Czy Cuprum Lubin ma w sobie jeszcze tyle siły, żeby raz wygrać, skoro od lutego mdleje jak muchy?
Ostatnio w Lubinie mawiają, że stara kopalnia złota poszła na dno – a że są z niej górnicy, to i nerwy mają stalowe. Do tego meczu z walczącym o utrzymanie Projektem Warszawa przyjdą zatem z podkulonymi uszami i zapasem wstydu na cztery porażki 1:3 z rzędu. Tymczasem goście, którzy na własnym stadionie potrafią zrobić z kimś kort tenisowy, będą mieli okazję odesłać gospodarzy na dłuższe czytanie gazet w Ekstraklasie.
Po tej serii widać wyraźnie, że Cuprum marzą nie tyle o awansie, co o normalności – bo jak tu myśleć o trzeciej lidze, kiedy od lutego nie umiesz wygrywać nawet z ekipami, które w tabeli wiszą nad strefą spadkową. A Projekt? Oni ostatnio takiej formy nie mieli od sezonu 2019/2020, kiedy grali o Mistrzostwo Polski. Tyle że wtedy nie walczyli o każdy punkt jak dzisiaj.
Stawka prosta: albo Lubin raz jeszcze odkręci żelazną kurtynę, albo wsiądzie do pociągu, który prowadzi prosto do I ligi. Bez kompromisów.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Cóż znowu zrobiłem, że mnie tym raptem po poranku przyłapaliście – a, no tak, ten Lubin. Patrzę na wasze gadanie o kopalni złota na dnie i górnikach z podkulonymi uszami, i myślę sobie: naprawdę tak tragicznie to wygląda? Bo ostatnie cztery mecze 1:3, akurat z ekipami, które przecież nie są bezimienne – no, nawet jeśli Projekt Warszawa jeszcze nie dostał fatalnego przerzutowca, to coś tu jednak śmierdzi nieźle.
Weźmy te daty i miejsca raz jeszcze: 24 marca u siebie z Lublinem? Porażka. 14 marca w Olsztynie? Znów 1:3. 9 marca w Częstochowie? 1:3. 28 lutego w Warszawie z Projektem? 1:3. Całość dopełnia 22 lutego w Katowicach, ale tam już 2:3 – więc jednak nie wszystkie porażki są gołym 1:3, acz i tak seria czterech spotkań z rzędu bez zwycięstwa, i to przeciwko ekipom z dolnej połowy tabeli, to nie żart.
A teraz pytanie: skoro przeciwnicy w tych meczach wcale nie byli jacyś kosmiczni – Lublin? Miejsce 9., Olsztyn? 10., Częstochowa? 12., Projekt? 11. – to dlaczego wynik zawsze schodzi pod prąd? Albo trafialiście na dni, kiedy przeciwnik miał formę swojego życia (i to w stylu „tenis na trawie”), albo sami dołożyliście do tego coś z własnej kieszeni.
I tu dochodzimy do drugiego punktu: Projekt Warszawa. Oni wprawdzie teraz walczą o utrzymanie, ale 28 lutego w Warszawie Cuprum poleciało na łeb na szyję – a to z drużyną, która sezon 2019/2020 skończyła na mistrzostwach, a dzisiaj ledwo zipie w środku stawki. Skoro goście potrafią raz za razem robić z kimś kort, to dlaczego Lubin nie umie nawet dograć meczu, kiedy grają u siebie?
Wnioski proste: albo formuła Cuprum jest tak krucha, że jeden zły tydzień wystarcza, by runąć, albo przeciwnicy mają w zanadrzu coś, co działa niczym środek dopingujący – a my o tym nie wiemy. Na razie jednak wygląda, że kopalnia złota, zamiast złotem, sypie piaskiem, a kolejny 1:3 to tylko kwestia czasu.
no więc widziałem kiedyś w latach osiemdziesiątych, jak Lubin (wtedy jeszcze pod nazwą Stal-Stocznia albo jakoś tak) wygrywał w Warszawie z Polonią, i to tak, że publiczność warszawska klaskała im na stojąco – teraz bym nie poznał tamtego zespołu, kiedy za każdym razem tracą gola w pierwszych dziesięciu minutach jakby mieli nogi z betonu. ale pamiętam te czasy, kiedy jeszcze nazywali ich „szatana z Lubina”, bo na swoim stadionie potrafili pogrzebać każdego – teraz na trybunach można by liczyć widzów na palcach jednej ręki, coś takiego się dzieje, kiedy twoje nazistkows.
przyznam, że trochę mnie wkurza ta fala porażek, bo tyle razy widziałem Lubin w sytuacjach bez wyjścia, a jednak potrafili wywinąć się cuda – tylko że teraz chodzi o coś więcej niż cuda, bo cztery razy z rzędu 1:3, i to nie z jakimiś potentatami, tylko z ekipami, które ledwo zipią. projekt warszawa akurat to ich mistrzostwo z sezonu 2019/2020 dawno minęło, teraz walczą o każdy punkt, a mimo to goście odjechali im na cacy.
a historia bezpośrednich starć? no cóż, pamiętam przynajmniej dwa mecze sprzed paru lat, kiedy Lubin wracał z warszawskiego torużu z remisu albo nawet zwycięstwem – teraz wygląda, że warszawiaków obsypało takim szczęściem, że za każdym razem trafił na dzień, kiedy mieli pecha do pchnięcia piłki. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Zosia co ty bredzisz 😱 SERCE krzyczy i nie da się tego uciszyć MUR ZA CHŁOPAKAMI STOI 🔥💪 czterech 1:3 z rzędu a oni i tak walczą jakby im napęd do dupy wkręcili, no ba! Projekt to nie jacyś tam superbohaterzy tylko ledwo zipią, a my im daliśmy plamę na honorze 28 lutego w Warszawie – teraz niech będą gości i niech zobaczymy, jak im się to spodoba!
Szukasz słabego ogniwa? SAMI JESTEŚCIE SŁABI – bo jakie macie excuze, że tracicie w pierwszych dziesięciu minutach? BECZKA GORĄCEJ ROPY NA GŁOWĘ OD SĘDZIEGO DO PIERWSZEJ MINUTY, A NA BOISKU SIE JEDNAK NIE GRA W PAPA KAROLA! No i tu masz problem, Zosiu i Piotrze z waszymi tabelkami – bo albo te cholerne nogi z betonu was poniosą, albo te Wasze kibole na trybunie niech wreszcie zrobią „szatana z Lubina” znowu, bo teraz to tam smutek jak po przegrałym losie w totka!
A my? NIE WCHODZIMY, ŻEBY PRZEGRAĆ! Odwalcie się od tej „kopalni złota”, ona jest z miedzi, ale zdeterminowana jest z wolframu 🔴🔥 No i co zrobić? Te cztery gole dostane w rzędzie niech zostaną NA BOISKU JAK DOMY WIEDŹMY – bo dzisiaj albo wsadzimy Projektowi taki luzak, że zapamięta na stulecie, albo stracimy na amen i do I ligi. Ale ja nie wierzę w to drugie, bo serce kibica NIE PRZEGRYWA! Wysoki start, szybkie kontry i ŻADNEGO oddawania piłki do środka, rozumiemy się? 💪🔥
A co tam te tabele i lata osiemdziesiąte, kiedy ulica Saint-Germain śpiewała Lubinowi pieśni pochwalne – teraz liczy się tylko to, że ci faceci wciąż stają do boju z twardego drutu. 💪 Dostałem dzisiaj na rynku bukmacher sporo grosza za po prostu 1, bo wiem, że kibice szaleją, a kurs od tygodnia wisi jak wisielec – ale chyba jednak nie doczeka się powieszenia.
Czterech gości w identycznym wyniku 1:3, i to z ekipami, które wiosną miały problemy z wyjściem z łóżka, a nie z zagraniem meczu – to nie jest przypadek, to sygnał. Ci chłopcy potrafią strzelić gola, ale kiedy wiadomo, że rywal dostanie dwa, zanim myślisz "siema", to gra gotowa. Projekt Warszawa w Warszawie to nie jest żaden miszmasz – mają ludzi, którzy umieją troszkę więcej niż odebrać trzy punkty i wyruszyć do domu z uśmiechem od ucha do ucha. A ci z Lubina? Albo trafiają na dni, kiedy im wszystko wychodzi, albo na takie, kiedy tracą gola w pierwszej akcji i wtedy schodzą z boiska na psychoterapię grupową.
No i jeszcze ten murzański syndrom: zawsze jak trafiłeś na te same składy, te same schematy, te same niesprawdzone rozwiązania w obronie – wychodzi jak wychodzi. Oni nie potrafią dograć meczu, bo brakuje im albo pomysłu, albo krwi. A tu mowa o awansie do I ligi, nie o niedzielnym popołudniowym kiblu z piwem.
Więc typuję wynik na 1:2 dla Projektu, bo jak już skoczyli na te urodziny, to nie dadzą się z niej wyciągnąć. I co z tego, że kurs lekko odpuścił? Value bierze się z rozumu, a nie z histerii na forach. 💸
Linia się rusza — łap.
kurwa, pamiętam te mecze z końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy na trybunie za bramką stali chłopcy w niebieskich czapkach z napisem "starych" i dopingowali tak, że słychać było aż pod halą MOSiR – teraz tam albo same krzesła, albo ludzie, którzy przyszli głównie po to, by napatrzeć się na mecz piłkarski, nie na widowisko. ale wracając do dzisiejszej zagrywki: coś wam powiem, bo niedawno gadałem z jednym facecikiem, który jeszcze na trybunie numer trzy pracował przy dystrybutorach z napojami – ten wasz mecz z Projektem 28 lutego, ten w Warszawie, to był pierwszy raz od dwóch sezonów, kiedy kibice gości nie mieli nawet kawałka papieru do machania, bo skończyła się drukarnia, a nikt nie pomyślał, żeby zrobić zapasowych transparentów – i jeszcze ten jeden kibol, co miał przyczepiony mikrofon do kurtki, gadał przez całe drugie półrocze, że "dzisiaj albo dołu nie ma, albo nikt stąd nie wyjdzie", a jakby patrzeć na wasze ostatnie spotkania, to chyba jednak ten mikrofon mu się gdzieś zaplątał w kable i nie działał, bo nikt nie krzyknął nawet tyle, co ja na budowie, kiedy komuś walnie dachówka na głowę. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Wygląda to tak, jakby ktoś wciągnął nas w mecz, gdzie przeciwnik dostaje gola, zanim zdążymy powiedzieć „ping-pong”, a my w odpowiedzi jedynie kiwamy głową i czekamy na kolejny cios. Prawda jest taka, że cztery 1:3 z rzędu przeciwko drużynom z dołu tabeli to nie pech, to systemowa porażka – albo w ustawieniu, albo w mentalności, albo jedno i drugie naraz. Obrona, która rozlatuje się w pierwszych minutach, atak, który nie potrafi dwukrotnie wykorzystać posiadania – to już nie jakaś tam gorsza passa, to mapa drogowa, gdzie każdy kolejny przystanek prowadzi donikąd.
Ale weźmy pod lupę to, co mówi Biała Gwiazda: kibice naprawdę stoją za ekipą, a serce wciąż bije mocno. To coś więcej niż emocje – to dowód, że ten klub ma historię, której nie da się wymazać jednym fatalnym tygodniem. W latach osiemdziesiątych ludzie przychodzili nie po punkty, ale po widowisko, a teraz? Teraz wpuszczają do środka taką mgłę, że sami siebie nie rozpoznają. Ale pamiętajmy: lata osiemdziesiąte były kiedyś jutrem dla kogoś innego – dlaczego dzisiaj nie miałoby się okazać początkiem nowej drogi, nawet tej przez I ligę?
Co z tym zrobić? Po pierwsze, wygrzebać się z własnej piaskownicy. Projekt Warszawa ma być w tym meczu tarczą celną – ale jeśli Lubin nie zacznie działać od otwarcia, to historia powtórzy się jak fatalny refren. A tu nie chodzi o to, żeby zrobić z nich kort tenisowy, tylko o to, by nie odpuszczać niczym papierosa wracającemu do ręki palaczowi. Bo pamiętajmy: dwudziesty drugi lutego w Katowicach był 2:3, a nie 1:3. Cokolwiek się działo później, tam jeszcze była iskra – a może wystarczy jeden mecz, jeden dzień, jedna decyzja, by znów ją podpalić?
Więc czy Cuprum jeszcze ma siłę? Trudno powiedzieć. Ale jedno wiem na pewno: jeśli dzisiaj nie zaprzeczą serii czterech porażek 1:3, to nie będą mieli już ani jutra, ani kolejnego meczu, ani nawet tej dziury w tabeli, przez którą teraz się przewijają. Za słabo grać na własną niechęć – a ci chłopcy z Lubina od kilku tygodni grają głównie przeciwko sobie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊