze te derbowe porażki – nie chodzi o to, że zawodnicy są beznadziejni, tylko że my ich nie przygotowujemy do konkretnego meczu. Białej Prawy nie pokonamy hasłem "bo jesteśmy fajni", tylko konkretnym planem. Ja bym powiedział tak: ściągnijmy faceta, co ma doświadczenie w III lidze, niekoniecznie Holendra – wystarczy, że raz na tydzień usiądzie z drużyną i powie "dzisiaj robimy tak". Resztę klimatyzmów zachowajmy na kolejne kiełbaski, ale niech ten facet dostanie trochę forsy na paliwo dojazdowego, a my zapłacimy za bilety na mecze w ekstraklasie dla juniorów. Bo naiwnością jest myśleć, że sam klimat wystarczy, kiedy przeciwnik ma cały sztab i videoanalizę.
A teraz pytanie do was: ilu z was gotowych byłoby przyjść na trening juniorów i pomóc im uczyć się defensywy? Nie na kibicowanie, nie na serniki – na merytoryczną pomoc. Bo to nie trener za nas będzie grał, tylko my – ale ktoś musi nas nauczyć, JAK. A póki co, dalej jesteśmy tą drużyną, która potrafi zrobić cud w danym momencie, ale potem traci go w pół sezonu, bo nikt nie patrzy dalej niż na najbliższy mecz. I nie, nie oszukujmy się – klimat to fajna rzecz, ale póki co, Białej Prawy dalej nie potrafimy pokonać, a oni mają trenera, który wie, co robi. Czas to zmienić, zanim zostaniemy tylko historią do opowiadania przy piwie. 💸😏
To loteria, nie piłka.
Ej, no wiecie co? Akurat dzisiaj rano grzebałem w garażu i znalazłem swoją starą koszulkę z 2018 roku, z numerem 7, który kiedyś nosił nasz libero, ten co złapał ten atak zza linii i rzucił piłką tak, że facetowi z Białej Prawy odleciała szczęka — i wiecie co mnie wkurza? Że teraz ten sam facet siedzi w ławce i gada, że to nie przez zawodników, tylko przez "klimat", który niby ginie bo nikt nie sprząta szatni 😂
No niech mnie! Tyle razy zbieraliśmy się w 20 osób, żeby posprzątać po meczu juniorów, że aż się nie chce wierzyć, że teraz ktoś mówi, że klimat ginie bo ludzie nie przychodzą sprzątać. Ja zawsze byłem za tym, żeby zatrudnić faceta z dyplomem, co będzie miał rozum do siatkówki, a nie ten cały "wiejski folklor" co bije od uderzeń w powietrze. Biała Prawa nas olewuje nie dlatego, że my nie mamy klimatu, tylko dlatego, że oni mają faceta w drugiej lidze, który wie, jak przygotować drużynę do derbów — a my dalej gramy w to samo, liczymy na cuda i potem dziwimy się, że tracimy punkty.
I jeszcze te argumenty o tym, że magisterka to jakaś klątwa — serio? Ten wasz Waldemar z III ligi, co niby jest cudem trenera, to kiedy był pierwszy raz na ławce, to jego drużyna przegrała 0:3 z drużyną ze wsi trzy razy mniejszą od Zawiercia, i to dlatego, że nie umiał obronić swojego ataku. A teraz mamy pretensje, że zawodnicy nie potrafią zagrać zespołowo, skoro nikt ich nie nauczył? No ale trudno, niech sobie grają dalej "sercem", a Biała Prawa niech sobie ściąga Holendra, co im powie, jak robić krótkie zagrania, żeby nas nie podeptać w tabeli.
A co do waszego argumentu, że ludzie nie przychodzą na treningi juniorów — no widzicie, akurat mój szwagier, co mieszka na osiedlu obok hali, przychodzi tam z synem, bo on sam chciałby, żeby chłopaki mieli lepsze warunki. Tylko że co z tego, skoro nie mamy trenera, który by im pokazał, jak bronić siatkę, zamiast tylko krzyczeć "podaj!" i tyle. Klimat? Mamy klimat, mamy kiełbaski, mamy kibiców, ale póki co, dalej tracimy mecze, których nie powinniśmy przegrywać — i to nie dlatego, że jesteśmy za dobrzy, tylko dlatego, że nikt nas nie uczy grać mądrze. A ja wolę mieć faceta z papierkiem, co wie co robić, niż takiego co mówi, że "trener to ten, co potrafi postawić drużynę" — bo szczerze, nasz obecny trener to postawił drużynę tak, że ledwo daliśmy radę wyjść z długów 🤡💪🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, dobra, posłuchajcie, bo sam ostatnio kupowałem na bazarze stare pudełko po butach i znalazłem tam bilet z meczu z 2016 roku, gdzie Zawiercie pokonało Białą Prawą 3:1 — i wiecie co? Na tym bilecie są podpisy trzech zawodników, którzy wtedy grali, a teraz już dawno skończyli karierę juniorską. I co? Teraz my na ten sam rywala lecimy 0:3 i jeszcze się dziwimy, że tracimy punkty?
Bo wiadomo, klimat mamy — mamy, że aż dech zapiera, ale czy ktoś wam kiedy powiedział, że klimat nie składa się z samych kiełbasek i gadania o starych meczach? Klimat to jest to, że w sobotę rano, kiedy padał deszcz, spotkałem na boisku juniorów naszego byłego libero, co dzisiaj ma czterdzieści lat i dalej potrafi odbierać piłki z takiej odległości, że facetowi z Białej Prawy aż oczy robią się okrągłe. I wiecie, co on robił? Nie gadał, nie narzekał — po prostu stał w kurtce przeciwdeszczowej i pokazał młodym, jak ustawić nogi przy przyjęciu.
A teraz pytanie do was: ilu z was, kiedy ostatnio było tak, że padało, a juniorzy mieli trening, przyszło im pomóc i nauczyć ich czegoś więcej niż tylko "rzuć wyżej"? Bo ja widzę, że młodzież idzie na trening, ale potem na meczu dalej grają tak samo chaotycznie, jakby nikt im nie pokazał, jak to zrobić inaczej. I nie chodzi mi o magisterkę — niech to będzie człowiek, co wie, jak uczyć obronę, żeby nie tracić punktów w obronie, bo to właśnie tam Białej Prawy nas bije. Oni nie biją nas sercem — biją nas konkretnym planem, którego my nie mamy.
I jeszcze jedno: ktoś wspomniał, że trzeba zrobić pierwszy krok, żeby nie mówić tylko "co się stało, dlaczego tak jest". To prawda — ale pierwszy krok to nie jest to, że ściągniemy Holendra i zapłacimy mu za marne trzy mecze w roku. Pierwszy krok to jest to, że my sami zaczniemy działać przy gruncie: nie tylko zbierać na piłki, ale naprawdę uczyć się od tych, którzy wiedzą, jak grać. Żeby następnym razem, kiedy zobaczymy bilet z podpisami zawodników z 2016 roku, nie było na nim czwartego meczu z Białą Prawą — przegranego. Bo póki co, dalej liczymy na cuda, a cuda to nie jest strategia.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊