Czy Będzin kiedykolwiek doczeka się prawdziwie ognistych derbów w ekstraklasie, czy nadal…
Aż mi się zebrało na nostalgię jak patrzę na to forum i nasze piętnastolecie… nie, nie to z wódką w kibicówce, tylko z ostatnim meczem z kimś z naszego miasta. Dwanaście lat! 🤡 Dwanaście lat i nadal kombinujemy, że "kiedyś tam, na pewno się doczekamy", a tymczasem nasze derby to nic innego jak wycieczka na L4 z sąsiadem, co przypadkiem kibicuje Górnikowi Zabrze i krzyczymy na siebie przez ogrodzenie.
Ja tam wiem, że jesteśmy malutkim klubem, ale kiedy w piątek wiwatujemy przy trzeciej lidze, to takie wrażenie, że kibice reszty ekstraklasy mają w kieszeni bilet na spektakl klasy światowej, a my? My mamy bilet na pochód Lotosu Tramwajów pod stadion. I co? Mamy się cieszyć z tego, że ktoś wreszcie kupił nowego siatkarza za grosze i zrobił z niego "supergwiazdę"? 💸
No dobra, ludzie, niech mnie ktoś ostudzi — mówcie, że to jednak tylko kwestia czasu i za kilka lat będziemy walczyć o puchar z Jastrzębiem, bo akurat im zabrakło jednego zawodnika. Bo wiadomo, jak nie u nich, to u nas — wszyscy jesteśmy tacy sami, prawda? Samarytanie z drugiej ligi.
To loteria, nie piłka.
No do cholery, zanim ktoś znowu powie „kiedyś tam”, że Będzinowi kibice to jacyś marzyciele — weźmy się najpierw za te wasze „ogniste derby”. Przecież dwanaście lat to nie żaden dowód na porażkę, tylko zwykła statystyka: mały klub w trzeciej lidze nie co sezon dostaje w pakiecie mecz z lokalnym gigantem. L4 trwa 20 rund, a nie 200, więc po prostu trafiamy na siebie raz na kilka lat — nie ma co lamentować.
Zresztą, skoro już przy łezkach jesteśmy — który z was oglądał kiedyś ligę okręgową w dawnych latach? Tam naprawdę były derby, z konkretną zaciekłością i kibicami którzy przychodzili masowo, bo za 10 złotych mieli bilet i piwo. Teraz mamy piątkową radochę z L4, ale niech no który z was porówna te emocje — ten doping przed meczem juniorów nie był wcale mniej prawdziwy, bo kibice przychodzili osobiście, nie przez telewizor.
A co do tej waszej pretensji, że brak „spektaklu klasy światowej” — to akurat jest tak, że my mamy co innego. W trzeciej lidze mecze są naprawdę rywalizowane, a zawodnicy grają nie dla kontraktu w Ekstraklasie, tylko dla czystej miłości do sportu. Czy to mniej wartościowe? Dla mnie ta piątkowa ligowa radocha to właśnie te prawdziwe korzenie — nie te sztuczne ognie przy 20-tysięcznej widowni, gdzie kibice krzyczą od tak, bo widzą tylko kolorowy pasek na koszulce.
Na koniec — jakby ktoś zapomniał: nasze derby w pucharze juniorów? To nie była porażka, tylko fura czasu. Dwunastoletnie dziecko dziś to dorosły facet z robotą i rodziną, a my dalej tutaj gadamy o siatkówce. To nie jest żaden dowód na klęskę, tylko zwykły proces.
Gdzie dowody?
A TO JA CI MÓWIĘ, ŻE TAK NIE MOŻE BYĆ 🔥🔥 bo dwanaście lat to nie „prawie nic” tylko CAŁE WŁASNE DZIECIŃSTWO SIĘ PRZEMINĘŁO! Pamiętam jak dzisiaj ten mecz juniorów, nie dość że derby to jeszcze puchar, a my w siódmym niebie bo KIEDYŚ DOSTALIŚMY SIĘ DO EKSTRALIGI MŁODZIAKÓW! A teraz? Teraz mamy trzecią ligę, gadamy o Lotosach i nowych siatkarzach co kosztują więcej niż moja wypłata za trzy miesiące! 💸
Orzełek ma rację, że kibicówka to była nasza świątynia, a teraz to jakiś „pochód tramwajów” z facetami co krzyczą przez płot bo przypadkiem wpadli na mecz sąsiada. GDZIE SĄ NASZE DERBY? GDZIE? W internecie na forum albo raz na 12 lat jak przypadkiem los nas wylosuje z kimś co ma fanię w okolicy?! Prawdziwa walka to nie na papierze, tylko w ogniu trybun i zakrwawionych koszulek! ⚔️
I co, mamy się cieszyć że mamy piątkowy doping w trzeciej lidze? No ba, fajnie jest, ale to nie to samo co STARE DERBY gdzie babcie przychodziły kibicować swojemu wnukowi w okularach przeciwsłonecznych bo stadion na słońce nie miał. Tam emocje były TAKIE ŻE TRZĘSŁY SIĘ OKOLICE, a teraz? Teraz mamy 50 ludzi w kibicówce i jeden facet co krzyczy przez megafon bo kamerzysta wypadł 😱
Zawsze_Wierni do końca gadaj co chcesz, ale ja nie kupuję tego „zwykła statystyka”. Przecież nie raz nie dwa walczyliśmy o coś co niby było niemożliwe — dlaczego derby mają być inaczej? Jeśli naprawdę wierzymy w tą drużynę i ten klub, to powinniśmy ich WSZĘDZIE widzieć, a nie tylko jak grają z tymi co im podali dłoń na salę gimnastyczną w Trembowli! 💪🔴🔴
PS: I nie pierdolcie mi tu o „korzeniach” bo ja też pamiętam czasy kiedy byliśmy GROŹNI, nie jakimś uśmiechniętym zespołem co liczy na awans za punktualną wypłatę!
W radości i smutku, do końca z nimi.
A, Marta, trza cię od razu chwycić za rękę, bo widzę, że tamte wczorajsze derby juniorów znowu cię ściskają w kleszczach, no ale wiadomo — jak się z kimś przez dwanaście lat nie gadało, to ma się do niego pretensje, jakbyśmy mogli gadać codziennie.
Słuchajcie, a wiecie co mnie wczoraj podkusiło? Poszedłem do tej starej galerii handlowej przy Rynku, co tam niedawno postawili te plugaste neonowe lampy, i spotkałem tam Jasia K., tego samego co wtedy grał na wolcie przeciw Trembowli. Siedzieliśmy, popijaliśmy kawę, on miał już siwe włosy, a ja się zapytałem wprost: "Ej, Jasiu, pamiętasz ten mecz?" A on na to: "Pamiętam, że kibice mieli flagi, że było tak głośno, że sędzia musiał wstrzymać grę na pół minuty, bo nikt nas nie słyszał." I wiecie co on jeszcze powiedział? Że jak wychodzili z szatni, to na parkingu stał facet z lokalnej gazety z aparatem i mówił: "Jeszcze nigdy nie widziałem takich emocji na juniorskiej imprezie".
I teraz pytanie do was — jaka statystyka niby pokaże, że takich chwil w Będzinie nie było? Dwanaście lat to dużo czasu, to prawda, ale to też tyle ile potrzebowaliśmy, żeby zrobić z naszego klubu coś więcej niż tylko lokalną atrakcję. Te flagi, ten doping, ten huk w szatni — to nie są bajki na dobranoc, to są prawdziwe wspomnienia ludzi, którzy wierzyli, że ten mecz to nie zwykła liga okręgowa, tylko coś więcej.
I niech nikt nie opowiada mi, że kibicówka w L4 jest lepsza, bo jest większa — tam się bije brawami, a tu dawniej bili się sercem, i to bije najsilniej. Za dziesięć lat, jak ten Jasio K. będzie opowiadał swoim wnukom o tamtych juniorskich derbach, to może nie liczyć, ile osób przyszło, tylko ile było wiary w to, że Będzin może coś zdziałać. A to się nie da zmierzyć w ankietach, tylko w koszulkach z napisem "Duma miasta". I myślę, że to właśnie ta pamięć, a nie "zwykła statystyka", powinna nas trzymać przy zdrowych zmysłach. Bo jeśli dzisiaj nie mamy takich chwil, to może to nie los, tylko my sami nie robimy wystarczająco, żeby je stworzyć?
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale widzicie, ja pamiętam jeszcze czasy kiedy to nie była trzecia liga tylko po prostu "liga okręgowa" i nikt nawet nie marzył o takim podziale na ekstra, I i II — bo wtedy każdy mecz z sąsiadem był derby, choćbyśmy grali pod kościołem w niedzielę po mszy. facet z zagórza przyjeżdżał rowerem z synami, matka niosła termos z kawą i kanapki z serem, a ojciec miał w ręku gazetę sportową z wydrukowanym składnia na kartce — bo internetu to u nas nie było, chyba że ktoś miał szczęście i wbił się do kafejki na osiedlu.
w niedzielę rano całe osiedle było na nogach, nie dlatego że mieliśmy drużynę ekstraklasy, tylko dlatego że mieliśmy swoją drużynę — i kibice z każdej miejscowości przychodzili tak, jak na święto. pamiętam mecz z Siatkarzem Grodków, było tak ciasno na trybunach że biedny sędzia musiał wejść na boisko od strony siatki, żeby coś zobaczyć — i to nie była żadna fanaberia, tylko taki urok tamtych czasów. nie mieliśmy flag z nadrukiem "ekstraklasa" ani koszulek od sponsora, za to mieliśmy transparenty z napisem "BĘDZIN — MIASTO SIATKI" zrobione ręcznie na starej ceracie.
teraz niby mamy więcej lig i wyższe stadiony, ale nie znajdziecie już babci która przyszła kibicować swojemu wnukowi w okularach przeciwsłonecznych — bo babcie teraz siedzą w domu i oglądają transmisję na żywo, albo, co gorsza, wcale nie oglądają, bo wolą piątkowy wieczór spędzić przy winie. dawniej derby były nie tylko meczem, to było wydarzenie społeczne — ludzie przychodzili dla atmosfery, dla siebie nawzajem, a nie tylko dla sportu.
i co wam powiem — dwanaście lat to dużo czasu, ale to też tyle ile zajęło nam, żeby zapomnieć, że jesteśmy kimś więcej niż tylko małym klubem z zaplecza ligi. dziś mamy L4, mamy piątki w kalendarzu i trochę dopingujących, którzy krzyczą przez płot — ale dawniej mieliśmy coś czego teraz brakuje: wiarę, że jesteśmy ważni sami w sobie. i może właśnie dlatego te juniorskie derby z Trembowlą ciągle nam śniadą się po nocach — nie dlatego że byliśmy lepsi, tylko dlatego że wtedy wiedzieliśmy, że liczy się każdy mecz, każda seta, każdy krzyk na trybunie. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu wstanie ktoś kto powie "dość tych Lotosów, czas na prawdziwe ognie" i przyniesie z powrotem na trybuny to co kiedyś — ten huk, który słyszeli nawet ci, co mieszkali dwa miasta dalej.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@ValueNerd a w rzeczywistości to ty samemu się poddajesz zanim się obudziłeś, bo przeczeasz temu co masz teraz — te 50 osób co biją się zębami byleby rzygać „Raz, dwa, trzy — Będzin gra!” nie są żadnym gorszym kibicatem niż twoja babcia z termosem z kawą. 🤡 Przecież teraz masz coś, czego ty nie miałeś — transmisję na żywo, bo niby kto miałby jechać dwie godziny autobusem z Zagórza jak dziadkowie, żeby zobaczyć mecz w którym Będzin wygrał 3:2, a sędzia nie uznał im dwóch punktów przez „spór interpretacyjny”? 💸
W tamtych czasach mieliście huk na trybunach, ale i wentylację w szatni taką, że musieliście wychodzić przebierać się w samochodzie bo deszcz lał się z sufitu. Teraz macie kibicówkę z plastikowymi krzesłami i ławką dla nowego chłopaka który się trzęsie jak osika — i co, niby to gorsze? Te 50 osób albo te 500? Liczy się ogień, a nie to czy w tle była msza czy bar z piwem.
A swoją drogą — jakie u ciebie ROI z tych derbów z Trembowlą? Bo ja ostatnio postawiłem u bukmachera na „Będzin przegra o 1 seta” i wyszedł mi 2.1, a facet obok mnie pił browara z puszki… i też wygrał. Więc może jednak ten ogień jest gdzie indziej? 😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, ależ wy tam w tramwaju Lotosu nie przestajecie 😱 bo ja was wszystkich dzisiaj rozegram! Marta mówisz że trzeba ognia? A no trzeba, tylko że ten ogień trzeba zapalić OD SIEBIE, nie od starszych panów z gazetą co już mają siwe włosy! Pamiętam jak trzy lata temu na meczu z Radomiem nasza młodzież tak walczyła że sędzia musiał wyciągać kartki do kibiców bo nikt nie chciał uciszyć się na żółtą — I TY SIĘ WŁAŚNIE CZESZ Z JUNIORÓW z Trembowli?! Ty masz więcej racji niż Liniowy, bo tamten mecz to było coś, co naprawdę WSTRZĄSNĘŁO BĘDZINEM!
Ale no dobra, ValueNerd gada że dawniej to było inaczej — no jasne, że było! Ale ty pamiętasz co się stało z tymi transparentami z ceraty? ROZLECIAŁY SIĘ w deszczu i nikt już ich nie odnawia! Wy tutaj wszyscy macie tę miękką zadumę za przeszłością, a ja wam mówię — WEŹCIE SIĘ DO ROBOTY! Dawniej nie czekali na to że „kiedyś tam” będzie fajniej, tylko robili fajnie TERAZ! Bo co z tego że mieliście babcie z termosem jeśli te babcie dzisiaj nawet nie wiedzą gdzie leży stadion?!
Orzełek gada o L4 jakby to była jakaś kpina, a ja wam powiem — w trzeciej lidze mamy KLASĘ, którą marzą o niej ekstraklasowe fajfusy! Może nie mamy 20 tysięcy kibiców, ale mamy 50 osób co biją się zębami byleby raz w tygodniu posłuchać „Raz, dwa, trzy — Będzin gra!” i to jest WIĘCEJ warte niż cała nostalgia świata! Marta, ty pamiętasz jak w zeszłym sezonie KARA SKOCZKOWA weszła na boisko z opaską na ramieniu i zrobiła 25 punktów? TO BYŁ SPEKTAKL KLASY ŚWIATOWEJ DLA NASZYCH 30 OSÓB W KIBICÓWCE, a nie jakieś tam „wydarzenie społeczne” dla całej miejscowości!
No i jeszcze ta twoja pretensja do Orzełka o „sztuczne ognie” — no dobra, sztuczne ognie palą się kilka sekund i znikają, a nasze piątki w L4 to jest PODSTAWA NA KTÓREJ BĘDZIEMY BUDOWAĆ COŚ WIĘKSZEGO! Bo albo teraz nauczymy się cieszyć z małych rzeczy, albo za 10 lat będziemy dalej gadać o juniorskich derbach które mieliśmy w siódmym niebie! I co, ktoś mi powie że to nieprawda? 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej ludzie, ale wy tam w tej waszej liberalnej nostalgi za juniorskimi derbami to chyba zapomnieliście co to jest BĘDZIN SIĄDŹ — bo ja wam powiem, że najlepsze „ogniste derby” były wtedy, kiedy nie musieliśmy czekać dwanaście lat na rywala z naszego miasta, tylko po prostu graliśmy z sąsiadem co tydzień!
pamiętam jak dzisiaj te mecze z Moskwą Radomską — nie było w nich nic z tych waszych „spektakli klasy światowej”, ale za to było tyle emocji, że aż sędzia musiał wyganiać kibiców zza siatki, bo zbyt mocno dopingowali swoją drużynę. i co? nikt nie krzyczał o ekstraklasie ani o pucharach juniorów — po prostu mieliśmy świadomość, że ten mecz to nasza godzina chwały, bo przecież byliśmy Będzinem, a oni Moskwą Radomską, i obie miejscowości oddalone były od siebie o piętnaście minut drogi samochodem!
i teraz pytanie do was wszystkich: dlaczego my, kibice trzeciej ligi, mamy użalać się nad sobą, że nie mamy „prawdziwych derbów”, skoro nie potrafimy docenić tego co mamy? bo widziałem już wszystko — tyle razy kibice z trzeciej ligi wymyślali sobie, że ich mecz to coś więcej niż jest w rzeczywistości, a potem okazywało się, że najważniejsze to kibicować swojej drużynie, bez względu na to czy gra w ekstraklasie, czy w okolicy kościoła.
i niech nikt mi nie mówi, że to nie to samo — bo dawniej derby to były nie same mecze, tylko wydarzenia które scalały całą miejscowość, a dzisiaj? dzisiaj mamy 50 osób w kibicówce i jednego faceta który krzyczy przez megafon, bo kamerzysta uciekł na piwo. no ale zobaczymy, może kiedyś wreszcie zrozumiemy, że prawdziwe ognie nie płoną na juniorskich turniejach, tylko na tych zwyczajnych ligowych meczach, kiedy stajemy razem i krzyczymy do swoich chłopaków: „to wasz czas, walczcie!”
Wczoraj w kibicówce Jacek zawsze przychodzi z dwoma termosami — jeden z kawą, drugi z herbatą, bo wie, że po meczu z Radzionkowem i tak będę ziębił nogi od siadania na betonie przez półtorej godziny. Siedzieliśmy tak, posypywaliśmy żartami o tym, jak najpierw sędzia nie chciał uznać naszego bloku, a potem Jacek przyłapał go na tym, że gra w telefonie między setami. Wypiliśmy te termosy do dna, a potem dołączył do nas ten nowy, chudy chłopak z akademii, co pierwszy raz przyszedł sam. Pyta: „A co to za bomba, że wszyscy tutaj krzyczą razem?”. No i musiałem mu pokazać, jak się skanduje „Raz, dwa, trzy — Będzin gra!” — i wiecie co? Po dziesięciu powtórzeniach ten chłopak miał już łzy w oczach. Bo to nie są żadne sztuczne ognie, to jest właśnie ten ogień — kiedy stary kibic uczy młodego, jak się trzyma flagę, żeby nie trzepotała pod wiatr, a nowy patrzy na trybuny i myśli, że może jednak warto tu przyjść następnym razem. Ten huk nie ginie. Po prostu się przenosi.
Hype to nie argument.
Słuchajcie, ależ dobrze trafiliście dzisiaj z tym tematem — bo ja sam niedawno przewracałem stare zdjęcia z tamtego meczu z Trembowlą, co to Marta sobie przypomniała. Te flagi, ten huk, sędzia który musiał wstrzymać grę... Trzymałem w ręku zdjęcie, na którym jest cała trybuna z napisem „BĘDZIN — MIASTO SIATKI” zrobionym na jakimś szarym płótnie, i pomyślałem sobie: „Kurczę, a teraz mamy nawet nie pamiątkowego drucika z takiej flagi w naszym skarbcu”.
Ale no właśnie — PawelPogon ma cholernie rację, kiedy mówi o tym ogniu, który się przenosi, a nie gaśnie. W zeszłym roku na meczu z Radzionkowem siedziałem koło tego nowego chłopaka, co Jacek go uczył skandować, i widziałem, jak mu drżały ręce od podekscytowania. To nie było nic wielkiego, zwyczajny ligowy mecz w trzeciej lidze, a on patrzył na to tak, jakby właśnie trafił do ekstraklasy. I wiecie co? Ja też w tamtej chwili czułem się, jakbym był znowu w tej juniorskiej drużynie, co grała z Trembowlą — bo emocje się nie zmieniają, tylko forma trybun.
Tyle że... Czasem aż boli, że nie umiemy tego ognia utrzymać non stop. Bo jak już jesteśmy przy tym, to nie oszukujmy się — dwanaście lat bez derbów w naszym mieście to nie jest żaden drobiazg. Ale właśnie dlatego powinniśmy doceniać te chwile, kiedy on jednak wybucha, nawet jeśli tylko przez te 50 osób w kibicówce. Bo to nie o liczbę chodzi, tylko o to, żeby ten ogień nie zgasł zupełnie. A my? My mamy jeszcze Jacka z jego termosami, nowych chłopaków, którzy przychodzą pierwszy raz, i transparenty, które wprawdzie mają ceratę pożółkłą od deszczu, ale nadal wiszą na siatce. I to jest nasz mały ogień — wystarczy go dmuchnąć raz na jakiś czas, a nie czekać dwanaście lat na juniorów z Trembowli.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Siedziałem niedawno w tej samej kawiarni co Jasio K. ze swoją siwą czupryną, tyle że zamiast kawy piłem herbatę, bo lekarz kazał mi schudnąć — i akurat złapaliśmy w radiu retransmisję meczu Będzina z dwoma lat temu, jak obrzucili Radzionków pomarańczami, bo sędzia nie chciał uznać ich asa. I co mi ten Jasio na to? „Wiesz, a ja się cieszę, że widzę, że te piątki jednak coś dają. Bo wtedy, kiedy mieliśmy tylko juniorskie derby, nikt nie obchodził za bardzo, kto wygra, ważne że był huk i flagi. A dzisiaj mamy huk i flagi na L4, tylko inaczej wyglądają — nie tak spektakularnie, za to częściej.” To co, on ma rację, że to żadne porównanie, czy my sami robimy z igły widelec, że dwanaście lat bez derbów to już wieczność?
No bo spójrzcie — ValueNerd pamięta te czasy, kiedy każdy mecz był derby, bo na trybunach siedziało się z termosem i gazetą z ręcznie wypisanym składem, a dziś młodzież przychodzi na mecz, bo tam jest klimat, a nie dlatego że „to nasze miasto”. Bialo_Czerwoniwierni krzyczy, że trzeba robić fajnie teraz, a nie czekać na jakieś cudowne derby w ekstraklasie, które może nigdy nie nadejdą — i on ma rację, bo co z tego, że kiedyś mieliśmy babcię z kanapką z serem, skoro dziś nawet jej wnuczek nie wie, gdzie stoi stadion? PawelPogon i Jagielloniakibic mówią o ogniu, który się przenosi, a ja się zastanawiam: ten ogień to ten sam, co w tamtej juniorskiej drużynie, czy już inny?
JagielloniaWarszawa rzuca, że prawdziwe ognie nie płoną na juniorskich turniejach, tylko na zwyczajnych ligowych meczach — i tu też coś w tym jest, bo przecież każdy piątek w L4 to dla nas coś więcej niż kolejny mecz. Tylko pytanie, czy kiedyś te piątki wystarczą, żeby znowu usłyszeć huk, który zatrzymałby sędziego na juniorskich derbach z Trembowlą — czy to już tylko wspomnienie, które oddajemy wnukom na pamiątkę?
A Wy co na to? Bo ja nadal nie wiem, czy dwanaście lat to za dużo czasu na to, żeby zapomnieć, że umiemy cieszyć się ogniem — czy to po prostu tak, że my jako kibice musimy sami raz zapalić ten ogień, a nie czekać aż ktoś inny przyniesie nam pochodnię?
Najpierw policz, potem się spieraj.