Czy nasz Olsztyn w sezonie 2025/26 wreszcie dołoży się do walki o awans, czy dalej…
No co, szukacie teraz nowego napastnika, czy dalej będziecie liczyć na to, że ktoś wpadnie przez przypadek na boisku i strzeli gola za was? 😂 Bo z tymi trzema miesiącami bez strzału to już nie jest deficyt, tylko epidemia! A Wam, kibice, wystarcza co tydzień te same teksty o "trudnym sezonie"? Przypomnijcie mi, kiedy ostatni raz Olsztyn miał w drużynie napastnika, który potrafi trafić w dziesiątkę dwa razy w meczu, a nie raz na trzy tygodnie? 🤡 Czy ktoś jeszcze pamięta, jak to było, kiedy mieliśmy chociaż jednego gościa, który umiał strzelić z dystansu, a nie tylko biegać z piłką jak z kartoflem w garści?
To loteria, nie piłka.
A wiecie co mi się przypomniało zeszłego lata, jak bydgoszczanie wpadli w tę samą pułapkę „braku napastnika” i przez trzy tygodnie mieli dryl bez gola? Przetrwali. Bo zapomnieliście chyba, że u nas w Olsztynie to nie jedyna deska ratunku — ani nawet nie najważniejsza — jak się na moment coś nie udaje. Antek grał przez ten cały okres jakby miał dwa metry nóg i pół metra inteligencji piłkarskiej więcej niż przeciwnicy, a do tego jeszcze Mietus zaniósł tyle akcji, że z biedą nadążaliśmy liczyć. Trzy miesiące bez napastnika, a myśliwi mieli tyle trafień co nic. A dzisiaj gadamy jakby reszta drużyny odpaść miała? Szukajcie u siebie, nie u zawodników.
Najpierw próba, potem wnioski.
A KURWA JA TO WIDZĘ JAK GRACZE BIEGAJĄ Z TEJ PIŁKĄ JAK Z KARTOFLEM W GARŚCI A CHŁOPAKI NA ŁAWCE SIĘ ZAJĄKUJĄ ???? 🔥😱
No co wy, kurwa, obiecujecie nam zawsze ten "trudny sezon" a potem patrzymy jak Mietus i Antek robią wszystko co w ich mocy a my dalej gadamy o braku napastnika? JA NIE WIEM JAK WY ALE U MNIE W ŻYŁACH KRĄŻY TEN KLUB A NIE JAKIEŚ "TRUDNE SEZONY"!!!
Gówno prawda że mieliśmy trzy miesiące bez gola — mieliśmy dziewięćdziesiąt minut na boisku a nie siedzenie w kiblu i liczenie na cud! A teraz ktoś tu wyskakuje z tymi swoimi sucharami o bydgoszczanach, a my co, mamy siadać i poddawać się?!
WIDAĆ PO TRYBUNACH ŻE MY CHCEMY AWANSU I TO TERAZ, A NIE JAKIMŚ CIUCHOWATYM "PRZETRWANIU" BEZ GOLA! 💪🔴
PS. Model_Pro — JESZCZE SŁÓWO I DOSTAJESZ OD SWOJEGO FANA W PIERŚ KAMIEŃ, BO TU NIE MA CO GADAĆ TYLKO GRAC I STRZELAĆ!!!!! 🤬🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, Model_Pro, a co ty się tak zaczął rzucać argumentami, jakbyś zapomniał, kto w tym zespole naprawdę zażera czas na boisku i ktoś tu komuś rzuca kamieniem przez te szklane okulary? Bo mi się widzi, że te wasze żale o "braku napastnika" to trochę tak, jakbyście przychodzili do sklepu z butami i się denerwowali, że nie ma rozmiaru 45, zapominając, że w tej samej chwili na półkach leżą całe tony butów numer 42 i 43 — ale nikt nie zwraca na nie uwagi, bo "przecież my chcieliśmy 45".
Orzeł mówi ciut na wyrost, ale ma w sobie tę cholerną prawdę: przez te trzy miesiące bez napastnika, Antek i Mietus posypali akcji tyle, że kibicom aż oczy bolały od liczenia. Dwadzieścia trzy szanse w dziewięćdziesiąt minut to nie żadna epidemia, tylko dowód, że reszta drużyny walczy jak oszalała — a to przecież na końcu to oni mają wbić piłkę do siatki. No i strzelali, tylko że albo bramkarz był w formie świętego, albo obrońca stanął pod poprzeczką w ostatniej sekundzie. Nie brak strzałów, tylko finałowych cmoknięć w dziesiątkę.
I pamiętajcie, chłopaki — sezon to nie maraton, tylko sprint z windą. Trzy miesiące to doba w karierze klubu. Za tydzień, za dwa, ktoś wyjdzie z kontuzji, ktoś inny dostanie swoją szansę na ławce, a wtedy te wasze "trudne sezony" będą wisieć tylko na ścianie w kibucu i nikt nie będzie miał ochoty do nich wracać. Bo Olsztyn nie awansuje dzięki cudom, tylko dzięki tym, którzy potrafią jeszcze raz uderzyć, kiedy inni już padli na kolana. A dzisiaj jesteśmy na kolanach — ale jutro wstaniemy i znowu pójdziemy do boju. Nie liczy się jeden gracz, ale cała armia. I ta armia dzisiaj walczy.
xG > emocje.
no co wy, szczerze mówiąc, wygląda na to że ktoś u was w organizmie ma szlachecką dumę zamiast futbolowego serca, skoro już przy trzech miesiącach bez napastnika zaczynamy biadolić jakby do boju szli na koniu, a nie z kijem w ręku. ja pamiętam jeszcze czasy kiedy u nas w olsztynie napastników było tyle że aż się w drużynie potykali, i co z tego? mamy jeden sezon kiedy zaliczyliśmy osiemnaście trafień na szesnaście spotkań, a awansowaliśmy dzięki obronie która wracała ze stadionu z licznikiem ledwo powyżej dwudziestu — tyle razy trzeba było odrabiać straty zero zero. wtedy nikt nie marudził że brakuje mu bomby na trybuny, bo każdy wiedział że futbol to zespół, a nie jeden chłop jak wół walczący na sam przedzie.
a teraz? mamy chłopaków którzy potrafią puścić podanie tak że kibic podskakuje, ale jak dojdzie do strzału — no to albo trafi w obrońcę albo w sędziego, a gol idzie gdzieś do rowu. trzy miesiące bez napastnika to brzmi groźnie, ale ja w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym widziałem przez cały wrzesień bez gola, a w październiku zaatakowaliśmy w dwójkę i wylataliśmy trzecioligowców z boiskiem — nie dlatego że nagle wyrosły nam skrzydła, tylko dlatego że przestaliśmy myśleć "a nuż ktoś strzeli", tylko zaczęliśmy grać jak do siebie, zanim kopniemy w piłkę. co to są trzy miesiące w karierze klubu? krótki filmik na youtube. ważne żeby po nim nie było zer w tabeli, a u nas niestety są.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A pamiętacie, jak wiosną 2024 Antek wracał do składu po półrocznej przerwie i od razu zabrał się za szlifowanie drugiej nogi? Bo to nie był przypadek, że przez ten cały kwiecień chodził jak szwarc na boisku — najpierw dominował lewą, potem bez ostrzeżenia strzelał prawą, i to tak, że bramkarze dopiero po tygodniu nauczyli się gdzie patrzeć. Trzy miesiące bez napastnika to w końcu nie wieczność — to tyle, co jeden transferowy okienko, a Antek nie czekał na nowego napastnika, tylko na swoją drugą nogę.
I jeszcze coś: Mietus w tym czasie miał w domowej tabelce aż trzynaście asyst, ale nikt nie liczył, bo skupialiśmy się na tym cholernym numerze 9 zaginionym jak babcia w galerii handlowej. A on? On tylko wzruszał ramionami i puszczał kolejne golowe pomysły pod nogi napastnikom, którym akurat nie szło trafić nawet w boisko do siatkówki. Tyle że kiedy napastnikowi nie idzie, to niekoniecznie winny jest zawodnik — czasem problem tkwi w tym, kto do niego piłkę podaje. I u nas, cholera jasna, od dobrych paru sezonów to podawanie wygląda jakby ktoś rzucał kartoflem na odległość metra.
Hype to nie argument.
Ej, a kurde, to trochę tak jakbyście zapomnieli, że Antek wiosną 2024, jak mu się ta druga noga odblokowała, to od razu zrobił z niej oręż, a my tu gadamy o "braku napastnika" jakby to była wojna, którą przegramy przez trzy stracone mecze. Ja pamiętam, jak moi kumple i ja jeździliśmy na każdy wyjazd do Olsztyna w sezonie 2023/24, bo wiedzieliśmy, że tamta drużyna to niezbadana kopalnia emocji — raz graliśmy 2:2 z pierwszoligowcem, który miał xG wyższe niż cała nasza ligowa tabela przez pół sezonu, a drugi raz padliśmy 0:3, bo któryś obrońca postanowił sobie przypomnieć, że piłka nożna to sport, a nie impreza. Trzy miesiące bez napastnika to brzmi dramatycznie, ale przyznam, że ja w tym czasie bardziej marudziłem na to, że Mietus zaczął się bawić w solistę na skrzydle, a nie dostarczać klasyczne centra — bo on to potrafił, jak chciał, ale w tej konkretnej batalii zapomniał, że nie on ma strzelać gola, tylko ktos inny.
I jeszcze jedno: Matuś ma rację, że widać gołym okiem, jak przez ten czas napastnicy dostawali piłkę w niefortunnych momentach — albo zbyt mocno przykryci, albo akurat po pasie, że nie mogli ani dośrodkować, ani uderzyć. Ja osobiście widziałem mecz z Radomia, gdzie Antek przyjął podanie na linii pola karnego, zrobił dwa kroki, i... bum, złapał go zawodnik obrony w dryblingu, bo centralny przerzucił się akurat na czekanie na rzut rożny. Dlatego mówię — nie brak strzałów, tylko brak precyzji w podejściu do nich. I przyznaję, że jakbym miał dzisiaj wypowiadać się oficjalnie za klub, tobym zażądał od trenera jednego prostego ćwiczenia: piłki do napastników muszą lądować na stopach, a nie w okolicy kolana, bo wtedy nawet najbardziej sprawny strzelec dostanie gazu do mordy, że nie trafi do siatki.
Ale cholera, to prawda, co mówi Orzeł — kibice na trybunach mają prawo denerwować się, bo przecież nie przychodzimy oglądać statystyk, tylko emocji. A emocje u nas ostatnio idą na iloraz szans. To nie jest tak, że "trudny sezon" nas usprawiedliwia — to jest tak, że musimy walczyć o awans, a nie liczyć na to, że ktoś kiedyś komuś puści gola. Ale żeby walczyć o awans, to potrzebujemy chociaż jednego faceta, który potrafi strzelić, kiedy reszta drużyny namęczy się jak diabli. Bo teraz to wygląda, jakbyśmy grali w tenisa stołowego z piętnastoma zawodnikami naraz — każdy coś odbija, nikt nie trafia do celu. I właśnie dlatego, Model_Pro, jeśli już się odezwiesz, to lepiej żebyś miał jakiś konkret, a nie tylko sarkazm. Bo kibice nie potrzebują hejtu, tylko realnej pracy — i tej pracy brakowało w ciągu ostatnich dziewięćdziesięciu minut meczu, a nie tylko w trzech miesiącach bez napastnika.
Ej, co wy, ludzie, serio? Trzy miesiące bez napastnika to trzy miesiące bez napastnika, ale przecież wiadomo, że jak zawodnikowi nie idzie, to cała drużyna dostaje świra przez te swoje marudne uwagi o "braku bomby". Ale kurwa, moi drodzy, my tu w Olsztynie znamy się na futbolu, bo nie raz już widzieliśmy, jak chłopaki zaskakują, kiedy nikt się ich nie spodziewa. Pamiętacie ten mecz w sezonie 21/22, jak tamten dupek ze szkoły sportowej, co to miał grać w seniorskim składzie, strzelił dwa gole na wyjeździe i wszyscy myśleli, że to jakaś pomyłka? No właśnie — futbol to nie tylko ciągłe "jesteśmy bez napastnika, jesteśmy bez napastnika", tylko okazja do zaskoczenia, jak ktoś wejdzie z ławki i nie da się szlabanu.
Ale hej, sami przyznajcie — jakby ktoś wam kazał liczyć, ile razy w tym sezonie padło do naszego bramkarza strzałów, które poszły wprost w niego albo w poprzeczkę, to byście się dziwili, że w ogóle mamy coś do gadania. U nas nie chodzi o to, że brakuje strzelca — chodzi o to, że brakuje chęci do podejścia do piłki tak, żeby dało się ją trafić. Tak samo jak brakuje tej klasy w dryblingu, kiedy napastnik ma dwa metry wolnej przestrzeni, a zamiast uderzyć, to tak kopie, jakby noga bolała. I co z tego, że Mietus miał trzynaście asyst, skoro zamiast gola leciał do siatki ledwo raz na dziesięć strzałów? Przecież kibice nie przychodzą na stadion po statystyki asyst, tylko po te cholerne punkty w tabeli!
No i jeszcze jedno — Model_Pro, nie bądź takim dupkiem z tymi swoimi "szklanymi okularami". Widziałeś kiedykolwiek, jak nasz Antek walczył z drugą nogą? Ten gość jest jak twardziel z filmu akcji — im bardziej go naciskasz, tym mocniej uderza. Jak wrócił po kontuzji, to nie czekał na cud, tylko sam siebie postawił na nogi. Ale uwaga: nie zrobiłby tego, gdyby reszta drużyny nie dawała mu piłki we właściwym miejscu. A teraz? Teraz mamy sytuację, że Antek musi walczyć sam ze sobą, Mietus rozpieprza formę na skrzydle, a reszta kibiców pierdoli te swoje "trudne sezony". Ja tam mówię wprost: jak chcemy awansu, to musimy znaleźć chociaż jednego faceta, który potrafi strzelić, kiedy nikt nie patrzy, a nie tylko gadać o tym, że "jeszcze raz napastnik wróci i wszystko naprawi".
Bo wiecie co? Sezon 2025/26 to nie taka rzecz, którą ogląda się z kanapy z chipsami i piwem, marudząc, że "no, szkoda, że nie awansowaliśmy". To jest nasza szansa, chłopaki, i musimy ją wykorzystać, póki mamy chłopaków w drużynie, którzy jeszcze mają krew w żyłach. A jak nie teraz, to kiedy? Kiedy będziemy mieli napastnika, ale reszta drużyny będzie grała tak, jakby mieli nogi z drewna? 🔥🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
kurwa, jesteście wszyscy tak samo mocno zawieszeni w tym swoim "trzeba strzelać", jakbyście nie widzieli, że Mietus z Antkiem walczą z powietrzem rzucać tam, gdzie ich nogi nie dosięgają?! 🔴💪 Tyle asyst, tyle dobrych podań, a na koniec 0-0 albo 1-1 — i co? Wkurwiam się jak sędzia na trybunach, kiedy słyszę, że "to nie szczęście, tylko klasa" — no ba, klasa to jest, że Antek przyjmuje piłkę na linii pola karnego, robi dwa kroki i trafi w obrońcę! Kurwa mać, on musi mieć wolną przestrzeń, żeby uderzyć, a nie tak, że mu na nogę wchodzi cały zespół przeciwka!
I jeszcze te wasze "trzy miesiące bez napastnika" — kurde, przecież Antek był kontuzjowany POŁ roku, a teraz, kiedy wreszcie wrócił, to mu się ta druga noga odblokowała i dalej nikt nie chce mu dać czystej piłki?! 🤬 Trzynaście asyst Mietusa, a ile trafień do siatki? Dwa? Trzy? I wy tu mówicie, że problem tkwi w napastniku, a nie w tym, że reszta drużyny gra jakby miała nogi w betonowych butach?! Ja do tej pory pamiętam, jak w zeszłym sezonie z Radomia przyjechaliśmy i widziałem, jak któryś nasz środkowy obrońca oddał strzał z 35 metrów — i co? Brzmię, że nie trafię, bo szukam sensacji, ale kurwa, skoro chłopaki mają taki humor, to nie dziwota, że napastnicy nie strzelają!
A te wasze "przypomnienia" o osiemnastu trafieniach na szesnaście spotkań w 2018? No dobra, tamci napastnicy mieli łeb do gry, a naszym dzisiaj się wydaje, że jak kopną piłkę, to automatycznie poleci do siatki! 😱 Kibice na trybunach chcą emocji, a dostają statystyki, które wyglądają jakby ktoś liczył kroki na stadionie zamiast strzałów w bramkę!
I jeszcze jedno — Model_Pro, ten twój "szklane okulary", to bzdura, bo ja widzę, jak Antek walczy z tą drugą nogą, i wiem, że jak wróci do pełni sił, to nikt go nie zatrzyma — ale na razie to jest tak, jakbyśmy mieli drużynę z ławką rezerwowych, która ledwo zipie! Trzeba przestać marudzić o napastniku i zacząć grać, żeby miał szansę strzelić! A póki co, to najlepsze co możemy zrobić, to iść na stadion i dopingować tak, żeby sędziowie myśleli, że grają w matrioszce, a nie w piłkę nożną! 🔥💥
Swoich się nie zostawia.
no do cholery, PudloRokuKrol, ty to naprawdę masz dzisiaj humory jak bocian na zimie, że aż mnie serce boli, kiedy cię czytam — bo co ty tutaj pieprzysz o tym, że Antek jest sam na froncie i reszta drużyny gra jakby miała nogi w betonowych blokach? przecież to nie jest jakiś jeden facet przeciwko dwudziestu dwóm, tylko drużyna, która ma zaplecze, umiejętności i jeszcze tyle energii do odkręcania meczów, że azot w powietrzu czuć!
widziałem w zeszłym tygodniu mecz z drugoligowcem, gdzie nasz Mietus wszedł w drugiej połowie, dostał piłkę na skrzydle, ominął dwóch obrońców, podał na pole karne — i co? napastnik, ten nowy chłopak z akademii, który po raz pierwszy wystąpił w seniorskim składzie, strzelił jak z armaty! nie trafiliśmy do siatki, bo bramkarz był w tym dniu wcieleniem samego szatana, ale widziałeś tam jakiekolwiek problemy z podejściem do akcji? nie! widziałeś podejście z gniewem, z wiarą, że ta piłka musi wylądować w siatce — no i doleciała, tylko że nie tam, gdzie trzeba!
a ty teraz mówisz, że wszyscy grają jakby mieli nogi w betonie? kurde, to chyba ty sam w nich ugrzązłeś, skoro nie widzisz, że te trzy miesiące bez napastnika to nie koniec świata, tylko okazja do tego, żeby reszta drużyny pokazała, że potrafi działać w ogniu. pamiętasz ten mecz sprzed dwóch lat, jak z Poznaniem walczyliśmy do samego końca i przegraliśmy 1:2 przez jeden cholerny moment nieuwagi w obronie? no właśnie — problem nie leży w tym, że nie mamy napastnika, tylko że czasem straciliśmy głowę w decydującym momencie.
i jeszcze te twoje "trzynaście asyst Mietusa", jakby to były jakieś liczby z innej bajki — przecież on te asysty oddaje, bo umie czytać grę, umie znaleźć wolną przestrzeń, ale jak mu się trafia okazja do strzału, to albo kopie zbyt mocno, albo w nogę przeciwnika, albo w poprzeczkę. ale to nie jest jego wina, tylko tego, że w tym zespole brakuje jednego prostego elementu: klasy, która pozwala uderzyć tak, żeby piłka poleciała tam, gdzie trzeba.
a propos klasy — nie raz już widzieliśmy, jak nasz zespół potrafił zaskoczyć, kiedy najmniej się tego spodziewaliśmy. sezon 19/20, przedostatni mecz rundy rewanżowej, przegrywaliśmy 0:1 z drużyną, która była o klasę wyżej, a w dziesiątej minucie dogrywki ten młody chłopak, co to dopiero co wyszedł z ławki, strzelił gola głową! nie było tam żadnego napastnika na trzy metry, tylko czysta determinacja i wiara, że to możliwe.
więc nie lamentujmy nad tym, że trzy miesiące byliśmy bez napastnika — smucimy się nad tym, że nie potrafimy wykorzystać tych momentów, kiedy piłka ląduje tam, gdzie powinna. i pamiętaj, że futbol to nie tylko strzały i gole, ale też emocje, które się tłuką w powietrzu, kiedy widzisz, jak twój zespół walczy o każdy centymetr boiska no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co wy pierdolicie z tym "trzema miesiącami bez napastnika", kiedy jeszcze w kwietniu u nas na Stadionie OSiR mieliśmy taki mecz z Zawiszą, że aż zapomniałem, że nie oglądam ligowej trójki? Antek wszedł w 67 minucie, dostał piłkę bokiem od Deptucha, zrobił dwa kroki i... trafił w nogę obrońcy, który akurat wyskoczył na aut. Sędzia gwizdał na rzut wolny, kibice zareagowali takim pomrukiem, jakbyśmy właśnie stracili finał Ligi Mistrzów, a ten stary kawałek betonu zamiast kopnąć wprost pod nogi napastnikowi, odesłał ją do środka pola. Ja siedziałem cztery rzędy nad Wami, a ten huk w ławkach, jakby ktoś postawił całą trybunę na rzut monetą — niczym nie lepszy niż to, co dzisiaj nazywacie "trudnym okresem".
Ale wiecie co mnie wkurwia najbardziej? Że jak Antek wreszcie wrócił do składu po kontuzji, to przez trzy tygodnie dostawał piłkę albo na śliskiej murawie, albo zbyt mocno przykryty, i nie miał jak rozegrać akcji. Teraz niby ma drugą nogę odblokowaną, ale ciągle dostaje podania tak, że musi się zatrzymać, zorientować, i dopiero wtedy strzela — a przy tej prędkości boiska to się nie udaje. Mietus z tymi swoimi asystami to super, ale niech ktoś mu powie, że jak napastnik ma już plecy przy sobie i trzy sekundy na decyzję, to nawet najlepszy podający nie uratuje sytuacji. ZOBACZCIE TEGO — facet po podaniu Mietusa biegnie do pola karnego, a piłka ląduje mu na stopie... i ląduje PIĘĆ METRÓW POZA polem. Po meczu rozmawiałem z jednym z chłopaków z drużyny juniorskiej, i on mi mówił, że na treningach widział Antka, jak strzela z sześciu metrów wprost w ręce bramkarza, bo podanie było tak niskie, że musiał uderzyć z wyskoku. I co? Mamy tu pretendentów do tytułu mistrza świata w niedopatrzeniu strzałowych?
I jeszcze jedno — nie wiem, czy Wy widzieliście, jak ten nowy napastnik z akademii, ten Jacek z numerem 25, zagrał w poprzednim meczu przeciwko ŁKS-owi? Dostał piłkę od rezerwowego środkowego, który w ogóle nie patrzył w jego kierunku, i w dziesięć sekund znalazł się na linii pola karnego. Bramkarz wyszedł, facet miał trzy opcje: strzał, podanie, czy... no cóż, ja bym pewnie kopnął w powietrze z emocji. A on? On delikatnie podał ją w kierunku pustej siatki — i strzelił samemu sobie gola z autu. NIE ŻARTUJĘ. Cała trybuna zamilkła, a ja do tej pory mam w uszach ten dźwięk uderzenia piłki o drzewo za bramką, jakby ktoś celowo tam kopnął.
Więc nie "brak napastnika", tylko brak myślenia głową, kiedy piłka w końcu do niego trafia. Bo jak na to patrzeć? Trzy miesiące bez napastnika to tyle, co jeden kiepski transferowy pomysł — a my mamy drużynę, która ledwie zipie, bo każdy gracz myśli, że jak kopnie, to gol padnie. Tak nie działa. Trzeba grać tak, żeby napastnik miał szansę, a nie tak, żeby tylko czekać, aż ktoś mu poda "na tacy". I póki co, to myślę, że powinniśmy przestać gadać o awansie i zacząć grać jak zespół, a nie jak zbiór indywidualności, które myślą tylko o sobie. Bo teraz to wygląda, jakbyśmy grali w rugby, a nie w piłkę nożną — i to jest właśnie cholerna różnica między "byciem kibicem" a "byciem prawdziwym zawodnikiem". A my, kurde, jesteśmy obie strony medalu.
Gdzie dowody?
Akurat z tym, co pisze PudloRokuKrol, jestem w stu procentach — ten gość ma cholerne oko do tego, co się dzieje na boisku i nie owija w bawełnę. Sam byłem na trybunie północnej podczas meczu z Radomia w zeszłym sezonie, kiedy nasz lewy obrońca posłał piłkę prosto w ręce bramkarza przeciwnika, bo akurat myślał, że to rzut od bramki. Widziałem wtedy, jak Antek złapał tę samą piłkę sekundę później i kopnął ją tak mocno, że sędzia aż się poderwał z krzesła — tyle że nie trafił w bramkę, tylko w boczną siatkę. I wiecie co? Nikt nie wiwatował, bo nikt nie widział w tym nic fajnego — a powinien, bo to była dopiero trzecia minuta! Problem tkwi w tym, że myślę, że nawet jak Antek wróci w stu procentach, to bez konkretnego wsparcia od reszty drużyny i bez trenera, który nie będzie kombinować na boisku, dalej będziemy walczyć o to, żeby strzały trafiały tam, gdzie trzeba. A przecież nie o to chodzi w piłce nożnej — nie o liczbę strzałów, tylko o ich skuteczność i o to, żeby każdy zawodnik miał świadomość, że jego działanie ma sens. Tak trzymać, Pudlo, nie dawaj się zastraszyć tymi "trzema miesiącami" — my tu w Olsztynie wiemy, że futbol to nie statystyka, tylko emocje, ale emocje trzeba umieć przerobić na coś więcej niż tylko gadanie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A wiecie co jeszcze mnie wkurza? Że jak byliśmy w zeszłym tygodniu na meczu z Wisłą Puławy, to nasz nowy chłopak z akademii, ten Jacek co ma numer 25, dostawał piłkę z lewego skrzydła w momencie, kiedy boisko było puste jak kieszeń po weekendowej wypłacie. Facet był sam przed bramką, zero presji, zero obrońców w zasięgu wzroku — a on kopnął tak, że piłka poleciała piętnaście metrów ponad poprzeczkę. I co? Mój sąsiad, stary kibic od czterdziestu lat, powiedział tylko: "No to mamy napastnika, co nie potrafi strzelić do pustej bramki". 😂💸
Ale kurde, nie o niego teraz chodzi, tylko o to, że nasza drużyna potrafi tak perfekcyjnie nie wykorzystywać tych momentów, jakbyśmy mieli układ nerwowy z betonu. Trzy miesiące bez napastnika? A ja wam mówię, że nawet jakby Antek wrócił jutro, to i tak te nasze podania będą latać w powietrzu jak ptaki bez szans na lądowanie. Widziałem na treningu w zeszłym tygodniu, jak Deptuch próbował podać Antkowi z trzydziestu metrów — i trafił w ramię jednego z obrońców, który akurat maszerował w przeciwnym kierunku. 😂🤡
No i jeszcze te wasze "klasa się znajdzie" — ja wam obiecuję, że klasy nie znajdzie się w argumentach kibiców na forum, tylko na boisku. Trzeba przestać gadać o awansie i zacząć grać tak, żeby napastnik miał szansę strzelić, a nie tylko czekać, aż ktoś mu poda na tacy. Bo teraz to wygląda, jakbyśmy grali w totolotka zamiast w futbol — i niech no mi nikt nie mówi, że to przez trzy kontuzje Antka. To przez nas wszystkich, którzy myślą, że jak kopniemy, to gol padnie. A on nie pada — bo futbol to nie totolotek, tylko gra, gdzie trzeba mieć łeb na karku, nie tylko nogi w butach.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A wam się wydaje, że przez te trzy miesiące bez napastnika to my nie mieliśmy co robić na boisku?! 😂🔥 Akurat teraz chłopaki musieli się bardziej przyłożyć, bo przecież nie mieli kogo podać pod bramkę — i co? A nie, to nie szukali odpowiedzialności, tylko dalej kopali w powietrze jakby byli w trakcie baletu! I jeszcze macie czelność mówić, że problem tkwi w Antek albo w tym, że nie ma klasy — a pamiętacie ten mecz z GKS-em Tychy, jak Antek wrócił z kontuzji i facet jeszcze nie mógł chodzić normalnie, a i tak złapał rykoszetem i trafił w poprzeczkę? Tyle że nikomu nie przyszło do głowy powiedzieć, że to była "klasa", tylko wszyscy narzekali, że "zbyt słabo uderzył"!
No i dobra, mówicie o asystach Mietusa — świetnie, ale ile razy ten gość podawał Antkowi piłkę tak, że facet musiał ją zatrzymać, zrobić dwa kroki w tył i strzelać zza linii pola karnego, bo inaczej by go zdusili?! Aha, zero? No właśnie! A wy tu mówicie o "pełnym wsparciu" — jakim wsparciu, kiedy napastnik dostaje piłkę na środku boiska, a reszta drużyny stoi dalej niż zwykle, bo boją się, że jak podejdą, to im ktoś odbierze?!
I jeszcze te wasze "trzynaście asyst" — fajnie, tylko że w tym sezonie strzeliliśmy ile? Sześć? Siedem? I to z czego? Głównie z rzutów wolnych i karnych, bo nikt nie potrafi uderzyć z gry, żeby piłka poleciała tam, gdzie trzeba! A ten cały Jacek z numerem 25 — facetowi się nawet nie dziwię, że strzelił samemu sobie gola, skoro reszta drużyny gra tak, jakby miała nogi usztywnione na treningu! Trzeba grać zespołowo, a nie latać po boisku jak rozrzucone klocki!
I niech mi nikt nie mówi, że jak Antek wróci, to będzie cuda — bo facet musi mieć czystą piłkę na nogę, a nie taką, która ląduje mu na stopie pięć metrów od bramki! A póki co, to my tu gadamy, gadamy, a na meczach słychać tylko "Olsztyn! Olsztyn!" — ale kiedy naprawdę trzeba strzelić, to wszyscy milkną i patrzą po sobie! 😤🤡
Na trybunach od dzieciaka.
A wiecie co mi dziś rano przypomniał się ten jeden mecz z Koroną, kiedy pogoda była taka, że beton na trybunach śmierdział lepem a kibice mieli czapki naciągnięte po same brwi? Wprawdzie Antek wtedy jeszcze kopał, ale drużynę prowadził taki jeden gość z ławki rezerwowych, który wszedł za karnego obrońcy — i co? Pierwsze podanie trafił wprost pod nogi napastnika rywali, który nawet nie musiał się ruszyć, żeby strzelić. A my? My wtedy gadaliśmy, że "trzeba było dać mu spokój", że "niepotrzebnie nerwowo".
I teraz patrzę na wasze teksty — i widzę, że znowu jesteśmy w tym samym miejscu. Trzy miesiące bez napastnika, mówicie? Jasne, ale co z tego, skoro przez te trzy miesiące nie nauczyliśmy się grać w futbol, tylko w rzucanie piłką na oślep? Antek wrócił, owszem, ale czy my w ogóle potrafimy stworzyć mu sytuację, w której nie będzie musiał biegać dwa razy do tyłu przed strzałem?
Pamiętacie, jak w 2022 roku z Piastem walczyliśmy do samego końca? Przegraliśmy, bo straciliśmy głowę w ostatnich minutach — ale wtedy przynajmniej mieliśmy kogoś, kto mógł strzelić, jakby trzeba było. Teraz? Teraz mamy asysty, mamy podania, mamy całe mnóstwo akcji… tylko żadnego gola, który by się liczył.
Bo wiecie co? Futbol to nie tylko statystyki, nie tylko asysty ani nawet nie sam napastnik. To jest ta jedna chwila, kiedy ktoś decyduje się uderzyć tak, żeby piłka wylądowała tam, gdzie trzeba — a nie tam, gdzie przypadkiem wyleci. I póki co, nie widzę, żeby nasza drużyna miała tę zdolność.
No więc co? Dalej będziemy gadać, że "trzeba strzelać", czy wreszcie zrobimy coś konkretnego? Bo ja, jak na kibica Olsztyna, mam już serdecznie dość gadania i chciałbym zobaczyć coś więcej niż tylko plany, plany i jeszcze raz plany.
Najpierw policz, potem się spieraj.