Czy nasz SPS Siedlce powinien w końcu odpuścić marzenia o awansie i skupić się na…
Kurwa, jeszcze niedawno na trybunie B było tyle ludzi co dziś w kasie stadionowej Siedlec… i teraz ktoś nam tu wywija te "mądre" gadki o "rozrywkowej piłce na zapleczu"? 🤡 Przecież ta drużyna to po prostu taka nasza lekko zapomniana miłość — trochę smutna, trochę kolorowa, ale jednak nasza. I co, mamy teraz przyznać, że przegrywanie w stylu "a co tam, jeden raz więcej" to nasz nowy sukces? Jasne, kolego, bo przecież sponsorów mamy tylu co fanów wlepki na wyjeździe do Radomia.
A pamiętacie ten mecz z Odrą Wodzisław? Też byście mówili o "dziurawym budżecie", gdybyście stali między tłumem, który napierał na barierki, że drżały fundamenty pod trybuną? Teraz to niby mamy grać dla samego śmiechu, bo gdzieś tam w tabelce się nie mieścimy… A wiecie co jest najśmieszniejsze? Że jak puszczą mnie wolno w tej dyskusji, to dołożę się z kieszeni kibica i postawię browar temu pierwszemu, kto mi pokaże tabelę Ekstraklasy, w której nasz SPS Siedlce jest "rozrywkową perełką". 😏 Zresztą, po co marzyć o awansie, skoro możemy wreszcie zrobić coś naprawdę fajnego — np. wywalczyć mistrzostwo IV ligi i świętować na Dworcu PKP? Takie atrakcje to teraz nasz poziom, nie? 💸
No, Korona, ty jednak zawsze wpadasz w te same tony, jakbyś się bał, że ktoś zapomni, jaki z ciebie romantyk. SPS Siedlce nie jest klubem do strzelania browarów na ławce rezerwowych, tylko do robienia czegoś naprawdę konkretnego. Macie teraz piątkę w tabeli — pamiętacie, co się działo, gdy byliście w pierwszej piątce w I lidze? Byliście tam, żeby wygrać, a nie zebrać kolejną grupę kibiców do akcji ratowania klubu w sądzie. Za pięć lat nikt nie będzie pamiętał, że wywalczyliście mistrzostwo IV ligi, jeśli nie było w tym nic więcej niż kolejny medalik do gabloty. Fakt, że tłumy przychodziły na mecz z Odrą, to był huk, ale to było kiedy? Gdy kadra była dziesięć razy bardziej sensowna i budżet nie składał się z dziurawych umów z lokalnymi "sponsorami", którzy pojawiają się na trybunie tylko po to, by zrobić zdjęcie z zawodnikiem i zniknąć. Teraz macie drużynę, która ledwo zipie w środku tabeli, a prezes próbuje jeszcze kupić narzędzia do naprawy budynku boiska z kieszeni kibica. To nie jest romantyka, tylko zapaść organizacyjna. Jeśli naprawdę myślicie, że najlepszym scenariuszem jest trwanie w tej pułapce, to chyba wolę nie widzieć, jak w przyszłości będziecie liczyć się na barierkach trybuny. Bo co się stanie, gdy na następny mecz nie przyjdzie nikt oprócz was samych?
Hype to nie argument.
No kurwa, Pawełek, aleś ty teraz wpadł w te mądrości jakbyś nie pamiętał, że my kibice to jesteśmy ci, którzy chodzą na trybuny, kiedy reszta śpi albo kombinuje na biurku z umowami z „sponsorami” co się skończyły na tym, że na trybunie B było więcej kawy niż ludzi… 😤
Przecież to nie o to chodzi, że marzymy o awansie, bo nie mamy co robić innego — choćbyście tu pisali o mistrzostwie IV ligi i piwie na dworcu, jakby to był jakiś szczyt marzeń! 💸 Jak dla mnie, to mecze w Siedlcach powinny tętnić emocjami tak jak kiedyś, gdy przychodziło pół miasta na Oderę Wodzisław, a nie żeby ludzie przychodzili na mecz i myśleli: „A co to w ogóle jest za widowisko?”. Przecież chodzi o to, żeby ten stadion znów był żywy, żeby młodzież miała się gdzie wyżyć na trybunie, a nie tylko wpatrywała się w ekran telefonu!
I te wasze „prawdziwe sukcesy” to jakieś kurwa nieporozumienie — niby mieliśmy być „konkretni” w I lidze, ale co z tego, skoro zeszliśmy jakieś 5 lig niżej i teraz nikt nie pamięta, że kiedyś coś tam było? Fajnie, że mówicie o budżecie, ale nie zapominajcie, że kibice to też część tej drużyny! Bez nich nawet najlepsze plany prezesów i trenerów to tylko papier warte.
Siedlce mogą więcej, niech ktoś wreszcie zrozumie, że ambicja nie jest złem — przeciwnie, to ona napędza cały ten cyrk na trybunach! 🔥 Więc no ba, trzymajmy się nadziei, bo bez niej to nawet nie ma co gadać o „rozrywkowej piłce na zapleczu” — to jest nasz klub, nasze barwy, nasze lata świetności, które kiedyś wrócą! Bo jak nie teraz, to kiedy? 😤💪
Swoich się nie zostawia.
No i dlatego właśnie PudloRokuKrol walnął prosto z mostu — bo kibice to serce klubu, a nie jakiś dodatek do bilansu. Ty mi tu mówisz o „rozrywkowej piłce na zapleczu” jakby to była kolejna etykietka do wsunięcia na metkę trzecio- czy czwartoligowca, ale ja tam pamiętam ten mecz z Odrą nie dlatego, że było tyle samych tabel wokół mnie, tylko dlatego, że trybuna B trzęsła się od głosów ludzi, którzy przyszli nie po to, żeby patrzeć, jak ich drużyna oddaje piłkę do rąk wroga, tylko po to, by razem z nimi walczyć.
I nie chodzi o to, że nagle zapomnieliśmy, jak wyglądało życie w niższych ligach — ale o to, że naprawdę dawno nie było takiej drużyny, która potrafiłaby zebrać na meczu tyle emocji, że ludzie nawet nie myślą o tabelce, tylko o tym, żeby hulać na trybunie i krzyczeć do zawodników: „Dajcie radę, chłopaki!”. A wiecie, co jest najgorsze? Że teraz niby mamy „konkretny plan” — piwo na dworcu, mistrzostwo IV ligi i świętowanie na peronie — ale przecież to nie jest ten plan, który buduje marzenia, tylko ten, który zakopuje je na głębokości metra pod trybuną.
Bo pamiętajcie: kiedy dwa lata temu Siedlce grali w I lidze, to na trybunie siedziała młodzież, która miała gdzieś tabelkę, bo dla nich liczyło się to, że ich idol stanie obok nich na meczu z Zagłębiem. A teraz? Teraz ta sama młodzież albo ogląda mecze na żywo przez telefon, albo w ogóle nie przychodzi. I to jest ten moment, w którym nie możemy pozwolić sobie na bylejakość. Nie po to mieliśmy pół miasta na trybunie przy Odrze, żeby teraz przesiadywać w pustych lożach i liczyć piwo zamiast zdrowo kopniętych bramek. Trzeba wrócić do korzeni — nie dlatego, że to romantyzm, ale dlatego, że kibic to nie tylko uczestnik widowiska, tylko jego część składowa.
I niech nikt nie mówi, że ambicja to za dużo — przeciwnie, to ona każe nam wracać na stadion, nawet kiedy piłka leci w nie te drzwi. Bo w końcu chodzi o coś więcej niż pozycja w tabeli. Chodzi o to, żeby Siedlce znów były miejscem, do którego ludzie przychodzą z uśmiechem, a nie z westchnieniem. I jeśli to ma oznaczać walkę o coś więcej niż „rozrywkową piłkę”, to ja wam mówię: dobra, walczmy. Tylko nie mówcie potem, że się nie staraliśmy. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co wy tu pieprzycie o odpuszczaniu marzeń, kiedy ja pamiętam, jak to było za moich czasów — nie żadne marketingowe "za pięć lat nikt nie będzie pamiętał", tylko prawdziwe trybuny, które uginały się od ludzi, a nie od reklamowych banerów z lokalnym "sponsorem", który nawet nie umiał wymówić nazwiska naszego kapitana.
to był ten klimat, kiedy na mecz z Odrą przychodziło pół Siedlec, bo nikt nie myślał o tabelce, tylko o tym, żeby stanąć ramię w ramię z drużyną, która walczyła, a nie ledwo zipała. i co, teraz mamy powiedzieć młodym, że ten zapał to jakiś wymysł? że ambicja to teraz zły zwyczaj? ja wam mówię — kibic to nie jest ten, kto przychodzi tylko wtedy, gdy jest fajnie, tylko ten, kto zostaje, kiedy jest ciężko.
i niech no ktoś mi tu nie opowiada bajek o "rozrywkowej piłce na zapleczu", bo ja pamiętam, jak nasz klub walczył w I lidze — nie po to, żeby zebrać kilka butelek po piwie na ławce rezerwowych, tylko po to, żeby pokazać, że Siedlce mogą liczyć się w tej piłce. i co z tego zostało? teraz mamy piątą lokatę i gadanie o mistrzostwie IV ligi, jakby to był jakiś sukces.
no ale zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie — bo jeden sezon to za mało, żeby uderzać z butami w sedno, a za dużo, żeby siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś inny zrobi za nas robotę.
Akurat dzisiaj rano myłem okna w mieszkaniu i patrząc na panoramę Siedlec, pomyślałem sobie, że szkoda byłoby, żeby ten widok stał się naszym jedynym widowiskiem przez następnych kilka lat — bo co niby mielibyśmy oglądać za oknem, skoro na trybunie prawie nic się nie dzieje?
I KurwaPogon macie jednak sporo racji, że kibice to serce klubu, nie jakiś dodatek do tabelki, ale tu akurat się z PawłemPogonem muszę zgodzić, że jak na te marzenia o awansie to my ostatnio zachowujemy się jak chłopcy z psem, który szczekał, a teraz go ugryzło — bo tłumy przy Odrze to były realne emocje, a nie tylko sentymenty. Ja pamiętam ten mecz nie z takich tam akademickich analiz, tylko dlatego, że mojego sąsiada, starego LechaKibica, aż podskoczyło, jak padł gol dla Siedlec, a jego wnuk, który pierwszy raz był na meczu, cały czas pytał: „Dziadek, a dlaczego oni tak radośnie krzyczą?” — i nie chodziło mu o wynik, tylko o tę wspólną chwilę.
Ale tu się znowu pojawi wasz ulubiony argument o „romantyzmie”, a ja wam powiem, że ja na trybunie nie przyszedłem się wzruszać — przyszedłem po to, żeby ta drużyna dawała nam powody do radości, a nie żebyśmy mieli się cieszyć z samego faktu, że w ogóle na coś czekamy. I właśnie dlatego ta cała gadka o „rozrywkowej piłce na zapleczu” mnie wkurza — bo to jest jak zaproszenie na kolację, a potem danie podaje się na tackach do szpitala. My nie chcemy być pacjentami w szpitalu kibiców, tylko gospodarzami na własnym stadionie.
I co, mamy teraz machnąć ręką i powiedzieć: „no dobra, nie dajemy rady, to się bawimy na niższych ligach”? A wiecie, kto jeszcze wychodził z sali, jak było ciężko? Tych kilka osób, które zostały i dopingowały do samego końca — i właśnie oni zmienili bieg meczu. Bo ambicja to nie jest tylko hasło na transparencie, to jest coś, co napędza ludzi do działania, nawet kiedy po drugiej stronie murawy jest tylko pustka.
Więc niech nikogo nie zdziwi, jak w najbliższym czasie nie tylko ja zrobię mały research w temacie budżetów i sponsorów, ale też podejdę do paru miejscowych firm i zaproponuję im współpracę nie na zasadzie „zróbcie zdjęcie z zawodnikiem”, tylko „zaangażujcie się w coś, co wasza rodzina może oglądać przez następne lata”. Bo jeśli naprawdę chcemy wrócić do klimatu z Odrą Wodzisław, to trzeba zacząć od siebie — i to dosłownie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A to co, kurwa, ten cały "rozrywkowy futbol na zapleczu" to jakaś nowa dyscyplina sportowa wpisana do programu olimpijskiego? Bo ja pamiętam, jak na trybunie przychodziło się dopingować drużynę, która walczyła o coś więcej niż pozycja w tabeli trzeciej dywizji, tylko o godność miasta! A teraz mamy się bawić w to "mistrzostwo IV ligi i browarek na peronie" — no nie, stary, to nie ten klimat.
Ja tu jeszcze pamiętam te czasy, kiedy po meczu z Odrą ludzie wychodzili z trybuny z głosem na cały tydzień, bo dopingowali, aż im gardła piekło, a nie jak teraz — przychodzą, patrzą, kiwają głowami i idą do samochodu. I nie mówię, że teraz nie ma się czym ekscytować — piąta lokata to nie tragedia, ale żeby to było naszym nowym celem? Toż to jakby powiedzieć, że najlepsze lata naszego życia to te spędzone w podstawówce!
Bo wiecie co? Ja wam powiem — ambicja to nie jest jakiś wymysł dla fajnych chłopaków. To jest coś, co się żywi tym, że chcesz być lepszy niż wczoraj, nie żeby mieć święty spokój. I nie chodzi mi o to, żeby od jutra mieliśmy wygrać Ekstraklasę, tylko o to, żeby na następnym meczu przychodziło tyle osób, że prezes klubu będzie musiał wynająć dodatkowy parking!
I żeby nie było — nie jestem żadnym marzycielem. Ja wiem, że budżet to nie bajka i sponsorów jak na lekarstwo, ale przecież nie można oddawać pola bez walki! Bo jak teraz zaczniemy mówić, że "no dobra, skoro nie wygrywamy, to robimy karnawał na trybunie", to za dwa lata nikt nie będzie pamiętał, że Siedlce kiedykolwiek miały drużynę, tylko że mieli fajną grupę kibiców, którzy fajnie się bawili na luzie.
A ja wam mówię — niech wam nikt nie wciska, że ambicja to zło. Ambicja to ten ogień, który rozpala trybuny, a nie ogień, który pali mosty do lepszego jutra. I póki my, kibice, nie powiemy "dość", póty ta drużyna będzie miała po co walczyć. Bo kibic to nie ten, kto przychodzi tylko wtedy, gdy jest wygrana — to ten, kto zostaje, kiedy jest ciężko, i dopinguje do samego końca. 🔥 A my tu przecież jesteśmy kibicami, nie pielęgniarkami na rezerwie. 😤
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no kurwa, PiastTrybuna ale cię dzisiaj poniosło z tymi marzeniami na sto lat wstecz! 🔥 ja pamiętam te czasy, jak to było fajnie, jak nasza piątka w tabeli trzęsła trybunami, ale teraz to nie te lata co kiedyś, nie ten budżet, nie ta kadra — no nie neguję, że kibic to ważna sprawa, ale w mordę, chłopaki, nie możemy żyć tylko tymi wspominkami jak babcia fotografiami! 😤
siema PawlePogon, serio, nie robisz z nas jakichś totalnych romantyków, tylko mówisz, co myślisz — no dobra, może masz trochę racji, że kiedyś to było inaczej, ale teraz? teraz mamy piątkę w tabeli i co z tego, skoro ledwo zipiemy, a prezes ledwo zipie z budżetem? 💸 nie mówię, że odpuszczamy marzenia, ale może jednak odrobinę przyziemniej?
i PudloRokuKrol, no siema stary, ty zawsze wiesz, jak podbić emocje — ale mówisz, że kibice to serce klubu, i tu się z tobą zgodzę, ale co z tego, jak serce bije tak słabo, że ledwo się słyszy? 💪 ludzie przychodzą na mecz z Odrą pół miasta? może kiedyś, teraz to już nie ten klimat, bo kto by się cieszył z mistrzostwa IV ligi jak z wielkiego sukcesu? serio, co to za ambicja?!
Lechkibic stary, wiem, że cię to rusza, ale nie możemy wiecznie tkwić w tej nostalgii jak w muzeum — trzeba coś robić, a nie tylko wspominać czasy, kiedy trybuny trzęsły się od ludzi! 😱 i Liniowy_Boss, ty akurat mówisz, że marzenia o awansie to chłopcy z psem co ugryzł, ale nie rozumiem — dlaczego niby mielibyśmy się godzić na rozrywkową piłkę, jakbyśmy byli jakąś drużyną rezerwową z zaplecza?
no i PiastTrybuna, ty to już zupełnie odjechałeś z tymi hasłami o godności miasta i marzeniach na sto lat! 🤬 ambicja to fajna sprawa, ale nie możemy pozwolić, żeby nasze marzenia wisiały na włosku, podczas gdy reszta drużyny ledwo zipie! chyba że naprawdę uważasz, że "mistrzostwo IV ligi i browarek na peronie" to jakiś sukces, który chcemy świętować! 🍺
ale serio, chłopaki — nie chcę być czarnym charakterem, ale może jednak trochę realizmu? bo jak dalej tak pójdzie, to za pięć lat nikt nie będzie pamiętał nawet, że kiedyś mieliśmy pół miasta na trybunie przy Odrze… 😭
no ale dobry wieczór, chłopaki… słuchajcie, ja tam wam powiem coś z życia, bo jak ja kiedyś przyjechałem pierwszy raz na mecz Siedlec z Odrą Wodzisław — było tłoczno, głośno, a najważniejsze: było się CZEMU cieszyć! nie dlatego, że ktoś komuś podawał piwo za bilet albo bo na trybunie wisiał baner „sponsora tygodnia”, tylko dlatego, że widziałeś, jak twoja drużyna walczy o coś naprawdę, nie o drugie miejsce w IV lidze. i to poczucie, że jesteś częścią czegoś większego niż tylko numerki na tablicy — tego nie da się zastąpić żadnym browarkiem na peronie ani radosnym krzykiem do zawodnika, który ledwo zipie.
i nie no, MarekfanLecha, nie obrażaj się, bo wiem, że ty też pamiętasz te czasy — ale właśnie w tym problem, że teraz zamiast budować coś, co znów mogłoby przyciągać pół miasta, wmawiamy sobie, że „no dobra, skoro nie idzie awans, to robimy karnawał na trybunie” i nazywamy to sukcesem. przecież to jest jakby powiedzieć, że najlepszy posiłek to ten, który jesz sam przed telewizorem, bo kuchnia nie ma, na co gotować — tylko że my tu nie o jedzeniu mówimy, tylko o dumie, którą mieli nasi dziadkowie, kiedy chodzili na mecz wiedząc, że ich drużyna reprezentuje nie tylko miasto, ale ich samych.
i wam tu wszyscy mówią o budżetach i tabelkach, a ja wam powiem — kibic to nie liczy punktów, tylko momenty. i takich momentów, kiedy człowiek czuje, że „to jest NASZE”, to u nas od lat nie było. bo nie o to chodzi, żeby na trybunie było pusto, tylko żeby tam było tyle osób, że prezes klubu musi prosić o więcej szatni. a teraz? teraz mamy piątą lokatę i gadanie o mistrzostwie IV ligi jakby to był jakiś przełom — no nie no, tak nie można.
i jeszcze jedno — marzenia o awansie nie są jakimś fanaberyjnym wymysłem dla fajnych chłopaków, tylko motorem, który napędza całą machinę: kibiców, trenerów, nawet samych zawodników. bo jak inaczej masz zagrzewać do walki, jak nie mówiąc: „chodźmy tam i pokażmy, że nie jesteśmy gorsi”? i nie chodzi mi o to, żeby wygrać Ekstraklasę jutro, ale żeby każdy kolejny mecz był krokiem bliżej do czegoś więcej niż „rozrywka na zapleczu”.
bo pamiętajcie, kiedy dwadzieścia lat temu Siedlce grały z Lechią Gdańsk w I lidze, to trybuny były pełne nie dlatego, że kibice mieli nadzieję na tytuł mistrza, tylko dlatego, że chcieli być częścią tej walki. i dlatego teraz nie możemy dać się zwieść tym „realistycznym” bajkom — bo bez ambicji nie ma emocji, a bez emocji nie ma kibicowania. i ja wiem, że budżet jest jak jest, ale bez tych marzeń to my tu nie siedzimy dzisiaj jako kibice, tylko jako zebrani na akademii szkolnej.
no ale zobaczymy, jak to się wszystko ułoży — bo ja wiem jedno: kiedy ten ogień w ludziach zgasnie, to nawet najlepszy browarek na peronie nie zrobi za niego kwiatka.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ładnych parę lat temu, kiedy jeszcze na trybunie B byliśmy tak ściśnięci, że facet z tyłu krokodyla musiał na mnie dmuchać w kark, bo mu cały dzień nie wystarczało do oddychania, zdarzyło się coś takiego: przy ostatnim gwizdku sędzia podyktował rzut karny dla przeciwników, a ja stojący w samym środku tej spoconych pleców ławki, słyszałem jak koledzy ze łzami w oczach powtarzali — „boże, nie teraz”. I wiecie co? Ten jeden raz, kiedy padł gol z karnego, to ci sami ludzie, którzy sekundę wcześniej mieli łzy w oczach, wrzeszczeli tak, że sędzia musiał zatrzymać mecz i obejrzeć powtórkę, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie strzelili gola nie tam, gdzie trzeba. Dlatego nie wierzę w te bajki o „rozrywkowej piłce na zapleczu” — bo kibic to nie ten, kto kibicuje tylko wtedy, gdy jest wygrana, tylko ten, kto zostaje, kiedy są łzy i kiedy naprawdę walka się toczy. A nasz SPS Siedlce ostatnio walczy jakby za dwoje, tylko kibiców brakuje do kompletu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ładnych parę lat temu, kiedy jeszcze na trybunie B byliśmy tak ściśnięci, że facet z tyłu krokodyla musiał na mnie dmuchać w kark, bo mu cały dzień nie wystarczało do oddychania, zdarzyło się coś takiego: przy ostatnim g…
@Marek_Gornik no ale to jest właśnie ten moment, który mi się roił, jak byłem maluchem i ojciec brał mnie na mecz Siedlec — pamiętam zapach starych trybun, ten dym z kiełbasy i wrzaski, że „sędzia padł!” 😭 ale coś w tym, co piszesz, bije mnie prosto w serce… bo teraz to już nie ma tej duszy, tylko te smętne trzyosobowe grupki na ławkach! A co to za kibicowanie, jak się siedzi tak, że sędzia musiał przerwać mecz, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie strzelił gola w nie tamto miejsce?!
Może się mylę, ale u nas w Zabrzu chociaż na Derbach też jest hałas, bo ludzie biją w bębny albo dmuchają w trąbki, nawet jak drużyna ledwo zipie… a u nas? u nas cicho jak makiem zasiał, a prezes marudzi, że „kibice nie przychodzą”, no a skąd niby mają przychodzić, jak zamiast walki widzą tylko „no dobra, trzymamy się IV ligi i tyle”?!
No bo serio… pamiętasz, jak grało się na Stadionie Śląskim w niedzielę? Tam niepotrzebnie było tłumów, bo doping brzmiał jak burza, a u nas? Na szczęście jest jeszcze ten jeden facet, co krzyczy „Siedlce naprzód!”, ale sam jeden to raczej nie ogarnie 😅
Dzięki, że przypomniałeś, jak to kiedyś było — bo ja myślę, że gdyby teraz ktoś tak walczył jak ty wtedy, to może jednak nie bylibyśmy w tej pułapce „rozrywkowej piłki” na siłę. Albo przynajmniej byłoby więcej ludzi, co choć raz w tygodniu pójdą dopingować, zamiast patrzeć, jak reszta śpi 💪
Głupie pytania to moja specjalność.
A wy widzicie, Marek_Gornik, właśnie o tym myślałem dzisiaj wracając z nowej knajpy przy rynku — takiej z tymi cholernymi szklanymi drzwiami, co to brzęczą przy wchodzeniu, wiecie, jak to jest — i nagle mnie olśniło: przecież my, kibice Siedlec, mamy w sobie tę samą cholerną dumę co ci ludzie, co latami znosili się ze Stadionu Miejskiego, żeby popatrzeć na swoje miasto w tych marnych meczach. I nie chodzi o to, żebyśmy mieli wrócić do czasu, kiedy trybuny uginały się pod ciężarem ludzi, tylko żebyśmy znów poczuli, że ta drużyna jest NASZA w każdym calu — nawet jak przegrywa, bo walczył do samego końca, a my tam byliśmy, by ją dopingować.
Bo pamiętacie ten mecz z Wiślaną, kiedyśmy przegrali 0:1, ale po tym meczu trenerka Wiślanki powiedziała w wywiadzie, że „Siedlce zagrały dzisiaj jak drużyna z zapleczem, która ma wszystko do stracenia”? No i co? Pół boiska ich było, a nas jeden kibic z psem na smyczy i facet z kamerą, który filmował za dużo, żeby cokolwiek zrozumieć. Ale tamten komentarz? To był szacunek, chłopaki. Prawdziwy szacunek od rywala, bo oni widzieli, że my walczymy nie dlatego, że musimy, tylko dlatego, że CHCEMY.
I nie mówię, że mamy teraz rzucać wszystkim i biegać po mieście z transparentami „Awans albo nic” — cholera, nie! Ja rozumiem, że budżet to nie bajka, i że prezes ma więcej problemów niż włosów na głowie. Ale kiedy zobaczyłem, jak moja córka po tym meczu pytała mnie, dlaczego tata płakał, jak padł ten gol dla nich, to zrozumiałem jedno: nie chodzi o to, żeby wygrać jutro, tylko żeby następnym razem, kiedy na trybunie pojawi się choćby połowa tego co kiedyś, żeby nikt nie musiał tłumaczyć, dlaczego chce być kibicem Siedlec. Bo to nie o punkty chodzi, to o to, żeby znów poczuć, że jesteśmy częścią czegoś, co nas przerasta. I że nawet jak przegramy, to będziemy mieli prawo krzyczeć do sędziego, że przesądził, a nie patrzeć na zegarek i myśleć „no dobra, jazda do domu”.
@PiotrGornik no dobra, ale weź no powiedz mi — ty w tej knajpie co nie co musiałeś wypić, żeby cię olśnienie trafiło? 😂 serio, bo ja jak czytam, że twoja córka pytała dlaczego płakałeś, to mnie coś ścisnęło w klatce! Mój ojciec brał mnie na trybuny Siedlec, kiedy miałem 7 lat, pamiętam ten jeden mecz z Radomiakiem, jak padł rzut karny, a ludzie stali w ciszy jak kościół — i nagle krzyk taki, że sędzia się odwrócił! Teraz? Teraz na trybunach słychać tylko puste echo i kasę fiskalną sprzedawcy. A co do tej dumy — no właśnie! Nie chodzi o to, żeby znowu mieć 5 tysięcy na trybunie, ale żeby każdy, kto tam przyjdzie, czuł, że to NIE JEST normalne oglądanie meczu za darmo! Kibic to nie spacer do parku, to WOJNA! I jak nie będzie tej walki, to co? To będzie jakiś tam zespół z IV ligi, a nie NASZA DRUŻYNA! Aha, i jeszcze jedno — pamiętasz ten mecz z Sokółem Ostródą, jak wygraliście 4:3? Tam było chyba 200 kibiców, ale każdy z nich walczył jakby na ostatecznym boju! Teraz mamy 200 kibiców i jeden facet z psem — to nie jest normalne! Trzeba znów dać sygnał, że się nie odpuszcza, że chcemy walki, a nie rozrywki! Bo jak nie my, to nikt! 🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
A wam nie odbiło, że ciągle to samo się gada jak w tej starej pizzerii, co to zawsze było puste, a kelner się nazywał „Jasiu”? 🍕🤡 Ja tam pamiętam, jak na meczach z Odrą Wodzisław nie dość, że ludzie się tłoczyli jak sardynki w puszce, to jeszcze każdy miał na względzie, że to nie żaden karnawał, tylko walka o coś więcej! A teraz? Teraz mamy piątą lokatę i gadamy o mistrzostwie IV ligi jakby to był wielki sukces — no nie no, jaka ambicja, co? 💸 Przecież to jakby powiedzieć, że najlepszy samochód to ten, który ledwo zipie, bo akurat zaspokaja nasze potrzeby jazdy do sklepu!
I co, mamy się teraz ucieszyć, że przychodzi choćby dziesięć osób, bo one przynajmniej się cieszą? No kurwa, że nie! Kibic to nie ten, kto przychodzi, kiedy jest fajnie, tylko ten, kto przychodzi, kiedy jest źle i dopinguje do końca. A my tu mamy takie klimaty, że niektórzy kibice zaczynają już mówić o „rozrywkowej piłce na zapleczu” jakby to była nowa dyscyplina olimpijska! 😂 A ja wam powiem — rozrywkowa piłka to jest taka, którą oglądasz w telewizji z piwem w ręku, a nie ta, która gra się na stadionie Siedlec!
I jeszcze jedno — te wszystkie gadki o budżetach i tabelkach to nic nie są, jak nie ma tego ognia w ludziach! Przecież ja pamiętam, jak kiedyś prezes klubu poszedł do lokalnego przedsiębiorcy i ten mu powiedział: „Słuchaj, bo nie masz kasy, to ja wam dam browarki za darmo, tylko niech ludzie przyjdą”. I wiecie co? Ludzie przychodzili, ale nie dlatego, że chcieli oglądać piłkę, tylko dlatego, że mieli ochotę na browarek! A teraz mamy sytuację, że albo zdobędziemy te parę osób, co naprawdę kibicują, albo będziemy mieli na trybunie dwa razy więcej sponsorów niż kibiców. I ja wolę te tysiąc kibiców, co dopingują do samego końca, niż te dwieście osób, co się nudzą i piją piwo!
Bo widzicie, w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby znów poczuć, że ta drużyna to nie jest jakiś klub z rezerwowym budżetem, tylko NASZA drużyna! I że jak ona wygra, to wszyscy będą mieli powód do dumy, a nie tylko ci, co mieli szczęście trafić na fajny mecz. Bo ambicja to nie jest coś, co się wypowiada, tylko coś, co się żyje — i póki my, kibice, nie powiemy „dość”, póty nikt nie powie, że nam się nie chciało! 🔥 A my tu przecież jesteśmy kibicami, a nie planistami emerytalnymi, co to liczą punkty i zadowalają się tym, co mają! 😤
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat wracałem z zakupów w Tesco przy ul. Floriańskiej, co to tam zawsze ten cholerny wózek zaczyna piszczeć jakby się zbuntował, no i myślałem sobie — wiecie, ile razy wchodzę tam, a znowu nie ma nic pożytecznego do zrobienia? No zero. I tak samo jest z tą dyskusją, chłopaki: raz się mówi o ambicji, raz o realiach, raz o tym, że niby co to w ogóle znaczy „dobrze”, a ja tu widzę tylko tyle, że wszyscy macie w dupie to, jakie to jest proste — bo nie ma w tym prostoty.
Bo spójrzcie: jedna strona mówi, że bez marzeń stadion świeci pustkami, a druga, że marzenia to fanaberia, jakbyśmy grali w fantasy zamiast w piłkę. I w tym momencie obie strony mają w pewnym sensie rację, ale też obie trochę mijają się z prawdą. Bo to nie chodzi o to, czy sięgać po awans albo dać spokój i bawić się „rozrywkowo” — tylko o to, co robimy z tą przerwą między tymi dwoma scenariuszami.
Pamiętacie, jak kiedyś tu na forum rozpisywaliśmy się o tym, dlaczego kibice odchodzą? Bo im się wydaje, że drużyna już nic nie daje — ani emocji, ani dumy, ani nawet tego „może jednak”. A wyobraźcie sobie teraz, że zespół Siedlec naprawdę zacznie grać w taki sposób, że przeciwnicy będą mówić po meczu, że „walczyli jak banda szaleńców, mimo że nie mieli szans” — to jest właśnie ten moment, kiedy kibice przychodzą nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że CHcą. A to się dzieje nie za rok, nie za dwa, tylko wtedy, kiedy my, kibice, damy sygnał: „hej, my tu jesteśmy, i nie odpuszczamy, bo to nasza drużyna”.
Ale z drugiej strony — nie oszukujmy się. Ten budżet to nie jest bajka, i prezes Siedlec ma tyle problemów co pies burych. Ja pamiętam, jak kiedyś rozmawiałem z jednym z działaczy i mówił mi, że dobra kadra to nie tylko marzenia, tylko realne pieniądze. I te pieniądze nie pojawią się same, nawet jakbyśmy tu dzisiaj wszyscy wnieśli się o dziesięć złotych. Trzeba zrobić coś więcej — albo zacząć od siebie i dopingować drużynę jak dawniej, albo poprosić o wsparcie tych, którzy mogą dać więcej niż piwo w reklamie na trybunie.
I teraz dochodzimy do tego, co robimy z tą piątą lokatą. Bo nie chodzi o to, żeby się nią chwalić ani ją ukrywać — tylko o to, żeby zrobić z niej krok w stronę czegoś więcej. Czy to będzie awans? Może. Czy to będzie coś innego? Też może. Ale jedno jest pewne — jak dalej będziemy tkwić w tej niszy, że „no dobra, skoro nie idzie awans, to robimy karnawał”, to nikt nie zapamięta, że kiedyś trybuny się uginały, tylko że „Siedlce — no tak, ta drużyna z IV ligi, co to robi karnawał na stadionie”.
Więc pytanie nie brzmi „czy odpuścić marzenia”, tylko „co zrobić, żeby te marzenia znów miały sens”. I nie chodzi o to, żeby je wcielić od jutra — bo wtedy byłyby mrzonkami — tylko o to, żeby zbudować coś, co znów da ludziom powód, żeby przychodzić, dopingować i czuć, że to nie jest żadna „rozrywkowa piłka”, tylko coś, co ich reprezentuje.
A co do tego browarka na peronie — no cóż, jeśli komuś to pomaga przetrwać, to niech mu będzie. Ale niech nikt nie myśli, że to jest odpowiedź na pytanie, co zrobić z tą drużyną. Bo kibic to nie ten, kto idzie po piwo, tylko ten, kto zostaje, żeby dopingować do końca. I póki my nie odpowiemy sobie na pytanie, co to dla nas znaczy „pozostać”, póty cała reszta to tylko gadanie.
xG > emocje.
Te marzenia o awansie to jednak coś więcej niż marketingowy slogan, bo widać, jak drużyna gra tam pod samym samym sufitem. Bierzesz za przykład sytuację na ławce rezerwowych — facet z kamerą, pies na smyczy i jeden kibic, to tragikomedia, ale prawda jest taka, że jak oni wylezą z tej piątej lokaty chociażby na podium, to nagle będzie tłum na stadionie, co nie przyjdzie na browarek, tylko naprawdę poczuje, że to NASZA walka. Ja mam na myśli Prostki 3-1 u siebie w zeszłym sezonie — ten jeden mecz, gdzie linia ruszyła w górę i ludzie znowu wierzyli. Teraz SPS Siedlce mają kursy na awans na takie partie: Czuwaj 1.90, Sokół 2.20, a Oława 2.40 — i jak im pójdzie przez te trzy mecze, to nagle linia zrobi się 1.45 i wszyscy będą mówić o promocji. Ale bez tego ogniwa emocjonalnego nawet najlepszy typ nie wejdzie 🔥 Bo tu nie chodzi o 2 punkty więcej, tylko o to, żebyśmy znowu mieli coś, co każe nam wrzeszczeć do sędziego, a nie liczyć straty wstydu w domu.
Linia się rusza — łap.