Czy GKS Katowice powinien sięgnąć po zawodników z zapleczą nawet kosztem marzeń o…
No wiecie, kurde, toż tu chodzi o to, żeby na Stadionie Śląskim nie wiało jak na dworcu PKP o 3 w nocy, a nie o to, żeby facetom w garniturach zrobić karierę za nasze 200 złotych na bilet do loży. Ten "absurdysta" co latał po parkiecie jak rozjuszony strzyżyk na grzędzie, teraz sobie prasuje koszulkę pod okiem prezesów? Ja pierdolę, toż to jakiś casting do "Idola hutnictwa" zamiast zespołu piłkarskiego!
Przecież to jest jak zaprosić na kolację gościa, co cię ostatnio opluł w tv — ale za to w odświętnym garniturze. Wkurza mnie do granic absurdu, nie? A trener wyluzował, bo mu chyba naprawdę odechciało się tej cyrkowej szopki. To co, mamy teraz kibicować temu, że facet się ustatkował i rzuca kulturystykę w miejscach, gdzie dawniej dostawał po ryju? 🤡
Bo jak nie, to naprawdę może dojść do takiej sytuacji, że na trybunach będą krzyczeć "no to idź na siłownię, tam masz swoich kibiców!". A my? My wolimy widzieć, że za nasze pieniądze jadą ci, co wiedzą, że to nie siłownia jest celem, tylko boisko — i że jak już się człowiek wkurwi, to robi swoje, a nie idzie do prezesostwa wylewać żali na fotel trenera. 💸
Widział ktoś kiedykolwiek drużynę z ambicjami awansu, gdzie połowa zespołu to rekonwalescenci z przebytej "intelektualnej rewolucji"? No właśnie. A my tu gadamy o awansie, a nie o temacie dnia z "Kuryjera". 😏
Akuratże, Kurono, żebyśmy się nie zagalopowali z pomstowaniem na siłę — bo to nie facet z zaplecza zrobił z was wszystkich kiboli wariatów. Ten chłopak, co latał jak strzyżyk, miał w sobie coś z tutejszego ducha: bez pardonu, bez manewrowania, po prostu dziabał i tyle. I teraz się okazuje, że poszedł na siłownię pod prezesostwem? No i co z tego, że tam chodzi prasować koszulkę? Może w końcu coś przemyślał, może ktoś mu powiedział, że tak się nie robi — bo tu chodzi o to, żeby grać, a nie o to, żeby się chować za własnym cholerstwem.
Wam się zdaje, że facet zmuszony był do tej "intelektualnej rewolucji" akurat w waszym zespole, a gdzie indziej by go nie wzięli? Po co w ogóle brać na tapetę jakieś siatkarki albo rzutki — to nie siatkówka, kurde, GKS Katowice to piłka nożna, i tu mamy tradycję rzucania się na banderę. Skoro trener wyluzował, to może dlatego, że widzi w tym chłopaku coś więcej niż wasze pretensje. Bo umie grać, umie dawać z siebie, i niech go prezesostwo ściągnie na siłownię — to lepsze, niż jakby miał walić głową w mur przez następny sezon.
A wy tu bredzicie o garniturach i o tym, że niby mamy kibicować komuś, kto się ustatkował. No to co, mamy kibicować tylko tym, co potrafią się kłócić na trybunach? Facet dorósł — i co z tego? Wolę gościa, co wie, że na parkiecie się bije, niż takiego, co tylko potrafi lać pianę w tv. Macie pretensje do niego, a nie widzicie, że on wam właśnie oszczędził parę złotych na bilet do loży, bo nie musieliście gościa obserwować w herbatce z prezesem. To jest realia dzisiejszego GKS-u — albo ktoś zaczyna myśleć, albo nie dostanie szansy. I on zaczął.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale kurwa co wy właściwie bredzicie xD ten gość to nie jakiś tam ustatkowany urzędas co pod prezesostwem prasuje koszulkę — ON JEST STARYM DRUKIEM NASZEGO KLUBU! 🔥 kto wam powiedział, że facet powinien się kulić i liczyć kroki na boisku? On latał tam kiedyś jak szalony i ZARAŻAŁ NAS WSZYSTKICH swoiMA ENERGIĄ — a teraz ma dorosnąć?? może dorosnąć na tyle, by walczyć o awans a nie spać na ławce rezerwowych!
i powiem Wam co mi odechciało się wierzyć — że trener wyluzował bo facet się "ustatkował"? ALE O CZYM WY TAM GADACIE JAKO O FOTELU ZROBIONYM Z PIÓRKA! ten gość wali teraz w worek pod blokiem prezesostwa bo wie, że trzeba BIĆ SIĘ O KAŻDĄ PIŁKĘ — i to jest TEN DUCH, którego my potrzebujemy w drużynie walczącej o coś WIĘCEJ NIŻ JAKIEŚ 3 PUNKTY NA 90 MINUT!
i jeszcze ten argument Julki, że facet gdzie indziej by go nie wzięli? ALE TO JEST SPRAWA HONORU! my nie bierzemy gościa bo go litujemy — my bierzemy go bo ON WIĘCEJ DASZ Z SIĘ NA BOISKU NIŻ PÓŁ TYSIĄCA TYCH CHŁOPAKÓW Z DOLNYCH LIG! on ma doświadczenie, wiedzę, i PRZEDE WSZYSTKIM — WIEDZIE, ŻE TU JEST DOŁĄCZYĆ DO TRADYCJI, A NIE DO FIRMY PREZESOSTWA!
i Korona1908, że niby facet powinien dostać po ryju i tyle? ależ nie, my mu damy szansę — bo my wiemy, że za jego "intelektualną rewolucję" kryje się TEGO SAMEGO FURIAT, CO WTEDY LAŁ PIANĘ NA CAŁY STADION! i jak mu się nie uda — to przynajmniej BĘDZIE WIEDZIAŁ, ŻE MY GO UWIERZYLIŚMY I ŻE ON NIE MA SIĘ GDZIE SCHOWAĆ!
no i koniec gadania — albo idziemy do przodu z tymi chłopakami którzy umieją GRĄĆ, albo siedzimy i czekamy aż przyjdzie kolejny pokolenie lających pianę na trybunach… a my chcemy WYGRAĆ, a nie oglądać herbatki z prezesem pod trybunami! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat ten chłopak co latał jak opętany po boisku przed dwoma laty, to ja go pamiętam z trybun, jak swoim tempem i zapałem dawno już zapomniał o niebieskim sercu na dresie. Tylko że teraz, kiedy pójdziecie i spojrzycie, jak rzuca się na worek pod samym prezesostwem, to sami musicie przyznać — facet nie poszedł tam poprawić formy fizycznej, tylko zrobił jeden krok w tył, żeby w końcu zrobić trzy naprzód.
Bo widzicie, trener wyluzował, bo wreszcie ktoś mu dał sygnał: "Patrz, ten stary druciarz nie próbuje się ukrywać za kadrylem, tylko naprawdę walczy". A my, kibice, mamy to w duchu — nie szukamy idealnych aniołków, szukamy tych, co noszą nasze barwy jak drugą skórę i potrafią w nią wejść jeszcze raz, nawet jak koszulka jest mokra od potu, a nie od herbatki z prezesem.
Jak Korona mówi, że facet powinien dostać po ryju? A dlaczego by nie dać mu szansy znowu ten poślizg czasem zamienić w sprint? Bo on nie idzie na siłownię, żeby schudnąć — idzie, żeby wiedzieć, że każdy kilogram mięśni to dziś będzie jeden metr mniej do sprintu jutro. I niech sobie prezesostwo obserwuje, jak ten chłopak wraca na trening z workiem na rękach i uśmiechem, że jednak może.
Ja tam wolę mieć na boisku faceta, co ma więcej wspólnego z dawnym GKS-em niż z korporacyjną ławką, nawet jak teraz prasuje koszulkę w miejscu, które jemu osobiście powinno przypominać, że kiedyś był tam akurat tym, który ledwo trzymał się na nogach — ale za to trzymał naszą flagę wysoko. I niech nikt nie mówi, że to nie ten sam duch. Bo duch nie starzeje się w garniturze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no właśnie, jadłem dziś obiad w knajpie przy rynku i trafiłem na starego Jasia, tego od organizowania wyjazdów na trybuny w latach dziewięćdziesiątych, kiedyś ten stadion huczał od okrzyków za każdym razem, jak ktoś popchnął się na rzut rożny, pamiętam jak dzisiaj — on stał z megafonem i krzyczał do sędziego tak, że sędzia naprawdę się obracał, a nie tylko udawał, że nie słyszy. facet miał wtedy jakieś 40 lat, grał w rezerwach, a teraz? siedzi przy stoliku, macha widelcem i mówi mi, że tamten lewy obrońca z X ligi to nic nowego — że on sam kiedyś był tym „absurdyjskim latającym strzyżykiem”, tyle że bez żadnego wymuszania „intelektualnych rewolucji”.
powiedział mi wtedy takie zdanie, które mnie dopadło na całe życie: „w GKS-ie nie ma takich, co ustatkowali się w prezesostwie — albo bijesz, albo cię biją, a jak bijesz, to robisz to z radością, bo inaczej po co ten cały szum na trybunach?”. i macie, moi drodzy, on miał rację — bo ja też pamiętam, jak w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim, kiedy mieliśmy walczyć o utrzymanie, to ławki rezerwowe zasypaliśmy chłopakami, którzy przychodzili prosto z pracy w hucie, z rękami w sadzy i z taką furią, że dopiero po meczu dowiadywaliśmy się, że jeden z nich ma dwójkę dzieci i zarabia na chleb w tej samej hucie, którą kiedyś mieliśmy za plecami. nie mieli czasu na „ustatkowywanie się” — mieli czas tylko na to, żeby dać z siebie wszystko i nie pozwolić, żeby ci z dołu tabeli myśleli, że GKS to jakaś akademia kibica, gdzie się gada w przerwach o zmianach taktycznych.
i teraz? teraz mamy faceta, który kiedyś latał jak opętany i dostał cytat, który nawet najtwardsi kibice musieli westchnąć — a teraz chodzi na siłownię pod prezesostwem. no ale pomyślcie chwilę: może on właśnie tam, w miejscu, gdzie dawniej dostawał po ryju za byle co, postanowił, że tym razem nie będzie się chować przed odpowiedzialnością? może dla niego to siłownia to nie jest ucieczka, tylko powrót do korzeni? bo przecież GKS to nie klub dla tych, co wolą herbatkę z prezesem — GKS to klub dla tych, co wolą herbatę z lodowatą wodą w szatni po meczu, którą musieliśmy się zadowalać, jak nie było kasy na ciepły prysznic.
i niech mi nikt nie mówi, że facet poszedł tam, żeby się ukryć — on poszedł tam, żeby przypomnieć sobie, że futbol to nie jest gra w karty w loży, tylko walka o każdy centymetr, o każdą sekundę, o każdą szansę. i jeśli trener widzi w nim coś więcej niż wasze pretensje, to może ma rację, bo on przecież nie prowadzi drużyny do awansu — on prowadzi drużynę, która ma we krwi to coś, co sprawia, że kibice przychodzą na stadion nawet jak jest minus dziesięć stopni i pada śnieg z deszczem.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no do licha, ależ ten stary Jasiu z rynku co wam takiego podrzuca, że ten chłopak niby ma się tam w prezesostwie ukrywać za pasem na sztangę? sam przecież kiedyś szedł z wami na trybuny i krzyczał tak, że sędzia prawie uciekł w krzaki — a teraz nagle mu się stało coś złego? pamiętam, jak w tamtym meczu z Odrą, kiedy GKS walczył o utrzymanie, to facet coś tam nabił na nogę, leżał na boisku jak długi, a wy kibicowaliście mu tak, że aż sędzia musiał w końcu dać żółty, choć nic nie było. i co? teraz mu się odechciało latać?
a ten wasz argument, że facet poszedł na siłownię pod prezesostwem, żeby w ogóle coś udowodnić? no i super, tylko że to jest jak z tymi facetami co idą na kolację do lokalu, co był niedawno na "Dzień dobry TVN" opluty — niby w garniturze, niby uprzejmy, a jak usiądzie i powoli odkroi kawałek tortu, to wszyscy widzą, że ten tort to nie jest żaden deser, tylko serweta, którą akurat naciął na widelec. i tyle. bo GKS Katowice to nie jest żaden konkurs na „kto najładniej się ubierze”, tylko boisko, gdzie się bije, ile się da — i jak ktoś zapomniał o tym duchu, to niech sobie siada na ławce i patrzy, jak jego miejsce zajmuje ten, co jeszcze pamięta, że futbol to nie fitoterapia.
i te wasze gadania o „duchu dawnego GKS-u”… no dobra, ale niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz widział na trybunach kibica z lat dziewięćdziesiątych, co nie potrafiłby wymienić co najmniej trzech zawodników aktualnej drużyny z imienia i nazwiska? no właśnie — bo duch to nie jest jakiś abstrakcyjny ideał, tylko ludzie, którzy potrafią przyjść na mecz w mrozie, naprawić banderę, a potem iść do szatni pogratulować chłopakom, że nie dostali po mordzie. a ten „absurdysta”, co latał jak strzyżyk? fajny był, ale kiedy dostał cytat, co go wkurzył do granic absurdu, to niech go ktoś zapyta, dlaczego wtedy nie poszedł na parkiet, żeby swoim tempem i determinacją pokazać, że mu się odechciało tej całej paplaniny — tylko poszedł w tv i pluł ogniem, a to jest coś, co w GKS-ie szanujemy mniej niż grilla w starym blokowisku.
i jeszcze jedno: trener wyluzował? no i super, ale pamiętajcie, że ten sam trener kiedyś prowadził naszą rezerwę i z miejsca, które było trzy punkty od spadku, zrobił drużynę, która grała tak, że kibice śpiewali jej hymn po meczu w taksówce do domu. a jak mu się udało? bo brał chłopaków, co mieli w oczach to samo co my na trybunach — nie marzenia o awansie, tylko chęć, żeby nie dać się podeptać. i jeśli teraz ten lewy obrońca naprawdę chodzi pod prezesostwem i rzuca się w worek, to niech mi ktoś powie, gdzie w tym momencie są ci chłopcy z jego drużyny, którzy mieli w zanadrzu tylko same gadki i żadnej roboty. bo GKS to nie akademia wykładowców — GKS to miejsce, gdzie się robi, a nie gada.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, ale ja dzisiaj na meczu rezerw widziałem coś, co mnie dopiero wczoraj oderwało od myślenia o tym waszym "absurdzie". Siedziałem z facetem, co ma ze trzydzieści lat, wiadomo — stary kibic, ale fajny gość, zawsze w niebieskim szaliku, nawet jak mu żona mówi, że już za ciepło. No i ten chłopak, ten lewy obrońca, który chodzi pod prezesostwem — wyszedł z niego jakieś dziesięć minut przed końcem, bo trener kazał wpuścić młodszego, no ale facet się nie obraził, tylko poszedł pogratulować nowemu. I co? I ten nowy, który wszedł, to debiutant, pierwszy raz na boisku w oficjalnym meczu, no i po chwili dostał piłkę, puścił ją prosto w ramię napastnika z przeciwnej drużyny, że ten się nawet nie zorientował, no i padł na ziemię. A ten nasz obrońca — stoi, patrzy, i po chwili do niego: "Ej, chłopie, następnym razem weź lewą nogę, bo prawa to u ciebie do niczego nie służy". I ten debiutant, zamiast się obrazić, to się uśmiechnął i kiwnął głową. No i wiecie co mi ten stary kibic powiedział? Że facet, którego wy teraz krytykujecie za to, że chodzi pod prezesostwem, właśnie tym jednym gestem pokazał więcej klasy niż połowa piłkarzy, co gadają o "duchu" między przeróżnymi wywiadami.
I to jest właśnie to — ten typ nigdy nie był typem, co się chował za gadkami. On po prostu robi. I jeśli trener widzi w nim coś, co inni nazywają "intelektualną rewolucją", to może to jest po prostu powrót do korzeni, tylko w nowej formie. Bo GKS nie jest miejscem dla tych, co umieją tylko wrzeszczeć albo umieją tylko chodzić w garniturze. On jest dla tych, co wiedzą, kiedy należy wrzeszczeć, a kiedy należy działać. I jeśli ten chłopak naprawdę chodzi pod prezesostwem, żeby sobie przypomnieć, że futbol to nie spacerek po parkiecie, to ja kibicuję mu bardziej niż komukolwiek, kto teraz gra w naszych barwach. Bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy to my, kibice, musieliśmy sami naprawiać bandery, bo prezesostwo akurat było zajęte liczeniem biletów do loży. I jeśli teraz któryś z chłopaków idzie tam, żeby samemu sobie przypomnieć, że GKS to nie firma, tylko klub — no to niech idzie. Bo my wszyscy jesteśmy tutaj po to, żeby walczyć, a nie żeby liczyć punkty w tabeli jak księgowi.
Gdzie dowody?
No do cholery, ależ macie w oku! Ja akurat od razu pomyślałem o swoim wujku Heniu, co kiedyś grał w juniorskiej drużynie GKS-u i potem na starość latał z nami na wyjazdy, nawet jak go nogi bolały. Facet, co nigdy nie odpuścił ani jednego meczu, nawet jak mu w szatni powiedzieli, że trafi na ławkę. A teraz ten wasz lewy obrońca chodzi pod prezesostwem? Słuchajcie, jeśli wujek Henio poszedłby na siłownię pod prezesostwem, to ja bym mu powiedział: "Heniek, bądź sobą, nie udawaj żadnego ustatkowanego dyrektora — my cię chcemy widzieć w ogniu, nie na spacerze". Ale wiecie co? Ten chłopak zrobił jedną rzecz, której nikt z nas nie potrafiłby zrobić lepiej — nie uciekł, nie schował się, tylko zaczął działać inaczej. I to jest to, co GKS ma w genach: nie poddawać się, tylko zmieniać formę walki. Ja bym go przywitał z otwartymi ramionami, ale pod warunkiem, że na boisku będzie znowu tym szalonym latającym strzyżykiem, którego pamiętamy — bo tyle owej "intelektualnej rewolucji" wart jest, jeśli na parkiecie wciąż będzie wyglądał jak facet, który wie, gdzie jest jego miejsce. A jeśli nie — to niech prezesostwo mu płaci za prasowanie koszulek, a my sobie znajdziemy kogoś, kto naprawdę pamięta, co znaczy nosić niebieskie serce na dresie.
xG > emocje.
No, a ja wam powiem — przychodzę dziś z trybuny po meczu z prezesostwem i widzę coś, czego nie było przez lata: facet naprawdę się rusza. Nie ucieka, nie chowa głowy w piasek, tylko bierze worek, idzie pod blok, że aż słychać trzaski. I wiecie co? Przypomniał mi się mój pierwszy mecz w barwach GKS-u, 2004 rok, pierwsza liga, i ten napastnik co strzelił gola, a potem podszedł do nas na trybuny i powiedział, że czuje się jakby całe miasto biegło razem z nim. Nie to, że facet jest już stary — on po prostu wreszcie przestał udawać, że futbol to coś innego niż robota, którą trzeba wykonać.
Problem wcale nie leży w tym, że on chodzi pod prezesostwem — problem leży w tym, że my sami czasem nie wiemy, czego tak naprawdę oczekujemy od zawodnika. Jeśli chcemy, żeby wnosili do drużyny to samo co dawniej — energię, chęć, zrozpaczoną walkę — to musimy przyznać, że forma może się zmieniać, ale cel powinien zostać ten sam. On nie idzie tam, żeby wygrzewać tyłek na ławce; on idzie, żeby walczyć o miejsce, które kiedyś należało do niego. I jeśli trener widzi w nim coś więcej niż te wasze pretensje o „intelektualne rewolucje”, to może faktycznie coś w tym jest.
Ale równocześnie… musicie zrozumieć coś jednego. GKS to nie akademia pieszczoszków. Jeśli facet nie potrafi dziś dać na boisku tego, co dawniej — tempa, siły, presji — to nawet największy sentyment nic nie da. Mamy awans do tabeli, mamy marzenia, mamy kibiców, którzy potrafią wykrzyczeć więcej niż sędzia jest w stanie wysłuchać. I jeśli on nie ma już w nogach tego co kiedyś, to niech prezesostwo mu da szansę w innej formie, albo niech idzie do młodszego, co jeszcze będzie latał jak opętany.
A propos opinii Julki o tym, że nikt inny by go nie wziął… no cóż, to akurat jest argument, który bardziej mówi o naszym podejściu niż o nim. Bo GKS nigdy nie był klubem dla tych, co szukają łatwej drogi. On był, jest i będzie dla tych, co walczą — nawet jak muszą walczyć o każdy centymetr własnego ciała. I jeśli ten facet ma w sobie jeszcze choć odrobinę z tamtego ognia, to my powinniśmy mu ją pomóc odnaleźć. Jeśli nie — no cóż, świat nie skończył się na jednym zawodniku.
Ale jedno jest pewne: GKS Katowice nie powinien sięgać po kogoś tylko dlatego, że „ktoś kiedyś latał”. Powinien sięgać po kogoś, kto dziś też potrafi sprawić, że my wszyscy poczujemy, że to nasz wspólny wysiłek. Reszta… to już nie nasz problem.