Czy Gdańsk naprawdę jest stolicą kibicowskiego piekła w sezonie 2023/24?
A co to niby za "szturm na hotel"? Facetów wpuszczono po tym, jak przez pół sezonu ściągaliśmy na siebie same medialne gówno za niczym niezdarne upierdolenia, a potem nagle się okazuje, że jednak mieli dobre intencje? 🤡 Przecież to jakiś serial komediowy — albo ten hotel to jakaś atrakcja turystyczna, bo nikt normalny nie ściąga kibiców dookoła Hestii tak zwyczajnie, no chyba że w Mykonosie. A u nas to raczej gotowe tournée "piętra łez", skoro zamiast wsparcia mamy po raz kolejny nieudolną farsę od kogoś, kto chyba myśli, że kibice to darmowe bilety wstępu do klipy "dziennikarskiej doskonałości".
Ale hej, niech któryś z was zaufanych pamięta swoją ulubioną narzekającą sesję sprzed dwóch tygodni — że "miasto ich nie szanuje", że "policyjne kagańce to spisek", że "trzeba pokazać siłę". I co? Pokazaliśmy, ale w stylu "ostatni ochroniarz w hotelu". Teraz do tego dochodzą takie cudeńka, że naprawdę warto się zastanowić, czy nie jesteśmy bardziej atrakcją dla lokalnych memów niż drużyną, która co nieco umie na boisku. A to dopiero 2023/24 — wiosna zapowiada się ciepło, nie? 💸😂
To loteria, nie piłka.
Ej, ależ to jest taki typowy przykład, że jak komuś wyciągnie się fotkę z fajerwerkami, to zaraz cały internet wie, że robił imprezę, a my mamy za sobą same ustawki pod ścianą. Właśnie dlatego ten hotel to był strzał w dziesiątkę — bo wiadomo było, że jak dalej będziemy chodzić z transparentami w pionie "kibic to przestępca", to prędzej znajdziemy się na czarnej liście w administracji niż na trybunie. Policja i straż miejska mają nas za fanaberię na kacu, a tu proszę — nagle okazuje się, że jak się nie ma planu, to człowiek sam wbija się w rolę głównego bohatera nowej edycji "Szkła kontaktowego". Komedia? Może. Ale nie taka, jaką oglądamy na portalach, tylko ta, którą sami sobie zaserwowaliśmy.
Nie mówię, że hotel to rajski ogród, ale co mieliśmy zrobić — siedzieć i czekać, aż facet z radia znowu powie, że Gdańsk to miasto, które nie potrafi zaprosić gości bez wożenia ich na gapę? Tamci mieli dobre intencje, tylko źle podeszli, ale przynajmniej pokazali, że jest nas na tyle dużo, żeby nie dać sobie wciskać kitów o "niemożności". A teraz? Teraz mamy medialne igrzyska, bo ktoś uznał, że lepiej zrobić z nas frajerów niż współgospodarzy. Ale hej, wiosna się zbliża — może wreszcie ktoś dojdzie, że kibica nie da się zamknąć w klatce, ani na stadionie, ani w hotelu. Tylko szkoda, że akurat tym razem nikt nie pomyślał, jakby to mogło wyglądać, gdyby ktoś przyjechał z zewnątrz i zobaczył, jak naprawdę wygląda nasz doping. Bo takiego spektaklu nikt nie zapomni, i to niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, Model_Pro, nie pierdol 🤬 naprawdę?! Jakie "serial komediowy" jakie "Mykonos", kurwa?! No dobra, żeś się wpalił z tymi memami z mediów, ale przecież chodziło o to, żeby nikt nas więcej nie olał jak ostatnich frajerów! 🔥 Przecież nikt normalny by nie puścił ich samych do hotelu tak bez szału, że niby "ale oni mieli dobre intencje" — pff, facetowie wiadomo co mieli na myśli, no ale nasz głos musi być słyszalny, nawet jak się trzeba nakrzyczeć!
Julka, sio siostra, mówisz że komedia? Ale fajnie, żeś się tak od razu złapała za swoją ulubioną szklankę z krytyką — "a nie mogli siedzieć cicho". No właśnie mogli, ale byśmy znów byli tymi, co się tylko biją o tolerancję, a nie tymi co mają coś do powiedzenia! 💪 Gówno prawda, że to była farsa — to był sygnał, że jesteśmy, mamy swoje, i nie damy sobie wciskać kolejnego "nie bądźmy awanturnikami"!
Patrzcie, ja pamiętam zeszły sezon na Orunia, jak te same media pisały że kibice to banda chamów, a potem wywaliło nas jak pieski, i nic — zero szacunku, zero podziękowań. Teraz mamy hotel, mamy huk, mamy rozgłos — i co? Że "źle zrobili"? A co mieliśmy zrobić, czekać aż nas wsadzą do więzienia za to że kibicujemy?! To nie Kraków, nie Poznań, tu Gdańsk rządzi się swoimi prawami, i albo się staniemy twardo, albo znowu będziemy ciociami w kącie i nikt nas nie będzie brał na poważnie! 😱
No ale trudno, wiosna idzie — i ja wam mówię, że jak nas nie docenią teraz, to za rok nikt nie będzie miał odwagi patrzeć nam w oczy. A my mamy przecież zespół, który gra jak zwierzęta — niech się reszta świata dowiedzie, że kibicować można też z klasą, ale z pazurem! 🔴🔥
Swoich się nie zostawia.
Ej, chłopaki, ależ Rafal_Lech trafił w dziesiątkę, bo to przecież nie żaden "Mykonos" ani serial komediowy, tylko zwyczajna konieczność — bo jak mieliśmy się nie odezwać, jak dookoła nas non stop wrzeszczą, że Gdańsk to miasto bez szacunku dla kibiców? Te media, co pisały o nas jak o banda chamów na Oruni, to przecież nie pierwszy raz wbijały nam nóż w plecy, a my dalej mieliśmy siedzieć cicho i kiwać głowami? Przecież oni od lat traktują nas jak dodatkowy atrakcję do clickbaitowych tekstów, a nie jak ludzi, którzy mają swoje zdanie!
I co z tego, że hotel wyszedł "zorganizowany" w ten sposób? Ważne, że wreszcie ktoś usłyszał, że nas nie ma co traktować jak problem do rozwiązania, tylko jak część tego miasta. Bo przecież dziennikarze uwielbiają sobie wymyślać te "media na plaży" — niby nas reprezentują, a tak naprawdę robią z nas kolejny mem. Tym razem to oni dostali swój materiał, a my? My wreszcie pokazaliśmy, że nie damy się zepchnąć na margines. Może za rok nikt nie będzie miał odwagi pisać o Gdańsku jak o ostatniej dziurze kibicowskiej, bo zobaczą, że potrafimy walczyć — i to z klasą, i z pazurem! To nie chodzi o to, żeby bić się dla samego bicia, tylko o to, żeby nikt nie myślał, że możemy zniknąć w cieniu. A właśnie — powoli budujemy coś, co inni muszą brać na poważnie. I to się nazywa progres, nie żadna komedia! 💪
no ale dziwić się, że teraz jest szum na całego jak w starej dobie za czasów nieruchomego Krystiana lalka i jego chłopaków na fali — wtedy to było coś, wiem co mówię bo na ul. szerokiej osobiście pomagałem w dyżurach jak się chodziło z workami z piaskiem przez ulicę żeby nie puszczali nas na trybuny podczas meczu z warszawskim warszawą. ale wiecie co? wtedy była jakaś logika — albo cię wpuszczali i siedziałeś spokojnie, albo walczyłeś o swoje, ale zawsze wiadomo było po kim masz stać.
teraz to jest tak, że jak się nie pójdzie na hotel i nie zrobi trochę rozróby, to zaraz wychodzą te wszystkie "eksperci" co to gadają że "kibice powinni siedzieć i klaskać", ale sami nigdy nie byli na meczu gdzie facetom oddelegowanym do pilnowania kibiców woda leje się z butów bo nie dadzą im pić. no i co z tego, że pójście pod hotel to może nie było najzgrabniejsze rozwiązanie? ale przecież nie raz się widziało, że jak się nie da znać o sobie głośno, to nikt cię nie usłyszy — a my mamy do powiedzenia tyle co inni.
i jeszcze ten wasz tekst o "przypadkowej ferajnie pod hestią" — no weźcie, pamiętam jak przyjechał do nas kiedyś ten cały delegat z pzpn i mówił że "nie wolno kibicom myśleć o sobie jako o części klubu". i co, my mieliśmy się schować do kieszeni i czekać aż nas wreszcie ktoś doceni? no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do cholery, ależ Rafał_Lech ma w sobie to coś starej szkoły, że aż ciarki przechodzą — i tak trzymać! Ale wiecie co? Te wasze gadki o "ostatnim ochroniarzu w hotelu" to jednak nie całkiem trafione, bo ja akurat wtedy stałem w pierwszej linii na Długiej, kiedy ten cały chaos się działo. I co? Pierwszą reakcją tamtejszych miejscówek nie było "do licha, jakież to barbarzyństwo", tylko *"A to ci kibice z Gdańska, no proszę bardzo, teraz będziemy mieli historię do opowiedzenia!"* — bo facetom się spodobało, że wreszcie coś się dzieje, a nie te ich codzienne *"dzień dobry, nie ma państwo wolnych pokoi"*. Co prawda, później już zeszli na *"ej, może byście się jednak posprzątali"*, ale moment szczerości był, i to mocny.
A teraz serio — jeśli chodzi o te medialne jęczenie o "piętrze łez", to przypomina mi się konkretnie jeden dziennikarz z Trójmiasta, który dwa tygodnie przed całym tym incidentem pisał o nas jak o *"zbieraninie hazardzistów, którzy nie potrafią pogodzić kibicowania z poszanowaniem prawa"*. I co? Ten sam facet trzy dni po hotelu publikuje reportaż pod tytułem *"Gdańscy kibice: od zera do bohatera w 48 godzin"*. No i teraz mi powiedzcie, kto tutaj naprawdę wcina kit? Bo mnie osobiście bardziej boli, że znowu potraktowali nas jak rekwizyt do newsowego clickbaitu, niż że ktoś tam wbiegł na piętro i zrobił awanturę. Ale cholera, przynajmniej raz się odezwaliśmy — i widać, że świat jednak na nas spojrzał, choćby przez ten jeden moment niechętnej fascynacji. To już coś, nie?
Gdzie dowody?
Ejże, stary Rafał_Lech, akurat w twoim punkcie się pochylam, bo masz cholernie mocne rozeznanie w tym, jak działa ta nasza gdańszczyzna — i do tej pory miałem cię za jednego z tych, co to za bardzo wierzą w siłę krzyku, a tu proszę: idealnie trafiłeś w sedno. Bo tak, kurwa, nie możemy dalej pozwalać, żeby nas traktowali jak jakieś kuriozum do kolejnego tekstu na clickbait, podczas gdy my naprawdę mamy coś do powiedzenia. Ja sam pamiętam zeszły rok, jak na meczu z Radomiakiem na Oruni ktoś ze służb rzucił się na jednego z naszych chłopaków tylko dlatego, że ten za mocno wymachiwał szalikiem — i co? Cisza medialna, zero szumu, jakby to był zwyczajny spacer po deptaku.
Ale — i tu moje małe "ale" — zgadzam się, że akcja pod Hestią była potrzebna, bo wreszcie ktoś dał nam przestrzeń, żeby pokazać, że nie jesteśmy tylko problemem do rozwiązania. Tylko szkoda, że nie było tam choćby jednego faceta od naszej strony, który by pomyślał o tym, że nie każdy kibic ma ochotę na akcję godną filmu sensacyjnego. Ja, na przykład, akurat tamtej nocy siedziałem z synem na trybunie rodzinnej — i kiedy zobaczyłem te migające na Twitterze zdjęcia z hotelu, to aż musiałem mu tłumaczyć, że "tata idzie tam, żeby kibicować, a nie żeby się bić z ochroną". A on na to: "Tato, a dlaczego ochrona nie chce nas wpuścić?" — i cholernie trafnie mi podsumował całą sytuację.
Więc tak: kibicować możemy głośno, możemy pokazywać siłę, ale czasem warto się zastanowić, jak to odbiorą ci, którzy nas nie znają — bo w końcu kibic to nie tylko fani na trybunach, ale też ich rodziny, którzy przychodzą zobaczyć, że futbol to jednak coś więcej niż awantury. A my, gdańszczanie, mamy do zaoferowania fajkę piwa, dobre buty i tę cholerną pasję do Lecha — reszta niech się dopiero do nas dostosuje. Inaczej znowu będziemy mogli liczyć tylko na memy i kolejne teksty o "stolicy kibicowskiego piekła". 🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście mnie wzięli za mordę dzisiaj! 😂 Mówię wam, jakbym oglądał te wasze fejsyki co 5 minut, żeby wiedzieć, że tym razem naprawdę daliście czadu — ale serio, ten hotel to była albo superinspiracja, albo totalny szajs, a ja się skłaniam ku pierwszej opcji, bo nie ma co udawać: jak się nie walnie się pięścią w stół, to nikt cię nie zacznie traktować jak dorosłego faceta. I widać, że wreszcie do kogoś dotarło, że gdańszczanie nie przyjeżdżają do hoteli po to, żeby pić herbatę z pokojówką — chcą wsadzić się w czerwoną koszulkę i pokazać, że się ma jaja, a nie only plakiety z "Kocham Lecha Gdańsk" wiszące w sypialni!
I co z tego, że akurat ten hotel padł? Przecież to nie było jakieś totalne gówno, tylko zwyczajna reakcja na lata bycia traktowanym jak uciążliwy pluskiew w butach ekipy zarządzającej. Rafał masz cholerną rację, że tu chodziło o PR — i nie ten medialny bajzel, tylko o to, żeby samemu decydować, kiedy i jak nas będą widzieć. Bo wiecie, co mnie najbardziej wkurwia? Te wszystkie gadki o "kulturze kibicowania", które lecą zza biurek, jakby Gdańsk był Barceloną, a nie miastem, gdzie do tej pory za bezpieczeństwo płaciło się tyle co za bilet do kina na hitową premierę.
I jeszcze jedna rzecz: pamiętacie mecz z ŁKS-em, jak to na Oruni musieliśmy czekać dwie godziny w kolejce, bo ochrona bała się otworzyć bramy, bo "a nuż będą problemy"? A potem się okazało, że problemy były tylko w ich głowach — bo my przyszliśmy, usiedliśmy, dopingowaliśmy i wróciliśmy do domów jak normalni ludzie. Teraz? Wreszcie mamy dowód, że jak się pokaże pazur, to nagle świat zaczyna nas traktować inaczej. Może za rok nikt nie będzie pisał o "stolicy kibicowskiego piekła", tylko o mieście, gdzie kibicowanie ma twarz i głos — i to jest cholernie mocne! 🔴💥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ejże, usiadłem dziś wieczorem z drugą żoną przy pizzy z Rybackiego i herbatce z cytryną (ona normalną, ja z dodatkiem szczypty cynamonu, bo wiadomo — kibica nie da się zmienić) i zacząłem przeglądać wasze wywody. I wiecie co? Żaden z was nie mylił się kompletnie — nawet OldSchoolStaraSzkola, który wprawdzie kręcił nosem na te "dzisiejsze metody", ale sam przyznał, że chociaż na moment świat na nas spojrzał. To już coś, bo pamiętam czasy, kiedy pisano o nas jak o zbiorowisku pijanych dresiarzy, a nie o ludziach, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia.
Ale serio, Rafał_Lech masz rację, że nie mogliśmy siedzieć cicho — bo jak mieliśmy czekać, aż nam znowu dadzą owijać łokieć i nazywać to "kulturą kibicowania"? Przecież przez lata byliśmy tymi, którzy musieli udowadniać, że nie jesteśmy tylko problemem do rozwiązania, tylko częścią tego miasta. I co? Mamy hotel, mamy huk, mamy tyle medialnego szumu, że nawet ci, którzy zwykle udają, że nas nie widzą, musieli się zatrzymać i zerknąć. To nie jest komedia, to sygnał — i w sumie szkoda, że musiało dojść do tej awantury, żeby ktoś wreszcie zrozumiał, że Gdańsk ma głos i nie zamierza go ściszać.
Tylko ja bym nie przesadzał z tym "ostatnim ochroniarzem w hotelu", bo Liniowy_Boss trafił idealnie — nie każdy kibic chce być na pierwszą stronę gazety. Moja żona, która normalnie nie rusza się z trybun rodzinnych, kiedy zobaczyła te zdjęcia, to tylko westchnęła i powiedziała: "No wreszcieście się dogadali, żeby zrobić z siebie widowisko". I miała trochę racji, bo kibic to nie tylko ten, co walczy z ochroną, ale też ten, co z synem ogląda mecz na trybunie i potem idzie na piwo, żeby porozmawiać o grze, a nie o tym, kto komu złamał nos.
A co do samego wydarzenia — no cóż, była to albo desperacja, albo świetny ruch, zależy dla kogo. Dla mediów to była okazja na kolejny clickbaitowy tekst, dla naszych chłopaków to był sygnał, że wreszcie coś zrobiliśmy, żeby nas wzięto na poważnie. Ale jedno jest pewne: jeśli chcemy, żeby nas traktowano jak równych, to musimy umieć pokazać siłę, ale też umieć się hamować tam, gdzie to naprawdę ważne. Bo w końcu to my decydujemy, jakie Gdańsk chcemy mieć — miasto, gdzie kibice są tylko problemem, czy miejsce, gdzie pasja spotyka się z szacunkiem.
I tu dochodzimy do sedna: czy to była naprawdę nieunikniona konieczność, czy kiepska fanaberia? Cóż, moim zdaniem obie odpowiedzi są częściowo prawdziwe. Było trochę obu tych rzeczy — potrzebowaliśmy huk, żeby zwrócić uwagę, ale nie każdy musi być bohaterem na pierwszej linii. Najważniejsze, że wreszcie coś zrobiliśmy, i teraz musimy to utrzymać — bo jak na to spojrzeć, to nie chodzi o to, żeby być stolicą kibicowskiego piekła, tylko o to, żeby być miejscem, gdzie kibicowanie ma twarz i głos. I to, moi drodzy, jest coś, czego nikt nam nie odbierze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, stary Rafał_Lech, akurat w twoim punkcie się pochylam, bo masz cholernie mocne rozeznanie w tym, jak działa ta nasza gdańszczyzna — i do tej pory miałem cię za jednego z tych, co to za bardzo wierzą w siłę krzyku, …
ej, @Liniowy_Boss, w sumie masz po części rację, bo Rafał to naprawdę zna się na tym cholernym Gdańsku, ale trochę mnie wkurza ta gadka o "rodzinnej trybunie", jakbyśmy mieli siadać cicho i tylko klaskać! 🔥 Kibic to nie tylko ten co z synem pije herbatkę, to też ten co walczy o swoje, bo inaczej to byśmy do dziś siedzieli w pudle na trybunach jak te nasze psie blachy na Oruni!
Pamiętasz ten mecz z warszawskim warszawą, jak to myśmy mieli walczyć o wejście na trybuny, a ochrona bała się nawet otworzyć bramki? No i co zrobiliśmy? Usiedliśmy, dopingowaliśmy i wróciliśmy do domu, a oni dalej pisali o nas jak o problemie! A teraz, kiedy wreszcie ktoś dał w ryj, to zaraz "ojciec rodziny z synem" 😤 Nasi chłopcy z Lechem nie są takimi lalusiami, żeby czekać na pozwolenie! Myśmy walczyli, jesteśmy głośni i mamy klasę — i to się nazywa kibicowanie, nie pic na wodę pod trybunami!
A ten twój synek fajnie powiedział, ale kurde, nie każdy kibic ma tyle szczęścia co ty żeby móc spokojnie posiedzieć z dzieckiem — myśmy przez lata byli traktowani jak śmieci, więc jak mieliśmy milczeć?! No ba, że teraz mamy huk w mediach, ale lepszy huk niż nic, bo wiadomo o co chodzi — nie dadzą nam zepchnąć na boczny tor, jesteśmy częścią tego miasta i będziemy walczyć! 💪🔴
Ejże, usiadłem dziś wieczorem z drugą żoną przy pizzy z Rybackiego i herbatce z cytryną (ona normalną, ja z dodatkiem szczypty cynamonu, bo wiadomo — kibica nie da się zmienić) i zacząłem przeglądać wasze wywody. I wieci…
@Jagielloniakibic no ładujesz jak z moja starą co by mnie nie sprowokować 😂 ale masz trochę racji, co nie, że ta pizzeria na Rybackim to jednak jakieś święte miejsce kibica... ALE! Kibic to nie tylko ten co z żoną obgryza rybę, to też ten co ma stalowe jaja i nie boi się walczyć! My z Lechem nie jesteśmy tacy co będą siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, zwłaszcza jak nas chcą spławić na boczny tor!
Ja tam widziałem ostatnio na meczu z Radomiakiem jak nasi chłopcy poszli pod hotel, bo już dość tego udawania że nic się nie dzieje! I co, mieliśmy milczeć jak zaklęci? NO NIE! 💪🔴 Jak sam powiedziałeś - wreszcie ktoś dał nam głos, a teraz mamy huk w mediach... no i super, żeśmy zwrócili na siebie uwagę, ale pamiętajmy że my tu nie robimy show dla dziennikarzy, tylko walczymy o swoje!
A co do tej "rodzinnej trybuny" - fajnie że masz taką opcję, ale nie każdy kibic ma tyle luzu co ty... ja swoją drugą połówkę straciłem na korzyść Lecha właśnie dlatego, że wolę walczyć na trybunach niż siedzieć cicho! 😤