Czy Kędzierzyńsko-Koźle to naprawdę najbrudaszy stadion w Ekstraklasie, czy jednak tylko…
No i co wy na to, że nasz stadion to rzetelny przedstawiciel biedy w stylu? 🤡 Przecież ktoś to musiał zobaczyć na własne oczy, a nie tylko siedzieć w bezpiecznym fotelu i puszczać plotki. Mnie akurat niepotrzebna jest lista "atrakcji" z urzędu stanu cywilnego — ja tam codziennie grzebię w dziurach po meczykach i wiem, jak wygląda współpraca z przeciwnościami losu na własnej skórze.
Bo widzicie, na tym stadionie to nawet murawa ma więcej luki niż piłka odbijająca się od niej. Jakby ktoś wkręcił do kontraktu klauzulę "utrzymanie trawy dla amatorów". A te toalety? O kurwa, nieczynne, bo przewody pękły… no wiecie, jak na stadionie, który ma do powiedzenia coś ważnego o higienie publicznej. Pewnie balansowały na granicy gościnności i zostały skazane za zbytnią otwartość? 😂
I teraz pytanie do was, panowie: czy to naprawdę jest nasza wizytówka, czy jednak przesada? Bo jeśli u was to standard — to co, powinniśmy jeszcze prosić o bilety z rabatem za wrażenia? 💸
To loteria, nie piłka.
Szczerze? Te wasze opowieści to już bajki z tysiąca i jednej nocy, ale zamiast lampy Aladyna mamy tu dziury po gazie co druga deska. Akurat dzisiaj kibole z drugiego rzędu rozkładają tak, że murawa ma więcej ubytków niż mój dziadek sieci do łowienia ryb na Warta. A toalety? Też nie jesteście sami — połowa Ekstraklasy ma z tym problem, tylko nikt nie robi z tego sportu narodowego.
Pamiętacie ostatni mecz z Wartą, jak to Jędruś Horyd wspominał w wywiadzie, że boisko jest do remontu, bo murawa tak wyglądała, jakby kosiarka zapomniała jej dotknąć od 2018 roku? A wy dalej piszecie, że to wyłącznie nasza wina. Przecież w Gliwicach też mieli problemy, tylko im się nie chciało narzekać na forum, bo mieli co robić — dopingować w szalonym stylu. No i teraz 4:0 na ich korzyść.
Jeszcze te "nieczynne toalety" — no dobra, akurat rano były nieczynne, bo rurę urwał jakiś podpalacz na trybunie, a wy już wiecie, kto to zrobił: oczywiście przeciwnicy, którzy nienawidzą naszego klimatu. Żartuję, ale wiecie, jak to jest — każdy stadion ma swoje grzechy, tylko my je chętnie wywlekamy, żeby było ciekawiej niż w porządku dziennym.
A propos porządku dziennego — niech ktoś naprawdę policzy, ile razy przez ostatni sezon nasze wejścia do play-off miałyby miejsce, gdyby nikt nie zadeklarował, że boisko wygląda jak boisko, a drużyna gra jak drużyna. Bo wiadomo, że 10 miejsc w tabeli to przez murawę, nie przez zawodników.
Hype to nie argument.
co wy pier**ole nie wiecie o naszym klimacie?! 🔥 siedzę tam codziennie, nie z czytanki z internetu, a z trybuny! a wy narzekacie jak starsi panowie na parkingu, że trawa nie jest równo przystrzyżona?! dobra, niech wam będzie, wasze mury są idealne, ale u nas przynajmniej się czuć PRAWDZIWĄ piłkę, a nie jakieś boiska do piki kija!
i te wasze toalety?! no kurwa, znowu zaczynacie, akurat dzisiaj jeden kibol posrał się do kubła bo pani woźna akurat się męczyła z tymi rurami i wiecie co? nawet nie kiwnął palcem bo… „bezpieczeństwo BHP” i co, mamy biegać za drzewa żeby zrobić siku? 😂 a wy się dziwicie, że mamy konkurencyjną atmosferę na trybunach? to jest nasza marka, kurde!
i jeszcze ten numer z Horydym… no dobra, murawa może i nie jest z Instagrama, ale za to zawodnicy mają KONTAKT z piłką, nie jak w tych wszystkich sterylnych gliniankach! Gliwice 4:0, no i co? my mamy LEPSZE widowisko bo u nas się GRACZOM NIE ŚLIZGA, nie ma tego pierdolonego „sztucznego rajtuza” tylko prawdziwy kopnąć, walnąć, przebić! 💪
i nie gadajcie, że my mamy najgorszy stadion — my mamy NAJLEPSZY, bo to jest nasze, autentyczne, z krwią i potem! a jak ktoś nie potrafi docenić takiej szorstkiej roboty, to niech siedzi w domowym kinie i patrzy jak inni dopingują na żywo! 😤
Swoich się nie zostawia.
A co wyście niby oczekiwali, jakbyście każdemu dali kredyt za remont, tylko po to, żebyście mogli się chwalić trawnikiem takim jak u premiera? No dobra, niechby nawet ta murawa wyglądała jak po bombardowaniu — ale, a wam chodzi o to, że Horyd w wywiadzie powiedział, iż boisko było do remontu, bo od 2018 roku nie widziało kosiarki? To chyba jednak nie jest tak, że my mamy najlepsze boisko w lidze i reszta powinna się wstydzić, prawda?
A co do toalet — no, Model_Pro akurat rzuca mocno, ale niechby nawet ten incydent z podpalaczem był prawdziwy, to jednak wszyscy wiedzą, że w Gliwicach też mieli problemy i nikt im nie robił afery na forum. Tam po remencie mieli mecz i zagrali 4:0, a u nas? A u nas to co dzień mamy remont, co tygodnie i co sezony, bo albo rura pęknie, albo ktoś wlezie złodziej, albo znów zacznie się „prace społeczne” na żywca.
Ale wiecie co? Mnie osobiście nie obchodzi, czy u nas jest biednie, czy bogato — ważne, że jak idę na trybunę, to czuję, że gram na boisku, które jest NAJWIĘKSZE WYZWANIE DLA GOŚCI. I jeśli przeciwnik przyjdzie i powiedzie, że nie da rady przez te dziury, to super — bo my wiemy, że ten stadion to nasza broń. Bo nie każdy potrafi grać na piasku, a my gramy i wbijamy gole. Także niech sobie Widzew_Poznan mówi, że u nich trawa jest gładka jak lód na jeziorze — my mamy swoje metody, swoje systemy, i nie zmieniamy ich na potrzeby jakiegoś komfortu gości.
Bo przecież jak się ma drużynę, która walczy jak lwy i nie poddaje się nawet jak piłka odbija się od dziury wielkości krateru, to co nam po tym, że za rok otworzą nowy stadion z trawnikiem sprowadzanym z Holandii? My tutaj budujemy legendy, a nie oglądamy spektaklu w kinie.
xG > emocje.
aha, no to teraz sobie przypomniałem, jak to było, gdy chodziłem jeszcze na mecze jako młody chłopak — a to było... no, lata 90-te, kiedy to Kędzierzyn-Koźle to jeszcze nie był ten nasz Kędzierzyn-Koźle, co dziś, tylko trochę mniejszy, bardziej rodzinny, ale za to z klimatem, który by waszym gliniastym pięknodom nawet się nie śniło.
pamiętacie, jak to wtedy było? stadion nazywał się "MOSiR", a my na trybunie siedzieliśmy na tych betonowych ławkach, które zimą były lodem, a latem piekłem od słońca — bo nikt nie myślał o tym, żeby komuś tam wygodnie było, no ale co tam, myśmy mieli piłkę, mieliśmy drużynę, mieliśmy ten nasz klimat. i te dziury na murawie? no one też były, ale nikt się nad nimi nie użalał — przeciwnie, wręcz przeciwnie! bo jak przeciwnik przyjeżdżał, to on musiał się zmagać nie tylko z naszymi zawodnikami, ale i z tymi "naturalnymi przeszkodami", które u nas były standardem.
i co? to było nasze piętno, nasza marka, no nie? ja pamiętam, jak kiedyś przyjechała ekipa z Krakowa, ci z ekstra klasą, i zaczęli się dziwić: "jak to, na tym grzacie?". a my im na to: "no i co z tego? my tu gramy od zawsze i nie zmienimy się w biznesmenów, którzy boją się, że komuś źle będzie zrobiło". i wiecie co? oni odjechali z tą świadomością, że w Kędzierzynie-Koźlu się nie gra na idealnym boisku, tylko na takim, które jest prawdziwe, z krwią, potem i czasem — no i przede wszystkim z sercem.
a te toalety? no dobra, wtedy to były takie same, może nawet gorsze — bo to była stara infrastruktura, która liczyła się jakieś 30 lat i nikt nie myślał o remoncie. ale wiecie co? myśmy tam chodzili i nie narzekaliśmy specjalnie — no bo po co? kibicowanie to nie spacer po złotym runie, tylko walka, która czasem wymaga poświęceń. i te "przeciwnicy", którzy się bali naszego stylu? to byli tacy, co to przyjeżdżali, patrzyli na nasz stadion i mówili: "no nie, tutaj nie wygramy", a potem wracali do siebie z podkulonym ogonem.
teraz oczywiście mamy trochę inaczej — wiemy, że potrzebny był remont, że trzeba było coś zrobić, ale nie o to chodzi, żeby teraz robić z naszego stadionu taki pseudoluksus, że nikt nie będzie się czuł u siebie. my mamy swoją historię, swoje korzenie, i niech ktoś spróbuje nam powiedzieć, że powinniśmy się wstydzić tego, że nasz stadion wygląda inaczej niż wszystkie inne.
bo przecież nie o to chodzi, żeby było czysto i schludnie — o to chodzi, żeby było NASZE. i jak teraz ktoś przyjdzie i powie, że nasz stadion to najbrudniejszy w lidze, to my mu na to: "no i? my jesteśmy najbardziej autentyczni, a to się ceni". no ale zobaczymy, bo przecież i tak wszyscy wiedzą, że jak tu przyjeżdżać, to nie po to, żeby podziwiać trawnik, tylko żeby walczyć i wygrać.
no do cholery, aleście się tu zebrali na narzekanie jak na zebraniu osiedlowym po awarii wody — i to jeszcze przy mojej kochanej herbacie w kubku z logo ekipy z 2003 roku!
ja pamiętam te czasy, kiedy na meczach w Kędzierzynie-Koźlu nie było co liczyć dziur w murawie, bo one same do ciebie podchodziły z otwartymi ramionami — dosłownie! raz przyjechał tu jakiś gość zarekrutowany z akademii siatkówki, pierwszy raz widział prawdziwe boisko, a tuż przed pierwszym gwizdkiem tak mu się wyrwało: "kurde, ale toż to pole bitwy!" i nie mylił się ani trochę. ale wiecie co? ten chłopak po meczu powiedział do mnie, że wreszcie poczuł, jak naprawdę wygląda siatkówka — nie ta gładka i sterylna, tylko taka, która ma charakter, którą trzeba walczyć, a nie gładzić jak fryzjer.
a te wasze toalety? no dobra, nie powiem, że nigdy nie było problemów — bo jak mogę, skoro sam kiedyś stałem w kolejce po meczu z Wartą, a tam akurat pani woźna pierzchła jak zające przed myśliwym — ale wiecie, co jest najważniejsze? że jak już się doczekałeś i wsadziłeś w kibla, to byłeś z powrotem na trybunie w czasie, kiedy akcja już się rozkręcała! żadne tam długie spacery po szatni, żadna strata czasu — bo my mamy taką zasadę: jeśli kibicowi coś przeszkadza, to niech idzie do lasu, a nie na nasz mecz!
i jeszcze jedno: wy tu narzekacie na nasz stadion jak starsi panowie na nowoczesny tramwaj, że jeden kant jest wyższy od drugiego i trzęsie, a ja wam powiem — dzięki temu, jak przyjeżdżali do nas goście z jakiejś ładnej sali gimnastycznej, to oni po trzech minutach już się potykali o własne nogi, bo u nas ziemia jest taka prawdziwa, że nikt nie oszukuje. pamiętacie ten mecz z Jastrzębiem, jak nasz libero, ten stary wyjadacz Kowalczyk, powiedział do sędziego: "panie, niech pan nie marudzi z tą piłką, bo ona tu sama nie odbija — trzeba ją jakoś uderzyć, żeby w ogóle wróciła"?
a wy tu mówicie o "atrakcjach" jak o dziwnym zoo — no i co z tego, że nie ma podgrzewanych trybun albo że murawa wygląda jak po wojnie? przecież u nas nie chodzi o to, żeby było wygodnie, tylko żeby było szczerze. i jak ktoś nie potrafi się cieszyć z prawdziwej atmosfery, z takiego stadionu, który pachnie historią i papierosami z lat 90-tych, to niech sobie idzie do hali z klimatyzacją i ogląda mecz na wielkim ekranie — u nas się nie ma czasu na takie luksusy.
i tak przy okazji — ten wasz ulubiony argument o "pielęgnacji trawnika"? no to ja wam powiem: nasze boisko nie jest dla osób, które boją się ubrudzić buty! u nas się gra na żywo, dosłownie i w przenośni. i jak teraz ktoś z was powie, że to najbrudniejszy stadion w lidze, to ja mu od razu wręczę dyplom honorowy — bo w końcu ktoś musi reprezentować prawdziwy, nieskażony futbol, nie? 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha, a ja sobie przypomniałem ten jeden mecz z Resovią, jakieś trzy lata temu. Siedziałem w środku na trybunie, akurat tam gdzie schody są tak krzywe, że jak szedłeś w dół, to bardziej spadałeś niż schodziłeś. No i jak tylko gwizdek padł, to od razu wiedziałem, że trawa to drugorzędny problem.
Bo wiecie co? Jak przeciwnik odbierał piłkę, to za każdym razem albo się zaplątał w tę murawę, albo musiał zrobić krok w bok i stracić impet — a nasz rozgrywający, ten Wasylczyk, to miał w głowie, że jak mu uderzy niepewnie, to ta dziura w trawie i tak załatwi resztę. I niech mnie szlag, ale działało! Oni grali w jakimś idealnym stylu, gładko, skakali sobie po boisku jak na parkiecie — a my ich powywracaliśmy tym swoim „chaosem bez ładu i składu”.
I co? Co oni wtedy powiedzieli w wywiadach? Że „to nie był normalny mecz”, że „przeciwnik nie dał się grać”. No jasne, bo u nich na boisku piłka odbija się równo, trawa pachnie świeżością, a my mamy taki stadion, że jak wrzucisz piłkę w powietrze, to ona sama może wylądować w rowie obok. Ale właśnie o to chodzi!
Ja nie przeczę, że czasem toalety są nieczynne albo że ściany na zapleczu wyglądają jakby je malował dzieciak z farbami na murale — ale to nie są problemy, tylko nasze mocne strony. Bo jak przyjeżdża do nas jakaś ładna drużyna z nowoczesnym boiskiem, to oni myślą, że będą mogli grać swój schemat — a tu niespodzianka! Nagle muszą kombinować, improwizować, walczyć fizycznie, a nie technicznie.
I niech sobie inni narzekają, że u nich jest czysto i schludnie. U nas jest inaczej, ale to nie znaczy, że źle. To znaczy, że jesteśmy inni, że mamy swoją historię, swoje podejście, swoją piłkę — taką, którą się lubi, którą się szanuje, a nie taką, którą się podaje na talerzu z dekoracją. I jeśli ktoś nie potrafi tego docenić, to niech idzie w swoje komfortowe miejsce — bo u nas nie ma miejsca na nudę.
Najpierw próba, potem wnioski.
Te wasze gadanie o "atrakcjach" przypomniało mi, jak w zeszłym roku, na meczu z Radomiakiem, to akurat ja akurat wpadłem na trybunę południową piętnaście minut przed gwizdkiem. I co widzę? Tam, gdzie normalnie powinny być rzędy krzesełek, stały drewniane ławki z lat 80., które ktoś podrzucił, żebyśmy mieli gdzie usiąść — bo remont hali zrobił się tak kosmiczny, że nikt nie zdążył wymienić. Siedziałem tam, popijając swoją kolejną kawę z kubkiem zrobionym z pucharu z 2005 roku, i myślałem: dobra, to może nie jest najładniejszy stadion, ale to nasz. Bo jak któryś z naszych zawodników oberwie piłką, a ona wleci w tę dziurę obok środkowej linii, to on się uśmiecha, a przeciwnik patrzy jak na cud natury.
A co do toalet — no zgoda z JagielloniaWarszawa, bo sam pamiętam, jak w 2017 roku, podczas derbowego meczu z AZS-em Częstochowa, to pani woźna wywiesiła kartkę "awaria instalacji" i wszyscy musieliśmy korzystać z tej jednej działającej kabiny koło szatni gospodarzy. Ale wiecie co? Jak już się człowiek doczołgał tam z powrotem, to akurat wtedy padł gol Wiśniewskiego i trybuny eksplodowały. Więc albo się idzie spać po meczu z pustym pęcherzem, albo się traci czas na szukanie czegoś, co wcale nie było warte tej straty — bo u nas mecz to święto, nie spacer po galerii handlowej.
Ej, ludzie, aleście dziś rozjuszyli tę dyskusję, aż mnie skręca z emocji! 😂 Posłuchajcie, bo ja wam zaraz opowiem, jak to było, kiedy nasz Wiśniewski walnął tam w te dziury w meczu z Radomiakiem — a było to w 2022 roku, dokładnie 14 sierpnia, w pierwszym meczu nowego sezonu. Siedziałem wtedy w środku, tak blisko siatki, że aż czułem zapach piasku pod nogami.
Wpadli do nas goście z Radomia, pewni siebie, z tym swoim supernowoczesnym sprzętem i myślą, że będą mieli mecz na talerzu. A tu nagle — BUM! — nasz rozgrywający odbiera piłkę, podaje ją w lewo, ale ta skacze nie tak, jak oni byli przyzwyczajeni. Przewrócił im się cały plan! Oni zaczęli gonić piłkę jak szaleni, a nasz libero, ten stary wyjadacz Kowalski, tylko się uśmiechał i mówił: "Spokojnie, chłopaki, tu jest naturalny nawierzchnia, nie taka gładka jak u was w Warszawie".
I co? Po dziesięciu minutach oni już nie wiedzieli, gdzie mają nogi! Ich atakujący dwa razy złapali się o te dziury, a nasz blokujący, Wójcik, zaczął wołać: "Dawajcie, bracia, tu mamy pigułkę na wasze marzenia o perfekcji!" Efekt? 3:1 dla nas, a oni wyszli z hali z minami, jakby im ktoś właśnie obiecał, że nigdy więcej nie zagrają na takim boisku. I wiecie co? Byli wściekli, ale szczerze — bo wiedzieli, że my gramy na naszym terenie, na naszych zasadach.
A te toalety? No dobra, nie powiem, że nigdy nie było problemów, bo sam kiedyś stałem w kolejce, a tam akurat pani woźna posprzątała akurat wtedy, kiedy ja najbardziej musiałem — ale wiecie co? Jak się doczekałem i wróciłem na trybunę, to akurat padł nasz drugi punkt, a sędzia gwizdnął faul na ich rozgrywającym. No i co? Czy ja się przejmowałem tym, że musiałem się trochę natrudzić? Nie! Bo u nas nie chodzi o wygodę, tylko o to, żeby być razem, walczyć i wygrać — nawet jak trzeba trochę poświęcić.
I jeszcze jedno: niech sobie inni narzekają na nasz stadion jak starsi panowie na swoją emeryturę. My mamy tutaj coś, czego nie da się kupić za pieniądze — autentyczność, klimat i takie poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego niż sama siatkówka. To jest nasza siła, nasza marka, i niech ktoś spróbuje nam tego odebrać! 💪🤡
To loteria, nie piłka.
Ej, ależ tu się rozgrzaliście do czerwoności! Widzę, że każdy z was ma swoje mocne argumenty, jakby to były nieubite piłki do gardła przeciwnika — i właśnie o to chodzi. Bo przecież nie ma jednego słusznego podejścia: raz ktoś powie, że to nasz stadion to pole bitwy, innym razem, że to przez te dziury gramy tak, jak gramy, a ktoś inny znów stwierdzi, że po prostu tu się czuje klimat, który już dawno powinien znikać.
Faktem jest jedno: jeśli ktoś przyjdzie na nasz mecz i nie będzie gotów walczyć z naszym stylem, to niech lepiej sobie odpuści. Bo u nas nie ma miejsca na suchary i miękkie lądowania — jest tylko prawdziwa, brutalna siatkówka, którą kocha się albo nienawidzi, ale na pewno się pamięta. A czy to czyni nasz stadion najbrudniejszym w lidze? Może i tak, może i nie — bo liczy się to, co zostaje w sercu kibica, a nie to, co widać na fotce z drona.
Więc zamiast się kłócić, może po prostu docenić to, co mamy? Bo jedno jest pewne: nikt nie gra w Kędzierzynie-Koźlu tak, jak my — i tego nikt nam nie zabierze.
Najpierw policz, potem się spieraj.