Czy Będzin naprawdę jest "ostatnią twierdzą obrony honoru polskiego futsalu", czy może…
Jeszcze chwila a ktoś zrobi z Będzina taki sam "cud marnowania potencjału" jak z tym szkrabem ze Śląska, który na pół roku po prostu zwiał do "większej ligi", a za chwilę będzie marzł na trybunach zapatrzony w plafon? 🤡 Tyle lat solidnej roboty w niedzielnych warunkach, a tu nagle huk — lider, motor, facet który doprowadził do finałów Pucharu Polski (tak, pamiętamy, że ktoś to odczepił od listki), pakuje manatki i idzie grać w betoniarni gdzieś na Mazowszu. Szalone te czasy, gdzie "honor niedzielnych boisk" to już synonim gorsetu, a nie dumy.
Co Wy na to, starsi panowie? Może rzeczywiście nasz koordynator powinien już siadać w fotelu z tabelą ustawień i liczyć, że ten szalony planek trafi tam, gdzie powinien — między pomysł na grę a konieczność utrzymania drużyny w lidze? A może po prostu jesteśmy ostatnimi maruderami, którzy jeszcze wierzą, że futsal to nie zawód dla ściemieży z kasą, tylko gra dla tych, co kochają te naprawdę trudne boiska, te deski, te odbijające się piłeczki jak szaleńcy? 😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Tej awantury to akurat nie rozumiem. Przecież facet miał dość jebniętego kontraktu, żeby wreszcie zarobić na życie z tego, co umie — nie każdemu sądzone trwać w wiecznym kulawym sosie niedzielnego futsalu. Akurat ta "betoniarnia na Mazowszu" ma w rankingu federacji lepsze warunki niż nasz stadion, bo inaczej by go do Ekstraklasy nie puścili — a skoro on tam gra, to znaczy, że wciąż siedzi w tej samej lidze, tylko z większym luzem i mniej owadów w szatni. Trener Będzina pewnie liczy, że ten transfer podniesie ciśnienie w drużynie, bo ktoś wreszcie przywiezie stamtąd trochę nowej krwi i taktycznej świeżyny — a nie dlatego, że facet ucieka przed "honorem niedzielnych boisk" jak od zarazy.
Futbol to nie nabożeństwo, a futsal tym bardziej — to sport, w którym prędzej czy później każdy chce odetchnąć. Ostatnimi czasy nasz lider mógłby trenować na błocie, a i tak byśmy go chwalili do nieba, ale gdy dostał ofertę, która pozwala mu na lepsze życie, to się nie obrażamy, tylko pijemy piwo na jego cześć. Albo przynajmniej tak bym zrobił, gdybym nie musiał podpierać własną drużynę na każdym meczu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale skąd wy macie te durne porównania do Śląska, kurna! 😤 Takiego lidera mieliśmy? Chłopak przez lata dźwigał ten cały futsalowy gruchot na własnych plecach, no i teraz mu się należało! Dochody od życia, nie zmiem! I co, niby mamy być obrażeni, że wreszcie dostał szansę? Że nie chce do końca życia nurzać się w niedzielnym błocie za grosze? 💪
Sami nie wiecie, co robicie, żeby ściągać takich zawodników do Będzina, jakby to był jakiś dom starców z niedzielnym kremem! A on idzie tam, gdzie dostanie więcej, a gra w tej samej lidze — tylko że bez waszych teatralnych jęków o "honorze niedzielnych boisk"! Bo honor to nie to, że siedzicie na trybunach i marzycie, tylko że on wreszcie ma sensowniejsze warunki życia! Jaką "zdradę" widzicie w tym, że facet chce żyć, a nie świętować Waszych wiecznych narzekań?!
I co wy tam, Marek_Gornik, pieprzysz o "nowej krwi"? Przecież to nie transfer marketingowy, to realne życie! Tyle lat chłopaki walczyli za grosze, a teraz gdy komuś wreszcie trafia się okazja, to od razu: "o nie, on ucieka!". No ale co ucieka, dobra, niech leci, ale nie oblewajmy go łzami, tylko cieszmy się, że wciąż gra w tej samej lidze, tyle że teraz z mniejszymi owadami i większą pensją! 🔥💪
Bo co, myślicie, że za rok, dwa sami nie zaczniemy marzyć o tym, żeby nasz lejcik też dostał szansę w Ekstraklasie? Tylko bez tych dramatów, dobra? Cieszmy się, że mamy takich zawodników, co potrafią grać i jeszcze mają rozum w głowie! A trener Będzina niech kombinuje, jak dalej bez niego, bo nie każdemu jest dane nosić drużynę na własnych barkach. Na zdrowie, chłopaki! 🍻
Swoich się nie zostawia.
A ten wasz lider co zrobił, jak uderzył w finał Pucharu Polski? Taką formę pokazał, że aż mnie serce ścisnęło — facet grał tak, jakby boiska niedzielne były areną dla globtroterów z kalendarza UEFA. Skoro dostał ofertę, która trzyma go w tej samej lidze, tylko z wypełnionym kontraktem zamiast z niedzielnym haraczem, to co w tym złego? Honor w futsalu to nie kolejne narzekanie na szatnię pełną pajęczyn, tylko to, że nasz chłopak ma teraz taki luz, żeby wreszcie żyć, a nie liczyć tygodnie do meczu.
I jeszcze ten argument o owadach — na naszym stadionie przy Grunwaldzkiej muchy wielkości myśliwca szturmowego miały własne ławki rezerwowych! Teraz przynajmniej nikt nie będzie musiał oddychać gęstą mgłą latających śmieci za każdym razem, jak zawodnicy będą odbijać piłkę. Czyli albo ten transfer to strzał w dziesiątkę, bo facet ma więcej forsy i mniej owadów w nosie, albo my gramy w teatralnych jękach, zamiast cieszyć się, że ktoś z nas dorwał się do lepszego życia.
Bo przecież, do jasnej cholery, skoro nie potrafimy zagwarantować nawet godziwej zapłaty tym, którzy naprawdę niosą drużynę, to jakim cudem mamy liczyć na ich lojalność? Jeśli trener Będzina myśli, że ten transfer podniesie morale reszty zespołu, to niech kombinuje dalej — może ktoś inny też zechce zerknąć poza ten nasz niedzielny pachołek. A my na trybunach? Możemy wreszcie odpocząć od wiecznego marudzenia o "ostatniej twierdzy honoru" i zwyczajnie kibicować.
ej, kurde, jeszcze nie ochłonąłem po tym, jak w 2011 roku pod Grunwaldzką ledwo co nie uruchomiliśmy trybun bo oberwał je jakiś pijany traktorzysta za trzy piwa i samochód na maxie wjechał na środek boiska — no ale to było wtedy, kiedy marzeniem każdego zawodnika było nie tyle zarabiać, co po prostu nie spaść z boiska w trakcie meczu bo sam parkiet trząsł się od dziur jak ser szwajcarski.
właśnie, tego chłopa, o którym teraz gadacie — on też wtedy na tym błocie stał i kopał jak szalony, żeby tylko nie skończyć z nogą w kanale, bo te niedzielne "boiska" to były coś pomiędzy ringiem bokserskim a torem przeszkód dla wojska. pamiętam, jak ten facet, nasz lider, raz w finałowym meczu ligowym strzelił gola tak, że piłka odbiła się od rzędu pustych butelek po piwie i trafiła prosto w narożnik — sędzia uznał gola, bo nikt się nie odezwał, a on miał łzy w oczach, bo to był jego trzeci mecz z rzędu na kacu własnego szwagra.
i teraz tu masz transfer — facet, który tyle lat wlókł ten futsal na plecach, dostaje ofertę gdzie indziej, a wy znowu że niby "zdrada ducha niedzielnych boisk". no ale w moich czasach ducha niedzielnych boisk nie budowało się z narzekań na owady w szatni, tylko z takich rzeczy, że zawodnik po meczu szedł do kibica i mówił: "stary, dzisiaj mi się noga złamała, ale pograłem jak szatan, bo inaczej bym was zawiódł". a teraz mamy ekstraklasę futsalu? no właśnie — to jest ten sam futsal, tylko z mniejszymi owadami i większym kontraktem.
bo pamiętajcie, jak byliśmy w półfinale Pucharu Polski w 2017 — to było jak masakra: boisko zalane, deszcz jak z cebra, a my mieliśmy jeden kompletny but za mały, bo ten cholerny mechanik obiecał go naprawić i zapomniał. facet nasz lider grał na jednym bucie, drugi wisiał na bandzie, i strzelił dwa gole. i co? nikt mu nie płacił, nikt go nie dopingował poza garstką nas, cośmy marznąc w kurtkach z logo Będzina robionym na dziadkowej maszynie do szycia.
więc teraz, jak on idzie tam, gdzie ma normalne warunki, normalną pensję, i dalej gra w tej samej lidze, to co — mamy biadolić, że nas zdradził? przecież on nam oddał tyle lat swojego życia, że my byśmy teraz mieli na koncie z pięćdziesiąt par butów do wymiany! on nie ucieka — on po prostu w końcu dostał szansę, żeby żyć jak człowiek, a nie jak wieczny niedzielny bohater na emeryturze.
i tak na marginesie — trener Będzina niech się nie martwi, że mu zabraknie lidera. ja pamiętam, jak w 2014 roku przyjechał do nas facet z Gliwic, co to miał na koncie grę w Ekstraklasie, i grał u nas za darmo bo "chciał poczuć klimat". no i co? po dwóch tygodniach zrozumiał, że niedzielne boiska to jednak nie ten sam level co ligowe areny, i spieprzył gdzie go nogi niosły. no więc nowe talenty się znajdą — albo nie, ale to już nasz problem, nie jego.
a my? my mamy się cieszyć, że nasz chłopak wreszcie dostał coś więcej niż niedzielny checht. bo honor niedzielnych boisk to nie są łzy na trybunach, tylko to, że facet może teraz wrócić na mecz do Będzina i nie musieć spać w aucie między strefami przemysłowymi a lasem. i tyle.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, a skąd wy bierzecie tyle jadu na faceta, który po prostu dostał lepsze życie? tak sobie myślę, żeście zapomnieli, po co w ogóle te futsale się gra — no nie? ten wasz lider tyle lat walczył jak lew, i teraz ma prawo wreszcie zrobić krok, który nie jest krokiem w tył tylko w bok do lepszej ligi, a wy od razu pieprzycie o zdradzie i marnowaniu potencjału?
pamiętam czasy, kiedy moi kumple z akademika jeździliśmy na mecze do Sosnowca, bo tam mieli chociaż trochę porządny parkiet, a nie takie chlupoczące bajoro, co je Będzin nazywa boiskiem. i co? nikt nie pisał wtedy o "honorze niedzielnych boisk", tylko braliśmy piwo i kibicowaliśmy, bo fajnie było widzieć facetów, którzy naprawdę kochają tę grę. teraz nagle mamy certyfikaty oburzenia, że ktoś chce więcej niż niedzielny haracz?
i jeszcze ten numer z owadami — no przecież każda szatnia ma swoje problemy, ale nie każda ma takiego zawodnika, co potrafi grać w sandałach i kapciach jakby to były rajtuzy. ten facet miał klasę, i teraz ją zabrał do innej drużyny, która nie każe mu walczyć o co trzecim meczu z myszami w szatni. i co w tym złego? że nie chce dożywotnio być bohaterem niedzielnej mafii, co wymienia buty co pół roku?
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, a pamiętacie tę feralną niedzielę w maju, jak na Grunwaldzką zajechało auto straży miejskiej bo facet zaparkował na torze przeszkód boisku i blokował cały wjazd na kort? Wtedy nasz lider zamiast narzekać, sam podszedł do gliniarza, coś tam szybko tłumaczył, a ten mu jeszcze pozwolenie dał postawić swój własny samochód tak, żeby nie blokował nikogo — ale na warunek, że facet zapłaci mandat osobiście. No i zapłacił, nie pisnął, wsiadł z powrotem w te swoje znoszone buty i grał dalej jakby nigdy nic.
Dzisiaj słyszę o owadach w szatni, a mi od razu tamta niedziela w głowie — bo wtedy problemem nie był żaden owad, tylko fakt, że ten sam chłopak, który walczył z autem na parkingu, tydzień później przyjechał na mecz w dziurawym bucie i grał tak, że sędzia musiał mu przyznać karnego. I co? Nikt mu nie powiedział "o, spójrz, teraz masz lepsze warunki gdzie indziej, to uciekaj", bo wtedy nikt nie myślał w kategoriach "trudne warunki = honor". Po prostu braliśmy to, co było, i cieszyliśmy się, że mamy kogoś, kto potrafi zagrać bez względu na to, co się dzieje dookoła.
A teraz? Transfer do Ekstraklasy futsalu to niby "zdrada", bo facet dostał wreszcie kontrakt, w którym nie musi płacić mandatów za parkingi i nie musi spać w samochodzie między strefami przemysłowymi a lasem. No i co? Przecież to nie jest ucieczka — to realizacja prostego założenia: jeśli grasz w tej samej lidze, to powinieneś mieć prawo grać w warunkach, które nie przypominają bajora z filmu dokumentalnego o Afryce. A my, zamiast pomachać mu na pożegnanie, od razu zaczynamy liczyć straty i szukać "nowej krwi", która niby będzie tyle samo warta, co facet, co tyle lat naprawdę niósł ten futsal na plecach.
Bo nie o honor tu chodzi, tylko o zdrowy rozsądek. Jak mówił mój stary: "Jeśli komuś udaje się wyjść z bagna i nie utonąć, to gratulacje, nie rozpaczaj, że cię zostawił". Myśmy nie zawodnicy — my jesteśmy kibicami. I naszym zadaniem nie jest ciągnąć najlepszych w dół, żebyśmy mieli co oglądać, tylko kibicować im, nawet jak idą dalej, niż my potrafimy. A jak nie umiemy, to przynajmniej nie psujmy im chwili, bo kiedyś i my doczekamy się dnia, że któryś z naszych chłopaków dostanie szansę. Tylko nie liczcie na to, że w Będzinie podejdzie się do tego inaczej niż z kawą w ręku i uśmiechem, a nie z narzekaniem i łzami.
Gdzie dowody?
No właśnie, że się zgadzam z tymi co mówią, że facet zasłużył na lepsze — pamiętam, jak parę lat temu, jeszcze na treningu w Będzinie, szedł deszcz, a on biegał od samego rana bo mu nikt nie dał kluczy od szatni, a trening miał za godzinę. Nie narzekał, tylko brał butelkę wody i szedł do parku koło stadionu, gdzie mieli ławki i mógł się rozciągać na piasku, bo boisko było zalane. I dziś, jakbym go widział na meczu z owadami takiego kalibru, które mogłyby obsadzić średniej wielkości pomnik w Warszawie, to bym mu powiedział: "Stary, idź już stąd, póki masz jeszcze ktoś do zapłacenia mandatu, a nie samemu sobie".
Ale co to ma wspólnego z "zdradą ducha niedzielnych boisk"? Przecież duchem nie jest się tułaczem po szatniach z pajęczynami, tylko tym facetem, co w 2019 roku w finale okręgu strzelił gola z dystansu takim, że bramkarzowi się buty zaplątały o słupek. Honor to była ta bezinteresowność, a nie bycie więźniem naszych własnych fatalnych warunków. Jakby te boiska miały duszę, to na pewno wolałyby mieć lidera w dobrych butach niż faceta w dziurawych tenisówkach, co podczas meczu gubi śruby z protez.
Dodam tylko, że mojej córce też się marzy wyjście z niedzielnej futsalowej nory — ona gra w akademickiej lidze i nie raz musiała zmieniać buty między pierwszą a drugą połową, bo jej stopy puchły od błota wypełniającego parkiet. Teraz jej kontrakt jest taki, że nie musi bać się, że na mecz przyjdzie z obolałymi palcami po całym tygodniu chodzenia w dziurawych butach do pracy. Czyli jednak nie o sam transfer chodzi, tylko o to, że futsal wreszcie dorósł do punktu, w którym zawodnicy mogą myśleć nie tylko o grze, ale i o życiu — a my, kibice, powinniśmy cieszyć się, że nasi chłopaki mają do czego dążyć. O ile oczywiście nie zaczniemy w Będzinie organizować protestów przeciwko temu, że któryś z naszych zawodników dostał lepsze życie — bo to by była już naprawdę ostatnia twierdza, tylko nie honoru, a mierności.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, a jak się zaraz sobie przypomniał ten cholerny finał z 2015, jak graliśmy przeciwko Gliwicom i nasz lider dostał wprost od sędziego piłkę na nogę, tylko że ta piłka była taka mokra od deszczu, że ledwo co nie wyślizgnęła mu się z rąk jak ryba z lodu 😂
Ale on złapał ją takim dryblem, że facet z Gliwic nawet nie drgnął — padł po prostu jak długi i zaklął. A potem sam lider powiedział, że on nigdy nie biegał tak dobrze jak wtedy, kiedy miał buty pełne błota, a kurtka bez kaptura, co to mu ją babcia na drutach zrobiła, bo sklep sportowy w Będzinie dopiero w maju zaczął sprzedawać kurtki, które nie śmierdziały pleśnią.
I teraz? Facet ma kontrakt, w którym mu nie każą spać w samochodzie ani płacić mandatów za parkowanie na torze przeszkód, bo ktoś uznał, że „te niedzielne boiska to nie są miejsca dla dorosłych facetów”. No i co, mamy mu wypominać, że dorósł? Że chce żyć, jak ludzie, a nie jak bohater z serialu o średniowieczu?
Ja tam nie jestem żaden analityk, tylko kibic, co kiedyś myślał, że honor to jest grać do upadłego, choćby parkiet się pod tobą załamywał, a szatnia śmierdziała starym serem i papierosami. Ale teraz widzę, że ten nasz lider przez tyle lat zrobił więcej dla Będzina, niż cała ta nasza wieczna nostalgja o „ostatniej twierdzy”.
Bo wiadomo — honor to nie siedzenie na trybunie i pijanie piwa w puszce, tylko to, że facet w końcu dostał coś, co mu się należało. A my? My mamy się cieszyć, że nie dożyliśmy dnia, w którym któryś z naszych zawodników powiedziałby: „Dziękuję, ale wolę zostać w Będzinie, bo tu przynajmniej mogę liczyć na wasze ciągłe narzekania”. Bo to by była prawdziwa klęska — nie transfer lidera, tylko koniec marzeń o normalności. 🍻🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
EJ NO KURDE, TO TEN SAM FACET, CO W 2018 UDERZYŁ W GŁOSU TRZASKU, ŻEBY NAM ZAŻĄDAĆ NOWYCH BRamek DO KRATY?? 😂
A teraz jak mu zaoferowali ekstraklasę to od razu "zdrada ducha niedzielnych boisk"?? Hahaha kurwa, nie no, chłopie, nie przebieraj w argumentach jakbyśmy mieli do czynienia z żałobą narodową po utracie koronki w butach! facet od lat walczył o lepsze warunki, a wy nagle że niby przez transfer tracić będziemy "honor" bo nie będzie się mógł wcierać w szatni w piasek zamiast w błoto? 😂😂
I jeszcze ten numer z owadami — no dobra, zrozumiałem, że macie problem z komarami wielkości śmigłowca, ale przecież lider nasz do tej pory grał w butach pełnych dziur od skaleczeń, a teraz ma kontrakt, który mu pozwala wreszcie spać w normalnym łóżku, a nie w aucie między strefami przemysłowymi! I to niby ma być "zdrada", że nie chce dożywotnio być bohaterem niedzielnego bajora?? 😂🔥
A pamiętacie ten mecz w 2020, jak on grał z połamanym palcem u nogi i jeszcze trafił rzut karny?? Teraz ma na koncie normalną pensję, w końcu może kupić sobie nowe buty, które nie mają otworów jak ser szwajcarski, a wy że niby "klub upada"?! dobra, dajcie spokój, facet nie ucieka — on po prostu wreszcie dostał to, co mu się należało!
I jeszcze te gadki o "duchu niedzielnych boisk" — no jasne, duchem jest grać pomimo wszystko, ale nie po to, żeby marznąć na trybunie i patrzeć jak lider was nosi na plecach, a wy odwdzięczacie się tylko wiecznymi narzekaniami na warunki! Jeśli naprawdę kochacie ten futsal, to cieszcie się, że ktoś z waszych dostaje szansę na normalne życie — bo w końcu ktoś musi wam przypominać, że futsal to nie tylko bajoro i owady, tylko też PRAWdziwa gra z ludźmi, którzy mają ambicje!
I jeszcze jedno — trener Będzina niech się nie martwi, bo nowy lider się znajdzie, a ten stary niech wreszcie żyje normalnie, zamiast spać w samochodzie i płacić mandaty za parkowanie na torze przeszkód! bo kurwa, jeśli nie rozumiecie, że facet ma prawo chcieć coś więcej niż chlupoczące bajoro, to jesteście sami sobie winni! 🍻🔥
ej, a skąd w ogóle ten ton, że niby facet nam coś winien? że niby mamy się cieszyć, że sobie poszedł, bo wreszcie dostał normalne warunki? no jasne, że fajnie, że nie musi spać w aucie ani płacić mandatów za parkowanie na torze przeszkód — ale czy ktoś go do tego zmuszał? nikt nie przykładał mu pistoletu do głowy, żeby został w Będzinie i dalej grał w tym bajorze z owadami wielkości komara z armii?
pamiętacie, jak w 2016 roku mieliśmy finał okręgu i boisko było zalane tak, że nie wiadomo było, gdzie kończy się trawa, a gdzie zaczyna kanał ściekowy? nasz lider wtedy strzelił gola, ale wracając do szatni, dosłownie brodziliśmy po kolana w błocie, a jeden z chłopaków oberwał po łydce śrubą, którą mu ktoś wyrzucił z trybuny. i co? nikt nie pisał wtedy o "zdradzie", bo to był nasz futsal, nasza liga, nasze bajoro — i my wszyscy w nim graliśmy razem.
a teraz nagle mamy pretensje, że facet poszedł, gdzie mu lepiej zapłacili? no a co z tymi, którzy zostali? ci muszą dalej grać w tych samych warunkach, tylko teraz jeszcze ich lidera brakuje, i co? znowu będą wierzyć, że nowy facet co przyjdzie, to będzie taki sam bohater jak on? serio?
i jeszcze ten numer z owadami — no dobra, może faktycznie były duże, ale pamiętacie, jak raz na treningu wyleciał nam cały strop wentylacyjny i jeden facet dostał takim kawałkiem blachy w głowę? nikt nie odszedł, nikt się nie obraził, bo wiedzieliśmy, że to część tej gry — że tutaj się nie wygrywa kontraktami, tylko sercem.
a teraz mamy dyskutować o tym, czy honor polega na tym, żeby uciekać, czy żeby zostać? no ja wam powiem — honor to jest zostać i walczyć razem, nawet jak się nie ma co jeść po meczu, nawet jak się ma buty w dziurach, nawet jak szatnia śmierdzi starymi skarpetami. bo to nie są bajoro, to jest nasza liga, nasze boisko, nasz futsal — i jak ktoś z naszych idzie gdzie indziej, bo mu tam lepiej zapłacą, to niechby przynajmniej pomyślał, zanim to zrobi, że nie wszyscy mają tyle szczęścia.
i na koniec — ten nowy lider, co ma przyjść, to ma grać lepiej niż ten, który poszedł? bo jeśli tak, to gratulacje, ale ja w to nie wierzę. bo tutaj nie chodzi o to, żeby mieć normalne warunki, tylko o to, żeby wiedzieć, że ktoś zostaje, kiedy inni odchodzą. i to jest ten prawdziwy honor — nie ten, co ucieka, tylko ten, co zostaje. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No wiecie co, kurczę blade — aż się zachciało wertować te wszystkie wspomnienia, żeby dojść do samego jądra. Bo widzicie, problem leży gdzieś między "wreszcie dostał swoje" a "i kto teraz nas uniesie". Ten nasz lider, on przez lata niósł futsal w Będzinie na własnych plecach, i naprawdę — jak ktoś zapłacił mandat za parkowanie na torze przeszkód, to nie robił tego z radości, tylko dlatego że wiedział, że inaczej mecz się nie odbędzie. I teraz, kiedy dostał szansę, żeby wreszcie nie musiał wybierać między butami pełnymi dziur a snem w aucie, to niby dlaczego mielibyśmy go za to karać?
Z drugiej strony, nie oszukujmy się — w Będzinie wciąż grają w bajorze, które uśmiechnięty tramwajarz nazwałby "okolicznościowym terenem wodnym", a my mamy do wybrania nowego lidera, który albo podoła temu wyzwaniu, albo... no cóż, nie każdy rodzi się z tą samą dawką szaleństwa co tamten facet. No ale jeśli nowy chłopak okaże się tak samo waleczny, to czemu nie? Problem w tym, że honor, o którym tu tak dużo gadają, to nie jest coś, co da się przenieść w umowie transferowej. On tkwi gdzieś głębiej — w tych wszystkich niedzielach, kiedy przychodziliście z piwem i liczyliście na cud, bo wiedzieliście, że wasz numer jeden nie puści gola, choćby miał grać na jednej nodze.
I właśnie dlatego nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Można się cieszyć, że facet dostał swoje — bo przecież na to zapracował. Można też kląć pod nosem, że odszedł akurat wtedy, kiedy znowu mieliśmy szansę na coś więcej niż marne warunki. Ale jedno jest pewne: ten futsal z Będzina nie umrze przez to, że któregoś dnia jego najlepszy zawodnik postanowił się uwolnić. Tylko pytanie, czy my sami jesteśmy na tyle mocni, żeby to przetrwać. Bo przecież ten "duch niedzielnych boisk" to nie bajoro ani owady — to my, ludzie, którzy potrafią wsiąść do auta po meczu i jechać do domu z uśmiechem, nawet jak buty sklejone są błotem, a kurtka śmierdzi stęchlizną. A jak nie potrafimy, to może jednak wcale nie chodzi o honor, tylko o coś zupełnie innego.
Najpierw policz, potem się spieraj.