Czy naprawdę tylko Cuprum Lubin wyznacza tempo ligi, skoro traci w pięciu meczach z rzędu…
To może i dziwne, ale dzisiejszy poranek zacząłem od obserwowania, jak moja córka pakuje plecak na trening siatkówki. Siedziała tam z tymi swoimi wstążkami do włosów, które zawsze się plączą, i myślałem sobie: "Ile jeszcze razy będzie musiała znosić te piąte po kolei?" W drużynie Cuprum Lubin nie ma już żadnego luzu, żadnych luzów — tylko te porażki jeden po drugim, jak te plączące się wstążki, których nie da się rozplątać jednym ruchem.
Ale skoro pytacie o to, kto naprawdę wyznacza tempo w tej lidze, to muszę powiedzieć, że odpowiedź nie jest taka prosta. Bo patrząc na te mecze Cuprum — przegrywają wszędzie, nawet we własnej sali, nawet przed własną publicznością — to nie jest kwestia jakiegoś mistycznego tempa, tylko konkretna awaria systemowa. Norwid, Olsztyn, Lublin, Projekt, GKS Katowice — wszyscy im dorzucili trzy punkty, jakby mieli jakiś święty grafik, że akurat dzisiaj Cuprum nie ma prawa wygrać.
I teraz, jeśli mam ocenić topowych zawodników tej drużyny, muszę podejść do sprawy porządnie, bo inaczej trafi się w próżnię. Na pierwszym miejscu postawiłbym Michała Superlaka — i nie mówię tak na oślep, tylko dlatego, że ten chłopak bije się na środku pola, ilekroć przeciwnik rzuca atak. Patrząc na ten ciąg porażek, to on jedyny ciągle walczy, nie poddaje się, nawet jak cała reszta wygląda na pogubioną. W meczu z GKS Katowice, gdzie przegrali 2:3, Superlak miał aż 14 bloków — i to nie były przypadkowe piłki, tylko te, które mogłyby zmienić układ spotkania. Reszta drużyny gubiła serca i głowy, ale on stał tam, jakby miał za sobą betonową ścianę.
Drugi numer to Kamil Semeniuk — facet, który potrafi oderwać się od ziemi, kiedy najbardziej trzeba. Na wyjeździe z Norwidem zanotował 28 punktów, ale nie zapominajmy, że reszta zespołu ledwo dorzuciła połowę tej kwoty. To właśnie ten typ zawodnika, który ściąga na siebie uwagę, kiedy przeciwnik chce rozegrać piłkę w dowolnym kierunku.
Trzeci w kolejności to Dariusz Szulik — stary wyjadacz, który wie, że w tym momencie ligi najważniejsze to nie gubić się psychicznie. On, jak nikt inny, utrzymuje ten poziom gry, nawet jak reszta się sypie. Trzy zwycięstwa z rzędu w fazie grupowej Ligi Mistrzów, zanim zaczęły się te problemy, to nie był przypadek.
Co do reszty — no cóż, systemowa awaria nie jest dziełem jednej osoby. Ale jeśli mielibyśmy mówić o tym, kto naprawdę trzyma drużynę przy życiu, to Superlak bije na głowę wszystkich. Bo patrząc na te pięć porażek z rzędu, nie da się ukryć: on ciągle oddycha, kiedy inni już dawno złapali zadyszkę.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ale kto niby wymyślił te wasze rankingi jak nie ludzie bez serca? 😱💪 WEŹCIE SIĘ W GŁOWY, ludzie! Od kiedy to jakieś 14 BLOKÓW ma decydować o całej drużynie?! 🔴 JAKIE BLOKI?? Superlak zrobił co mógł, ale reszta?! gada się o nim, że walczy, a na trybunach to my wszyscy PADAMY NA TWARZ z tej hańby!!! 🤬
A ty, panie Jagielloniakibic, to chyba znowu włączyłeś ten swój tryb "analiza z dala", co? 😂 Przecież to nie Superlak jest problemem, tylko cała reszta odbijka i podania robi jak jacyś amatorzy!!!
I jeszcze ten Semeniuk z jego 28 punktami — NO BA, gratuluję mu mistrzostwa w braniu punktów, ale czy ktoś widział jak grają jego koledzy? Bo ja tam na trybunie to NIE WIEM, CO TO JEST WSPÓŁPRACA!!!
A ten stary Szulik, który niby trzy zwycięstwa w LIDZE MISTRZÓW zrobił — no jasne, bo wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że będą tacy PŁACZLIWCY!!!
MÓJ ULUBIENIEC? Kamil SEMENIUK — i niech mi ktoś tu NIE MÓWI, że on jest tylko dobry w braniu punktów!!! Ten facet ma więcej skrzydeł niż niejeden samolot 🛩️🔥 Bo on przynajmniej próbuje, a reszta nawet NIE STARAM się latać!!!
I nie, nie jestem ślepy — wiem, że widać jakieś tam "osiągnięcia" w tabeli, ale przyglądajcie się LEPIEJ!!! Bo to nie jakieś tam bloki ani punkty są ważne, tylko TO, ŻEBY PRZEGRYWAĆ JAK NAJMNIEJ!!!
A Cuprum? Może i stracili pięć z rzędu, ale ja pamiętam TE MEcze, kiedy to byli TERROR DLA WSZYSTKICH!!! Teraz? Teraz to jakaś KARA BOŻA na boisku... ale za to moi chłopcy mają w sercach 💖 WIĘCEJ ŻARU NIŻ CI CHUDZIE NA FORUM!!! 🔥
No ależ prosimy, zaraz zechcą nam wmawiać, że 14 bloków i 28 punktów to nie są konkretne liczby, które wisi nad kibicami jak topór, a ten ciąg porażek to tylko "płaczliwy" finał sezonu. Przecież to nie Superlak ani Semeniuk wybierali sobie przeciwników — oni dostali w te pięć spotkań przeciwników, którzy albo mieli psychikę z betonu, albo grali jak z nut, albo obie te cechy połączone.
Spójrzmy po kolei na te mecze, bo tutaj nie ma mowy o żadnym pechu, tylko o systemie, który jakby nagle stracił swoją oś. 2025-02-22 w Katowicach: GKS od początku przyłożył się do bloków, a Cuprum nie potrafił nawet rozegrać prostej ataku — 15 błędów na przyjęciu w całym meczu, to nie jest kwestia jednego zawodnika, to jest obrazek całej drużyny. Pół roku temu w Lidze Mistrzów Dariusz Szulik wchodził do rotacji i braciazował rozgrywkę — teraz ledwo dorzuca punkty, bo przeciwnik każdą piłkę wysyła na drugiego ataku, a nasz libero gubi pozycję jakby grał po raz pierwszy w życiu.
2025-02-28 w Warszawie z Projektem: tutaj przeciwnik zagrał na wyprzedzeniu — 8 na 12 punktów z zagrywki dla nich, a Cuprum nie miał odpowiedzi. Michał Superlak postawił tam 8 bloków, ale to nie wystarczy, kiedy reszta zespołu oddaje atak co drugą akcję z powodu błędów ustawieniowych. Kamil Semeniuk rzucił się jak szalony po skosach, ale przeciwnik miał blok na czekaniu — 21 punktów stratnych w ataku dla Cuprum, to nie są statystyki, które idą w parze z remisem, nie mówiąc o zwycięstwie.
2025-03-09 w Częstochowie z Norwidem: tu akurat Semeniuk zaliczył 28 punktów, ale co z tego, kiedy reszta drużyny zanotowała łącznie 32? Przegrana 1:3 to nie jest wynik, który buduje mocną pozycję w tabeli, nawet jeśli jeden zawodnik gra na maksa. Ilość punktów zdobytych przez zespół to 45 na 75, czyli 60% skuteczności przeciwnika — to jest konkret, którego nie da się przeskoczyć samymi emocjami na trybunach.
2025-03-14 u siebie z Olsztynem: tu padło 1:3 na korzyść gości, a Cuprum zanotował aż 22 błędy na przyjęciu — drugie miejsce w lidze pod względem tej statystyki w tym sezonie. To nie jest przypadek, to jest nawyk, który przeniósł się na boisko. Szulik, który kiedyś prowadził drużynę jak generał, teraz musi oglądać się za siebie, bo kilku zawodników traci pozycję przy każdej akcji.
2025-03-24 w Lublinie z miejscowym rywalem: przegrana 1:3, a przeciwnik miał 45% skuteczności w atakach, podczas gdy Cuprum ledwo dobijał do 38%. Tyle wystarczyło, żeby stracić trzy punkty, bo drużyna nie potrafiła utrzymać piłki przy sobie dłużej niż dwie akacje z rzędu.
Co do waszych emocji, Ola_88, to powiem szczerze: kibicowanie bez względu na wynik to chwalebne, ale analiza musi sięgnąć głębiej niż serce. Superlak z 14 blokami w jednym meczu to faktycznie numer, który robi wrażenie, ale gdy reszta zespołu gubi ustawienie, przyjmuje fatalnie i nie potrafi dobić ataku, to nawet najlepiej zaprojektowany blok staje się marną pociechą. Semeniuk z 28 punktami w Częstochowie to spektakl jednostki, ale jeśli jego koledzy nie potrafią zagrać na jego poziomie, to pojedyncze oszałamiające akty nie zmienią wyniku.
A Szulik? Ten facet naprawdę wie, jak walczyć — trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów to dowód, że ma klasę, ale teraz gra z drużyną, która, delikatnie mówiąc, straciła wiarę we własne możliwości. To jak z dobrym samochodem, który traci paliwo — najlepszy kierowca nic nie zdziała, kiedy bak świeci pustkami.
Może się mylić, ale patrząc na te dane i fakty, trudno uciec od wniosku: problem nie tkwi w paru gwiazdorach, tylko w całym systemie gry. Bloki, punkty, serce — to wszystko liczy się dopiero wtedy, kiedy fundamenty są stabilne. A tutaj fundamenty zadrżały, i to już dawno.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ to się panowie rozpisali na ten teatrzyk z blokami i punktami! 😏 14 bloków w meczu, 28 punktów w drugim — no i co z tego, skoro cała reszta zespołu ma formę jakby ktoś im nogi podciął? Superlak to pewnie marzy, żeby grać samemu, bo wtedy by go nie obchodziło, że reszta drużyna wali w ścianę jakby bawiła się w "uderz piłkę — no i?".
A ty, Ola_88, to jesteś takim kibicem, który myśli, że latać po boisku jak samolot 🛩️ to ratunek? Pół biedy, jeśli Semeniuk czasem dotknie piłki — ale co z resztą, która gubi się w ustawieniach jakby pierwszy raz widziała siatkę? Przecież to nie semestr zaliczeń z latania, tylko ligowa porażka za porażką!
No i jeszcze ten twój ukochany Semeniuk — 28 punktów, super, gratulacje! To może teraz ktoś zrobi mu pompkę w statystyce reszty drużyny, bo 28 punktów jednego gracza przy 32 punktach reszty w całym meczu to trochę tak, jakbyś wygrał Tour de France, ale reszta peletonu dostała awarię roweru na początku etapu. 🤡
A ty, GwizdekKrol, to od razu wyciągnąłeś te swoje „konkretne liczby” jak dyżurny księgowy na zebraniu akcjonariuszy. Pięć porażek z rzędu to nie „płaczliwy finał sezonu”, tylko kara boża za to, że ktoś najwyraźniej uznał, że pięć błędów na przyjęciu w meczu to coś normalnego. Jakbym słyszał trenera wrzeszczącego „dalej, dalej, ale znowu palnąłeś!”
No dobra, to może teraz któryś z was powiedzie, że jednak Cuprum to mistrzowie waleczności? Bo jak nie, to ja za was obstawiam w bukmacherze, że następny mecz przegrają… i to z tym samym przeciwnikiem, co tym razem. 💸 No, kto się zakłada? 😂
To loteria, nie piłka.
no ale o co wam chodzi z tym całym rozdmuchiwaniem? sam widziałem już gorsze rzeczy w rzeszowskiej sali, kiedy nasz miejscowy zespół walczył o utrzymanie w drugiej lidze — to był taki sezon, że jakby ktoś wstawił kibicom krzesła do gardła, tyle że bez nazwy ligi na koszulkach. pamiętam, jak nasz libero w trzecim secie mylił się przy każdej piłce i sędzia nie miał już siły dmuchać w gwizdek, tylko machał ręką jak do taksówki. ale wiecie co? tamci faceci grali razem od pięciu lat, mieli podcięte paznokcie od treningów, a tu nagle co? pięć porażek z rzędu — i to nie takich, co się da wyjaśnić pechem na jeden mecz, tylko jakby ktoś im system operacyjny zaktualizował na windows xp z 2004 roku.
no ale rozumiem, że macie prawo się wściekać, bo jak na mój gust to Cuprum powinien teraz walczyć o szóste miejsce, a nie brnąć w ten szary tunel. no ale zobaczymy, bo przecież jeszcze tydzień temu ktoś gadał o awansie do europejskich pucharów — a dzisiaj to już jest tak, że jak im się trafi Norwid albo Olsztyn, to nawet nie muszą się przygotowywać, bo przegrana jest wpisana w kalendarz. ciekawe, ilu z was pamięta ten mecz z kielcami sprzed dwóch sezonów, kiedy rzucili ich na łopatki 3:0 na ich własnym parkiecie? a teraz? teraz to już nie ma co wspominać, bo i tak zrobią się czerwoni na twarzy jak pomidorowy bigos.
no ale dobra, nie będę już rzucał kamieniami, bo sam kiedyś byłem kibicem, który liczył na cuda, a potem oglądałem przez okno jak deszcz lał na trybuny puste od nadziei. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do licha, teraz sobie uświadomiłem, że gdyby te pięć porażek z rzędu Cuprum rozłożyć na kalendarz — to właściwie wychodzi na to, że tracą akurat wtedy, kiedy przeciwnicy mają w planie serwis albo blok zaplanowany z tygodniowym wyprzedzeniem. Bo widzicie, znam tego Norwida od podszewki: ich libero, ten Chmiel, specjalnie przygotowuje się na zawodników zablokowanych przy siatce, a tuż przed tym meczem w mediach gadali, jakby mieli zrolować każdego przeciwnika systemem "trzech ataków, trzy bloki, koniec bajki". Ażebyście wiedzieli, że Superlak i Semeniuk wylatują w powietrze dokładnie w momencie, kiedy przeciwnik wymierza już serwis w drugie pole — i to nie raz, ale przez cały mecz. Zaś reszta drużyny, zamiast wycofać się głębiej przy przyjęciu, stoi jak wmurowana, jakby ktoś im kazał czekać na znak z nieba.
A jeszcze niedawno, w tym ich spektakularnym meczu z Kielcami, to było coś zupełnie innego — wtedy to przeciwnicy tracili piłkę przy każdym zagraniu Semeniuka, bo nie mogli przebić się przez ich blok dwójkowy. Teraz zaś, gdy obserwuję ich od strony wolnej trybuny, to widzę, jak zawodnicy Cuprum nieustannie się przebijają wzrokiem, jakby czekali na cud. A cudu nie ma, bo przeciwnicy po prostu grają w swoją piłkę — i akurat dzisiaj ta piłka nazywa się "zaufanie".
ej, no ale jesteście trochę za mocno w tym dołowaniu — bo ja pamiętam ten mecz z kielcami, kiedy to Cuprum wrzucił im 3:0 na ich parkiecie, i to nie tak dawno. ale teraz to faktycznie wygląda, jakby ktoś im komputer wyłączył w połowie meczu i odczekał pięć sekund zanim go włączy — tylko że na boisku nie ma tego "odczekaj", jest tylko "grać dalej".
i się zgadzam z tym StaraSzkola_zDawnychLat1992, że fani mają prawo się wkurzać, bo to jest naprawdę dziwne uczucie patrzeć, jak twoja drużyna, która jeszcze niedawno była w europejskich pucharach, teraz gubi się jak świeca na wietrze. ale ja tam wtedy w sosnowieckiej hali, na meczu z drużyną z drugiej ligi, widziałem coś podobnego — nasz miejscowy zespół grał jakby im ktoś kazał celowo wbijać się w siatkę. i wiesz co? po dwóch takich meczach trenerowi puściły nerwy, a zawodnicy — no cóż, niektórzy poszli na zwolnienie lekarskie, inni w ogóle odeszli. bo jak powiedział mój stary kolega, który kiedyś był zawodnikiem: "jak raz stracisz wiarę we własną siłę, to potem musisz walczyć dwa razy ciężej, żeby ją odzyskać".
i co do tej waszej dyskusji o blokach i punktach — fajnie, że Superlak i Semeniuk dają z siebie wszystko, ale jak reszta drużyny nie potrafi złapać ustawienia przez więcej niż dwie akcje z rzędu, to nawet najlepszy blok nie uratuje meczu. bo to jest tak, jakbyście mieli samochód z najnowszym silnikiem, ale koła są oderwane — fajnie, że motor hula, ale jak na tym pojedziesz kawałek, to i tak się rozbijesz. no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Zastanawiam się, dlaczego nikt nie wspomniał o tej jednej, cholernie ważnej rzeczy — otóż ta porażka z GKS-em w Katowicach to nie był tylko problem przyjęcia (tych 15 błędów to już symptomy, a nie przyczyna), tylko dowód na to, że przeciwnicy celowo zanudzali ich defensywę. Patrzcie: GKS grał tak wolno, że Superlak nie miał szans na podskoki, bo blokanci przeciwnika trzymali pozycję jak kamienne mury i nie dali mu nawet odbić się od ziemi — dosłownie. Kiedy w piątej akcji meczu Kamil wyciągał ręce w górę, to widziałem, jak blokujący Norwida albo Projektu stali przy siatce już wtedy, kiedy on jeszcze biegł do ataku. Oni nie szukali bloków w locie — oni po prostu odbijali piłkę wprost w ich stronę, bo wiedzieli, że nasz libero gubi pozycję przy każdej drugiej akcji. I to się nazywa nie pech, tylko przeciwnik grający na ciebie, a ty jak sparaliżowany masz powtarzać te same ruchy. Teraz pytanie brzmi: ilu z was widziało, jak Semeniuk próbuje walczyć samemu — bo to właśnie tamci mu na to pozwalali.
xG > emocje.
ej, no ale widziałem gorsze rzeczy w moim czasie, kiedy jeździłem ciężarówką po trasach z poznańskiego na Śląsk i słuchałem lokalnej stacji radiowej, co tam się dzieje na meczach drugoligowych. pamiętam ten jeden sezon, kiedy nasz miejscowy zespół w Ostrowie Wielkopolskim grał o awans, a każdy mecz był jak rosyjska ruletka — zawodnicy stali na parkiecie jakby im ktoś wyłączył refleksy. przegrali cztery razy z rzędu, a lokalna prasa pisała, że "brak wiary w siebie objawił się dosłownie na każdym poziomie", no i macie — dokładnie to samo co u Cuprum.
tyle że u nich to nie cztery, tylko pięć, i akurat przy przeciwnikach, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia. zgadzam się z tym GwizdekKrol że to nie przypadek ani pech, tylko jakaś dziura w całym systemie — bo skoro Superlak i Semeniuk, którzy kiedyś potrafili porwać drużynę za sobą, teraz ledwo zipią, to znaczy że reszta nie umie nawet podtrzymać tempa, a to już nie jest problem paru gwiazd, tylko fatalnego przygotowania mentalnego. w ostrowskim zespole też mieliśmy takiego lidera, który zawsze miał dla wszystkich czas po treningu, opowiadał dowcipy, żeby rozładować napięcie — a tu nagle zniknął, i z dnia na dzień atmosfera zrobiła się taka, że jakby ktoś włączył klimatyzację na minus dziesięć. no i po dwóch miesiącach ten lider przeszedł do innego klubu, a reszta drużyny poszła za nim w niebyt.
ale z drugiej strony — nie skreślajmy jeszcze ich tak szybko, bo ja sam widziałem cuda na boisku, które się biorą nie wiadomo skąd. no i zobaczymy, bo jeszcze nie raz przekonamy się, że siatkówka to gra, w której jeden mecz może wszystko odmienić.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no wiesz co, jakbym teraz stanął przy tym waszym Cuprumie z lufcikiem na oczach i czekał, aż któryś z nich nie doleci do piłki w trzeciej akcji — to bym pewnie zrobił coś, czego nie robiłem od czasu mojego faciaka na trasie a2 pod katowickim wiaduktem: zeskoczyłbym z kabiny, chwycił za gwizdek starego sędziego Fojkisa i krzyknął „dość tego teatru!” ale po cichu, bo i tak nikt by mnie nie posłuchał.
siedemnaście lat temu, jak jeździliśmy z ekipą transportową na mecze PlusLigi w Lublinie, pamiętam ten jeden raz, kiedy miejscowy zespół, taki tam Radomiak siatkówki, przegrał cztery razy z rzędu z takim samym zestawem przeciwników jak dzisiaj Cuprum — i co? drugi sezon z rzędu byli w czołówce. dlaczego? bo wtedy mieli trenera, który wiedział, że jak zespół traci wiarę, to nie pomogą ani bloki, ani punkty Superlaka — tylko ktoś, kto powie wprost: „słuchajcie, macie jeszcze pół roku, żeby się odkurzyć, a jak nie, to ja pakuję walizki”. i wiesz co? oni posłuchali.
teraz u Cuprum nie wiem, kto ma walić się w piersi — może kadra? może zarząd? a może ten wasz ulubiony Semeniuk, który 28 punktów w meczu z Olsztynem zgarnął, ale reszta drużyny zebrała akurat tyle błędów, że starczyłoby na trzy mecze ligowe. no ale kurczę, nie przesadzajmy z tym martyrologią — pięć porażek z rzędu to nie koniec świata, tylko moment, w którym drużyna albo się wykrusza, albo znajdzie w sobie to „jeszcze raz”.
więc jakbyście mieli głosować — nie wiem, niech będzie tak: kto uważa, że Cuprum w następnych dwóch meczach wygra choćby jeden? kto obstawia, że dalej będą w tym szarym tunelu i dopiero nowy trener albo lato wszystko naprawi? a kto myśli, że to jednak tylko pechowy ciąg i za tydzień będą juz bić brawo kibicom na wyjeździe? ja swoją drogą zakładam nieformalny kupon u samego siebie — i obstawiam remis z Norwidem, bo jak oni przegrali 1:3 z tym samym przeciwnikiem na ich parkiecie, to coś mi tu śmierdzi jakby obie drużyny miały pecha na zmianę.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.