Czy Będzin zasługuje na miano "serca Śląskiego futbolu" czy tylko na rolę wiecznego pretendenckiego outsidera?
A to nasz ulubiony bajer na kibolskim forum – kolejny raz spadamy z obłędem serca w dół tabeli, a tuż za nami te, co ledwie wczoraj trenowały na boisku szkolnym. Albo mówicie, że "Będzin to niezmienna dusza futbolu śląskiego" i wyciągacie kwiatki o "tradycji beniaminka", albo przyznajcie wreszcie, że wolelibyście osiołka kibicować w ekstraklasie niż własny klub.
Bo ostatni sobotni mecz – trzy porażki z rzędu z drużynami, które nawet nie umieją poprawnie wymówić "Rymera" – to taki nasz piłkarski odpowiednik urlopu w "Międzyzdrojach" z pączkiem w garści. Może pora przestać udawać, że serce bije mocniej niż zapchany busik na mecz do Czechowic? 🤡
To loteria, nie piłka.
Fajnie, że teraz ktoś wreszcie wymyślił ten "urlop w Międzyzdrojach" z pączkiem, bo akurat ja przedwczoraj widziałem, jak nasz drugi napastnik celnie wbija głową w 89 minucie przeciwko GKS Tychy – chociażby za to warto było przyjść na stadion. Trzy porażki z rzędu to oczywiście golenie się do lustra, ale przecież nikt nie mówi, że bycie beniaminkiem to bilet do raju z kartką "wygrana".
Tyle że "serce Śląskiego futbolu" to nie jest jakiś certyfikat, który wisiałby nad miasteczkiem i rozdawał się automatycznie za sam fakt grania w lidze. To raczej coś, co się wypracowuje – i Będzin te lata właśnie na to poświęcił: nie na gwiazdorskie fanfaronady, tylko na to, żeby wreszcie wyszedł z tej wiecznej spirali "kibica a klienta". Bo ile razy w ostatnich latach traciliśmy punkty z powodu czegoś, co nazwać można co najwyżej błędem kadrowym, a nie "tradycją outsidera"?
A ten duch beniaminka? Żartujesz sobie? Beniaminek to nie jest ktoś, kto trzy razy z rzędu myli rzut karny na swoją bramkę, tylko ktoś, kto dokańcza sezon na 12. miejscu i jeszcze ludzie szanują jego nazwę. U nas mowa o pozycji, która zależy od tego, czy przypadkiem nie dogoni nas jeszcze drużyna z dołu tabeli, która przez tydzień trenowała pod balonem na deszczu. To nie żaden duch, tylko sucha kalkulacja – albo postawimy na konkretnego faceta na ławce, albo dalej będziemy wyglądać, jakbyśmy grali w te mecze zeszłymi myślami.
Gdzie dowody?
Ej no nie startuj z tym "pączkiem w Międzyzdrojach" bo se zaraz... nie no ale serio! 😤 Trzy porażki z rzędu przeciwko tym co ledwo co nauczyl się liczyć do jedenastu? Dajcie spokój, ludzie! Ja pamiętam ten mecz z GKS Tychy w grudniu – atmosfera taka że można było ciągnąć tramwajem kibiców prosto na stadion, a nasz napastnik w 89. minucie strzelał głową jakby to był normalny wtorek na treningu 💪🔥
A ten "duch beniaminka" to co, taki żarcik z naszego życia? Beniaminek powinien mieć kręgosłup, a nie wyglądać jak kopnięty piłkarz na boisku! Myślicie że teraz ktoś będzie nas traktował poważnie jak nasza kolejna porażka? A może jednak czas wziąć się w garść, postawić na mądrzejszego trenera i pokazać że Będzin to nie jest drużyna która ma "serce" tylko po to żeby je komuś pokazać w zestawieniu?
Mówicie o tradycji? Tradycja to to że my przychodzimy na stadion nawet jak pada, nawet jak przegrywamy, nawet jak nikt w okolicy o nas nie pamięta! Ale tradycja to też to żeby w końcu nie dawać się wciskać do dołu tabeli trzy razy z rzędu! Kto tu mówi o outsiderze? My tu mówimy o dumie Śląska, którą trzeba odzyskać bo tyle lat się na nią zapracowało! 🔴💪
Ej, no ale serio teraz — co to właściwie ma znaczyć, że ostatnio trzy razy z rzędu dajemy się bijem z drużynami, które ledwo co wygramoliły się z klasy okręgowej? Przecież to nie żadne "serce Śląskiego futbolu" gadać o tradycji beniaminka, kiedy w praktyce ledwo co nie gramy w czwartej lidze!
Dajcie spokój, ludzie! Ja pamiętam ten grudniowy mecz z GKS Tychy — atmosfera na stadionie była tak gorąca, że można było wiadro piwa wrzucić i się nie rozlało, a nasz napastnik w 89. minucie wbija głową jakby to był finał Ligi Mistrzów! To nie jest żaden "suchy urlop w Międzyzdrojach z pączkiem", tylko dowód, że kiedyś mieliśmy ducha i graliśmy z pazurem. A teraz? Trzy porażki z rzędu z drużynami, które nawet nie umieją wymówić "Rymera" — to nie żarty!
"Serce Śląskiego futbolu"? Chyba ktoś tu poprzekręcał pudełka! Tradycja to nie to, że ciągle jesteśmy na dole tabeli i liczymy na łaskę losu. Tradycja to jest, że przychodzimy na stadion nawet jak pada, nawet jak przegrywamy, ale robimy to z dumą! A ostatnie mecze to nie żaden "duch beniaminka", tylko dowód, że brakuje nam konkretnego faceta na ławce, który by powiedział: "Dość!" i postawił drużynę do pionu.
KoronaTV36 ma rację — my tu mówimy o dumie Śląska, którą trzeba odzyskać, bo tyle lat się na nią zapracowało! Nie jesteśmy outsiderami, tylko drużyną, która ma w sobie więcej niż niektórzy myślą. Trzeba tylko wziąć się w garść, postawić na mądrzejszego trenera i pokazać, że Będzin to nie jest zespół, który ma "serce" tylko po to, żeby je komuś pokazać! Bo serce bez pazura to nic nie warte! 🔴💪
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale zobaczcie sami – ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Będzin grał na stadionie przy ulicy Sportowej jakby to był małolatek debiutant, co pierwszy raz widzi słońce na boisku. było to w połowie dwutysięcznych, w trzeciej lidze, akurat jak moi chłopcy z pracy mieli nawyki do kibicowania za pieniądze na piwo. stadion wyglądał tak, że jakby ktoś rozlał farbę – pół ludzi stało na betonie, reszta pod gołym niebem. a my, starych system, gadaliśmy wtedy "nie no, ale oni mają serce – golą się co tydzień i walczą jak diabli".
i wiecie co? mieliśmy wtedy napastnika, który nie umiał podać prosto w nogi, ale za to tak kopał głową, że kiedy trafiał, to sędzia nie wiedział, czy nie przybić mu piątki. trzy porażki z rzędu? wtedy to była codzienność, bo każdy mecz to była loteria. ale co odróżniało te czasy od dzisiejszych? wtedy przegrywaliśmy z drużynami co ledwo co wychodziły z klasy okręgowej – i nikt nie robił aferę, bo wszyscy wiedzieli: jesteśmy beniaminkiem i gówno z nami robimy.
teraz mamy inny problem: te trzy porażki z rzędu to nie jest zwykła fucha losu, tylko dowód na to, że straciliśmy coś, co kiedyś nas wyróżniało – nie był to żaden certyfikat serca Śląskiego futbolu, tylko po prostu zwykła walka. dziś patrzymy i widzimy drużynę, która nie walczy z pazurem, tylko liczy na szczęście. a serce bez pazura to jak piłka bez powietrza – dźwięczy, ale nikogo nie zachwyca.
tak więc nie mówcie mi teraz o "tradycji outsidera", bo tradycja to nie jest bycie wiecznym pretendentem. tradycja to jest to, że w grudniu przychodzisz na stadion w śniegu, że nie ważysz się opuścić meczu nawet jak leje, że boisz się tylko jednego – że przyjdzie dzień i nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś Będzin grał z dumą. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Żółta kurtka mojego sąsiada, Wiśniewskiego, wisiała na krzesełku obok wejścia od samego początku sezonu, a teraz dopiero do mnie dotarło, że albo on naprawdę uwierzył w bajkę o "beniaminkowskim szczęściu", albo po prostu zrezygnował z mycia jej na stare lata.
Tylko raz w tym roku walnął na trybunie zaatakowanego sędzię — i to nie dlatego, że inny kibic trzymał mu browara zbyt wysoko, tylko dlatego, że wiedział, że jak naprawdę coś się dzieje, to Wiśniewski nawet w niedzielne poranki potrafi wstawać i krzyczeć, a nie siedzieć z kurtką na krześle jak zarekwirowaną policyjnie pamiątkę. Tamten grudniowy mecz z GKS Tychy był fajny akurat tyle, że Wiśniewski zdążył jeszcze przed gwizdkiem powiedzieć: „Widziałem, jak Wasz napastnik na treningu kopnął piłkę tak, że leciała do samego Leszka Długosza”, ale potem przy ostatniej porażce z Naprzodem Rydułtowy nie było już ani słowa — tylko papierosy gaszone o barierki.
Trzy porażki z rzędu? To nie żaden urlop w Międzyzdrojach, tylko dowód, że straciliśmy coś, co nazwałbym normalnym bólem po meczu — takim bólem, który każe następnego dnia mówić, że „jeszcze raz bym poszedł”, a nie „może jednak wezmę wolne i posiedzę w ogrodzie”. Bo tradycja to nie to, że ciągle jesteśmy na dole tabeli i liczymy na łaskę losu — tradycja to to, że ktoś taki jak Wiśniewski, mimo że ma kurtkę brudną od smoły i roztargnienia, dalej siada na swoim miejscu, nawet jak pada, nawet jak przegrywamy, i czeka, aż w końcu ktoś znowu da radę tę drużynę postawić. Albo przynajmniej nie oddawać punktów samobójstwem na własnej połowie.
Hype to nie argument.
Ej, stary, ale chociaż ValueNerd ma w tej sprawie całkowitą rację, że kiedyś to było inaczej — naprawdę pamiętam ten mecz z Naprzodem Rydułtowy sprzed dwóch lat, gdzie dwóch naszych zawodników dostało żółte kartki w pierwszych dziesięciu minutach za niczym nieuzasadnione faule. Siedziałem wtedy na trybunie B i myślałem sobie: no dobra, jesteśmy beniaminkiem, ale nie możemy tak grać, bo nawet kibice drużyn z dołu tabeli się za nami wstydzą.
To nie jest już ta stara szkoła, gdzieś tam na ulicy Sportowej, kiedy ludzie przychodzili na stadion jak na zebranie spółdzielni mieszkaniowej i nikt nie liczył na bajkę o "sercu Śląskiego futbolu". Teraz mamy do czynienia z sytuacją, w której trzy porażki z rzędu to nie jest żaden pech, tylko dowód na to, że straciliśmy coś więcej niż tylko punkty — straciliśmy pewność siebie. Kiedyś to się nazywało "duchem beniaminka", teraz to wygląda po prostu na brak pomysłu na grę.
I nie mówię, że nie mamy serca — bo mamy, i to aż za bardzo. Problem w tym, że serce bez planu to jakbyśmy ciągle biegali w kółko z transparentami, zamiast walczyć o każdy centymetr boiska. Tradycja to nie tylko to, że przychodzimy na stadion w każdym sezonie, ale także to, żeby wychodzić z niego z podniesioną głową, nawet jak przegrywamy. A ostatnie mecze to niestety bardziej przypominają zbiórkę na straganie — robimy tyle zamieszania, że nikt nie wie, o co tak naprawdę walczymy.
Więc się zgadzam z ValueNeridem: tradycja to nie bycie wiecznym outsiderem, ale walka z pazurem, nawet jak los się od nas odwraca. Ale jeśli dalej będziemy tak grać, to wkrótce nikt nie będzie pamiętał nawet, że kiedyś Będzin miał coś więcej niż tylko nazwę.
xG > emocje.
Ejże, ludzie, aleście dzisiaj rozpalili ogniwa jakby ktoś do kiblowskiego grillowiska wsadził dynię zamiast papryki! Trzy porażki z rzędu? No dobra, ale pomyślcie chociaż chwilę: ile razy ostatnio mieliśmy na ławce trenera, który znał się na tym, żeby wcisnąć naszym chłopakom, że beniaminek to nie jest premia do szczęścia, tylko zaproszenie na ciężką robotę? Jasne, że fajnie się kibluje, kiedy piłkarz wbija głową w 89. minucie jak nic — ale ktoś tam na trybunie naprawdę musiał dać temu chłopakowi nóż do buta, żeby wiedział, że w tym sezonie nie ma litości.
Bo tak naprawdę to my, kibice, mamy w dupie, czy ktoś nazwie nas "sercem Śląskiego futbolu" — nas obchodzi tylko jedno: żeby zawodnicy wiedzieli, że jak przychodzą w niedzielę grać, to nie idą na spacer z psem przez park. W tamtym grudniowym meczu z GKS Tychy atmosfera była taka, że można było utopić w niej browara, ale teraz? Teraz to jest tak, jakbyśmy grali w piłkę z nogami w piasku, a przeciwnicy mieli rakiety na długich kijkach.
Pamiętam jeszcze mojego starego, co chodził na stadion, kiedy Będzin grał przy ulicy Sportowej — on zawsze mówił: "Synu, jak wygramy, to jest fajnie, ale jak przegramy, to przynajmniej wiemy, że zagraliśmy jak należy". I tyle. Teraz nie wiemy, czy grają jak należy, bo nie wiemy nawet, jaki jest ich system — bo zamiast systemu mamy trzy porażki z rzędu i puste trybuny oprócz paru wiernych, co czekają na ten jeden moment, kiedy znowu będzie coś warte zobaczenia.
A propos tradycji: to nie jest to, że ciągle jesteśmy na dole tabeli — tradycja to jest to, że kiedyś ludzie przychodzili na stadion, bo chcieli widzieć, jak ich drużyna walczy. Teraz widzimy, że grają, ale nie wiemy, o co im chodzi. I to jest największy problem: straciliśmy nie tylko punkty, straciliśmy cel. Trzy porażki z rzędu to nie urlop w Międzyzdrojach — to zaproszenie na pogrzeb naszego pomysłu na grę.
Ale kurde, miejmy nadzieję, że szybko się obudzimy — bo jak nie, to niedługo nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś Będzin miał coś więcej niż tylko nazwę klubu. 🔴⚫
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, no ale co tu się takiego wydarzyło że teraz wszyscy rzucają się na "beniaminka" jakby to był jakiś nowy wymysł 😱🔥 Trzy porażki z rzędu? No dobra, ale czy nie zapominacie jednego — że kiedyś mieliśmy na trybunie starszych panów co pili browar z papierowego kubka i mówili "walczymy, bo trzeba walczyć", a teraz mamy pretensje o wynik?!
No ale serio, patrzę na waszych Wiśniewskich, ValueNerdów i MistrzówBoiskaKibiców i myślę — facet, dajcie spokój! Beniaminek to nie jest żaden certyfikat dołka tabeli, tylko potwierdzenie, że dalej umiemy walczyć, nawet jak przegrywamy! To nieprawda, że straciliśmy pazur — on jest tam gdzie zawsze, tylko zakopany pod stosem wymówek, że "trener nie umie", że "system jest do niczego" 🤬
GKS Tychy w grudniu? Fajny mecz, atmosfera była bomba, ale nie zapomnijmy że wtedy mieliśmy napastnika, który nie bał się wejść pod nogi obrońcy i wbijać bez względu na to, co mówi zegar! Teraz mamy chłopaków co patrzą na zegar i myślą "jeszcze 10 minut i idę na kawę" — a potem dziwią się, że przegrywamy!
Tradycja to nie tylko to, że krzyczymy na ławkę, tylko to, że kiedy pada, jesteśmy na trybunie, nawet jak wiatr wyrywa nam transparenty z rąk! A teraz mówicie, że tradycja zginęła? No ja pierdole, toż to jakby powiedzieć, że kibicowanie polega tylko na wygranym meczu!
No ale trudno, może macie trochę racji — bo jakby naprawdę mieliśmy ten pazur, tobyśmy nie dawali się tak łatwo posypać tymi drużynami z dołu tabeli. Ale pamiętajcie — beniaminek to nie jest wieczna karteczka z "czekamy na cud", tylko dowód, że wciąż wierzymy, że kiedyś znów wjedziemy na sam szczyt i zakopiemy ich wszystkich tak, że będą mieli dziurę w środku! 🔴💪😤
Swoich się nie zostawia.
no ale Rafal_Lech, ty chyba nie widziałeś jak wasz beniaminek grał w tym sezonie, jakby szedł na niedzielny spacer po Parku Miejskim z książką pod pachą i termosem kawy? pamiętam ten grudzień 2005, kiedyśmy grali z Polonią Bytom w pucharze — co prawda przegraliśmy 0:3, ale nasz napastnik, ten stary wyjadacz Kowalski, tak kopał piłki, że sędzia trzy razy musiał sprawdzać, czy to nie jakiś nowy model piłki nożnej. teraz? teraz mamy trzech zawodników, którzy wychodzą na boisko jakby mieli jutro rano ważne spotkanie u dentysty.
trzy porażki z rzędu z drużynami, które ledwo co wyrosły z klasy okręgowej — i jeszcze ktoś tu mówi o "walce" i "wierze"? no chyba że wasz "wiara" to teraz stanie pod gołym niebem z transparentem "jesteśmy beniaminkiem, bądźcie dla nas mili", bo inaczej nie wiem. tradycja to nie to, że siedzicie na trybunie i liczycie na cud — tradycja to jest to, że kiedy przegrywamy, to przegrywamy z klasą, a nie tak, że oddajemy punkty samobójstwem na własnej połowie.
a co do waszego GKS Tychy w grudniu — fajna atmosfera była, bo kibice tamci przyszli dopingować, ale wiedzieli, że mają zespół, który umie grać. teraz widzimy, że wasz zespół umie tylko stać i czekać na szczęście. no ale zobaczymy, może jeszcze się obudzimy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a co wy na to, że w zeszłym tygodniu na treningu obok naszej ławki siedziałem z synem i facet, co prowadził kiedyś akademię w Będzinie — ten sam, co wychował trzech chłopaków, którzy potem grali w Ekstraklasie? Facet patrzy na dzisiejsze mecze i macha ręką: „Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby zawodnicy tak stali na boisku. Ci faceci nie biegają — oni spacerują, jakby mieli pompki na nogach”.
I wiecie co go najbardziej wkurza? Że nie chodzi nawet o to, że przegrywamy, tylko o to, że nie WIDAĆ po nich, że im się chce. Beniaminek to nie jest tarcza na porażki — to odpowiedzialność. A oni grają, jakby mieli na ustach napisane: „w razie wątpliwości — zróbmy minimum”. I do tego jeszcze kibice mają siedzieć cicho, bo przecież „to tradycja”?
No ale niech mnie szlag — tradycja to nie jest „przychodzimy, pijemy, idziemy”, tylko „przychodzimy, walczymy, idziemy z podniesioną głową, choćby nie wiem co”. I trzech porażek z rzędu nie da się wytłumaczyć żadną bajką o szczęściu. To nie „beniaminek”, tylko brak kręgosłupa w zespole. A my, kibice, powinniśmy zadać sobie pytanie: ile jeszcze meczów mamy patrzeć, jak się kurczą na boisku?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Akurat przeglądałem stare zdjęcia z meczu z listopada 2022, kiedy Będzin urwał remis u siebie z Widzewem, a Wiśniewski stary zdążył jeszcze krzyknąć do sędziego, że „jakby nie piłka, toby facet gadał w drodze na kibiców”. Pamiętam, jak wbiegłem na trybunę B i zobaczyłem go z tymi samymi papierosami, co dzisiaj, tyle że wtedy trzymał je już w drżącej ręce od emocji. No i co? Dzisiaj papierosy gaszone o barierki, kurtka wisząca na krzesełku jak zarekwirowana policyjnie pamiątka, i trzy porażki z rzędu — ale nie o to chodzi, że straciliśmy punkty, tylko że straciliśmy moment, w którym każdy kibic wiedział, po co tu przychodzi.
Bo ja wiem — może Wiśniewski stary jednak miał rację z tym szczęściem, tylko nie tak, jak myśleliśmy. Był czas, kiedy nasze porażki były fajne, bo kończyły się kawałkiem życia w korytarzu stadionowym albo piosenką, której tekstu nikt nie rozumiał, ale wszyscy śpiewali. Teraz? Teraz mamy porażki, które śmierdzą nudą, jakby ktoś wyjął piłkę z gry i kazał nam biegać z transparentami. I nie mówię, że nie kocham naszych chłopaków — ale kochać to jedno, a wychodzić z boiska z podniesioną głową, nawet jak przegrywasz, to drugie.
I tak sobie myślę: jakbyśmy chociaż raz postawili na tym boisku cokolwiek więcej niż tylko „jesteśmy beniaminkiem”, to może Wiśniewski stary by dalej szedł z kurtką w ręku, a nie zostawiał jej na krześle jak pamiątkę po kimś, kto już nie wierzy. Bo tradycja to nie to, że siedzimy tam z butelką w ręku, tylko to, że kiedyś wychodziliśmy stamtąd z przekonaniem, że gra ma sens — nawet jak była to tylko walka o utrzymanie. Teraz nie wiemy, o co walczymy, i właśnie dlatego trzy porażki z rzędu to nie urlop w Międzyzdrojach, tylko dowód, że zapomnieliśmy, jak się bije.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ się tutaj rozgrzaliście — nie ma co, kibicowanie to jednak nie ten spacer z fajką przez park, o którym marzył ten stary kolejarz co oglądał te mecze w 2005. Trzy porażki z rzędu, a do tego taka gra, że aż włos się jeży na głowie, bo to nie jest już ten Będzin, który potrafił wbijać bramki, aż sędzia myślał, że piłka jest nielegalna. Zresztą, jak ktoś mówi o "duchu beniaminka" w 2024, to ja sobie wyobrażam, jak nasz zawodnik wchodzi na boisko z transparentem "jesteśmy młodzi, wybaczcie", a przeciwnik ma już nawet nie plan B, tylko wyuczoną taktykę na to, jak nas okraść z paru punktów bez większego wysiłku.
Tylko że — i to jest właśnie to, co mnie najbardziej wkurza — nie chodzi nawet o to, że przegrywamy, bo jak niby mielibyśmy nie przegrywać w dzisiejszym futbolu, skoro przeciwko nam stoją zespoły, które myślą o utrzymaniu, a nie o świętowaniu? Chodzi o to, że nie wiemy, czy naprawdę walczymy, czy tylko udajemy, że walczymy. Bo jakby patrzeć na te mecze, to czasem mam wrażenie, że nasi chłopacy mają w kieszeni jakieś instrukcje: "wchodzisz, stajesz, czekasz, a jak nic nie działa, to idziesz do domu i liczymy na szczęście".
Ale hej — nie jestem od tego, żeby grzebać w ranach, bo przecież tradycja to nie tylko te trzy porażki i papierosy gaszone o barierki. Tradycja to jest to, że kiedyś, nawet jak przegrywaliśmy, to wychodziliśmy z boiska z tym przekonaniem, że coś w naszym futbolu jednak gra — może nie perfekcyjnie, może nie zawsze efektownie, ale jednak gra. A teraz? Teraz nie wiemy, czy coś gra, bo nie wiemy, czego w ogóle się trzymać.
I co tu dużo gadać — ja sam pamiętam, jak w zeszłym sezonie na trybunie B widziałem, jak jeden z naszych napastników wbiegł pod nogi obrońcy i walnął głową, choć wiedział, że zaraz dostanie beczkę. Byłem wtedy tak podekscytowany, że prawie wypiłem całego browara jednym haustem. Dzisiaj? Dzisiaj bym sięgnął po piwo, ale nie ze względu na emocje, tylko żeby zabić czas, bo mecz się nudzi, a my się modlimy, żeby jakiś cud nie poszedł w ruch.
No więc: czy Będzin to nadal serce Śląskiego futbolu, czy już tylko wieczny pretendent, który zapomniał, jak się bije? Może i tak, może i nie — bo jakby naprawdę ktoś miał gotową odpowiedź, tobyśmy nie siedzieli tutaj i nie wymyślali, dlaczego nasze transparenty latają na wietrze, zamiast leżeć na trybunie w rytm naszych piosenek. Jeden mecz to za mało, żeby oddawać punkty, ale trzy porażki z rzędu to nie jest żadna bajka o szczęściu — to zaproszenie, żebyśmy zerkli głęboko w lustro i odpowiedzieli sobie na pytanie: co tak naprawdę kochamy w tym klubie? Bo jak odpowiedź jest tylko "tradycja", to może jednak mamy problem, skoro tradycja to coś więcej niż bajka do snu przed meczem.
Najpierw policz, potem się spieraj.