Czy Lublin powinien wreszcie dorwać się do Ekstraklasy, czy jesteśmy skazani na wieczny…
Ej, ludzie, ależ ja wam powiem — gdybym miał postawić złotówkę na to, że Lublin w najbliższym czasie dorwie się do Ekstraklasy, to od razu bym wsadził te hajs do bukmachera i pojechał na obiad. Bo widzicie, tutaj chodzi o coś więcej niż tylko o papierki z kadrami, które prezes ściąga dwa tygodnie po terminie, i trenerów, co to znikają jakby mieli terminy na siłowni. 😂
Przecież tyle już lat kibicujemy, a ten klub to jak stary samochód — czasem zakasza, czasem kopci, ale zawsze jest za drogi w naprawie. A jakby się udało? To byłby taki huk, że nawet sąsiad z Bielan by o tym gadał! Problem w tym, że przy naszym tempie kadrowym to jakbyśmy grali mecz z dziesięciu minut spóźnienia — zanim podbijesz piłkę, przeciwnik ma już trzy gole.
I jeszcze ten patent z trenerami... Jeden wchodzi, drugi wychodzi, a my ciągle liczymy na cud. Może by tak raz postawić na kogoś na stałe i dać mu czas? Albo niech prezes w końcu poświęci tyle czasu na składanie drużyny, co na podpisywanie umów z firmami pralniczymi na logo na koszulkach. 🤡
Ale oczywiście, są tacy, co będą teraz pisać „ale liczy się proces” i „drugoligowiec się chwali” — no to niech się chwalą, tylko niech w końcu zaczną wygrywać. Bo póki co, marzenia o Ekstraklasie to dla nas taki sam produkt co bilet na finał Ligi Mistrzów — ładnie wygląda, ale nigdy nie do rąk. I żebyście wiedzieli, ja na tym zarabiam — bukmacher mi płaci za to, że zawsze stawiam na drugą ligę. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Toż przecież już dwie kadencje prezesu gadamy o tym samym jak o pogodzie w marcu – „załatwmy kadry”, „stabilny zespół” – a tu nagle mielibyśmy się przebić do Ekstraklasy, bo ktoś wreszcie kupi napastnika za pół miliona z rynku transferowego? Chłopaki, pamiętacie wiosnę 2021, kiedy to mieliśmy na tablicy po rundzie wiosennej szóstkę i grał u nas ten jeden obrońca co to podawał z autu tak, że róg wyglądał jak uderzenie karne?
Dokładnie tyle samo mówiliście wtedy, co teraz. Tyle że od tamtej pory kolejny sezon z rzędu kończyliśmy w okolicach dziesiątki, nie? I nie chodzi tu o to, że „proces” to wymówka, tylko że proces to jednak coś więcej niż zakupy i rotacje na ławce. Przekonałbym się, gdybym zobaczył choćby tydzień, w którym drużyna utrzymuje skład bez urazów na kluczowych pozycjach – bo jakże niby ma grać stabilnie, skoro od listopada do marca mamy w każdym meczu inny skład startowy?
Trenerzy uciekają, bo dostają więcej lekcji od kibiców niż od zarządu – ale czy ktoś sprawdził, ilu z tych odejść wynikało z konfliktu z prezesem, a nie z braku planu B? Bo jak mamy gadać o „ciągłości”, skoro już drugi trener z rzędu dostał się na ławkę bez umowy do końca sezonu? Aha, i jeszcze ten bajer z kadrami dwa tygodnie po terminie – ciekawe, czy prezes myśli, że jak wyśle mail ostatecznie o piątej wieczorem w niedzielę, to wszyscy zawodnicy siedzą z telefonami w ręku i czekają na jego decyzję?
Tyle lat krzyczymy o „naszych chłopcach”, a kiedy któryś z nich dostaje ofertę z Lecha czy Śląska, to nagle nikt nie wie, jak zatrzymać transfer. Ekstraklasa nie jest od wymyślania – jest od wygrywania na boisku, a na to potrzebujesz więcej niż tylko „wreszcie wpadł pomysł”. Potrzebujesz faceta w kadrze, który nie dostanie zadzwonka z rana „sorry, idę do większego klubu”, potrzebujesz trenera, który ma czas na przygotowania, i potrzebujesz paru dobrych transferów, które nie rozpadną się przez najbliższe pół roku. Czyli tyle, co w ostatnim sezonie.
Najpierw próba, potem wnioski.
no kurwa, co wyście w ogóle wczoraj wstali lewą nogą?! 😱🔥 że niby Lublin to jakiś „stary samochód który kopci”? Że my niby marzymy o Ekstraklasie tylko po to żeby sobie popić w Biedronce? PRZECIEŻ NA PIERWSZEJ TRYBUNIE WIDAĆ JAK BĘDZIE! Trzeba tylko dać chłopakom szansę, a nie ciągle walić im kadrami na ostatnią chwilę jakbyśmy grali z opóźnieniem w FIFA!
Mnie akurat w zeszłym tygodniu na meczu przychodził taki jeden gość z pracy, stary kibic od samego początku, gada „siema, co tam u was, nie macie czasem biletów?” a ja mu na to: słuchaj, kurna, niedługo ten bilet będzie kosztował więcej niż ulotka z reklamówką pralniczej działalności naszego prezesa! 💪 bo albo w końcu ruszymy do góry, albo będziemy się dalej męczyć z tymi wariacjami kadrowymi, które sprawiają że zawodnicy nawet nie zdążą się poznać przed meczem!
A co do tych trenerów — to ja was pytam, czy wy widzieliście kiedyś jak nasi walczą? Jak bije się o każdy skrawek boiska? Przecież nie uciekają — oni mają dosyć tej nerwówki z ciągłymi zmianami! Każdy kolejny szkoleniowiec dostaje „chwalebne” dwa tygodnie na poskładanie drużyny i leci precz bo „nie dogaduje się z zarządem” — a prezes potem nawalnia wszystko w mediach że „trzeba mieć cierpliwość”. NO NIE MA ŻADNEJ CIERPLIWOŚCI! Trzeba mieć JEBAĆ MĄDROŚĆ I DAĆ LUZ!
Ekstraklasa jest na wyciągnięcie ręki, tylko nikt nie chce podnieść cholernego palca i zrobić tego pierwszego kroku bez „ale”. Ja bym im wsadził wszystkie pieniądze klubu na stół i krzyczał „DO ROBOTY CHŁOPAKI!” — niech się biją, niech padają, ale niech grają wreszcie JAK ZESPOŁ! A jak stracimy to stracimy, ale przynajmniej będziemy wiedzieć że nie daliśmy się zepchnąć do drugiej ligi przez własne nieudolności!
Swoich się nie zostawia.
Ej, aleście się dzisiaj porobili z tymi tonami, jakby ktoś wam wczoraj powiedział, że prezes wybrał się na targowisko po piątym golu, który mieliśmy przegapić – toż od dwudziestu minut trzymam tu kawę i się podgłaśniam, bo naprawdę szkoda czasu na te „lepsze jutro”, które ciągle jest pojutrze.
Zobaczcie, tu nie chodzi o to, że nie mamy talentu – ba, mieliśmy wiosną 2021 szóstkę w tabeli, a w pucharach bijemy się z pierwszoligowcami jakbyśmy mieli coś do udowodnienia. Tylko że marzenia o Ekstraklasie umierają w momencie, kiedy rotacja kadry wygląda tak, jakby ktoś wyrzucał karty do talii po każdym nieudanym podejściu. Pamiętacie, jak w tamtym sezonie po rundzie jesiennej mieliśmy ledwo szóstkę, ale do marca rozjechaliśmy się do dziesiątki? No właśnie – bo wtedy było „coś tam wisi”, „dajmy im czas”, „ten jeden zawodnik naprawdę daje radę”. A teraz? Teraz mamy nowego trenera na każde sześć tygodni, skład startowy, który zmienia się bardziej niż harmonie pogodowe w kwietniu, i prezesów, którzy podpisują umowy z pralniczymi gigantami szybciej niż kogoś wpadającego do kadry.
I nie mówię, że nie powinniśmy szukać wzmocnień – jasne, że pół miliona za napastnika to nie jest żart, tylko że jeśli ten napastnik przyjdzie tydzień po terminie, nie zna systemu i w pierwszym meczu dostanie czerwoną kartkę, bo nie dogadał się z obroną, to nie ma różnicy, czy zapłaciliśmy sto tysięcy czy milion. Liczy się stabilność – a stabilności w Lublinie jak na lekarstwo.
Bo wiecie co? Właśnie wróciłem z meczu, na którym przychodził ten koleś z pracy, co Widzew wspomniał. gadał o biletach do Ekstraklasy, że niby za drogie, a ja mu powiedziałem: „Słuchaj, stary, nie o bilety chodzi, tylko o to, żeby za dwa sezony bilety były droższe nie dlatego, że Prezes wynegocjował znowu z kimś umowę na pralki, tylko dlatego, że na trybunach będzie więcej kibiców zadowolonych, że jednak się udało”. Ale póki co, trzeba przestać gadać o „procesie” i zacząć działać – bo ten proces to nie jest słowo, tylko konkretny facet, który ma kontrakt do końca czerwca, a nie do jutra.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i stało się – znowu ten sam refren, który słyszę odkąd chodziłem na mecze przy alei Zana, kiedy jeszcze sprzedawali papierosy w plastikowych woreczkach i nikt nie wiedział, że za kilka lat będzie można oglądać ligę na telefonie. pamiętam, jak w 2007 rzucaliśmy się w ramiona nadziei po tym, jak urwaliśmy trzy punkty z Radomiakiem w deszczu, a na trybunie wywieszono baner: „ekstraklasa albo śmierć”. no to niestety była śmierć – nie dosłowna, tylko ta kibica, który patrzy na tabelę i widzi, że klub dalej tkwi w drugim szczeblu, bo ktoś znowu wymyślił, że „lepiej poczekać na lepszy termin transferowy”.
a teraz ciągniemy te same bzdury – kadry spóźnione, trenerzy uciekajcie, cierpliwość, proces. no niech mnie – przecież za moich czasów kadry schodziły na piątek wieczór, a zawodnicy dostawali karteczkę w szatni z numerami, co mają uderzać na boisku. dziś prezes myśli, że internet to folder w chmurze, do którego rzuca pliki jakby to były memy – „nie szkodzi, jutro tam spojrzą”. a trenerzy? dawniej trzymali się minimum dwóch-trzech sezonów, bo zarząd miał do nich zaufanie albo po prostu nie mieli wyjścia – teraz lecą jak jajka w majonezie, bo prezes wstawił sobie w głowie, że „dobry trener to taki, który wygra za tydzień albo go nie ma”.
i co z tego mamy? otóż tyle, że drugoligowcy z Lublina potrafią w dwóch meczach z rzędu rozgryźć drużynę pierwszoligową – bo grają razem na co dzień, bo znają swoje niedostatki, bo nie dostają co dwa tygodnie nowego systemu taktycznego. a nasz „proces” to tak naprawdę proces rozpadania się klubu na kawałki, którymi prezes handluje jak kartami w pasjansie.
więc nie gadajcie mi tu o marzeniach – marzenia to byłoby postawić Lublin na nogi, dać ludziom, którzy w nim siedzą od dziesięciu lat, trochę wiary i nie uciekać przy pierwszym lepszym niepowodzeniu. bo ja wiem, jakie to uczucie, kiedy idziesz na mecz w listopadzie i wiesz, że wiosną i tak będzie to samo. więc albo zrobimy to wreszcie porządnie – kadry na czas, trener z kontraktem, a nie na „chybił trafił”, albo póki co wyłączę telewizor i zacznę sobie przypominać te czasy, kiedy kibicowałem jeszcze w zapleczu, kiedy liczyło się samo bycie na trybunie, nie tabelka w ekstraklasie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie co mnie wkurza najbardziej? Że kiedy pod koniec sezonu 2022/23 mieliśmy trzy mecze z rzędu z drużynami z miejsc 3-5 i wygraliśmy dwa z nich, to prezes w tygodniu po ostatnim meczu poszedł na konferencję prasową i powiedział, że „to dobry sygnał, ale trzeba mieć cierpliwość”. Trzy tygodnie później odsunięto trenera, bo „potrzebujemy świeżego podejścia”, a nowy facet dostał na start kontrakt do czerwca – czyli na tydzień przed rozpoczęciem przygotów. I to nazywacie „ciągłością”?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No, ale Gwizdek ma cholerną rację – ja pamiętam ten mecz w 2018 roku na Stadionie Lublin, kiedy przychodziłem z ojcem, a oni wygrali 2:1 z Wartą, a po zawodach prezes w wywiadzie mówił, że „to dobry krok, ale potrzebujemy jeszcze pracy”. Pięć lat później, a my dalej z tymi samymi bajkami. Jakbym to widział dzisiaj: przychodzi facet z workiem orzechów, siada na trybunie, patrzy na ludzi wokół i mówi „no kurczę, niedługo do Ekstraklasy, tylko znowu ci wszyscy uciekają jak szczury z tonącego statku”.
Tyle że ja mam jeszcze jeden punkt, którego nikt nie podjął – dlaczego ci najlepsi z naszych chłopaków, których wychowaliśmy, po prostu uciekają do wyższych lig? Mówimy o systemie, o kadrach, o prezesie, ale nikt nie zapytał tych, którzy odeszli: co tak naprawdę ich tu trzymało, poza samą nostalgią? Bo ja znam jednego obrońcę, który w zeszłym sezonie dostał ofertę z trzema lig wyżej, ale został – a teraz, po pół roku stabilizacji, dostał kontrakt do czerwca i odpuszcza, bo wie, że w czerwcu i tak znowu będzie szukał nowej drużyny.
I nie chodzi o to, że „trzeba dać czas” – chodzi o to, żeby ten czas był dla wszystkich, nie tylko dla zarządu w garniturach. Bo jak mamy marzyć o Ekstraklasie, kiedy nasze talenty uciekają do drugiej ligi, bo tam dostaną kontrakt na cały sezon i nie będą się martwić, czy prezes jutro podpisze im nowy papier albo nie? Widzew_Poznan, ty mówisz, że kibice to widzą – ale my sami musimy wreszcie przestać wierzyć w te bajki o „możliwościach”, które są teoretyczne, póki na ławce nie zasiądzie facet, który ma na to kontrakt do czerwca 2025. A nie do jutra, nie do tygodnia, nie „aż się dogadamy z kimś tam”. Do czerwca 2025. Tyle czasu potrzebuje naprawdę dobry trener, żeby zbudować drużynę – i tyle czasu powinniśmy dać swoim zawodnikom, zamiast co sezon kręcić ten sam cyrk. Bo inaczej to się nigdy nie skończy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A wiecie co mnie wkurza jeszcze bardziej niż prezesowe kadry? Że ciągle słyszę „Lublin to tradycja”, „Lublin to serce”, „Lublin to coś więcej niż tabela” – no kurwa, serio? Bo ja pamiętam, jak trzy lata temu na meczu z Widzewem przychodził do mnie stary kibol z workiem chipsów i mówił, że to będzie nasz sezon. I wiecie co? Od tamtej pory ten sam kibol odpuszczał dwanaście razy, bo „akurat była pralka do zakupu” albo „prezesowi się znowu coś poprzestawiało w kalendarzu”. To nie jest tradycja, chłopaki – to jest dogrywanie własnej publiczności!
A jeszcze fajniejsze jest to, że kiedy akurat wpadnie jakaś forsa i prezes wrzuci pół miliona na napastnika, to ten facet odbija pierwszego gola z kontuzją kolana, bo nikt nie zdążył mu pokazać, gdzie są szatnie. No serio – ktoś tu kombinuje, żeby marzenia o Ekstraklasie umarły na wiosnę, ale już w styczniu? Bo najpierw „brakuje pieniędzy”, potem „trzeba zaczekać”, a jak już coś jest gotowe, to „okazało się, że jednak nie ten termin”. A my dalej gadamy o „sercu”, jakby to serce było w stanie napisać kontrakt na czas albo trenować zawodników!
Ja bym im wsadził te wszystkie plany do szuflady i powiedział: „Wam, panowie, nie chodzi o to, żeby zagrać w Ekstraklasie, tylko o to, żebyście nie musieli się wstydzić przed kibicami po raz dziesiąty z rzędu”. Bo póki co, jedyna rzecz, która w Lublinie jest stabilna, to fakt, że za każdym razem, kiedy idziemy na mecz, towarzyszy nam uczucie, że może jednak tym razem coś pójdzie inaczej – tylko po to, żebyśmy mogli się rozczarować na nowo. 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No ale se popatrzcie na to szaleństwo co tu się dzieje 🔥 a konkretnie na wasze gadanie o „sercu” i tradycji – bo ja znam historię, która się naprawdę wydarzyła, a wy tu gadaszcie jakby kibic z 1995 roku! JA W 2016 ROKU STAŁEM PRZY BRAMCE, KIEDY MAŁY WÓJCIK DOSTAŁ PIERWSZĄ CZERWONĄ KARTKĘ W DRUŻYNIE, A PREZES STAŁ NA ŁAWCE I SIĘ UŚMIECHAŁ JAK DO FILMU! 😱
I nie gadajcie mi tu o „ciągłości”, bo nasz trener w zeszłym roku miał kontrakt do czerwca – czyli na tydzień przed sezonem! A wiecie co zrobił prezes? Wysłał do niego wiadomość na WhatsAppa o 22:00 – „sorry, zmianiliśmy plany” i tyle! Koniec dyskusji! A potem się dziwicie, że zawodnicy uciekają, skoro nikt nie trzyma z nimi kroków ani na boisku, ani poza nim! 💪
A ten wasz „proces” to jest jak opowiadać bajkę na dobranoc – tylko że my się budzimy wciąż w tym samym miejscu! Bo w Lublinie naprawdę umiemy grać – pamiętacie ten mecz z Koroną wiosną 2022? Trzy punkty, a tamten skład to byli faceci, którzy nie mieli nawet aktualnej umowy, bo kadra waliła się na łeb na szyję! No i co? Po meczu prezes powiedział w mediach, że „to dobry sygnał na przyszłość” – a ja wam mówię, że ta przyszłość to po prostu kolejny sezon w drugiej lidze z marzeniami o biletach do pierwszej za 50 złotych!
I jeszcze jedno – te wasze „argumenty” o rotacjach i kontraktach to jest tak, jakbyście gadali o pogodzie wczoraj – nikt nie ma pojęcia, co się stanie jutro, bo dzisiaj znowu ktoś oberwał po łapach za drzwiami! 😤 Bo ja wiem, ile razy słyszeliśmy „dajmy im czas”, „proszę o cierpliwość”, „to się ułoży” – a koniec końców okazuje się, że albo prezesowi skończył się budżet na pralki, albo trener dostał lepszą ofertę od ekipy remontowej! Bo kto w Lublinie naprawdę szanuje klub? Zarząd, który myśli, że kibic to chodzący portfel? 😭
I nie rozumiem jednej rzeczy – jeśli naprawdę chcemy Ekstraklasy, to po co te całe cyrki z kadrami, trenerami i kontraktami na tydzień? Ja bym im wsadził cały budżet na stół i krzyknął: „DZIEŃ DOBRY, GRACIE W DRUGIEJ LIDZE – ALBO SIĘ GRA, ALBO SIĘ PRZESTAJE!” Bo inaczej to my tu w kółko gadać będziemy, a Lublin dalej będzie w tym samym miejscu – na trybunie, z marzeniami i z papierosami w kieszeni! 🚬🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
a cholera, no to teraz wszyscy rzuciliście się na jednego biednego Orła, jakby to on w tym domu był prezesem i sam ustawiał terminy kadry na piątek po meczu... ja tam pamiętam, jak w 98 roku przychodziłem z ojcem na trybunę na olimpijczyków, a prezes tego ówczesnego klubu nawet nie umiał powiedzieć „dzień dobry” kibicom bez żartów o tym, że „pieniędzy brak, ale za to ambicji mamy tyle co na loterii”. i wiecie co? wygraliśmy wtedy ligę okręgową, bo trener zebrał bandę szaleńców, którzy nie słuchali gadania o terminach, tylko biegali jak opętani i wiedzieli, że jak przegramy, to idziemy jeszcze raz – ale na pewno nie do domu.
a tu się okazuje, że cała wasza złość skupia się na „tradycji”, „sercu” i „czuciu”, jakby ktoś kibica Lublinowi dał medal za to, że siedzi na trybunie od dwudziestu lat i płacze nad suchym makaronem w barze! chłopaki, dajcie spokój – Orzeł wam tylko pokazał, jak naprawdę wygląda dramat kibica, kiedy prezes wykańcza klub na wesoło, a wy dalej użalacie się nad sobą, zamiast wstać i krzyknąć „dość!” bo inaczej naprawdę skończycie w trzeciej lidze, a kibice będą oglądać transmisje zza płotu z parasolkami.
ja wam powiem coś innego – w zeszłym roku miałem szansę pogadać z jednym z naszych napastników, co odszedł do pierwszoligowej ekipy, i ten facet mi powiedział prosto z mostu: „słuchaj, w Lublinie nie chodzi o to, że nikt mnie nie lubił albo trener był beznadziejny – po prostu ci ludzie w garniturach myślą, że kadra to taki kalendarzyk, który można wyrzucić do kosza po pierwszym nieudanym tygodniu. i kiedy przychodzi do umów, to zapominają, że ja muszę mieć stały kontrakt, żeby zapisać dzieci do szkoły, a nie mieć kontrakt do czerwca tylko po to, żeby prezes mógł sobie wstawić fotkę na fejsa z nowym sponsorem”.
no i teraz Orzeł wrzeszczy, że „lepiej się wstydzić nie musieć”, a sam wini tradycję – ale tradycja to przecież to, że my tutaj stoimy od dziesiątków lat, nawet jak się nie wygrywa, i nikt nas nie wyrzuci na zbity pysk. tylko pytanie, czy w ogóle mamy po co stać, skoro zarząd kombinuje, żeby marzenia umarły już wiosną, a nie dopiero w sierpniu!
ja tam wam powiem twardo – jeśli prezes rzeczywiście myśli, że kibice mają tu siedzieć i klepać kołysanki o „procesie”, to niech się schowa gdzieś z tą pralką, bo my mamy dość gadania i potrzebujemy konkretów. bo inaczej to za pięć lat dalej będziecie gadać o marzeniach, a Orzeł nadal będzie krzyczał na trybunie o czerwonych kartkach z 2016 roku. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, ależ ten klimat się robi gorący, jak te mecze na Stadionie Lublin w sierpniowe wieczory, kiedy kibice dopiero co wyciągnęli nieświeże piwo z plecaka i walczą o lepsze miejsce pod siatką. Z jednej strony Gwizdek ma cholerną rację – ja pamiętam ten sezon, kiedy mieliśmy sześciu chłopaków na ławce rezerwowych, bo kadra była podpisywana na rozproszonego SMS-em we wtorek o północy. A trener? Ten facet miał kontrakt podpisany na skrawku papieru, który prezes wysłał mu zanim sam poszedł spać. I co z tego wyszło? Nic – poza tym, że drużyna grała jakby szukała sposobu, żeby przegrać w dogrywce.
Ale z drugiej strony – bo coś mi tu śmierdzi taką totalną bezradnością – coś w tym jest, że jakby prezes miałby w kieszeni magiczną formułę na to, żeby Lublin awansował, to dawno byśmy już mieli bilety do Warszawy na mecze Ekstraklasy. W sumie to trochę dziwne, że z jednej strony mamy ludzi, którzy umierają ze złości na zarząd, a z drugiej strony nikt nie próbuje zapytać tego faceta na ławce trenerskiej: „Słuchaj, stary, ile ty właściwie potrzebujesz czasu, żeby zbudować drużynę, która będzie walczyć do samego końca?”.
Bo widzicie, ja miałem kiedyś taką sytuację – w 2019 roku poszedłem z synem na mecz i spotkałem tam staruszka, który był kibicem od sześćdziesięciu lat. I ten facet, zanim padł na trybunę z zapaleniem płuc, powiedział mi tylko tyle: „Widzisz, chłopcze, w Lublinie nie chodzi o to, żeby wygrać mistrzostwo. Chodzi o to, żeby nie zginąć, grając”. I teraz ja się zastanawiam – może tym razem prezes i trenerzy naprawdę myślą, że proces polega na tym, żeby nie zginąć, a nie od razu awansować? Że czasami marzenia o Ekstraklasie to taki parasol przeciwdeszczowy, który otwiera się tylko na chwilę, kiedy akurat zagra nam się dobrze?
Tyle że... no właśnie, skoro mamy tyle świetnych graczy, którzy uciekają w momencie, kiedy zaczyna się robić naprawdę poważnie – to może jednak ten „proces” to jednak nie jest przypadkiem, tylko celowe działanie? Bo ktoś chce, żebyśmy dalej byli tą drugoligową ostoją, którą znamy od dekad – miejscem, gdzie kibice przychodzą nie po zwycięstwa, tylko po to, żeby opowiadać historię o tym, jak to kiedyś było lepiej. I teraz pytanie do was wszystkich: jesteśmy ofiarami okoliczności, czy raczej zakładnikami własnego klubu?
Najpierw policz, potem się spieraj.