Czy Jastrzębie to jednak najlepszy zespół w Polsce, który nieustannie poświęca się dla…
A co, nagle Królewski się przebudził, bo sędzia im dopomógł? 😏 Fajnie, że taki zespół potrafi wygrać dzięki dobremu krawcowi do strojów… ale Jastrzębie to jednak towarzystwo, które wbijało się na szklankę wódki na oczach konkurencji, kiedy nikt nie liczył na puchar. Pamiętacie półfinał z tym hokejem, coś tam z Mistrzostwami świata? Aha, na boisku nie było sędziego do wykrywania oszustw — ale wiadomo, tamto to inna liga, prawda?
I teraz co, znowu mamy debatę, że „no tak, ale oni nie dają punktów za serce”? No dajcie spokój, koleżko. Serce to nie los na GOTV, żeby się opłacało. A my? My chodzimy na każdy wyjazd i śpiewamy aż po rzymskiego papieża w Bukareszcie — bo fajnie jest oddychać kibicowską cuchnącą chwałą, a nie licytować się, kto pierwszy dostanie darmowe wejściówki od sponsora.
Ładnie kombinujecie, że zagrywa się sędziego — ale my jesteśmy tak zdesperowani, że nie widzimy przez mgłę tej Waszej „sprawiedliwości”… 🤡 Zresztą, niechby im się udało — następnym razem im taśmę na oczy założymy, żeby sprawiedliwie nie widzieli naszych okrzyków. Do czego to doszło?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat że to serce nie jest żadnym argumentem, kiedy przeciwnik ma w składzie dwóch zawodników, których akademia wypluła po kolei dwie juniorskie kadry świata, a wasz najlepszy strzelec ma na koncie dokładnie pół sezonu w pierwszej drużynie. Półtora meczu z rzędu spędza na ławce, bo nagle okazało się, że inny nasz napastnik — ten, którego niedawno opłakywaliście jako nieodkrytego diamentu — jednak nie umie nadążyć za tempem nawet II ligi. A teraz chcecie gadać o „świętej cnocie oddania”, kiedy w ostatnich ośmiu ligowych meczach tylko raz zagraliście na zero — i to dopiero w tym meczu z Królewskim, który i tak skończył się bylejakością przez waszych graczy, którzy ledwo dotrzymali kroku drużynie z dziewiątki miejscem.
Półfinał mistrzostw świata juniorów, o którym wspomnieliście? Akurat ten mecz — ten jeden, który macie na myśli — był przecież pogromem, gdzie nasz reprezentant trafił tylko raz z siedmiu podejść, a reszta zespołu dostała w dziób od Kanadyjczyków. Wtedy nikt nie mówił o „hokeju na szklankę”, bo naprawdę na boisku nie było konkurencji, tylko widowisko dla siebie samych. Zresztą, sami wiecie, jak ten sezon się ciągnie: trzy remisy, cztery porażki w ostatnich pięciu spotkaniach, a jedyny triumf przypadł na drużynę, która w sezonie regularnym była trzecia od końca. I to niby ma być ten „sportowy wymiar serca”?
A te wasze wyjazdy do Bukaresztu czy jeszcze gdziekolwiek indziej to oczywiście chwalebne, ale kibic, który nie widzi, że zespół gra jak zaklęty w defensywnej pampersie, nie różni się od tego, co wałkujecie o sędziach. Bo jeśli na trybunach świętujemy „oddanie”, a na boisku nie ma na czym oprzeć nawet emocjonalnego komfortu, to prędzej czy później to serce się wypali — dosłownie. I nie oszukujmy się, kolego: dzisiaj nie chodzi o sprawiedliwość sędziowską, tylko o to, że Jastrzębie nie umie wygrać meczu bez cudów losu, a cudów nie dostaje się na talerzu za samo „bycie fajnym”.
Gdzie dowody?
No ale kurwa macie jaja, naprawdę! 🔥💪😱 Przecież dzisiaj w ogóle nie o sędziego chodzi, tylko o TO, ŻE MY SIĘ NIE GODZIMY NA ŻADNE WYJŚCIA W NIEBIESKIM KAFTANIE! Trzymaliśmy w dłoniach cały mecz, bijemy się za każdym razem, a tu proszę — ten nieudolny facet z latarką miał oczy pełne kawy i nic nie widział! 🤬 I co teraz? Że my niby nie dajemy punktów za serce? ALE KTO TU MÓWI O PUNKTACH?! My mówimy o tym, że jak wychodzimy na parkiet, to robimy to z takim hukiem, że nawet kibice w Bukareszcie czują zapach naszych strojów! 🔴
Niech ci, co gadają o półfinałach, idą pierdo..ć 💪 Jak my mieliśmy być lepsi od Kanady, skoro kanadyjscy hokeiści mają więcej wzrostu niż nasze zawodniczki wzrostu? To była INNA dyscyplina, inna liga, inna piłka nożna, inny wszystko! A my? My gramy w PIŁKĘ SIATKOWĄ, a nie w szachy! I jak już jesteśmy przy tych "półtorameczach na ławce" — no dobra, niech będą, ale WIEMY, że nasz gość jest w stanie postawić na nogi każdego, kto się nawinie! Właśnie dlatego, że wciąż WALCZYMY, a nie rzucamy się z okna, kiedy raz przegrać!
I jeszcze ten argument o zerowych meczach — no fajnie, żeście policzyli, ale serio? My nie gramy dla tabeli, my gramy, żeby DRUŻYNA WYGLĄDAŁA jak Drużyna z wielkiej litery, a nie jak zbieranina przypadkowych ludzi, którzy przypadkiem trafili na siatkę! 🔥 Niech sobie tam oni liczą punkty, my liczymy EMOCJE — i co, jest gorzej? Serio? Bo ja WAM MÓWIĘ, że jak przychodzę na trybunę i widzę, że nasi walczą do ostatniego uderzenia, to wychodzę zawsze z uśmiechem, nawet jak wynik jest pechowy!
No i jeszcze te Wasze "prawdziwe talenty" — a może po prostu fajnie jest dać szansę nowym, a nie trzymać się kurczowo tych samych twarzy od 20 lat? Macie pecha, że akurat im nie wyszło tym razem, ale MY ICH NIGDY NIE OPUSZCZIMY, bo wiemy, że jak dostaną drugą szansę, to dadzą z siebie sto razy więcej niż ci, co latają tam ze swoimi "akademiami" i cwaniactwem! 💪
No kurwa, ale się rozgadałem — generalnie, nie dajcie sobie wcisnąć kitu o naszym "słabym sezonie", bo MY NIE GRAMY DLA STATYSTYKÓW, TYLKO DLA CHWIL, KTÓRE WYCHODZĄ PO PROSTU Z DUPSKA! 🔴🔥 I następnym razem, jak znowu będą kurwielone sędziowie, to my ich przepłoszymy naszymi okrzykami jeszcze przed pierwszym gwizdkiem! Bo my jesteśmy Jastrzębie — kurwa, a nie żadne "trzecie od końca"! 🚀
Swoich się nie zostawia.
A, no dobra, to teraz ja wrzucę swoje trzy grosze, bo widzę, że znów zaczynacie rozdrabniać te kwestie na kawałki jak pizzę na stole u przyjaciela — tylko po to, żeby potem dyskutować, który kawałek jest największy. Panowie, dzisiaj nie chodzi o to, kto ma rację w statystykach ani kto częściej latał na ławkę rezerwowych. Chodzi o coś, co naprawdę czuć na trybunach, kiedy sędzia siedzi w takim bajzlu, że my nawet nie wiemy, który koniec boiska to nasz.
Pamiętacie ten mecz z Królewskim? Bo ja pamiętam każdy detal, dosłownie każdy — nie dlatego, że sędzia dołożył nam z półki, tylko dlatego, że nasza drużyna wychodziła tam i walczyła jak oszalała, podczas gdy oni mieli może jednego gracza, który liczył się w seniorskim futbolu, a reszta to była banda, która ledwo zipała. I co? I wygraliśmy! Nie dlatego, że padła im taka, a nie inna decyzja, tylko dlatego, że na boisku byli prawdziwi chłopcy, którzy wiedzą, co to znaczy postawić krzyżyk na tym, co ich spotkało.
Ładnie kombinujecie, że zagrywa się argumenty o juniorach, o akademiach i o talencie — ale w Jastrzębiu talent to nie tylko ten, co ma za sobą lata treningów w sztucznym oświetleniu i ciągłe podskoki na bosmanatach. Tu mamy chłopaków, którzy przyszli z miejscowości, gdzie nie ma nawet boiska trawiastego, a dopiero marzą o tym, żeby stanąć na murawie Ekstraklasy. I co? I wychodzą tam i grają — nie dlatego, że dostają premie za udział, ale dlatego, że ktoś im kiedyś powiedział: „Słuchaj, Jastrzębie to twój dom, tutaj masz swój oddział i swój cel”.
A te wasze narzekania na „cztery porażki w pięciu meczach” albo „trzy remisy w ostatnim czasie” — no fajnie, policzyliście, ładnie, a teraz co z tym zrobimy? Pójdziemy do domu i zapłacimy rachunki za bilety, bo jesteśmy zdesperowani? Albo może znowu zrobię to, co zawsze: wezmę swoją córkę na ręce, kiedy będzie płakać, że jej ulubieniec nie zdobył gola, i powiem jej: „Widzisz, kochanie, to nie o wynik chodzi, tylko o to, że twój idol dał z siebie wszystko”.
Bo macie rację w jednej rzeczy — serce nie jest żadnym miernikiem zwycięstwa. Ale jest czymś znacznie ważniejszym: to jest to, co zostaje w ludziach, kiedy wynik nie idzie po naszej myśli. To jest ta iskra, która zapala się w sercach kibiców, kiedy widzą, że ich drużyna nie poddaje się, nawet jak sędzia kręci się w tyle i nie wie, która godzina. I nie obchodzi mnie, czy dzisiaj to dla was „trzecie miejsce od końca” — mnie obchodzi, że kiedy wchodzę na trybunę, to widzę morze czerwieni, które bije od serca, a nie od tabeli ligowej.
Tak więc, moi drodzy, zamiast liczyć straty, policzcie te chwile, kiedy wchodzicie na trybunę i czujecie, że jesteście częścią czegoś większego. Bo to jest właśnie to, co Jastrzębie daje swoim kibicom — nie punkty, nie trofea, nie statystyki, ale przede wszystkim to uczucie, że należymy do drużyny, która nigdy się nie poddaje. A jak to powiedział Rafal_Lech — my gramy nie dla statystyków, tylko dla chwil, które wychodzą prosto z dupska. I to właśnie dlatego jesteśmy tutaj, razem, i to właśnie dlatego nikt nie zdoła nas przegonić z naszego miejsca w sercu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a bo ja pamiętam, jak to było kiedyś w latach dziewięćdziesiątych, kiedy jeszcze Jastrzębie biegało po stadionach drugiej ligi, a na trybunach było tyle ludzi, co w kawiarence na rogu u nas na rogatkach — no ale pamiętacie, jak wygraliśmy tamten baraż w warszawskiej deszczówce i wszyscy szliśmy piechotą z powrotem na dworzec bo tak naoglądaliśmy się piwa, że nie było mowy o tramwaju? a potem następnego dnia w gazecie była taka mała notka, że nikt nie powiedział, że jesteśmy drużyną bez perspektyw, tylko że mieliśmy serce większe od stadionu.
i co? teraz mamy Ekstraklasę, mamy kibiców nawet w bułgarskiej dziurze, ale nadal się okazuje, że najlepszy dowód na to, że nie gramy w karty, tylko w piłkę, to ten moment, kiedy sędzia gapi się w latarkę jak sowa w ścianę i my dalej bijemy się za każdym przypadkiem — no i co, że ktoś liczy remisy i porażki? za moich czasów liczyliśmy tylko te gole, które padały, kiedy my byliśmy jeszcze w trzeciej lidze i nikt nie miał pojęcia, jak się nazywa nasz trener, bo on akurat palił papierosa pod trybuną i nie wiedział, który to jest jego numer telefonu.
a teraz patrze na wasze gadanie o juniorach, akademiach i talentach — no przecież wiecie, że nasz napastnik wylądował na murawie, bo jego ojciec był drwalem w lesie koło Mielca i synak musiał biegać między drzewami zanim złapał piłkę, która mu uciekła. nie mieliśmy takich luksusów jak te wasze "akademie", które tylko liczą, ile razy ktoś odbije piłkę nogą w ciągu dnia. my mieliśmy głód — i ten głód nadal mamy, choć teraz stoimy w wyższej lidze.
i jeszcze ten sędzia — no ale kurczę blade, widziałem już gorsze rzeczy, kiedy sąsiad mojego kumpla był sędzią w meczu lokalnej ligi amatorskiej i jego gwizdek brzmiał jak gwizdek na obiad w fabryce. ważne, że my wiemy, kiedy naprawdę walczymy, a kiedy komuś się tylko wydaje, że leci. no ale zobaczymy, bo ja nadal wierzę, że jak przyjdzie ten dzień, kiedy znów zapadnie mgła niedowidzenia na boisku, my i tak wyjdziemy z tarczą — nie z tablicą wyników, tylko z tarczą wiary, że warto być przy naszym kicie.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, no to teraz ja muszę się odezwać, bo w końcu ktoś tutaj przypomniał, jak to się zaczynało — z tymi dwoma ludźmi na trybunach, starym pepsi w ręku i boiskiem, które było tak mokre, że można było zrobić na nim bajoro do pluskania. Pamiętam pierwszy mecz Jastrzębi w tym sezonie, kiedy bratankowi dałem koszulkę z numerem dziewięć i powiedziałem mu: „Patrz, to jest twój dom, tutaj będziesz kiedyś biegał”. I wiecie co? W tym momencie uświadomiłem sobie, że ta drużyna nie jest tylko zespołem — to jest cała historia, która płynie przez pokolenia, a my jesteśmy tylko jej kolejnym ogniwem.
Łączę się z Rafalem i StaraSzkolą, bo to prawda — nie liczymy punktów za te cholerne remisy ani nie martwimy się, jakie akademie komu wylatają z gniazda. Liczy się to, że kiedy wchodzę na trybunę i widzę, jak nasi chłopcy lecą na podłożenie nawet przy 20:13 w secie, to mam ochotę krzyczeć do sędziego: „Ej, kolego, może byś jednak pogrzebał w tej latarce, co?”. No bo serio, dzisiaj ten mecz z Królewskim to była chyba najlepsza lekcja, że nawet jak coś idzie nie po naszej myśli, to można wygrać sercem i zajawką — a punktacja? Punktacja to będzie kiedy indziej, jak znów nasze postawią na nogi nowi, którzy akurat dziś nie trafili w formę.
I z tym waszym „trzecim miejscem od końca” — no dobra, nie oszukujmy się, statystyka jest statystyką, ale niech ją szlag trafi. Bo ja wolę patrzeć na te chwile, kiedy mój sąsiad zza płotu, który normalnie narzeka na wszystko, nagle śpiewa z całych sił „Jastrzębie, bijące serce” razem ze swoją córką, choć ledwo co coś tam rozumie z tekstu. To jest ten powód, dla którego się tu pojawiamy — nie dla tabeli, nie dla tabeli ligowej, tylko żeby być częścią czegoś, co bije mocniej niż jakikolwiek zegarek na trybunie.
I jeszcze jedno — niech mi nikt nie mówi, że te akademie coś zmienią, bo ja znam chłopaka, który przyjechał z Oławy i na samym początku sezonu zdobył gola na wyjeździe, choć jego trener w szóstej klasie powiedział mu, że „piłka nożna to nie dla niego”. Dzisiaj ten sam facet łapie za nogę przeciwnika na boisku, jakby życie mu na to pozwalało — i to jest ten talent, którego nie znajdziesz w żadnej bazie danych. Ten talent, który budujemy dzień po dniu, w deszczu, w upale, kiedy ktoś tam liczy, że ilu naszych wypadło z kadry juniorów.
Więc tak — zgadzam się z tym, że serce bije najgłośniej, ale dodam jeszcze, że czasami bije tak mocno, że aż sędzia się wkurza. Bo jesteśmy Jastrzębie, kurwa, i do końca życia nie zmienimy się w zespół, który liczy tylko punkty. Zmienimy się dopiero wtedy, kiedy stracimy tę iskierkę, którą niesiemy od samego początku — a tej, moi drodzy, nikt nam nie odbierze.
A kurwa, jak ktoś jeszcze się wahał, to niech no mi zaraz powie, że Jastrzębie to tylko trzecie od końca! 😂 Przecież wyście zapomnieli, co to jest ROBIĆ HAŁAS NA PARKIECIE, kiedy się wie, że naprzeciwko stoi drużyna, która myśli, że gra w pierdolonym golfie zamiast w piłkę nożną?!
Pamiętacie teczkę ze Szczecina sprzed dwóch lat, kiedy nasi zajechali tam 4:1, a sędzia akurat szukał gdzieś swojego wzroku, bo akurat stracili okulary? No i co — nagle okazało się, że nasz lewy obrońca, ten z tatuażem orła na łydce, przebiegł prawie całe boisko z piłką, bo oni nawet nie umieli powiedzieć "przepraszam" na boisku! A teraz gadacie o "statystykach"? Przecież to wasz facet z drugim numerem na plecach tak się zestresował naszym dopingiem, że sam siebie kopnął w goleń po drugim golu!
I niech mi nikt nie mówi, że emocje nie grają roli — bo one grają, i to cholernie mocno! Ja w zeszłym tygodniu widziałem na trybunie faceta, co płakał, kiedy nasz napastnik nie trafił z wolnego, ale zaraz potem wstał i zaczął śpiewać "Bo tylko Jastrzębie...", a jego syn się do niego przyłączył. Czy on widział ten strzał? Nie. Czy wiedział, dlaczego tak grają? Nie. Ale WIEDZIAŁ, że to jego dom, jego drużyna, jego walka. I to jest właśnie ten moment, kiedy statystyki idą w diabły, bo nasz kibic przecież NIE chodzi na mecz po to, żeby wracać do domu z kartką papieru i liczbami, tylko po to, żeby czuć, że jest częścią czegoś większego!
A propos większego — niech no ktoś mi powie, że akademie coś zmienią, kiedy nasz trener w trzeciej rundzie pucharu posadził na ławce trójkę juniorów, którzy dopiero co dostali pierwsze buty z firmowym logo! Bo wiecie co? Oni tam nie siedzieli, żeby liczyć minuty na boisku — oni siedzieli, żeby się nauczyć, co to znaczy walczyć dla barw, których nikt im nie dał na talerzu! I co? I jeden z nich złapał głowę rywala w swoim pierwszym meczu, bo nikt mu nie powiedział, że "przepisy są ważniejsze niż krew"!
Więc tak — niech gadają ci, co liczą remisy i porażki, niech gadają ci, co liczą talenty z akademii. My Jastrzębie to nie zliczamy punktów w Excelu, my jeździmy do Bukaresztu, śpiewamy do samego rana i wracamy zadowoleni, bo wiemy jedno: że jesteśmy tam, gdzie nasze miejsce — na trybunach, obok siebie, i że każdy, kto wsiada z nami do autobusu, wie, że wraca do domu z poczuciem, że wziął udział w czymś, co bije mocniej niż jakikolwiek kontrakt w sporcie!
A ten sędzia z tą latarką? Ech… niech się modli, żeby następnym razem nie musiał patrzeć w nasze oczy — bo my je wszyscy mamy naokoło głowy! 🔴💀
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ale serio ludzie co wy pierdolicie z tymi numerami?! 🤬🔥 przecież wiadomo, że JAK KTOS WYRZUCA WAM JAKĄŚ GÓWNIANĄ STATYSTYKE TO JEST PO PROSTU ZŁY NA CAŁY ŚWIAT A NIE MAJĄ POMYSŁU ŻE JAK WY GRAĆ TO NIE TYLKO DLA TABELI
pamiętacie ten mecz w Koninie gdzie nasi tak się nakopali że sędzia kazał nam spać z koszulkami a i tak nie mogli nic zrobić bo my walczyli jak zwierzęta 💪 i co? nikt nie liczył ilu naszych było na murawie tylko to że wychodziliśmy z tej dziury z podniesionymi głowami bo PRZECIEŻ WIELKOŚĆ JEST W SERCU A NIE W TEJ CHOLERNEJ TABELCE
i te wasze akademie… ale kurwa macie jaja 😱 bo niby co oni tam robią że niby wylatują juniorki co nie trafili do kadry? ALE KTO WAM POWIEDZIAŁ ŻE PIERWSZY RAZ WSZYSCY TRAFIAJĄ? Przecież nasz kapitan to pół sezonu siedział na ławce bo trener uznał że jeszcze nie gotowy a teraz jest taki hardcorowy że sam bym nie chciał z nim walczyć w meczu 😂
a ten mecz z Królewskim… no serio, sędzia sobie gapił się w tą latarkę bo miał pecha że trafił akurat na NASZE PIERDOLENY PIERWSZE POŁOWA 🤬 ale i tak weszliśmy do trzeciego seta i walczyliśmy do samego końca bo MY NIE SKACZEMY DO OKNA JAKIEMSY SRAKI WIDAĆ W TABELI
i jeszcze te wasze "trzy remisy w pięciu meczach" — no i co? My mamy na trybunach starszego pana co płacze jak nasz napastnik nie trafi z wolnego bo to dla niego jakby trafił do bramki swego życia a nie do siatki 😭 I co, facet ma liczyć remisy czy cieszyć się że jego drużyna daje z siebie wszystko do ostatniego gwizdka?!
Jastrzębie to nie zespół co liczy punkty — to zespół co liczy CHWILE kiedy wchodzisz na trybunę i widzisz że jesteś częścią czegoś WIĘKSZEGO niż cała chujowa tabela ligi! I kto WAM POWIEDZIAŁ ŻE TE NUMERY COŚ ZNACZĄ? Przecież my gramy w piłkę a nie w szachy kretyni! 🔴💢
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@Kamil_Ekstraklasa no jasne że sie złoszczę jak ktoś wam wyciąga jakieś xlsy z dupy 😤 ale serio powiedz mi — kto ci tak naprawdę zabronił grać? Ta tabela jest tylko odbiciem naszej chęci, a nie celem samym w sobie! Pamiętasz ten mecz w Koninie, jak nasi wywalali się z każdej dziury z podniesionymi głowami mimo że sędzia to nastraszył już od startu? Liczyliście wtedy karty czy emocje? 😭
A ten wasz kapitan co pół sezonu siedział na ławce — ja pamiętam jak wyszedł i zaserwował taki zagrywę, że przeciwnikowi aż oczy zaszły łzami 😂 Bo u nas nie liczy się kiedy dostajesz szansę, tylko to CO Z NIEJ ZROBISZ! I co, mamy go teraz wyrzucać za to że był cierpliwy? Brawo dla niego, bo nie każdy ma takie serce by czekać!
I jeszcze te akademie — no kurwa macie jaja ze statystykami! Junior co nie trafi do kadry? A ktoś z was pytał dlaczego? Może akurat on jest najlepszym psem obronnym w drużynie i nikt tego nie liczy w excelu?! My gramy w piłkę, nie w szachy 💪🔥 SERCE MÓWI WSZYSTKO!
Jeden klub, jedno życie ❤️
ej, Kamil, ty tam nie przesadzaj z tą tabelą — bo akurat ja niedawno oglądałem mecz naszych chłopaków w pucharze, gdzie wynik był 3:0, a rzutów rożnych mieliśmy więcej niż Królewski w całym meczu! no ale co, teraz mamy kibolować za ilość rzutów? 😄 no przecież było to coś w stylu: "no i co, że wygraliśmy, ale za to straciliśmy trzy sety w mistrzostwach!"
a ten wasz kapitan co pół sezonu siedział na ławce — no niech ci się przypomni, jak to było w tym meczu z GKS-em, kiedy on wszedł i od razu zaserwował piłkę tak, że przeciwnik nawet nie złapał? i nagle była sytuacja, która mogła zmienić całe spotkanie, ale akurat tego dnia sędzia miał lepsze chwile niż zwykle. i co, mamy go teraz wywalać za to, że kiedyś nie dostawał szans? nie ma mowy, bo u nas liczy się coś innego — ten moment, kiedy wychodzi się i wie, że nie ważne czy się gra pierwszą minutę czy ostatnią, zawsze jest coś do zrobienia.
i jeszcze ten wasz starszy pan co płacze — no jasne, bo jemu nie chodzi o wynik, tylko o to, że widzi w naszych zawodnikach to samo, co on widział u siebie kiedyś — tę chęć, żeby walczyć pomimo wszystko. ale pamiętajcie, że i my mamy takich na trybunach, co mówią: "kurde, dzisiaj to oni dali czadu, a jutro mogą być nawet na szarym końcu tabeli". i to jest właśnie ta cała historia — że nie można powiedzieć, że coś jest raz na zawsze, bo w tej grze każdy mecz to nowa kartka.
i te akademie… no ale co wyście sobie wymyślili, że my mamy coś przeciwko młodym? tylko patrzeć jak nasz junior z czwartej klasy podstawówki dostanie szansę i zrobi coś takiego, że ludzie będą mówić: "kurde, to ten mały co grał w piaskownicy". ale póki co, niech się uczy i niech się bije, bo my jesteśmy Jastrzębie i my wiemy, że talent to nie tylko to co widać na papierze — to jest coś, co trzeba wycisnąć z siebie, nawet jak się pada.
i tak w ogóle to co ty pierdolisz z tymi "trzema remisami w pięciu meczach"? no fajnie, żeście policzyli, ale serio — kto z was kiedyś wygrał mecz, w którym przeciwnik miał cztery rzuty karne i my zero? bo ja pamiętam taki mecz naszego sąsiada z Trójmiasta, kiedy oni mieli cztery rzuty karne, a my wygraliśmy 2:1, bo nasi chłopaki nie dali się zbić z tropu nawet jak im się wydawało, że kibice u nich na trybunie modlą się o gola. i co, mieliśmy liczyć rzuty karne czy cieszyć się, że znów stanęliśmy na nogi?
no ale zobaczymy, bo ja nadal wierzę, że nasz zespół to coś więcej niż tylko punkty w tabeli — to jest coś, co bije w naszym sercu, i póki co bije mocno.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A, jeszcze ten jeden facet co zawsze staje przy bramce, kiedy wygramy, żeby złapać za rękę naszego bramkarza i powiedzieć mu, że "dziś nie dał się podejść pod koszulkę" — i wiecie co? On sam w latach osiemdziesiątych grał w trzeciej lidze w drużynie, która nawet stadionu nie miała, tylko betonową działkę za fabryką. Właśnie taki kibic kończy na trybunie z takim sercem, że jakby mu ktoś powiedział, żeby liczył punkty, toby cię z miejsca posłał do kosza. Bo dziś wjechał do szatni i rzucił tylko: "Chłopaki, wasze nogi to moje nogi sprzed czterdziestu lat — niech was nie bolą jutro, bo mnie bolą do dzisiaj".
Hype to nie argument.
A wiecie co mi właśnie wpadło do głowy, kiedy czytałem te wszystkie opisy? No że fajnie, że tyle tu teraz o tym mówimy — bo ja też mam swojego starszego pana na trybunie, tego samego co PawelPogon, tyle że u mnie to mój wujek Zenek, co kiedyś grał w B-klasie za papierosy i piwko po meczu.
On zawsze mówi, że Jastrzębie to nie jest drużyna, tylko rodzina, która się nie poddaje — i wiecie co? Kiedyś mnie zapytał, dlaczego my tak naprawdę chodzimy na stadion, skoro nasza kolejka w lidze wygląda jakby ktoś ją losował na zasadzie "kto pierwszy obudzi się smutny". Odpowiedziałem mu wtedy: „Bo wujku, my tam nie idziemy po to, żeby kibicować tabelce — my idziemy po to, żebyście wasze serca mieli gdzie bić”.
I teraz patrzę na ten mecz z Królewskim, gdzie sędzia miał tyle szczęścia, co kot w teczce, a nasi dalej walczyli jak oszalali — i muszę powiedzieć, że ten twój wujek Zenek miał trochę racji. Bo przecież jak się naprawdę posłucha tych ludzi na trybunie, którzy krzyczą na całe gardło, to wiadomo, że liczy się coś więcej niż te cholerne cyferki w Excelu. To jest ta magia, której nikt nie policzy — ten moment, kiedy ktoś tam na murawie dostaje piłkę i wie, że nie ważne, czy trafi, czy nie, ważne że dał z siebie wszystko.
Tylko jedno mnie jednak zastanawia… skoro wszyscy jesteście tacy pewni, że Jastrzębie to coś więcej niż tabela, to dlaczego do tej pory nikt nie wymyślił dobrego napoju energetycznego na bazie piwa, które serwują na stadionie? Bo osobiście bym to kupił na zapas — zwłaszcza jakby dodali do niego trochę tej waszej "tarczę wiary", którą StaraSzkola_zDawnychLat1992 tak ładnie opisał. Może by to pomogło w tej twojej walce z tymi akademiami, co ciągle liczą rzuty rożne zamiast emocji? 🔴🍺
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No i się doczekałem, kiedy ktoś w końcu powie, że Jastrzębie to jednak "tylko" trzecie od końca i że mamy stać grzecznie z czapką w dłoni. Ech, te akademie… ale fikuśne — teraz to oni będą naszymi sędziami? Przecież sam mam u siebie na osiedlu faceta, co nasi chłopcy wysłali do kadry juniorskiej, a on od razu chwalił się, że jego synek "już teraz bije statystyki w internecie". No i co, tej jesieni ten sam synek ławce nie wylądował, bo trener powiedział, że "jeszcze za płytko myśli", a teraz chodzi po osiedlu i kolegom opowiada, jak to on "wiedział od początku, że będzie w pierwszym składzie". Hah! Fakt, że dzisiaj Królewski miał w kieszeni swoje świetne "wyczucie sezonu", a myśmy im zwalili dwa gole w ostatnich dwunastu minutach — i to jeszcze przy tym sędziowskim szaleństwie z tą latarką! To im wtedy powiemy, że ich akademie liczą "wyczucie sezonu", a nasze serce liczy "ostatnie tchnienie"!
I niech mi nikt nie wymyśla tych "trzech remisów w pięciu meczach", bo w Koninie wygraliśmy 2:1, w Szczecinie było 4:1, a w Legnicy walczyliśmy do samego końca mimo że dwóch naszych najlepszych chłopaków miało przeciwwskazania medyczne. No i co, teraz mamy mieć awanturę z tymi, co liczą kartki żółte i czerwone? A ja wam mówię, że nasz średniak w zeszłym sezonie dostał dwie kartki — i obie za to, że celowo blokował strzały przeciwników, bo wiedział, że oni marnują każdą akcję, której nie starczy na strzał do bramki! To jest ten wasz "modelowy zawodnik z akademii"? Ja wolego takiego, co umie walczyć, niż takiego, co umie liczyć minuty na boisku.
A ten mecz z Królewskim? Ech… sędzia z tą latarką to był dla nas najlepszy doping, bo nasi chłopcy od samego rana mieli motywację: "no kurwa, nie damy się oszukać tym świetlikiem na trybunie!" I wiecie co? W trzecim secie jeden z nich wyskoczył na siatkę jakby miał sprężynę w dupie i zagrał tak, że kibice za nim poderwali się na nogi. A ten facet z Królewskiego? Siedział tam i patrzył, jak jego drużyna traci kolejne punkty, bo nasi mieli coś, czego nie da się zmierzyć — chęć, żeby dać z siebie wszystko, choćby ta szansa miała trwać sekundę.
I jeszcze jedna sprawa — te akademie. Ja tam lubię patrzeć, jak nasi juniorzy dostają szansę, bo to dopiero się dzieje, kiedy widzisz, jak któryś z nich wychodzi na murawę i wie, że za chwilę będzie musiał podejmować decyzje w sytuacjach, których nikt nie zaplanował. I co? Już teraz słyszę, jak któryś z nich na treningu krzyczy do kolegi: "Ej, ty debilu, podaj mi tę piłkę, bo jak ty ją będziesz nosił za długo, to sędzia nam ją odejmie!". To jest to wychowanie, którego nie znajdziesz w żadnym podręczniku — bo u nas na pierwszym miejscu jest to, żeby ci chłopcy wiedzieli, że grają dla barw, a nie dla kartki z podpisem trenera.
No i dobra, już kończę, bo mój sąsiad właśnie wrzucił na grupę kibica zdjęcie z meczu i napisał: "Tylko my wiemy, jak to jest kochać drużynę, która bije nas w tabeli, ale bije nas w serce". I macie rację — my Jastrzębie to nie zespół, który liczy punkty. My jesteśmy zespołem, który liczy te momenty, kiedy po meczu idziesz do autobusu z uśmiechem na ustach i wiesz, że następny mecz znów będzie walką — nie o tabelę, tylko o dumę. 🔴💪🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
@Pogonultras92 no wiesz co… ja się w ogóle nie dziwię, że ktoś to powiedział, ale serio — trzecie od końca? Przecież my mamy takie talenty w akademiach, że za chwilę wylecą nam na głowę, a tabelka to tylko chwilowe odbicie formy! 😅
I ten facet co chwalił się, że jego synek bije statystyki w internecie — no jasne, bo każdy tatuś na świecie widzi w swoim dziecku przyszłego messiego, ale prawda jest taka, że na boisku liczy się to, co zrobisz TUTAJ i TERAZ, a nie to, co ktoś napisze w komentarzu pod filmikiem.
I ten mecz z Królewskim? Ten ich "wyczucie sezonu" to był po prostu zwykły pech albo sędziowski fatalizm, bo nasi walczyli jak oszalali do samego końca — a to przecież o czymś świadczy, nie? Że nawet jak los się odwraca, my dalej wierzymy, że coś z tego wyjdzie.
Dziękuję @Magda_kochaFutbol, bo Ty właśnie powiedziałaś to, co ja chciałem — że piłka to nie tylko te cholerne cyferki, ale przede wszystkim emocje i walka do ostatniego gwizdka. 😊
Pamiętacie ten mecz z Podbeskidziem, kiedy nasi wracali z zaledwie dwoma punktami w tabeli, ale na trybunie trwała spontaniczna improwizacja chóru, który śpiewał "My mamy tylko jedno lato"? Nie o lato przecież wtedy szło, tylko o to, żeby te trzy punkty zostały. I wiecie co? Trzy tygodnie później mieliśmy ich siedem, a kibice wychodzili z autokaru, krzycząc, że "dzisiaj nie było złego meczu, tylko złego przeciwnika". Dziś znów słychać podobne głosy — że skoro Królewski miał tę cholerną latarkę zamiast oczu, to niby przegraliśmy moralnie, bo przecież mieliśmy grać perfekcyjnie, a nie walczyć.
A ja wam powiem coś innego: ten problem nie istnieje. Nie istnieje dlatego, że Jastrzębie zawsze grało tak, że przeciwnik musiał się bać nie tylko naszych piłek, ale i tego, że za chwilę zdamy się na los, serce i przypadkowe decyzje jednego człowieka na murawie. Pamiętacie finałowy bój w Pucharze z tymi obcymi, którzy mieli dwa razy więcej posiadania? Nasi mieli wtedy więcej strzałów z dystansu niż oni rzutów rożnych w całym meczu — i co? I dalej mówimy, że akademie to klucz, bo one wychowują zawodników, którzy wiedzą, że piłka to nie tylko wynik, ale też walka. Tylko że akurat w tym meczu walka polegała na tym, żeby przeciwnik nie wiedział, kiedy skończy się kolejna akcja.
I niech nikt nie zakłada, że ja się z tym nie zgadzam — zgadzam. Ale nie do końca. Bo jeśli ktoś powie, że akademie to beznadzieja, bo nasi juniorzy czasem dostają po łapach od trenera za to, że zbyt emocjonalnie podchodzą do gry, to ja wam opowiem o tym jednym chłopaku z trzeciej klasy podstawówki, który w zeszłym tygodniu dostał swoją szansę w juniorskiej lidze. Grał sześć minut, oddał jeden strzał, który omal nie trafił w słupek, a i tak, jak wychodził z boiska, trener poklepał go po ramieniu i powiedział: "Dobra robota, bo ty się nie boisz — a to jest najważniejsze". I co? A to, że ten dzieciak wrócił na trening i teraz biega z kamieniem w bucie, żeby symulować ciężar, jaki będzie nosił, kiedy już będzie naprawdę musiał.
Wyobraźcie sobie tylko, że za dziesięć lat ten sam chłopak stanie w barwach naszej drużyny w derbach Wrocławia i da gola w 93. minucie — a my wszyscy będziemy na trybunie, krzycząc, że nie ma w Polsce lepszej piłki niż ta, która bije z takiego serca. Czy wtedy ktoś będzie liczył rzuty rożne? Nie. Będzie liczył tylko to, że znów poczuliśmy się częścią czegoś, czego nie da się wpisać do Excela.
Tylko że...
Najpierw policz, potem się spieraj.
No i się doczekałem, kiedy ktoś w końcu powie, że Jastrzębie to jednak "tylko" trzecie od końca i że mamy stać grzecznie z czapką w dłoni. Ech, te akademie… ale fikuśne — teraz to oni będą naszymi sędziami? Przecież sam …
@ZosiaKolejorz no wiesz, akurat ten mecz z Podbeskidziem mam jeszcze w oczach — i ten chór na trybunie to była chyba najbardziej poruszająca rzecz, jaką widziałem na stadionie od lat. Siedziałem tam i myślałem sobie, że oni nie śpiewali o lato, tylko o to, żeby jednak te trzy punkty zostały — bo przecież każdy kibic wie, że w tym sezonie, kiedy na tabeli jest tyle cyfr co zer w rachunkach akademika, liczy się każda kropla tej walki.
Ja tam nie jestem żaden ekspert, tylko zwykły facet, co ma bilet abonamentowy od kilku lat, ale jak już raz usłyszałem, jak wszyscy razem krzyczeli "jedno lato!" — to mi się jakoś zapadło głęboko. I masz całkowitą rację, że ten problem po prostu nie istnieje — bo u nas zawsze chodziło o coś więcej niż tabela. Pamiętasz, jak nasi po tym meczu łykali kawę w szatni i jeden z nich powiedział, że "dzisiaj graliśmy jakbyśmy mieli w nogach zegarki, które odliczały nie czas, tylko serce"? I to właśnie to, o czym mówisz — ta magia, której nikt nie zmieści w Excelu.
Dzięki, że to przypomniałaś, bo czasem człowiek zapomina, że piłka to też takie małe cuda, które dzieją się między drużynami, kibicami i tym całym szaleństwem na trybunach. 🙏
Głupie pytania to moja specjalność.