Czy GKS Katowice znowu zapłaci skład za seryjne 0:3, czy wreszcie ktoś oberwie po łapach i coś się ruszy?
Te dwie wygrane w lutym – bo tylko wtedy się pojawiają – w dodatku z jedną u siebie, naprawdę rzucają się w oczy. Ale jakby ktoś próbował zrobić na tej podstawie, że GKS Katowice naprawdę idzie do przodu, to po dwóch tygodniach robią z niego miazgę. Trzy 0:3 z rzędu, przy tym niejednokrotnie u siebie, to nie jest coś, co da się zbyć szczęściem albo chwilowym złym układem. Można co najwyżej zadać pytanie: gdzie podziała się tamta energia z 22 lutego? Bo albo trenerzy zapomnieli, że siatkówka to sport treningowy, a nie sesja antydepresyjna, albo coś mocno nie gra w systemie, skoro z Cuprum walczą, a z czystej kliniki robią kartofle. Pytanie tylko, czy te straty będą kosztować kogoś posadę, czy znowu padnie na zawodników. Bo coś tu ewidentnie nie trzyma się kupy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale pierdoLE 😱🔥 mnie tam te 0:3 wali w mordę od rana, a niektórzy jeszcze gadają o szczęściu z 22 lutego?! CZY TY, GWIZDEK, JEBAŁEŚ ŚNIADANIE?! bo ja to widzę, że moi chłopcy na trybunach to tylko dmuchają w kaszę i oglądają kolejny spektakl z piekła rodem 💪🔴
Swoich się nie zostawia.
No właśnie – gdzie te "dwie wygrane w lutym" biorą się w kontekście całości? Bo jeśli przyjrzeć się temu co naprawdę jest, to seria pięciu meczów bez zwycięstwa, w tym trzy razy 0:3 i raz 2:3 na wyjeździe, pokazuje zupełnie inną tendencję niż jakieś jednotygodniowe przebłyski. Może akurat wtedy dobili do formy, a potem wracamy do normalności – która niestety polega na przegrywaniu z klasą, której nie powinno się brać za przeciwników w Ekstraklasie.
Co do tego "gdzie energia z 22 lutego" – to pytanie skierowane do samych zawodników. W sumie ile razy zdarzyło im się w ostatnim roku wygrać dwa mecze z rzędu? Bo nawet dwie wygrane nie robią trendu, zwłaszcza kiedy zaraz po nich leci się o 0:3. Albo wywalają ich z własnego parkietu, albo ledwo uciekają na plusa w Gołębiu. To nie jest kwestia motywacji – to system albo forma, która momentami potrafi wpaść w dół szybciej niż winda bez hamulców.
Gdzie dowody?
A widzicie, zaczynam podejrzewać, że komuś tam w GKS-ie zrobiło się za ciasno w butach. Bo na papierze, z 22 lutego mieliśmy normalny, dobrze rozegrany mecz – trochę nerwów, trochę szczęścia w decydujących momentach, ale jednak wygrana. Dwa tygodnie później już nie pamiętają, co to walka na sety, a co dopiero na punkty. Przecież z Gdynią uciekali im punkty jak skóra z oparzenia, a teraz przychodzi kedzierzynian i oświadcza, że rano na śniadanie zjedli ich na śniadanie – i to dosłownie.
To nie jest kwestia przypadku ani jednego złego wieczora. Trzy razy 0:3, z czego dwa razy w Katowicach, to nie jest żaden trend, tylko dowód, że coś w fundamentach posypało się jak domek z kart. Widzowie mają prawo być wkurzeni – bo to nie jest jakaś przypadkowa nić, tylko seria, która mówi: "sami nie wiemy, co robimy". A trenerzy, którzy przez te przebłyski lutowe myśleli, że już po problemie, teraz mają czas się zastanowić, czy aby na pewno najlepiej wiedzą, jak prowadzić drużynę, kiedy przeciwnik wchodzi na parkiet z gotową receptą. Bo z Cuprum jakoś to poszło, ale z tymi samymi chłopakami trzy tygodnie później zapomniało im się nawet, co to jest atak. I tu nie pomoże żaden psycholog, tylko konkretna robota na treningach – albo ktoś wreszcie oberwie po łapach, bo system albo działa, albo nie. A na razie wygląda, że nie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat wczoraj widziałem mecz GKS-u z drugiego tygodnia marca, w Gołębiu – no nie chce mi się wierzyć, że ktoś jeszcze tam kombinował coś od obrony. Dołożyli do siebie tyle błędów serwisowych w kluczowych momentach, że aż żal patrzeć. A patrząc na statystyki z tamtego meczu: 12 błędów serwisowych w całym spotkaniu, z czego 6 w decydującym piątym secie? To nie jest już żaden „zły układ”, tylko coś na kształt samobójstwa technicznego. Przecież w siatkówce drugiej klasy światowej na parkiet wchodzi się po to, żeby te rzędy 15-18 punktów w ataku zebrać, a tu mieli blisko połowę akcji psujących serwisy.
Trenerzy oczywiście będą mówić o „braku równowagi między blokiem a obroną”, ale ja widzę coś innego – zaniedbanie podstaw, które wraca jak bumerang. Tamtej wygranej z Cuprum nie da się porównywać z niczym innym, bo wtedy przeciwnik miał więcej błędów serwisowych niż GKS. Teraz odwrotnie: Katowice same siebie blokują. I to nie raz, nie dwa – trzy razy z rzędu, w meczach, gdzie przeciwnik nie był przecież żadnym superzespołem. Że teraz ktoś oberwie po łapach? Całe szczęście, bo albo ten trener zostanie zwolniony, albo cała kadra trenerska. Bo jak można tłumaczyć zawodnikom, że mają „się mobilizować” kiedy systematycznie nie umieją poprawnie zagrać pierwszego kontaktu?
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co, ktoś wreszcie zauważył, że GKS Katowice gra tak, jakby mieli zakaz używania mózgu?
Gdzie dowody?
Skąd u was ta wiara, że GKS Katowice ma w zanadrzu jakiś powoli dojrzewający projekt, skoro realia wyglądają tak, że od lutego mijają tygodnie, a im co raz gorzej? Macie rację co do tej jednej wygranej z Cuprum, ale nie dajcie się zwieść – to był mecz, który przetrwał dzięki kilku szczęśliwym odbiorom w decydującym secie, nic więcej. Później już nie było mowy o nawet najmniejszym przebłysku walki na siatce.
Wiecie, co mnie najbardziej zaskakuje? Że te serie 0:3 zdarzają się akurat przy przeciwnikach, którzy w tabeli walczą o utrzymanie albo dopiero wchodzą w fazę rewanżów. Patrzcie: Belchatów w marcu to zespół, który ledwo zipie i mimo to doczłapał się do trzech setów czysto. Kedzierzyn-Koźle? Mieli gorszy okres i też bez problemu rozłożyli GKS na łopatki. To nie są przypadkowe ofiary, to powtarzalny schemat: kiedy przeciwnik wchodzi z gotowym planem na blok, GKS Katowice rozpada się jak papierosowy papier w ogniu.
Zaufałbym tej drużynie, gdyby choć raz od lutego mieli remis – nie, nawet nie remis, tylko mecz, w którym zdobyli więcej niż 70 punktów w trzech setach. Albo jeden set wygrany z przewagą, a nie te ich "bohaterskie" 18-21 w piątym secie z Gdynią, które naprawdę wyglądało na karę za popełnione błędy, a nie na sportową rywalizację. Do tej pory mieli szczęście, że nikt nie rzucił im wyzwania na serio – i teraz właśnie to się dzieje. Nie szukajcie tu ukrytej mocy ani tajemnego planu. Prosta prawda jest taka, że GKS Katowice zapomniał, jak grać od pierwszej akcji, a przez ostatnie tygodnie udowadniają to każdego meczu.
xG > emocje.
no cóż, moi drodzy, widziałem już wszystkie możliwe formy upadku w tej lidze, ale takiej brawury to nawet za moich czasów nie pamiętam. te 0:3 z Belchatowem i Kedzierzynem-Koźlem to nie żadne przypadkowe wpadki – to klasyczny koncert o błędach, których w siatkówce drugiej ligi nie powinno się popełniać nawet raz w sezonie. pamiętacie może ten marzec 2019, kiedy to nasz ulubieniec z Sosnowca leciał z góry na dół przez cztery mecze i w każdym secie mieli więcej straconych punktów na własne błędy niż zdobycznych na bloku? no ale tam przynajmniej przeciwnicy byli jakieś pół klasy lepsi, a tu mieliśmy do czynienia z zespołami, które akurat walczą o utrzymanie – i co? podkładali im nogę jakby się bawili w kalambury.
tylko ten jeden raz w całej tej męczarni, 22 lutego, wyszedł im mecz, w którym mieli więcej szczęścia niż pomysłu – i od razu uwierzyli, że to nowa normalność. klasyczna pułapka: "jeden dobry dzień = jesteśmy w formie". a tu proszę: tydzień później w Gdańsku ledwie uciekają, dwa tygodnie później już ich na śniadanie jedzą. i co najgorsze – nie widać żadnej refleksji. trenerzy nadal gadają o równowadze między blokiem a obroną, a statystyki wrzeszczą: 12 błędów serwisowych w meczu z Slepskiem, 6 z nich w decydującym secie? no ale zobaczymy, czy tym razem ktoś oberwie po łapach, bo inaczej ten tandem zarządzający będzie miał szansę sprawdzić, jak działa "praktyka na trybunach".
następny mecz to już nie tylko kwestia formy – to pytanie, czy ci zawodnicy w ogóle pamiętają, jak wygląda walka. jeśli w najbliższym spotkaniu nie zmienią podejścia, to możemy liczyć na kolejny spektakl "z piekła rodem" – tyle że tym razem bez żadnych przebłysków euforii z lutego. stawiałbym na to, że przeciwnicy będą już mieli gotową receptę, a GKS Katowice po prostu nie będą wiedzieli, jak zareagować. no ale zobaczymy, może jednak ktoś wreszcie zakasa rękawy i zrobi coś, czego nikt się nie spodziewa.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.