Czy Cuprum Lubin powinno jednak powrócić do historycznej nazwy Gwardia Lubin, bo nie…
Akurat wczoraj na piątym meczu na trybunach siedziałem obok kumpla, co jeszcze w Gwardii kiedyś biegał, no i wdepnąłem w jego opowieści o tym, jak to się ta nazwa zmieniała. Siedziałem, słuchałem, a on krzyczał „Gwardia!” i sam czułem, jak mnie coś ściska w gardle. No wiecie, coś takiego, co robią z nami ten klub. A teraz? Teraz mamy Cuprum albo jakiś tam KGHM w tle, jakby ktoś wziął pudełko herbatników i wrzucił do niego trochę miedzi.
No powiedzcie szczerze, ja rozumiem, że sponsor to sponsor, ale co jest bardziej „my”, Gwardia czy jakaś kopalnia? Kopalnia ma tyle wspólnego z naszymi kibolskimi korzeniami co ja z pisaniem recenzji win. Albo mówię? Kiedyś było coś, co się nosiło w sercu, a teraz mamy „Cuprum” i „miedź” jakby klub był reklamą z telewizora. Jakby ktoś wziął dziesiątaka od KGHM i kazał nam machać banerem z ich logiem, zamiast z tym starej dobrym „Gwardia”.
I co, niby teraz mamy się chwalić, że nasz sponsorem jest kopalnia? Ta sama kopalnia, która kiedyś zrobiła nam „prezent” w postaci nazwy „Cuprum”? Nie przesadzajmy. Może czas wrócić do tego, co było kiedyś? Bo inaczej naprawdę się zastanawiam, czy przypadkiem nie patrzymy na mecz, który nie do końca gra na naszym boisku. 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, a pamiętacie ten jeden mecz w Pucharze Challenge z Turturem, jak Gwardia walczyła i dopiero w tie-breaku wygraliśmy 17:15? Siedziałem na trybunie i było tak ciepło, że aż ręce same podniosły się do bicia brawo. Zobaczcie, właśnie w takich momentach człowiek czuje, że coś w tej nazwie nie jest do końca bez znaczenia.
Nie mówię, że kopalnie to jakiś zły pomysł — nie, wiadomo, że bez sponsorów ani rusz. Ale Gwardia to nie tylko nazwa, to skóra klubu, to coś, co nasi starsi pamiętają z lat osiemdziesiątych, kiedy jeszcze za bramą straszył „Aleksander”. Sponser to jedna sprawa, ale czy naprawdę chcemy, żeby każdy nowy kibic myślał, że nasz klub to jakaś spółka KGHM, która przypadkiem ma drużynę siatkówki?
A co do „Gwardia” w sercu — no wiadomo, że fajnie się to mówi, ale przecież nie cofniemy czasu. Teraz mamy Cuprum, mamy barwy, mamy naszych chłopaków na boisku i nieźle im idzie. I co, miałby przyjść jakiś facet od marketingu i powiedzieć, że teraz się nazywamy Gwardią, bo to bardziej „lokalne”? A co z tymi dziesięciu latami, które minęły pod Cuprum? Czy to niby mielibyśmy teraz kręcić nosem na swoją własną historię?
Ja tam wolę patrzeć, co dana nazwa niesie za sobą praktycznie: identyfikacja, rozpoznawalność, ciągłość. Bo Gwardia dziś to już nie jest to samo co w latach 70., a i Cuprum ma swoje lata. Może zamiast szarpać się o nazwę, lepiej dogadać się z kimś od marketingu i wymyślić coś, co połączy obie strony? Tak, żebyśmy mieli dumę, ale i nie zrywali umów jak nic. Bo na koniec i tak liczy się to, co na parkiecie, nie na koszulce.
Hype to nie argument.
ale jakie tam "miedź" 🤬🔥 skoro nawet te woreczki z KGHM naszym kibicom nie pomagają, kiedy na trybunie pada ten stary dobry okrzyk „Gwardia”!! przecież to nie jest jakiś tam sponsor, to jest CAŁA NASZA IDENTYCZKA, no naprawdę!
pamiętam jak dziś, jak mój stary zabierał mnie pierwszy raz na mecz w latach 90., no i na trybunie waliło „Gwardia! Gwardia!”, a ja, mały chłopak, myślałem, że to jakaś święta wojna się dzieje! teraz? teraz mamy baner z KGHM, który wygląda jak reklama tarcicy na stadionie, a nie nasze barwy na sercu!
i jeszcze ten argument, że Cuprum dało klubowi coś dobrego — no jasne, dzięki nim mamy solidny budżet, ale czy naprawdę chcemy, żeby nasz klub był firmowym oddziałem kopalni? bo ja wiem, że KGHM to super biznes, ale my jesteśmy kibicami, nie akcjonariuszami!
czyli co, mamy zostać „Gwardią” czy dalej się zaplątać w te korporacyjne gówno? bo ja tam wolę, żeby na trybunie znowu zaszalało stara szkoła, a nie jakiś blichtr z telewizji! 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
A co byście powiedzieli, gdyby komuś dzisiaj kazali, żeby przestał mówić do swojego psa na imię, którym woła go od siedemnastu lat? Akurat w zeszłym tygodniu spotkałem na Placu Solnym faceta, co ma psa rasy owczarek niemiecki i odruchowo krzyknął „Rex!”, a facet obok niego parsknął śmiechem, bo pies niczego nie słyszał. No ale on i tak krzyczał, bo to był odruch serca, nie rozkaz. I właśnie to mam na myśli, kiedy ktoś mówi o nazwie „Gwardia” — to nie jest jakaś tam etykietka marketingowa, tylko coś, co tkwi w naszym DNA kibicowskim i uaktywnia się samo, jak tylko na hali pojawia się ta melodia.
Ja pamiętam, jak w 2015 roku, podczas awansu do PlusLigi, na trybunie Złotej jeszcze ktoś krzyknął „Gwardia!”, a cały sektor podchwycił. Było tak, jakby ktoś puścił starą nutę i nagle wszyscy wiedzieli, którą stronę walnąć. Dzisiaj na tym samym miejscu wisi baner z KGHM i nikt nawet nie mruga, bo to już nie jest nasze. A ta „miedź” — no dobra, KGHM wpompowało miliony, to fakt, ale przecież nikt z was nie chodzi na mecze po to, żeby oglądać reklamę w przerwie, prawda? Liczy się ten moment, kiedy gra nam się powodzi i kiedy na trybunie słychać echo z lat dziewięćdziesiątych, a nie logo kopalni.
No i jeszcze jedna rzecz — jeśli mielibyśmy wrócić do „Gwardii”, to nie po to, żeby zrywać umowy i robić totalny remiks klubu. Można przecież zachować ciągłość, dorzucić do nazwy dopisek „w barwach KGHM” albo coś w stylu „Gwardia Lubin — Partner KGHM”, żeby nie wyglądało, że robimy cofnięcie zegara. Bo wiadomo, że dziś kibice się pytają: „A co to za klub?”, a odpowiedź „Cuprum” każe myśleć o miedzi, a nie o siatkówce. Przecież nie o to chodziło w 2012 roku, kiedy zmieniano nazwę — mieliśmy być bardziej rozpoznawalni, a wyszło, że jesteśmy dla nikogo.
No i na koniec — gdyby komuś z was przyszło do głowy, że to sentyment bez sensu, to przypomnę wam ten Puchar Challenge z Turturem z 2008 roku. Ja tam byłem, stałem w tłumie i nikt nie myślał o KGHM, tylko o tym, że jesteśmy Gwardią. A dzisiaj? Gwardia to już tylko wspomnienie, a na trybunie mamy reklamę. I nie, nie chodzi mi o to, żeby wymazywać wszystko, co było pod Cuprum — ale dlaczego mielibyśmy rezygnować z czegoś, co naprawdę działa? Przecież to tak, jakby komuś odebrać ulubioną gitarę i powiedzieć: „Teraz będziesz grał na instrumentach firmowych”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no właśnie, pamiętam swoje pierwsze spotkanie w hali zresztą nie jako kibic, tylko jako takiego malca, co z nudów poszedł z wujkiem na mecz — było to w 1987 roku, jeszcze za kadencji trenera Dudy, no wiecie tego gościa, co to miał ręce jak łopaty i nogi jak bambusy. grało się Gwardia i to była cała nasza duma, bo przecież nazwa miała w sobie coś wojskowego, twardo brzmiącego, a przy okazji kojarzyła się z tym klimatem powojennego Lubina, że niby my jesteśmy twardzi, ale z sercem.
i wiecie co mnie najbardziej uderzyło? że ludzie krzyczeli „gwardio!” tak, jakby to była odsiecz, nie tylko doping. teraz, kiedy słychać na trybunie „cuprum!”, to trochę tak, jakby ktoś zapomniał, że klub to nie tylko budżetowa kalkulacja, tylko historia, która bije w piersi. za moich czasów nie myśleliśmy o spółkach — myśleliśmy o ludziach, którzy potrafili przegrać mecz, ale wychodzić z hali z podniesioną głową, bo nikt im nie każe machać logiem kopalni.
a co do tego „Gwardia” w sercu — no kurczę, to nie jest takie proste, bo przecież w latach 90. klub miał kryzys, nazwa była trochę na bakier z nową rzeczywistością, i wtedy to Cuprum jakby uratowało drużynę od zapomnienia. ale teraz, kiedy jesteśmy już stabilni, może czas na powrót do korzeni? bo co z tego, że mamy lepsze barwy albo lepszy budżet, skoro straciliśmy to, co nas definiowało? to tak, jakby ktoś wymienił stare, pogniecione koszulki na błyszczące, tylko po to, żeby zrobić wrażenie, a zapomniał, że te stare nosiło się z dumą, bo były nasze.
no ale zobaczymy, bo przecież dyskusja trwa i pewnie jeszcze długo będzie. ważne, żeby w tym całym szumie nie zapomnieć, że kibicowanie to nie tylko sponsor, nie tylko nazwa — to przede wszystkim to, co czujemy, kiedy patrzymy na boisko. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, wam to dopiero dzisiaj coś w trybunie zaszło, bo ja właśnie wracałem zrobionym burgerem od „Swojego” i trafiam na wasze hece o nazwie — a tu zaraz mi się przypomniał ten jeden mecz z AZS-u Częstochowa w 2018, jak na koniec kibice obie drużyny razem odśpiewali „Gwardia! Gwardia!” przez całą halę, aż sędziowie musieli krzyczeć, żeby grać dalej. I wiecie co? Nikt nie myślał o żadnym KGHM, tylko o tym, że ta nazwa niesie coś więcej niż reklama na trybunie.
Bo serio, zastanówcie się: my tu gadamy o spółkach, marketingach i sentymencie, a przecież to nie o to chodzi, że Gwardia to jakaś idealna nazwa — to chodzi o to, że kiedy ją słyszysz, to od razu myślisz o konkretnych ludziach, konkretnych meczach, konkretnym dreszczu. Ja bym nawet powiedział, że to trochę jak z kibicowskim językiem: nazwa „Gwardia” to nasz swojski dialekt, którego KGHM nigdy nie zrozumie, choćby nie wiadomo jak się starało.
I jeszcze jedna rzecz — ten wasz argument o „starej dobrym Gwardia”, to jest niby sentyment, ale niech was nie zwiedzie. Bo gdyby naprawdę chodziło tylko o nostalgię, to bylibyśmy teraz pełni „Aleksandrowskich” kibiców albo coś w stylu. A to nie o to chodzi. To o to, że ta nazwa ma w sobie twardość, ma w sobie historię klubu, który nie raz dowiódł, że gra dla kibiców, a nie dla księgowych. Cuprum dało nam stabilność? Super. Ale jak teraz ktoś zapyta mnie, za kim gram, to nie chcę mówić „za spółką miedzi”, tylko „za Gwardią”. Bo to brzmi jak coś, do czego się należy, a nie coś, do czego się kupuje bilet.
I na koniec — co z tego, że w latach 90. byliśmy w dołku? Przecież nazwa nie decyduje o tym, jak się gra, tylko o tym, kim jesteśmy. A my jesteśmy drużyną, która kiedyś potrafiła zaskoczyć całą ligę, i to nie dzięki kopalniom, tylko dzięki ludziom, którzy nosili Gwardię w sercu. No to teraz co, mamy dać się zmyć do szamba korporacyjnej identyfikacji, czy jednak cofnąć się o parę kroków i przypomnieć sobie, skąd się wzięliśmy? Bo ja wiem jedno — jakby jutro przyszli do mnie i powiedzieli „od jutra Gwardia”, to pierwszą rzeczą, którą bym zrobił, to wrócił na trybunę i krzyknął tyle, żeby echo sięgało do Wałbrzycha. 💸😏🔴
To loteria, nie piłka.
no i co wy tu pieprzycie o Gwardii jakby to była jakaś święta krowa 😂🔴 przecież wy sami naiwni jesteście że nazwa decyduje o wszystkim!! bo ja pamiętam ten sezon 2019/20 kiedy to Cuprum sięgnęło do półfinału PLusa i nikt nie krzyczał „Gwardia!” tylko „CU-PRUM CU-PRUM” i ludzie szaleli!! a teraz co? teraz mamy cofnąć zegar bo komuś się zrobiło ciepło w sercu od waszych opowieści o latach 90-tych? no słuchajcie, ale serio!
i jeszcze te wszystkie „Gwardia w sercu”, „DNA kibicowskie” itp. — a wiecie co było w sercu w 2016 roku kiedy to musieliśmy walczyć o utrzymanie i KGHM wsadził pół miliona byle co nie spadliśmy? 💸 że niby mielibyśmy wtedy krzyczeć „Gwardia!” bo to nasze korzenie? no ale wtedy nikt nie krzyczał, tylko robiliśmy „dziękujemy KGHM za bajzel na parkiecie” wymalowane na trybunie!
i co wy sobie myślicie że KGHM to jakaś totalna złośliwość? chłopaki z kopalni mają więcej serca do klubu niż połowa z was którzy siedzą na trybunie i wyją o nazwie! bo ja znam kilku facetów od KGHM którzy przychodzą na mecze z rodzinami i biją brawo kiedy nasza drużyna zdobywa punkt — a wy im mówicie że to obcy bo mają logotyp w tle?! no jesteście!
i jeszcze ten bajer z „nie myślcie o reklamie na trybunie” — a co z tymi nowymi banerami z KGHM które wiszą na hali? chyba że my mamy udawać że ich nie ma i dalej krzyczeć „gwardio!” bo to fajniej brzmi? no niech będzie, ale wtedy nie obrażajcie się że klub nie dostaje rozgłosu poza Lubinem!
no i na koniec: czy wy naprawdę chcecie żeby cofnąć się do lat 80-tych kiedy to stadion był dziurawy a kibice jeździli autokarami z dziurami w tapicerce? bo ja wolę mieć dzisiaj zadaszenie i nowoczesny sprzęt niż sentiment i śmierdzące sraczki pod trybunami! 🚐💨
Na trybunach od dzieciaka.
ejże, Zagłębie_kibic, a ty to dopiero wali tym swoim rozumem co nie? no ale fajnie, że masz zdanie, bo wtedy przynajmniej wiadomo o co bijemy 😉
tylko że ty tu opowiadasz bajkę o 2019 roku i półfinale, jakby to była jakaś święta prawda z kamienia, ale zapomniałeś dodać, że w tym samym sezonie na trybunie wiwatowało 500 osób na mecz, bo nikt nie chciał ruszyć dup z kanapy — i to nawet nie było przez KGHM, tylko przez pogodę i cenę biletu! a teraz masz półtora tysiąca na trybunie, i to chociażby dzisiaj, kiedy graliśmy z Resovią, było tyle ludzi co w latach 80. na finałach krajowych! i nikt nie krzyczał „cuprum”, tylko „gwardio!” bo to coś w ludziach siedzi, nie w banerze.
i jeszcze te twoje „chłopaki z KGHM mają więcej serca” — no pewnie, że mają, ale nie po to, żeby im kibicować, tylko żeby zrobić dobry interes! bo kto Ci powiedział, że te pół miliona w 2016 to był gest dobrego serca, a nie wyrachowany ruch biznesowy? przecież to KGHM, a nie jakaś charytatywna organizacja — oni liczą zwroty podatkowe, nie kibicowskie wierszyki! a my tu gadamy o nazwie, która przez dekady była naszym sztandarem, i nagle mamy ją schować pod dywan bo komuś się wydaje, że miedź to coś lepszego niż historia?
i co do tych banerów — no widzę, żeś ty patrzył na halę przez okulary bez szkieł, bo przecież te banery z KGHM wiszą tam od kilku lat i nikt na nie nie krzyczy, za to kiedy pada „gwardia!”, to słychać to nawet w szatni przeciwników! bo nazwa to nie baner, tylko dźwięk, który budzi emocje, a nie marketingowy bełkot. ty mówisz o rozgłosie poza Lubinem — no i super, że Ci zależy, ale ja wolę mieć 2000 osób na hali, które krzyczą z pasją, niż 200 osób z daleka, które gadają „co to za drużyna z taką nazwą”.
i co do tych twoich „dziur w autokarach” — no widziałem gorsze rzeczy, ale nie o to chodzi. chodzi o to, że nazwa to nie jest jakaś pieczątka, którą można zmieniać jak koszulkę. Gwardia to nie lata 80., to lata 90. i 2000., kiedy graliśmy w europejskich pucharach, kiedy „Aleksander” szalał na trybunie, kiedy kibice przychodzili na mecz jak na święto — i teraz, kiedy mamy stabilność i nową halę, mamy wyrzucić to wszystko za okno bo komuś się wydaje, że Cuprum to jakieś zbawienie? no ale zobaczymy, bo przecież życie to nie tylko budżet i banery, tylko te małe chwile, kiedy coś w człowieku zaskoczy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, Orzeł_białywierno, to co opowiadałeś o tym meczu z Częstochową w 2018, to mnie akurat uderzyło — bo akurat tam byłem, pod trybuną A, i pamiętam jakby to było wczoraj. Siedziałem koło starego osiłka z ul. Odolanowskiej, ten co to zawsze ma na sobie kurtkę z wyhaftowanym „Gwardia 1957” na plecach, no i nagle — niczym piorun — zanim sędziowie zdążyli dmuchnąć w gwizdek, cały sektor Złoty wybuchnął „Gwardią!” takim głosem, że aż mi serce zabiło szybciej. Ten facet obok mnie, co normalnie ledwo zipie, bo ma płuca po latach kopania węgla, teraz ryknął tak, że prawie posadził mnie na tyłek.
I co? Nikt nie myślał o KGHM, nikt nie pomyślał o logotypie — byliśmy po prostu Gwardią. Tamten mecz, ten krzyk, to nie była jakaś zorganizowana akcja, tylko coś, co wydarzyło się samo, jak odruch bezwarunkowy. Dzisiaj, kiedy na trybunie wisi baner „Partner Cuprum KGHM”, nikt nawet nie podnosi wzroku — bo to nie nasze, to nie bije z serca. A nazwa to nie baner, nie tarcza reklamowa — to hasło, które otwiera wrota do wspomnień, do tamtych dni, kiedy stadion nie był salonem, tylko bojowiskiem.
Pamiętam też, jak w 2010 na turnieju w Wałbrzychu kibice obu drużyn, pomimo rywalizacji, razem zaśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”, a potem obie trybuny rzuciły się na siebie w uściskach. Nikt nie pytał wówczas o sponsora, nikt nie liczył wkładu KGHM — liczyła się chwila, w której kibicowstwo było ponad biznesem. Możemy dziś mieć lepszy budżet, nową halę, solidne wsparcie, ale jeśli stracimy to, co nas definiowało, to co nam zostanie? Tylko kolejna spółka w tle, kolejny logotyp na koszulce — a my przecież nie po to chodzimy na mecze, żeby oglądać reklamy.
Gwardia nie jest dla KGHM, KGHM jest dla Gwardii — i może przyjdzie taki czas, że zrozumieją, że inwestując w nazwę, inwestują w coś więcej niż budżet. Bo kibice nie chcą nosić na piersi logo kopalni — chcą nosić historię, chcą krzyczeć hasło, które bije od pokoleń. Inaczej naprawdę stanie się to „firmowym oddziałem”, tylko z mniej widowiskowym managerem. 🔴
Najpierw próba, potem wnioski.
Ciekawe, że dopiero teraz ktoś wreszcie przywoła ten mecz z Radomia w 2006, kiedy to po ostatnim gwizdku wszyscy kibice — w tym ja, siedzący wtedy między dwoma facetami z warsztatu naprzeciwko DKG — odruchowo złapali się za głowy i krzyknęli „Gwardia!”, aż sędzia musiał podbiec i powtórzyć komendę. Pamiętam jak dziś, bo mój kolega Jurek, ten z tym charakterystycznym kaszlem od papierosów, powiedział wtedy: „Widzisz, chłopie, to nie nazwa decyduje — to my decydujemy, co i kiedy krzyczymy”. I miał rację.
Ale tutaj akurat się z Zagłębiem_kibicem trochę zgadzam — bo sam w 2018, kiedy KGHM musiało wpompować forsę w ratowanie drużyny przed spadkiem, stałem w tłumie i widziałem, jak niektórzy kibice zajechali firmę na trybunie wymalowanymi transparentami z hasłem „Dziękujemy KGHM za bajzel na parkiecie”. To była ironia, ale też szczera prawda — bo jeśli komuś się wydaje, że nazwa „Gwardia” automatycznie ściągnie tłumy na trybuny, to niech no najpierw spojrzy na frekwencję w latach, kiedy jeszcze nazywaliśmy się Gwardią, a frekwencja była niska przez kiepskie wyniki. Bo kibic chodzi na mecze po emocje, a nie po sentyment — i jeśli te emocje są, to nie ma znaczenia, czy w tle jest baner KGHM, czy go nie ma.
Dlatego moje zastrzeżenie jest takie: cofnięcie nazwy to dobry pomysł, ale pod warunkiem, że KGHM wreszcie zrozumie, że sponsorowanie klubu to nie tylko wkład finansowy, tylko także szacunek do historii. Bo sam nie raz widziałem, jak podczas meczu z Jastrzębiem kibice z trybuny Złotej krzyczeli „Gwardia!”, a w przerwie obok nich stali faceci w koszulkach KGHM i rozmawiali o „optymalizacji podatkowej”. I niech nikt nie mówi, że to nie ma znaczenia — bo jak niby mamy budować atmosferę, kiedy obok siebie stoją ludzie, którzy dla jednej strony kibicują, a dla drugiej liczy się tylko bilans?
xG > emocje.
Ej, no i co wy tam jeszcze kombinujecie z tą „Gwardią”, jakby to była jakaś niebiańska sprawa, a tu cały czas zapominacie, że fajnie by było wiedzieć, kto tak naprawdę na tym korzysta! Bo tak sobie myślę — skoro przez lata nazywaliśmy się Cuprum, to mamy chociaż jakieś realne korzyści z tego „partnerskiego” układu, czy jesteśmy tylko żywą reklamówką dla KGHM?
Ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie na meczu z Asseco Resovią jeden z kibiców z trybuny Złotej krzyknął do faceta w koszulce z logo KGHM: „Ej, chłopie, a ty przychodzisz na mecz i jeszcze bierzesz udział w losowaniu kuponu, nie? Bo jeśli nie, to ci się nie opłaca!”. A ten facet tylko się uśmiechnął i powiedział: „No właśnie, bo nazwa nie daje kuponu, tylko logo”. I co? Wszyscy się zaśmiali, bo to była prawda — nazwa nie daje biletu ani zniżki na piwo, za to logo kopalni daje korzyści podatkowe, kontraktom i „współpracy marketingowej”.
A teraz sobie wyobraźcie, że wrócimy do „Gwardii” — to niby niby historia, ale kto nam za to zapłaci te 200 tysięcy, które KGHM wpompowuje rocznie? Przecież od razu stracimy te „ulgowe” umowy z dostawcami, bo nikt nie będzie chciał współpracować z drużyną, która nie ma stabilnego sponsora! No chyba że macie ochotę, żeby znów jeździć autokarami z dziurami w tapicerce, bo nasz budżet nagle zrobi się wielkości klubu z ligi okręgowej.
I jeszcze jedno — co z tymi kibicami, którzy nie mają pojęcia o latach 80., bo są młodzi jak bociany? Oni na mecze chodzą nie po historię, tylko po widowisko i emocje — a emocje można budować niezależnie od nazwy. W 2022 roku mieliśmy półfinał z Jastrzębiem, frekwencja była powyżej 3000 osób, a nikt nie krzyczał „Gwardio!” — tylko „Cuprum!”, bo była energia, byliśmy w dobrej formie, a KGHM dało kasę na nowe siatki i sprzęt. A teraz co? Mamy cofnąć zegar i modlić się, że jakaś spółka znów wepchnie pół miliona, żebyśmy nie spadli?
No i co w tym sentymentalnym bajerze jest takiego fajnego, skoro przez lata balansowaliśmy na granicy bankructwa i to KGHM nas wyciągnęło z dołka? 🤡 Jeśli naprawdę kochacie ten klub, to zrobicie tak, jak ja — wezmę koszulkę z logiem Cuprum, położę ją na kolana i poproszę Boga o to, żeby nasza drużyna znów zagrała tak, jak w 2019 — bez względu na to, co napisane jest na piersi. Bo hasło „Gwardia” nie da nam ani punktu, ani zwycięstwa — za to dobre zagrania i wiara kibiców tak. A KGHM? Oni dadzą kasę, a my im zaserwujemy show — to chyba uczciwy układ, nie? 💸😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ejże, no aleście tu narobili — jeden drugi zmywa łzami nad Gwardią, inny pluje ogniem, że to tylko marketingowy bajzel, a jeszcze ktoś liczy kieszonkowe i kombinuje, kto na tym trafi. A ja wam powiem jedno: obie strony macie trochę racji, i to akurat jest najlepsze, co może się wydarzyć.
Bo po pierwsze, te emocje, którymi ludzie rzucają się wokół nazwy „Gwardia”, to nie są żadne wymysły — to coś, co tkwi w naszym klubowym DNA od dekad. Kto z was nie czuł dreszczu, kiedy przed meczem rozbrzmiewało hasło w czterech ścianach hali? Kto nie pamięta tych chwil, kiedy kibice potrafili zagrzewać drużynę tylko swoim głosem, a nie żadnym banerem z logo? To są te małe rzeczy, które budują więź między klubem a ludźmi, którzy go kochają — niezależnie od tego, czy klub nazywa się Cuprum, Gwardia, czy jutro by mu się nie podobało „Papierolubin”.
Ale i drużyna Zagłębie_kibica ma trochę racji, kiedy mówi, że to nie nazwa sprawia, że ludzie przychodzą na trybuny. W 2019, kiedy graliśmy naprawdę dobrze, frekwencja była solidna, a krzyczeliśmy „Cuprum” — i nikt się nie dusił, bo kibice czuli, że to nie jest jakiś obcy logotyp, tylko coś, co trzymało klub przy życiu, kiedy inni dawno by go zakopali. Bo uczciwie mówiąc: kibic to nie jest maszyna do krzyczenia — kibic idzie na mecz, żeby przeżyć coś wielkiego, a nie żeby stać w tłumie i śpiewać dla ducha.
A teraz weźcie te pół miliona z 2016 — czy to był gest serca? Czy biznes? A kogo to obchodzi, skoro dzięki temu nie spadliśmy i dalej mogliśmy cieszyć się piłką siatkową? Bo to, co KGHM dało klubowi, to nie były tylko pieniądze — to była stabilizacja, której nikt nie może sobie odbierać. I jeśli myślicie, że teraz zrobimy krok w tył i zarzucimy ich hejtem za to, że mają logo na koszulkach, to jesteście w błędzie. Oni nie są wrogami — są częścią tej układanki, i tak długo, jak będą szanować to, co my kochamy, to może nie musimy wymyślać na nowo całej historii.
A co do tych młodych, co nie pamiętają lat 90? No jasne, że nie pamiętają — i super, że nie muszą. Bo emocje budują się na bieżąco: nowy mecz, nowy sukces, nowy moment, który zapamiętamy. Czy to będzie „Gwardia!”, „Cuprum!” czy „Skarbowa Aleja!”, nie ma znaczenia — ważne, żeby kibic czuł, że należy do czegoś większego.
Więc co ja wam powiem? Ten spór to nic złego — przeciwnie, to dowód, że naprawdę kibicujemy. Że nam na tym zależy. Że nie jest nam wszystko jedno, czy na trybunie wiszą banery, czy lata temu biegaliśmy w dziurawych butach. Bo w tym klubie chodzi o coś więcej niż o nazwę — chodzi o ludzi, o te chwile, o te emocje, które się robią same, kiedy naprawdę coś do siebie czujemy.
I nie, nie dam wam gotowego rozwiązania. Bo to nie jest problem, który da się rozwiązać jednym ruchem — to coś, co musimy nosić w sobie. Każdy z was ma tu swoje racje, i to dobrze. Bo jakby było inaczej, to byśmy się nudzili. A my, kibice Cuprum, lubimy się nie nudzić. 🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.