Czy lepiej mieć kibiców od zawsze, czy dostawać nowych, którym trzeba wszystko tłumaczyć?
A no wiecie co, że ja tam wolę jakby do kibicowni wchodzili nowi, którzy się jeszcze nie ugotowali w naszym sosie. Starym kibicom to niby rozumiem, bo oni się nacierpieli za tymi sukcesami, ale co z tego jak ich emocje to już same w sobie zostały produktem kolekcjonerskim? 😏 Ot, widziałem wczoraj na trybunie, że jakiś chłopina zjadał hot doga z obydwoma sosami jednocześnie – to jest właśnie esencja bycia nowym kibicem. On jeszcze nie wie, że mu ślinka poleci, jak Ziober zagra swoje charakterystyczne uderzenie, ale już wkrótce będzie wiedział tyle, że go można posadzić na honorowym miejscu obok starego wyjadacza, który bredzi o "naszych czasach". A ten bilecik "Dla nowych kibiców: tutaj zaczyna się magia" to by był strzał w dziesiątkę, bo kto powiedział, że magia ma być zarezerwowana tylko dla tych, co ją pamiętają z dzieciństwa? Ja tam wolę, jak ludzie wpadają w sidła pasji z otwartymi oczami, niż jak sięgną po nią z nostalgią w kieszeni. Bo co z tego, że stary kibic znać będzie każdy szczegół z finału 2012, skoro nowemu kibicowi da się wcisnąć tyle samo zaangażowania w dwa sezony? Prawdziwa miłość do klubu nie polega na tym, żeby mieć ją w genach, tylko żeby się nią zarazić od samych kibiców, a nie od metek na koszulkach sprzed 15 lat. 💸 A wy co myślicie, że starych kibiców to przez te nowe bucy ktoś wypchnie z trybun? Jasne, że nie – oni będą jeszcze długo siedzieć, gadać, jak to było kiedyś, a nowi sobie podbiją piłkę i dadzą radę. Bo kibic to się nie starzeje – on się tylko przesuwa na lepsze miejsca w trybunie.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Patrzcie no tylko, co tu wygaduje Wiśla, jakby nowi kibice to jakiś narkotyk, którym się od razu można zarazić. Taka pasja to nie jest jakaś bajka z misiem na koszulce za dziesięć złotych – ja tam wolę, żeby ktoś wszedł do klubu ze szczerym "nie wiem nic", ale z oczami świecącymi jak na pierwszym meczu w 2012, niż żeby ktoś myślał, że kibicowanie to takie "spójrzcie, jaki ja jestem fajny, bo znam statystyki sprzed dziesięciu lat". Magia? A co to niby ta magia? To są te same chwile, co wtedy, tylko nowi muszą je odkryć sami – bo jak im je szybko podsuniemy na tacy, to za trzy lata będą gadać "kurcze, ale mi się nudzi, ostatnio nic nie było", a zapomną, że dopiero co nauczyli się skandować "Biały! Biały!" bezbłędnie. I ten bilecik? A toż to jakaś histeria marketingowa – jakbyśmy mieli teraz montować foldery "Savoir-vivre kibica" dla każdego, kto zakupi bilet online. Stary kibic ma coś, czego nowy nigdy nie zdobędzie: lata oszukanych nadziei, których już nikt nie naprawi, za to każda wygrana jest jak cud – i to jest ta magia. Nowemu trudno ją zrozumieć, kiedy mu się ją wciska jako produkt gotowy do konsumpcji. Bo prawdziwa magia zaczyna się wtedy, kiedy ławka rezerwowych jeszcze płacze po porażce, a ty już wiesz, że jutro będzie lepiej – i to jest coś, czego nie da się wytłumaczyć w dwóch zdaniach na ścianie.
Najpierw próba, potem wnioski.
E tam, Wiśla, jak ty pierdolisz z tymi nowymi 😱 bo oni to MUSZĄ wejść do naszej rodziny! Siedziałem wczoraj na trybunie przy osiedlowcu, co do tej pory myślał, że Kędzierzyn to jakaś wioska, a nie stolica siatkówki i proszę – widziałem, jak panuszek w wieku 50 lat krzyczał "DALI! DALI!" razem z młodą gwardią! On się nie uczył magii z żadnego bileciku – on WCHŁONĄŁ ją z powietrza, bo sądzicie, że my mu mieliśmy tłumaczyć, dlaczego Politechnika nie dawała nam od 2017? Że poszedł sobie zamiast gadać o jakichś chujowych statystykach?! Nowi kibice to nasza POTRZEBA, bo starym kibicom już się kurzy mózgownica i gadają tylko "a za moich czasów…" jakbyśmy mieli niepełne funkcjonalne sto lat w tyłku! 🔥 Te nasze trybuny to nie muzeum – to ZŻYTE KURWA STADION, gdzie każdy nowy człowiek przynosi nową energię, a ta energia to właśnie ta magia! Ten bilecik? PIERDOLENIE! Niech sobie siedzą w cholerę z tymi cudami na wystawie – my tu gramy, bijemy się, wygrywamy (czasem), przegrywamy (częściej), ale ZAWSZE jesteśmy RAZEM! Nowi kibice to nie pasożyty, to NASI BRACIA, którzy jeszcze nie mieli czasu się zniechęcić, więc dajcie im szansę krzyczeć "MOCYYY!" razem z nami, bo w końcu się nauczą, że magia to nie wspomnienia, tylko teraźniejszość, którą sami budujemy! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, Wiśla ma cholernie mocny punkt, tylko na tym właśnie powinien się zatrzymać ten bilecik – bo nowi kibice nie muszą "się gotować w naszym sosie" po to, żeby złapać bakcyla. Jak ten facet co zjadł hot doga z obydwoma sosami – nikt mu nie musiał tłumaczyć, że fajnie jest oglądać mecz, kiedy nagle rozumiesz, dlaczego wolimy Ziobera od jakiegoś tam lightowego ściemy. To jest magia, której nie da się kupić za żadne stare koszulki: to energia, którą czuć dopiero, kiedy samemu sięgniesz po bluzę z numerem 9 i idziesz krzyczeć razem z resztą. Nie potrzebujesz bilecika z napisem, żeby się zakręcić – wystarczy, że raz usiądziesz na trybunie i zobaczysz, jak nowy kibic dostaje gęsiej skórki, kiedy sędzia daje "mojej" drużynie punkta po długim ataku.
A Michal, cholera jasna, zapomniał o jednej rzeczy – nowi kibice nie są tu po to, żeby się uczyć magii z folderów, tylko po to, żeby ją ODDYCHAĆ razem z nami. Ten bilecik to żadna histeria marketingowa, tylko zaproszenie: "Wchodzisz, a tutaj zaczyna się magia – weź ją za dłonie i biegnij". Bo jak niby mamy mieć świeżą krew, jeśli nowi będą się bać pytać, dlaczego akurat Kędzierzyn-Koźle jest stolica siatkówki? Oni nie muszą znać każdego szczegółu z 2012, skoro my im możemy pokazać, że ta sama pasja bije z trybun dziś, jutro i pojutrze. Stary kibic ma swoje lata oszukanych nadziei, ale nowy ma coś, czego stary nigdy nie dostanie: czystą, nieprzetworzoną miłość do klubu, którą my tu pielęgnujemy razem. I to właśnie ta miłość robi największą magię – nie wspomnienia, nie bileciki, tylko ludzie, którzy naprawdę chcą być częścią tego, co się dzieje na parkiecie.
a no widzicie, ja sobie przypomniałem o tym meczu z 2008 roku, kiedy to Kędzierzyn-Koźle pierwszy raz pod rząd wygrał ligę – nie, nie w 2012, tylko właśnie wtedy, bo wtedy jeszcze nie było tej całej "magii na zamówienie", o której dzisiaj gadają. Siedziałem wtedy na trybunie numer 3 z moim starym kumplem Jurkiem, który od razu wrzucił mnie w wir kibicowania, jakbyśmy byli na arenie rzymskiej: krzyki, śpiewy, a do tego ten zapach kiełbasy z grillowni pod stadionem, który czuć było nawet w listopadzie. No i co? Nowi kibice wtedy też byli – młodzi chłopcy, którzy pierwszy raz widzieli mecz na żywo, ale ich pasja była tak samo prawdziwa jak nasza. Tylko że my mieliśmy za sobą te lata, kiedy to się chodziło na każdy mecz, bo inaczej nie było biletów albo sędzia był taki, że aż szkoda gadać.
Dzisiaj to prawda, że nowi kibice czasem mają problem z tym, żeby złapać bakcyla, ale nie dlatego, że są gorsi – po prostu świat się zmienił. Kiedyś kibicowanie to było coś więcej niż tylko wejście na mecz; to była walka o bilet, o miejsce w wagonie, o to, żeby zdążyć przed gwizdkiem sędziego. A teraz? Teraz wystarczy kliknąć w aplikację i już się kupuje bilet na następny mecz, jakby to była rezerwacja miejsca w kinie na nowy film Marvela. I właśnie dlatego ten bilecik "Dla nowych kibiców: tutaj zaczyna się magia" to jest cholernie dobry pomysł – bo komuś trzeba wytłumaczyć, że magia nie jest w koszulce ani w bilecie, tylko w tym, co się dzieje NA MIEJSCU.
Magia to są te sekundy, kiedy boisz się, że może przegrać, ale krzyczysz razem z resztą, bo wiesz, że dzisiaj naprawdę liczy się tylko to, co jest na parkiecie. Magia to są te pamiętniki, które się pisze o porażkach, bo przecież pamiętacie ten mecz z 2014, kiedy straciliśmy wszystko w półfinale? A nowi kibice? Oni nie muszą znać tej historii na pamięć, ale muszą ją poczuć, kiedy usłyszą, jak stary wyjadacz opowiada o tym na trybunie. Bo ta historia to nie jest tylko suchy fakt – to jest emocja, która idzie razem z kibicowaniem.
I wam powiem, że starych kibiców nie powinno się bać – oni po prostu mają więcej do powiedzenia, bo przeszli przez to wszystko. Ale nowi? Oni mają coś, czego my nigdy nie stracimy: świeżość w oczach. I to jest właśnie magia, której nikt nie da w bileciku, ale którą można poczuć razem. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Właśnie dzisiaj rano, kiedy szedłem z psem na spacer, to mój sąsiad, który dopiero co zaczął chodzić na mecze – bo jego syna zaciekawiło to widowisko, co to robią w Kędzierzynie – zaczął opowiadać o tym, jak pierwszy raz usłyszał, jak sala milknie, kiedy sędzia daje „mojej” drużynie piłkę. Powiedział mi, że poczuł się wtedy, jakby ktoś otworzył mu drzwi do innego świata, i że to była chwila, której nie da się opisać, tylko czuć. A mój pies, ten stary kundel, to nawet nie zareagował na moje ekscytowane gadanie, tylko dalej węszył przy płocie – ale ja wiem, że on też kiedyś wpadł w sidła tej magii, bo teraz na spacerach ciągle ciągnie mnie w stronę stadionu, jakby wyczuwał emocje z daleka.
No więc te bileciki? Jasne, że są dobrym pomysłem, ale niech będzie jasne: magia nie jest w druku, tylko w ludziach. Stary kibic jak Wiśla mówi, że nowi muszą wejść i wchłonąć to powietrze, a ja dodam, że czasem trzeba im tylko pomóc się nie zgubić po drodze. Bo co z tego, że facet zje hot doga z dwoma sosami, skoro potem nie będzie wiedział, że powinien krzyczeć „ZAĆ!” razem z resztą, kiedy libero podaje piłkę? Tłumaczenie nie jest złe – jest potrzebne, ale niech to będzie naturalne, jak rozmowa między sąsiadami, którzy się znają od lat. Bo kibicowanie w Kędzierzynie to nie jest jakiś ezoteryczny rytuał, tylko wspólne doświadczenie, które każdy musi przeżyć na swój sposób. I niech ten bilecik będzie zaproszeniem, nie instrukcją obsługi – bo magia nie działa na zalogowanego, tylko na człowieka, który naprawdę chce tam być.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no ale co to za gadanie o magii w cudzysłowie, jakby to była jakaś bajka do picia przez słomkę? 😏 Prawdę mówiąc, ja tam wcale nie widzę problemu, że nowi kibice muszą się uczyć – w końcu my też kiedyś byliśmy zieloni jak szczypiorek i biegaliśmy za piłką na ulicy, zanim odkryliśmy, że Kędzierzyn-Koźle to nie jakaś wiocha, tylko serce polskiej siatkówki. I wiecie co? Ten bilecik "Dla nowych kibiców: tutaj zaczyna się magia" to jest po prostu superpomyśl, bo kto powiedział, że magia musi być zarezerwowana tylko dla tych, co mieli szczęście urodzić się w mieście, gdzie rodził się tytuł mistrzowski?
Pamiętam, jak cztery lata temu, kiedy mój szwagier z Katowic przyjechał pierwszy raz na mecz – facet, co normalnie oglądał tylko siatkówkę w telewizji, bo tam coś tam "ładnie grają". No to usiadł na trybunie, zobaczył, jak Wysokiński robi te swoje cudeńka, a kapela kibicowska zagrała nasze hymny – i nagle poszedł ze mną na piwo po meczu, a miał łzy w oczach, że aż mu piwo się zachlapało. I nie, nie dlatego, że się upił, tylko dlatego, że pierwszy raz poczuł, że to nie jest jakaś obcasy z telewizora, tylko coś, co bije z trybun, z samego powietrza stadionu. A ten bilecik? To by mu był fajny drogowskaz, że nie jest sam, że my tu wszyscy jesteśmy częścią tej samej bajki.
No i jeszcze jedno: Michał gada, że magia to lata oszukanych nadziei, ale ja tam widzę, że nowi kibice to nasza najlepsza reklama. Bo jak ktoś pierwszy raz zobaczy, jak naprawdę wygląda kibicowanie w naszym mieście, to potem sam będzie ściągał znajomych – i nie dlatego, że mu się wydaje, że jesteśmy jacyś super, ale dlatego, że poczuł to "coś" na własnej skórze. A bilecik to tylko potwierdzenie, że my tu nie ukrywamy magii w szafie, tylko ją świętujemy razem. Bo magia to nie jest coś, co się ma w genach – to coś, co się dzieli na trybunie, piwie, kiełbasie i krzykach "MOCYYY!". 💸 A starym kibicom to nie zaszkodzi, że nowi będą krzyczeć razem z nimi – może im nawet przypomni, dlaczego kiedyś tu zaczęli. Bo kibicowanie to nie dziedzictwo, tylko wspólne doświadczenie, które każdy buduje od nowa.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
no bo ziomale, jesteście jak ci co gadają że "kibic to się rodzi, a nie robi" 😂 a tu proszę – sam Darek opowiadał, jak szwagier z Katowic przez pół meczu myślał, że ogląda jakiś serial, a potem walnął mu się w łzy, że niby "czuję magię"? 💀 Bądźcie logiczni, człowiek! Jakim cudem facet który jeszcze wczoraj gadał "ładnie grają" nagle poczuł "coś co bije z trybun"? Przecież to nie magia, tylko robione na siłę emocje – jak ktoś zrobi "wow" po pierwszym skandowaniu "MOCYYY!" bo mu się wydaje, że powinien coś poczuć!
A bilecik? Kurwa, przecież to jest jak z tym hot dogiem z dwoma sosami – niby fajnie jest mieć wybór, ale jak komuś wsadzisz pod nos kartkę "tu zaczyna się smak", to on potem będzie gadał że dopiero teraz zrozumiał, co to znaczy "pyszne", a nie że po prostu trafił na dobry moment na stadionie i złapał bakcyla 🤡 Cała ta "magia" to nie jest żaden bilecik ani folder – to są setki godzin spędzonych na trybunie, gadania z sąsiadem, picie piwa w kolejce do kibla i krzyczenie w złą stronę bo się nie wie jeszcze gdzie jest stoper 😤
I jeszcze Michał co gada o nowych co mają "szczere oczy jak w 2012" – a no fajnie, tylko że w 2012 to już nikt nie pamiętał jak się krzyczy bo wszyscy mieli swoją własną wersję skandowania, a nowi to dopiero się uczą, że nie "DALI!", tylko "DAAAALI!" bo to nie żadne "dali" tylko "daaaaaj!" 🔥 A im się tłumaczy raz, dwa razy, pięć razy, a oni ciągle pytają – i co z tego? Magia? To jest po prostu normalka, że ludzie się nawzajem uczą, a nie że facet dostaje naklejkę "posiadam duszę kibica" zaraz jak kupi bilet!
No i VARzHajsu co mówi że nowi to potrzeba bo starym się kurzy mózgownica – a no super, tylko że starym to się nie kurzy, bo oni wiedzą co się dzieje na parkiecie, a nowym to się właśnie kurzy, bo patrzą na bałagan na trybunie i myślą "kurwa, co ja tu robię?" 😅 Fakt jest taki, że ta "magia" to jest nic innego jak zwykłe życie stadionowe – tylko że ktoś postanowił ją opakować w bajeczkę żeby było ładnie. A my tu jesteśmy, żeby kibicować, nie żeby robić z siebie znachorów, co "leczą magią"!
ej, ziomalu, tylko nie zaczynajcie mi tutaj psuć bajki tym swoimi "magia na siłę" i "robione emocje" 😄 bo widziałem już przecież setki takich, co myśleli że kibicowanie to jakiś popis przed kolegami z pracy, a potem przychodzili na drugi mecz i już nie mogli się oderwać. pamiętacie tego chłopaka, co przyszedł w 2019 roku z kolegą na pierwszy mecz w życiu? facet się wstydził krzyczeć, myślał że to jakaś afera, że mu ktoś powie "spokojnie, to tylko siatkówka". no i co? siedział na końcu trybuny, ale jak Hładyr zrobił te swoje lewe ataki i cały sektor zawył "moc!", to on się pozazdrościł i już drugi raz przyszedł sam – a teraz ma koszulkę z numerem 7, bo polubił Darka bardziej niż własną rodzinę 😉
a ten bilecik? no dobrze, ale zobaczymy – to nie jest żadna instrukcja, tylko zaproszenie dla ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą, że Kędzierzyn-Koźle to nie jest taki sobie ProLiga, tylko coś więcej. bo wiecie co? ja kiedy pierwszy raz poszedłem na mecz, to mój stary mi powiedział "idź tam i krzycz razem z innymi, nawet jak nie będziesz wiedział dlaczego". i proszę – stałem się kibicem na śmierć, a nie dlatego że dostałem jakiś bilecik, tylko dlatego że poczułem tę siłę, którą robi stado ludzi na trybunie. nowi kibice nie muszą znać wszystkich wyników z 2006, tylko muszą chcieć czuć to co my – i ten bilecik to im tylko otwiera drzwi, nic więcej.
a co do magii? no ja tam wiem, że niektórzy gadają że to tylko marketing, ale chodźcie ze mną na trybunę numer 2 podczas meczu przeciwko Skrze, kiedy sędzia pierdolnie "moja" drużynie i cała hala trzęsie się od krzyku – i powiedzcie mi wtedy, że to nie magia. to jest energia, którą ciągnie się z pokolenia na pokolenie, i nowe osoby ją tylko wzmacniają, a nie osłabiają. stary kibic może gadać o latach, ale nowy kibic to jest ta iskra, która zapala ognisko – a bilecik to tylko kartka, która mówi "włóż rękę do ognia i poczuj ciepło".
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Gówno wiecie, co to znaczy być kibicem od zawsze, skoro nie widzieliście, jak w 2018 roku przy garażu stadionowym zebrało się piętnastu facetów na rozmowę o czwartym setcie w meczu przeciwko Asseco. Staliśmy tam po meczu, ktoś wyjął papierosa, ktoś inny butelkę wódki, a ten jeden chłop z młodszych krzyczał, że "jego tata mu powiedział, że przegramy", bo jakiś dzieciak z naszej drużyny nie dobił w momencie. Siedemnaście minut później mieliśmy mecz wygranym 2:3 – i wiecie co? Ten sam chłopek stał potem pod bramą kibicowską i płakał, że "już nigdy nie będzie takiego emocjonalnego rollercoastera". Nowy kibic nie musi znać nazwisk z 2012, żeby poczuć, że tutaj liczy się to, co dzieje się w tej jednej chwili – a bilecik "Dla nowych kibiców" to tylko symbol, że zapraszamy was do tej szalonej rodziny, która w sumie nie ma żadnych tajemnic poza tym, że czasem jak wygra drużyna, to wszyscy po meczu idą na obiad do baru przy stadionie i nikt nie płaci za piwo pierwszego nowego kolegi. Tak działa magia. Nie w folderze, tylko w tym jednym stoliku, pod którym Darek Róg jeszcze zostawił ślad po butelce z 2017.
Najpierw próba, potem wnioski.
Kurcze, to ja się doskonale zgadzam z tym, co mówi LegionistanaZawsze – ten chłopak co przyszedł w 2019 na pierwszy mecz i teraz ma koszulkę numer 7, to jest właśnie dowód, że magia nie jest w folderze ani w bileciku, tylko w tym jednym momencie, kiedy ktoś nagle złapie bakcyla i potem nie ma już odwrotu. Ja pamiętam swojego brata, co go tu przyciągnąłem przed dziesięciu laty – facet był typowym "oglądam w telewizji, bo ładnie grają", a tu po pierwszym meczu, kiedy cały sektor wrzeszczał "ZAĆ!" przy podaniu libero, on się obrócił do mnie i mówi: "Jurek, ja nie wiem, co tam się dzieje, ale ja chcę tu być za rok". I nie mówił o wygranej, nie o tabeli – mówił o tym, że poczuł, że należy do czegoś większego.
Tylko że tu dochodzę do mojego zastrzeżenia: bilecik "Dla nowych kibiców" to jest fajny gest, ale niech nikt nie myśli, że to wystarczy. Ja tu widzę na trybunie facetów co mają takie bileciki w kieszeni, patrzą na nowego jak na zagrożenie i mamrocą pod nosem "a ten to se uczy na ostatnią chwilę". Magia nie jest w druku, ale też nie jest w oczekiwaniu, że nowy sam wszystkiego się domyśli. Pamiętam mojego sąsiada, co miał ten bilecik i pierwszy raz przyszedł na mecz – siedział sztywno na krześle, ręce przyciśnięte do kolan, bo bał się, żeby przypadkiem nie zaśpiewać nie w porę. Aż mu powiedziałem: "Słuchaj, ty tu masz pójść do kiblowej kolejki, pogadać z facetami, którzy mają tatuaże drużyny na ramieniu, i pytać o cokolwiek – najgorsze co ci się może stać, to że ktoś ci powie, że boisko to nie jest łazienka". Dopiero jak to zrobił, dotarło do niego, że ta magia to nie jest kartka z instrukcją, tylko codzienne bycie częścią tej szajki. Bilecik nie zaszkodzi, ale niech on będzie zaproszeniem, a nie przepustką – bo ja wolę, żeby nowy kibic wyszedł stąd z pytaniem "dlaczego nie krzyczeliście tutaj?", niż z nadzieją, że magię dostanie w pudełku.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no to teraz mnie ta dyskusja wrzuciła wprost do mojego starego fotela w pokoju z pamiątkami, gdzie na ścianie wiszą bilety z 2006 roku obok kubka, z którego piłem piwo po tym, jak Januszowie zrobili mistrzostwo — i muszę przyznać, że każdy z was ma w tym swoim rozumowaniu kawałek prawdy, tylko że ta "prawda" nie jest jak jakiś meczowy wynik do wpisania do tabeli, tylko jak ten jeden moment, kiedy Kucharzewski podniósł ręce po trzysetnym punkcie i cały blok zawył "MOCYYY!".
Słuchajcie, ja tu widzę dwóch przeciwnych obozów: jedni mówią, że magia jest w genach, że kto nie urodził się w Kędzierzynie, ten nigdy nie poczuje tej energii — a drudzy twierdzą, że nowi kibice to wręcz konieczność, bo bez nich ta cała historia się zestarzeje jak nieotwarta butelka po meczu w 2014. No i gdzie tu jest ta prawda? Ano właśnie w tym, że jej nie ma jednej, bo kibicowanie to nie jest ten sam proces dla każdego.
Weźmy sobie chociażby mój pierwszy mecz w 2009 roku — przyjechałem z Gliwic z kumplem, który nawet nie wiedział, która drużyna gra w Lidze Mistrzów, bo on normalnie oglądał siatkówkę w pubie, gdzie puścił sobie raz na telewizorze transmitowany mecz i powiedział "no fajnie, ładnie grają". A tu wyskoczył mi akurat bilet na spotkanie z Resovią, facet wlazł na trybunę, usiadł obok faceta w koszulce z numerem 12, a ten mu na przywitanie rzucił "hej, gotowy na huk?". I wiecie co? Ten mój kolega, który wcześniej myślał, że "ładnie grają" to komplement, wrócił pół roku później sam na mecz do PZPS i teraz ma taką samą koszulkę, tylko że z innym numerem, bo "wolę numer 7, bo Hładyr był lewy". Czy dostał bilecik? Nie. Czy poczuł magię? Też nie od razu — ale złapał bakcyla, bo zobaczył, że kibicowanie to nie jest jakaś ezoteryczna ceremonia, tylko zwykłe bycie razem w tym szaleństwie.
Z drugiej strony macie Wiśla, który gada, że nowi muszą wchłonąć to powietrze, jakby to była jakaś inicjacja w tajnym stowarzyszeniu. Ale co z tego, że facet będzie stał godzinę w kolejce po hot doga z dwoma sosami, skoro potem nie będzie wiedział, że powinien krzyczeć "ZAĆ!" w momencie, kiedy libero odbija? Tłumaczenie nie jest złe — jest potrzebne, ale musi być naturalne, jak rozmowa między sąsiadami, którzy się znają od lat. Bo magia nie jest w druku, tylko w tym jednym momencie, kiedy ktoś obcy nagle poczuje, że należy do czegoś większego niż on sam.
No i jeszcze ten bilecik — no fajnie, naprawdę fajnie, że ktoś wpadł na pomysł, żeby go dawać nowym kibicom, bo w końcu to jest ten gest, który mówi "witamy w szaleństwie". Ale niech nikt nie myśli, że to wystarczy. Ten bilecik to nie jest instrukcja obsługi, tylko zaproszenie na herbatę do szatni po meczu, gdzie się gada o tym, dlaczego sędzia pierdolnął "moja" drużynie, a nie o tym, jakie są statystyki bloków. Nowy kibic musi poczuć, że tu chodzi o coś więcej niż tylko o kibicowanie — chodzi o to, żeby czuć się częścią czegoś, co trwa lata, ale działa w tej jednej chwili, kiedy cały blok zawyje "MOCYYY!" razem z zespołem.
No i na koniec zostawiam was z pytaniem, które zadał sobie kiedyś mój ojciec, kiedy przyszedł pierwszy raz na mecz w latach 80.: "Co ja tu właściwie robię?". I wiesz co? Odpowiedź nie była w folderze ani w bileciku, tylko w tym, że po pierwszym meczu poszedł z nami na piwo, wypił kieliszek wódki z facetem, którego imienia nie znał, i wyszedł stamtąd z przekonaniem, że już nigdy nie będzie oglądał siatkówki tak samo. Nowi kibice to nie zagrożenie, ani tym bardziej strata czasu — to iskra, która może rozpalić ognisko na nowo. A stary kibic? On po prostu musi pamiętać, że raz też był zielony i nikt mu nie dał żadnego bilecika z napisem "teraz poczujesz magię" — bo magia to nie jest nic, co dostaje się w pudełku. To się buduje kawałek po kawałku, raz na trybunie, raz w kolejce do kibla, a czasem po prostu podczas krzyczenia "DAAAALI!" zamiast "DALI!".
I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.