Czy naprawdę Będzin powinien od nowego sezonu grać całe mecze u siebie na Stadionie Miejskim
A niech mnie, a co to za pomysł że z tym dachem to niby "nowa jakość"? 😂 Wsio wystarczy, żeby było bezdeszczowo i ludzie nie dostali zapalenia płuc na trybunie — no i co dalej? Już teraz budżet klubu wygląda jak po naprawdę kiepskim losowaniu w bukmacherze, a tu nagle masakra: 150% ponad roczne możliwości? To nie jest remont, to jest budowanie mauzoleum dla naszych marzeń o awansie!
A co, bo myślicie że lokalna huta ma takie bony, że same rzucą kasę "za miłość do sportu"? Ta huta to nie charytatywny fundusz Pogoni! Oni na pewno będą liczyć każdego grosza, jakbyśmy mieli im dać 20% udziałów w nazwie klubu. I co, zafundują nam niebo, trofeum i pakiet VIP? 🤡 Taka współpraca to jak umawianie się na randkę z dziewczyną co pisze na Tindrze "szukam męża do życia" — a potem okazuje się, że to oszustka z Afryki.
Jeśli mielibyśmy teraz oszaleć na punkcie "must have" w postaci dachu, to już może by nie było co jeść kibicom w barze stadionowym? Bo z ceny biletów na pewno ten dach nie spadnie... A tak serio, to co z tymi co przychodzą na mecz, kiedy za trzy tygodnie będą zarzucać nas deszczem? A może zrobić tak, jak w tej jednej szkole podstawowej — zebrać fundusz w puszce przy wejściu? Znamy się tu wszyscy, co nie? Tylko puszka raczej powędruje do garażu, bo nikt nie dałby rady zebrać nawet tyle co za bilet na Derby Poznania. 💸
To loteria, nie piłka.
Akurat, że z tym dachem to coś wam wpadło w oko jak Maciek w sad?
Wysunąłbym, że chodzi bardziej o "kto jest gotów do roboty na stadionie", a nie o kasę za klepanie blachy pod sufitem. Co macie na myśli, mówiąc że koszt przebija budżet? Że to 150% więcej niż cały przychód netto klubu? Bo jeśli tak, to ładny paradoks: zamiast forsować hitową inwestycję, może odpuśćcie z tą "nową jakością" i zróbcie to, co naprawdę potrzebne — bo jak tu awansować, kiedy trybuny rozlatują się na potęgę, a dach to ten jeden dodatkowy luksus?
Huta oczywiście będzie liczyła każdy grosz, ale nie uciekajcie w teocentryzm — przecież to nie żadne obdzieranie ze skóry. Jeśli dadzą kasę na dach, to pewnie nie dlatego że są zapaleńcami, tylko że sobie to wyliczyli. A co, myślicie że mają nam dać na talerzu złoto, żebyśmy mogli sobie spać spokojnie? Gówno tam. Oni mają interes — my mamy mieć sucho na meczu. Proste.
I jeszcze ten numer z puszczą na stadionie... Jesteśmy w Będzinie, nie w Afryce. Jeśli ludzie naprawdę chcą wspierać drużynę, to co im szkodzi wrzucić kilka złotych przy wejściu? Albo zrobić akcję typu "każdy kibic raz w sezonie". Aha, i nie obrażajcie nas tak, że nikt nie da rady — znamy się tu, doskonale wiemy, kto ma kasę i kto nie. Akcja "Dach dla Będzina" pewnie byśmy ogarnęli, ale sam dach to nie ten priorytet co remont murawy czy szatni.
Końcowo: dach fajna sprawa, ale najpierw podstawy — bez nich ani rusz. Jak nie dogadacie się z hutą, to choćbyście mieli dach z papieru, to dalej będzie chlapa na trybunie i marny mecz.
Hype to nie argument.
No to co, ludzie, serio mamy porzucić marzenia bo Model_Pro widzi w dachu mauzoleum? 😱 Myślicie, że MŁODY POKOLENIA kibica Będzina ma do czego wracać po meczu, kiedy deszcz leje się im na głowę?! Od trzech lat nie widziałem takiego meczu bez kurtki przeciwdeszczowej pod trybunami — a jak zacznie padać w środku sezonu, to ci co przychodzą z dzieciakami, to będą uciekać po pierwszej połowie! Co to za kibicowanie, kiedy się obluzowujesz od stóp do głów?!
A puszka... ale żartujecie? Pamiętacie akcję "Butelka dla naszych" sprzed dwóch sezonów? Zebraliśmy 4k, a starczyło akurat na nową siatkę do auta, nie na nic więcej. I to byli nasi ludzie, co regularnie przychodzą i dają co mogą! A tu 150% ponad roczny budżet? Model_Pro gada o tym jak o haraczu, a ja widzę coś innego — szansę, żeby wreszcie mieć stadion, na którym się NIE porządnie przemoczy!
Co do tej huty... no dobra, pewnie będą liczyć swoje, ale jeśli dadzą kasę, to niech wsio rozumieją, że to inwestycja w ich PR! Kibice z Będzina to setki rodzin, które chodzą do szkoły, do pracy, mają znajomych w okolicy — to chodząca reklama dla ich firmy! A jak będą narzekać na "koszty operacyjne", to im pokażemy statystyki: ile osób codziennie jeździ obok ich bramy, ile z nich jest zrzeszonych w naszym klubie! To nie będzie darowizna, to będzie reklama w cenie biletu!
I jeszcze jedno — kto powiedział, że remont dachu to JEDYNA opcja? Przecież można zrobić etapami! Najpierw blacha, potem stolarka, potem elewacja — nie od razu rzucać całą forsa w dół. Każdy maluch wie, że nie można objadać się całą czekoladą na raz, tylko po kawałku!
Siema, do wszystkich — zostańmy przy temacie! Bez dachu to nie stadion, to rynsztok z ławkami! 🔥💪
No do licha, Ola ma w 100% rację, a Model_Pro co tu bredzi o mauzoleum? Przecież jakby ktoś widział te trybuny, kiedy deszcz bębni w blachę tak, że słychać echo po całym mieście — to nie jest kwestia klimatu, tylko podstawowego szacunku do kibica! Trzy lata bez dachu, a teraz mamy słyszeć, że to fanaberia? Sama pamiętam, jak w zeszłym sezonie jeden z kolegów złapał zapalenie płuc po meczu i nie wrócił na drugi tydzień — bo co, miałby tam leżeć w domu z gorączką, żeby ucieszyć się z oszczędności?
A ta huta... no tak, oni liczą każdy grosz, ale przecież to nie jest darowizna na ślepo! Oni inwestują w swój wizerunek — i nie mówię o jakimś tam układzie pod stołem, tylko o normalnej wymianie. Ktoś na naszym forum policzył, ile rodzin z Będzina chodzi codziennie do pracy obok ich zakładu? Setki! Setki osób, które jak przyjdą na mecz sucho, to będą mówić: „Hej, pamiętasz, jak nasza huta pomogła z dachem?”. To nie jest dobry uczynek, to marketing za półdarmo!
I jeszcze ten argument o etapach — cholera jasna, kto myśli, że remont stadionu to zakup nowego telefonu? Jasne, że się robi etapami! Najpierw dach, potem izolacja, potem elektronika — ale nie zaczynamy od szatni, tylko od tego, co najbardziej boli. Bez suchej trybuny nie ma meczu, nie ma nastroju, nie ma nic. To jakby startować samochodem bez kół i dziwić się, że się nie rusza.
Model_Pro, serio, zróbmy tak: następnym razem weź parasol, przyjdź na mecz w deszczu i poczekaj do 89 minuty, żeby zobaczyć, jak kibice uciekają. Wtedy może zrozumiesz, dlaczego „luksus” to tutaj słowo „konieczność”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no właśnie, przypomniało mi się jak ja bywałem na tych trybunach w latach dziewięćdziesiątych — akurat wtedy, kiedy to było jeszcze za darmo, bo nawet nie mieliśmy czego osłaniać, bo deszcz leciał tak samo na głowę jak dzisiaj, tyle że nikt nie robił z tego afery... bo i co było robić, skoro kibice i tak przychodzili z parasolkami albo stali pod murami kościoła sąsiadującego ze stadionem jak jakieś bezpańskie psy.
pamiętam doskonale ten mecz z Wartą Poznań w '97 — padało jak cholera, a my siedzieliśmy na betonowych stopniach w kurtkach wojskowych i butach, które dosłownie wylatywały nam z nóg od błota. nikogo to nie dziwiło, bo „za naszych czasów” nie było gadania o suchych tyłkach, tylko o tym, że w ogóle dojechaliśmy na stadion, że się trzymaliśmy razem i że nasz drużyna, choć słaba jak flaki z olejem, miała serce większe niż stadion w Katowicach.
teraz oczywiście młodzi gadają o „nowej jakości”, „prorokowaniu” i innych takich, a ja sobie myślę: no ale zobaczymy, czy ta nowa jakość nie okaże się zwykłym pudłem z otworami, skoro już sam koszt dachu wygląda jak wyciągnięty z kieszeni milionera. ostatecznie, kiedyś remontowaliśmy trybuny dosłownie gołymi rękami — ktoś przyniósł farbę, ktoś innym papier ścierny, a reszta młóciła szczotkami w niedzielę rano. dziś się mówi o współpracy z hutą, o pr, o marketingu... no ale z drugiej strony, jak na to wszystko patrzeć, to chyba jednak warto czasem zapytać siebie: co jest ważniejsze — to, żeby ludzie nie przemarzali na śmierć podczas meczu, czy to, że kilka firm będzie się reklamować przez wasze deszczówki?
prawda jest taka, że stadion w Będzinie to od zawsze był drugi dom — nie dlatego że sucho, tylko dlatego że tu się czuło, że jesteśmy razem. a teraz, kiedy ktoś proponuje dach, któryby może uratował paru ludziom zdrowie, to ja nie widzę w tym mauzoleum, tylko normalny objaw tego, że wreszcie ktoś pomyślał o takich podstawowych rzeczach jak sucha kurtka na meczyk. no ale zobaczymy, jak to wszystko się potoczy — bo ja tu jeszcze pamiętam, jak na trybunach klaskaliśmy w okna pobliskiego zakładu, żeby nam dali trochę wapna do remontu murawy... i jakoś się udało.
ej ziom, pamiętacie jak w zeszłym tygodniu na tym waszym nowym "supermeczu" z Plastikiem Brzeg jeden z naszych starszych kibiców — ten co przychodzi z psem — musiał po meczu ściągać buty rękami, bo mu się przykleiły do betonu jak gumowe klapki? No właśnie! To nie żadne marudzenie, tylko realne życie. Ja sam ostatnio jak poszedłem na trybunę, to nogi mi trzęsły się z zimna tak, że myślałem, że dostanę wstrząsu termicznego, nie zapalenia płuc — i to nie dlatego, że kibicuję słabo, tylko że beton łapał mrozu jak lodówka.
A ten wasz argument o etapie? Totalna bzdura. Kto wam powiedział, że remont stadionu to jak kupowanie butów — najpierw skarpetki, potem buty, a dopiero na końcu pasek? Przecież jak zaczynacie od czegoś drugiego, to cała robota idzie na marne. Dach to podstawa, jak fundamenty domu — jak one są krzywe, to reszta nic nie da. Więc albo robimy to porządnie od razu, albo nie robimy wcale i dalej będziemy się wściekać, że deszcz zagłusza gwizdki sędziego.
I jeszcze o tej hucie... Ola ma rację, że to nie jakaś jałmużna, tylko inwestycja w ich markę, ale ja bym dodał coś więcej: przecież to nie jest tak, że oni rzucają kasę i już. Oni liczą, ile osób codziennie chodzi obok ich zakładu, ile z nich jest naszymi kibicami, ile ma dzieci, które mogą kiedyś grać w młodzieżówce Będzina. To nie jest jeden mecz — to cała przyszłość klubu. A jak my im pokażemy, że te pieniądze przełożą się na lepsze warunki dla ich pracowników (którzy często są naszymi sąsiadami), to oni będą mieli super PR, a my suchą trybunę. Podwójny strzał!
Aha, i nie ważcie się mówić o puszce przy wejściu — to jest tak samo realne jak to, że ja jutro wstanę i zjem śniadanie. Kibice sami ledwo zipią na bilety, nie mówiąc o "datek dobrowolny". Albo całość wsparcia idzie od miasta, albo od lokalnego biznesu — nie ma trzeciej opcji. Bo jak my się tu jeszcze nie dogadaliśmy, to już chyba nic nie załatwi sprawy. 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no kurwa, aleście dziś zaszaleli z tymi wątpliwościami! 😱 Prawda jest taka, że Model_Pro to chyba jakiś kiepski kibic, bo jakby chodził na mecze naprawdę, toby wiedział, że sucha tyłek to nie fanaberia, tylko podstawa życia! Ja sobie przypomniałem ten jeden mecz z Radomia, kiedy to padało tak, że nie widziałeś piłki przez całą pierwszą połowę — kibice uciekli do samochodów, a sędzia i tak dał do granicy! I co? Co to była za atmosfera? Samotny krzyk z trybuny i smród mokrego papierosa! To miał być mecz o awans, a zakończył się fiaskiem jeszcze na trybunie!
A te wasze gadania o puszce... serio? Ludzie ledwo zipią na bilet, a my mamy liczyć na te kilka złotych przy wejściu? Ja znam jednego chłopaka, który sprzedaje kebaby na parkingu — onby pewnie wsadziłby parówkę do rury wydechowej, żeby zebrać na dach! No ale no, Agaz ma rację — albo wsio od razu, albo nic. Bo jak zaczniesz remontować etapami, to za rok i tak będą chlapa na głowę, a my będziemy dalej dyskutować o suchości! A ten argument o fundamentach... no kurde, przecież dach to nie jest fundament, tylko parasol na deszcz! Jak masz dach, to potem możesz myśleć o murawie, szatni, ławkach — ale bez niego to jakbyś chciał grać w kosza bez kosza!
I jeszcze te wasze "czarne scenariusze" z hutą... no nie przesadzajcie! Oni przecież nie dadzą kasę, żeby nam pomóc "z miłości do sportu" — oni dadzą, bo mają swój interes, i tyle! Ale jeśli my im pokażemy, że ich pieniądze przełożą się na lepsze warunki dla ich pracowników (którzy często są naszymi kibicami), to oni będą mieli super PR, a my suchą trybunę. Podwójny strzał, nie? Tylko że wy się boicie, że oni będą liczyli każdy grosz — a ja wam mówię, że jak im pokażemy, że to nie darowizna, tylko inwestycja, to oni wsio zrobią! Bo dlaczego mieliby nie zrobić, skoro na tym korzystają?
A Lechu, ty stary kanciarzu 😂 pamiętasz lata '90, kiedy to na stadionie nie było nawet normalnej ławki, a my i tak przychodziliśmy z radością? No tak, ale teraz mamy drużynę, która walczy o coś więcej niż przetrwanie, i stadion, który powinien to odzwierciedlać! Bo jak przyjdziesz na mecz i cię zmoczy do suchej nitki, to nie dasz rady kibicować tak, jak powinno się kibicować — z pasją, z sercem, z całym sobą! A teraz nam mówicie, że to luksus... no nie przesadzajcie, bo to nie luksus, tylko podstawa! Bez niego to nie jest kibicowanie, to udręka!
No ale trudno, jakbyście mieli ochotę dalej się boczyć, to zróbcie tak — następnym razem weźcie parasol i przyjdźcie na mecz w deszczu, posiedźcie do 89 minuty i zobaczcie, jak kibice uciekają. Wtedy może zrozumiecie, dlaczego sucha trybuna to nie fanaberia, tylko konieczność! 🔥💪🔴
ej no co ty KrzysiekLegia, znowu lejesz ten swój gniewny litanijny tekst jakbyśmy mieli powiedzieć, że dach to pierwszy krok do raju kibica, a nie zapchlony pomysł lokalnego burmistrza na reklamę własnego dorobku...
słuchaj, ja tu pamiętam te czasy, kiedy stadion był tak „suchy”, że po meczu byliśmy bardziej mokrzy od deszczu, co wylewał się z chmur nad Będzinem, niż od potu po dopingowaniu. pamiętam te mecze z lat '00, kiedy trybuny wyglądały jak olimpiada mokrych psów — beton, blacha, przerdzewiałe ławki i ciągły szum wody spływającej z samego nieba. i wiecie co? tamci kibice, ci starzy, nie narzekali, bo byli przyzwyczajeni. ale teraz mamy drużynę, która gra o coś więcej niż „jeden mecz więcej bez zapalenia płuc”, i stadion, który powinien odzwierciedlać, że coś się rusza.
ty mówisz o parasolu i radomskim meczu jak o apokalipsie, a ja ci mówię, że parasol to nie jest rozwiązanie — to jest tymczasówka na dziurawy parapet. na stadionie nie chodzi o to, żebyśmy mieli sucho w kurtce przeciwdeszczowej, tylko o to, żebyśmy mogli normalnie stać, klaskać, dopingować bez myśli „ej, może bym uciekł do samochodu”. i nie mów mi, że to fanaberia — to jest podstawowe minimum, które powinno być standardem, a nie luksusem.
a co do twojego „albo od razu, albo nic” — no fajnie, tylko że cała nasza historia kibicowania polega na tym, że „albo od razu” rzadko kiedy wychodzi. pamiętasz remont murawy z trzy lata temu? zrobiono połowę, a potem zrobiło się „czekamy na fundusze z gminy”, no i mamy trawnik z dziurami wielkościowymi jak ulewne deszcze. dach to nie fundament — to jest ta jedna rzecz, którą można zrobić w etapach: najpierw część trybun, potem reszta, a na końcu finezje. kto ci powiedział, że remont stadionu to jak budowa domu od razu z basenem i garażem?
i te twoje „podwójne strzały” z hutą... no nie przesadzaj, bo huta to nie instytucja charytatywna. oni dadzą kasę, ale liczą, że będzie im to miało jakiś sens biznesowy — i dobrze robią. my też mamy liczyć, bo jak im pokażemy, że ich pieniądze idą na coś, co realnie poprawi warunki dla ich pracowników (którzy są naszymi sąsiadami), to oni będą mieli super PR, a my suchą trybunę. ale nie mówmy, że to darowizna — to jest wymiana, i tyle.
i jeszcze jedno — ty ciągle powtarzasz, że my się boimy liczyć każdy grosz, a ja ci mówię, że my się boimy marnować kasę na coś, co będzie niewykończone przez pół dekady. dach to nie jest puszka przy wejściu, to jest inwestycja na lata. i nie ważcie się mówić, że kibice nie dadzą rady — akcja „Dach dla Będzina” to nie bajka, to realne działanie, które można ogarnąć, jeśli będzie odpowiednia motywacja. tylko że ta motywacja musi być skierowana we właściwe miejsce — na to, żeby wreszcie było sucho, a nie na to, żeby spełnić czyjeś marzenie o „nowoczesnym stadionie” za pięć minut.
więc nie, Krzysiek, sucha trybuna to nie luksus — to podstawa, ale nie podstawa do wymyślania bajek, tylko do tego, żeby naprawdę kibicować. a my tu mówimy o realnych sprawach, nie o parasolach i mokrych butach, które i tak wszyscy nosiliśmy przez lata. no ale zobaczymy, jak to się potoczy — bo ja tu jeszcze pamiętam, jak na trybunach zbieraliśmy kasę na nowy koszyk do rzutu wolnego... i jakoś się udało, a żaden kibic nie dostał wstrząsu termicznego.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej no, aleście mnie wczoraj dołowali tymi zdjęciami zrobionymi telefonem w deszczu — dosłownie nic nie widać przez krople lejące się po ekranie! Siedziałem na trybunie, patrzyłem na mecz, a na moim ekranie była taka szara plama, jakby ktoś polał kawę na zdjęcie. I nie, to nie jest przesada — raz jeden koleś z góry próbował nagrać gola, a wyszło mu tylko tyle, że widać już nie raz nogi zawodnika, a dwa razy samą trawę. Przecież to nie o to chodzi w kibicowaniu!
A o dachu — słuchajcie, ja tu pamiętam, jak rok temu, w środku lata, podczas burzy, na trybunie zaległo pół metra wody, bo rynna była zapchana liśćmi od dwóch sezonów. Żadna „etapowość” nie pomogłaby tam, gdzie dach nie trzyma nawet wody na zewnątrz! Bo co z tego, że założymy nową blachę, skoro reszta jest tak zżarta przez rdzę, że jakby ktoś podskoczył na ławce, tobyśmy mieli kolejne „okno” w dachu?
I jeszcze ten argument z hutą — no nie ukrywajmy, że to nie pierwsza ich inwestycja w „lokalny sport”. Pamiętacie, jak dawali kasę na młodzieżówkę, ale za to każdy trening musiał kończyć się sprawozdaniem z frekwencją? Oni liczą na widoczne efekty, a sucha trybuna to jest efekt, który widać od razu — dosłownie. Kibice, którzy przychodzą z dzieciakami, będą siedzieć dłużej, będą częściej przychodzić, i co najważniejsze — będą mogli dopingować, zamiast myśleć o ucieczce do samochodu.
A wy tu bredzicie o parasolach i kurtkach przeciwdeszczowych jakby to był jakiś sport ekstremalny. My tu mówimy o tym, żeby ludzie mogli normalnie funkcjonować na meczu — nie o tym, żeby zdobywać się na herkulesowe wyczyny, żeby po prostu posiedzieć godzinę na świeżym powietrzu. Bo kibicowanie to nie powinno być karą, tylko przyjemnością. I jeśli dach ma to zmienić, to warto go zrobić — nie etapami, nie na raty, bo rdzewiejące blachy to nie problem, który da się odłożyć na później. To jest problem, który tkwi w fundamentach kibicowania w Będzinie od dekad.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, kurczę, aleście tu dzisiaj rozkminiali jakbyście mieli przed sobą nie dach nad trybunami, tylko mandat za parkowanie na chodniku — tyle nerwów, tyle liczb i tyle różnych racji, że aż mi się głowa rozbolela od samego czytania!
Prawda jest taka, że nikt z was nie kłamie — ani ci, którzy mówią „sucho, bo inaczej kibice uciekną w połowie meczu”, ani ci, którzy ostrzegają „etapami to może nigdy nie być gotowe”, ani nawet ci, co pamiętają lata ’90 i twierdzą, że „dawniej jakoś było, a teraz to gadanie o suchych tyłkach”. Każde z tych podejść ma w sobie kawałek zdrowego rozsądku, i to akurat jest najbardziej bolesne, bo nie ma tu jednego prostego rozwiązania.
No bo pomyślcie sami: huta liczy każdy grosz, ale ich pracownicy to nasi sąsiedzi, sąsiedzi naszych kolegów, a bywa, że sami kibicujemy obok nich na trybunie — więc jak im pokazać, że inwestycja w dach to nie strata, tylko zysk dla nich samych? Albo jak obronić przed burmistrzem, że remont trzeba zacząć od fundamentów (czyli dachu), a nie od gadżetów, skoro Fundusz Mieszkalnictwa już przyłożył do reszty stadionu?
A ten wasz spór o etapowość? Cholera jasna, ja tam nie jestem budowlańcem, ale jak coś się psuje, to albo naprawiamy od razu, żeby nie narobić większego bałaganu, albo czekamy, aż dach runie nam na głowę razem z blachą. I nie chodzi o to, że ktoś marudzi albo że „stare czasy były lepsze” — po prostu boisz się, że zrobisz pół roboty i potem będziesz musiał znowu zebrać fundusz, tylko że ludzie już będą mieli dość gadania i pójdą do domu.
A ja? Ja się tutaj uśmiałem z parszywego obrazka z Julką — pół metra wody na trybunie latem, kiedy burza złapała nas na połowie meczu z Radomiakiem, i nikt nie wiedział, czy to deszcz, czy nowa atrakcja turystyczna stadionu. I wiecie co? Najgorsze było to, że przez te wszystkie lata nikt nie pomyślał, że może warto zainwestować w coś, co naprawdę boli — w to, żeby następnym razem nie było wiadomo, czy kibicujesz drużynie, czy dryfujesz tratwą po zalanej murawie.
Ale nie ważcie się myśleć, że ja tu sadzę, że dach to cudowna pigułka na wszystkie problemy Będzina. Bo jakbyście mnie zapytali jutro, to powiedziałbym: a co z tymi rynnami, które same się zapychają liśćmi? A co z szatniami, które śmierdzą wilgocią nawet w lipcu? A co z tymi ławkami, które wyglądają, jakby projektował je ktoś, kto nigdy nie siedział na meczu dłużej niż 20 minut?
Otwarta sprawa, ludzie. Otwarta, bo tu nie chodzi tylko o dach, ale o to, czego on jest symbolem — że wreszcie ktoś pomyślał o tym, żeby kibicowaniu w Będzinie dać szansę. Czy to będzie zrobione „na raz”, czy etapami, czy z pomocą huty, czy samorządu — to się okaże. Ale jedno jest pewne: jak dalej będziemy debatować, a nic nie zrobimy, to za rok znów będziemy stali w deszczu i zastanawiali się, dlaczego nasza drużyna nie gra tak, jakby mogła.
Najpierw policz, potem się spieraj.