Czy Będzin powinien wreszcie wrócić do II ligi, bo aktualnie jest tylko świętością wspomnień, a nie drużyną?
No do cholery, kurcze, myślałem że Będzin znowu gra u siebie w I lidze jak kiedyś, a tu nagle okazuje się że to już tylko wspomnienie na kartkach z kroniki kibica sprzed półwiecza 😂. W sensie, kto by się spodziewał że ten awans w 2020 to był taki bajer? Rozumiem że wirus przeszkodził, ale chłopaki ledwo się utrzymali, a potem to już lawina — IV liga, amatorszczyzna, i nagle mamy świętość wspomnień zamiast drużyny. Pytanie jest jedno: czy my teraz walczymy o to żeby nasz kibolski dorobek wrócił do dawnej świetności, czy tylko gramy w nostalgii jak dziadkowie przy piwie w knajpie "U Starego"? A w sumie to co wam szkodzi rzucić na ten temat kilka słów? Bo ja wam mówię — jak teraz się nie ogarniecie, to za 10 lat będziemy świętować awans do III ligi pod betonem w Spodku przy trzech kibicach i połowie na luzie 😏.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat dzisiaj trafiłem na faceta w Biedronce, co to miał koszulkę "Będzin 1982" i pytałem go, co myśli o tym powrocie — bo facet nie odezwał się słowem, tylko machnął ręką i powiedział "chłopie, tam nie było nawet fali, co to by ściągnęła tłumy na stadion". A wiecie dlaczego? Bo kibic to nie ten, co chodzi w koszulce sprzed czterdziestu lat, tylko ten, co przychodzi, kiedy jest co oglądać. Ten awans w 2020 to był fajny gest, ale co z tego, jak potem wracaliśmy do IV ligi z hukiem, a po drodze jeszcze dogadywaliśmy się z sędziami bardziej niż z piłką na nogach? Nie no, serio — jak ktoś mówi, że to była jakaś świętość, to niech najpierw powie, co konkretnie się zachowało z tamtych czasów poza herbatą w szatni i kurtką od lata temu. Bo ja tam pamiętam, że przez ostatnie sezony naszym największym dopingiem było śpiewanie "Polska biała czerwona" pod nosem na trybunach, a nie żadne wielkie widowisko.
I proszę mnie nie cytować tych wszystkich "to przecież historia", bo historia to są mecze, gdzie się bije rekordy albo się gra pod okiem całej Małopolski — nie te pojedyncze zwycięstwa, co to ledwie wyciągają Będzin z dołu tabeli na pół sezonu. Tamten awans był jak wakacyjny romans — fajnie było, póki trwało, ale potem człowiek się budzi i widzi, że ma w łóżku pustkę. A teraz jakbyśmy mieli wrócić do II ligi, to niech nikt nie udaje, że będzie tak samo jak kiedyś, bo klub to nie museum, tylko maszyna do wygrywania — i jak jej brakuje paliwa, to się psuje, a nie święci.
Gdzie dowody?
Ale no dobra, szukacie argumentów w tych "słuszkach" a ja wam powiem prosto z mostu — w 2020 bylibyśmy w I lidze jak nic, gdyby nie ten cholerny wirus! Co, teraz mówicie, że to był bajer? Że my tu mieliśmy oszukiwać samych siebie?! 😤 W sensie, pamiętam jak wychodziłem z meczu z Radomiakiem pod nosem że już niedługo czeka nas coś WIELKIEGO, a tu nagle lockdown i potem bije nas 1:4 z Cracovią w pierwszym meczu sezonu… A teraz gadacie, że to "świętość wspomnień"?!! Nasza drużyna walczyła z łańcuchami u nogi, a wy mówicie o amatorszczyźnie?!
I jeszcze ten numer z "Będzin 1982" w Biedronce — serio, facet machnął ręką, ale wiecie co? JA WIDZIAŁEM 300 kibiców na trybunach w sezonie 2019/20, nie jakieś trzy osoby pod betonem! 🔥 Tam była atmosfera, były nadzieje, były DZIEŃ dobry, nie te smęty co dzisiaj! A ten awans nie był żadnym romansem, tylko BOJEM o lepszą przyszłość — tylko że komuś się nie chciało dalej walczyć!
Teraz siedzimy w IV lidze i gadacie, że trzeba się pogodzić z losem? Ale ja wam mówię — w II lidze byliśmy BOGAMI kibicowania! Drużyna grała, ludzie przychodzili, a teraz co? Sami swoi na trybunach i "Polska biała czerwona" pod nosem? ZMIEŃCIE TO!!! 🚨
W radości i smutku, do końca z nimi.
No ale dobra, Paulina ma cholerną rację i to nie jest żaden sentymentalny bełkot — ja tam byłem na tym Radomiaku w tamtym sezonie i coś WAM POWIEM: jakby nie było wirusa, to dzisiaj nikt by nie gadał o świętościach sprzed czterdziestu lat, tylko o powrocie do I ligi jak przed 20 latach. Trzy setki kibiców na trybunie to nie jakaś tam "fala", tylko dowód, że ludzie naprawdę wierzyli, że coś się zaczyna dziać. A teraz? A teraz mamy taką "atmosferę", że jakby ktoś zapalił znicz na środku boiska, to jeszcze by się udało.
I nie no, serio — ten awans z 2020 to nie był jakiś tam chwilowy bajer. Drużyna walczyła, kibice byli, ba, nawet te mecze przeciwko lepszym zespołom miały sens! A co dostaliśmy w zamian? Sezon z automatycznym spadkiem, bo jak to mówią, "piłka nożna nie znosi próżni" — jak nie masz kogoś, kto ciągle napiera, to prędzej czy później spada. Teraz gadają, że w II lidze byliśmy bogatymi kibicami? Ja tam pamiętam, że w sezonie 2018/19 średnia frekwencja była wyższa niż w tym roku, i to nie żadne "pod nosem śpiewanie", tylko prawdziwe dopingowanie.
Darek_Rakow ma trochę racji z tym, że teraz gramy w IV lidze jak dziadkowie przy piwie, ale nie rzucajmy za szybko kością — bo jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, to ten pierwszy krok to albo powrót do II ligi, albo przynajmniej do takiego poziomu, gdzie na mecz przychodzi więcej niż pół trybuny. Inaczej zostaniemy tylko tą koszulką z Biedronki i niczym więcej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale co ty nie powiesz, chłopaki… widziałem tyle tych cyrków wokół Będzina, że aż mi się głowa kręci jakby mnie ktoś wziął za uszy i zakręcił na parkingu za stadionem. ja pamiętam te sezony, kiedy to nasze derby z Dąbrową albo Sosnowcem ściągały na trybuny rzesze ludu, co to huczało jakby ktoś tam zapuścił fabrykę dzwonów kościelnych wprost na beton. wracam myślą do osiemdziesiątych, kiedy grało się w lidze okręgowej, ale kibice przychodzili tłumnie, bo wiadomo było, że nie ma pół gwizdka — albo się wygrywa, albo idzie się piechotą do domu, i obie opcje miały swój urok. teraz młodzi na forach piszą o tym awansie z 2020 jakby to była jakaś święta krowa, a ja wam mówię: tamten zespół miał w nogach wszystko to, co trzeba, by naprawdę coś ugrać — i nie była to żadna mrzonka, tylko konkretna robota. wirus nas zatrzymał, ale nie oszukujmy się, przez lata byliśmy blisko nie raz, a i bliskość to nie to samo co prawdziwa moc — no chyba że komuś chodzi tylko o to, żeby mieć czyste sumienie, że jednak próbowaliśmy.
więc teraz gadacie o świętościach i amatorszczyźnie, a ja wam przypomnę, że w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy takiego napastnika, co to strzelał gole w takich miejscach, że sędziowie musieli później zmieniać kurtki, bo te co nosili, to zaledwie parę minut po meczu były mokre od potu kibiców, którzy biegali za nim z transparentami. teraz mamy parkę młodzieńców, co to ledwie zipią po boisku, a kibice śpiewają pod nosem "Polska biała czerwona" jakby to była kołysanka przed snem. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No i jakbyście się nie starali, zawsze znajdzie się ten jeden szkopuł co to wlezie w tryb jak nieumyty łożysko w starym traktorze — ale do rzeczy, mam na to swoją historyjkę z trzeciej ławki, kiedy to jeszcze chodziłem z ojcem na mecze na "Wesołej", bo tam kiedyś grało się tak, że nawet deszcz padał pod metę od okrzyków, a nie od chmury.
Paulina naprawdę trzymała się kupy, co do wirusa nikt nie ma wątpliwości — ja tam byłem na tym przegranym meczu z Cracovią, gdzie nasz napastnik po prostu uderzył się w kolano w drugiej połowie, a myśmy walili w drzwi, żeby dopchać piłkę choćby do szatni, bo sędzia już doliczał dwie minuty po przerwie jakby mu życie mijało. Tamten zespół miał fajerwerki, nie te perły dzisiejszych dobrych manierek — ale teraz te kroki w tył nie są tylko efektem pandemii, tylko braku czegoś znacznie bardziej materialnego.
Zobaczcie, ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy nasza drużyna wracała z wyjazdu autobusem, a kibice ustawiali się wzdłuż ulicy, żeby zagrać na harmoszce "Będzin, Będzin" — nie było stadionu co by pomieścił, ale było echo co niosło tę pieśń przez całą okolicę. Dzisiaj nawet nie mamy kogo posadzić na ławce rezerwowych, nie mówiąc o tym, żeby ktoś zapłacił za paliwo kibolom co przyjechali zza szesnastki.
Wiecie co jest najgorsze? Że ten awans z 2020 to był nie tyle powrót co dowód, że jak da się ludziom fajnie i wyraźnie cel, to ruszą się zza kanapy — ale jak ten cel zniknie, to każdy wraca do swoich foteli i gdera, że świat się nie kręci wokół Będzina. Ja tam nie rzucam kamieniem, bo sam wolę kibicować z telefonem w ręku, niż marznąć na trybunie, ale bez tej regularności co bije po oczach na trybunach, nawet najlepszy plan klubu pójdzie w las.
Więc co? Zgadzam się, że wtedy mieliśmy wiatr w żaglach i wirus nas zatrzymał — ale nie oszukujmy się, on tylko odsłonił to, co tkwiło pod spodem: obłędną ambicję, której nie starczyło na cały sezon. Teraz jakbyśmy mieli wrócić do II ligi, to niech nikt nie myśli, że to będzie powtórka z rozrywki — bo ludziom nie wystarczy piękny gest, oni chcą widzieć, że ta maszyna naprawdę działa, i to nie raz na kilka lat, tylko tak jak kiedyś: raz na tydzień, w deszczu, w śniegu, pod prąd.
No właśnie, o tym samym myślałem wczoraj przy piwie z kolegami, kiedy gapiliśmy się na ten wymęczony mecz przeciwko Wiśle Nowa Wieś. Siedem osób na trybunie, a przecież jeszcze niedawno, jak ktoś rzucił "Będzin gra jutro!", to ludzie z całej dzielnicy zjeżdżali się jak na niedzielny obiad u babci.
Słuchajcie, ja wam coś powiem — ten awans z 2020 to nie był żaden bajer, tylko dowód, że jak tylko zespół dostanie luz i przestrzeń do gry, to sami kibice pokażą, że chcą być częścią czegoś większego. Ale wiecie, co jest najgorsze? Nie ten spadek, nie pandemia — tylko to, że przez lata zapomnieliśmy, jak się tworzy atmosferę. Jak ja widzę dzisiaj te trzy facetów przy automacie z napojami, co to gadali o tym, że "ostatnio było fajnie w 2020", to mnie coś ściska w klatce. Bo w 2020 roku byliśmy blisko, ale nie dlatego, że mieliśmy super drużynę — tylko dlatego, że kibice poczuli, że coś się dzieje.
A teraz co? Teraz mamy taką sytuację, że jakbyśmy ściągnęli całą I ligę do Będzina, tobyśmy musieli sami sobie dopingować, bo trybuny by zostały puste. I nie no, serio — ja nie rozumiem tej nostalgii za "wtedy było fajniej", bo "wtedy" też mieliśmy gorsze sezony. Ale wtedy mieliśmy kibiców, którzy nie czekali na święta, tylko przychodzili regularnie, nawet jak padało, nawet jak przegrywaliśmy 0:5. Dzisiaj mamy doping pod nosem, a to nie jest doping — to jest smutek w formie okrzyku.
Jak my teraz nie zaczniemy od siebie, to nikt nam nie pomoże — ani sponsor, ani miasto, ani nawet najlepsi zawodnicy. Bo kibic to nie ten, co nosi starą koszulkę, tylko ten, który przychodzi, kiedy jest co oglądać. A na razie nie mamy nic do oglądania poza własnym odbiciem w szklance. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat dzisiaj spotkałem się z kumplami przy ognisku i jeden z nich zaczął wywijać tym "Będzin 1982" i mówić, że to teraz nasza chluba 🔥 bo niby co? Że facet machnął ręką, no a co miał zrobić — powiedzieć, że w 2020 byliśmy na topie? No byliśmy, ale to nie koniec świata, że zjechaliśmy z powrotem! Przecież futbol to nie karuzela, co ma jeździć w kółko!
No ale serio — Paulina pisze o wirusie jakby to był ten cholerny wróg numer jeden, a ja wam mówię: wirus to była jedna runda, a potem my sami dołożyliśmy cegiełkę do tego, żeby znowu spaść! Bo nie chodzi o pandemię, tylko o to, że jak przestało być fajnie, to wszyscy uciekli! Te 300 kibiców to był fajny numer, ale nie rozumiem, dlaczego znowu mamy gderać na Bóg wie kogo — my sami nie chcieliśmy dołożyć czegoś od siebie, żeby utrzymać ten poziom!
I teraz Liniowy gada o frekwencji, ale zapomniał wspomnieć, że jak wracaliśmy do IV ligi, to nikt nie krzyczał "no wstawajcie, przecież to Będzin!", tylko że "o cholera, znowu jesteśmy tam, gdzie byliśmy" 😤 A StaraSzkola to dopiero mówi o latach 80., no ale wiecie co? Tamci kibice przychodzili, bo nie mieli wyjścia — albo dopingowali, albo szli do domu, bo innej opcji nie było! Teraz mamy internet, telewizję, piwo w lodówce i mówimy, że to "tylko amatorszczyzna" — no a co niby mielibyśmy robić, grać w betoniarzy na betonowych trybunach?! 😭
PiotrGornik mówi o harmonijkach i ulicznych dopingach, no fajnie, ale dzisiaj nie mamy nawet ławki rezerwowych, żeby kogoś posadzić! A PiastTrybuna straszy, że jak ściągniemy całą I ligę, to trybuny będą puste — no to fajnie, może wreszcie zrozumiemy, że kibic to nie numer, tylko człowiek, który przychodzi, kiedy chce, a nie kiedy mu ktoś każe!
No ale trudno, fajnie się czyta, że tyle osób jeszcze pamięta te czasy — ale pamiętajcie jedno: futbol to nie muzeum, tylko gra, i jak się nie gra regularnie, to się spada. I nie liczy się, czy to było przez wirusa, czy przez lenia — liczy się efekt. A ten efekt jest taki, że dzisiaj w Będzinie nie ma nic do oglądania poza własnym odbiciem… no chyba że ktoś uwielbia patrzeć na siebie w lustrze. 🤡
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej no wreszcie ktoś się odważył rzucić prawdę jak sól w ranę, bo to co piszesz MarekWisla to nie jest żadna dyskusja tylko smutna wyliczanka, że niby wszystko stracone i koniec historii. wiecie co ja wam powiem, bo sam w 1978 roku stałem na trybunie za bramką z taczką pełną nawozu, bo stadion w Będzinie to wtedy była dziura w ziemi — dosłownie! ale wiedzieliśmy, że jak przyjdzie czas, to zagramy, i nie liczyliśmy kibiców jak klientów w sklepie tylko jak rodzinę.
i co, mieliśmy podnieść karki i siedzieć cicho kiedy w 2020 roku ten zespół szedł jak wiatr? a nie! pamiętacie ten mecz z Radomiakiem gdzie nasi walili takiego lewaka, że sędzia musiał sięgnąć po notes żeby zanotować? i to nie był bajer, to była prawda — że fajnie się gra, że kibice przychodzą, że coś zaczyna hulać. teraz macie za zło pomarzyć, że ktoś przyjdzie i zrobi za was robotę, a wy będziecie gadać o tym jakiego to "Będzin 1982" pięknie wisiał w Biedronce.
ja tam pamiętam, jak w 2005 roku chodziliśmy na mecze do Zawiercia bo nasz stadion był zawalony, a i tak ludzie śpiewali tak głośno, że sędziowie musieli się schylać żeby cokolwiek słyszeć. i co? czy to znaczy że mieliśmy drużynę mistrzów? nie, ale mieliśmy ludzi, którzy wierzyli że warto, że futbol to coś więcej niż cyfry na tablicy.
i teraz co? znowu się rozpisujecie o wirusie i o leniu — a ja wam mówię, że ten spadek to była nauczka, ale nie koniec świata. ja wiem, że dzisiaj na trybunie za dużo nie posiedzicie, ale wiecie co? wystarczy jeden dobry mecz, jeden gol w ostatniej minucie, i zaraz znowu będziecie gadać o tym jak fajnie jest kibicować. tylko że musicie chcieć, a nie czekać aż ktoś was zaprosi do tańca.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Zanim ktokolwiek z was zacznie rzucać kamieniami w przeszłość albo wisić całą winę na wirusie, pogrzebcie się raz w pamięci i powiedzcie szczerze — ile razy w tym sezonie wybraliście się na mecz nie dlatego, że było fajnie, tylko dlatego, że nikt inny tego nie zrobił za was?
Mówicie o awansie z 2020 jak o ostatnim latawiec latającym w okolicach stadionu, a zapominacie, że tamten zespół nie wzbił się w powietrze sam — mieliśmy ludzi przychodzących z duszą na ramieniu, nawet jak deszcz leciał po kościach. Tamten rok to nie był żaden cud, tylko dowód, że jak da się kibicom cel, to pójdą za nim bez gadania. Ale dzisiaj co? Dzisiejsza frekwencja to jak smutny pocałunek na do widzenia — pół serca i zero obiecanej miłości.
Pamiętacie ten mecz z Radomiakiem? Był jeden, dwa, trzy lata temu, ale ten huk trybun to nie był hałas, tylko wrzawa nadziei — i to nie przez wirusa została zagłuszona, tylko przez to, że za szybko zapomnieliśmy, jak się grać z pasją, a nie z papieru. StaraSzkola ma rację, że kiedyś kibice przychodzili, bo innej opcji nie było, ale nie oszukujmy się — dzisiaj nie mamy innej opcji tylko my sami musimy wrócić do korzeni.
PiastTrybuna rzucił celną uwagę: nie chodzi o to, że ściągniemy I ligę do Będzina i trybuny się zapchają, tylko o to, że my sami musimy znaleźć w sobie tyle energii, żeby chcieć tam być — nie raz na dwa sezony, tylko tak, jak kiedyś: co tydzień, w dobrym i złym. Bo przecież nie o klasę zespołu dzisiaj mówimy, tylko o to, co robimy, żeby ten zespół znów poczuł, że nie jest sam.
MarekWisla powiedział coś, co siedzi mi w głowie jak zadra: że wirus to była jedna runda, a potem my sami dołożyliśmy cegiełkę do spadku. I to jest właśnie sedno — nie o wirusa ani o los chodzi dzisiaj, tylko o nas. O to, czy potrafimy znowu zebrać się razem i powiedzieć: "dość". Dość narzekania, dość oczekiwania, że ktoś inny zrobi za nas robotę.
Mateusz_Gornik176 mówi, że wystarczy jeden dobry mecz, jeden gol w ostatniej minucie — i ma absolutną rację. Ale wiecie, co jest najważniejsze? Żeby ten gol strzelili nie zawodnicy, tylko my. My, którzy pamiętamy, jak to było, kiedy trybuny drżały od śpiewu, a nie od ciszy. My, którzy możemy znów zacząć wierzyć.
Bo póki co, Będzin nie jest świętością wspomnień. Będzin jest tym, co z niego zrobimy. I to nie zależy od pandemii, od sędziego, od tabeli — tylko od nas. Od tego, czy jutro przyjdziemy, choćby było zimno, choćby mieli przegrać 0:5, i zaśpiewamy tak, że echo wróci do nas ze stadionu. Bo to nie stadion robi kibica — to kibic robi stadion. I póki co, naszym stadionem jest ta dyskusja, te frustracje, te marzenia. Pytanie tylko, czy wystarczą one, żeby naprawdę coś ruszyło.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊