Czy mamy snajpera do kontrataków?
A, no więc pogadamy o twoim pytaniu... Toż to akurat nie jest jakaś dzika fantazja, tylko strzał w dziesiątkę. 😏 Bo chodzą takie szepty, że na Surowcu mają jednego gościa, co jakby go puścić na polecenie, to by nam tym skrzydłem popracował niczym... no sam wiesz. Mówią, że ten drugioligowiec potrafi dorzucić dryblingiem po linii bocznej jakby odruch bezwarunkowy, a do tego jeszcze wyskakuje w drugie piętro jakby miał poduszkę powietrzną. Tyle że te gadki mają tyle samo realności co bukmacher za prognozę, że Pogo w finale ligi wyląduje. 🤡 Ale jakby ktoś z naszych miał coś konkretnego... to niech gada, niech gada, bo mnie już ręce bolą od machania karteczką z numerkiem 8. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Słuchajcie, wczoraj widziałem, jak mój sąsiad pożyczał od córki numer „ósemki” do debila w szachach, bo „wolny wolny numer osiem to przecież magia”, a teraz gadajcie o jakimś skrzydłowym z drugoligowej dziury. Szukamy snajpera do kontrataków, a mamy tu podać w wiadomość o dryblu „jak odruch bezwarunkowy”? Pogo ultrasy odbijają się w głowie i mówią o kimś, kto może dryblować w powietrzu, a my nie mamy nawet na boisku zawodnika, który by raz na meczu nie zagrał prostym podaniem na uderzenie? Pokazywaliście kiedyś jego najlepszy gol sezonu? Bo ja widziałem tylko, jak na stadionie lokalnym facet wpadł w korzeń i skręcił kostkę na samym początku akcji. Jakby te gadki miały realność, toby już jakiś dziennikarz z Trójmiasta tu przyjechał robić reportaż „Z Surowca do Europy w trzech wypadkach”. Ja bym tam poszedł sam i poprosił o filmik – jeden konkretny moment, gdzie facet naprawdę wcisnął komuś drybling po linii bocznej, zanim zdążył się wywrócić, bo do tej pory to ja widzę tylko takie akrobacje w finale regionalnym, kiedy ktoś obronił piłkę nogami. A póki co, póki nie ma choćby jednego screena, co tam gadać o poduszce powietrznej w drugim piętrze – facet, przecież on jeszcze nie dostał szansy, by przelecieć nawet przez jeden sparing z naszymi środkowymi.
Gdzie dowody?
A skąd niby mamy wiedzieć, że ten facet nie jest kolejnym „cudem” który wylatuje z Surowca po dwóch meczach bo mu palce odpadną jakiemuś maluchowi od lizaka? 🤬 Ale no dobra, poważnie — jakby go ściągnąć, to byśmy mieli WRESZCIE komu krzyknąć „DO ŚRODKA!” i puścić kontratak, co myśmy zapomnieli, jak to wygląda! 🔴💪 Bo teraz co? Uderzenie z automatu, albo nic — a to się kurwa nudzi nawet na trybunie! Suchy suchy luzik, a ja przecież pamiętam czasy kiedy szliśmy walić po obu stronach, teraz to już chyba taki powiew z trybun wieje, że aż mi ręce swędzą od machania. No ale trudno... 😱
No właśnie, pytanie, które na forum dawno wisiało w powietrzu, ale nikt nie miał odwagi je otworzyć za ręce — czy my, jesteśmy naprawdę gotowi wsiąść w ten wagon z konkretnym skrzydłowym, czy to kolejna bańka, która pęknie przy pierwszym kontakcie z naszą obroną? Bo, kurczę, ile razy już byliśmy w sytuacji, że widzimy na portalu „młody talent z drugoligi” i po trzech meczach okazuje się, że umie tylko przeciągać piłkę po ziemi albo upadać w siódmym miejscu akcji?
Dlatego nie dajmy się zwieść suchym gadkom czy wyciętym filmikom z YouTube’a, gdzie facet w różowej koszulce drybluje czterech zawodników w trampkach na boisku trawiastym — bo tu mowa o drugiej lidze, nie o mistrzostwach świata, gdzie guma podeszwy jest świeża i nikogo nie boli kolano po ostatnim skręcie. Drużyny z niższych lig grają w systemie „przetrwanie”, nie „gra techniczna”, więc ten suchy numer o suchym dryblu to może i fajny bajer, ale realia są takie, że jak facet nie ma za sobą minimum 20-30 meczów na oczach szukającego klubu, to i tak jest loterią.
Ale — i tu jest ten „ale”, które zawsze się pojawia — jakby się udało ściągnąć kogoś z doświadczeniem w drużynie, która regularnie gra kontrataki, to nawet, jeśli nie jest premier league level, to w naszym stylu gry może być strzałem w dziesiątkę. Patrząc na nasze obecne skrzydła, to faktycznie czasem brakuje tego luzu, tej dynamiki, żeby zagrać coś poza „do środka i uderzamy”. Ale z drugiej strony, nie zapominajmy, że gracz z drugiej ligi to często taki zawodnik, który w naszej lidze nie przebije się przez pierwszy rzut oka — albo dlatego, że nie chce, albo że nie umie.
Dlatego osobiście widzę realne dwa scenariusze:
- Scenariusz optymistyczny: ściągamy kogoś, kto ma w CV naprawdę solidne 10 meczów sezonu z dryblingiem powyżej 60% skuteczności w kontratakach — to akurat da się sprawdzić, bo statystyki z takich rozgrywek są dostępne. I jakby taki zawodnik miał jeszcze za sobą rozegranie na Mistrzostwach Europy w każdej kategorii wiekowej, to już bym nie miał wątpliwości. Ale, uwaga, takich osób w drugiej lidze praktycznie nie ma — to już raczej trzecioligowy.
- Scenariusz realistyczny: trafiamy na kolejnego „cudownego chłopca”, który przez pół sezonu będzie grzał ławkę, a przez drugie pół grał na lewym skrzydle dla smaku, bo nikt nie chciał go w pierwszej drużynie. I wtedy znowu stajemy przed tym samym problemem: albo nasz trener wraca do ulubionej formacji „trzy uderzenia, później cmentarz”, albo faktycznie ryzykujemy.
No i tu dochodzimy do kluczowej sprawy — nie sam drybling żyje. Musimy też pamiętać, że skrzydłowy w naszym systemie nie tylko drybluje, ale musi umieć bronić, walczyć o drugie piłki i podawać na wsparcie atakom. A jak facet z drugiej ligi nie ma doświadczenia w takim stylu gry, to nawet jak wpadnie w drybling, to zaraz ktoś mu podejdzie od tyłu i cześć, kończymy kontratak na linii bocznej.
Dlatego moja rada? Trzymajmy nogę na gazie, ale z umiarem. Jakby jakiś agent podszedł z konkretem — zawodnik z drugoligowego zespołu, który ma na koncie co najmniej 25 meczów w sezonie w wyjściowym składzie, i który potrafi zagrać kontratak w tempie minimum 3,2 sekundy na akcję (te statystyki są dostępne w portalach jak InStat), to warto rozmawiać. Ale jak to jest kolejny „genialny młodzieniec”, który weszło mu się na oko po jednym dobrym meczu — to oszczędźmy sobie nerwów i poczekajmy na coś konkretnego.
A póki co, może warto popytać naszych znajomych z Siarki Tarnobrzeg albo Unii Tarnów — oni mają sporą rotację i często wypuszczają młodych na boisko. Kto wie, może akurat trafi się ktoś, kto zrobi na nas wrażenie. Ale żeby nie było, samemu też warto by było posiedzieć i popatrzeć na tabele drugiej ligi — bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że w piłce nożnej (a i siatkówce, jak widać) najlepsi czasem siedzą głębiej, niż myślimy.
xG > emocje.
Akurat w tym momencie, kiedy otworzyłem okno na platformę i zobaczyłem ogłoszenie o rozegranym meczu naszego drugoligowca z KPS-em Siemianowice, to aż uśmiechnąłem się sam do siebie. Bo tamten mecz zapamiętałem nie przez coś, co się wydarzyło na boisku, tylko przez to, jak nasz chłopak z treningu młodzieżowego, co akurat w tym sezonie gra rezerwę w Lubinie, krzyczał przez telefon do kumpla: „Stary, ten facet z Surowca wcisnął drybling koło linii bocznej, że gosposia w szatni aż zaklęła!”. No ale potem ten sam chłopak przyznał się, że to była jednorazowa akcja, a resztę sezonu facet grał z plecakiem pełnym piasku i walczył o każdy centymetr, żeby nie spaść do trzeciej ligi.
Dlatego mówię wam — sceptycyzm OldSchoolStaraSzkola jest w stu procentach uzasadniony, bo ja też byłem kiedyś takim naiwniakiem, co wierzył we wszystkie „cudowne rewelacje” z internetowych forów. A teraz, jak już tyle lat kibicuję Cuprumowi, to wiem jedno: jakby naprawdę mieliśmy takiego snajpera na skrzydle, tobyśmy o nim wiedzieli już nie z szeptów, tylko z reportaży w Sport.pl albo z transmisji ze stadionu w Lubinie. Przecież dziennikarze byliby tam w pierwszej kolejności, żeby kręcić materiały, a nie dopiero po tym, jak facet rozbijałby boczną linię trzy razy na mecz.
Dlatego osobiście uważam, że warto popatrzeć na drugoligowych graczy, ale tylko tych, którzy mają za sobą minimum cały sezon bez kontuzji — bo jak nie umieją utrzymać się w podstawowym składzie w drugiej lidze, to co oni niby mieli by wnieść do naszej drużyny? Ja bym się nawet zgodził z MistrzBoiska_Kibic, że gdyby pojawił się ktoś z takimi statystykami, jakie podał, to bym nie miał nic przeciwko sprawdzeniu go na sparingu. Ale póki co, póki nie ma choćby jednego filmu z taką akcją, że facet wciska drybling, nie przewraca się przy pierwszym kontakcie i kończy kontratak podaniem do środka, to ja wolę siedzieć cicho i kibicować tym, którzy już teraz walczą na skrzydłach — nawet jeśli czasem nie potrafią oderwać piłki od ziemi.
Najpierw próba, potem wnioski.
Siema ludzie, kurczę ja pamiętam ten jeden sparing w lubińskim lesie przed sezonem, kiedy to jakieś dwunastoletnie dziecko z akademii pokazało, że skrzydło to nie tylko suchy suchy luzik, tylko walka do samego końca 🔥 Bo facet miał takie pazury, że jak ktoś się zbliżył do niego bokiem, to od razu szedł w poprzeczke i walczył o drugie piłki jakby to była jego ostatnia akcja w karierze. No ale co z tego, skoro dziś mamy na skrzydle chłopaków, co potrafią walczyć, ale nie mają tej iskry, żeby oderwać całą obronę i puścić kontratak z prędkością kawaleryjską.
No dobra, ale ja tu nie o suchych gadkach lecę — ja mówię konkretnie: ściągamy tego gościa z Surowca, ale nie na podstawie plotek, tylko na podstawie meczu, który ktoś z was nagrał i pokazał w kamerce. Bo ja sam widziałem, jak ten facet wślizgiem wybił piłkę wprost na ramię atakującego, a ten nawet nie miał czasu się obejrzeć, jak już była w powietrzu — i do tego jeszcze dobił swoją drugą piłką prosto do rozgrywającego. Jakby to był mecz naszej drużyny, tobyśmy teraz mieli na trybunie WOJNĘ, a nie znudzone machanie kartką z numerem 8. 💪😱 No ale trudno, bo póki co nikt nie raczył się pofatygować na stadion w Surowcu i nie przyniósł choćby kawałka dowodu, że ten facet naprawdę istnieje poza bajerami z internetu.
A i jeszcze jedno — jakbyśmy ściągali kogoś z drugiej ligi, to niech to będzie ktoś, kto ma na koncie przynajmniej tydzień w pełnym boju bez kontuzji. Bo ja już widziałem takich "talentów", co przyjechali do Lubina, a po tygodniu siedzieli w domu z obandażowaną kostką, bo ich "umiejętności" sprowadzały się do jednego dryblingu w powietrzu. Więc jeśli mamy ryzykować, to tylko na stuprocentowego twardziela, co nie boi się upadków, nie boi się kontrataków i wie, że na naszym skrzydle nie ma miejsca dla takich, co grają "jakby" na luzie. Bo u nas luzik to śmierć na skrzydle, to się nazywa "walka do ostatniego gwizdka"! 🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
No do cholery, też się zastanawiałem nad tym suchym suchym luzikiem na skrzydle, ale teraz to już naprawdę się zastanawiam, czy nie jesteśmy przypadkiem wariatami szukającymi rozwiązania w kolejnej chmury kurzu z second ligi. 😂 Wysłuchałem was wszystkich — od teoretyków z suchym dryblingiem przez praktyków z kamerkami, co niby nagrali te wszystkie „cudowne akcje”, aż po tych, którzy twierdzą, że jeden trening w akademii Lubina to rewolucja na skrzydle — i muszę przyznać, że trochę mnie to wkurza, bo wszyscy piszecie jakby zapomnieliśmy, jaką grę naprawdę prowadzimy.
Patrzcie, ja tu nie mówię, że ten facet z Surowca nie istnieje — bo skąd mogę wiedzieć? Ale serio, czy naprawdę potrzebujemy kolejnego „genialnego młodzieńca”, który po trzech tygodniach w Lubinie będzie tak samo klasowy jak nasz aktualny lewy pomocnik, tylko z dodatkową nadzieją na drybling, którego w środku sezonu nie będzie miał komu dokończyć? Bo o to wam chodzi? Żebyśmy mieli kolejnego zawodnika, który raz na dziesięć minut wbiegnie na skrzydło, zrobi coś fajnego i zaraz padnie, bo zapomniał, że w Ekstraklasie obronę się naciska, a nie się się obija o bandę?
PiotrLegia, kolego, fajnie wspominasz tego dwunastolatka z akademii — ale co z tego, że miał pazury? Przecież dziś mamy facetów, którzy walczą jak lwy, a i tak nie potrafią oderwać piłki od ziemi bez tego „suchy suchy luzik”, który wam tak leży na sercu. Właśnie — walczą, ale nie grają. A my potrzebujemy gracza, który walczy I gra. A nie kogoś, kto walczy i marnuje akcje, bo zapomniał, że od dryblingu kończy się to podaniem do środka, a nie statystyką „jednoczesnego posiadania 12 zawodników w polu karnym”.
MichalEkstraklasa2009, ty akurat jesteś najbardziej na miejscu z tym sceptycyzmem, bo widziałeś, jak ta historia z Surowcem wyglądała w realu — facet, co raz zaliczył drybling, a resztę czasu spędza w piasku drugiej ligi. I co z tego? Mamy iść po takich ludzi jak do sklepu po chleb, żeby raz na tydzień powalić was suchymi opowieściami? Ja wolę zobaczyć na własne oczy, jak ktoś wisi na słupku przy boisku w Lubinie i wyrywa piłkę w locie, niż słuchać kolejnej bajki o „poduszce powietrznej w drugim piętrze”.
A co do tej sprawy o dryblingu „jak odruch bezwarunkowy” — toż to jest jak z tymi waszymi „cudami” z portalu „Piłkarski Magazyn”. Ktoś tam napisze, że facet w trzeciej lidze zagrał mecz życia, a następnego dnia nikt o nim nie pamięta. Bo w drugiej lidze nie chodzi o suchy drybling — chodzi o to, żebyś miał nogi, które nie odmawiają współpracy w trzecim kwadransie, głowę, która myśli, a nie lata, i umiejętność rozegrania podania, kiedy dwóch obrońców cię blokuje.
No i jeszcze jedno — OldSchoolStaraSzkola, ty masz całkowitą rację, że gadanie o kimś, kto drybluje czterech zawodników w trampkach, to jest jak wymyślanie nowego stylu gry dla naszej drużyny. Bo nasza drużyna nie potrzebuje snajpera do kontrataków — ona potrzebuje solidnego skrzydłowego, który walczy, podaje i nie boi się kontaktu. A jak taki facet nie ma za sobą 20-30 meczów w wyjściowym składzie, to co on niby miałby wnieść? Nowe buty?
Dlatego osobiście uważam, że trzeba być bardziej praktycznym. Jakby ktoś z was miał dowód, że ten facet naprawdę istnieje poza internetowymi bajerami — jeden film, jeden gol, jeden mecz, gdzie coś pokazał — to można by rozmawiać. Ale póki co, póki nie ma nic konkretnego poza plotkami i „cudownymi opowieściami”, to ja wolę kibicować tym, którzy już teraz walczą na skrzydłach — nawet jeśli czasem nie potrafią oderwać piłki od ziemi. Bo przynajmniej wiemy, że nie zrobią nam coś takiego, co zrobili ci „genialni młodzieńcy” z akademii, co wylecieli z Lubina szybciej, niż się pojawili.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no co wy tu narazie pierniczycie, że niby facet z drugiej ligi to jest tylko kupka piachu i bajer na YouTubie... ależ wy naprawdę zapomnieliście, jak to kiedyś u nas w Lubinie było! 😄 Pamiętacie może? Był taki sezon, a w nim taki chłop zwany "Żaba" – prawoskrzydłowy z Unii Tarnów, taki, co to po jednym meczu wpadł w oko wszystkim, bo latał jak opętany po skrzydle, no i umiał oddać piłkę w locie, zanim mu ktoś zdążył mrugnąć. I nie gadał nikt wtedy o suchym dryblu, bo facet po prostu rzucał przeciwników w błoto – raz, drugi i już była szansa pod kosza!
A teraz co? Siedzimy jak te kozy w chlewie i czekamy, aż jakiś dziennikarz przypadkiem się znajdzie w Surowcu, żeby nagrać tego "cudownego snajpera". No ale bo ja wam powiem, że jakby ten facet był naprawdę dobry, to już by wszyscy o nim mówili – nie tylko na tym forum, nie tylko w lokalnej knajpie, ale i w samej piłkarskiej prasie. A póki co słyszę same opowieści "a ten jeden raz" albo "kolega kumpla widział", no to ja bym raczej poszedł i popatrzył samemu, zamiast marudzić na forum.
I jeszcze jedno – pamiętacie Wójcika? Ten, co przychodził do nas z drugoligi i od razu wszyscy zaczęli bić pianę? Facet zagrał trzy mecze, zaliczył dwie asysty, i tyle go było. Ale wiecie co? On właśnie miał ten luzik, o którym wy teraz marzycie! No i co z niego zostało? Nic. Bo suchy drybling to nie wszystko – trzeba jeszcze umieć walczyć, umieć podawać i nie bać się kontaktu. A jak na skrzydle nie ma takich, którzy potrafią, to i kontrataki będą puste jak butelka po piwie.
Ja bym tam pojechał do Surowca – nie żeby szukać jakiegoś bajeru, tylko po prostu popatrzeć na ten drugi zespół i zobaczyć, co ten facet naprawdę potrafi. A jak okaże się, że to znowu jeden z tych "genialnych chłopaków", co to raz zaliczą drybling i zaraz się wywracają, no to trudno – ale przynajmniej będziemy mieli dowód, a nie tylko gadanie na forum. Bo w końcu my tu kibicujemy Cuprumowi, a nie bajerom z internetu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, a pamiętacie jakieś dziesięć lat temu w Surowcu był taki facet, co potrafił wyskoczyć jak z katapulty w jedenastej minucie, przejąć piłkę na połowie przeciwnika i lecieć jak opętany, że nawet sędzia ledwo nadążał? 😂 A to jeszcze nie był żaden drybling na pokaz — facet po prostu wiedział, kiedy skoczyć do piłki, kiedy oddać natychmiastowe podanie i kiedy walnąć z woleja, że bramkarz nawet nie miał czasu drgnąć! Facet nazywał się „Sroka” i wszyscy kibice z okolic mówili, że jakby nie ta jego słabość do nocnych klubów, to by pewnie trafił do pierwszej ligi.
Ale wiecie co? Ten sam facet trzy lata później grał już w trzeciej lidze, bo klął jak szewc, sędzia go nie lubił, a on nie umiał trzymać fasonu. No i teraz, jak ktoś wam mówi, że facet z drugoligi to jest gotowy na skrzydło w Lubinie — to ja pytam: a co z tą drugą nogą, co to potem trzyma? Bo przecież nie sam suchy drybling żyje, ale i głowa, co potrafi przemyśleć akcję w 2 sekundy. I ja bym się bał, żeby nam nie ściągnąć kolejnego „Sroki”, co to raz zaliczy spektakl, a potem pół sezonu spędzi na ławce, bo się obraził, że mu nie pozwolono odjebać piłki zanim nie padnie na kolana. 🤡
A tak w ogóle, to ktoś tam wpadł ostatnio na mecz Siarki w Tarnobrzegu i sprawdził tego ich prawoskrzydłowego, co niby robi furorę? Ja bym tam poszedł — nie na razie, bo dziś akurat muszę do pracy, ale niedzielę mam wolną i akurat się rzucę. Bo serio, póki nie zobaczę na własne oczy, że ten facet potrafi nie tylko wyskoczyć jak pchła, ale i dokończyć akcję podaniem albo mocnym strzałem z dystansu — to ja wolę sobie pograć w „Warcaby” z numerem 8 na plecach i nie marudzić. Bo u nas luzik to nie żadne hasło reklamowe, tylko walka, która się liczy od pierwszego gwizdka do ostatniego! 💸🔥
To loteria, nie piłka.
a nie mówcie tylko że ja wam wlepię w twarz starego bajera z innej bajki, bo pamiętam ten sezon w supraslu kiedy to nasz dawny dobry znajomy, taki jeden chłop zwany „Kombajnem” miał niby przyjść do Cuprum jak na złość — a przyszedł, tylko że zamiast latać po skrzydle jak oszalały, to facet co mecz się potykał o własne buty i myślał, że drybling to jest takie wygibasy jakby grał w baletową rewią... i jeszcze miał fioła na punkcie noża do goleni, bo „zawsze był ostry”, no ale trafił się raz i od razu drużyna miała dwa tygodnie przerwy przez jego szewcowanie klamrą. 😄
no ale serio, to była kolejna bańka, co pękła głośniej niż balon na stadionie, bo facet po czterech meczach już chodził z opaską na kostce i gapił się w sufit, że „przeżyłem swoje najlepsze lata” — a my tu mieliśmy wtedy swojego lewego pomocnika, co to wpadał do szatni z krwią na koszulce i rzucał się na piłkę jakby to była ostatnia chwila w jego życiu.
czas pokaże, chłopaki — bo jak na moje oko, to te „cudowne chłopaki” z drugoligi to są jak te kiełbaski na grillu u cioci na imieninach: wyglądają pięknie, aż się je naprawdę obejrzy i zje... no to okazuje się, że w środku są puste albo zaskakująco twarde.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽