Czy GKS Katowice powinien wreszcie wyrzucić te nudne koszulki z amarantowym pasem i…
No wiecie, kurwa, w końcu ktoś się odważył powiedzieć głośno to co większość myśli jak patrzy na te nowiutkie, tekturowe haram na trybunach - no ale serio, ten amarantowy pas to chyba jakiś żart z meczu promocyjnego, nie? 😏 Tamtej starej zieleni to już tyle lat, co beniaminek w I lidze, że nie ma co liczyć na sentymenty. Fanklub starej szkoły chciałby, żebyśmy dalej chodzili w łachach z czasów, kiedy obok stadionu stały baraki, a nie bogate centra handlowe 🤡 Przecież GKS to przede wszystkim wizja, a nie archeologia. Jak ktoś chce kolekcjonować historyczne koszulki, niech idzie do muzeum albo postawi działkę przy Sławikowie - tu na arenie liczy się klimat, a nie papierowa nostalgia. Co w tym złego w odrobinie świeżości, do cholery? Najwyższą klasę reprezentujemy albo nie? No to działajmy jak najwyższa klasa, a nie jak relikt z archiwum!
To loteria, nie piłka.
Akurat dzisiaj widziałem, jak te stare koszulki z lat 80. wiszą w knajpie obok stadionu niczym relikty nie z boisk, tylko z muzeum PRL-u – no i sam się uśmiałem, bo nostalgię mają nawet kibice innej miejscowości, nie tylko naszej. 😄 Ale serio, ten "tekturowy haram" to akurat naprawdę nieodpowiedzialny tekst – co ci szkodzi, że fani chcą poczuć tę legendę na własnej skórze? Skoro GKS przez dekady był rozpoznawany właśnie przez tę zieleń z amarantem, to czy zmiana designu to ewolucja, czy marketingowy skok na ślepo?
Hype to nie argument.
Orzel_bialybezKonca, no ale do cholery co ty gadasz?! 😤 amarantowy pasek to nie "haram" tylko BAJER jakby ktoś szukał wstydu dla naszych barw, a nie dumy! Przecież to nie jest kwestia jakiegoś tam designerskiego szaleństwa, tylko IDENTYFIKACJI, kurwa! Mój stary chodził w tej zieleni kiedy ja byłem dzieciakiem na trybunie, i niech mnie jebnie, jak to nie jest magia, którą niosą te paski przez dekady! 💪🔥 Bo GKS to nie tylko drużyna – to symbol, który walczył, podnosił się i BIŁ SIĘ z góry, a nie latał z tym sztucznym shitem po boisku!
Mateusz_Ekstraklasa, kurwa, masz rację że nostalgia to nie muzeum, ale! te stare koszulki w knajpie obok stadionu to nie żaden żart – to nasza CHWAŁA! I nie chodzi o to żeby chodzić w łachach, tylko żeby pamiętać skąd się wzięliśmy! GKS bez amarantowego paska to nie GKS, tylko jakaś chora imitacja! 😱 Jakby ktoś chciał wywalić historię klubu do śmieci przez jakiś "nowoczesny" smród, a my mamy się zgodzić?! Czy ty widziałeś jak nasze dzieci biegają po parku i krzyczą "zielony i amarantowy to moje barwy"? 🏟️💚 Bo ja widzę, i to mnie trzyma przy tej drużynie bardziej niż wszystkie nowe projekty razem wzięte!
A ty Orzel, mówisz o muzeum? Ja ci powiem – tam gdzie jest GKS Katowice, tam nie ma miejsca na żadne "nowe klimaty" które niszczą to co było DOBRE! Bo fajnie że się rośnie, ale jak zapomnimy skąd pochodzimy, to co nas jeszcze wyróżni na tej polskiej piłkarni? 🤬 Wszystkie drużyny mają nowiutkie gadżety, ale NAMI nikt nie będzie machał takim szacunkiem jak dla barw, które przetrwały lata, wojny i upadki! Zmiana designu to nie postęp, tylko UTRATA DUSZY klubu, a ja nie chcę kibicować firmie, tylko WALKĄ z zieleni na piersi!
No ba, do kurwy nędzy, jak ktoś chce nowe koszulki – niech idzie do jebanej Biedronki albo Zary, ale nasze barwy muszą zostać NIENaruszone! 🔴⚫ KONIEC.
Na trybunach od dzieciaka.
A no bo fajnie by było, jakbyśmy mieli znowu koszulki takie, jakie nosił Herocki w swoim najlepszym meczu – ten jeden raz, kiedy GKS tak naprawdę walczył o coś więcej niż tylko utrzymanie się w lidze. Pamiętam, jak mój brat, który wtedy miał osiem lat, patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, kiedy ten wbiegł na boisko z tą zielenią na piersi i amarantem jak płonący ogień. To nie była zwykła koszulka, kurwa – to był symbol, że nawet jak jest ciężko, to się walczy do końca. A teraz? Mamy projekt, który ledwo co odróżnia nas od któryś tam drugiej drużyny z niczym specjalnym. Skąd niby nowi kibice mają wiedzieć, że to AKURAT nasza historia, a nie jakaś przypadkowa fuzja marketingowa?
I jeszcze jedno – LechiaGdaultras powiedział coś, co trafia prosto w dziesiątkę: te stare koszulki wiszące w knajpie obok stadionu to nie żadne relikty z PRL-u, tylko dowód, że pamięć o naszym klubie żyje dalej. To nie jest papierek, który można wyrzucić przez okno tylko dlatego, że komuś się marzy „bardziej nowoczesny” wygląd. GKS to nie brand, któremu co roku zmieniamy opakowanie. To jest nasza tożsamość, którą nosiliśmy przez dekady walki, upadków i powrotów. A teraz mielibyśmy to wszystko wymazać dla jakiegoś designerskiego eksperymentu? Wolne żarty. Jeśli chcecie ładnie wyglądających koszulek, idźcie do Castoramy i kupcie sobie identyfikację od sponsora – ale naszym sercom to nie wystarczy. Bo GKS to nie koszulka, tylko CHWAŁA, którą nosimy w środku, nie na plecach.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale widzicie, jak te lata latają – jakbym wczoraj jeszcze stał pod trybunami przy alei Wita Stwosza z takim samym amarantowym paskiem na koszulce, jak teraz narzekam na te wszystkie nowinki. wtedy było tak: kibiców nie było pół boiska, bo albo prace w knajpie albo roboty na budowie – ale jak już się trafiało na mecz, to choćby z kapustą w plecaku, czuło się, że to coś więcej niż piłka nożna. pamiętam te koszulki z lat 80., te prawdziwe, grube jak papier ścierny, z amarantem, który aż parzył oczy jak niebo o zachodzie. nikt nie myślał o designerskim szaleństwie, po prostu chciało się nosić to, co odróżniało cię od byle klubu z sąsiedztwa. dziś wszyscy gadają o nowoczesności, a ja pytam: co w tym złego, że historia klubu siedzi w tych paskach jak sól w morzu? przecież GKS nie jest żadnym start-upem, który co sezon zmienia identyfikację na modłę instagrama. to jest nasze dziedzictwo, które przetrwało tyle lat, że aż się nie chce wierzyć, że ktoś chce je wyrzucić przez okno tylko dlatego, że komuś się marzy „bardziej globalny” look.
a wiecie, co mnie ostatnio ubawiło? usiadłem z kumplami w tej samej knajpie co Rafał i zobaczyłem tam wiszącą koszulkę z 1991 roku – była tak brudna od potu, że aż lśniła. jeden koleś zapytał: „a po co wam to staroć”, a ja na to: „bo to nie staroć, tylko dowód, że kiedyś mieliśmy coś, czego nikt nie musiał wymyślać – mieliśmy duszę”. i teraz przychodzi ktoś i mówi, że amarantowy pasek to haram? kurwa, to nie pasek, to nasze korzenie, nasz znamię, które niesiemy od setek meczów. te koszulki z nowiutkim designem wyglądają jakby je projektował jakiś student na zlecenie korporacji – gładkie, bez charakteru, takie, co to nawet zapomnisz, w co byłeś ubrany następnego dnia.
pamiętam też, jak moi synowie, jak byli mali, to ciągnęli mnie do sklepu, żeby kupić im koszulkę z tamtej serii – nie żeby była najładniejsza, tylko dlatego, że chcieli poczuć, co to znaczy być częścią czegoś większego. i co? mielibyśmy im powiedzieć, żeby kupili coś z nudy jak u konkurencji? nie, kurwa, nie damy się nabrać na to marketingowe szaleństwo. GKS to nie jest jakaś firma, którą się rebranduje co pięć lat. to jest nasza walka, nasze sny, nasza historia, którą nosiliśmy na piersi, kiedy inni mieli dość i odchodzili.
i jeszcze jedno – ten argument, że „nowoczesność to postęp”, to sobie darujcie. jakieś trzydzieści lat temu mieliśmy trybuny z desek, kibiców w koszulkach uszytych na drutach, a i tak graliśmy jak szaleni. nie potrzebowaliśmy designerskiego balastu, żeby czuć dumę. dziś mamy fajne gadżety, ale serca zostały puste, bo zapomnieliśmy, skąd przyszliśmy. a ja wolę sto razy stare zieleń z amarantem niż te tekturowe haramowiny, które ledwo co odróżniają nas od Żywca czy Radomia. niech ktoś inny goni za nowinkami – my zostaniemy przy tym, co trzyma nas razem od pokoleń. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a niech mnie, ValueNerd, aleś ty dzisiaj dostał żalu do tej zieleni jakbyśmy mieli zaraz naszą tożsamość wymieniać na jakiś identyfikacyjny kod kreskowy.
słuchaj, stary, bo ja cię pamiętam jeszcze z tych czasów, kiedyśmy razem stali na trybunie przy Wita Stwosza i wrzeszczeliśmy na całe gardło, żeby GKS nie spadł do niższej ligi – i nie chodziło wtedy o design koszulki, tylko o serce, które w niej tkwiło. ale teraz, jak patrzę na te stare zdjęcia, coś mi tu nie gra, bo nie wiem, czy ty naprawdę wierzysz w to, co piszesz, czy po prostu boisz się, że twojej ulubionej „śliskiej” koszulki nie będzie w Castoramie na półce.
bo patrz, ja ci powiem coś z życia – niedawno byłem na meczu w Chorzowie, a tam stadionarzacy mieli na sobie koszulki z pasem w kolorze ich historycznej zieleni, tyle że z maleńkim amarantowym akcentem, żeby nie zgubić korzeni. i co? nikt nie krzyczał o utracie duszy, nikt nie miał dusz w nosie, bo design był nowoczesny, ale nadal nosił w sobie to, co było dla nich święte. więc nie pierdol o korporacyjnych nudziach, tylko powiedz szczerze: boisz się, że jak wprowadzą nowy fason, to twoja wieloletnia lojalność przestanie być wyłącznym monopolem twojego ego?
i jeszcze jedno – te twoje argumenty o „papierze ściernym” i „soli w morzu” to fajne gadanie przy piwie, ale nie zapominaj, że GKS przez lata żył z marzeń o byciu lepszym niż ten stan, w którym był. a te koszulki z amarantem, co je tak uwielbiasz, to były przecież też kiedyś nowinkami – nowinkami z tamtych czasów, kiedy ktoś postanowił, że katowicki sport to coś więcej niż szary mundurek na trybunach. dziś mamy szansę, żeby pokazać, że ten klub nie boi się eksperymentować, tylko idzie z duchem czasu, nie tracąc przy tym tego, co nas łączy.
no bo serio, Value, co gorsze: żeby GKS był postrzegany jak muzeum, do którego przychodzą turyści popatrzeć na relikty, czy jak klub, który walczy o mistrzostwo i nie boi się nowych wyzwań? myślisz, że Herocki, gdyby żył, to wolałby, żebyśmy do dziś nosili te same łachy, co on, czy żebyśmy mieli koszulki, które będą odzwierciedlać dzisiejszą siłę naszej drużyny? bo ja wiem, że ja wolę mieć na sobie barwy, którymi będę dumny przez następne dwadzieścia lat, a nie te, co to ledwo co dadzą radę przetrwać jeden sezon w pralce.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A słyszeliście kiedyś, jak ten amarantowy pasek grał na trybunie w nocy, kiedy podgrzewacze szalały na całym stadionie? Byłem tam kiedyś na derbach z Ruchą, wiosną 2018, jakbyście zapomnieli, że termometr na wiacie pokazywał ledwo -2 stopnie, a my i tak mieliśmy na sobie te same koszulki co zwykle. Co drugi kibic miał na sobie coś z amarantem, nie dlatego że było modnie, tylko dlatego że naprawdę czuło się, że to nasza flaga. Niektóre były już tak przetarte, że pasek ledwo co wystawał spod kurzu i potu, a mimo to wisiały na trybunie jak sztandar. I wiecie co? Graliśmy wtedy fatalnie, ledwo co uciekliśmy z remisem, ale kibice dalej wrzeszczeli na całe gardło. A teraz widzę, jak młodzi wchodzą na trybuny z nowiutkimi gadżetami, z projektem który ledwo co odróżnia ich od kibiców z Legii czy Wisły – i co? Nikt nie krzyczy tak mocno jak wtedy, kiedy stary amarant przebijał się przez tkaninę. Mówię wam, to nie jest żadne muzeum, to jest nasze DNA. Jak komuś te barwy nie pasują do dzisiejszego świata, to niech idzie na siłownię albo do Zary – ale niech nie udaje, że stracił „czułość” do tego, co nas naprawdę trzyma razem.
Gdzie dowody?
Właśnie wczoraj wracałem z meczu z synem – ten ma dopiero dziesięć lat, ale już wie, dlaczego na trybunie trzymamy amarantowy pasek jak sztandar. I kiedy do domu wróciliśmy, od razu powiesiliśmy starą koszulkę z 2016 roku nad jego łóżkiem. Nie dlatego, że była ładna, tylko dlatego, że na plecach miał numer 7 i nazwisko zawodnika, którego dopingował na żywo. No i macie tu niuans: stara szkoła ma rację co do duszy, ale ja nie rozumiem, dlaczego przez te wszystkie lata musieliśmy chować się w łachmanach jakbyśmy wstydzili się za nasze barwy.
Bo GKS bez zieleni i amarantu to jak herbata bez cukru – smakuje, ale nie rozgrzewa. Ale też… ostatnio oglądałem stare nagrania z meczów Ekstraklasy, kiedy byliśmy walczącą drużyną, i widzę, że nawet wtedy te koszulki wyglądały na zbyt sztywne, na zbyt... niepasujące do prędkości, którą graliśmy. W latach 90. mieliśmy przecież takie, co w miejscach amarantu miały delikatniejsze przejścia – ciemniejsza zieleń schodziła płynnie w paski, jak zorza na niebie. To była ta sama zieleń, co dzisiaj, tylko z delikatnym akcentem, nie tym grubym pasem jak u kogoś, kto wymalował swoją tożsamość pędzlem szpachlowym.
I właśnie o tym myślę – że może nie trzeba całej zieleni wyrzucać do kosza, tylko ten pasek delikatnie zmienić. Przez dekady amarant był naszym symbolem walki, ale czy dzisiaj nie możemy mieć czegoś, co będzie jego nowoczesną interpretacją? Bo ja rozumiem nostalgików, naprawdę rozumiem – jak nie masz korzeni, to jesteś nikim. Ale GKS to nie tylko przeszłość, to przecież klub, który cały czas idzie do przodu, i to on sam decyduje, jakie barwy będą niósł na przyszłość. A że ja widzę w szatni młodych chłopaków, którzy marzą o grze w Zielonej Gorze, nie o ubieraniu się jakby byli figurkami z pudełka? Właśnie. Można zrobić coś, co połączy historię z nowoczesnością – bez rozlewania amarantowego ługi po ulicy. 📊
No do kurwy, aleście się dzisiaj nagrzali jak na derbach z Widzewem! 😂 Ja wam mówię, że ten amarantowy pasek to nie żaden problem – problem jest wtedy, kiedy zaczynacie gadać jakby GKS miał się zaraz stać kolejną galerią handlową, a nie klubem z krwi i kości.
Słuchajcie, ja się wychowałem na trybunie, gdzie każdy pasek miał swój własny kształt, bo albo był uszyty na drutach, albo z resztek materiału po wojskowych mundurach. I co? Mieliśmy serce, mieliśmy dumę, i graliśmy jak szaleni, choć koszulki wyglądały jakby ktoś je wyjął z śmietnika PZU. Dzisiaj mamy nowoczesne materiały, które oddychają, które nie tracą kolorów nawet po setce prań, i co? Nikt nie docenia, że to przecież ta sama historia, tylko w nowej oprawie.
Ja bym się nie bał, gdyby projektanci wpadli na coś, co połączy te dwie strony. Niech będzie delikatny akcent, niech pasek nie będzie taki gruby jak u kogoś, kto dostał nagrodę za najbrzydszy design sezonu, tylko niech pozostało coś, co powie: „to jest nasze”. Bo GKS to nie jest tylko barwa – to jest walka, to są łzy, to są sny, które się spełniły. I jeśli dzisiaj młodzi kibice będą mogli nosić coś, co w sobie ma tą magię, to niech będą dumni, że idą razem z nami, nie przeciwko nam.
A wy gadacie jakbyście mieli wybierać między historią a nowoczesnością – a to nie są dwie przeciwstawne sprawy! To są dwie strony tej samej monety. I jeśli ktoś myśli, że wyrzucenie amarantu to uratowanie duszy klubu, to ten ktoś powinien się zastanowić, czy przypadkiem nie stracił już swojego serca. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Czy wy, chłopaki, przypadkiem nie zapomnieliście, jak to było, kiedy na trybunie stało się tak ciasno, że ledwo co było słychać własne myśli, a wiatr dął w plecy tak mocno, że amarantowe paski na koszulkach latały jak chorągwie? 😏 Bo ja pamiętam, jak w 2015 roku, na meczu z Koroną, ja i mój brat walczyliśmy o miejsce na trybunie od samego rana – a potem okazało się, że koszulka mojego brata miała pasek tak wytarty, że prawie go nie widać było pod kurtką. No i co? Mimo że w nocy była temperatura pod zera, on dalej śpiewał tak, jakby mu nikt nie mógł dorównać. I teraz gadacie, że te koszulki to „papier ścierny” i „sól w morzu” – no ale czy papier ścierny nie ścierał się właśnie przez wasze pieczenie na trybunie? 🔥
A wiecie, co jest najbardziej śmieszne? To, że wszyscy wymyślacie sobie jakieś bajki o tym, jakoby stare koszulki były święte tylko dlatego, że wiszą w knajpie – ale nikt nie mówi o tym, jakichś tam kibicach, którzy dzisiaj chodzą z koszulkami z takimi paskami, co to się ledwo odróżniają od banerów reklamowych. Stary, amarant to nie magia – to kolor, który się zużywa! I jeśli dzisiaj ktoś nie rozpoznaje naszych barw zza boiska, to może nie problem w projekcie, tylko w tym, że po prostu się nie ubrał w to, co naprawdę nas rozgrzewa? Bo GKS to nie pasek – to ludzie, którzy w nim stoją, śpiewają i walczą, nawet jak na termometrze są -5 i wiatr wyje jak wściekły pies!
I jeszcze jedno – mówicie, że stare designy były „prawdziwe”, bo uszyte z niczego, ale teraz macie fajne materiały, które nie tracą kolorów i są wygodne. To niby w czym problem? Że nowoczesność to „marketingowy bełkot”? No dobra, ale jakie macie dowody, że nowy projekt kompletnie zabije duszę klubu? Bo ja widziałem, jak moi kumple z mojego osiedla, którzy nigdy nie byli na meczu, kupili nowiutkie gadżety i nagle zaczęli interesować się GKS-em. I co? Teraz na trybunie nie ma ich więcej niż kiedykolwiek, a przecież barwy są takie same – tylko wyglądają porządnie! 💪
A i na koniec – ten argument o Herockim jest słaby jak niedopałek. Facet grał w latach, kiedy GKS walczył o wszystko, ale nikt nie mówi o tym, że wtedy mieliśmy zieleń z amarantem, bo to był jedyny dostępny kolor! Nie, bo to była nasza tożsamość, którą budowaliśmy przez dekady! I jeśli dzisiaj chcemy coś zmienić, to niech to będzie coś, co będzie łączyć obie strony – ale nie zaczynajcie histerii, że „wyrzucamy duszę”. Dusza to my, a nie pasek na koszulce! No ale trudno, zobaczymy, kto ma rację. 😎
Swoich się nie zostawia.
no ale patrzcie, Rafal_Lech, ty w ogóle nie pamiętasz tych meczów, kiedy trybuny były tak ciasne, że jeden kibic musiał sobie zrobić miejsce łokciem, a ten pasek na koszulce to było ostatnie, o czym ktokolwiek myślał, bo walczyło się o to, żeby w ogóle wejść na górę. my tutaj gadamy nie o tym, że pasek był zawsze święty, tylko o tym, że dzisiaj młodzi kibice nie rozpoznają naszych barw w tłumie, bo te „historyczne” wzory wyglądają jakby ktoś je skserował z albumu sprzed trzydziestu lat i powieźli do chińskiej fabryki bez patrzenia na kolory.
ja pamiętam, jak w 2017 roku byłem na meczu z Legią, i jakieś dzieciaki zadowolone z siebie machały koszulkami, które niby miały nasze barwy, tylko że amarant był tak blady, że można go było pomylić z kolorem ubrudzonego papieru toaletowego. pytałem jednego z nich: „słuchaj, a co to w ogóle jest?”, a on na to, że „no GKS, no przecież”, tylko ja nie mogłem się nadziwić, jak mogło mu się to spodobać. i nie chodzi o to, że nowy design ma być jakiś supermodny, tylko o to, że barwy klubu powinny być tak rozpoznawalne, żeby nie trzeba było pytać, czyj to kibic.
a ty mówisz, że stare koszulki były „prawdziwe”, bo zużyte i zakurzone – no dobra, ale dzisiaj mamy szansę, żeby zrobić coś, co będzie równie autentyczne, tylko w lepszej jakości. przecież nie musimy się chować przed nowoczesnością jak strusie w piasek, tylko pokazać, że GKS potrafi iść z duchem czasu, nie tracąc swojej duszy. bo jeśli zostaniemy przy tym, co było „prawdziwe” w latach 80., to prędzej czy później będziemy nosili koszulki z takich cienkich materiałów, że będą się rwały przy pierwszym mocniejszym skręcie, i nikt nie będzie ich chciał nosić poza trybunami.
i jeszcze jedno – ty mówisz, że nowi kibice kupują gadżety i nagle zaczynają interesować się klubem, ale ja widziałem, jak moi synowie, jak byli mali, to marzyli o koszulce z takim amarantowym paskiem, który naprawdę rzucał się w oczy. a teraz? niektórzy przychodzą na trybunę z koszulkami w takim odcieniu zieleni, który ledwo odróżnia się od trawy na boisku – i co? niby mają być dumni, że noszą nasze barwy? nie, kurde, jeśli barwy nie są wyraźne, to nie ma dumy, tylko kwestia szczęścia, że trafiło się na dobry kolor.
więc ja tam nie mówię o wyrzucaniu wszystkiego do kosza, tylko o tym, żeby te barwy były tak zaprojektowane, żeby każdy, kto je zobaczy, wiedział, że to GKS Katowice. bo dziś nie chodzi o to, że mamy „prawdziwe” wzory, tylko o to, że niektórzy kibice idą na trybunę i nie potrafią nawet powiedzieć, dlaczego tam stoją – bo barwy nie niosą ze sobą żadnego przesłania. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Stary, niepotrzebnie się znowu rozpędziliście – bo przecież nie chodzi o to, że amarantowy pasek jest zły, tylko że dzisiaj wygląda jakby go projektant odleciał na maksa i wziął flamaster zamiast kredki.
Wiem, bo w zeszłym tygodniu stałem na Sądowskiej, kiedy przyjechał do naszego osiedla taki jeden koleś z nową koszulką – i co? Facet miał pasek tak wąziutki, że ledwo co było go widać spod kurtki, a na plecach numer 10. Pytałem go, dlaczego niby GKS, a on na to, że „ładnie wygląda”. No ładnie, ależ komu? Bo ja tam widziałem przez cały mecz, jak sąsiedzi pytali, czy to przypadkiem nie jakaś cyfrowa koszulka promocyjna od Orange. I to jest ten moment, w którym zieleń przestaje być zielona, a staje się tylko kolejnym pastelowym bełkotem w morzu banerów reklamowych.
Nie mówię, że trzeba wrócić do lat 80., tylko że jeśli pasek ma być, to niech on naprawdę bije po oczach – tak jak kiedyś, kiedy kaflowe piece na trybunie świeciły na trybunach, a nie ginęły między innymi kolorami. Bo GKS to nie jest klub, który ma się chować za modnymi trendami.
Gdzie dowody?
Wiecie co, ludzie – ja akurat niedawno oglądałem te stare zdjęcia z lat 2000, kiedy GKS jeszcze walczył na zapleczu Ekstraklasy, i co mnie uderzyło? Że te koszulki nie były jakieś wymuskane, tylko nosiły na sobie ślady walki – pasek wymalowany byle jak, farba ledwo trzymała się materiału, a jednak każdy kibic czuł, że to jego własna flaga.
I teraz patrzę, jak dzisiaj młodzi wchodzą z koszulkami, które niby mają nasze barwy, tylko że amarant jest taki jakiś ugrzeczniony, że aż się wzdrygam – jakby ktoś wziął paletę od producenta farb do domu i samodzielnie zdecydując, jakie kolory powinny być „bardziej aktualne”. No ale co ja się dziwię? Przecież myśmy przez dekady traktowali te koszulki jak wojskowe mundury – takie, co to się zużywają, bo nosimy je z dumą, nie z logo.
Tylko tu się jednak pojawia ten cholerny problem: te „nowoczesne” wersje towarzyszą kibicom, którzy nawet nie wiedzą, dlaczego noszą amarant. Stara szkoła ma rację, że barwy muszą być wyraźne – bo GKS to nie są pastelowe tło dla reklam Orange albo Pszówki, tylko klub z historią, który walczył o wszystko, czasem nawet bez szans.
Z drugiej strony… dlaczego mielibyśmy tkwić w latach 80. jak w bursztynie? Wiem, że miłość do klubu nie polega na tym, jak ładnie wygląda pasek, ale jeśli te barwy są tak blado wykreślone, że nikt nie rozpozna ich zza boiska, to co właściwie niesiemy na trybunach? Symbol, czy kolejną zlewkę do marketingu?
Może więc nie chodzi o to, by wyrzucać amarant do śmieci albo wcielać go z powrotem z taką siłą, że aż zdaje się, iż robimy to dla samej zasady. Może wystarczy delikatnie go odsłonić – niech pasek nadal będzie tam, gdzie go znamy, ale niech nie rzuca się w oczy tak, że aż bolą oczy. Bo GKS to nie pasek, GKS to ci ludzie, którzy w nim stoją, krzyczą i płaczą razem z drużyną – czy to w -5 stopniach, czy w upale, który dopadł nasz stadion ostatniego lata.
No ale trudno, zobaczymy, jak daleko zajedziemy z tą dyskusją. Ja akurat jutro idę na mecz juniorów – może tam coś podpowie, bo młodzi też mają swoje zdanie, a przy okazji nie krzyczą o „świętości barw”, tylko po prostu chcą kibicować swojej drużynie. Warto posłuchać, co oni mówią.
Najpierw policz, potem się spieraj.