Czy nasza Stal Nysa powinna teraz postawić na wyłącznie młodych wychowanków i odpuścić…
A no dobra, to może wam coś strzeli — bo jakoś nikt nie gada, dlaczego naszym młodziakom tak totalnie nie idzie wejść do pierwszej drużyny. Przecież tyle się o nich trąbiono po sezonie w Ekstraklasie Rezerw, a tu pusto. Zerowy progres, zero szans na zmianę. A może to nie wychowankowie są słabi, tylko... no, sami się oszukujemy? 😏 Macie jakiś pomysł, co z tym fantem zrobić, czy dalej będziemy czekać, aż jakiś cudownik z milionem za plecami rozwiąże problem?
To loteria, nie piłka.
Wpadacie w myślenie, że jak im nie idzie od razu, to znaczy, że albo klub buja się w obłokach, albo chłopaki są beznadziejne. A to przecież nie tak działa – pamiętacie, jak Miśko z trzema plusami w Ekstraklasie Rezerw latał, a w pierwszej drużynie musiał wyjść z szatni przy pierwszych rezerwach? Dwa lata czekania, żeby dostać te dziesięć minut w meczu ligowym. Albo Bartek – facet, który nawet jak był w czternastce rezerw, to dopiero jak wziął udział w trzech obozach seniorsów pod rząd, zebrał w nogi i złapał zaufanie, to zaczął grać regularnie. Takie przypadki widziałem w drużynie juniorów, zanim sam poszedłem na studia – byli fajni, ale nikt im nie dał szansy zgryźć się z bywalcami, tylko rzucano ich na głęboką wodę bez dostatecznego przygotowania.
Problem leży nie w młodzikach, tylko w tym, że za każdym razem zamiast wsadzić ich na jeden mecz, żeby poczuli atmosferę i trochę rozumieli, jak się ruszać przy seniorach, to zarząd liczy na cudowne "pewniaki" za pół miliona i psuje system. Trener ma dwanaście miejsc na boisku i jedno na ławce – dlaczego miałby ryzykować swoją posadę, wsiadając do autokaru z czterema debiutantami, których ledwo zna, zamiast postawić na sprawdzonych gości? A to z kolei prowadzi do sytuacji, że młodzież dalej siedzi w rezerwach, bo seniorzy nie wychodzą, a seniorzy nie wychodzą, bo... i tak w koło Macieju.
A propos szans – w zeszłym sezonie siódma liga rezerw to była piątka pod względem strzelonych bramek. Bramek. Czyli nie jest tak, że biją brakiem efektowności, tylko albo nie mają wolnej przestrzeni w ataku, albo sami tracą piłki przez nerwy. No bo weźmy sobie meczu przeciwko Zniczowi Pruszków w październiku – prowadziliśmy 2:0 przez pół godziny, a skończyło się na 2:3. Przewaga, która zniknęła przez trzy fatalne straty w polu karne. Trener Cezary Grzyb coś tam gadali potem o "wymiarze psychicznym", ale ja to widzę po prostu: brakuje solidnego worka z indywidualnymi treningami na poprawę stabilności pod presją. I tu ani młodzież, ani starsi nie są winni – system trenerski się wysypuje.
Bo macie rację w jednym: fajnie jest śpiewać hymn i kibicować swojemu, ale jak na boisku nie ma żadnej progresji, to hype z trybun idzie w pizdu. Tylko że winę ponosić należy nie samych chłopaków, którzy walczą, ale ten, kto im nie daje realnego wsparcia. A nie pomogą na to miliony za Eldar Azmatchiev albo kimś takim.
Hype to nie argument.
Ej kurwa, Orzeł, ty to masz gadkę jakieś takie… no dobra, ale serio?! 😱 Bo mi sie rzygać chce, jak widzę te nasze młode wilczki w rezerwach, a tu raz-dwa transfery za miliony i nagle wszyscy ślepi. ALE GDZIE TEN SENTYMENT? 🔥 Czyż nie o to chodzi w Stali Nysa, żeby oddychać tym klubem od kołyski, a nie patrzeć na twarz po angielsku na trybunie?
Pawle, kolego, ty piszesz, że trzeba dawać szansy i cierpliwość… i TAK! Ale cierpliwość to nie jest gapienie się przez osiemnaście meczów z rzędu na ławkę bez możliwości wdepnięcia na boisko! Ja byłem na tych trybunach, jak miśki Moś z Bartekiem grali w juniorach, mieli łzy w oczach, bo trener ich wyrzucił ze składu bez słowa, a potem mieli jeszcze do roboty przy myciu butów dla seniorów. I co? Teraz mamy dziury w składzie, bo "ktoś się boi postawić na rodowitego chłopa"!
No i jeszcze te miliony – Azmatchiev? Będzie grał jak diabli, ale za półtora roku, a my dalej będziemy liczyć na to, że nasz rodzimy debiutant nabierze pewności siebie, jak mu ktoś wciśnie kontrakt od razu na czternastu meczów ligowych! Jak?! Jakim cudem, skoro zarząd woli wydać kasę na obcego, niż postawić na system, który WYTWORZYŁby klasę, a nie tylko zakupił gwiazdę do reklamy?!
No i co z tymi rezerwami, co to niby strzelają więcej niż połowa ligowych drużyn? ALE NIE MA TEGO W PIERWSZEJ TRZYDZIESCIE MINUTACH NA 1:1 Z ZNICZEM, BO PRESJA I BŁĘDY JEDNEGO FAULA PRZEKREŚLAJĄ CAŁY MECZ! Trener Grzyb gada o psychice, ale kto mu dał narzędzia do pracy z psychiką? Komu chce się siedzieć z młodzikami po treningu i powtarzać te pieprzone standardy, aż będą wiedzieli, co robić, zanim dostaną kopa w dupę od pierwszego meczu?
My, kibice, nie chcemy milionowych obietnic! Chcemy widzieć na własne oczy, jak nasz Mateusz, który całe życie marzył o koszulce z numerem 9, dostaje swoje dziesięć minut. I nie żeby mu to były pierwsze trzy minuty w ostatnim meczu sezonu, jak teraz zwykle bywa, tylko PRAWDZIWY SZANS NA STANOWISKO! Bo inaczej ten klub stanie się wymyślnym akademikiem dla obcych, a my stracimy to, co najcenniejsze – tą cholerną duszę Stali!
Bo ja ci mówię, jak wrócę z meczu, gdzie nasz juniorek wbije gola i dostanie owację na stojąco, to dopiero wiem, że warto. A nie jak teraz – kiedy się na trybunie rozglądam, a wszyscy machają kartonikami z cyframi obcych zawodników, których nawet nie rozumieją nazwy. 🤬 WSTYDZĘ SIĘ ZA TE ĆWIRY Z ZARZĄDU!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat w tym sezonie juniorzy rezerw strzelili dwadzieścia trzy gole w dziewięciu meczach, co plasuje ich w pierwszej trójce najlepszych ofensyw w lidze — i co z tego, skoro ani jeden z tych trafień nie przełożył się na choćby minutę w seniorskiej drużynie? Tak jakbyśmy mieli w klubie dwie oddzielne drużyny: jedną, która bawi się w Koperniku w rozgrywki juniorów i drugą, którą ci sami faceci patrzą z daleka, bo wolą dmuchać na zimne i liczyć na obcą gwiazdę zamiast posadzić chłopaka z rodzimej akademii na ławce choćby raz w sezonie. Przecież to nie o to chodzi, żebyśmy mieli w Stali Nysa zbiór nieznanych nazwisk, tylko drużynę, która oddycha tym samym powietrzem co my na trybunie.
Mnie osobiście serce mięknie, jak widzę, jak ci młodzi rzucają się w treningach — ale nie mam tyle cierpliwości, żeby czekać kolejne pół roku na to, aż im ktoś wreszcie powie: "Dobra, teraz twoja kolej". Bo to właśnie dzieje się teraz: nasz Maciek po dwóch latach w rezerwach dostał w końcu szansę, ale nie dlatego, że ktoś uznał go za gotowego, tylko dlatego, że kontuzja podstawowego napastnika zmusiła trenera do improwizacji. Dwa tygodnie później znowu zniknął w otchłani ławki — i znowu nikt nie zagwarantował mu, że nie musi zaczynać od zera. To nie jest żadna strategia, to zwykła zgrywanka o byle co. A najgorsze jest to, że zarząd swoje "odpuśćmy transfery, postawmy na młodzież" owija w bawełnę, podczas gdy w tle podpisują kontrakt z facetem, którego nazwy nikt nie potrafi nawet poprawnie wymówić.
Albo weźmy ten Znicz Pruszków — prowadziliśmy 2:0, a skończyło się 2:3. Trzy fatalne straty, jeden błąd obrony, jeden kiepsko ustawiony pressig. Czyli nie chodzi o brak umiejętności, tylko o brak wiary. Wiary w to, że te nasze wilczki wreszcie dostaną szansę, zanim stracą całą motywację. Bo ja wiem, jak wyglądają ich oczy, kiedy widzą, że seniorzy schodzą z boiska i oni muszą z powrotem pakować się do autokaru. To nie jest zdrowa rywalizacja, to jest chowanie głowy w piasek, żeby nie widzieć prawdy. A prawda jest taka, że Stal Nysa nigdy nie stanie się klubem z duszą, jeśli dalej będziemy grać w tę samą piosenkę: "Poczekajcie, może następnym razem". Może się doczekacie, ale w tym czasie wasze marzenia będą wisieć na hotelowych kaloryferach obcych zawodników.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale pamiętam dobrze te lata w nysie, kiedy jeszcze na stadionie przy ulicy Niemcewicza trzymaliśmy się za łapy i modliliśmy się o każdy mecz, bo transfery to była rzadkość jak diament w biedzie. wtedy mieliśmy chłopaków z osiedla, którzy dojeżdżali na treningi rowerem albo piechotą z dala, a jednak wiedzieli, że dostaną szansę – nie od razu, nie jutro, tylko wtedy, kiedy będą gotowi. i co? występowali w koszulkach z numerami 7, 9, 11, które naprawdę coś znaczyły, bo za nimi stała krew, pot i łzy, a nie cyfra na umowie z prawnikiem zza granicy.
teraz mówicie o milionach i o cudownych debiutantach, a ja widzę, jak nasze wilczki są odsyłane na boczny tor, bo komuś się wydaje, że pięćset tysięcy za obcego lepszego zagra w mniej niż tygodniu. za moich czasów trener nie miał wyboru – musiał albo dać szansę swojemu, albo siedzieć w kiblu i liczyć na cuda. i wiecie co? większość z nich decydowała się na to pierwsze, bo wiedzieli, że honor klubu to nie tylko bilans punktów, ale też opowieści, które potem przekazujemy wnukom.
dziś znowu słychać te gadki: "poczekajcie, jeszcze nie teraz, może za pół roku". pół roku temu byliśmy przy nadziei, że ten "może" się ziści, a tu zero postępu, zero zmian systemowych. zamiast budować kulturę klubu, w której debiutant czuje, że należy do rodziny, wolimy strzelać sobie w stopę, bo wolimy dmuchać na zimne, niż zaufać młodym, którzy przecież nieraz udowodnili, że mają klasę. i co z tego, że rezerwy strzelają gola za golem, skoro żaden z nich nie dostanie tej jednej szansy, która by coś zmieniła?
pamiętam, jak moi kumple z klubu opowiadali o meczu w trzeciej lidze, kiedy to nasz lokalny chłopak wbiegł na ostatnie dziesięć minut, strzelił gola, a potem płakał razem z nami na trybunie. dziś byśmy na taką scenę czekali pół sezonu, a i tak skończyłoby się na tym, że faceta sprowadzilibyśmy jako „krótkoterminowe wsparcie”. no ale zobaczymy, jak to się dalej potoczy – bo jeśli dalej będziemy wciskać to samo w kółko, to za kilka lat będziemy kibicować drużynie obcokrajowców, a nasi wychowankowie będą przychodzić do pracy w klubie na portiernię. i tyle emocji, tyle marzeń, i tyle drewna, które spaliło się na panewce tylko dlatego, że nikt nie chciał dać jednego konkretnego sygnału: „to twoja kolej, idź i pokaż, że ci zależy”.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, ludzie, wy tu gadacie jakby nasza Stal miała dwóch mózgi – jeden na trybunie, a drugi w garderobie! 😂 Aż mi serce radośnie bije, jak widzę tyle złości o te nasze wilczki, bo przecież nikt z nas nie rodził się od razu w czepku urodzony. Pamiętacie, jak sam jako dzieciak wsiadałem na rower i jechałem pół godziny do szkoły tylko po to, żeby popatrzeć na treningi juniorów? I co? Nikt mi nie dawał od razu szansy – musiałem się napocić, a jak wreszcie dostałem swoją minutę, to było uczucie jakbyśmy całą drużyną awansowali!
A teraz? Teraz mamy miliony, a młodzież dalej klepie rezerwy jakby to była kara. Bo wiecie, co jest najgorsze? To, że nasi chłopcy tracą wiarę nie przez swoją głupotę, tylko dlatego, że zarząd kupuje takiego Eldara Azmatchieva, a później mówi „poczekajcie, on jeszcze się rozkręci”. Ja wam powiem, jak było u nas w okolicy – mieliśmy faceta, który nawet jak grał w czwartej lidze, to i tak wiedział, że jego nazwisko znaczy coś dla kibiców. Dziś? Widzimy numer na koszulce i nic poza tym. Tracimy to, co najważniejsze – tę więź, która powstaje, kiedy ktoś wie, że jego wysiłek ma sens.
I jeszcze jedno – te miliony za obcych to nie jest żaden ratunek, bo przecież każdy z nich może oberwać kontuzją albo stracić formę. A nasz Mateusz z akademii? On będzie tutaj z nami, gdyby nawet skończyło się na tym, że poprawia buty seniorom. Bo to nie kwestia talentu, tylko systemu, który nie potrafi docenić własnego dorobku. A ja bym chciał, żeby któregoś dnia stanął na boisku i usłyszał, jak my na trybunie śpiewamy jego imię, a nie cyfry na koszulce. Bo tyle wart jest ten klub – tyle, ile potrafimy oddać z siebie sami. I niech mnie szlag trafi, jeśli pozwolimy, żeby któryś z naszych lokalnych bohaterów skończył jako dodatkowy punkt w umowie transferowej. 🤡🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, ale kurde ja się nie mogę doczekać, aż zobaczę faceta, co to wam tu takimi mądrymi zdaniami strzela 😂 Chłopaki, no serio, bo ja pamiętam te czasy, kiedy nasi seniorzy grali o życie na trybunie obok rezerwów, a dziś niby mamy milionów pełno, ale progresu jak nie było, tak nie ma! Przecież jakby naprawdę szło o system, to bym zobaczył choć jednego juniora w pierwszym składzie w ostatnich trzech meczach, a nie samego Macieka, co to dostał minuty przez kontuzję i znowu zniknął jak kamień w wodę!
No i jeszcze te brednie o „wymiarze psychicznym”! Trener Grzyb gada o psychice, ale kto mu kazał wsadzać naszych chłopaków w ławkę, zamiast dać im szansę? Ja byłem na tym meczu z Zniczem – prowadziliśmy 2:0, mieliśmy forsę na nogach, a skończyło się 2:3 przez trzy głupie błędy. Nie te chłopaki nie umieją grać, tylko ich na tyle nie szanują, że traktują jak piłeczki do koszykówki na treningach! I co, nagle mieliby nabrać pewności siebie, jak ich nawet do boiska nie puszczają? To jakbyście dali komuś buty bez sznurówek i mówili „teraz biegnij maraton”.
A te rezerwy, co to niby strzelają gole? No super, super, gratulacje, ale kto z was widział chociaż jednego z tych strzelców na trybunie podczas meczu seniorskiego? Albo macie szczęście, że zarząd wreszcie się obudzi i zrozumie, że sentyment to nie tylko okrzyki na Facebooku, tylko realne wsparcie dla ludzi, co to całe życie w Nysie spędzili!
I jeszcze te wołania o miliony za obcych – no weźcie, ludzie! Przecież jakby naprawdę chodziło o sukces, to byśmy nie wydawali kasy na facetów, co to potem odwalają tylko połowę sezonu, tylko postawili na rodzimy chłop! Bo ja wam mówię – jakby nasi seniorzy mieli za sobą tyle walk, co nasze rezerwy, to byliby twardsi niż diabli, a nie marnowalibyśmy czasu na gapienie się w telefon, który trzęsie nam się od frustracji! 😤 Sentyment to nie hasło na billboardzie, tylko codzienna robota – i czas najwyższy, żeby ktoś w końcu wziął się za tą robotę na poważnie!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, aleście dzisiaj rozpalili atmosferę na forum, a ja tu sobie po cichutku myślałem o czym innym, bo akurat przed meczem rozmawiałem z kolegą z pracy – facet jest kibicem Piasta Gliwice i opowiadał mi, jak to jego siostrzeniec, dwunastolatek, pierwszy raz w życiu wszedł na murawę na meczu juniorskim, dostał piłkę, strzelił gola i do dzisiaj ma ten moment wypisany na twarzy. A nas tu macie, kibiców Stali Nysa, którzy niby gramy o serce, o duszę, o te fajki w szatni po meczu, a gdzie to jest?
Bo widzicie, Pawle, ty masz stuprocentową rację w tym, że młodzież nie dostaje szansy nie dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że system ich nie chce puścić do pierwszego zespołu – ale nie mówię o trenerze Grzybie, bo on pewnie ma swoje powody, żeby dmuchać na zimne. Mówię o tym, że nikt nie chce ryzykować, jakby mieli do wyboru wsadzić na ławkę obcego, który niby ma numer na koszulce z nazwiskiem, czy naszego chłopaka, co to całe dzieciństwo spędził na treningach w Nysie. I co z tego, że rezerwy strzelają gola za golem, skoro nikt z nas nie dostanie tej jednej chwili, w której poczuje, że wreszcie należy do tej drużyny?
Magdo, też masz mocny argument – te błędy z Znicza to nie brak umiejętności, tylko brak wiary w młodzież. Ja pamiętam, jak jeszcze przed szkołą średnią jeździłem na treningi akademii z kolegami, a trener mówił: „Za trzy lata, jak się rozkręcicie, to zobaczycie”. Tyle że dzisiaj nikomu nie chce się czekać trzy lata – wszyscy chcą od razu efektów, najlepiej jutro rano. I teraz mamy stan, w którym nasi chłopcy są jak te kwiaty doniczkowe w szatni – podlewa się je, żeby nie uschły, ale nikt nie sadzi ich w ziemi, żeby mogły rosnąć.
A jeszcze ten cały szum o milionach za obcych – no serio, facet, który nie wie, gdzie leży Nysa na mapie, i ma kontrakt na pół roku, ma niby być lepszy niż chłopak, który rano idzie na szkolenie, a wieczorem pomaga tacie w warsztacie? Ja rozumiem, że trzeba sięgać po wsparcie, ale nie kosztem własnej duszy klubu. Bo jeśli dalej będziemy tak postępować, to za pięć lat na trybunie będziecie oglądać mecz, w którym wszyscy zawodnicy mają azjatyckie nazwiska, a nasze akademie będą zatrudniać tylko sprzątaczy.
No i jeszcze ta historia Legia, co to wspominał – kiedyś naprawdę liczyło się to, kto w co ubierze koszulkę, bo za nią stała cała społeczność. Dzisiaj to numer na plecach i nic więcej. I właśnie dlatego tak bardzo się wkurzam, kiedy widzę, jak nasi młodzi idą z głową pełną marzeń, a wracają z pustymi rękami i podkulonym ogonem.
Tak więc pytanie brzmi – co dalej? Czy dalej będziemy patrzeć, jak nasze talenty schodzą na boczny tor, bo komuś się wydaje, że miliony kupią nam natychmiastowy sukces? Czy może w końcu ktoś się ocknie i zrozumie, że Stal Nysa to nie tylko bilans punktów, ale przede wszystkim historia, emocje i ludzie? Bo ja osobiście wolę zobaczyć, jak nasz lokalny chłopak wbija gola w barwach pierwszej drużyny, niż kibicować komuś, kto nazajutrz po meczu wsiądzie do samolotu i poleci do maleńkiej republiki gdzieś na końcu świata. To tak nie działa – albo mamy system, który potrafi docenić własny dorobek, albo ten klub stanie się niczym więcej niż kolejną miejscówką dla obcokrajowców. I nie ma między tym nic.
Najpierw policz, potem się spieraj.