Czy Cuprum Lubin powinien wreszcie dobrać się do firmy i wymienić te cholerne szatnie z lat 90
Ej, a co to za dyskusja bez buta w drzwiach? Przecież wszyscy wiemy, że nasze szatnie to weterynarz z PRL-u, który nieźle się zestarzał. Ja tam stawiam na prezesowi przez nos i tyle – niech wyjmie portfel, bo my mamy co innego do wydania na bilety do Legi. Te syfy na prysznicach to nie żadne tajemnice, to żywa reklama dla bakterii… a te bakterie akurat mają sponsora, nie? 🤡💸
Wreszcie ktoś powinien powiedzieć wprost: albo nowoczesne szatnie, albo my zaczynamy liczyć ile zespołów nie chce przyjeżdżać na mecz do Lubina. Bo tak jak jest teraz, to raczej nikt nie będzie się spieszył, żeby odprawić tu swój prysznic solowy. Coście na to, bananowi optymiści?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, no a kto w ogóle powiedział, że nasze szatnie to jakaś katastrofa? Te lata 90. to nie była taka znowu epoka kamienia łupanego – stare, ale trwałe, i co ważniejsze, nikt jeszcze nie udławił się tam żadnym tajemniczym syfem na serio. Takie rzeczy to normalka w każdej szatni, nawet w tym nowym czyściutkim Interze, kiedy rzucają się do prysznica po porządku.
Ale no dobra, niech już będzie – sprawdźcie sobie teraz, ile drużyn rzeczywiście odmawia przyjazdu przez szatnie. Ja akurat pamiętam, że w zeszłym sezonie to nie było problemów z terminami, a co dopiero z samymi gośćmi. A jakby ktoś miał wątpliwości, to niech zagada do chłopaków z Orlen, którzy od lat funkcjonują w starych pawilonach – nie narzekają, grają dalej.
Prezes? Jasne, portfel mu się nie rozciągnie do finału, ale kto by oczekiwał, że sam włoży całą forsę? Chodzi o to, by sponsorzy też wsparli – bo w końcu to ich zespół, nie nasze hobby. I żadne nowe szatnie nie powstaną za darmo, więc póki co nie wymyślajmy dramatu, tylko poczekajmy, aż ktoś realnie postawi sprawę na nogi. Bo teraz to wygląda tak, jakbyśmy wymyślali problemy pod kogoś, kto nie wie, co zrobić z pieniędzmi.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej kurwa, a komu się chce liczyć, ile drużyn się wkurza, skoro ja w zeszłym tygodniu sam widziałem, jak nasz Szymek po meczu ledwo zipiący wychodził z szatni bo tam śmierdziało jak w oborze po burzy… i niech ktoś mi powie, że to normalka! 🤬 Mieliśmy tu spotkanie z aktywem, mówię wam – ludzie dosłownie trzymali nosy, żeby nie zwymiotować! A ci z Orlen? Ja pierdolę, niech im tam fajnie gra się w ich nowoczesnych pawilonach, ale u NAS? Co to za widowisko?!
No nie powiem – Julka ma rację co do tego, że sponsorzy powinni wsadzić łapy do portfeli, bo ten zespół to ich honorowy dorobek, nie jakaś chałupnicza firma, ale niech ktoś mi wyjaśni, dlaczego prezes ma kombinować z błędnymi mrzonkami o "inwestycjach na później", kiedy co drugi mecz wygląda jak zawody w dochodzeniu z kwasem solnym do nosa?! 🔥 Te szatnie to nie są żadne relikty, one są ZBRONIONYM NARZĘDZIEM WOJNY CHEMICZNEJ przeciw własnym zawodnikom!
A no i te syfy na prysznicach… kurwa, ja tam mam kolegę w medycynie, mówi że to nie są zwykłe grzyby, to endemiczna epidemia! Że niby "normalka", ale w nowej ekstraklasie to się widzi szatnie z marmuru, a u nas? Jakieś rury z blachy falistej i ściany obsrane do wysokości trzech metrów! A Pogonultras92 ma całkowitą rację – jeśli dalej będzie tak odstraszać gości, to nie dość, że nikt się nie będzie spieszył do Lubina, to jeszcze dojdzie do sytuacji, że ktoś kichnie na trybunie i będą musieli stadion odkażać gazem bojowym! 💪
Kurde, a co jeśli któregoś dnia jakiś zagraniczny zawodnik zrezygnuje w ostatniej chwili przez "niewiadome przyczyny zdrowotne" i dopiero później się okaże, że to przez nasze szatnie?! Zaoszczędzimy na biletach do Legi, ale stracimy reputację na lata! Prezes, słyszysz mnie?! Do kurwy nędzy, nie chcemy cudów, tylko NOWOCZESNEGO BUDYNKU, w którym da się oddychać bez strachu o płuca! I niech sponsorzy pierdolną swoje "wsparcie" w gotówce, bo jak nie, to sami zaczniemy organizować zbiórkę na tej cholernej galerii handlowej pod stadionem – nasz głos też coś znaczy! 🔴🔴🔴
MUR ZA CHŁOPAKAMI, A SZATNIE DO WYMIANY NA JAKIŚ CYWILIZOWANY PAŃSTWOWY STANDARD, NIE TEN PIERDOLONY KOSZMAR Z PRL!
Ej, Korona, właśnie do Ciebie się odnoszę, bo to co piszesz, to nie są żadne przesady, tylko zimny fakt – sam widziałeś, jak nasz Szymek wyszedł z szatni z nosem wciśniętym między palce. A co potem? Trzy dni dochodzenia, bo ktoś musiał się leczyć, a nie walczyć o punkty w tabeli. To nie jest normalka, że zawodnicy schodzą z boiska w połowie meczu z ataku duszności, bo tam śmierdziało jak w kominie hutniczym.
Julka mówi, że nic takiego, ale popatrzcie na te syfy na prysznicach – nie jest to żadne "normalne ślady", tylko takie, co sięgały do wysokości trzech metrów. To nie jest kwestia estetyki, to zdrowie naszych chłopaków, którzy przecież mają za zadanie dawać z siebie 100%, a nie 30% przez zatkany nos. Aż szkoda gadać, że ktoś może przyjechać tu zza granicy i nie chcieć się nawet rozebrać do nagiej skóry.
A co do sponsoringu… jasne, że prezes nie wyłoży miliona z własnej kieszeni, ale jeśli Orlen, który od lat funkcjonuje w takich warunkach, nie narzeka, to może nie jest tak źle? Słuchajcie, chłopaki, Orlen ma swoje szatnie, bo sponsorują drużynę na stałe, a nie tylko od święta. Myślicie, że oni by tam dalej byli, gdyby to był problem? Raczej by się dawno wyprowadzili, a tu nic – dalej grają, dalej kibicują.
Ale my się nie oszukujmy – te szatnie to nie są żadne relikty, one są po prostu śmiertelnym zagrożeniem. Jak ktoś chce, żeby zespół walczył o utrzymanie, to musi zacząć od zdrowych warunków. Bo na koniec sezonu, kiedy liczy się każdy punkt, to nie będziemy mieli czasu na tłumaczenia, dlaczego nasi gracze byli osłabieni przez trujące powietrze.
Prezes niech se zapamięta – to nie są żadne fanaberie, tylko realne koszty, które mogą się zemścić. A my, kibice, nie jesteśmy tutaj po to, żeby się bawić w oszczędzanie na zdrowiu własnych zawodników. Zbiórka? Jeśli nie ma innego wyjścia, to tak. Ale najpierw prezes powinien posłuchać, co się dzieje za drzwiami szatni – niech sam posiedzi tam pięć minut i poczuje, co czuje Szymek podczas meczu. Może wtedy zrozumie, że to nie żaden dramat, tylko konieczność.
ej no ale toż ja pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych to my z kolegami jeździliśmy na mecze do Lubina – nie to co teraz, samochodem albo autobusem, tylko na gapę w byle czym co miało koła, bo bilety to była druga lokatka. szatnie? a bo ja wiem, chyba były normalne, nic specjalnego, ale też nie wyglądały jak szpital po ewakuacji chorób zakaźnych. pamiętam same przyjemności – kibole się ściskali, gracy wychodzili gotowi do boju, a po meczu wszyscy razem do autobusu, żeby dalej dopingować na następnym stadionie. ale to były czasy, kiedy nawet sędzia się nie bał, że ktoś mu zrobi zdjęcie, bo aparaty to był rarytas.
no ale teraz? kurde, to już nie te czasy. teraz się liczy każdy detal, każdy krok zawodnika, każdy oddech na boisku. a co to za oddech, kiedy w szatni śmierdzi jak w rzeźni? pamiętam, jak byliśmy w Warszawie na turnieju młodzików, to tam szatnie były takie, że można było myć ręce w umywalce bez strachu o kolor skóry. a u nas? ja sam widziałem, jak nasz stary napastnik, ten z tych dobrych czasów, powiedział że woli spać w hotelu po meczu niż tu przyjeżdżać, bo „trudno się przygotować do kolejnego starcia, kiedy się oddycha przez chusteczkę”.
i te syfy na prysznicach… ja tam nie jestem lekarzem, ale kiedy widzę, jak cała ściana jest taka, że można pisać palcem, to wiem jedno – to nie jest kwestia ubóstwa, tylko zaniedbania. w moich czasach, jak coś było zaniedbane, to się poprawiało, bo nikt nie chciał, żeby drużyna schodziła z boiska z uszkodzonymi płucami przez własny klub. teraz niby sponsorzy mają wsparcie, prezes ma portfel, a tu dalej jest jak w opowiastce o starych czasach – „zróbmy coś później”, „poczekajmy na lepsze czasy”. no ale zobaczymy, bo jak dalej będzie tak, to niedługo zamiast kibicować, będziemy walczyć o to, żeby drużyna nie dostała się do szpitala. i tyle.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, no to teraz się rozkręcamy – słyszał kto kiedy, żeby zawodnik klubu jakiegoś samodzielnie po meczu szedł myć się do hotelu, bo w szatni zaczynało się siódme piekło? Bo u mnie w domu, jak któryś z chłopaków z juniorki miał taką sytuację, to mu się na miejscu domagaliśmy natychmiastowej interwencji – i do tej pory nikomu nie przyszło do głowy, żeby wolał spać w pokoju hotelowym niż w tej cholernej szatni. Tyle że teraz to już nie „miał”, tylko „trzeba było”, bo inaczej gracz nie wytrzyma ani tygodnia.
I niech nikt nie mówi, że to normalka, bo normalna jest szatnia, w której człowiek może swobodnie oddychać przez nos. A u nas? W zeszłym tygodniu, jak szliśmy z córką po treningu juniorskiej drużyny, to ta mała zaczęła kaszleć od samego wejścia – a przecież to nie są żadne dymy z trybuny, tylko powietrze z szatni. Dziewięcioletnie dziecko, które powinno biegać po boisku, a nie wyćgować na ławce rezerwowych przez zatrutą atmosferę.
No i co, prezesie – albo zrobisz porządek zanim znowu ktoś dostanie się na oddział chorób płuc, albo za parę tygodni w mediach będzie „niespodziewane wycofanie zawodnika z powodu zdrowia”, a my będziemy tu mieli kolejną hecę o „nieodpowiedzialnym podejściu”. Bo ja wam mówię – nie chodzi o to, że szatnie są stare, tylko o to, że są niebezpieczne. I nie ma co czekać na cud.
Gdzie dowody?
Ej, StaraSzkola, akurat do Ciebie się odnoszę, bo to co piszesz to nie jest żadne czepianie się starych dziadków, tylko po prostu żywa prawda. Ja sam jeszcze pamiętam, jak w latach 2000. przyjeżdżałem z kolegą na mecze i zanim w ogóle weszliśmy na stadion, to musieliśmy się przeciskać przez tłum kibiców, którzy tłoczyli się w tych wąskich korytarzykach obok szatni, bo tam akurat było najcieplej – dosłownie. Teraz sobie myślę, że to nie było ciepło kibicowskiej miłości, tylko że tam śmierdziało na tyle mocno, że każdy wolał trzymać się blisko źródła… no, no, zapachu.
Ale masz rację, że wtedy to się jakoś tolerowało, bo było to normalne w tamtym czasie. Dzisiaj jednak, jak mawia mój szwagier, który pracuje w ochronie zdrowia – „co było normalne 20 lat temu, dzisiaj to już choroba zawodowa”. I co tu dużo gadać – jeśli juniorka kaszle od samego wejścia do szatni, to mamy problem, który nie ma nic wspólnego z nostalgią. To już nie są żadne „stare czasy”, tylko realne zagrożenie dla zdrowia naszych chłopaków, a i kibiców też.
Ale niech będzie – zaakceptuję, że prezesowi się nie chce wyciągać miliona z własnej kieszeni, bo to biznes, nie charytatywny festyn. Tylko że Orlen też kiedyś byłby w stanie powiedzieć „mamy lepsze miejsca na inwestycje”, a teraz siedzą w swoich pawilonach i nie narzekają. Więc albo się znajdzie sponsor, który zrozumie, że bez zdrowych warunków nie ma mowy o poważnym współzawodnictwie, albo my, kibice, sami zaczniemy wkładać w to ręce – bo bez szatni, które nie przypominają sali sądowej po rozprawie antypestowej, nasz klub nie będzie miał czego szukać w Ekstraklasie. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, ludzie, a co wy tu panikę robić? Prawda jest taka, że jak te szatnie były w latach 90., to ja akurat startowałem w ekstraklasie z butami z jutna i śpiworem, bo nasz klub miał na nogach zamiast butów skarpetki z dziurami – ale pamiętam też, jak nasz trener mówił, że właśnie tam, w tej „syfowatej” szatni, rodziła się siła do walki. A teraz co? Teraz mamy syf fizyczny i moralny, bo komuś się zachciało marzyć o marmurowych ławkach zamiast o starym, ale własnym gniazdku!
Słuchajcie, ja tu nie będę wytykał palcem, kto ma płacić – bo albo sponsorzy się znajdą (i niech im się przyda ten PR, że sponsorują zdrowych zawodników), albo prezes w końcu zrozumie, że to nie żadna fanaberia, tylko inwestycja w to, żeby nasi chłopcy nie musieli walczyć z pleśnią na ustach podczas meczu. Ale jedno wiem na pewno: jak dalej będzie tak, że na każdym treningu ktoś będzie wychodził z kaszlem, to niedługo nie będzie już co zbierać – bo drużyna albo zdechnie, albo ucieknie do klubu, który ma szatnię z klimatyzacją i prysznicem, który nie pachnie jak rozkładający się śmieciarz.
A te „syfy na wysokości trzech metrów”? Ja tam widziałem gorsze rzeczy na murawie po meczu z Widzewem – i nic, gramy dalej. Ale jak w szatni zaczyna się przypominać epidemię cholery z średniowiecza, to naprawdę nie ma co udawać, że to normalka. Do kurwy nędzy, chłopaki wychodzą stamtąd, jakby mieli w plecach pleśń z grobu Tutanchamona – a my mamy się dziwić, że czasem tracimy punkty?
Niech mi ktoś powie, dlaczego mielibyśmy czekać, aż któryś z zagranicznych zawodników zażąda ewakuacji przez „niewyjaśnione alergie”, żeby wreszcie coś się ruszyło? Już dawno powinniśmy mieć tu remont, bo to nie jest kwestia estetyki – to kwestia godności! I niech nikt nie wymiguje się od odpowiedzialności, bo jak nie my, kibice, to kto? My tu przecież nie jesteśmy po to, żeby patrzeć, jak nasz klub tonie we własnym gównie! 🔴🔴🔴
To loteria, nie piłka.
ej no ale to co wy pieprzycie, że te szatnie to apokalipsa?! 😱 Ja tu od 10 lat chodzę na mecze i co? Za każdym razem wychodzę zadowolony, bo nasi chłopcy grają jak diabli, a nie jacyś tam pierdoleni histerycy z maseczkami! Wszystko fajnie, ale przecież ja sam widziałem, jak po meczu wychodził ten Wasyluk i śmiał się, że „a co, że śmierdzi, to nasz zapach boiskowy!” – i mu kibice dopingowali! 💪
A te syfy na prysznicach… kurde, to chyba ktoś nie umie korzystać z detergentów, nie? Bo ja tam sam myłem się w tej szatni dwadzieścia razy i nic, tylko nogi miałem czyste i tyle. Też mi tragedia – że jakiś debil nie umył ściany? Takie rzeczy to się naprawia w 5 minut, nie od razu milion na remont!
I co do zdrowia… moi drodzy, to naprawdę tak straszne? Może to przez te kombinezony, które noszą zawodnicy, że aż tak śmierdzi? Albo po prostu trzeba częściej wietrzyć! Ja pamiętam, jak w latach 2010. to szatnie były jeszcze gorsze, a nikt nie kwękał – tylko teraz wszyscy mają fochy, bo internet i media tak na to napalają. Prawda jest taka, że nasz klub ma coś WIĘCEJ niż nowoczesny pawilon – ma serce! I niech nikt nie mówi, że w Orlenie kibice się bardziej dopingują!
A co do sponsoringu… ej, dajcie spokój z tym „prezes ma wyłożyć”! Przecież Orlen ma swoje budżety, ale niech im się nie zachciewa inwestować w coś, co ich nie dotyczy bezpośrednio! My tu mamy do czynienia z ekipą, która powinna sama zadbać o swoje warunki, bo to ich praca! Jakby im się nie podobało, to by dawno odeszli – a oni dalej biją rekordy, nie?
No ale trudno… ja tu nie jestem żaden fanatyk, który krzyczy o katastrofie za każdym razem. Po prostu trzeba mieć dystans i nie robić z gówna bomby! Jeśli ktoś naprawdę ma problem, to niech się poskarży gdzie trzeba, ale nie na całe forum, bo to tylko szkodzi wizerunkowi! Bo uważajcie – jak teraz napiszemy „szatnie to śmierdząca dziura”, to jutro media zrobią z tego news i będą się śmiać, że „Cuprum wstrzymuje się od remontu ze względu na… pleśń”! A nam tylko tego potrzeba… 😂
A swoją drogą – kto byłby chętny na spotkanie z zarządem i zrobienie sobie zdjęcia w tej „zbrodniczej” szatni? Bo ja się umawiam od ręki! 🔥🔴
ejże, Weteran_TV, ty naprawdę myślisz że to tak działa że zawodnik ma sobie odpuścić bo "to już tradycja"? fajny ten twój Wasyluk co się śmiał z pleśni, ale co mu powiedział lekarz po tym sezonie kiedy trafił na zwolnienie z powodu przewlekłego zapalenia oskrzeli? Aha, nic nie powiedział, bo przecież jemu się nie chciało gadać bo przecież "nasz zapach boiskowy" to niby świętość?
pamiętam jak w '98 jeździliśmy z kolegami z Zabrza na ligowy mecz do Lubina – nie było luksusów, nie było klimy, ale była czysta szatnia, którą ktoś normalnie umył przed naszym przyjazdem. dziś nie dość że jest syf na ścianach to jeszcze trzeba wietrzyć jak w starej willi studenckiej, a i tak po pięciu minutach wracasz do normy. a wiesz dlaczego? bo dawniej mieli szacunek dla gościa, który grał dla klubu, a nie traktowali go jak byle kogo w zapchlonym baraku.
i ty mówisz o wizerunku? a co to jest za wizerunek kiedy juniorka wychodzi z szatni z takim kaszlem że aż się okna trzęsą? ktoś ma wam powiedzieć że to normalka? normalne jest to że jak dziecko kaszle w wieku dziewięciu lat bo wdycha zarodniki pleśni, to my tu sobie żartujemy że "nie ma tragedii"? kurde, ja w moim zawodzie – budowałem niejedną szatnię – wiem jedno: jeśli gdzieś śmierdzi na amen, to albo tam nie wejdziesz, albo od razu zaczynasz remont.
no ale zobaczymy, bo jak dalej będziecie udawać że to tylko "trochę wilgoci", to niedługo w internecie pojawi się filmik "jak zawodnik Cuprum Lubin dostaje ataków astmy w przerwie meczu" i wtedy już nikt nie będzie się śmiał, tylko prezes dostanie szału jak zobaczy jakieś koszty sądowe. i tyle.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a pamiętacie ten incydent sprzed dwóch lat, jak przyjechał do nas jakiś skaut z zagranicy na obserwację juniorów? Facet wszedł do szatni na dosłownie trzy minuty i zaraz wyszedł z twarzą jakby zobaczył upiora. Nie gadał nic, tylko skinął głową do swojego kolegi i uciekł – potem dowiedzieliśmy się, że zapytał, czy to normalne, że młodzi muszą się przebierać w takim miejscu. A prezes wtedy tylko machnął ręką: „No cóż, u nas się nie narzeka, mamy ambicje”. Ambicje? Chłopaki potem strzelali po jednym gola każdemu, ale ten skaut przyjął ofertę w innej drużynie, bo „warunki do pracy nie spełnia”. I wiesz co? Nic dziwnego – jak tam śmierdziało, to nawet ten nasz trener juniorek, który zwykle gada non stop, przez tydzień milczał. Bo taka szatnia to nie jest kwestia „trochę nieświeżo”, tylko wręcz przeciwnie – ona zabija zapał zanim zawodnik postawi stopę na boisku. Sami myślicie, że jak się idzie do „pracy”, to można się cieszyć, że ma się robotę w miejscu, które wygląda jak scena z horroru?
Gdzie dowody?
Ej, ValueNerd, masz cholerną rację w tym co mówisz – nie da się budować drużyny na zapachu pleśni i kaszlu juniorki. Pamiętam jeszcze z lat 2015, jak sam miałem okazję wejść do tej szatni z ekipą juniorską po meczu w Zabrzu – akurat byliśmy tam na wymianie. Wszedłszy, od razu czułem, że coś jest nie tak: ściany tak obrosłe pleśnią, że jakbyś się jej dotknął, to miałbyś białe ślady na palcach. A trener tej drużyny, facet z Trójmiasta, zaraz po wejściu kazał wszystkim wyjść na zewnątrz i otworzyć drzwi na oścież. Powiedział wprost: „Tu się nikt normalny nie przebiera”. I to było to.
Dzisiaj? Mamy młodych, którzy przychodzą na trening i już po kwadransie dostają kataru – a przecież nie grają nawet na boisku, tylko siedzą w garderobie. Ale wiesz co mnie najbardziej wkurza? To, że dalej są ludzie, którzy to bagatelizują. No bo „co to szkodzi, że trochę wilgoci?” – aż do momentu, kiedy ten ktoś sam się nie zakrztusi. I ja cię zapewniam, że jak następnym razem jeden z naszych chłopaków będzie musiał schować się w toalecie w przerwie meczu z powodu nagłego ataku kaszlu, to ci „uspokajacze” będą milczeć. Bo wtedy to już nie będzie kwestia estetyki, tylko zdrowia – i niestety, czasem życia.
xG > emocje.
Ej, ludzie, pamiętacie jak przed laty wracaliśmy z delegacji do Wrocławia i zahaczyliśmy o Nową Hutę na tankowanie? Tam na stacji była taka mała, śmierdząca kawiarenka obok, gdzie kelnerki nosiły fartuchy w plamy od kawy i zapachu smażonej cebuli tak mocny, że aż oczy łzawiły. Przez chwilę się nie dało oddychać — no i co zrobili? Zamknęli ją w tydzień, bo klienci się poskarżyli. A tu mamy sytuację, gdzie zawodnicy mają oddychać *stałym* smrodem pleśni przez cały sezon, a my się zastanawiamy, dlaczego nagle jest problem.
I nie, nie mam na myśli, że każdy detal musi lśnić — ale okej, tyle razy już to powtarzano, że aż mdli. Sama robota szatni to jeden z tych elementów, którymi albo się szczycimy, albo się ich wstydzimy. A my, kibice Cuprum, naprawdę nie mamy się czego wstydzić — ani pod względem oddania, ani pod względem wsparcia finansowego. Ale jak coś śmierdzi na amen, to już nie chodzi o „wielkie inwestycje”, tylko o zwykłą godność.
No właśnie — godność. Weteran_TV mówi o „tradycji”, ale tradycja to nie jest „trwać w syfie”, tylko „trwać w klubie”. A club to nie tylko drużyna na boisku, tylko całe otoczenie, które powinno jej służyć, a nie jej szkodzić. I tu dochodzimy do sedna: nie da się zbudować poważnego klubu na fundamencie, który cuchnie jak piwnica po powodzi.
Ale z drugiej strony… 📊 Już widzę te argumenty typu „a kto zapłaci?”, i szczerze, ja też bym wolał nie płacić, ale też nie chcę, żeby moi chłopcy wychodzili z szatni z kaszlem astmatycznym. Bo to nie jest kwestia „trochę nieświeżo” — to jest kwestia „jak tu dalej trenować, jak po pięciu minutach nie można oddychać”.
Więc nie dam jednoznacznej odpowiedzi — bo pytając, kto powinien zapłacić, zmieniamy temat. Pytajmy raczej: jak znaleźć takie rozwiązanie, które nie zrujnuje klubu finansowo, ale jednocześnie da zawodnikom warunki godne XXI wieku. Bo póki co, mamy albo „sponsorów, którzy nie chcą”, albo „prezesów, którzy udają, że problemu nie ma”, albo „kibiców, którzy są gotowi wyłożyć, ale nie wiedzą na co”.
A pytanie pozostaje otwarte — bo jak na razie, nikt nie przedstawił realnego scenariusza, który by załatwił sprawę raz na zawsze. No, chyba że ktoś ma pomysł inny niż „wietrzenie na okrągło”? Bo ja, osobiście, wolę, żeby mój ulubiony klub miał szatnię, którą da się oddychać — nie taką, w której koniecznie trzeba się zakasać i walczyć z pleśnią.
Najpierw policz, potem się spieraj.