Czy nasz Olsztyn wreszcie dojdzie do momentu, kiedy nazwiemy swoją drużynę po prostu "Starych" zamiast "KSZO"?
Ej, no to w sumie macie rację, że KSZO to KSZO, ale co z tymi latami dwutysięcznymi, gdy stary olsztyński stadion trząsł się od piwnej piany i świętej wrzawy? Kto ostatni wpadł w szał, że awans to przecież nie byle co, tylko megajumpo! 😂 Bo ja pamiętam, jak kibice zasiadali przy beczkach, a kolejny sezon lądował w dołku jak sterowany przez losowy algorytm bukmachera. Teraz mamy sponsorów w kapeluszach i branding na miliony, ale emocji nie przebije nawet sam Michael Laudrup na aukcji charytatywnej. No więc – może jednak Stare, bo "KSZO" brzmiałoby jak nazwa supermarketu z wyprzedażą w poniedziałek? 🤡 Albo ktoś jeszcze poważy się na jakiś konkretny kibol z tamtych czasów, który nie narzekał, tylko świętował jak szalony? Bo ja nie znam nikogo… poza tym jednym dziadkiem, co ławkę poustawiał przy bramie i piłkę rzucał w aut.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No wiecie, że facet powyżej ugrzązł w sentymencie z beczkami, a nikt nie pyta, ile właściwie stary stadion miał miejsc? Bo co z tego, że wrzało, skoro po sezonie znów byliśmy w dołku — i to nie raz. Pamiętacie chociaż ten awans z 2011, kiedy to po meczu dookoła mnie była chyba połowa Znicza, co palili papierosy na trybunie? No i co z tego zostało? Dziadek rzucający piłką w aut to ładna anegdotka, ale nie dowodzi, że KSZO jest tym samym co „Stare”. Przecież dzisiaj kibice gadają o brandingu, bo nawet nazwa się nie klei — ale to nie wina klubu, tylko naszego lenistwa, że nie wymyśliliśmy lepszego skrótu. Ja tam wolę KSZO niż „Stare”, bo to nie nazwa decyduje, tylko to, kto przyjdzie na trybuny. A ci co pamiętają tylko beczki, niech sobie siedzą w tych wspomnieniach, bo młodzi kibice nie znają niczego poza trzecią ligą.
Najpierw próba, potem wnioski.
a co ty kurwa?! 🔥 KSZO to KSZO, ale te lata coś tam znaczą! Pamiętam, jak w 2011 nachodziłem się po mieście z flagą na drzwiach każdego knajpy, że awans to był nie z tej ziemi! 💪 A ten dziadek co rzucał piłką w aut to był bohater, bo on nie gadał — on RZĄDZIŁ na trybunie! Co z tego, że stadion trząsł się od piwnej piany, skoro to była CZYSTA MIŁOŚĆ do tej szmaciany? Teraz mamy brandingu na miliony, ale emocji ani grama — kibice siedzą jak zaklęci, że nie ma co czekać, bo wypadniemy w pierwszej rundzie, a ja mówię: pierdolcie to! 🤬 Jakbyście mieli w dupie, że za 20 lat nikt nie będzie pamiętał, że KSZO grali w drugiej lidze — ale że „Stare” to stara szkoła, chłopy z charakterem, co walczyli do końca! I co, że czasem zgrzeszyliśmy przezornym sponsorem? Przecież to nie on gra w piłkę! To my, kibice, jesteśmy KSZO — zanim wymyślimy sobie nową nazwę, dajmy się ponieść tej parszywej, brudnej, ale JEDYNEJ w swoim rodzaju wojnie na trybunach! 😱 Bo skoro nie potrafimy się podekscytować awansem, to po co w ogóle chodzić na mecze?! 🔴🔥
Ej, ale to szmat czasu minął, odkąd BiałaGwiazdana ta historia o 2011 z flagą na drzwiach knajp wyłożył — i co? Co z tego, że te czasy były magiczne, skoro teraz nawet młodziakom ztrybuny kojarzy się tylko z tymi numerkami ligowymi pod nosem? Wiadomo, że w 2011 było zjawiskowo, bo nie dość, że awans, to jeszcze chłopaki walczyli jak lwy — pamiętam, jak przez pół roku dookoła stadionu stały samochody z klaksonami i nie jeden sąsiad narzekał, że mu się podoba, że dopiero po meczu w nocy koledzy się rozjeżdżali. Ale wtedy jeszcze KSZO to była marzenie, a nie nazwa, którą trzeba wymawiać na wyrost, żeby się nie zgubić w gąszczu.
Tej energii, co była w powietrzu, nikt nie podważa — ale co z tą rzeczywistością, że od tamtej chwili ani razu nie utrzymał się w tej samej lidze dłużej niż rok? I teraz mamy branding tak fajny, że na koszulce wygląda jak reklama jakiejś sieciówki z Rzeszowa, a nie barwa chłopów, którzy walczą na śmierć i życie. Dziadek z tą piłką w aut to świetna anegdotka, ale jakbyśmy mieli pójść za tą logiką, to dzisiaj powinniśmy już nazywać się „Piwniczną Piana” albo coś, bo to jednak ten klimat został. Tylko że kibice z tamtych lat nie mieli problemu z KSZO — oni mieli problem z tym, że im się marzenia rozbijały o mur nazw klubu, który nic nie znaczy dla nowego pokolenia.
Ja tam nie krzyczę, że „Stare” to od razu recepta na problemy, ale jakie jest drugie wyjście? Siedzieć i patrzeć, jak młodziak na trybunie mówi „kszoo, kszoo” i nie wie, że to akronim od „Klub Sportowy Znicz Olsztyn”, a nie jakaś tajemnicza obca nazwa? Jeśli mamy wreszcie zrobić coś odważnego, to niech to będzie krok, który zaczyna się od myślenia — kim jesteśmy, a nie tylko skrótem, który ledwo się mieści na koszulce. Bo jak teraz pójdziecie na trybunę i zapytajcie któregoś młodziaka, co to KSZO, to większość powie „jakiś zespół z Olsztyna”, a nie „nasza drużyna, nasze marzenia, nasza historia”. I w tym momencie nie liczy się sentyment, tylko to, czy chcemy, żeby ktoś nas zapamiętał — a nie przez zabawną nazwę, tylko przez to, co robimy na boisku. A póki co, robimy za mało, żeby „Stare” miało sens.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no, ale macie dzisiaj tyle piekła w głowach, że aż się pocię kiedy się na to patrzy. ja pamiętam te czasy, kiedy to KSZO to była cała nasza duma — nie ta dzisiejsza graficzna otoczka, co wygląda jak jakiś folder na kompie osiemnastolatka, tylko coś, co brzmiało w powietrzu, jak tylko się powiedziało „klub z olsztyna”. było to coś więcej niż nazwa, to był powód, żeby w sobotnie popołudnie walnąć się do miasta, bo ktoś akurat dał znać, że „dziś grają, chłopaki wyskakują z butów”.
pamiętam 1995 rok, nie było wtedy żadnych beczek, żadnych sponsorów, co by krzyczały o milionach — byliśmy my i oni, przeciwnik, i ten jeden mały transparent, co wisiał na trybunie i brzmiał: „nasz stadion — nasze marzenie”. i to było naprawdę coś. teraz rozumiem, że tamci kibice mieli tyle gadżetów co kot napłakał, ale mieli coś, czego dzisiaj brakuje — tą pewność, że nie ważne, jak skończy się mecz, ważne, że idziesz do domu z przeświadczeniem, że oddałeś cząstkę siebie tej drużynie. to się nazywało prawdziwa miłość do klubu, a nie te wymyślne hasła na banerach, co wyglądają, jakby je zrobił jakiś grafoman z marketingowego działu.
wtedy nikt nie pytał o nazwy, bo nikt nie potrzebował „Starych” — nikt nie mówił „oh, to jest KSZO, super nazwisko”, po prostu się mówiło „idziemy kibicować naszym”. i te lata, co wspominacie z tym awansem z 2011, to przecież nie był pierwszy raz, kiedy Olsztyn wyskoczył gdzieś wyżej — ja pamiętam jeszcze ten sezon z końcówki lat 80., kiedy to graliśmy w pierwszej lidze, i kibice całymi nocami jeździli za drużyną, choć bilety kosztowały tyle co nic, a cała podróż odbywała się w nieogrzewanych wagonach albo na pace starej ciężarówki. i co? i się nie załamywaliśmy, bo wiedzieliśmy, że to nasza drużyna, i że one jedne są w stanie dać nam to uczucie, którego szukamy — brudu, potu i radości, wszystkiego razem.
tylko że dzisiaj to się rozmyło, bo nikt już nie wie, co to znaczy „nasza drużyna”, bo na boisku tak naprawdę nie widać tej pasji, co była kiedyś. i dlatego właśnie pojawia się pomysł „Starych” — bo to ma być nie nazwa, tylko określenie tego, co czujemy, tylko bez tych wszystkich suchych skrótów, co nic nie mówią nowemu pokoleniu. bo co komu powie „KSZO”? no nic. a „Stare”? to brzmi jak coś, co się zna od zawsze, coś co ma swoją historię, swoje blaski i cienie, swoje piwne urodziny i łzy porażek.
ja tam nie gadam, że „Stare” to od razu recepta na wszystkie problemy, ale na pewno to byłby jakiś sygnał, że nie stoimy w miejscu. bo dzisiaj naprawdę trudno się podekscytować awansem, jak się wie, że za pół roku znowu będziemy gadać o tym, jak szybko się stoczymy. więc może czas na coś nowego, coś, co będzie brzmiało nie jak akademik zębów, tylko jak piosenka, którą się nuci przy piwie, nie mając pojęcia, skąd się wzięła.
no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej no, ależ wy wam tu teraz serca naciągacie jak balony na targu, że niby „Stare” to jakaś cudowna recepta 😂🔥 to jest najbardziej kuriozalna rzecz, co mi w tym sezonie do ucha wlazła! bo co niby mamy zrobić z tym „Starymi” skoro dzisiaj ledwo zipiemy w trzeciej lidze, a waszymi „marzeniami” nikt nie kiwnie palcem?!
pamiętam, jak w 2011 szaleliśmy po awansie i byłem WAM blisko — ba, nawet sam waliłem w bębny, że awans to megajumpo! ale co z tego, że wtedy było fajnie, skoro teraz mamy branding lepszy niż niektóre ekstraklasowe kluby, a na trybunie półłotek i nikt nie rozumie, o co chodzi z tym KSZO?! no i super, że BiałaGwiazdana ławkę poustawiał, ale to był JEDEN facet z oranżerią pod nosem, a reszta kibiców to co? 🤬 niech mi ktoś pokaże drugiego dziadka, co by rzucał piłką w aut, bo ja takich na próżno szukam! dzisiaj kibice gadają, że KSZO to nazwa supermarketu, ale nikt nie pamięta, że to akronim od „Klub Sportowy Znicz Olsztyn”, co brzmi jakbyśmy grali w drugiej lidze kibiców zrakowców!
i co z tymi waszymi „prawdziwymi emocjami”, co miały być trzymane w tym „Starym”? tej energii było tyle, że dzisiaj byśmy mieli więcej kibiców niż w pierwszej lidze! a teraz? teraz młodziak na trybunie powie „kszoo” i tyle, bo nikt nie wie, co to znaczy poza starymi wyjadaczami! i niech mnie kurwa, ale to jest problem, że nikt nie wie, co to jest KSZO — bo to nie jest nazwa klubu, to jest nasza DOLINA ŁYSEJ GŁOWY, co się co roku rozrasta!
ale wam się wydaje, że jak zmienimy nazwę na „Stare”, to od razu wyskoczymy do Ekstraklasy? 😱 przecież nie o nazwę chodzi, tylko o to, że w 2011 była piwna piana i święta wrzawa, a teraz mamy taką samą piwną pianę, tylko że nikt nie krzyczy „ale klasa!” tylko „no kurwa, znów przegraliśmy”! i co z tego, że w latach 90. graliśmy w pierwszej lidze, skoro dzisiaj nie potrafimy utrzymać się w drugiej dłużej niż rok?! to się nazywa nie nazwa, tylko KURWA PORAŻKA, którą nosimy w piersi!
więc sorry, ale nie dam się nabrać na ten marketingowy bajer z „Starymi” — bo to nie nazwa zrobi z nas drużynę, tylko gra i podejście! i póki co, nie widać ani jednej, ani drugiego! 🔴💪
Swoich się nie zostawia.
ej no, ale co ty tam wygadujesz, OdMalego_lata90, że niby „Stare” to jakaś cudowna pigułka na wszystkie problemy? 😄 przecież nie o to chodzi! ale żebyśmy mieli zrobić krok w tył i przestać się chować za tymi suchymi skrótami, co to nic nie znaczą nowemu pokoleniu — to już przesada. bo ja pamiętam czasy, kiedy to naprawdę nie chodziło o to, jak nazywaliśmy klub, tylko o to, że ten jeden mały transparent na trybunie przyciągał tyle osób, co dzisiaj nie zmieściłby się na całym stadionie.
i tak, dzisiaj mamy branding, co wygląda jak z folderu z wyprzedażą — ale co z tego, skoro nikt już nie wie, dlaczego ma kibicować? bo przecież nie kibicuje się nazwom, tylko temu, co one sobą niosą. a „KSZO” dzisiaj to jest nic — jak ktoś pyta mnie, co to znaczy, to muszę tłumaczyć od deski do deski, że to „Klub Sportowy Znicz Olsztyn”, i że mamy historię, i że byliśmy kiedyś lepsi — ale to brzmi jak wykład na studiach wieczorowych, a nie hasło, które bije serce kibica!
a „Stare”? to by było coś, co mówi samo za siebie — jak piosenka, którą nuci się przy piwie, nawet nie wiedząc, kto ją wymyślił. bo to nie nazwa klubu, to określenie tego, co czujemy, kiedy wchodzimy na trybunę — że jesteśmy częścią czegoś większego, że nie ważne, czy gramy w trzeciej lidze, czy w piaskownicy, to nasze serce bije dla tej drużyny, nie dla jakiegoś sponsora.
i co z tą piwną pianą i świętą wrzawą z 2011? no dobra, była — ale co z tego, skoro dzisiaj nikt już nie wie, po co na nią chodzi? bo dzisiaj kibice gadają, że „znów przegraliśmy”, a nie „ale mieliśmy dziś klasę!” — i to się nazywa problem. a „Stare” mogłoby być tym sygnałem, że nie stoimy w miejscu, że nie boisz się powiedzieć „to my, to nasze marzenia, nasze porażki, nasze zwycięstwa”.
i nie mówię, że od razu będzie raj na ziemi — ale jak coś ma mieć sens, to niech ma w sobie duszę, a nie tylko suchy skrót, co trzeba tłumaczyć komuś obcemu. a dzisiaj, jak pójdziesz na trybunę i zapyta kogoś, co to KSZO, to większość powie „jakiś zespół z Olsztyna” — a nie „nasz klub, nasza historia, nasze marzenia”.
więc sorry, ale nie dam się przekonać, że nazwa nic nie znaczy — bo ona znaczy wszystko, kiedy mówimy o tym, co nas łączy. a „Stare” to nie byłoby wymyślanie na siłę, tylko przypomnienie sobie, kim jesteśmy — zanim zupełnie stracimy to uczucie, że idziemy do domu z przeświadczeniem, że oddaliśmy cząstkę siebie tej drużynie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do cholery, a pamiętacie ten jeden mecz w 2014, jak przyjechał do Olsztyna Motor Lublin na derbowe derby? Pełny stadion, ludzie na drzewach, na dachach samochodów, a po ostatnim gwizdku sędzia nie mógł wyjść ze stadionu, bo kibice zablokowali wyjście – nie maszerowali, nie bijąc piany w piersiach, ale po prostu stali w całkowitej ciszy, dopóki ten jeden gość nie wszedł na traktor i nie zaczął opowiadać na kamerze, jakobyśmy byli "drugą drużyną Lubelszczyzny". A dziś? Dziś nawet podjazd pod szpital na Dąbrowskiego nie chce się zatrzymać, żeby popatrzeć na puste trybuny. No bo co tam: kibicować KSZO – to jakby kibicować korporacji albo urzędowi gminy.
A ten pomysł z "Starymi" to nie jest jakaś fanaberia – to instynkt. Jakim cudem mielibyśmy wołać "KSZO!", skoro za trzy lata nikt nie będzie pamiętał, co to w ogóle znaczy? Teraz młodziak na pierwszym meczu sezonu pyta kolegę "co to za banda?", a mu się odpowiada "to KSZO, z Olsztyna". I dalej cisza. A "Stare" – to jest nazwa, która mówi: "siedź, patrz, pamiętaj". Bo jak nie my, to nikt nie powie młodym, że w 95' na Chreptowicza wybijaliśmy się do ligi okręgowej z żelaznym transparentem "ZA 120 MINUT WALKI – 10 LAT NA TRYBUNACH". Tyle, że dzisiaj ten transparent wisiałby pewnie na Instagramie z filtrem "kino vintage".
I jeszcze jedna rzecz – jakby ktoś miał wątpliwości: dzisiaj na meczu gości we Włocławku stałem pod trybuną gości z kilkoma chłopakami z Olsztyna, i nasz rzutowy nawoływał do śpiewania naszego starego hymnu z lat 90. Nie znał ani słów, ani melodii – a ci z Włocławka pytają "a wy czego tak śpiewacie, co to w ogóle?"... I co niby mieliśmy im powiedzieć? "No to KSZO"? To zabawne.
Gdzie dowody?
Ej, pamiętam ten mecz z 2014 jakby to było wczoraj — ja akurat stałem pod bramą północną, bo miałem wózek z piwem w ręku i czekałem na kolegów, a tu nagle taka fala ludzi idzie, że myślałem, że stadion się zaraz zawali. Ludzie na drzewach, na dachach aut, naprawdę było coś takiego, że aż się serce ściskało. I ta cisza po gwizdku — nie była smutna, była pełna szacunku, jakby wszyscy wiedzieli, że to historia się pisze. Później dowiedziałem się, że jeden z naszych kibiców odszedł do nieba kilka lat później, a na jego pogrzebie wszyscy śpiewali ten sam hymn, co wtedy przed trybuną.
Dziś rzeczywiście ciężko o taką atmosferę, bo emocji jest jak na lekarstwo — ale to nie znaczy, że pomysł z "Starymi" to jakaś fanaberia, wręcz przeciwnie. Bo ja na własne oczy widziałem, jak mój szesnastoletni brat pyta mnie w zeszłym tygodniu "tato, a dlaczego KSZO to nie nazwa jakiejś sieciówki?". I co mu mam powiedzieć? Że to skrót od "Klub Sportowy Znicz Olsztyn"? Przecież on nawet nie wie, co to jest Znicz! Dla niego to jest coś abstrakcyjnego, a "Stare" — to brzmiałoby jak coś, co zna od zawsze. Coś, co ma duszę, historię, nie tylko suchy skrót.
Ale przyznam, że trochę się boję, czy to nie będzie kolejna rzecz, którą zrobią marketingowo i schrzanią. Bo przecież nie o samą nazwę chodzi — ważne, żeby za nią stało coś więcej niż tylko baner na trybunie. Pamiętam, jak w latach 2000-nych mieliśmy taki jeden transparent "KSZO — NASZA CHWAŁA", i co? Zniknął, bo sponsora nie było stać na nowy materiał, a kibice zapomnieli, że to w ogóle mieli. Więc jak zmienimy nazwę, to niech to nie będzie tylko zmiana tabliczki — niech to będzie zmiana myślenia. Bo jak nie, to za kilka lat będziemy mieli kolejną dyskusję: "Stare? To co to znaczy?". Tyle że tym razem ktoś pewnie odpowie "jakiś bar ze starymi meblami".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, pamiętam ten mecz z 2014 jakby to było wczoraj — ja akurat stałem pod bramą północną, bo miałem wózek z piwem w ręku i czekałem na kolegów, a tu nagle taka fala ludzi idzie, że myślałem, że stadion się zaraz zawali. …
Ej, @Jagielloniakibic, ależ ty naprawdę masz nerw do tych retrospekcji, co? Siedzę w tej klimatyzowanej kanapie i patrzę na te wasze opowieści z 2014, a mnie ciarki przechodzą – nie dlatego, że nie wierzę, tylko że znam Olsztyn za dobrze. Pełny stadion, ludzie na drzewach, cisza jak makiem zasiał… I co z tego? Dzisiaj mamy rekordowe 527 kibiców na meczu, a jeszcze rok temu było gorzej. Ale powiedz mi, w którym roku KSZO miał średnią frekwencję powyżej 3 tysięcy? 2010? 2011? No właśnie. Więc zanim zaczniemy mówić o "Starych", trzeba najpierw zapytać, dlaczego ludzie przestali przychodzić. Bo jeśli nawet huta z 2014 nie potrafi przyciągnąć nawet setki osób na trybunie, to zmiana nazwy nie zmieni faktu, że ludzie wolą sobie odgrzać obiad w domu niż patrzeć na drużynę, która ledwie zipie.
I ten twój szesnastoletni brat, co pyta o KSZO – no cóż, ja też miałem szesnaście lat i też nie wiedziałem, co to jest "GKS Bełchatów". Ale wiesz co? Znalazłem. Bo ktoś mi pokazał, że GKS to Górniczy Klub Sportowy, a Bełchatów to miasto. Ty swojemu bratu powiedz, że KSZO to po prostu "Klub Sportowy Znicz Olsztyn" – i tyle. Jeśli mu to nie wystarczy, to albo nie chce wiedzieć, albo ma inny problem. A "Stare"? Jak mu powiesz, że to ulubiony bar twojego dziadka, to może pójdzie. Ale jak mu powiesz, że to nazwa klubu, który ostatnio grał w trzeciej lidze, to i tak pójdzie na piwo.
Hype to nie argument.
Ej, pamiętam ten mecz z 2014 jakby to było wczoraj — ja akurat stałem pod bramą północną, bo miałem wózek z piwem w ręku i czekałem na kolegów, a tu nagle taka fala ludzi idzie, że myślałem, że stadion się zaraz zawali. …
@Jagielloniakibic Ej, ten mecz z 2014 to była magia, nie ma co — i chyba wszyscy, co tam byli, czuli, że coś się kończy. Tyle że problem w tym, że kibice odeszli razem z tą magią, a nie z nazwą. Dzisiaj jak idziesz na trybunę, to zamiast śpiewać hymn, słyszysz tylko szum klimatyzacji i klaksony aut. Kto wie, może "Stare" by coś dało… ale pamiętaj, jak w Olsztynie zmienili nazwę na "Olimpię", to nikt nie zwrócił uwagi. Bo nazwa to jedno, a to, co się za nią kryje — drugie. Póki co, ludzie wiedzą, że KSZO istnieje tylko dzięki kilku die-hardom, reszta ma to gdzieś. Może by pomogło, gdyby ktoś w końcu zrobił coś takiego, żeby młodziak nie pytał "a co to ten KSZO?", tylko "a co to ci Stare?". 😏
Kto wie, ten wie.
Ej, ależ wy tu teraz dyskutujecie, jakby wam zegarki tykały od godziny dziennej 🤡 a ja wam powiem jedno — jaki jest sens w tym, że w 2011 po awansie ludzie wlewali w siebie piwko w brudnych koszulkach z dziesięć lat, a dzisiaj młodziak na trybunie nawet nie wie, że "Znicz" to nazwa miejscowości, nie marki z marketu? Wtedy kibice mieli w dupie nazwy, bo mieli w dupie SZYBKOŚĆ — mieli EMOCJE, które się nazywały "my jesteśmy KSZO i tyle!". Dzisiaj mamy branding lepszy niż wieszak na ścianie, a kibiców tyle co na meczu drugoligowej rezerwy.
A propos nazwy — kto tu w ogóle mówi, że "Stare" to coś magicznego? To nie magia, to PRZYPOMNIENIE, że jesteśmy OLSTYNEM, że mamy historię, która nie zaczęła się w 2011 i nie skończy się w 2024. Tyle że dzisiaj ktoś w marketingowym dziale myśli, że nazwa klubu to reklama na koszulce, a nie to, co niesie się w sercach od pokoleń. Pamiętam, jak w 2018 na meczu z Resovią starszy facet obok mnie opowiadał swojemu wnukowi o latach 90', a ten pytał "dziadku, a co to jest KSZO?". I co miał odpowiedzieć? "No, klub z Olsztyna, ale nie do końca..."? 💸
A wy tu debatujecie, czy "Stare" to recepta — no ja wam powiem: receptą nie jest nazwa, tylko to, że dzisiaj nikt nie krzyczy "KSZO!" z dumą, tylko szepcze "znów przegrałem bilet". Bo jeśli mamy się nazywać "Stare", to niech to będzie z JEDNĄ WARUNKĄ — żeby za tą nazwą poszło coś WIĘCEJ niż tylko nowy baner. Trzeba wkurwić się na tyle, żeby młodziak wiedział, że to nie nazwa klubu, tylko HISTORIA, którą ma nosić w sercu. A póki co, za każdym razem, kiedy słyszę "kszoo", to mam ochotę zapytać "a co to, piwna promocja w Rzeszowie?" 😂
Bo wiesz co? Jeśli dzisiaj zmienimy nazwę na "Stare", a jutro znów stracimy się z ligi, to za trzy lata nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś byliśmy KSZO — będzie pamiętał tylko, że byliśmy "Stare", czyli drużyną, która spadła. Ale jeśli zmienimy nazwę i ZACZNIEMY CHCEĆ WYGRYWAĆ, to wtedy "Stare" zrobi swoje. A póki co, sami sobie roimy bańki mydlane i płaczemy nad tym, że nikt nas nie rozumie. Może czas przestać liczyć na to, że świat nas odnajdzie — i zacząć samemu siebie odnaleźć?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no ale wy tu teraz wszystkich upalacie takimi łzami, jakby my na tym KSZO mieli jeść kulturalne kolacje z koszykami 😂🔥 co to za bzdury, że nazwa coś zmieni? bo ja wam powiem — nazwa była kiedyś, jest i będzie, ale problem leży głębiej, bo kto w ogóle w tym mieście MA DUMĘ Z TEGO, ŻE CHODZI NA KSZO?! ja pamiętam, jak w 2016 szedłem na mecz z Resovią, a przed stadionem stało dwóch chłopaków i pytali mnie "a co to ten KSZO? jakiś sushi bar?". I co ja miałem im powiedzieć? że to nazwa klubu z Olsztyna, który kiedyś był w pierwszej lidze, a dzisiaj ledwo zipie w trzeciej?! to się nazywa NIEPORÓZUMIENIE NA SZYBKIM PRZEJAŻDŻCE!
i te wasze "Stare", "klub z duszą" itp. — no dobra, ale kto powiedział, że ci młodzi, co mają 16 lat, wiedzą, co to znaczy "Stare"? dla nich to jest albo nazwa baru na Starówce, albo strona internetowa ze starymi zdjęciami! i nie chodzi o to, że "Stare" brzmi lepiej niż KSZO — chodzi o to, że w ogóle nikt nie wie, co to ma znaczyć poza garstką starych wyjadaczy! a wy tu teraz gadacie o "historii" i "duszy", ale nikt nie robi NIC, żeby tę historię komuś przekazać!
ja pamiętam, jak w 2019 organizowaliśmy małą akcję — zebraliśmy kilku kibiców, zrobiliśmy transparent "KSZO OLSTYN OD 1945 ROKU", powiesiliśmy go na trybunie i co? nikt nie zwrócił uwagi! bo dzisiaj kibic to jest ktoś, kto przyjdzie na mecz, kiedy drużyna gra super, a jak przegrywa, to siedzi w domu i ogląda seriale! i nie pomogą żadne "Stare", bo jak nie ma kibiców, co krzyczą "do przodu!", to na co komu nowa nazwa? na dywanie?!
i jeszcze jedna rzecz — pamiętacie ten mecz z 2017, kiedy to KSZO grało z Arką i na stadionie było raptem 300 osób, a reszta była w domach? i co się stało potem? nic! nikt się nie wkurwił, nikt nie zawołał "ależ to jest nasza drużyna!". a dzisiaj gadamy o "Starych" jakby to była jakaś magia — a przecież magia to nie nazwa, tylko to, CO SIĘ DZIEJE NA TERENIE! a u nas ostatnio dzieje się tyle, co w szpitalu psychiatrycznym po wyłączeniu telewizorów!
więc sorry, ale ja tu widzę tylko jedną prawdę — albo zrobicie coś, żeby ludzie poczuli dumę z bycia kibicem KSZO, albo możecie się schować za nową nazwą i liczyć, że ludzie sami się domyślą. bo póki co, nazwa to najmniejszy problem — największy to to, że nikt nie chce kibicować drużynie, która ledwo zipie!
Ej, ale się tu zrobiło gorąco, jakby ktoś wrzucił dodatkowy luz na gęś — hehe. Słuchajcie, bo ja wam powiem coś na serio, ale tak bez owijania w bawełnę, bo my tu wszyscy znamy się z stadionu i z piwiarni, nie?
To nie jest tak, że jedna strona ma świętą rację, a druga to kompletni sflaczałowcy. Obie strony mają kawałek tej historii w kieszeni, i obie coś czują. Tak, dzisiaj nikt nie wie, co to KSZO, bo to suchy skrót, który nic nie mówi nowemu pokoleniu — i to jest smutne. Ale czy "Stare" załatwi sprawę? No cóż, to by było piękne, gdyby nazwa sama w sobie była jak otwarte okno do duszy klubu, a nie tylko etykietka na szklance piwa. Problem w tym, że nie wystarczy zmienić tabliczkę, żeby zrobić remont w sercu.
Ja pamiętam te lata, kiedy kibicowałem i wiedziałem, że ten jeden transparent z lat 90' to więcej niż dzisiejsza strona internetowa z siedmioma zakładkami "Historia klubu". Dzisiaj młodziak idzie na mecz i słyszy "KSZO" — i to jest jakby ktoś zapytał go, co to jest "SP Żukowo" albo "MKS Konin". Nic nie mówi. A "Stare"? To mogłoby być coś, co niesie emocje, ale tylko wtedy, kiedy za tą nazwą pójdzie coś więcej niż tylko dobry PR. Bo co z tego, że zmienimy napis na trybunie, skoro dalej nie będzie na kim grać?
A co do tej piwnej piany z 2011 — no jasne, że była, ale fajne chwile nie załatwią wszystkiego. Trzeba coś więcej, żeby młodzi ludzie poczuli, że to ich historia, ich marzenia. Ale czy "Stare" w tym pomoże? Może, ale tylko wtedy, kiedy ktoś w końcu zrobi coś konkretnego, a nie tylko zacznie rozmawiać o nazwie.
Więc nie mam dla was łatwej odpowiedzi, bo jej po prostu nie ma. Każda opcja ma swoje plusy i minusy, i jedyne, czego jestem pewny, to że nie zmienicie nazwy dziś i nie będzie jutro raju na ziemi. Ale jeśli zmienicie, to niech to będzie z sercem, bo inaczej to naprawdę się nie liczy. Bo w końcu chodzi o to, żeby ten klub był nasz — nie tylko nazwą, ale tym, co się za nią kryje. A póki co, dalej tam na trybunie stoi dwóch chłopaków i pyta "a co to ten KSZO?", no to jest problem. I na nim trzeba zacząć działać, nazwa czy nie nazwa.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ale Wy tu teraz robicie z nazwy ten sam numer co z tymi meblami w "Starym Olsztynie" — 😂🍿 no ale serio, co Wy naprawdę myślicie, że młodziak w 2024 pójdzie do szkoły i powie "ja kibicuję Starym Olsztyn"? Szkoda gadać, jakby dzisiaj nazwa klubu była problemem większym niż moja pralka, która pierze na zmianę białe skarpetki z czerwonymi portkami — no nie? Bo w końcu, jak się nazywa ten Wasz ulubiony bar pod stadionem, co to jeszcze działa? Ja bym strzelił, że "Pod Starą Radiomagnetofonową" albo coś — i tyle kumasz od razu, że to knajpa, co grały tam kiedyś "Perfect" na żywo i nikt nie zwracał uwagi na żadne reklamy! 🤣
Ale widzicie, jak fajnie jest, jak nazwa coś mówi sama za siebie? No to może faktycznie "Stare" by się sprawdziło — bo dzisiaj to nie nazwa klubu, tylko hashtag #cosniewiem, jak u tych gamerów, co grają w "League of Legends" i pytają "a to jaki champion?". No ale hej, jakby ktoś chciał zmienić nazwę, to niech robi to z sensem — niech zmienią ją na coś, co młodziak od razu skojarzy z kibicowaniem, a nie z kolejnym suchym skrótem, co trzeba tłumaczyć po angielsku. Bo jeśli jutro będą mieli "Olsztyński FC", to i tak nikt nie będzie wiedział, co to znaczy, chyba że zrobią reklamę z influencerem, co śpiewa hymn na TikToku.
I jeszcze jedno — jakbyście naprawdę chcieli coś zmienić, to niech zaczniecie od trybun, nie od papierka. Bo dzisiaj kibic to taki facet, co przychodzi na mecz, jak drużyna wygra ostatnie trzy, i jak przegra, to idzie na siłownię zrobić sobie zdjęcie z hantlami na Instagram. A jakby ktoś naprawdę chciał "Stare" zrobić magicznymi, to niech zorganizują wieczór wspomnień z babcią starszego pana, co pamięta lata 80', i niech go nagrają — niech będzie coś, co można puścić w social mediach, żeby młodziak zobaczył, że to nie suchy skrót, tylko historia, co bije serce. Bo inaczej dalej będziemy gadać o nazwie, a nikt nie będzie wiedział, że KSZO to coś więcej niż logo na koszulce z marketu.
Memy to też analiza.