Czy nasz trener wstydzi się nosić barwy SPS-u i dlatego wybiera bezsensowne taktyki?
Ej, słyszycie to w tamtym szumie trybun jakby ktoś szepnął „trener za mało baluje”? Bo mnie się zdaje, że ten facet w przerwie gada z dziennikarzami albo liczy swoje jednostki na koncie bukmacherskim, a nie myśli, jakby tu te pomarańczowe barwy na boisku wyglądały groźnie. Trzy bramkarze w drugiej połowie jak na casting do „Taniec z gwiazdami” — i co, wygrywamy jakimś cudem? Super, gratulacje trenerze, twoja strategia to hit sezonu, ale kibic na trybunie przecież wie swoje: nie techniką tu się grzeje, tylko wrzaskiem i szaleństwem!
A tu co? Wylatują zawodnicy, lecą gałęzie sędziowskie… i co, mamy tańczyć w takt waszego „szczęścia kibica”? 😂 Może następnym razem wystawcie chłopaków do cyrku, będzie widowisko pewniejsze niż nasze 3:2. Chociaż, hehe, może akurat w tej cyrkowej ekipie są lepsi od mojego ulubieńca, który dzisiaj na środku boiska udawał, że nie widzi rzutów rożnych…
Zainwestowałeś w hot-doga? Ja w naszą drużynę, a tu taki spektakl. ROI? O, jeszcze mi za to zapłacisz! 💸🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, ależ tu się zrobiło gorąco jak na promocji smażalniczej w Radomiu. Słyszałem, że ktoś narzeka na zmiany bramkarza, ale chyba nikt nie oglądał tej drugiej połowy do samego końca, bo te "trzy bramkarze" to był po prostu doping na taktykę ciągłej presji – nie żaden cyrk, tylko klasyczny Siedlec back-to-back. Zastanówcie się: jak się gra z jednym obrońcą więcej w ataku, to kto niby ma chronić „–1”, kiedy przeciwnik rusza do kontry? Akurat tamten mecz miał tyle rzutów rożnych nie przez los, tylko dlatego, że Radzionków biegał jak oszalały, a nasz atak ciągle naciskał – no i co, mieliśmy wracać do formacji 5+1 i czekać, aż im stracimy do autu?
A co do tej „wygranej dzięki szczęściu” – to chyba ktoś zapomniał, jak Zieliński w 87. minucie wysłał do siatki rzut zza pola karnego, akurat wtedy, kiedy bramkarz gości musiał wyjść daleko od bramki. To nie było szczęście, tylko zimna krew i rozeznanie sytuacji – dokładnie to, czego od zawodników oczekujemy, a nie jakieś marudzenie o liczbie zmian personalnych.
No i jeszcze jedno: ile razy widzieliście zespół, który potrafi wygrać trzy mecze z rzędu po zmianie taktyki w trakcie sezonu? Może warto docenić, że trener nie trzyma się kurczowo schematów z ubiegłego roku, tylko eksperymentuje – bo przecież Siedlce nie są zespołem, który ma zawsze te same karty w rękawie. A jak nie lubicie zmian, to zawsze możecie przyjść na stadion i zagłosować rękami podczas meczu. Ale uwaga – tam też trzeba coś z siebie dać, nie tylko krzyczeć na ławkę.
Hype to nie argument.
no ależ znowu ten argument o 3 bramkarzach w 2 połowie 😂🔥 no chłopie, ależ mi się zrobiło przez te wasze wywody gorąco, że aż musiałem otworzyć okno, bo powietrza brakowało 💨 popatrzcie sobie na te gęby, które trzęsą się od wirtualnego napletka jakby mieli jutro występować w "Taniec z gwiazdami", a nie grać w siatkę!
siema od samego sosnowieckiego sera 🧀🔴 co do tych "tajemniczych" zmian, no to ja wam mówię, że nasz trener ma lepsze pomysły niż wasze gadanie! pamiętam, jak jeszcze parę lat temu Siedlce grali jakby mieli w nogach wiadro betonu, a teraz? teraz mamy widowisko, którego nie powstydziłby się żaden kibol! i te trzy bramki nie były żadnym cyrkiem, tylko czystą potrzebą boiskową, bo jak przeciwnik cię bombarduje, to musisz mieć odpowiedź na gotowe!
i ta wasza "wygrana dzięki szczęściu" to sobie zapiszcie pod nosem, bo Zieliński w 87. minucie nie był przypadkowy — to była mózgowa robota, nie żadne tam losowanie! a co do tego, że mieliśmy wrócić do 5+1, to hehe, no skoro ktoś tak lubi starych schematów, to niech idzie oglądać mecz z kolegami w pubie, bo na boisku trzeba reagować, a nie liczyć na to, że przeciwnik zrobi nam łaskę i da punkty!
i jeszcze jedno — ile wy w ogóle kibicujecie z sercem, a nie z notatkami pod pachą? bo my na trybunie nie chcemy teoretyków, tylko wojowników, którzy grają do ostatniego gwizdka! i niech ktoś inny gada o cyrkowych sztuczkach, a my skupimy się na tym, że nasz trener ma jaja większe niż wasze rozumy! 😤💪🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ależście dziś rozpalili atmosferę na trybunie jakby ktoś do kibicówki wrzucił puszki z gazem pieprzowym – hehe, no dobra, serio, to nie tak miało być, że zamiast budować drużynę, budujemy tu konkurencję między tymi, co krzyczą „szczęście!”, a tymi co „trener ma jaja!”? No chłopaki, skupcie się na jednym: Zieliński w 87. minucie nie kopnął tej piłki przypadkiem, to była długa akcja, w której nasz numer 9 przeczytał grę lepiej niż bramkarz gości, który musiał wyjść 5 metrów przed swoją bramką. Trzy bramkarze? Tak, wstrzelaliśmy ich sobie po kolei, bo każdy miał swój powód – jeden walczył z kontuzją barku, drugi wyszedł na luz, a trzeci? Ten akurat miał moment w nogach i wystarczyło go wsadzić, żeby przeciwnik się pospieszyl. Ale czy to wyglądało na cyrk? Mieliśmy dwóch blokujących z tyłu, Leśniak rzucał sety jak paczki do sklepu, a przeciwnik biegał od jednej strony boiska do drugiej, bo nasza ofensywa nie odpuszczała ani na sekundę. To nie było szczęście, to była determinacja i umiejętność czytania gry – czegoś, czego nie nauczycie się w pubie przy piwie, tylko na boisku, a nasz trener to wie i wprowadza zmiany na gorąco.
I niech nikt nie mówi, że siedzimy w 5+1 i modlimy się o rzut rożny, bo to był mecz, w którym mieliśmy więcej uderzeń celnych niż kibice na trybunie głosów „zmieńcie trenera!”. Jakby ktoś chciał stare schematy, to niech idzie oglądać mecz z Radzionków sprzed dwóch lat, kiedy to my czekaliśmy na błędy przeciwnika, a dziś? Dziś sami jesteśmy błędem – błędem dla drużyn, które nas nie doceniają. Trzy bramkarze, pięć zmian w drugiej połowie, gole zza pola karnego – to nie balet, to wojna, a nasz trener prowadzi ją jak szachista, tylko zamiast figur mamy pomarańczowe koszulki i wiarę, że tym razem jednak dojdziemy do końca. I niech mi ktoś powie, że to nie działa, bo Zieliński nie strzelałby z 10 metrów tak precyzyjnie, gdybyśmy grali w forty z tyloma obrońcami.
no ale się rozpaliliście dzisiaj jak moja stara kuchenka gazowa w '98 roku, kiedy to po raz pierwszy poszedłem z moim synem na mecz Siedlec — no i pamiętam, jak to było: trybuny, pomarańczowe chusty latające w powietrzu, a zawodnicy grali jakby mieli gumowe nogi. ale wiecie co? wtedy nikt nie narzekał na zmiany, bo ich po prostu nie było — albo grało się wszystkich, albo nie graliśmy wcale. pamiętacie ten sezon 2005, kiedy to Siedlce ledwo zipali na dole tabeli? trenerzy ciągali starych lisów, którzy niczym nie grzeszyli poza tym, że mieli na koncie już cztery dzieci do wyżywienia i drugie tyle kredytów. no i co? mieliśmy wtedy dwa gole na mecz, a dzisiaj? dzisiaj mamy pięć zmian w drugiej połowie, trzy bramkarzy i zwycięstwo dzięki temu, że ktoś wreszcie zaczął myśleć, a nie tylko machać rękami i liczyć na cud.
teraz to się inwestuje w młodzież, próbuje nowe ustawienia, a wy gadacie o cyrku i szczęściu kibica? chłopaki, ja widziałem już wszystko — od czasów, kiedy na trybunie siedzieli sami emeryci z termosami, aż po teraz, kiedy młodzież krzyczy, że im za mało remontu. ale wiecie co? to jest postęp, a nie balet. trener ma jaja, bo jak nie zaryzykuje, to Siedlce będą dalej w tym samym miejscu — przy barze, z butelką piwa w ręce, a nie na szczycie tabeli. no ale zobaczymy, bo przecież jak zawsze, po kilku dobrych meczach znowu ktoś zacznie marudzić, że „przecież mogliśmy wygrać z Zamojcem, ale ten Zieliński znów kopnął piłkę w aut”. taka nasza kibicówka — wiecznie niezadowolona, ale za to głośna jak cholera i prawdziwa jak stare gumiaki w piwnicy.
A, kurczę, ale mnie wczoraj ten hot-dog zmuszał do myślenia… bo niby dlaczego mielibyśmy siedzieć i czekać na cud, skoro możemy sami tę piłkę pędzić do siatki? Siedlce w tym sezonie to nie ten sam zespół co kiedyś, który grali na aut, a teraz? Teraz mamy drużynę, która ma jaja większe niż pierogi mojej babci w niedzielę! Te trzy bramkarze w drugiej połowie to nie była żadna sztuka, tylko zwykła logistyka – jeden się zmęczył, drugi miał kontuzję barku (a nie, nie wygadujcie, że „to nic takiego”, bo ja widziałem, jak ramię mu zwisało), a trzeci akurat był w formie i ready do akcji. I co, dzięki temu wygraliśmy? Jasne, ale nie dzięki szczęściu, tylko dlatego, że trener nie bał się ryzykować, a chłopaki mieli łeb na karku i potrafili wykorzystać sytuację.
I jeszcze jedno – ten Zieliński, co strzelił zza pola karnego? Ja w 2003 roku widziałem, jak nasz stary lewy atakant próbował to samo i posłał piłkę w trybuny, a tu nagle taki strzał jakby miał GPS w bucie! To nie jest szczęście, to jest umiejętność, którą zbudowali przez lata, grając w tej dziurze zwanej stadionem w Siedlcach. A ci, którzy mówią o „tajemniczych” zmianach, niech sobie przypomną, jak to było, kiedy to my traciliśmy punkty, bo nie mieliśmy kogo zmienić, bo wszyscy byli na łożu boleści. Teraz mamy rezerwę, która nie tylko się pojawia, ale i działa!
No i te wasze gadanie o „5+1” i czekaniu na błędy przeciwnika… no sami powiedzcie, kiedy ostatni raz widzieliście, jak przeciwnik robi nam łaskę i daje punkty? Siedlce grają tak, że sami stwarzają sobie okazje, a nie liczą na to, że ktoś im je rzuci jak kromkę chleba psu pod nogi. I niech mi ktoś powie, że to nie działa, bo dzisiejsze zwycięstwo to najlepszy dowód – nie było szczęścia, było przygotowanie i odwaga do podejmowania ryzyka.
A co do tego, że trener się wstydzi nosić barwy… no dobra, sam widziałem, jak po meczu rozmawiał z zawodnikami i chociaż jeden raz się uśmiechnął szerzej niż ja podczas sylwestrowej zabawy. To nie jest trener, który się wstydzi – to jest facet, który wie, co robi, i ma jaja jak cegła! I niech mu nikt nie mówi, że powinien grać „po staremu”, bo stare było dobre tylko wtedy, kiedy mieliśmy w drużynie kilku dobrych zawodników i reszta się nie wychylała. Teraz mamy drużynę, która się wychyla, i to się nazywa postęp, a nie cyrk!
I na koniec – piwko po meczu? Jasne, że będzie, bo dziś mieliśmy za co płacić! W końcu kibicuje się nie tylko głosem, ale i portfelem, a ja wolę wydać te 10 złotych na piwo, niż mieć pretensje, że trener zrobił za mało zmian. Bo wiadomo – kto się nie wychyla, ten nie traci! 🍻🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A co wy w ogóle macie w tej cholernej główce?! Trzy bramkarze, Zieliński zza pola, Leśniak lata jak szalony z setami… i nagle to wszystko „nie cyrk, tylko mistrzostwo świata”? 😂🔥 No dobra, fajnie, że mamy drużynę, która biega tak jakby ją ktoś pogonił kijem przez boisko, ale co z tymi setami, które lądują w siatce przeciwnika? Bo przecież nie każda akcja jest dziełem geniuszu trenera, czasem po prostu przeciwnik się posypał!
I te wasze gadanie o „mózgowej robocie” Zielińskiego… serio? On trafił jeden strzał zza 10 metrów, a wy już nosicie go na rękach jak Mesjasza z siatki! Ja w 2018 roku widziałem, jak nasz Leśniak posłał setę prosto w twarz przeciwnikowi, i nikt nie powiedział „o, to geniusz, Leśniak ma mózg!”. Po prostu się poszczęściło, tyle.
Trzy bramkarze? Super, mamy rezerwę na finał Ligi Mistrzów, ale wiecie co? Ja w waszym miejscu bym się zastanowił, dlaczego za każdym razem, kiedy przychodzi co do czego, to zmieniamy bramkarza! Czyżby nikt z nich nie umiał złapać piłki bez pomocy kibica na trybunie?! 🤬😱 A co do tej waszej „determinacji” – no dobra, determinacja to super, ale jak się gra jak banda pijanych niedźwiedzi w klatce, to determinacja nie pomoże, bo przeciwnik i tak oberwie punkty!
I te wasze narzekania na stare czasy… no ale mnie się wydaje, że wtedy przynajmniej było wiadomo, kto gra, a kto nie! Teraz to jest tak, że pół drużyny wchodzi w pierwszej połowie, a reszta wychodzi z ławki rezerwowych jakby szli na pierwszą zmianę w kopalni! No i co, niby to postęp? Ja bym wolę jednego dobrego zawodnika, niż dziesięciu, którzy biegają jak opętani i nie trafiają w siatkę!
No i jeszcze jedno – ten hot-dog Darska… hehe, no ale gdyby nie te 3 bramki i jeden strzał zza pola, tobyście dzisiaj siedzieli z pustymi rękami i martwili się, dlaczego nie było piwa w lodówce! 🍺🔴 A tak to jesteście szczęśliwi, że zwycięstwo jest, a o tej obsesji na punkcie zmian zapominacie… bo skoro działa, to po co gadać?! Ale kiedy następnym razem przegramy, to od razu będziecie krzyczeć, że trener to jakiś szarlatan i nie wie, co robi! Takie nasze kibicowskie podejście – tylko krytyka albo święto, a nigdy nic po środku! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, no ale znowu ktoś wciska ten stary numer z "piękną grą dawnych lat" jakbyśmy odkryli koło, a siedemnastoletni chłopak na trybunie wylewał łzy nad tym, że nie było igrzysk rzymskich. pamiętacie państwo ten sezon 2008, kiedy to Siedlce grali jakby mieli w plecaku kamienie zamiast nóg, a trener to był jakiś smutas, który liczył na to, że przeciwnik popełni samobójstwo na boisku? no i co nam to dało? dwa punkty za cały sezon w jesieni, bo nikt nie miał siły ani motywacji, żeby ruszyć się z ławki rezerwowych. teraz mamy zespół, który walczy do ostatniej minuty, a wy gadacie o "starym dobrym czasie", kiedy to siedzieliśmy jak te dziadki na ławce i czekaliśmy na cud.
a co do tych trzech bramkarzy w drugiej połowie – no dobra, CracoviadoKonca, ty mówisz, że to "cyrk", ale ja wam powiem, że to była czysta konieczność. jeden z nich miał kontuzję barku, którą zaliczył w meczu poprzednim, i trener nie mógł ryzykować, żeby nie stracić dwóch punktów przez upór i "tradycję". drugi akurat złapał formę i dał z siebie wszystko, a trzeci wyszedł na luz, żeby odetchnąć po kilku tygodniach ciągłej harówki. i co, mieliśmy siedzieć z założonymi rękami, bo "tak trzeba"? przecież nie, bo po to mamy dwunastu zawodników w składzie – żeby korzystać z ich umiejętności, kiedy tego wymaga sytuacja na boisku.
i jeszcze jedno – Zieliński, ten strzał zza pola karnego? ja widziałem, jak Zieliński w zeszłym sezonie strzelał w meczu z Radomiem i poszedł w aut, a dziś trafił precyzyjnie tam, gdzie miał trafić. to nie szczęście, to tygodnie pracy i ćwiczeń, żeby wiedzieć, kiedy i jak uderzyć. a wy teraz mówicie, że to "jednorazowy strzał", który zdarza się raz na sto lat? no to po co w ogóle przychodzić na mecze, skoro nie umiecie docenić dobrej roboty?
i te wasze gadanie o "determinacji" i "wybieganiu jak opętani"… no ale cóż, skoro nie macie argumentów, to krzyczycie o "szaleństwie" i "cyrku". siedlce nie są drużyną, która gra w taktyce zegara ściennego – my gramy z sercem, z ogniem, i czasem to oznacza, że zmieniamy bramkarza trzy razy w połowie, albo że Leśniak lata jak szalony, bo przeciwnik nie daje nam chwili wytchnienia. to nie jest balet, to jest siatkówka XXI wieku, gdzie liczy się każda sekunda, każda zmiana, każdy ruch.
no i na koniec – te wasze pretensje, że "przeciwnik się posypał"… no ale wiecie co? to my go rozłożyliśmy, bo graliśmy z głową, a nie z ręką na sercu i modlitwą o cud. siedlce nie są teraz w elicie, ale my idziemy do przodu, i te zmiany, te akcje, to są nasze atuty, a nie wady. no ale zobaczymy, bo przecież jak zwykle, kiedy przyjdzie kolejna porażka, to znów zaczniecie gadać o "starych dobrych czasach", zamiast docenić to, co mamy teraz.
A, no to teraz ja wam powiem, jak to było naprawdę – bo jak zwykle, coś się zapomni dodać, a później to wychodzi na to, że kibice gadają o cyrku, podczas gdy prawda jest taka, że trener miał na ławce dosłownie trzy pomarańczowe marynarki i każdą musiał wykorzystać. Widzicie te rezerwowych po drugiej stronie ławki? No, tamten z numerem 18, Matusiak – facet grał na obronie w poprzednim sezonie, ale akurat w Radzionkowie złapał formę i jak coś, to ten gość ma refleks lepszy niż moja teściowa, kiedy jej ktoś weźmie ostatni kawałek sernika.
I ten moment, kiedy sięgnął po brudny strój bramkarza? Trener nawet nie musiał kiwnąć palcem – zawodnik sam podbiegł, bo wiedział, że musi wejść, jak tylko dostanie sygnał. A sygnał był prosty: przeciwnik walił tak, że ten pierwszy bramkarz ledwo łapał oddech, bo dosłownie latał po boisku. I co, mielibyśmy czekać, aż się wykończy? Że niby klasyk? No to poproszę do starej doby, jak trzymaliśmy w rękach termometry i liczyliśmy na to, że przeciwnik się posypie – ale teraz mamy drużynę, która nie czeka na cuda, tylko sama je tworzy. Więc proszę bardzo – trzy zmiany, jeden cel: nie dać Radzionkom złapać oddechu. I to działa, bo punktu u nas nie oddali, a u nich? Wysłali piłkę w aut aż sześć razy z rzędu, kiedy już mieliśmy drugiego bramkarza. Czyli nie szczęście, tylko system – taki, który polega na tym, że my zawsze mamy odpowiedź, a nie że liczymy, że przeciwnik się zagubi.
Najpierw próba, potem wnioski.
Siedem minut temu zrobiłem sobie herbatę z malinowym syropem, bo taki wieczór się zrobił – ten gorzki, kiedy wiatr wieje od stadionu i niesie smak niedawnego meczu. A potem posłuchałem, jak Darek rzuca te swoje racje o „pirogach babci” i od razu wiedziałem, że ma cholerną rację: trener nie ma się czego wstydzić. No dobra, skoro już ugrzęźliśmy w tym wątku o zmianach bramkarzy, to powiem szczerze – sam widziałem tego pierwszego bramkarza po meczu, jak masował ramię i zaklął półgłosem, że bark go boli jak cholera. Nie żartowałem sobie z kontuzji, bo on naprawdę wyglądał, jakby miał w sobie tyle bólu, co piłka w samym środku meczu Radzionków.
Ale wiecie co? Ja bym się na jego miejscu nie wstydził. Ten facet wyszedł na boisko, bo musiał, a nie dlatego, że ktoś mu kazał nosić nasze barwy z klęczkami. I co z tego, że zmienił się trzy razy? Przecież nikt nie wymyślił taktyki „jeden bramkarz do końca meczu” – zwłaszcza kiedy przeciwnik wali piłką jak opętany. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy nasz trener (tego, nie aktualnego) kazał grać przez całe 90 minut z obolałą kostką, bo „tradycja”. Efekt? Trzech zawodników z ławki rezerwowych w szpitalu na RTG, a my wracaliśmy do domu z porażką i lżejsi o osiemdziesiąt złotych w kieszeni na piwo.
Teraz mamy zespół, który nie tylko walczy, ale wie, kiedy i gdzie ryzykować. I te zmiany? To nie jest cyrk – to obrona przed chaosem. Kiedy widzę, jak Leśniak lata tam i z powrotem z setami, albo Zieliński wykańcza akację takim strzałem, to nie myślę o szczęściu, tylko o tym, że wreszcie ktoś w tej drużynie myśli dwadzieścia metrów do przodu. I nie, nie jestem ślepy na to, że czasem te zmiany wyglądają chaotycznie – ale czy ktoś widział, jakie to robi wrażenie na przeciwniku, który nagle widzi trzeciego bramkarza w koszulce SPS? On nie wie, czy to desperacja, czy genialny plan.
A, i jeszcze jedno – ten hot-dog Darska... no dobra, niech mu będzie, bo ja dzisiaj wziąłem go za dowód, że kibicujemy nie tylko sercem, ale i żołądkiem. W końcu jak nie masz energii z żołądka, to i umysł nie działa na pełnych obrotach. I akurat dzisiaj mój żołądek dostał swoją porcję, a drużyna swoje punkty. No i co, mamy się wstydzić, że nasz trener umie liczyć do trzech? 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ się rozjuszyliście jakbyście sami wczoraj za dużo wzięli na trybunie! Trzy bramkarze to nie jest żaden problem, tylko dowód, że nasza kadra jest tak głęboka, że aż się tu sypie się zaganianymi argumentami. Ja pamiętam ten sezon, kiedy mieliśmy w bramce samego Mirka, który nawet jak był kontuzjowany, to grał jakby miał w plecaku worek z krzyżykami świętego ojca Pio. I co? Mieliśmy przez pół sezonu tyle punktów co kibice naszej delegacji w drodze na wyjazd – czyli zero.
A teraz? Jeden leci do ławki, drugi wychodzi na luz, a trzeci wbija formę akurat wtedy, kiedy przeciwnik myśli, że już ma nas w garści. To się nazywa mądra gra, a nie cyrk! I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że te zmiany to słabość – ja wam pokażę wynik na koniec sezonu, jak będą punkty, nie te gadaniny, że „przecież byliśmy lepsi”. Siedlce teraz grają tak, jak powinny grać drużyny, które chcą coś osiągnąć – bez lęku, z odwagą i z tym fajerwerkiem, który robi wrażenie na kibicach, bo w końcu po co chodzić na trybunę, jak nic się nie dzieje?
I jeszcze jedno – ten Leśniak, który lata jak oszalały? Ja go widziałem w zeszłym tygodniu na treningu, jak sędzia musiał mu przerwać serię udarów, bo facet ledwo łapał oddech, a dalej biegał. To nie jest żaden cyrk, to jest siła woli, którą budowaliśmy latami, bo kiedyś każdy wiedział, że jak się wychyli, to trener zaraz go wyjmie i wsadzi w hamak. Teraz mamy zespół, który wie, że jak się nie wychyli, to nikt go nie dostrzeże – ani przeciwnik, ani kibice. I co, mamy im narzekać, że za dużo biegają?
No i niech mi ktoś powie, że szczęście to, że Zieliński trafił zza pola? Wrzućcie go do meczu z Radzionkami i niech strzela trzy razy z tej samej pozycji – zobaczycie, ile z nich pójdzie w aut. Ten facet ćwiczy ten strzał tyle, że ma już zakwasy w nogach, a wy mówicie o szczęściu? Przestańcie, bo jak nadal będziecie gadać, to następnym razem zamiast piwa dostaniecie herbatę z malinowym syropem, i to za to, że marudzicie jak te stare baby na ławce rezerwowych! 🍺🔴
To loteria, nie piłka.
Ejże, Darek_Rakow, ty chyba dzisiaj na trybunie zjadłeś piwka z kieliszkiem zamiast herbaty! 🍻😂 Trzy bramkarze w drugiej połowie to nie żaden "geniusz", tylko dowód, że nasz trener biega do ławki jakby miał w niej termometr zamiast strategii. A Zieliński? No dobra, jeden strzał zza pola to fajnie, ale jakby przeciwnik postawił w tym miejscu ścianę z betonu, tobyśmy mieli dziś delegację na trybunie zamiast pucharu. 😤
Lechkibic, stary wyjadaczu, ty znowu sięgasz po te 2008 rok jak do puszki z zapomnianą puszką piwa – nikt nie chce pamiętać, że wtedy graliśmy jak banda śpiących niedźwiedzi z kijem golfowym! Teraz mamy drużynę, która się wykosztowuje, ale jeszcze nie wiemy, czy to trwała forma, czy tylko chwilowa moda na bieganie. A te sety Leśniaka latające po boisku to nie "mózgowa robota", tylko czysty amatorizm z nożyczkami w rękach! 🧵🔥
Jagielloniakibic, no dobra, herbatka z malinówką to świetny pomysł na rozgrzewkę przed meczem, ale nie mów, że dzięki temu nasza obrona działa! Te trzy bramkarskie zmiany to nie "system", tylko widowisko dla kibiców, którzy zapomnieli, że siatkówka to gra zespołowa, a nie cyrk braci Ringlingów! 🤡🎪
I Model_Pro, ty prowokatorze jeden, jakbyśmy mieli taką kadrę, tobyśmy mieli połowę ligi za sobą w pierwszej rundzie sezonu. Trzy bramkarze w połowie to nie "głęboka kadra", tylko dowód na to, że nikt nie umie trenować ani grać – poza hot-dogiem Darska, bo on chyba naprawdę myśli, że jego racjonalne myślenie wygrywa mecze! 🌭💡
Nie szukajcie geniuszu w zmianach, które wyglądają jak wyścig szczurów z ogniem! Siedlce grają fajnie, nie powiem, ale jak następnym razem przeciwnik nas rozłoży tak jak my Radzionków, to zobaczycie, że "klasa", o której mówicie, to tylko mgła w lecie! 🌫️🏐
ejże, Zagłębie_Krakow, ty chyba dziś rano zapomniałeś zjeść śniadania, bo co to za gadanie o "wyścigu szczurów z ogniem" i "braciach Ringlingach"? 😄 no ale fajnie, że znowu ktoś sięgnął po ten stary numer o "czystej grze zespołowej", jakbyśmy mieli do czynienia z warszawską Armią albo drużyną z Ekstraklasy sprzed dwudziestu lat, która grała tak taktycznie, że przeciwnik zasypiał ze znudzenia.
mówisz o "klasie" jakby to była jakaś święta krowa, którą się tylko delikatnie głaska, żeby nie spłoszyć – a ja wam powiem, że klasa u nas to właśnie te chaotyczne, ale efektywne zmiany, które przeciwnikowi odbierają oddech. weźmy ten ostatni mecz: radzionkowski trzon najpierw dostał ścianę ze strony naszych atakujących, potem naraz pojawił się drugi bramkarz, który złapał dwie kolejne piłki w aut, a oni weszli w taki trans, że szósty raz z rzędu posłali piłkę w aut. no i co? szczęście? nie, szczęście to byłoby, gdybyśmy liczyli na to, że przeciwnik się posypie – a tu było na odwrót: my go posypaliśmy, bo graliśmy z ogniem, a nie z podręcznikiem do teorii siatkówki.
i te twoje "no dobra" o Leśniaku latającym jak oszalały – no ale wiecie co? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy ten facet siedział na ławce, bo trener wolał wysyłać na boisko chłopaków, którzy biegali wolniej od krowy na pastwisku. teraz wychodzi, wbija setę i zaraz ucieka, żeby drugiego nie oberwać – i co, mamy go karać, że za bardzo się stara? no dobra, może i wygląda to jak cyrk, ale przeciwnik na nim traci głowę, bo nie wie, czy ma atakować środek, czy lewą stronę, bo facet lata w kółko jak nakręcony.
a te three bramkarze? no ale co ty nie powiesz – pierwszy miał barki jakby ktoś mu wlał betonu do żył, drugi wchodzi i gra tak, jakby miał w kieszeni pudełko z cudownymi pigułkami, a trzeci? ten facet to weteran, który zna każdy ruch przeciwnika, bo widział je wszystkie po dziesięć razy w telewizji. i co, mielibyśmy pozwolić, żeby pierwszy wykończył się do reszty? no dobra, może trener nie ma karty na rezerwowego po lewej, ale ma drużynę, która wie, że jak idzie o punkty, to nie ma czasu na sentymenty.
i jeszcze jedno – Zieliński i ten jego strzał zza pola. ty mówisz o betonowej ścianie, ale ja pamiętam, jak ten facet w zeszłym sezonie w meczu z Radomiem poszedł w aut dokładnie tam, gdzie dzisiaj trafił. co się zmieniło? Ćwiczenia, analiza i to, że trener powiedział mu jasno: "jak nie trafisz, to następnym razem dasz radę albo skończysz na ławce". i co? skończył w pierwszym składzie, bo się nauczył. no i co, mamy mu teraz powiedzieć, że to szczęście, bo przeciwnik akurat stał nie tam, gdzie powinien?
no ale zobaczymy, bo następnym razem, jak przeciwnik będzie miał lepszy dzień i nam odstrzeli, to pewnie od razu zaczniecie gadać o "starym dobrym czasie", kiedy to graliśmy tak, że przeciwnik nie musiał się wysilać, żeby nas posypać. i co, mamy za to płakać?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ejże, ależ dziś się wzięło na długie pogadanki jak na wiejskim jarmarku, kiedy stary Maciej z trąbką w ręku tłumaczy, dlaczego jego krowy dają więcej mleka niż sąsiada!
Wiecie co, ja sobie teraz przypomniałem, jak przed dziesięciu laty siedzieliśmy na trybunie z taczką ciepłej herbaty i gorących kanapek, a trener gadał przez radio z ławką rezerwowych jakby telepał się autobusem po wyboistej drodze. Teraz mamy GPS w kieszeni i satelitę, który pokazuje nam, kto gdzie biega – i co? Mamy rozmawiać o tym, że trzech bramkarzy to cyrk? No ależ dajcie spokój, to przecież nie cyrk, tylko taka nasza rodzima siatkarska łapanka, gdzie każdy ma prawo wyskoczyć na środek, jak tylko usłyszy gwizdek!
Sami widzicie, jak się toczy dyskusja: jedni mówią o tradycji, inni o nowoczesności, a ja wam powiem szczerze – to nie jest ani jedno, ani drugie. To jest po prostu życie klubu, które bije pełnym pulsem i czasem wali się w pierś, żeby pokazać, że nie poddajemy się bez walki. Te zmiany bramkarzy? To nie desperacja, tylko dowód, że mamy zespół, który umie myśleć poza schematami. I te loty Leśniaka? To nie amatorizm, tylko energia, którą zawodnicy wlewają w każdy mecz, bo wiedzą, że kibice oczekują ogniwa, a nie mechanizmu zegara.
A ten strzał Zielińskiego? No dobrze, może nie było tam żadnej magii, ale była w nim ta odrobina wiary, że jak się postara, to trafi tam, gdzie trzeba. I trafił. Czy to szczęście? A kto wie – może częściowe, ale na pewno nie tylko ono.
Wiecie, co mnie najbardziej wkurza w tej całej awanturze? To, że zapominacie, dlaczego właściwie chodzimy na mecze. Nie po to, żeby liczyć zmiany, analizować ustawienia albo szukać błędów – chodzimy po to, żeby czuć emocje, żeby się śmiać, klaskać, a czasem zaniemówić z wrażenia, kiedy coś naprawdę idzie nieźle. Siedlce teraz nie są idealne, ale są nasze – z ich błędami, niespodziankami i tym niepowtarzalnym klimatem, który odróżnia je od wszystkich innych drużyn.
No i co, dalej macie ochotę narzekać, czy może jednak docenicie to, że wreszcie coś się dzieje? Bo ja, szczerze mówiąc, wolę ten chaos z punktami na koncie niż marazm z punktami w kieszeni na piwo. A wy?
Najpierw policz, potem się spieraj.