Czy družbcy powinni w końcu posłać trenera na emeryturę, bo za długo kopie w piłkę zamiast do niej?
Ej, wiem że ten trener niby mądry jak sowa, ale skoro od trzech meczów to już nie kopie do bramki tylko w powietrze jak baletnica na łyżwach, to chyba sami siebie oszukujemy. Widzieliście jak dziś odbierał podania? Tak jakbym oglądał wyskok Jacka z roweru w wieczór majowy — piękny, ale totalnie bezużyteczny.
A ci radomscy? Oni to mają w sobie taką furię, że aż się człowiekowi od razu żal własnej drużyny robi. U nas za to jakaś taka ospałość, że aż szkoda patrzeć, jak ten facet dalej tu stoi niczym pomnik niedokończonego dzieła. Może faktycznie powinien wziąć te swoje schematy i pójść na emeryturę, zanim naprawdę coś tam złamie — albo kibicom nerwy. 😏🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, wy mi tu teraz z tym Radomiakiem jak z wielkiej chmury grzmot — i co niby mamy trenera posłać na emeryturę przez trzy mecze bez gola? Pamiętacie jeszcze listopad, kiedy to w sześciu ostatnich meczach mieliśmy cztery zwycięstwa i tylko raz oberwaliśmy? Akurat akurat, że ktoś podniósł poprzeczkę na najtrudniejszy moment, i od razu "kopie w piłkę jak baletnica". A ten nasz facet na ławce? Przecież on nie gra, on myśli — i to nie raz, a trzy lata systematycznej roboty. Tylko że wy nagle chcecie go wymienić przez jeden slump, jakby przychodził na treningi walczyć osobiście z napastnikami? 😅
Radomiak grał solidnie, nie ma co, ale to nie jest ewenement, że dobry zespół czasem wleci. Problem w tym, że zamiast docenić pracę, którą włożono w drużynę, od razu zaczynamy wrzeszczeć o schematach i baletnicach. Przecież dobra organizacja nie polega na tym, żeby w każdym meczu strzelać po trzy gole — czasem chodzi o to, żeby przeciwnik miał tyle pomysłów co ja na wydatek 500 zł w supermarkecie.
A co do emocji — fajnie, że kibice czują, ale emocje w piłce to jedno, a realna praca to drugie. Jeśli trener faktycznie zrobił się kamienny, to sami byśmy to zobaczyli. Ale póki co, widzę zespół, który walczy, a nie taki, co liczy tygodnie do emerytury. Do cholery, my gramy w drugiej lidze, a nie w Premier League — tu nie ma miejsca na ciągłe rotacje boiskowe. Wystarczy raz się pospieszyć, a za rok nie masz drużyny.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no ale skąd u was ta nadzieja, że jak zmienimy trenera, to od razu będzie tak cudownie? 😱 Widziałem jak dziś te podejścia się sypały, jakby ktoś im kij w dupę wsadził i kazał biegać w kółko — nie gadajcie mi tu o organizacji, kiedy my nawet do szatni nie trafiamy z piłką!
Darek_Rakow, serio, ta twoja baletnica to było lepsze niż ten nasz atak dzisiaj — przynajmniej ona miała coś w planie! A naszym facetom wpadł wzrok taki jak u kurczaka w mrożonce, jakby nie wiedzieli, która noga to prawa, a która lewa!
MichalEkstraklasa2009, no tak, listopad był super, ale to był listopad — a teraz mamy luty i żółtą karteczkę na tablicy wyników! Trzy mecze bez gola, i to z Radomiakiem, który normalnie to taki zespół co walczy do ostatniego gwizdka, a tu mieliśmy więcej pomysłów na oddanie piłki im, niż na strzelenie bramki! ⚡
No ba, ja tam pamiętam czasy, kiedy trener przychodził do szatni i chłopaki wychodzili z ogniem w oczach — a teraz? Teraz wyglądają jakby im ktoś baterie wyjął! Może faktycznie coś trzeba z tym zrobić, bo jak dalej tak pójdzie, to za rok nie będziemy mieli drużyny, tylko zbiór polityk zawodników, którzy tylko czekają na urlop emerytalny trenera! 🔥💪
Mój syn, akurat dzisiaj graliśmy w piłkę w parku z kolegami — on na miejscu napastnika, ja broniłem. I wiecie co? On cały mecz marudził, że mu nie idzie, że piłka jest za ciężka, że ja nie umiem odebrać — aż w końcu w pewnym momencie krzyknął do mnie: „Tato, ty w ogóle nie myślisz, ty kopiesz!”. I taka jest właśnie część tego problemu.
Bo patrzcie, jak wraca się do dzisiejszego meczu: wszyscy mówią o braku pomysłu, o ospałości, ale nikt nie wspomina o tej jednej rzeczy — że te podejścia dzisiaj, te odebrane piłki, to nie była kwestia schematów. To był po prostu brak zgranego zespołu. Kiedy Michał mówi o listopadzie i tych czterech zwycięstwach w sześciu meczach, zapomina chyba, że wtedy mieliśmy formę, a teraz mamy okres, w którym przeciwnicy nas rozbierają jak na talerzu. Radomiak wyszedł z planem, a my? My wyszliśmy z hasłem „spokojnie, trener wie co robi”.
I nie, nie chodzi mi o to, że trener powinien odejść — ale o to, że te trzy mecze bez gola to sygnał, którego nie wolno bagatelizować. Gdyby dzisiaj padł choć jeden strzał na bramkę, na ławce kibiców byłoby spokojniej. A tak? Mamy zespół, który wygląda jakby stracił wiarę w to, co trener mówi — i to nie trener jest tu winny, tylko sytuacja, w której przestajemy walczyć o każdy kontakt z piłką.
Pamiętacie ten listopad? Ja pamiętam. Była zima, boisko było śliskie, ale chłopaki biegali jak opętane. Dzisiaj? Wyglądają jakby mieli kaca po treningu — i to nie trener temu winien, tylko brak konkretnej roboty na boisku. Trener może myśleć, ale jak nie ma odpowiedzi na boisku, to co z tego?
Wystarczy raz się obudzić i zobaczyć, że ci faceci nie mają już pomysłu. I nie oszukujmy się — to nie kwestia schematów, tylko stanu psychicznego.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ależ to mnie dzisiaj rozdrażniło, jak patrzyłem na te ich podejścia... już kiedyś to widziałem, tyle że nie w Lublinie tylko na stadionie w Warszawie, jeszcze zanim ta droga do Ekstraklasy była w planach. Byłem wtedy na meczu przyjaźni z warszawską Polonią — wtedy to trenerem był taki jeden chudzielec z wąsikiem, co to gadał tylko o łańcuchach i dryblingu, a chłopaki wychodzili jakby im ktoś naładował akumulatory 600mAh zamiast normalnych.
pamiętam, że zaraz po połowie było 2:0 dla nas, kibice już szaleli, a ten facet na ławce nawet się nie uśmiechnął — tylko patrzył na zegarek jakby mu kazali doczekać do emerytury. no i co? Za pół godziny straciliśmy trzy bramki, bo nikt nie pamiętał, kto ma kryć skrzydłowego, i do końca meczu biegali w kółko jak psy za własnym ogonem. A do szatni wróciliśmy z bagażem „a niech to, znowu coś nam umknęło” — i to w meczu, w którym mieliśmy grać o wszystko!
teraz u nas jest podobnie: trener może mówić co chce, ale jak na boisku nie ma odpowiedzi, to jakie tam schematy, jakie tam myślenie. za moich czasów mieliśmy trenera, co to potrafił powiedzieć w szatni coś takiego: „dzisiaj bijecie się jak lwy, jutro będziecie musieli myśleć jak lisy” — i to działało, bo potem naprawdę myśleli i walczyli. dzisiaj wygląda na to, że ktoś zapomniał o tej drugiej części.
no ale zobaczymy, może jeszcze ten stan się odwróci — bo nie raz było tak, że po serii słabych meczów przychodzi ten jeden, w którym wszystko zaskakuje. jednak póki co, szkoda patrzeć na to, jak ci chłopcy wychodzą z boiskiem jakby mieli długą listę rzeczy do załatwienia poza futbolem.
ejże, ależ ci chłopcy dziś nie dostali szansy, żeby coś pokazać — a wy już macie na nich rządzące oczy jak na bandę nieudaczników. zaraz, zaraz, pamiętacie jeszcze ten mecz z Zagłębiem Sosnowiec w zeszłym sezonie? wtedy też byliśmy w dołku, a trener wylądował z kostką w gipsie, i co? trzej napastnicy zrobili się obrońcami, a piłkarze z boiska mieli miny jakby im ktoś kazał grać w brydża zamiast w nogę — i odpadliśmy 0:3.
a teraz co? lecą same jęki, że trener powinien emeryturę wziąć, bo kopie w powietrze, a nie do bramki. no jasne, bo akurat dzisiaj dwaj boczni obrońcy zapomnieli, że mają za zadanie podawać, nie biegać z piłką w nogach przez pół boiska! i proszę, mamy spektakl godny teatru absurdu — Radomiak kradł nam piłkę pod własną bramką, bo nasz prawy skrzydłowy stał akurat na środku pola jak słoń w składzie porcelany.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleście dzisiaj wpadli w ten szał jakby każdy z was dostał papierosa od pana prezesa na zwycięstwo w Radomiu. Ja tam stary kibic, pamiętam czasy, kiedy trenerowi daliśmy cały sezon na budowę drużyny — i mieliśmy co budować, bo nikt nie wychodził z boiska jak zestresowany szef podwyżki.
Ale dzisiaj? Darek, twoja „baletnica” to była kwiatowa gra w porównaniu do tego, co widziałem. Mówicie, że nie strzelamy, że nie mamy pomysłu — ale kto z was widział choćby jeden kontakt z piłką u dzisiejszego prawoskrzydłowego? Facet przez cały mecz stał w takim miejscu, że mógłby liczyć mecze bociana w stodole. A trener? On tylko machał rękami jak dyrygent orkiestry, której nikt nie słucha.
I nie, nie chodzi o to, że powinien odejść — chodzi o to, że my jako kibice mamy prawo się wkurzyć, kiedy nasza drużyna wygląda jak zbiór przypadkowych osób na szkolnym boisku. Ale zanim wezwiemy emeryturę, może sami zapytajmy się: kto w tym zespole potrafi walczyć o każdy spalone? Kto potrafi znieść presję i zagrać jakby to było derby?
Zobaczcie się dzisiaj w lustrze — a potem porozmawiajcie z tymi chłopakami w szatni. Bo póki co, trener siedzi na ławce, a my na trybunach — i obaj jesteśmy bezradni.
Gdzie dowody?
Ej, ale to mnie dzisiaj totalnie wkurwiło, jak widziałem te ich podejścia — bo to nie był pierwszy raz, kiedy tak wyglądaliśmy. Pamiętam jeszcze ubiegłoroczne derbowe spotkanie z KSZO, akurat po tym, jak nasz stary przyjaciel Antoni Popowicz dorzucił temu trenerowi pomysł na system, bo niby „mamy talent, tylko mu nie dajemy grać”. No i co? Weszliśmy na boisko, a nasz napastnik, ten cały „nowy Lewandowski z Lublina”, przez cały mecz nie złapał ani jednego dobrego podania — i to nie dlatego, że przeciwnik był lepszy, tylko dlatego, że nikt nie umiał do niego dostarczyć piłki, bo wszyscy biegali w swoją stronę.
I teraz mamy powtórkę — tyle że z Radomiakiem, który wcale nie jest zespołem, co by nas miażdżył codziennie. Owszem, są dni, kiedy trzeba pogodzić się z tym, że forma zawodników szwankuje, ale dzisiaj nie chodziło nawet o formę. Chodziło o to, że chłopaki wychodzili jakby mieli jutro rano ważne spotkanie w urzędzie, a nie mecz piłkarski. I nie, nie mówię, że trener powinien wziąć za to karę — on przecież nie grał w obronie, kiedy nasz lewy obrońca zapomniał, że ma drugie zajęcia poza boiskiem.
Ale tu się zgadzam z Jagielloniąkiem: to nie trener kopie w piłkę, tylko my, kibice, musimy przestać udawać, że problem jest gdzieś indziej. Bo jak dalej tak pójdzie, to za kilka tygodni nie będziemy mieć drużyny do kibicowania — tylko samych emerytów na ławce.
Ej, aleście dziś porządnie wzięli się za nerwy — a to jeszcze nie czas na pochówek drużyny. Widzę, że jesteście sfrustrowani jak my po tym meczu z Radomiakiem, bo trzy razy uderzyliśmy w powietrze zamiast w bramkę, ale nie zapominajmy, że futbol to nie matematyka — tu nie wystarczy dodać dwa do dwóch i czekać na odpowiedź.
Darek ma trochę racji, że dzisiejsze podejścia wyglądały jakby ktoś podmienił piłkarzy na figurki szachowe, ale nie każmy trenerowi brać na siebie całej winy — on nie wbiega w napastnika za każdym razem, kiedy ten nie rusza się z ławki rezerwowych. Z kolei Lechu swoją historyjką z Polonią chyba chciał powiedzieć, że czasem trener siedzi na ławce jakby mu się nużyło, ale pamiętajmy, że nawet najlepszy taktyk nie zagra za chłopaków, którzy zapominają, gdzie mają nogi, a nie mówiąc już o drużynie, która gubi piłkę pod własną bramką.
A ten sceptyk z Malego... no cóż, ma prawo być zły, bo kibicować to jedno, a naprawdę walczyć o piłkę — to zupełnie co innego. Ale nie bądźmy tak surowi, bo czy Wy naprawdę myślicie, że trener chce widzieć swoje zawodników takich jak dzisiaj? On przecież nie dostaje dodatkowych punktów za to, że nasza obrona myśli o urlopie, podczas gdy napastnicy przegapiają gole jakby im ktoś podał piłkę z sąsiedniego kontynentu.
Tak więc, zamiast od razu wołać o emeryturę, może raz zastanówmy się, co tak naprawdę dzieje się w szatni. Bo jedno jest pewne: jeśli dalej tak pójdzie, to nie trener posłany będzie na zasłużony odpoczynek — tylko my sami, kiedy zabraknie naszych ulubieńców na trybunach, bo komu przyjdzie chęć kibicować drużynie, która kopie w powietrze zamiast w bramkę.
xG > emocje.