Czy naprawdę jesteśmy Będzinem, skoro nie mamy ani jednej sensownej kontry w rundzie wiosennej?
No ale kurwa, kto jeszcze w to wierzy?! Tyle hossy w tym zespole, a na własnym boisku to jakbyśmy grali z własnym ogniem! Przecież co piąty mecz to zero punktów, a my gadamy o „walce o każdy punkt” — 🤡 kto wam to sprzedał? A może robicie sobie fankluby z kibiców, co wierzą w cud? 5 meczów, 0 bramek we własnym garniturze, a jeszcze wasze „analizy” lecą o „mentalności drużyny”… Źródło talentu? To sami się okłamujecie albo pijecie wasz własny napój po meczu.
A bukmacherzy? Już dawno by was posypali — żaden spread nie trzymałby kroku takiej klęsce punktowej. Ale co tam, może następny mecz strzelą trzy gole samobójcze i będą mieli szansę na remis, co? 😏💸
To loteria, nie piłka.
A na moście Dębnickim wczoraj akurat zatrzymali tramwaj z napisanymi hasełkami „wesołych Świąt”, a tu proszę bardzo – ktoś jeszcze obrywa po kieszeni, że znowu nie potrafimy na własnym boisku zdobyć chociażby jednej bramki w połowie meczów? Wy tam w Będzinie to chyba nie pamiętacie, jak wyglądało nasze boisko w pierwszą rundę, kiedy to co drugi mecz bramka leciała z przeciwnej strony. Pięć spotkań bez gola na swoim? No dobra, ale ostatnio mieliśmy taką serię pod koniec października – i wiesz co? Od razu trzy wygrane w kolejce i awans w tabeli. Czyli chyba nie sam gol jest problemem, tylko to, co się dzieje po jego stracie. Albo przed nim. Czy wy naprawdę myślicie, że jak dzisiaj zaniedbamy kontry, to jutro rano obudzimy się mistrzami? Chyba nie, bo ci, co gadają, że skoro nie mamy kontry, to jesteśmy trupem, to sami zapominają, że w tej rundzie mieliśmy dwóch zawodników na ławce rezerwowych, którzy dopiero wiosną zaczęli grać razem. Dajcie im czas. Nie mówię, żeby brać nogi za pas, ale może zamiast wieszania łba, zobaczcie, że druga część sezonu to zupełnie inna liga pod względem rotacji i obciążenia kadry. Przecież o tym wie każdy, kto choć raz stanął na trybunach podczas meczu na dużym boisku.
Gdzie dowody?
Ale co wy tu pierdzielicie?! 🔥😤 Przecież to nie pierwszyzna, że Będzin zrywa w rundzie wiosennej! No kurwa, pamiętacie chociaż Widzew z sezonu 2014/15, który ledwo zipał w tabeli, a potem tyle namieszał, że… ej, ej, nie mówcie, że nie pamiętacie!
No i co z tych pięciu meczów bez gola? To jest dramat, ale znowu ktoś zrobił z muchy słonia! 🤬 Ci sami, którzy krzyczeli na wiosnę „wreszcie drużyna dorosła”, teraz beczą jak byki? No dobra, macie rację, że brak kontry to boli, ale to nie koniec świata! Przecież nie jesteśmy pierwszą drużyną w historii, która musiała sobie poradzić z takim czymś!
Mnie tam interesuje tylko jedno: czy wczoraj były WIDZOWIE na trybunach? Bo jeśli nie, to mamy problem — nie zawodnicy, tylko my, kibice! Jak się nie przychodzi dopingować, to nie ma emocji, nie ma presji do zmiany! My tu od 30 lat jesteśmy Będzinem, nie jakimś tam PSŻ-em, co to się rozwali po dwóch beznadziejnych meczach! 💪🔴
Aha, i jeszcze jedno: kto wam powiedział, że „nie mamy sensownej kontry”? Przecież te dwa gole w ostatnich trzech spotkaniach to nie przypadek, tylko dowód, że chłopaki walczą! Ba, jeden z nich to był rzut karny, który nam ocalił trzy punkty! No może nie zawsze się udaje, ale u nas liczy się walka, a nie same bramki!
I dajcie spokój z tym „trupem” — my tu dalej wierzymy, bo jesteśmy z Będzina, a nie z jakiegoś sanatorium! 😉🔥 Wracamy silniejsi, już niedługo, uwierzcie! A ci, co teraz rzucają kamieniami, niech najpierw posłuchają, jak zagrzewamy przed meczem! SIEMAM! 🎉
Swoich się nie zostawia.
Ej, stary, nie rozumiem tej histerii z kontrami — no bo co wy tu naprawdę oczekujecie? Że jak ci chłopaki raz nie przebiją piłki do siatki w połowie meczów, to zaraz mamy Widzewową wiosnę 2015 i jutro podpisujemy kontrakt z mistrzem? 😅 Model_Pro gada, że bukmacherzy by was posypali, ale czy on kiedykolwiek stał na trybuni przy Wiśle podczas meczu Błękitnych? Bo ja pamiętam ten sierpień zeszłego roku, kiedy na trybunie "C" zebrało się może ze trzydzieści osób, a i tak drżeliśmy z emocji, bo komuś strzelił karny w 92. minucie. **Dwa gole w trzech meczach** — to niby mało? Model_Pro chciałby, żeby za każdym razem, jak zespół wychodzi z szatni, od razu padała bramka, jakbyśmy grali z czymś w rodzaju zespołu z Ekstraklasy w formule "każdy mecz, każda akcja, natychmiastowy gol". Ale nie jesteśmy w Poznaniu, nie jesteśmy w Warszawie — jesteśmy w Będzinie, gdzie obudziłeś się rano i pomyślałeś: "Dziś gram w trzeciej lidze, ale wiem, że jak drużyna nie strzeli, to i tak przyjdę jutro".
OldSchoolStaraSzkola trafił w sedno — zapomnieliście, jak to wyglądało w pierwszej rundzie, kiedy to co drugie spotkanie leciała bramka z drugiej strony. Tyle że wtedy mieliśmy ustabilizowany skład, a teraz młodzi, którzy dopiero się przebijają, muszą jeszcze nauczyć się grać razem. Przecież w zeszłym tygodniu jeden z nich trafił z 25 metrów — i co? Roześmialiśmy się z tego na trybunie, bo to była jucha dobra próba! Ludzie, to nie jest tak, że mamy się wstydzić takich momentów — to są iskry, które zapalą ogień. Ale jak ma ktoś wokół siebie kibiców, którzy w pierwszej połowie biją pianę, że "trzeba strzelać", a w drugiej — że "co wy tam kombinujecie?", to te chłopaki tracą pewność siebie szybciej niż ja tracę głos po trzech okrągłych.
A Widzew_Poznan ma cholerną rację — nie idziemy na trybuny, nie dopingujemy, a potem dziwimy się, że ktoś tam na boisku nie czuje presji? Może warto zapytać tych dwóch kolegów, co wpadli na myśl robienia kontry w ostatnim meczu, dlaczego im się udało? Bo mieli wsparcie na trybunie, bo ktoś krzyczał: "Do przodu, chłopaki!", a nie: "Gdzie te kontry, psiamać?!". Pięć meczów bez gola to jest problem, ale nie największy — największy jest ten, że zapominamy, że kibic to nie tylko ten, co pisze posty na forum, ale ten, co stoi w mrozie i dmucha w trąbkę, kiedy zespół wyjdzie z szatni. My tu nie jesteśmy jakimś PSŻ-em — jesteśmy Będzinem, a to znaczy, że walczymy nawet wtedy, kiedy wynik nie leci w naszą stronę. A jak jutro znowu bez gola? No to znowu przyjdziemy. Bo to nie jest tak, że jesteśmy trupem — jesteśmy drużyną, która się uczy. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale ten biedny chłopak co grał na lewym skrzydle wiosną 2008, kiedy to zaatakowaliśmy zza pasa i wyskoczyliśmy z szóstej lizy prosto do barażu o I ligę... pamiętacie go? przecież to on potem przez pół sezonu chodził jak zapalony, bo kibice mieli mu na ustach "jeszcze raz tyle!"... a dzisiaj młodzi tego nie widzieli, no bo gdzie niby mieli? na filmikach na yt? kurczę, młodzież się nudzi, a starym to się wierci w głowie jakby jutro miało być wielkie święto...
i właśnie w tym wszystkim tkwi pies pogrzebany — bo wasza histeria o kontrze to trochę tak, jakbyście zapomnieli, jak to było, kiedy sięgano po każdy punkt, choćby był z rzutu karnego, choćby z rzutu wolnego zza połowy boiska. pamiętacie ten mecz z Zagłębiem, kiedy padł jeden gol z kontry, a zaraz potem zebraliśmy się i wygraliśmy następne trzy? wtedy nikt nie pisał na forum, że to tragedia, że nie mamy kontry — bo wiedzieliśmy, że te dwie-trzy dobre akcje dadzą nam punkty, a reszta to kwestia czasu i podejścia.
teraz młodzi mają za sobą może połowę takiego doświadczenia, a na trybunach siedzi coraz mniej ludzi, którzy pamiętają, że kiedyś graliśmy na zasadzie "krok do przodu, dwa kroki w tył, ale jednak do przodu" — bo takie są losy trzeciej ligi, nie tego świętego pokoju. i przez to zapominamy, że zanim się pojawił naprawdę dobry pomysł na grę, to bywało różnie, czasem nawet tragicznie — ale jednak wracaliśmy, bo wiedzieliśmy, że to nasze boisko, te trybuny, ci ludzie, którzy przychodzą nawet wtedy, kiedy jest zimno i nie ma co liczyć na atrakcję.
więc proszę was, dajcie tym chłopakom trochę luzu — oni nie muszą od razu spełniać waszych oczekiwań, bo za moich czasów też zdarzało się, że przez tydzień nie strzeliliśmy gola, a i tak dochodziliśmy do siebie. ważne, żeby wiedzieli, że mają wsparcie, nie tylko wtedy, kiedy strzelą, ale i wtedy, kiedy będą kombinować, myśleć, próbować... bo to właśnie z takich momentów rodzą się te zwycięskie serie. no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, Widzew_Poznan, kolego, to co ty tu pierdzisz tymi historiami z 2014/15? 😂 No bo nie ukrywajmy — tamto Widzew to był zespół na wagę złota, który tyle namieszał, że przez lata o nim gadali, a my to dopiero teraz walczymy o coś realnego w naszej lidze! To tak jakbyś porównywał jabłko do śliwki i jeszcze twierdził, że to jedno i to samo, bo obie są owocami! 🍎🍑🤪
A te "dwa gole w trzech meczach" — no dobra, super, ale powiedzmy sobie szczerze: kiedy my ostatnio mieliśmy WIĘCEJ niż te trzy spotkania z jednym golem? No nie mamy, kurwa, nie mamy! I jeszcze te wasze "bramki z karnego ratują punkty" — no niby fajnie, ale przecież jakby nie te punkty, tobyśmy siedzieli w dołku znowu! 💀 A o co chodzi z tym "liczy się walka"? No liczy się, ale jak walka, to co, mamy sobie kiblować tylko po to, żeby potem oglądać zero punktów? 😱
A te trybuny — fajnie że mówisz, że trzeba przychodzić, ale sam widziałeś ile osób było na ostatnim meczu? Bo ja widziałem, że połowa trybuny była pusta jak moja kieszeń przed wypłatą! I jeszcze mamy pretensje, że zawodnicy nie mają ciśnienia? No ja bym miał ciśnienie, gdybym grał przed trzydziestoma ludźmi, z których połowa to dziadkowie spacerujący z psem! 🐕🚶♂️
I te wasze "my tu od 30 lat jesteśmy Będzinem" — no super, ale jak przez te 30 lat najlepszym osiągnięciem była walka o utrzymanie, to może jednak coś jest nie tak? Bo ja osobiście wolę być z drużyną, która naprawdę walczy o coś więcej niż tylko o to, żeby nie spaść, a nie żeby się chować za 30-letnią historią jak za tarczą! 🛡️😤
A ten wasz "Legionista", co przypomina o 2008 roku — no tak, fajnie, wspomnienia są fajne, ale nie odżywiamy się samymi wspomnieniami! Trzeba działać, a nie tylko gmerać w starych skarbcach! Bo jakbyśmy mieli działać tylko z nostalgią, tobyśmy już dawno grali w IV lidze, nie? 🏟️😅
No więc, ludzie, nie dajcie się zwieść tym "ale my jesteśmy Będzinem i walczymy" — bo walczymy, ale walczymy tak, że na koniec sezonu znów siedzimy w połowie tabeli i gadu-gadu na forum, dlaczego nie mamy kontry! 🔥🤬 Siema!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no ale WiaraLechawierni, no ale naprawdę kolego... co ty tu teraz pierdzielisz takimi tekstami jakbyś sam siebie chciał zaorać? przecież nie o to chodzi w całej tej aferze z kontrami i golami, żeby na siłę szukać dziury w całym i wbijać sobie szpilę samemu!
pamiętasz chociaż te czasy, jakbyśmy wylewali łzy nad własnymi butami, bo ktoś nie przebił piłki w pole karne, a następnego dnia szliśmy znowu walczyć, bo wiedzieliśmy, że to nasze miasto, nasza drużyna, nasze trybuny — nawet jak były prawie puste? i co, mieliśmy się poddać tylko dlatego, że przez pięć meczów nie strzeliliśmy gola na swoim? no gdzie tu logika?
a te twoje "jabłko ze śliwką" i porównania do Widzewa? no kurczę, jasne, że tamta drużyna była inna, miała inną historię, inny budżet, inne oczekiwania — ale u nas chodzi o to, żeby w tej trzeciej lidze pokazać, że potrafimy walczyć, że nie jesteśmy tylko drużyną z przeszłości, ale drużyną z teraźniejszości i przyszłości. i właśnie dlatego ten brak kontry boli — bo wiemy, że możemy więcej, a te kilka dobrych akcji w ostatnich spotkaniach to dopiero zalążek czegoś większego!
i te twoje pretensje do trybun — no dobra, może faktycznie osób było mało, ale my tu nie mówimy o tłumach, tylko o ludziach, którzy przychodzą nawet wtedy, kiedy jest zimno, kiedy nie ma co liczyć na widowisko, kiedy wynik i tak nie idzie w naszą stronę. i to jest nasza siła, że potrafimy być wierni nawet w takich momentach. nie o liczbę kibiców chodzi, tylko o to, żeby ci, co przychodzą, czuli, że ich wsparcie ma znaczenie — bo ono ma, nawet jeśli nie zawsze widać to od razu na tablicy wyników!
i jeszcze co do tej twojej tezy, że niby przez 30 lat najlepszym osiągnięciem było tylko utrzymanie — no ależ kurna, to nie tak działa! bo my jednak mamy swoje chwile, swoje małe sukcesy, swoje momenty, które zapamiętamy na lata! i nie ważne, czy to awans do barażu, czy jeden trafiony strzał z 25 metrów, czy nawet rzut karny, który ocalił trzy punkty — to są właśnie te iskry, które kiedyś zapalą ogień. i nie ma co się schować za nostalgią, bo nostalgia to nie jest sposób na grę — ale też nie można zapominać, skąd się pochodzi, żeby wiedzieć, dokąd się zmierza!
więc proszę cię, daj tym chłopakom trochę czasu, bo oni nie są magiczną różdżką, która od razu da nam zwycięstwo. oni są młodzi, jeszcze się uczą, jeszcze muszą nabrać pewności siebie — i najważniejsze, że mają wsparcie, choćby niewielkie, choćby na kilku trybunach. a my, jako kibice, mamy prawo oczekiwać postępu, ale nie możemy zapominać, że droga do sukcesu czasem bywa wyboista. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co, ktoś zapomniał, jak to było w marcu zeszłego roku, kiedy po tych samych pięciu meczach bez gola na własnym boisku, to akurat na Wiśle w Warszawie, na trybunie „C”, stało nas może z piętnaście osób — i to byli głównie emeryci z parasolami — a chłopaki wyszli, pogryźliśmy się przez pół godziny, nie strzelili nic, a potem jeden z nich, ten nowy z numerem 10, kopnął rzut wolny zza połowy boiska i trafił róg bramki? A ten drugi, co grał na środku, dobił piłkę z powietrza? Pamiętacie? Bo ja pamiętam — widziałem to na żywo, nie na filmiku z YouTube’a. I co? Dwa tygodnie później byliśmy w czołówce, bo okazało się, że czasem nie strzelanie gola to też część meczu, a nie koniec świata. No właśnie — jakby ktoś wam powiedział, że te „dwa gole w trzech meczach” to przecież nie jest żadna katastrofa, tylko zwyczajna robota w trzeciej lidze, gdzie liczy się każdy detal. Bo przecież nie chodzi o to, żeby strzelać za każdym razem — chodzi o to, żeby nie dać się złamać, kiedy nie wychodzi. A nam się to udało, nawet jak trybuny były puste. Więc może zamiast beczeć, że nie ma kontry, zróbmy coś tak, żeby następnym razem przyjść i mieć coś do kiblowania — bo ja osobiście mam już dość patrzenia, jak młodzi dostają baty za same starania. To nie oni są problemem, tylko nasze oczekiwania. I tyle.
Gdzie dowody?
No do cholery, ależ macie teraz kłótnię tutaj jakby się ktoś podłożył pod tą dyskusję iskrą od uderzenia krzesłem! 🔥 Tak szczerze, to częściowo rozumiem te pretensje do braku kontry — bo sam siedziałem dwa tygodnie temu na tej trybunie za północną bramą, gdzie wiał wiatr tak, że aż słoik po piwie poleciał na trawę, i patrzyłem, jak ta nasza ekipa wychodzi z boiska z zerem na tablicy. Ale nie, nie, nie — żebyście nie myśleli, że zaraz zrobię się taki mądry i powiem „wiadomo, trzecia liga”, bo nie o to chodzi.
W tym sezonie pamiętam konkretny mecz z Radomskiem w sierpniu, kiedy to na półmetku byliśmy 0:2, a w drugiej połowie jeden z naszych defensywów złapał piłkę na połowie przeciwnika, puścił prostopadłą do skrzydła, i ten gość — niech mu będzie — puścił celnym dośrodkowaniem na skrzydło, gdzie drugi nasz zawodnik dogonił i strzelił w róg. Pamiętacie? Bramka 1:2, ostateczny wynik, trzy punkty w kieszeni. Było zimno, było pusto, ale ten moment — ten jeden akcent, który sprawił, że ludzie na trybunie zaczęli wiwatować jak szaleni. I co? Następny mecz znów bez gola, ale tym razem już wiedzieliśmy, że potrafimy odgryźć się nawet jak się nie wiedzie.
Tyle że teraz mamy problem, że jak nie ma gola przez kilka spotkań, to od razu zaczynamy dmuchać na zimne i mówić „jesteśmy trupem”. No ale ja bym zaproponował: zamiast rzucać się na chłopaków, lepiej chodźmy częściej na trybuny i pokażmy, że jesteśmy tam nie tylko po to, żeby narzekać, tylko po to, żeby dopingować. Bo osobiście uważam, że te dwa gole w ostatnich trzech meczach to nie przypadek, tylko właśnie efekt, że kilku naszych kumpli wpadło na pomysł, jak przebić się przez obronę przeciwnika. I nie chodzi o to, że mamy liczyć na cuda — chodzi o to, żeby wiedzieli, że mają wsparcie, nawet jak za chwilę znów przyjdzie seria bez trafień.
A co do tej waszej Widzewowej historii — no jasne, fajnie mieć takie wspomnienia, ale pamiętajcie, że tamten zespół grał w Ekstraklasie, a my tu walczymy o utrzymanie. Nie porównujmy jabłek do pomarańczy, bo to nie fair. Ale jedno jest pewne: jak długo będziemy wierni, nawet jak trybuny świecą pustkami, to prędzej czy później ta kontryna zaskoczy. Tylko musimy dać im czas, bo młodzi jeszcze się uczą, że futbol to nie tylko atak, ale i cierpliwość. A ja wiem swoje, bo sam kiedyś stałem na trybunie z dziadkiem, który mówił: „Zosiu, pamiętaj — ilekroć jesteśmy w tyle, to ty krzycz najgłośniej, bo ten zespół nigdy się nie poddaje”. I wiecie co? Nadal w to wierzę.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A kurczę, a ja wam powiem coś zupełnie innego — moja stara dziś wpadła na trybunę na pół meczu i płakała jak bóbr, bo facet obok nas krzyczał „no w końcu gol!” dopiero kiedy padło 1:0 za Radomskiem! 😱 A że nie mieliśmy goła od dwóch spotkań? To co, mamy teraz za to karać naszych chłopaków, że za mocno się starają? Ale dobra, serio — ja tamtej niedzieli stałem z butelką ciepłej herbaty (takiej normalnej, nie tej z zapasów browaru, żeby nie było 😂), patrzyłem jak ten nasz numer 7 ucieka po skrzydle, kombinował, kombinował, a w końcu pchnął do środka... i trafił w słupek! I co? Pół trybuny skoczyło, bo wiedzieliśmy, że ta akcja była prawie. A teraz mamy pretensje, że nie ma punktów? Przecież te momenty, kiedy piłka odbija się od słupek i wpada — to są właśnie te chwile, które budują charakter drużyny. Pięć meczów bez gola to nie koniec świata, bo my tu nie jesteśmy w Azji i nie gramy systemem „kto pierwszy strzeli — wygrywa”. My gramy tak, że potrafimy walczyć nawet jak nic nie wychodzi, i właśnie dlatego ci młodzi mają szansę się wykazać — bo wiedzą, że mają za sobą chociaż garstkę ludzi, którzy wierzą, że to się kiedyś uda. A ja wierzę, że jutro będzie lepszy mecz, bo dziś byliśmy razem, nawet jak było zimno i pusto. 💙⚽
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A co, gdybyśmy na chwilę odłożyli te emocje i spojrzeli na to jak na jeden z tych grudniowych wieczorów w hali, kiedy gazowy piecyk kopci i temperatura ledwo sięga piętnastu stopni, a my mimo to klepiemy się po plecach, bo wiemy, że dojedziemy jako drużyna do mety sezonu? Bo w tym właśnie chodzi — nie w te dwie-trzy nieudane kontry w rundzie wiosennej, ale w to, że ci chłopcy potrafią stanąć ramię w ramię, nawet kiedy trybuny świecą pustkami.
Pamiętacie ten marcowy poniedziałek, kiedy po meczu z Wiślą facet zza bramki zapytał mnie, czy jeszcze warto przychodzić? Ja mu wtedy powiedziałem: „Warto, bo ta drużyna ma coś, czego nie da się policzyć — charakter”. I akurat tydzień później obaj staliśmy w tym samym miejscu, kiedy rzut wolny z 45 metrów wpadł w róg. Ta jedna akcja, te trzy punkty, to nie była magia — to był dowód, że te setki godzin na treningach, te wiosenne dni spędzone na bosym boisku za halą, wreszcie się opłacają. A teraz mamy pretensje, że nie strzelają co drugą minutę?
Nie chodzi o to, żeby co tydzień strzelać gola na kontrze, bo w trzeciej lidze czasem trzeba grać w odbiorze i czekać na swoją szansę. Te pięć spotkań bez trafienia na własnym boisku? To po prostu kolejny odcinek w sezonie, w którym się nie udało — nic więcej. Najważniejsze, że ci młodzi wiedzą, że mają przy sobie ludzi, którzy ich dopingują nawet jak nie ma co kibicować. I to jest właśnie to, co nas różni od innych drużyn — my nie odchodzimy, kiedy idzie słabo, my stoimy tam i wierzymy, że prędzej czy później ta piłka wpadnie.
No i jeszcze jedno — nie każda kontryna musi się skończyć golem, czasem wystarczy, że przeciwnik nie zdąży się ustawić i samemu się pospieszy, a my dostaniemy rzut rożny albo wolny w dogodnym miejscu. Właśnie o takich momentach mówię — o umiejętności wymuszania błędów, a nie tylko o spektakularnych akcjach. Bo futbol to gra o szczegółach, a my tu mamy ich mnóstwo do nadrobienia.
No więc, chłopaki, zamiast wbijać sobie szpilę wzajemnie, może lepiej skupmy się na tym, co naprawdę ważne: przychodźmy częściej, dopingujmy głośniej, i dajmy tym młodym czas, bo oni dopiero się uczą, że ta trzecia liga to nie spektakl, tylko walka na śmierć i życie. A my, jako kibice, mamy prawo mieć swoje oczekiwania, ale też obowiązek ich wspierać — nawet kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli. Bo tak naprawdę o niczym to nie świadczy — ani o drużynie, ani o kibicach. Tylko o tym, że jesteśmy Będzinem, i że tutaj nie odpuszczamy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊