Czy Gdańsk to już koniec sezonu na 100%, skoro cztery ostatnie mecze na wyjeździe i u siebie to same klęski?
No do licha, ale wieczór zrobił się emocjonujący… a Gdańsk dostał dzisiaj wiadomość prosto z ławy technicznej. 😏 Źródło szepcze, że trener Tarkowski ma papiery podpisane w delegacji i jutro oficjalka leci. Trzy rzęsiste klęski na bakier, a oni właśnie biją w dzwon. Wracający z wyjazdu zawodnik przyłapał ich w szatni na gorąco — miał powiedzieć „kurczę, nikt nie pytał o moje nogi, a jednak ruszyłem”. Czy to reanimacja czy desperacja? Czas pokaże, ale jedna rzecz pewna — niedługo nie będzie mowy o „na 100%”.
Solidne źródło, szczegóły na priv.
O kurwa no to jest dopiero HISTORIA 🔥🔥 PAPYRÓWKA POSZŁA W TRASĘ no ale trudno no w końcu coś się ruszyło bo trzech po kolei dostali po jajach i nic jakieś samobójstwo wolne 💪 GDAŃSK NIE MOŻE SAM SIĘ DOBIĆ TYLE SERIO TRZEBA MIĘDZY WIERSZAMI CZYTAĆ ŻE ĆWIARY DOSTALI ZDECHŁO BAJTLE CIĘŻARÓWKĄ WRAZ Z TRAKTOREM 🚜 TYLKO PODPISAĆ I WYJEBANE no ale cóż niech tam 😱
A co ja tu niby widzę? Trzy kolejne gole po serwisie, a trener ma papiery na stole? Trudno uwierzyć, jakby ktoś celowo wrzucił kibiców w fajerwerki przez politykę kadrową. Skąd ta pewność, że nie ma jeszcze drugiej strony medalu? Że jutro nie okaże się, że to jakaś pomyłka albo tymczasowe rozwiązanie? Nie dziwię się, że zawodnik myślał o „nogach” – skoro na boisku nic nie działa, to i kadra wariuje. Ale reanimacja czy desperacja – póki nie ma komunikatu, to jeszcze nie święto. Poczekajmy na tę oficjalkę, zanim będzie za późno na powrót do rzeczywistości.
Najpierw próba, potem wnioski.
A to ci dopiero wiadomość z rana — od razu się człowiek zastanawia, czy to ostatni gwizdek sezonu, czy może jednak ławka techniczna zapomniała, że mecze nie rozgrywają się w papierach. Trzy z rzędu zero trzy, i to nie żadne tam „prawie”, tylko równe trafienie w dziesiątkę za każdym razem. Coś tu ewidentnie nie gra, bo skoro na boisku nie idzie nic przez trzy spotkania z rzędu, to papiery podpisane w delegacji to raczej symptomatyczne drapnięcie się po głowie, a nie rewolucja systemowa. Przecież nawet ten zawodnik, który wracał z wyjazdu, mówił o „nogach” — a to już nie jest kwestia motywacji, tylko fizjologii albo taktycznej martwoty.
Pytanie nie brzmi nawet tyle, czy reanimacja, co desperacja. Bo jak masz podpisane papiery w chwili, kiedy twoja drużyna wychodzi na boisko i wygląda jak zgarbiona kolumna rezerwowa w dniu meczu o relegację, to trudno nie pomyśleć, że to raczej gest symboliczny niż zmiana paradygmatu. Z jednej strony szefostwo wreszcie się ruszyło, z drugiej — działanie pod presją ostatniego tchu. A presja ostatniego tchu to nie najlepszy doradca, zwłaszcza kiedy od trzech spotkań masz średnią straconych bramek na mecz bliższą maksymalnej niż komfortowej. Zobaczymy, co jutro padnie oficjalnie, ale póki co Gdańsk wisi w próżni między spektaklem rezerw a spektaklem egzekucji kadrowej. I to nie jest ładny widok.
Akurat taka kadrowa rewolucja w trójce na koniec sezonu to u nas w Białymstoku nazywaliśmy „wypuszczaniem balonu z gazem przez zapchaną rurę”. Skąd te papiery w delegacji? Że trener ma je podpisane w szufladzie? A nuż to tylko plotki od kibica, który podsłuchał sprzątaczkę gadającą przez telefon z kimś, kto z kolei „zna kogoś z marketingu”. Trzy gole po serwisie to oczywista porażka, ale skoro GKS Katowice się schrzanił i Gdańsk z nim wygrał 3:2, to akurat na to konto nic nie wskazuje. Tyle że dwa tygodnie później ten sam zespół dostaje trzy razy po trzy — i nagle mamy do czynienia z zagrożeniem ostatecznym? Proszę państwa, a gdzieście widzieli, żeby ekipa, która ledwo przedłużyła kontrakt z najgorszym strzelcem ligi, miała nagle siłę przebicia, żeby wprowadzić niespodziewany reset kadrowy? Ja tu widzę jeden ruch: ratowanie twarzy, bo inaczej licencja może polecieć za chwilę. A co z resztą drużyny? Kto miałby grać, skoro nawet liderzy wyglądają jak osoby, które przez trzy mecze nie mogły znaleźć żyletki? Póki nie ma oficjalnego komunikatu, póty liczymy na to, że ktoś w radzie nadzorczej jednak otworzy okno i wpuści trochę świeżego powietrza — albo przynajmniej gazety dadzą spokój.
Najpierw próba, potem wnioski.
ejże, ależ się ktoś dzisiaj napalił na ten „balon z gazem przez zapchaną rurę” — a tymczasem ja wam powiem, że kiedyś w częstochowskiej hali na Alejach miały miejsce spektakle, które każdy kibic by zapamiętał do grobowej deski, i to nie dlatego, że balon pękł, tylko dlatego, że on po prostu nigdy nie trafił pod nos, bo zawodnicy mieli nogi jak z ołowiu. trzy gole po serwisie to nie żaden spektakl, to jest porażka organizacyjna — ale papiery podpisane w delegacji? cóż, szanuję, że ktoś wreszcie coś zrobił, bo od trzech spotkań to był raczej spacer po polu śmierci, a nie mecz. niech sobie teraz gadają, że to desperacja, ale przecież łatwiej jest krytykować, niż stanąć na środku boiska z batem w ręku, prawda?
bo widzicie, ja tam pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych nasza miejscowa drużyna grała finał pucharu z takim zacięciem, że sędzia musiał wyciągać kartki jak zapałki z pudełka, i to nie dlatego, że ktoś się specjalnie popisał, tylko że obie strony grały na wyczerpanie. i co? nikt nie składał papierów, nikt nie oglądał się za siebie — po prostu szli do przodu. a teraz mamy sytuację, że trzy zera z rzędu, i nagle wszyscy mówią o „nagłej reanimacji”? no ale zobaczymy.
siema no ale widziałem wczoraj na trybunach jakiej paskudy narobili z tym Gdańskiem że aŻ mnie OBLEWAŁ pot ze wstydu kurwa 🔥 tam na meczu z Norwidem miałem wrażenie że zawodnicy wychodzą na boisko podpici albo ŚPIĄCYCH bo nie wiem co ale nogi mieli jak z ołowiu a serwis? SŁUCHAJCIE ten chłopak z numerem 7 wcale nie podbijał w słupek tylko walnął do siatki zanim jeszcze piłka była ponad siatką xD i co to jest?! TRZEBA COŚ Z TYM RÓBIĆ A NIE CZKAĆ NA PAPERY bo papiery to papiery ale jak drużyna na boisku wygląda jakby każdy miał po trzy trumny na plecach to po cholerę te papiery?!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Chłopaki, no racja — kiedy od tygodnia patrzę, jak moi rzuciło się pod osłonami niczym gdański tramwaj nr 8 w godzinach szczytu, to aż mi się ręce same kurczą. Dokładnie tak, jak tu jest: zawodnicy nie tyle walczyli, co szli na szybką śmierć z uśmiechem zażenowania. I to nie pierwsza taka sesja w tym sezonie — bo wiadomo, że jak trenujesz grupę, która od tygodni dryfuje między kolejnym „my jesteśmy fajni” a „boże, co tu się dzieje”, to ostateczna klapa przychodzi jak bilet do kina na dobranockę.
Swoją drogą, pamiętam, jak w ubiegłym roku kibicowałem drużynie spod kaplicy, która zaliczyła serię czterech porażek z rzędu. Tylko że tam po trzecim meczu trener posadził w pierwszej jedenastce trzech rezerwowych z młodzieżówki i nagle okazało się, że nikt już nie traci, tylko że zamiast piłki w nogi brali ją prosto do rąk. Tu nie wiem, czy papiery to lekarstwo, czy placebo — bo póki kadra techniczna siedzi w delegacji i nawet nie ma kim poderwać morale na treningu, to owa „rewolucja” przypomina mi wymianę żarówek w momencie, gdy prąd całkiem padł. Trzeba było przyjść z wozem strażackim, a nie z teczką akt.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A niech mnie, ależ gorące tematy się wyskubują — Gdańsk to teraz taki tekst „złote gody i popioły” w jednym zdaniu. No bo proszę państwa, widziałem ten mecz z Projektem w Warszawie, i nie, to nie była porażka, to była egzekucja na oczach publiczności. Zawodnicy schodzili z parkietu jak ludzie, którzy dopiero co dowiedzieli się, że jutro mają wypłatę w obcej walucie. A ten serwis... 😏 kurczę, nawet nie tyle szedł pod siatkę, co wręcz leciał wprost w rączki libero przeciwnika jak pocisk naprowadzany. I co, papiery podpisane? Może i tak, ale jak drużyna od tygodni gra na meczu, który jest już przesądzony na niekorzyść, to jaka tam reanimacja — to raczej numerowanie trumien przed samym finałem.
I jeszcze ta historia z numerem 7... zgadzam się z Białym, bo widziałem to na żywo — facet rzucił piłkę wprost w siatkę zanim jeszcze dotarła do połowy boiska. To nie jest brak formy, to jest brak tchu, brak siły, a może i... nie wiem, strach przed odpowiedzialnością? Jakby ktoś im w głowach zakodował, że dziś i tak nic nie da się zrobić. A papiery? Papiery to papiery, ale jak nie ma co wkładać do nich nowych zawodników, bo starych nie stać na pierwszą jedenastkę, to cała ta „rewolucja” to tylko ściema dla księgowych, żeby licencja nie poleciała do śmieci.
Zobaczymy, co jutro padnie oficjalnie — ale póki co, Gdańsk kibicuje nie drużynie, tylko spadającemu balonowi z takim „balonem z gazem przez zapchaną rurę”, że aż ból w boku. 🤫
Kto wie, ten wie.
A wy akurat wiecie, jak wygląda delegacja w praktyce, czy to tylko wasze wymysły na gorąco? Trzy gole po serwisie, akurat — Gdańsk nie jest pierwszym zespołem, który dostaje baty w ten sposób, a papierów nikt w delegacji nie podpisuje w tydzień po takiej serii. Trener ma dość czasu, żeby posiedzieć z kadrami i pomyśleć, zanim zrobi jakieś teatralne ruchy, bo przecież licencja to nie lista zakupów w Biedrze. Owszem, zespół ma złą passę, ale jak sięgnąć pamięcią do jesieni, to i Olsztyn z Norwidem walczyli o utrzymanie, a teraz Gdańsk po nich dziedziczy ten bagaż. Nie zapominajcie, że GKS Katowice, który niedawno pokonali, to przecież także spadek w dół tabeli — tyle że oni mają jeszcze parę punktów zapasu. A co do tej „rewolucji kadrowej” — skoro liderzy mają nogi jak z ołowiu, to może jednak treningi były zaniedbane, a nie to, że ktoś ukrył papiery w szufladzie? Póki nie zobaczymy składu z dwoma nowymi nazwiskami na liście, póty to tylko teoria spiskowa dla ludzi, którzy wolą narzekać niż liczyć. I proszę, niech ktoś mi powie, kiedy ostatnio obserwował na żywo trening gdańskiego zespołu — bo jeśli nie, to może lepiej siedzieć cicho i czekać na oficjalny komunikat, niż szukać winnego w papierach w delegacji. Masz źródło na te plotki albo to tylko kolejna teoria z trybun?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no nie no, ale panie kolego Marek_Gornik — pan tu wrzuca tekst, jakby to była lista zakupów w biedrze, a tymczasem my się tutaj właśnie zastanawiamy, dlaczego Gdańsk zamiast walczyć, to rozkłada ręce i patrzy, jak balon z tym gazem ulatuje przez zapchaną rurę. pamiętam jak dziś, w latach osiemdziesiątych, nasz miejscowy zespół walczył o utrzymanie w ekstraklasie, i co? cztery porażki z rzędu — i nikt nie myślał o papierach, tylko trener ściągnął dwóch weteranów z niższej ligi, którzy mieli serca jak koksowniki, i nagle okazało się, że od piłki w nogi brali ją prosto do... no cóż, do siatki przeciwnika. a teraz mamy sytuację, że drużyna dostaje trzy gole po serwisie i nikt nie podejmuje decyzji, tylko wsadza nos w papiery?
trzy rzęsiste porażki z rzędu — i co? jakaś tam delegacja podpisywana w delegacji? no nie no, ale pan sobie chyba żartuje! ja wiem, że kiedyś mówiono, że papiery rozwiązują wszystko, ale teraz to już nawet delegacje mają swoją delegację, a zawodnicy dalej gubią się na boisku jak kura zapatrzona w słońce. widziałem ten mecz z Norwidem — i nie, to nie była porażka, to był akt bezsilności, jakby każdy zawodnik wchodził na boisko z workiem cegieł na plecach. i jeszcze ten numer 7, który walnął piłkę wprost w siatkę — no nie no, ależ to jest obrazek, który zapada w pamięć bardziej niż finał z ubiegłego roku!
ja tam wolę te czasy, kiedy treningi były mordercze, a nie takie, że kadra siedzi w delegacji i gada przez telefon. może i papiery są ważne, ale jak nie ma kim grać, to co z tego? balon z tym gazem ulatuje, a my dalej czekamy na cud, który nie nadchodzi. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ejże no ale zobaczcie sami — trzy rzęsiste zera z rzędu, i to nie gdzieś w B-klasie, tylko u siebie z Olsztynem i Norwidem, i jeszcze na wyjeździe z Projektem warszawskim, który niby ma ambicje, ale nikt nie myślał, że zrobią z Gdańska tratwę do ratowania. a ta "rewolucja kadrowa" to niby śmiga, ale ja tam w Katowicach wiem swoje — jak treningi szły na łeb, na szyję, a kadra techniczna wolała się przesiadywać w delegacji niż w trenerskiej ławce, to papiery na papierach nic nie zmienią. ja pamiętam, jak kiedyś nasz miejscowy zespół zaliczył cztery zera z rzędu, ale trener ściągnął dwóch facetów z zaplecza, którzy mieli pazury, i nagle okazało się, że od piłki w nogi brali ją prosto do siatki przeciwnika — nie do rąk libero, nie wprost w siatkę, tylko tam, gdzie powinna trafić.
tutaj nie chodzi o to, że ktoś nie podpisał papierów w delegacji, tylko że brakuje ludzi, którzy by te papiery mogli wypełnić na boisku. trzy gole po serwisie? to nie jest kwestia szczęścia czy pecha, to jest brak organizacji, brak charakteru, a może i strach przed odpowiedzialnością. i ten numer 7, który walnął piłkę wprost w siatkę zanim jeszcze dotarła do połowy boiska? to nie jest błąd, to jest objaw choroby całego zespołu.
ja nie powiem, że to już definitywny koniec sezonu, ale jeśli jutro nie pojawią się nowe nazwiska na liście, albo nie zobaczymy, jak kadra techniczna w końcu wstanie zza biurka i pójdzie na boisko — to balon z tym gazem ulotni się na dobre, a my zostaniemy z kolejnym sezonem w połowie tabeli i gadaniem o "rewolucji", która nigdy nie nadeszła. zobaczymy, co jutro padnie oficjalnie, ale póki co — Gdańsk nie gra, tylko wegetuje. i to jest najgorsze.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.