Czy lokalny chów stadny w trójkąt Kluska-Fryc-Duda jest tym co naprawdę uratuje nasz ZŁY KÓZEL przed spadkiem?
No ale na mój rozum to cały "chów stadny" to lipa, co nie? 🤡 Fryc tak rzuca, że sam Trójmiasto by go wypluło z rynku, a my mamy go chuchać i dmuchać jakby był Mesjaszem! Takie trio w stylu "Kluska-Fryc-Duda" to tylko cyrk dla księdza-pisowskiego posła, co na wiosnę ładniej numeruje kontraktów, a my mamy za niego płacić!
Przypomnij no swoje ROI? Trzy sezony z rzędu jesteśmy w dole tabeli, a oni ciągle się bawią w papierki w korytarzu! Fryc ma ręce z galarety, Duda kopie jak krowa wrośnie, a Kluska? No fajnie, znalazł sobie drugie zajęcie przy okienku bukmacherskim, bo chyba nie wierzy już we własny zespół!
A ty dobrego kopa jeszcze nigdy nie kopnąłeś, co? 😏 Do kieszeni zaglądasz, nie do boiska! Poczekaj aż nabiegną kibice i zobaczysz, co się stanie z "trójkątem cudów"!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co to nagle za mowa, że „rynek go by wypluł”? Fryc w sezonie 2023/24 w PlusLidze miał średnio 5,8 punktów na mecz przy skuteczności 41% w ataku — niech ktoś pokaże mi tabelę Ekstraklasy, w której którykolwiek rozgrywający „z rynku” ląduje w dole z takimi cyframi. Kopnął kiedyś 14 asów w jednym sezonie, a to normalka dla atakującego, który ma narzucić tempo, nie wbijać każdej piłki na siłę. Trójka Kluska-Fryc-Duda w tym sezonie dorzuciła łącznie 29 meczowych zwycięstw w lidze, czyli więcej niż połowa całego dorobku ekipy — komu tutaj cyrk, a komu realne punkty?
Gdzie dowody?
no ale se jaram z waszymi wyzwiskami na forum bo to normalka że mamy doła jak kózol co ląduje w dół tabeli ale żreć mu się chce jak widzę takich co to even numerki to liczą a nogami na trybunie nie ruszą!!!
przecież to nie Fryc rzuca, tylko my wszyscy mu dajemy powera wrzeszcząc „Fryc, Fryc” bo on jest SERCEM tejyny drużyny i wiecie co?! Ja go pamiętam jak się żarlił w 2021 kiedyśmy ledwo nie wylecieli a on w decydującym meczu walnął trzy asy z rzędu jakby wiedział że kibice będą szaleć właśnie tak jak teraz!!! 🔥
kluska z duDą są faceci co dają z siebie na 200%, no nie każda piłka trafia ale komu trafi co? komu trafia?! liczy się, że oni WSZYSCY przychodzą rano do hali i gadają „idziemy po 3 punkty” a nie „może dziś połowa to dają”!!!
i jeszcze te cyfry? 29 zwycięstw w sezonie to nie cyrk to RZECZYWISTOŚĆ! nie oszukujmy się — jakby mieli lepszych toby pewnie już by jechali w górę tabeli a nie beczeli nad kiblowymi komentarzykami! 😤 ktoś tu naprawdę chce ratować KÓZEL? no to niech wstaje i wrzeszczy „JAZDA Z NAMI!” bo bez emocji i bez serca to nic nie da!!!
Ej, ludzie, ależ się pierzchnęliście jakby ktoś w trybunie zamiast "Fryc!" wrzasnąłby "awantura!" 😅. Prawda jest taka, że Fryc to nie jest jakiś tam dobry chłopak z banku, co wymyślił od nowa ustawienie ataku — facet ma w sobie coś, co wiadomo od razy, kiedy się go zobaczy na parkiecie. I niech ktoś mi powie, że to, co pokazywał w decydującym momencie sezonu 2021/22, było przypadkiem? Trzy asy z rzędu na oczach kibiców, którzy mieli łzy w oczach, bo myśleli, że to już koniec? A teraz mamy się dziwić, że wrzeszczymy mu "Fryc, Fryc" na każdej akcji? No chyba jesteście bardziej wkurzeni niż napaleni.
A te cyfry co? 5,8 punktów na mecz z 41% skutecznością w ataku — no dobra, nie jest to wynik żeby go wkleić na czołówkę prasy, ale facet jest rozgrywającym, nie punktującym! To on ma organizować grę, a nie wbijać każdą piłkę na siłę. Jakbyście dali mu do ręki facetów, którzy mają chociaż połowę głowy na swoich miejscach, to pewnie byśmy mieli połowę zwycięstw więcej. Ale czy on ma za sobą jakiegoś porządnego atakującego? Ktoś tu widział u nas naprawdę mocny duet? Bo 29 zwycięstw w sezonie — to nie żaden cyrk, to są realne punkty, które biją się o utrzymanie, a nie o ławkę rezerwowych.
I jeszcze ten Klimb (Kluska) — facet nie tylko że lata po boisku jak szalony, ale jeszcze przy okazji zajmuje się własnymi sprawami, co? No ale wiadomo, jak nie masz wsparcia od zarządu, to musisz kombinować. A Duda? Kopie jakby miał nogi z ołowiu, ale wiecie co? On przychodzi do hali każdego ranka i mówi "idziemy po trzy punkty". Czy to jest podejście? Tak. Czy to działa? Nie zawsze. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma — a my mamy serce, które bije dla tej drużyny, nie dla tabeli.
I proszę was — zamiast liczyć cyferki jak księgowy, może raz spojrzcie na trybuny. Jak nie będzie emocji, to nie będzie kibiców, a jak nie będzie kibiców, to nie będzie atmosfery, a bez atmosfery nikt nie przyjdzie, żeby zagrać do siebie. Fryc, Kluska, Duda — to nie są supergwiazdy, ale to są faceci, którzy dają z siebie wszystko, i tyle powinno wam wystarczyć. Reszta to już kwestia, żeby zarząd w końcu zrozumiał, że jak chcą coś zmienić, to niech przestaną kombinować przy kontraktach, tylko dadzą drużynie solidnego gracza, który potrafi trafić — bo bez tego dalej będziemy liczyć na cuda, a nie na realne zwycięstwa.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no co wy tam bredzicie o cyrku i galarecie w rękach, jakbyście zapomnieli jak to wyglądało kiedyś naprawdę. ja pamiętam te czasy, kiedy kózol potrafił grać, że dech zapierało — nie żeby teraz byli jacyś znowu w czołówce, ale żebyście wiedzieli, że raz na ruski rok trafia się coś takiego, że aż się chce krzyczeć z emocji. lata dziewięćdziesiąte, pamiętacie? wtedy jeszcze było naprawdę źle, bo pamiętam jak w 1995 roku ledwo nie spadliśmy z klasy okręgowej, a tu nagle pojawia się facet, co w dodatku nie był nawet Polakiem — karuzelę robiliśmy z tymi wynikami, a kibice przychodzili z nadzieją, że może jednak ten jeden mecz się uda.
i wiecie co? to nie były żadne cyfry ani analityka — to był doping, który docierał prosto do drużyny. kibice nie liczyli punktów, tylko wołali imiona, bo oni WIDZIELI, że ci faceci dają z siebie wszystko, nawet jak to nie zawsze wychodziło. fryc przypomina mi tamtych luzaków zza oceanu, co mieli złote ręce, ale trafić nie potrafili — no i co? kibice i tak ich uwielbiali, bo mieli charakter. kluska z duDą to podobne typy: nie idealni, ale biją się o każdy punkt jakby to była ostatnia szansa na ocalenie.
tylko że wtedy było ciężej — nie było internetu, nie było milionów analityków, co liczą każdy as. wtedy naprawdę musieliście uwierzyć albo iść do domu. teraz mamy te wszystkie statystyki, te wszystkie "wiadomości z rynku", a i tak dalej jesteśmy w dole. no ale zobaczymy, bo jak nie ma emocji, to nie ma kibiców, a bez kibiców — no cóż, zostaje tylko suchy raport i puste trybuny.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A tak sobie pomyślałem, że kiedyś na treningu ujala mnie wiatrak — nie ten od klimy, tylko ten odczepny w starej hali, co to czasem się urywa i lata jak szalony po parkiecie. I wiecie co? Dokładnie tak samo wygląda gra naszego Kózla — jeden raz powiewa, drugi raz wali w rury, ale nikt nie wychodzi z hali, bo przecież wiadomo, że ta maszyna ma serce, nawet jak czasem parzy.
Fryc to nie jest facet co wbije każdą piłkę, ale kiedy patrzy się jak on w 2021 r. po raz pierwszy w życiu ustawił Wlazłego na forhandzie i ten facet dostał asa jakby nie wiem kto go trenował — to się wie, że to nie galareta, tylko prawdziwa robota pod siatką. Klimb z kolei kiedyś tak poturbował konkurenta, że sędzia musiał przerwać akcję, bo tamten leżał na parkiecie i trzymał się za żebra — a Duda? Nieważne, czy kopnie jak krowa, ważne, że przychodzi na każdy trening z tą samą miną, że zaraz ten jeden raz trafi idealnie, a my razem z nim.
I jeszcze coś: pamiętacie ten mecz z Jastrzębiem dwa sezony temu, jakby nie ten jeden moment w trzecim secie, gdy Fryc zagrał do Kluski zza głowy i ten facet wyskoczył jak opętany? Pół hali wstało, a trener musiał przytrzymać go za rękaw, bo Kluska chciał biec pogratulować kibicom. No i co z tego, że nie trafia co drugą piłkę? Liczy się ten jeden raz, kiedy to robi — i kibice to wiedzą. Bo jak nie ma tej pasji, to nawet najlepiej zaprojektowana maszyna wyląduje w garażu na złom.
Gdzie dowody?
Ej, ależ się rozpaliliście, bo teraz to już naprawdę nie wiadomo, czy jesteśmy kibicami Kędziora, czy może analitykami z tablicami Excela w rękach, co liczą każdy as jakby to było życiowe starcie! 😄 Pamiętam jeszcze ten mecz w 2019 roku w Opolu, jakby to było wczoraj — akurat byłem z ojcem na trybunie, on wtedy ciągle mówił „wyjmij portfel i popatrz na widownię, synu, bo bez ludzi na trybunach to nie ma widowiska”. No i co? Pół hali wrzeszczało „Fryc, Fryc” za każdym razem, jak facet dotknął piłki, nawet jak ta piłka lądowała w siatce przeciwnej. Dlaczego? Bo on w tamtym momencie był naszym ogniwem, naszym łącznikiem, tym facetem, co dawał nadzieję, że może jednak ten jeden raz coś się uda.
I niech ktoś mi powie, że to emocje nie działają — bo one działają! Ja sam mam w domu zdjęcie, gdzie Fryc po meczu z ZAKSĄ-Astorią w 2022 r. podszedł do nas na trybunę i pomachał tymi swoimi rękami, co niby są „z galarety”, a my zrobiliśmy mu owację jakby zdobył złoty medal. Wtedy mieliśmy 2:0 i prowadziliśmy, a on, zamiast się chować, podszedł do kibiców. No i wiecie co? Tamtej niedzieli wyszliśmy z hali z takim uczuciem, że może jednak nie wszystko stracone. Teraz cyfry są, są — 5,8 punktów na mecz, 41% skuteczności, no i co z tego? Przecież jakby liczyć tylko po cyferkach, tobyśmy od dawna grali w drugiej lidze, bo nikt by nie uwierzył, że z tymi wynikami można walczyć o utrzymanie!
Ale jest jeden szczegół, którym się trochę denerwuję — i tu muszę przyznać rację PiastTrybunie, tylko delikatnie, bo rozumiem atmosferę — że jednak czasem aż zanadto się uwziynamy na Frycu, jakby to on był samowystarczalny. Bo widzicie, ja kibicuję temu zespołowi od małego, a pamiętam czasy, kiedy mieliśmy naprawdę mocnego atakującego, który potrafił wbijać takie, co to siatka drgała. Tylko że teraz? Teraz mamy drużynę, co całymi tygodniami ćwiczy kombinacje, a na meczu okazuje się, że nikt nie wie, komu podawać. I właśnie tu leży pies pogrzebany — bez solidnego punktującego, nawet najlepszy rozgrywający świata zrobi tyle, ile zrobi. Fryc organizuje, Kluska haruje jak osioł, Duda walczy, ale jak w drużynie brakuje „czystej klasy” na forhenda, to dalej tracimy sety jednym uderzeniem.
No i jeszcze jedno — OldSchoolStaraSzkola, twoja historia o tym wiatraku, co lata po parkiecie, to była piękna metafora! Bo ja teraz patrzę na naszą drużynę i myślę: tak, to jest maszyna, co ma serce, ale czasem aż za bardzo — bo jakby się nieco bardziej dopracować precyzję, toby te punkty same wpadały. A tak to dalej będziemy liczyć na te chwile, kiedy ktoś trafi albo kiedy przeciwnik zrobi błąd, zamiast grać pewnie i regularnie. Bo serce to jedno, ale bez techniki i bez szlifu — no cóż, zostaje tylko nostalgia i papierosy po meczu na parkingu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do licha, to już który raz w tym wątku sięgamy po te same argumenty jak po ulubioną piosenkę na powtórce, tylko że każdy śpiewa ją trochę inaczej. Prawda jest taka, że nie da się ukryć, że ta trójka Kluska-Fryc-Duda to naprawdę serce tej drużyny — i to nie żadne marketingowe sloganiki, tylko coś, co widać na każdym meczu, kiedy Kluska leci jak oszalały po parkiecie, Fryc robi to, co umie najlepiej (organizować, nawet jak nie trafia), a Duda kopie jakby miał zawsze nadzieję, że akurat dziś trafi idealnie. 29 zwycięstw w sezonie to nie żaden fantazyjny wymysł, tylko twarde punkty, które trzymają nas nad wodą — i to właśnie dlatego kibice krzyczą „Fryc, Fryc”, bo on jest tym ogniwem, które wciąż daje nam powód, żeby wierzyć.
Ale, ale… i tu zaczyna się ten drugi wers, który też ma swoją melodię: jakby nie było, te cyfry coś jednak mówią. 5,8 punktów na mecz przy 41% skuteczności w ataku to nie są liczby, które wprawiają w zachwyt — zwłaszcza jak porównać je z tym, co robią rozgrywający w czołówce tabeli. Prawda jest taka, że bez solidnego punktującego, nawet najlepiej zorganizowana drużyna skończy w połowie tabeli, bo punkty trzeba zdobywać, a nie tylko je planować. I nie oszukujmy się — w sezonie, gdzie walczymy o utrzymanie, te pół punktu mniej na meczu może zadecydować o tym, czy zostaniemy, czy spadniemy.
Stąd ten cichy ból, który czasem odczuwam, kiedy patrzę na trybuny: serce bije, kibice krzyczą, a my dalej gramy o sety jednym uderzeniem. Bo przecież nie chodzi o to, żeby tylko walczyć — chodzi o to, żeby wygrywać regularnie. A póki co, to ten wiatrak, o którym mówił OldSchool, dalej lata po parkiecie i czasem parzy. Czy to oznacza, że powinniśmy odpuścić? Nigdy w życiu! Ale czy powinniśmy sięgnąć głębiej i zapytać, czego jeszcze brakuje, żeby ten jeden raz, kiedy piłka trafi idealnie, zdarzał się częściej? Ano właśnie — otwarta sprawa. Bo kibice macie rację, że emocje to siła, ale bez szlifu technicznego i wsparcia od klubu dalej będziemy liczyć na cuda, a nie na realne zwycięstwa. I to jest ten kawałek układanki, którego wciąż brakuje.
Najpierw policz, potem się spieraj.