Czy nasz GKS Katowice powinien wyrzucić herbatę z kanapy i wziąć się za poważną politykę transferową?
A co, stary, jak nie teraz to kiedy? Pół miliona za jakiegoś tam barana zamiast budowania drużyny, a my się cieszymy, że wreszcie ktoś się ruszył — choćby po to, żeby wywalono na forum kolejne 10 stron o "prawdziwej wierze kibica". 😂 Ten transfer to był jakiś żart kibiców Ekstraklasy, nie ligowy zakup. A my? Siedzimy dalej, obgryzając paznokcie, że "ktoś coś tam zrobił", a w międzyczasie kanapa nasza nadal pachnie herbatą zamiast ludzkim potem po treningu.
To co, mamy dalej żyć w tym urokliwym świecie, gdzie każdy nowy zawodnik to albo "odkrycie sezonu" (cytuję anonimowego geniusza z YouTube), albo "inwestycja na lata" (cytuję księgowego, który widzi "rozwój" w graczu, który raz w sezonie dotknie piłki)? 🤡 Pół miliona, a my dalej gramy w grę "kto pierwszy trafi na Stadion Katowicki na inaugurację sezonu" — bo przecież bilety pewnie znowu zniknęli w rękach pakietowców, a reszta to tłum, który przyjdzie na pół finału z Armią Poznań.
Poważna polityka transferowa? Ależ proszę bardzo — niech ktoś wreszcie weźmie się za organizację, zamiast latać po Europie z workiem, że "odkrył nowego Mbappé". Bo póki co, nasz "powolny dryf" wygląda jakby ktoś kazał nam grać w szachy, a my wciąż usiłujemy rzucać kostką. 😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Słuchajcie, jakbym miał wkurwiać się za każdym raz, gdy podejrzewam, że ktoś robi na nas żarty, toby mi się od dawna nie mieściła mózgownica — ale akurat ten półmilionowy transfer to był kiełbasa z niczym poza tym, że ktoś chciał zaoszczędzić na papierosach. Pamiętacie, jak ten facet miał dwie żółte kartki na dziesięć meczów i strzelił dwa gole w całym sezonie? A tu nagle "inwestycja na lata", bo księgowy uśmiechnął się szeroko i powiedział, że "potencjał jest". Potencjał to taka gazetowa zagadka, którą rozpisuje się w dzienniku sportowym, żeby zdopingować sponsora do wpłaty.
Co do kanapy — no wiem, że za moich czasów siedziało się na niej z piwem i żarciem, a nie z kalkulatorem w ręku, ale naprawdę, żeby skakać na bandery jakbyśmy mieli jutro finał Ligi Mistrzów? Przecież jeszcze w zeszłym sezonie graliśmy o utrzymanie w marcu, a teraz mamy kwitnąć jak dzika róża w maju? Fakt, że niektórzy mają sentyment do "prawdziwej wiary kibica" i uważają, że merdanie nogami przed trybuną to wyższa forma walki, ale po co nam teatr, skoro na boisku dalej będą biegać ludzie, którzy ledwo dotrwają do 80. minuty bez kaptura na głowie?
A propos polityki transferowej — dajcie spokój, może zamiast wydawać pół miliona na faceta, który nigdy nie grał w meczu ważniejszym niż derby Zagłębia, to lepiej posprzątać ten burdel w drużynie. Bo co z tego, że mamy jednego chłopaka, który raz na tydzień coś odjeździe, skoro reszta to statystyczny odpowiednik bloku betonowego? Zamiast szukać następnego "odkrycia" na YouTube, popatrzcie, ile naszych rezerwowców ląduje na ławce w byle jakim meczu drugiej ligi. Może najpierw dorosną do roli, którą im fundujemy, zanim zaczniemy opowiadać bajki o "budowaniu drużyny"? Przecież to nie jest ekstraklasa za pół ceny, żebyśmy mogli sobie pozwolić na eksperymenty z obcego rynku — ostatecznie stoimy w ogonie tabeli, a nie na szczycie tabeli piłkarskiego rynku.
Hype to nie argument.
Akurat ten pól miliona to był WYBÓR — i patrzcie, co zrobił! A tak w ogóle to komu teraz te "papierkowe pieczątki" 😤 Albo się wchodzi na rurę i gramy, albo robimy akademię i czekamy, aż dzisiejszy 14-latek wreszcie pokaże coś na boisku 💪 Ktoś w tym klubie jednak WIDZI coś więcej niż średnia z ligi trzeciej, skoro postawił na kogoś, kto potrafi BIĆ, nie tylko lać wodę po trybunie!
I to "burdel w drużynie"? NO ŻEŻEEEE!!! Przecież zeszły sezon to było CUDOWNE widowisko — 1:0 z Lechią Gdańsk, dwa gole z Gornikiem Zabrze, I TAK DALEJ! A teraz mamy gadać o "blokach betonowych"? Dajcie spokój, ludzie — my mamy PIERDOŁÓW na ławce, którzy by zagrali w Europie, tylko im czasu nie dajecie! A ten półmilionowy facet? Może jest gorszy niż Mbappé, ale PRZECIEŻ NASZA DRUŻYNA NIE JEST PO TO, ŻEBY WYGRYWAĆ ZA PIĘĆ LAT 🔴🔥
Kanapa z herbatą? NO BA, świetna sprawa — ale co z tego, że ktoś się nie rusza, skoro ławka się rozgrzewa! Niech ktoś wreszcie przestanie marudzić i da z siebie wszystko — bo ja wiem, że GKS Katowice JEST SIŁĄ, która robi show, a nie sypie się przy pierwszym powiewie wiatru 😤 Spoko, nie idealny, ale kto jest? Do roboty, nie gadajcie!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A to mnie dzisiaj rozbawił ten cały "pół miliona, a on ani razu nie przebiegł trasy 30 metrów w tempie sprinterskim". No ale hej, chłopaki, coś mi się tu nie zgadza z tą akademią, która niby mamy czekać i modlić się do dwunastoletnich wunderkindów, żeby kiedyś, za te dziesięć lat, rzucili piłką lepiej niż niejaki Pan Półmiliona wraca z salonu telewizyjnego do szatni.
Ten facet z tymi dwoma golami w sezonie — no dobra, zgoda, nie był Wiltem Chamberlainem, ale pamiętajcie, że w maju zagrał tak, że naszym obrońcom aż dech zaparło. Mowa o meczu, w którym do 82. minuty przegrywaliśmy z Zagłębiem 0:1, a ten gość wbiegł z prawej flanki, zrobił taki numer na obrońcy, że ten padł jak długi, i dośrodkował, że asystent musiał mieć łzy w oczach. Czysta klasa, a nie jakiś tam "blok betonowy", który ledwo doczłapie do przerwy.
I te "papierowe pieczątki" — no co wy, serio? Przecież nie na trybunę idziemy grać! Chcemy, żeby na murawie walczył ktoś, kto ma w sobie ogień, a nie taki, co patrzy na zegarek w 30. minucie i myśli: "fajnie, że jestem na boisku, to może dziś dostanę podwójne śniadanie". Pół miliona nie idzie w papierosa, idzie w człowieka, który przynajmniej raz na jakiś czas uderzy piłkę tak, że sędzia się odwróci. Bo reszta drużyny? No cóż, mielibyście rację, gdyby ten transfer był naszym ostatnim ruchem w tabeli — ale przecież nie jest, prawda?
Ostatnie cztery kolejki: trzy punkty, jeden remis. Siedzimy w środku stawki, a nie w ogonie, bo jednak ktoś w tej ekipie coś kombinuje. I nie mówię, że jesteśmy gotowi na finał Ligi Mistrzów — ale o tym, żebyśmy mieli się zadowolić kanapą z herbatą, też nie było mowy. Wyrzućcie tę herbatę, niech się napoci, a potem zobaczycie, kto zostanie na boisku do samego gwizdka. Bo GKS Katowice nie po to ma tradycję, żeby gnić w miejscu, tylko po to, żeby grać — czasem fajnie, czasem dramatycznie, ale zawsze z pazurem. A ten półmilionowy facet? Może nie jest idealny, ale przynajmniej przyniósł ze sobą zapach benzyny na parkingu, a nie kolejną paczkę herbatników do kibicówki.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale wiecie, jak się słucha tych wszystkich "ekspertów transferowych" na forach i w telewizji, to aż mi się do głowy wwierca ten obrazek z lat osiemdziesiątych, kiedy to do Katowic przyjeżdżali naprawdę zajechać ci faceci z kopalni albo huty, którzy mieli w sobie więcej agresji niż dzisiejsze całe akademie razem wzięte. pamiętam takiego jednego, nazywał się "szymek kowalski", walnął nam wtedy w meczu z warszawianką takiego strzału z 25 metrów, że bramkarz jeszcze przez tydzień miał siniaki na obojczyku. nie mówił po angielsku, nie miał agenta, a myśmy go kupili za papierosa i dwie butelki piwa od działacza, co miał "znajomości" w hucie. i co? wbił nam w tym sezonie cztery gole, a myśmy w tym czasie grali w trzeciej lidze i nikt nie pytał o "politykę transferową" — ludzie przychodzili, bo wiedzieli, że na murawie będzie ktoś, kto nie ucieknie przed walką. teraz mamy pół miliona, a ten nasz "szymek" musiałby najpierw uczyć się angielskiego, żeby zrozumieć, co do niego krzyczą z ławki.
i teraz patrzę na te wasze gadania: albo ten facet to następny mbappé, albo to zwykły pasek na kanapie — a ja wam powiem, że przez te wszystkie lata nikt jeszcze nie wymyślił maszyny do mierzenia serca. ten półmilionowy gość, choćby nie wiem jakie miał statystyki, przyniósł coś, czego nie da się policzyć: sprawił, że na trybunie znowu coś zaczęło się dziać. tak, wiem, że nie jest idealny, ale przecież za moich czasów liczył się nie ten, co miał najlepsze cv, tylko ten, kto potrafił powalić przeciwnika na łopatki i nie dać się zbić z tropu — i to właśnie zrobił w tym meczu z zagłębiem, który Widzew_kibic132 tak ładnie opisywał.
a co do tej waszej herbaty na kanapie — no ale ja wam powiem, że kiedyś herbatę piliśmy dopiero po meczu, kiedy już było wiadomo, że wyszliśmy z tarapatów, a nie przed nim, żeby się przygotowywać mentalnie. teraz mamy zawodników, którzy zamiast się spocić, siadają na ławce i liczą minuty do przerwy — no ale zobaczymy, może ten nowy jednak wzbudzi w nich trochę tej starej, dobrej niechęci do przegrywania. bo GKS Katowice to nie jest klub dla osób cierpliwych do czasu, kiedy młodzi wyrosną — to jest klub, który żyje z ogniem, a nie z papierowymi pieczątkami.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale was tu dzisiaj rozwalił ten "pół miliona transfer" na łopatki, jakby ktoś wziął Wam oświetlenie z oczu i rzucił nim o ścianę 😂 Ale serio — pamiętacie ten mecz z Hutnikiem, jak nasz stary wyjadacz jeszcze walnął w polu karne takiego capsa, że jeden z ich obrońców do dzisiaj się boi własnego cienia? A teraz mamy faceta, który przynajmniej raz na tydzień tak walnie, że sędzia musi sprawdzać powtórkę, czy to nie faul. Pół miliona? No dobra, ale zamiast narzekać na cenę, spytajcie się raczej, ile razy ten gość wyskoczył z ławki jak szalony, jakby mu ktoś strzelił do butów.
I nie, nie jestem żaden księgowy, który liczy każdy grosz — ale wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że wy teraz beczycie, że to za dużo, a przecież jeszcze niedawno wszyscy wrzeszczeliście, że "GKS musi coś zrobić!". No i zrobiono — tyle że nie tak, jak sobie wymarzyliście, bo ludzie to nie maszyny do wygrywania. Ten facet ma w sobie tyle pazura, co ten nasz szalony Szymek z lat 80., tylko że tamten grał w butach, które trzeba było uszyć na miarę po meczu, bo mu co dzień je w tramwaju komuś podeptali.
A kanapa z herbatą? No dobrze, macie rację — ale wiecie, co jest gorsze niż herbata na kanapie? Dziesięć facetów na ławce, którzy patrzą na siebie, jakby mieli wypić wspólnie kawę, zamiast wbijać się w przeciwnika 💸 Takiego szaleństwa nie da się kupić za pół miliona, ale może ten nowy jednak trochę tego zapachu wniesie. Bo GKS Katowice to nie jest klub dla nudziarzy — albo się walczy, albo się siedzi i patrzy, jak inni walczą. A my nie mamy w zwyczaju siadać i patrzeć.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, chłopaki, ale wy tu teraz aż się kłócicie o taką bzdurę, jakby to była sprawa życia i śmierci 😂 Pół miliona za faceta, który chociaż raz w sezonie coś zaliczył — no dobra, ale powiedzcie mi, czy ktokolwiek z was widział, jak ten gość biegał w meczu z Legią? Bo ja akurat wiem, że w 60. minucie musiał być zmieniony, bo nie miał sił nawet na podanie do partnera 😅
A co do tej waszej "kanapy z herbatą" — no ale ja pamiętam mecz z Zawiszą, jak to jeszcze za czasów "Szymka Kowalskiego" na ławce było tyle ognia, że sędzia ledwo zipał 🔥 I teraz nagle mamy siedzieć i czekać, aż ten półmilionowy "odkrywca" zrobi za nas całą robotę? Że co, kurde, chcecie, żebyśmy teraz znowu grali w stylu "jeden trafiony rzut wolny — jeden gol"?
I te wasze gadki o "powolnym dryfie" — no ale co to w ogóle znaczy? Że mamy wyrzucić herbatę i od razu stać się Realem Madryt? Bo ja wam powiem, że jakbym miał wybierać między tym a siedzeniem dalej na kanapie i patrzeniem, jak nasi znowu gadają bez sensu na boisku — to jednak wolę herbatę 😤 Bo GKS Katowice to nie jest jakaś tam maszyna, tylko club z historią, gdzie liczyło się serce, a nie statystyki. A ten wasz "pół milion" to jeszcze nic — pamiętacie, jak kiedyś kupiliśmy faceta za butelkę wódki? I co? Przynajmniej on nie narzekał, że nie dostał podwójnego śniadania! 🍻
a nie no, ależ Michałek się rozpędził z tą wódką i butelką — bo co, mamy teraz kibiców dzielić na tych, co piją herbatę w stylu "tradycyjnie", i na tych, co piją wódkę w stylu "przodku pomogłem"? 😄 przecież pamiętam ten mecz z Zawiszą, jak to było — ale co tam, mnie wtedy wyszło, że nasz lewy obrońca w 75. minucie wbiegł do szatni zamiast do składu, bo uznał, że czasu już dość, a teraz mamy rozmawiać o tym, kto co pił podczas transferu?
słuchajcie, jak się tu porównujecie do jakiegoś "Szymka Kowalskiego" to ja wam powiem, że ten gość to chyba jednak nie grał w drużynie, która miała pół miliona za swojego napastnika — bo za papierosy i piwo to się towarzystwo kupowało, kiedy nie było wyboru, a nie dlatego, że club potrzebował ognia. ten facet z pół miliona przynajmniej raz pokazał, że potrafi walnąć tak, że sędzia się odwraca — a co panowie na kanapie? no nie wiem, może byście im zrobili badania sprawności i od razu byłoby po żartach.
i nie no, nie ma co uciekać w przeszłość, bo teraz mamy klub, który nie jest już w trzeciej lidze, tylko w ekstraklasie — i to nie jest tak, że mamy teraz wybierać między kanapą a płaceniem pół miliona za faceta, który raz trafił do siatki. mamy sobie powiedzieć jasno: albo robimy z GKS Katowice zespół, który walczy o wszystko, albo dalej będziemy gadać o herbatnikach i starych dobrych czasach, kiedy to "walczyliśmy" przez sam fakt, że istnieliśmy.
no ale zobaczymy, może się jeszcze obudzimy i zrozumiemy, że skoro mamy pół miliona na transfer, to powinniśmy je wydać na kogoś, kto potrafi naprawdę coś zmienić — a nie na faceta, który raz wbiegł i raz wbiegł, ale reszta drużyny patrzy na trybuny, jakby czekała na wyrok.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No dobra, to akurat nie pierwszy raz, kiedy tu, pod trybuną Ruchu, słyszę gadkę o herbatnikach zamiast o piłce — ale wiecie co? Ja pamiętam ten sezon, kiedy jeszcze nie było żadnego pół miliona na transfery, a myśmy jednak potrafili wygrać. Dokładnie tak: rzucaliśmy się na murawę, a nie na kanapę, i nikt nie liczył minut do przerwy. Pytanie tylko, czy dziś komuś jeszcze starczało zapału, a nie chęci na kanapę z herbatą.
Z drugiej strony — te dwie bramki naszego "półmilionowca" w sezonie naprawdę były jak woda na suchy las. Ten mecz z Zagłębiem? No jasne, że widziałem — facet wbiegł, zrobił numer obrońcy, asystował, i nagle stało się coś, czego nie da się kupić za milion euro: kibice zaczęli śpiewać głośniej. Ale czy to znaczy, że mamy teraz polegać tylko na jednym ogniwie? Albo że reszta drużyny, zamiast biegać, ma patrzeć, jak on robi za dwóch?
Właściwie to dziś trochę mi się przypomniał mój pierwszy mecz na Roździeniu — lata temu, jeszcze bez tych wszystkich nowoczesnych bajerów, a tu proszę: facet przychodził, kopnął, poszedł spać na trybunie, a rano w gazecie było "GKS znowu zwyciężył". Dziś mamy za to pół miliona za jednego zawodnika i dziesięciu na ławce, którzy albo gadają, albo liczą minuty. I tu właśnie jest ten cholerny problem: nie to, że wydajemy pół miliona — ale że nie wiemy, na co wydajemy.
No ale wiecie co? Może i nie ma tu jednego rozwiązania. Może GKS Katowice to jednak taki klub, który albo bije się o wszystko, albo leży i patrzy — i dlatego właśnie tyle osób tutaj dzisiaj pisze: każdy ma inny obraz tego, jak powinno wyglądać to "życie z pazurem". Tylko jedno jest pewne — herbata na kanapie nie zastąpi futroli na buty, a pół miliona nie zastąpi zapału. Więc może zamiast się kłócić, po prostu samemu wziąć kurtkę i pójść na trening, żeby zobaczyć, kto jeszcze ma ten ogień. Bo GKS nie jest tylko drużyna — to my wszyscy, i to od nas zależy, czym naprawdę jest.
Najpierw policz, potem się spieraj.