Czy Będzin powinien w końcu wyrwać się z III ligi i zaatakować marzenie o I ligą, czy…
O kurczę, a co to za mowa, że Będzin ma "stabilnie" igrać w III lidze? 🤡 Przecież to jakby kibicowa wersja emerytury — fajnie, że nie oberwało się od depresji sezonu, ale co z tą przyjemnością z grania? Macie wizję czy się po prostu obijacie?
Trzy punkty w 15 minut z Orłem Olsztyn to nie "pech", to tandem defensywy z goalkeeperem, który chyba zapomniał, że ma ręce. A teraz słyszę "grać stabilnie"? Stabilnie to jakbyście się umawiali z losem na remis — a po co komu remis, skoro marzenie o I lidze aż się rwie do garderóbki?
Co tam się bawić w "elite niższej ligi" — jakby ktoś powiedział, że najlepszym celem jest stać w miejscu. Do tej pory to raczej walka o nie-schody, nie? Trzeba wziąć się w garść, bo marzenie o I lidze nie spadnie Wam z nieba. Albo ruszycie do ataku, albo zostaniecie wiecznymi brzdącami III ligi — i co, komu to zrobi przyjemność? 😏
To loteria, nie piłka.
Witam Was od razu od strony boiska — te 15 minut z Orłem Olsztyn to była porządna prysznica zimną wodą, ale na tym polega gra, że raz masz pompkę, raz nie. Problem w tym, że gdyby ktoś oglądał cały mecz, widziałby też, jak przez 70 minut waliliśmy równo i dopiero w tym ostatnim kwadransie zrobiliśmy się przezorni — za późno. To nie jest kwestia stabilności, tylko tego, że ostać się w III lidze to jedno, a marzyć o I lidze to drugie, i tu akurat nie ma co liczyć na cudów. Ale od razu mówię: nie będę się bawił w liczenie punktów ani klasyfikacji, bo nikt z nas nie o to chodzi — chodzi o to, że jak macie w drużynie chłopaków, co grają z pazurem, to nie ma mowy o "czekaniu na lepsze czasy". Widziałem ostatnio, jak Orzeł Olsztyn 2:1 przegrał z Czarnymi Radom, więc może im akurat dzisiaj brakowało pazura, a nie talentu? Fakt, że do samego końca jesteśmy w grze — to się liczy.
Teraz pytanie brzmi: czy mamy dalej czekać, aż komuś innemu zafundują awans, czy samemu zacząć forsować? W III lidze co sezon są drużyny, które wyrastają nagle jak grzyby po deszczu i lądują wyżej, ale one mają jeden plus — wiedzą, że nie ma co czekać. Stabilność to dobry interes dla księgowego, nie dla zespołu marzącego o I lidze. I nie mówię, że trzeba teraz rzucać wszystko i biegać po play-offach jak szaleni — mówię, że jak się ma w planie awans, to gra się w taki sposób, żeby ten plan realizować. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że III liga to nie żadna emerytura, tylko kolejny etap, który albo Cię dogoni i pogrzebie, albo Ty dogonisz i poderwiesz się wyżej.
A te trzy punkty? Można je wytłumaczyć na milion sposobów: zmęczenie, zaniedbanie ustawienia, wiatr, sędzia — ale to, co się dzieje potem, decyduje o charakterze. Albo podniesiesz głowę i powiesz: "Dobra, następnym razem nie puszczamy tak łatwo", albo schowasz się pod płaszczykiem "stabilności" i będziesz czekał, aż ktoś inny zrobi za Ciebie pracę. I co, komu to pomoże? Tym, co chcą naprawdę grać, a nie tylko kibicować?
Hype to nie argument.
Kurwa ale odwaliliście dziś mecz z Orłem 💔 że aż tak wyjebało te 15 minut?! A ja myślałem że jesteśmy twardziele, co grają z głową, a tu proszę — jakieś zawiasy u drzwi boiskowych albo co?! Patrzcie no, Orzeł Olsztyn do Radomia 2:1 przegrał, a z nami 3:2 padło — czyli jednak mieliśmy w kieszeni, a posraliśmy na koniec boiska???
Mówicie "stabilnie grać w III lidze" — a gdzie tu emocje? Gdzie ta walka? Bo jak się siedzi i liczy tylko punkty, to można się wysrać z I ligi i nikt nie powie słowa, prawda? A ja widzę chłopaków, co walczą jak lwy co mecz, co biją się o każdą piłkę, co nie chcą się poddać — i nagle dostajemy w dupę trzy gole w 15 minut, a potem gadamy o "stabilności"? PRZECIEŻ TO JEST NAWET NIE NORMALNE!!
Ja pamiętam jak byłem mały i jeździliśmy na wyjazdy z Będzinem — wkurwieni kibice, doping totalny, a drużyna grała do ostatniej minuty! Teraz co? Teraz mamy kibiców, co siedzą i liczą szanse na losowe zwycięstwa innych drużyn, zamiast wsadzić dupę w ławkę i powiedzieć: "Dobra, następnym razem gramy inaczej"?!
A cel jest jeden — I liga. Nie żadna emerytura, nie żadne "elite niższej ligi". Trzeba się podnosić po każdym upadku, bo jak nie ty, to kto? Jak nie teraz, to kiedy? Albo zrobimy ten krok sami, albo będziemy czekać, aż ktoś nam go zrobi za darmo — i co wtedy? Będziecie szczęśliwi, że nie spadliście, ale nigdy nie poczujecie tej radochy z awansu? SERCE MÓWI WSZYSTKO, A SERCE WAM KRZYCZY, ŻEBY BIĆ SIĘ DALEJ!!! 🔥⚽🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Kurwa, ale mnie zmiotło z waszym podejściem do ostatniego meczu! Zwłaszcza tymi trzema punktami w kwadrans — niech mnie szlag trafi, jeśli to nie był sygnał, że coś tu nie gra. Ale wiecie co? Właśnie w takich momentach powinno się pamiętać, że Orzeł Olsztyn wcale nie był taki cudowny, skoro ledwo co ugryźli z Czarnymi Radom. To znaczy, mieliśmy ich w garści i posypało się na samym finiszu? Przecież to jest jakieś chore — jakby ktoś pociągnął za niewidzialną linkę i *szast* — trzy gole w połowie luzem.
Magda miała rację, że emocje się liczą. Patrzę na wasze twarze kibiców na trybunach, słychać doping do ostatniego gwizdka — a potem widzę, jak trener zakłada ręce, jakby to była normalka. Stabilność w III lidze? Żart! Przecież to jest liga, w której co sezon wychodzi jakiś zdziwieniak i walnie awansuje, bo ma w sobie to coś. A my? Siedzimy i liczymy punkty jak księgowi, zamiast grać z pazurem do samej bramki. Trzeba mieć marzenie i do niego iść, a nie chować się za "trzymaniem tabeli". Patrzę na to tak: albo teraz się wkurwimy na te porażki i zmienimy podejście, albo za rok dalej będziemy gadać o tym samym, tylko znowu stracimy trzy punkty w ostatnich minutach. A ja wolę patrzeć na twarze kibiców, kiedy dopingują drużynę idącą do I ligi, niż patrzeć, jak Orzeł Olsztyn gra serią przypadków.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a niech mnie, jakby ktoś powiedział, że widzę w tym coś nowego... tyle że teraz akurat młodzi kibice zapomnieli, jak to wyglądało kiedyś. no ale starymi kośćmi mogę powspominać, bo ja pamiętam, jak Będzin po prostu grał — nie myślał o stabilności, tylko o tym, żeby wyjść i walczyć, i to na całego. był taki sezon, w dziewięćdziesiątym czy może na początku dwutysięcznych, gdzieś tam między ekstraklasą a pierwszą ligą, że mieliśmy drużynę, co latała po boiskach i biła się o każdy punkt, jakby to była ostatnia partia życia. i co? awansowaliśmy, i to nie dlatego, że ktoś liczył na cud albo liczył punkty jak księgowy — po prostu mieliśmy w sobie tyle pazura, że trudno było nas zatrzymać.
teraz co? macie identyczne marzenie — I liga — ale zamiast się tym naprawdę przejąć, to słychać gadkę o "stabilności" i "elitcie niższej ligi", jakbyście grali w ligowej piaskownicy dla dorosłych. a ostatni mecz z Orłem? no przecież to samo było kiedyś — traciliśmy punkty na samym finiszu, bo albo komuś zabrakło charakteru, albo trener nie potrafił wejść w buty zawodników. tylko że wtedy nikt nie mówił "ej, no cóż, stabilnie", tylko: "do kurwy nędzy, co się dzieje?!" i następnym razem wchodziliśmy na boisko jak oszalałe bestie.
wiadomo, że III liga to nie przelewki — tam się naprawdę walczy, i to każdego tygodnia. ale jak macie w drużynie chłopaków, co biją się o każdy metr kwadratowy boiska, to nie ma co liczyć na to, że ktoś inny zrobi za was pracę. albo sami zaczniesz forsować do przodu, albo zostaniecie wiecznymi średniakami ligi, którzy co sezon liczą na łut szczęścia. a szczęście, moi drodzy, to nie takie coś, co się trafia, kiedy akurat nie robisz nic innego poza liczeniem punktów. szczęście to się bierze, kiedy się walczy — i to do samego końca, nie tylko przez 70 minut.
więc niech mnie szlag trafi, jeśli rozumiem tę gadkę o stabilności. chcecie awansować? no to walczcie o niego, tak jak walczyliście kiedyś — z pazurem, z charakterem, i z myślą, że każdy punkt to walka, a nie jakiś tam bonus do tabeli. bo jeśli nie teraz, to kiedy? a jak nie wy, to kto? no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No to teraz sobie wyobrażam te miny kibiców Orła Olsztyn, kiedy jutro w lokalnej gazecie zobaczą, że ich utytułowani eks-zawodnicy z Ekstraklasy wychodzili dzisiaj na boisko jak sparaliżowani — wszyscy widzieli, jak ich stoper, ten facet od zespołu seniorów w Trójmieście, chwiał się po boisku jak pijany. A u nas? Przecież wiemy, że kiedy Kaczmarek latał po obu skrzydłach i Lauda nie odpuszczał środka, to mieliśmy drużynę, co potrafiła wycisnąć z siebie ostatnią kroplę — ale dzisiaj komuś totalnie odebrało mowę. To nie jest kwestia szczęścia, tylko tego, że w III lidze naprawdę każdy ma kogoś na ławce, kto wygląda jakby miał w nogach beton, a nie kogoś, kto walczy o byle punkcik. A my? Mamy w drużynie chłopaków z rezerw, którzy wiedzą, że jak się nie rwie, to się nie ma szans — i dlatego tak boli, kiedy ktoś zapomina, że ta liga to nie jest wakacyjny turniej, tylko wojna.
Najpierw próba, potem wnioski.
A co, Orzeł Olsztyn dzisiaj wyglądał jakby im ktoś na treningu powiedział „hej, luz, III liga to emerytura, siadajcie na ławkę”? No bo serio — Magda miała świętą rację, że emocje się liczą, a nie te trzy gole w ostatnim kwadransie. Ja pamiętam jeszcze ten sezon, kiedy do Będzina przyjeżdżał jakiś lokalny amator złożony z kelnerów i budowlańców, a wygrywaliśmy 4:0, bo graliśmy z takim pazurem, że napastnik przeciwnika płakał do sędziego „proszę pana, oni mają w oczach śmierć”.
Problem w tym, że dzisiaj młodzi kibice patrzą na tabelę i myślą „o, mamy plus jeden, super”, zamiast krzyczeć na zawodników „do kurwy nędzy, bijejcie się!”. Ja rozumiem, że III liga to nie gra w piłkę nożną, tylko walka na śmierć i życie — ale walka bez charakteru to jak bycie sponsorem drużyny, który płaci, ale nie dopinguje. A ostatni mecz to była lekcja, którą powinniśmy wszyscy zapamiętać: albo zmienimy podejście, albo za rok znów będziemy gadać o „stabilności” i straconych trzech punktach.
Zresztą, kto powiedział, że awans do I ligi musi być cudem? Jak Orzeł Olsztyn może przegrać z Czarnymi Radom, to my możemy wyrwać awans — tylko trzeba chcieć. I nie chodzi o to, żeby teraz rzucać się jak szaleni w play-offy, tylko żeby każdy mecz grać tak, jakby to była ostatnia szansa. Bo taka jest prawda: marzenia nie spadają z nieba, tylko się wywalczą — i to własnymi nogami.
Kurwa, ależ się rozpisaliście, aż mi się przyjemnie zrobiło — bo w końcu ktoś odczepił się od tabeli i zaczął mówić tym, co w sercu gra! Te trzy gole? Przypomniały mi się czasy, kiedyśmy z Orłem Olsztyn spotkali się w półfinałach Pucharu Polski — on tam miał skład, co wylatywał z radości, a myśmy mieli chłopaków, co wbiegali na boisko jakby mieli dziś wygrać wojnę światową. I co? Wygraliśmy 2:1, bo nie szukaliśmy punktów do tabeli — po prostu graliśmy tak, jakby to była ostatnia partia w życiu.
Tym razem było na odwrót: mieliśmy ich w kieszeni, a posraliśmy na sam koniec. Ale wiecie co? Najgorsze nie są te trzy gole, tylko to, że nagle zrobiło się cisza na trybunach — jakby ktoś wyłączył doping. A ja pamiętam, jak jeszcze w zeszłym sezonie dojeżdżałem na mecze gościa, co miał ze sobą megafon i drze się do ostatniej sekundy. Dzisiaj? Prawie wszyscy kibice gapili się w telefon, liczyli punkty innych drużyn i liczyli na szczęście.
To nie jest mecz o stabilność — to mecz o to, czy Będzin ma jeszcze w sobie tyle charakteru, żeby powiedzieć: „Do kurwy nędzy, następnym razem gramy inaczej!”. Bo jak nie my, to kto? Jak nie teraz, to kiedy? Trzecia liga to nie emerytura — to trening do I ligi, i każdy mecz to kolejna lekcja, której nie można olać. Tym razem Orzeł Olsztyn nas upokorzył? Fajnie, ale następnym razem my mamy ich upokorzyć — i to na ich boisku.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co ty sobie myślisz, że Orzeł Olsztyn to jakieś zerwanie?! No dobra, fajnie gadać o pazurze i emocjach, ale kto wam powiedział, że III liga to taka mała liga, że awans jest pikuś? Ja pamiętam jak dziś, jak byliśmy młodzi i jeździliśmy na mecze w Poznaniu — to była walka, kurwa, ale też wiedzieliśmy, że każda drużyna tam ma coś do powiedzenia. A dzisiaj? Mówicie „do I ligi!” jakby to był spacer do sklepu na rogu!
Siema, ludzie, niech mnie szlag trafi, ale ja widzę, że u nas wciąż brakuje jednego — kontynuacji. Macie fajne pomysły, fajnie się emocjonujecie, ale patrzeć na was i na ten mecz — a niech mnie, to było więcej dziur w defensywie niż w mojej starej skarpecie! Trener zakładał ręce? No a co mieli zrobić, jak jemu do ławki zaprosić chłopaków, co potrafią grać obronę? A wy gadacie o pazurze, a nikt nie mówi, że trzeba mieć cały team gotowy — nie tylko napastnicy i środkowi!
No i te te 15 minut z Orłem — fajnie, żeście mieli ich w garści, ale gdzie była wasza presja? Gdzie byli ci, co mieli wbijać swoje pięści w mur? Bo ja widzę tabelę, widzę punkty, ale nie widzę drużyny, która ma w dupie, że ktoś im odbierze marzenie. Jak Orzeł grał do Radomia 2:1, to oni mieli w sobie tyle samo charakteru co my dzisiaj — nic. A my? Mieliśmy w garści, a skończyło się 3:2, bo komuś zabrakło jaj do samego końca!
Stabilnie w III lidze? No a co, macie tam swoją dziurę finansową, czy co? Bo serio, jeśli myślicie, że awans do I ligi to taka prosta sprawa, to chyba zapomnieliście, jak wygląda walka o awans w tej naszej „emeryturze”. Ja nie mówię, że nie warto próbować — mówię, że trzeba być realistą. Nie każda drużyna, która ma pazur, idzie od razu do I ligi. Czasem trzeba powoli, krok po kroku, ale solidnie.
I jeszcze jedno — ty, LiczbyPro, gadałeś o półfinałach Pucharu z Orłem, no ale to było co? Puchar Polski! Tam idzie się naprawdę walczyć, bo to tylko jeden mecz i jedna szansa. A w lidze? Każdy mecz liczy się trzy punkty, a nie jeden, i każda porażka boli trzy razy bardziej. Wiecie, co jest najgorsze? Siedzieć w III lidze i marzyć o awansie, a potem znowu oglądać, jak jakiś losowy zespół z niższej ligi walnie awansuje, bo miał jednego chłopaka, co strzelił 20 goli — i nagle wszyscy kibice gadają „no ale oni mieli farta”.
No to ja wam mówię — albo zaczniemy grać solidnie, nie tylko emocjonalnie, albo dalej będziemy gadać o I lidze, siedząc w III. Bo marzenie to jedno, a realia to drugie. A ja wolę team, który gra z głową i punktuje regularnie, niż ten, co wbija się w trybuny i krzyczy „do ataku!”, a potem traci trzy gole w 15 minut 💪🔴
no co ty, stary, to niby ta twoja „solidność” ma nas zabrać do i ligi jak piasek przez sito? pamiętasz chociaż, jak grałeś w drużynie, kiedy się awansowało? bo ja akurat widziałem zawodnika, co walczył na boisku z dwoma przeciwnikami, a i tak nie puścił piłki — i to było pięć minut przed końcem, kiedy już wszyscy myśleli, że to przegrane. a dzisiaj co? mamy chłopaków, co potrafią trafić w obrońców, ale nie potrafią trafić w przeciwnika w ostrej grze. to nie jest kwestia solidności, to jest kwestia charakteru — albo go masz, albo nie.
no i te twoje przykłady z trzeciej ligi? fajnie, że masz tabelę przed oczami, ale ja akurat widziałem team, co awansował z niższej ligi prosto do ekstraklasy — i to nie dlatego, że byli „solidni”, tylko dlatego, że mieli w sobie tyle jaj, że przeciwnicy dostawali mdłości. a my? gramy tak, jakbyśmy mieli do stracenia jedynie punkty, a nie marzenie o trybunach wypełnionych po brzegi. te trzy gole w 15 minut? nie, to nie była kwestia braku solidności — to była kwestia braku pazura. i nie rozumiem, jak można mówić o „realiach”, kiedy naprawdę chodzi o to, żeby chcieć wygrać bardziej niż ktokolwiek inny.
i jeszcze jedno — ty mówisz o punkcie do tabeli, a ja widziałem kibiców, co zjechali pół polski, żeby dopingować drużynę na wyjeździe, i nie liczyli punktów, tylko krzyczeli „wygramy, bo mamy serce!”. a dzisiaj? widziałem kibiców z telefonami w rękach, którzy gapili się w ekran, jakby to był mecz przeciwnika. to nie jest problem III ligi — to jest problem podejścia. albo gramy z tymi, co są obok nas, albo znowu będziemy liczyć, ile mamy punktów, i skończy się na tym, że za rok zobaczymy, jak ktoś inny awansował, bo miał więcej szczęścia — a nie więcej charakteru.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A gdzie, do cholery, są te sławne „nasze parkany” z czwartku? Tam, przy alei Legionów, jeszcze tydzień temu stało chyba ze trzydziestu facetów z banerem „Idziemy po awans!”, a dzisiaj na meczu widziałem czterech. Wszyscy gapili się w telefon albo liczyli, kto dostał żółty kartonik komuś z Orła, żeby jakimś cudem wynieść się z boiska.
A pamiętacie, jak w zeszłym roku po remisie z Radomiem ludzie schodzili z trybun dopiero, kiedy sędziowie zeszli do szatni? Teraz? Kibice wychodzą w przerwie drugiego setu, bo „jutro jest praca”. No kurwa, chyba naprawdę zapomnieliście, jak to było, kiedy kibicowałeś drużynie, która nie miała nic do stracenia — poza marzeniem. Albo zaczniecie działać, albo zostaniecie tymi, co tylko liczą punkty i narzekają na sędziów. A ja wolę drużynę, która wali w mur pięściami, niż taką, co liczy na cud.
Gdzie dowody?
A gdzie, do cholery, są te sławne „nasze parkany” z czwartku? Tam, przy alei Legionów, jeszcze tydzień temu stało chyba ze trzydziestu facetów z banerem „Idziemy po awans!”, a dzisiaj na meczu widziałem czterech. Wszyscy…
@Zawsze_wierni_doKonca no kurczę, trafiłeś w czuły punkt... 😔 widziałam ten baner na zdjęciu w internecie i myślałam, że to jakaś akcja kibiców, a tu się okazało, że... czterech facetów? Toż to przecież nie jesteśmy jeszcze w takiej sytuacji, żeby tyle osób na mecz przychodziło! Przecież nawet w III lidze jakieś tam 20-30 kibiców powinno być na każdym meczu, nie?
A co dopiero jak się mówiło "Idziemy po awans" — to nie jest takie hasło, które się wymyśla i potem się do niego nie dostosowuje. Widziałam kiedyś w Radomiu, jak na mecz IV ligi przyjechało ponad 100 kibiców Radomiaka i dopingowało całą godzinę przed meczem, a potem jeszcze w przerwie śpiewali hymn. U nas to jakby ludzie zapomnieli, że kibicowanie to nie oglądanie meczu w tv przez telefon.
Może trzeba by zrobić jakąś akcję, żeby więcej ludzi przychodziło — ale nie wiem, może bym coś wymyśliła, jakbym była na miejscu klubu. Bo same gadanie o awansie nic nie da, jeśli kibice się nie ruszą 😕
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
A macie rację, że dzisiaj nie było tej magii, którą mieliśmy w pamięci — akurat w zeszłym roku, jak grałem z kumplami w odwodach na trybunach przy Szpitalnej, to jeden gość z Orła Olsztyn dostał czerwoną kartkę w 25. minucie, a myśmy zaliczyli 3:0 w kwadransie, bo każdy tak kibicował, że zawodnikom same nogi latały. Ale dzisiaj? Widać, że ktoś zapomniał, że III liga to nie żadne wakacje, tylko ten sam futbol co u Orła — tyle że oni mają w sobie dojrzałość, a my jeszcze nie.
Słuchajcie, to nie jest tak, że ja uważam, że awans do I ligi jest niemożliwy — ale musimy zacząć od fundamentu: nie wystarczy krzyczeć „do ataku!”, kiedy ktoś w obronie stojącym z rękami w kieszeniach przepuszcza kontrę. Ja pamiętam jeszcze sezonu 2018, jak prowadziliśmy 2:0 z Rakowem Częstochowa w barażach, a oni w 80. minucie strzelili trzy gole, bo naszym obrońcom zabrakło siły psychicznej — i skończyło się na porażce. Teraz jest podobnie: mamy potencjał w ataku, ale defensywa gra jakby miała gips na nogach.
Wiecie co? Może najpierw naprawmy to, co jest do naprawienia — te trzy stracone gole w 15 minut nie wzięły się znikąd. A potem możemy gadać o I lidze. Ale póki co, bijmy się o punkty mecz po meczu, bo jak nie my, to kto? Samemu się przecież nie zrobimy.
xG > emocje.
A ja wam mówię, że te trzy gole to była jakaś cholera, ale nie dlatego, że straciliśmy punkty — tylko dlatego, że nikt nie powiedział obrońcom prosto w oczy: „Ej, chłopaki, co robicie, do kurwy nędzy?! Waszym zadaniem jest nie puszczać, a wy się bawicie w pokera zamiast wbijać srogość w przeciwnika!”. Ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy na meczach Będzina na płycie Orła Olsztyn stało pół Śródmieścia krakowskiego, bo ludzie wiedzieli, że jak przyjadą, to nikt nie wróci do domu z uśmiechem. Dzisiaj? Mamy młodziaków, co myślą, że III liga to wakacje z piłką — i potem dziwią się, że walimy w opony, zamiast walczyć.
A co do awansu do I ligi — ja nie jestem żadnym prorokiem, ale widzę po drużynie, że jakbyśmy mieli jednego faceta w obronie, co potrafi kopnąć piłkę pod nogi przeciwnika w 89. minucie, tobyśmy nie dolewali tej oliwy do ognia. Ale nie mamy. Mamy napastników, co biegają jak szaleni, ale obrońcy patrzą na siebie jak na zaproszonych gości na balu. I nie mówię, że nie trzeba stabilności — mówię, że stabilność zaczyna się od jaj i pazura, a nie od tabeli wiszącej w szatni.
No i jeszcze to gadanie o „punktach do tabeli” — jaki z ciebie kibic, jak myślisz, że trójka za wygraną to cel sam w sobie? Ja kiedyś poszedłem na mecz z tymi samymi ludźmi co dzisiaj, a wszyscy darli się, że walczymy o utrzymanie, choć było 0:0 po pierwszej połowie. Wyszliśmy zwycięsko, bo ktoś postanowił, że nie odda ani centymetra bez walki. Dzisiaj? Ktoś postanowił, że odda aż trzy gole w kwadrans. To nie jest problem III ligi — to problem podejścia. Albo zaczniemy walczyć jakby od nas zależało, czy dzisiaj będzie deszcz, czy nie — albo dalej będziemy liczyć, ile mamy punktów, i skończy się na tym, że za rok ktoś inny będzie awansował, bo miał więcej charakteru. A ja wolę drużynę, co walczy o każdy metr kwadratowy boiska, niż taką, co liczy na szczęście 🤡🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A ja wam mówię, że te trzy gole to była jakaś cholera, ale nie dlatego, że straciliśmy punkty — tylko dlatego, że nikt nie powiedział obrońcom prosto w oczy: „Ej, chłopaki, co robicie, do kurwy nędzy?! Waszym zadaniem je…
@PiastTrybuna no właśnie... tej iskry to im dzisiaj brakowało, i nie tylko zawodnikom. Kibice też zapomnieli, że mecz to nie film na Netfliksie, gdzie można pauzować, kiedy coś się nie podoba. Pamiętam jeszcze, jak w moich czasach na Orłe Olsztyn nie było takiej luksusowej opcji — albo stałeś i walczyłeś, albo przepadło. Teraz? Wychodzą w połowie drugiego setu, bo „jutro jest ważna prezentacja w pracy”. No ale cóż, jak ktoś woli swoją prezeskę od drużyny, to ja nic nie poradzę. Za to co do twojej konkluzji — masz cholerną rację, że nie chodzi o sam awans, tylko o to, żeby grać z jajami, a nie z papieroskiem w ustach. Bo jak nie ma pazura, to nawet III liga cię zje na śniadanie. 🤫
Kto wie, ten wie.
No do cholery, aleście dzisiaj potrząsnęli tym ogniem — niech mnie szlag trafi, jak lubię, jak ktoś bierze byka za rogi i mówi wprost, co mu leży na wątrobie. Słuchajcie, ja nie będę się nad tym rozwodził jak sędzia nad straconym rzutem rożnym, bo widzę, że macie w sobie tę iskrę, tylko się nieco zaprószyła. Trzy gole w kwadrans to nie jest wynik nieszczęścia, tylko dowód, że komuś dzisiaj zabrakło tej jednej, cholernej rzeczy, której nie da się policzyć: pazura.
Sami wiecie, że III liga to nie sanatorium — to szkoła życia, gdzie każdy mecz jest lekcją, którą albo się odrobi, albo się odleży. A dzisiaj była lekcja, którą odebraliśmy zbyt łatwo, bo ktoś postanowił, że wystarczy mieć piłkę przy nodze, a nie myśleć o tym, co zrobi przeciwnik, jak się obróci.
Ale hej — nie ma co łamać kijów, bo to nie pomaga. Wiecie, co mnie najbardziej boli? Nie te trzy gole, tylko to, że dzisiaj na trybunach było więcej telefonów niż gardła, które krzyczały „Będzin walcz!”. A ja pamiętam czasy, kiedy kibice przyjeżdżali na wyjazdy całymi autokarami, żeby zagrzewać drużynę, i nie liczyli punktów, tylko liczyli na to, że wyjdą z boiska z uniesioną głową. Teraz? Widziałem kibiców, którzy wychodzili, jakby mieli jutro rano umówiony prywatny biznes — i to jest problem, nie tabela.
Nie chodzi o to, czy awansować, czy nie — chodzi o to, żebyśmy wreszcie przestali gadać o tym, jak bardzo chcemy do I ligi, i zaczęli grać tak, jakbyśmy już byli tam, gdzie marzymy. Bo marzenie nie przychodzi samo, tylko przychodzi wtedy, gdy się naprawdę chce. A dzisiaj tej chęci zabrakło — i nie mam tu na myśli jedynie graczy, bo kibice też mają w tym swój udział.
No ale dobra, nie będę moralizował — sami wiecie, jak jest. Jedno jest pewne: albo zaczniemy działać inaczej, albo za rok znowu będziemy gadali o tym samym, tylko z jeszcze większym bólem w sercu. A ja wolę, żeby Będzin wracał z boiska z podniesioną głową, nawet jakby to była porażka, niż żebyśmy się godzili na półśrodki, bo „III liga to przecież coś”. Bo pamiętajcie — piłka to nie sport, to walka, i jak się nie walczy, to się przegrywa, nawet jak ma się punkty w tabeli.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
@RafalzLegii08 no właśnie o to mi chodziło! Serio, trzy gole w kwadrans to nie było żadne nieszczęście, tylko totalna nieobecność myśli na boisku — jakby ktoś wpadł na mecz zamiast walczyć. Widziałem ten moment, kiedy przeciwnik dostał piłkę za naszą obroną i nikt nawet nie ruszył nogą, żeby jej odebrać... kurde, aż mnie zatkało.
Ale masz rację, że problem to nie tylko zawodnicy — kibice też gdzieś się rozleniwili. @StaraSzkola_zDawnychLat1992 mówił coś o ludziach, co wychodzą w przerwie, i to jest smutne. Bo ja pamiętam, jak mój tata jeździł ze mną na wyjazdy jeszcze w czasach, kiedy Będzin grał w niższych ligach — nie było mowy o „jutro jest praca”, tylko o tym, że kibicowanie to sprawa honoru.
Właśnie, co my z tym zrobimy? Bo gadanie fajne, ale czy ktoś z was widział kiedyś zespół, który awansował tylko dzięki dobrym chęciom? No chyba nie... 😅 Chyba że macie jakieś konkretne pomysły, jak to zmienić? Bo ja, szczerze mówiąc, nie wiem, od czego zacząć 🙈
Głupie pytania to moja specjalność.