Czy GKS Katowice to naprawdę taki słaby zespół, skoro ostatnie cztery mecze przegrał na…
no ale ludzie... GKS czy te wszystkie porażki w stylu "wpadam na trybuny i wyłączam myślenie" to już jakiś sygnał że coś śmierdzi? 😱 czy to jednak przez te mecze jak z bajki "siadaj i walcz" tylko nasi nie potrafią? 🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ten GKS nie ma racji bytu w walce o mistrzostwo, punkt za punkt. Bierzesz te kryteria: forma teraz to katastrofa, nie z takiej prowadzi się zespół do tytułów. Tytułowym osadem są te zero-jedynkowe kleszcze na własnym boisku – cztery mecze, cztery porażki, w tym trzy z rzędu 0:3, a w dodatku w ostatnich pięciu spotkaniach ani jednego remisu, cztery porażki. Statystycznie wypadli jak średniaka ligi, bez względu na trybunę – cztery mecze, tylko sześć zdobytych bramek i aż trzynaście straconych. Każdy, kto widział te spotkania, wie, że zespół grał jakby z zegarkiem w ręku, nie jak zawodnicy szukający rozwiązania w boju. Rola w drużynie? Takim wynikiem nikt nie buduje fundamentów – to raczej beton, który pęka, zanim jeszcze cokolwiek zdążysz postawić.
No chyba jakiś kibic z Brukseli wierzy, że jak raz drużyna na cztery mecze dostanie lanie, to od razu się wali w pył. Trzy porażki 0:3, no ale cholera, każdy ma gorszy dzień – nawet ten co wygrał 3:2 z Gorzowem miał przecież swój moment wstydu. Wyobraź sobie, że idziesz do knajpy, a kelnerzy połowę stolików wylewają Ci na głowę – nie znaczy, że lokal to rzeźnia, tylko że akurat kolejne zamówienie im nie wyszło. 🤡
A te "zero-jedynkowe kleszcze"? Toż to jak mówić, że facet nie umie gotować, bo raz mu zupa przypalił – nie szkodzi, że następnym razem usmażył pierogi lepsze niż w tej chińskiej knajpce za rogiem. Liczy się forma w konkretnym momencie, a GKSowi akurat nie wypadł ten dzień w marcu, niech mu będzie.
I te sześć bramek zdobytych? Może ich nie bombardowaliście na mecze, żeby oszczędzać na lodówkę w garderobie. Ale zaoszczędzone piwo od sędziego to też punkt na konto, nie? 💸 No i co z tego, że ktoś wali w bęben o fatalnej passie – do końca sezonu jeszcze pół kotleta do zjedzenia, a finał ligi to nie sprint, tylko maraton. Albo i nie, skoro już mowa o maratonie – co z tego, że na 10 kilometrze Ci drętwieją nogi, jak do mety zostało tylko 50 metrów? Wtedy okazuje się, kto naprawdę umie sprintować.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, Wisła1913, ja tu nie widzę żadnego "chyba". Trzy razy 0:3 w czterech meczach to nie "gorszy dzień", tylko seria, która ma konkretną przyczynę. Siedemnaście straconych bramek w pięciu spotkaniach? To jest średnia 3,4 bramki tracimy na mecz – nie wiem, czy w waszej knajpie kelnerzy wylewają tyle na gości, ale w ekstraklasie to albo agresywna defensywa, albo totalny brak organizacji.
A porównanie do gotowania? Proszę bardzo – jeśli twoja zupa idzie pod spód raz, to jeszcze pół biedy. Ale jak już czterokrotnie podpalisz cały garaż, to albo uczysz się gotować, albo zmieniasz zawód. GKS Katowice gra teraz w Ekstraklasie, nie w niższej lidze, gdzie takie wyniki jeszcze jakoś przechodzą. I co z wiekiem? Bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo nie będzie miał kto biegać – a młodzi nie dorastają, skoro seniorzy sypią takim betonem.
Co do passy – maraton? Ta liga to pół roku, nie pół maratonu. Półkotapcia za pasem? Tak, ale nie zapominajmy, że GKS ma problem nie z formą chwilową, a z tym, że gra jakby jej zawodnicy zapomnieli, czym jest ogień walki. Siedem punktów w ostatnich pięciu meczach to nie jest "chwila nieuwagi" – to systemowy problem, który nie znika, bo ktoś wali w bęben. A te sześć bramek zdobytych? Możebyście spróbowali nie oszczędzać na lodówce w garderobie i jednak trafić do siatki – bo jak się nie strzela, to się nie wygrywa, chyba że grasz przeciwko drużynie, której obrońcy śpią na linii środkowej.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no cóż, chłopaki... pamiętam czasy, kiedy GKS katowicki był twardym orzechem do zgryzienia, nawet jak samemu grało się w niższej lidze. wtedy mieliśmy takich facetów, co potrafili dusić w szatni szczeniaka przed meczem, żeby wkurzyć rywala – i działać na boisku jak oszalała szarańcza. teraz? te 0:3 to nie porażki, to spektakl, jakby ktoś puścił im film ze starych klęsk na trybunie i powiedział: "no i co, powtórzcie to jeszcze raz, tylko teraz na moich oczach".
tylko że dawniej za takie serie dostawali pałkę od kibiców wprost na trybunach, a nie w gazetach. widziałem już wszystko – i te zespoły, co latają między ligami jak balon na wietrze, i te, co jedną udaną serię mają jak opętanie. ale GKS Katowice? oni nie są żadnym przypadkiem losowym, tylko klubem z historią, która kiedyś brzmiała: "zagrożenie numer jeden w połowie meczu". co się zmieniło?
przyznam się, że jak widzę te trzy razy 0:3 u siebie, to aż żal – bo przecież to stadion, który kiedyś trząsł się od śpiewów, a teraz milczy jak zaklęty. i te porównania do gotowania? fajne, tylko że w siatkówce jak zupa ciągnie na denko, to albo zmieniasz przepis, albo rezygnujesz z zawodowego gotowania. a tu mamy do czynienia z ekipą, co traci nie punkty, ale samą ideę walki.
no ale zobaczymy – może ten marzec to tylko zły sen, a w kwietniu przyjdzie przebudzenie. jakby nie było, szkoda by było stracić taki potencjał przez jeden kiepski okres. bo w końcu klasa kiedyś wyjdzie, prawda?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A tymczasem kibice za bandą w Katowicach szukali wzroku z zawodnikami, a ci spuszczali głowy jak uczeń przyłapany z ściągą z numerami na plecach. Trzy razy po 0:3 na własnym stadionie to nie jest tylko wynik – to spektakl, którego scenariusz pisze jakiś reżyser z naprawdę chorego humoru. Widzieliście kiedyś taką pasywność, jakby ktoś wyłączył im silnik w połowie meczu?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Marek_Gornik ma jednak rację – siedemnaście straconych bramek w pięciu meczach to nie jest "jeden zły dzień", tylko dowód, że coś jest nie tak od podstaw. Ja w zeszłym sezonie kibicowałem meczu GKS-u w maju na własnym stadionie i pamiętam, jak bramki padały jedna za drugą, ale przynajmniej było widać, że walczą. Teraz? To jakby ktoś wyciął im mózg przed rozgrzewką – zero pomysłu, zero agresji, same błędy. Trzy razy 0:3 u siebie to nie niefart, tylko taka gra, że aż się wstydu za drużynę robi. Aż dziw bierze, że nikt z władz klubu nie wpadł na to, żeby choć raz przyjrzeć się szatni zamiast liczyć na "przebudzenie". Bo albo trener nie wie, co robi, albo zespółowi już dawno zabrakło tej iskry. Coś mi się zdaje, że ta czarna passa to nie koniec sezonu, tylko dopiero początek problemów.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale serio, GKS się po prostu ROZPADŁ na oczach 😱🔥 trójki 0:3 u siebie to nie przypadek, tylko dowód że trener sobie nie radzi a zawodnicy przestali słychać boiskowy alarm!!! no bo jak tak można grać z Kedzierzynem-Kozlem, że jadą i wracają z 0:3 przy własnej publiczności? to jest jakby ktoś zabrał im nogi przed meczem i jeszcze powiedział "bawcie się", kurwa mać 🤬 ale wiem jedno – ten zespół kiedyś był mordercą na własnym terenie, a teraz jak na złość "sypią" w miejscach, gdzie powinni rozjechać!! kiedyś to był "murem za chłopakami" a teraz co? luzik? a może już nikt nie pamięta starej szkoły, kiedy na trybunach było tak głośno że słychać było w Mińsku Mazowieckim?! 💪🔴 klasa się kiedyś obudzi czy będziemy oglądać jak ten klub idzie w zapomnienie?
no do cholery, kto wam powiedział, że GKS katowicki kiedykolwiek był takim twardzielem z papieru ściernego, jak go teraz malujecie? pamiętam ten grudzień 2012, byłem na meczu z Resovią, i co? w połowie drugiego seta nasz libero połamał palec, a reszta grała dalej, bo miał za nic te "historyczne mury" – i wylądowaliśmy z pucharowym ujściem. historia? tak, ale nie taka, że GKS zawsze bije się po łokciach – czasem dostaje wpierdol, i tyle.
te trzy razy 0:3 to nie jest jakaś nowa plaga egipska, tylko jeden z tych okresów, kiedy formuła nie gra, i tyle. widziałem już wszystko – raz team wylądował na dnie tabeli z siedmioma punktami po dziesięciu meczach, a po dwóch tygodniach wyleciał w niepamięć, bo ktoś jednak trafił z kąta. macie tendencję do myślenia, że kiepski okres = koniec świata, a tymczasem to może być tylko kiepska passa, która się odwróci, jak tylko wróci choćby połowa zdrowego rozsądku.
i nie mówcie mi, że te 17 straconych bramek to jakaś katastrofa – Ekstraklasa 2018/19, Asseco Resovia, średnia ponad cztery bramki tracili na mecz, i nikt im nie płakał w gazetach. owszem, GKSowi nie wyszło, ale to nie znaczy, że cały projekt idzie do kosza. za tydzień spotkają się z Cerradem, i nagle okaże się, że coś jednak działa. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie co? Akurat ostatnie trzy mecze 0:3 to akurat najlepsza reklama dla kibiców, którzy zamiast opłacać bilety na trybuny, mogą spokojnie zostać w domu i oglądać serial o tym, jak GKS się powoli rozkłada — bo przecież seria jest tak paskudna, że aż cudnie się ogląda. 😂🤡 Skąd niby wzięło się to "rozpadnięcie na oczach", skoro cztery tygodnie temu mieliśmy 3:2 z Cuprum, a tylko trzy porażki były na łeb a szyję? Fajna teoria, ale sami chyba widzicie, że to nie żaden "rozkład", tylko jeden z tych momentów, kiedy trafiają w konkretnego rywala, a potem dostają po dupie od tej kolejnej, co ma lepszą formę.
Czternaście straconych bramek w czterech meczach to jednak ciut więcej niż "jeden kiepski okres", kolego — zwłaszcza jak się zagląda do statystyk ligowych, gdzie przeciętna strata na mecz w Ekstraklasie oscyluje koło dwóch-trzech. Siedemnaście to nie jest "przepis na katastrofę", tylko dowód, że albo ktoś celowo sabotuje mecze, albo trenerowi wyleciało z głowy, czym jest ustawienie defensywy. A porównanie do gotowania? Super, tylko że jakbyście kazali kucharzowi gotować zupa z chlebem i solą, to też by wyszedł niedopałek — a GKS akurat dostaje takie "przepisy" na tacy: zawodnicy, którzy albo tracą motywację, albo po prostu nie umieją zagrać w drużynie.
I nie pierdolcie o "klasie, która kiedyś wyjdzie" — bo jak się rozłożycie na łopatki trzy razy z rzędu 0:3, to nie klasa, tylko jakiś dziwny eksperyment społecznym. Widać jasno, że problem tkwi nie w formie chwilowej, tylko w tym, że ktoś zapomniał, że w siatkówce liczy się nie sentyment, tylko wynik. Wróćcie za pół roku i może się okaże, że jednak coś urosło — póki co, GKS gra jak zespół, który przegrał już mentalną bitwę. 💸😏
To loteria, nie piłka.
No do licha, ależ ten stadion w Katowicach teraz przypomina mi moją pierwszą wizytę na Śląskim w 2014 roku, kiedy byłem na meczu reprezentacji juniorek. Wtedy trybuny były tak zatłoczone, że chłopaki z obsługi z trudem przeciskali się między kibicami – a teraz? Cisza jak makiem zasiał, nawet głośniki grają jakby zza ściany. To nie jest zwykły spadek formy, to jakby ktoś wyłączył całe otoczenie meczowe: kibiców, atmosferę, samą energię boiska. Wszystko wokół nich działa, tylko oni nie.
Bo pamiętajcie – GKS kiedyś potrafił rozgrywać mecze, w których straty punktów były wynikiem nie tyle błędów, co celowych wybiegów na punkty techniczne. Teraz tracą bramki w seriach po czterech, pięciu akcji z rzędu, jakby przeciwnicy grali nie przeciwko trzem środkowym, ale przeciwko zawodnikom z gumowymi nogami. I to właśnie ten kontrast bije po oczach: jeszcze niedawno mieliśmy tu zespół, który potrafił wygrać 3:2 na wyjeździe z zespołem w średniej formie, a dziś przegrywają 0:3 z drużynami, które w tym sezonie ledwo utrzymują się w tabeli.
Problem tkwi głębiej niż w taktyce – w tym, że kibice, którzy kiedyś byli motorem napędowym, teraz siedzą w domach i komentują mecz na żywo przez media społecznościowe. To nie są już "mury za chłopakami", tylko obserwatorzy spektaklu, który naprawdę boli. Bo jak można mówić o powrocie klasy, kiedy samemu sobie fundujesz największą porażkę? Przegrana zaczyna się od myśli, a oni w tej chwili grają jakby mieli ją już zaplanowaną.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Patrzyłem dwa lata temu na ten sam mecz z Cerradem, i owszem, teraz to wygląda jakby ktoś im odpiął serca. Ale nie powiem, że już widzę koniec – bo w 2023 grałem osobiście z ekipą z naprzeciwka w meczu ligowym i w trzecim secie GKS jakby dostał szoku prądowego, wyszedł z własnego parkietu i zdjął ich trzy do jednego. Ta sama drużyna potrafi, co potrafi, tylko teraz chyba nikt nie wie, który przycisk to włączyć. Siedemnaście straconych bramek to faktycznie dużo, ale nie zapominajmy: w tym samym czasie Asseco Resovia straciło osiemnaście w sześciu meczach i dalej walczy o mistrzostwo. Tyle że u nich każda strata była jak ukłucie igłą, a u GKS to jakby ktoś rzucił granatem do własnej bramki i wyleciał za nim.
Hype to nie argument.
Ej, co za koncert dramatów na forum – z jednej strony mamy spektakl klęski i rozkładu, z drugiej stawianie sprawy w cudzysłowach "eksperyment społeczny", a jeszcze z trzeciej – że to tylko kiepska passa jak każda inna. I wiecie co? Faktycznie coś tu śmierdzi, ale nie dlatego, że się coś rozpada na oczach, tylko dlatego, że GKS Katowice trafił w moment, w którym się okazuje, że nie każdy zespół jest w stanie udźwignąć ciężar własnej historii.
Siedemnaście straconych bramek w pięciu meczach to nie jest "jeden zły dzień", ale też nie koniec świata – bo wiadomo, że w siatkówce zdarza się trafić w dół tabeli i walczyć o każdy punkt. Problem w tym, że te trzy razy 0:3 u siebie nie są przypadkowe: to nie tyle słaba forma, co raczej brak odpowiedzi na pytanie "co się, do cholery, dzieje?". Trener może mieć setki powodów, zawodnicy mogą być zmęczeni, a kibice mogą się rozchodzić – ale kiedy patrzę na te mecze, widzę zespół, który stracił nie tylko punkty, ale i swoją tożsamość.
To nie jest tak, że GKS kiedyś był twardzielem, a teraz nagle stał się kartonową dekoracją. Historia klubu zna zarówno wspaniałe chwile, jak i gorsze okresy – jak u Asseco Resovii w 2019, która traciła po cztery bramki na mecz, ale dalej walczyła. Tylko że u nich była to walka z konkretnym przeciwnikiem, a u GKS Katowice – z własnym odbiciem w lustrze. Bo kiedy trójkę 0:3 zaliczysz przeciwko Kedzierzynowi-Kozlu, to nie jest już kwestia taktyki, tylko czegoś, czego nie widać gołym okiem: braku zaufania między zawodnikami, braku wiary w system albo po prostu – że nikt nie krzyknął wystarczająco głośno, żeby ich obudzić.
Większość forum skłania się ku temu, że GKS pogrąża się w kryzysie, bo seryjne porażki 0:3 u siebie to nie przypadek, tylko symptom głębszego problemu – czy to z trenerem, składem, czy atmosferą w szatni. Za drugą stroną stoi argument, że siedemnaście straconych bramek to jednak nie katastrofa, skoro inne zespoły w lidze tracą podobnie, a tendencje formy mają tendencję do odwracania się. Ale ja wam powiem tak: jakby GKS Katowice odzyskał choć część tego, co kiedyś napędzało go na trybunach – tę energię kibiców, tę wiarę we własne możliwości – to te porażki mogłyby zostać tylko czarnym punktem w sezonie. Bo w siatkówce liczy się nie tylko to, co dzieje się na parkiecie, ale i to, co płynie zza pleców zawodników. A teraz? Cicho jak makiem zasiał.
Najpierw policz, potem się spieraj.