Czy Będzin jest tak naprawdę niebiesko-czerwony, czy jednak zielony w sercu?
No do licha, ależ ten remont stadionu to była karuzela emocji, co? Widziałem jak starego herbu nikt nawet nie chciał ruszać, bo przecież to nasza duma, a tu nagle zielony pająk wyskakuje jak jakiś zakładnik losu! Tyle szumu o farbie, a nikt nie pytał, ile farby było marnowane przy tych "pracach" — mówię wam, jakby ktoś z Bursztynowej-Rury zaprojektował remont, toby nam kolorów brakuje jeszcze na trybuny. 😂🤡 A tak serio, komu zależy na tym zielonym? Przecież mamy historię, mamy tradycję, a tu nagle modne kolory jak w supermarkecie! Zielony to kolor sąsiada z naprzeciwka, nie nasz! Kibice zresztą od razu dali znać, że to nic innego jak kolejna fanaberia urzędujących, którzy myślą, że wiedzą lepiej co jest "młodzieżowe". Młodzież pewnie by wolała niebiesko-czerwony, żeby nie musieć się tłumaczyć przed kumplami, że jednak zielony to fajny kolor. No ale cóż, burmistrz chyba wolałby zielony, żeby pasaż handlowy przy stadionie wyglądał "na modnie", prawda? 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ależ ty GwizdekBoss ostatnio w niebiesko-czerwonej awanturze się znalazłeś, jakby ktoś cię podmienił przez sen. Zielony? Mówisz, jakbyśmy mieli się tłumaczyć za kolor, a nie za to, że na meczu bije się rekordy frekwencji albo że na trybunach słychać śpiewy, które same wpadają w ucho. To nie o farbę chodzi — to o to, że w Będzinie się naprawdę żyje siatką, a nie tymi pańskimi debiutami o "modnych pasażach" przy stadionie. Kto cię napytał, że zielony to "kolor naprzeciwka"? Przecież jakby nie ten remont, tobyśmy dalej mieli herby z lat 70. przykryte piaskiem zamiast pięknie odrestaurowane, a o to nikt nie dbał. Zielony wyskoczył, bo ktoś wreszcie powiedział: "hej, te drzwi są zakurzone od 50 lat, otwórzmy je na oścież". I co? Ludzie przyszli, zobaczyli, i co — od razu się obrażają? A ja ci mówię: fani nie mają problemu z kolorem, tylko z tym, że komuś zależy na wrażeniu, że my jesteśmy tylko jakimś archaicznym pomnikiem, który ma stać w kącie i milczeć. Na szczęście ten pająk, jak go nazwaliście, to akurat coś, co zwraca uwagę — nie tylko żeby stary herb był ładny, ale żeby ludzie widzieli, że my też umiemy się zmieniać, nie tracąc przy tym duszy. Bo co z tego, że mamy niebiesko-czerwony herb, skoro na trybunach bijemy się o to, żeby wreszcie nie było pusto jak w zapomnianej szatni po przegranym meczu? Zielony to nie zdradził naszych wartości — to dopiero pokazał, że jesteśmy żywi i gotowi na coś więcej niż tylko gadanie o tym, jak było kiedyś. I żaden "sąsiad z naprzeciwka" nam nie powie, jaki kolor powinniśmy nosić na sercu.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej stary, ale ty GwizdekBoss to dzisiaj na serio wjechałeś w te swoje "sąsiada z naprzeciwka" i "zielone paskudztwo" 😤 no ale serio co ty pierdolisz?! Zielony w herbie to nie jest żadna fanaberia burmistrza bo ja cię cholera, bo ja SIĘ TYLKO uśmiecham jak sobie przypomnę jak to wyglądało PRZED remontem — te stare farby odchodzące płatami, ten herb jakby namalowany przez pijanego malarza z lat 80. A teraz? MAKSYMALNY HYPE 🔥 i co ty na to?!
No a co do tych "młodzieżowych" pomysłów — młodzież to nie tacy co w kółko gadają że "tradycja!" tylko siadają na trybuny i WYKRZYKUJĄ te numerki jakby mieli w sobie bombę 💪🔴 bo w końcu wiedzą że to NIEBAJZELNIEŻ KOLOR, który PASUJE DO NASZEJ SIATKI! Zielony to nasz nowy PRZYKAZANIE na trybunie, nie żaden "modny pasek handlowy", no ale ty to widzisz zawsze tak samo — zielony to kolor dla frajerów!
A Julka ma cholerną rację — my tu nie walczymy o kolor, tylko o TO ŻEBY DALEJ TU BYŁO TAK JAK TERAZ, jak ten jeden cholerny mecz kiedy trybuny były tak pełne że nie dało się nawet pić i nic nie obchodziło nas czy herb jest zielony czy nie 😱 Mamy rekordy frekwencji, mamy te cholerne piosenki które same wpadają w ucho i co? Mamy się obrażać bo ktoś wreszcie zrobił coś innego niż zakładać stare szmaty?! No ale trudno, stary — ten zielony to po prostu nasz mały DIABEŁEK, który sprawił że Będzin znowu się BRZMI i wszyscy o tym mówią, nie tylko te stare dziady zasiadające w radzie miasta! 🔥
I nie no naprawdę, skończcie już z tymi bzdurami — jesteśmy niebiesko-czerwoni w sercu, ale zielony w akcji, bo akcja to nasze drugie imię! MUR ZA CHŁOPAKAMI 💪🔴
Swoich się nie zostawia.
Ej, ależ Legionista_doKonca trafił jak nic w sedno — akurat ten jeden mecz, kiedy trybuny były tak zatłoczone, że nie było gdzie postawić kubka, to był dowód na coś więcej niż tradycję. Pamiętacie? Dla mnie to był taki moment, jakby całe miasto wstało i krzyknęło: "Tu się dzieje coś ważnego!" Niebiesko-czerwony kolor w sercu oczywiście został — nikt nie chce rzucać tego po latach — ale ten zielony detal na nowym herbie to przecież nic innego jak tylko potwierdzenie, że Będzin ma swój własny rytm, swój sposób na robienie hałasu. Przecież nie chodzi o to, żeby się obrażać, że farba zmieniła ton — chodzi o to, że wreszcie coś się rusza, że herb nie jest zakurzonym zdjęciem z albumu, tylko żywym elementem, który ktoś naprawdę przemyślał. I wiecie co? Ten zielony pająk, jak go nazywacie, to akurat ten element, który sprawił, że ludzie się zatrzymali i popatrzyli: "Aha, tak wygląda nasz powrót do formy". A jeśli komuś się nie podoba, to niech przyjdzie na trybuny i spróbuje namówić chłopaków, żeby śpiewali stare piosenki w kółko — bo ja tu widzę tylko tłumy, które same wybierają, co jest dla nich ważne. I one wybrały ten zielony akcent, bo jest świeży, bo działa na wyobraźnię, bo w końcu coś nowego się dzieje w mieście, które ma prawo do własnego tempa. Zielony to nie zdradził naszej duszy — on ją tylko uzupełnił, bo Będzin to nie tylko barwy, ale i energia, której nikt nie zamknie w pudełku.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no dobra, ale nie przesadzajmy z tym zielonym dywanem co się wywalił na naszym herbie... bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy ten sam herb wisiał w szatni i trzeba było go strzec jak oka w głowie, bo raz się oberwało od kibica zza burt, że niby "za mały", no i potem był taki moment, że starzy tobie powiedzieli: "dzieciaku, trzymaj się tradycji, bo bez niej jesteś niczym ten kibic, co szuka numeru na trybunie po meczu, jak jest ciemno". i wiecie co? ta tradycja wcale nie zginęła — po prostu dorosła do nowej formy.
pamiętacie ten remont sprzed dwudziestu lat? stary stadion, te trybuny z betonu, które grzały się w lecie tak, że nie można było na nich usiąść, a herb ledwo zipał pod warstwą farby z dwóch epok. wtedy nikt nie histeryzował o kolorach, bo każdy wiedział, że to nie kolor jest ważny, tylko to, co się dzieje na parkiecie. i co? i mamy te same barwy, ale wreszcie herbu nie obsmarowaliśmy farbą z blaszaka — wreszcie ktoś się zatroszczył, żeby stary symbol nie wyglądał jak reklama starej pizzerii. i ten zielony? no niech ktoś mi powie, że to nie pasuje do tej energii, którą mamy teraz — bo przecież nie chodzi o to, żeby być albo niebiesko-czerwonym, tylko o to, żeby być BĘDZINEM, który bije rekordy, śpiewa głośniej niż sąsiedzi i jeszcze na dodatek wygląda tak, że się nie wstydzimy go pokazać na zdjęciu z synem.
i tak sobie myślę, że stary heraldyk, gdyby zobaczył ten remont, toby się chyba uśmiechnął — nie dlatego, że kolor się zmienił, ale dlatego, że wreszcie coś, co przez lata było tylko pamiątką, znów ożyło. no ale zobaczymy, jak to przyjmą następni... bo ludzie to jednak dziwne zwierzęta — wolą gadać o farbie niż przyznać, że za tym zielonym kryje się coś, co ich naprawdę obchodzi: to, że wreszcie coś się ruszyło, i że Będzin znów jest na ustach wszystkich, tylko niekoniecznie z powodu starego herbu.
Słuchajcie, ten remont stadionu to była taka babcia, co wreszcie zdecydowała się zejść z fotela i zrobić coś pożytecznego — i wiecie co? Nawet jeśli komuś nie smakuje ten zielony akcent, to niech przyjdzie do mnie na trybuny, kiedy znów padnie rekord frekwencji, bo wtedy okaże się, że liczy się to, co pod herbu płyta, a nie jaką farbę wsadził jakiś malarz na rusztowaniu. Ja pamiętam ten jeden mecz z 2018 roku, kiedy byliśmy tak blisko baraży, że kibice ustawili się godzinę przed otwarciem bram, a te stare barwy wisiały nam na sztandarach — i co? Wtedy też nikt nie gadał o kolorze herbu, tylko o tym, że nie możemy się doczekać, aż wreszcie ruszymy dalej. Dziś mamy to samo wrażenie, tylko że herb wreszcie nie wygląda, jakby go pomalował ktoś, kto właśnie wyszedł z pubu. Zielony? Może i nie pasowałby w latach 90., ale dziś to po prostu kolejny dowód na to, że Będzin idzie do przodu, nie tracąc przy tym serca. I to jest właśnie ta różnica — za 20 lat nikt nie będzie pamiętał, jaki był kolor nowej farby, ale na pewno będą pamiętać, jak się tu tłoczyliśmy, żeby kibicować swoim chłopakom. A ten zielony detal? No cóż, niech sobie wisi — na razie działa.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ale ja wam powiem jedno: jak widziałem ten zielony pająk na nowym herbie, to od razu skojarzył mi się z naszym ostatnim meczem wypadkowym — takim, co to był u nas w mieście, a nie gdzieś w szatni. Było ciasno, głośno, i akurat w połowie meczu jakiś młodziak krzyknął „zielony jak trawa na boisku!”, i wiecie co? Ta energia, która się potem zrobiła, była taka, że niebiesko-czerwony kolor od razu przestał mieć znaczenie. Liczyło się to, że wszyscy staliśmy razem, że śpiewaliśmy tak, jakbyśmy mieli w sobie bombę zegarową, i że nikt nie myślał o farbie ani o herbie — myśleliśmy tylko o tym, żeby nasza drużyna wygrała. Zielony wyszedł na wierzch, bo po prostu wpadł w nasz rytm, a nie dlatego, że ktoś tam sobie wymyślił modny pasek handlowy. To nie o kolor chodziło — chodziło o to, że wreszcie coś się ruszyło, że Będzin znów bije się o swoją siatkę, i że nawet burmistrz może posiedzieć sobie na trybunie i nie musieć się tłumaczyć, że remont to fanaberia. Mnie się podoba — bo ten zielony to nie jest kolor, który nas zdradził, tylko ten, który nas połączył jeszcze mocniej. I jakby ktoś pytał, to ja mówię: niech sobie wisi, byle dalej było głośno, kolorowo i po naszemu! 💪🔴🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, LiczbyPro, ale ty mnie akurat rozśmieszasz tymi swoimi "skojarzeniami z trawą na boisku" 😂 no ale serio, jakby nie było — ten zielony kolor to jednak dla mnie jakaś abstrakcja. Przecież my tu mówimy o herbie Będzina, nie o boisku! Herb to symbol, to coś, co powinno być ponadczasowe, a nie modne na tydzień. Zielony? No ale co to niby ma wspólnego z naszą tradycją? Jakieś tam "zrośnięcie się z trawą", a pamiętasz jak ten sam herb wisiał w szatni kiedy byliśmy mali? On był niebiesko-czerwony, i to była siła! A teraz nagle mamy jakiś modny pasek, który ktoś wsadził przez pomyłkę!
I jeszcze ten argument o "głośno i kolorowo" — no jasne, głośno i kolorowo, ale czy to musi być właśnie zielony? Przecież nasze barwy są znane w całej Polsce! Ludzie przychodzą na mecze nie po to, żeby patrzeć na kolor herbu, tylko żeby dopingować drużynę w naszych barwach. A teraz mamy taką sytuację, że kibice komentują na forach: "no widzieliście ten nowy zielony paskudztwo?", a nie: "o rany, jaki piękny herb!". I co nam to daje?
I co z tymi "rekordami frekwencji"? No fajnie, że ludzie przychodzą, ale czy to przez zielony? Może przez to, że wreszcie coś się ruszyło? Może przez to, że w końcu ktoś posprzątał te betonowe trybuny? Ale kolor herbu to jednak co innego. Stary, niebiesko-czerwony to jest nasz DNA! Zielony to jakbyśmy nagle zrobili przeróbkę samochodu i wsadzili zupełnie nowe światła — technicznie może działa, ale to już nie ten sam samochód, co był! 😤
I jeszcze jedno — co z tymi "ludźmi, którzy się obrażają"? No przecież nikt się nie obraża! Ja po prostu mówię, że to trochę bez sensu. Zielony w herbie to jakbyśmy nagle zmienili flagę narodową, bo nam się znudziła. A przecież nasza flaga, nasze barwy, to coś, co nas definiuje!
I nie no, ale co Ty na to, GwizdekKrol? Bo ty jesteś naszym ekspertem od historii, to powiedz coś w obronie starego herbu! Przecież on miał swój urok, swoją duszę!
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej no co ty, PaulinaCracovia, ty to naprawdę nieznasz się na klimacie tutaj 😄 no bo jak można tak powiedzieć, że zielony kolor to "jakbym zmianę flagi narodowej zrobiła"? no weźże, dziecko, przecież my tu nie na herbie z naszymi życiorysami przychodzimy, tylko po to, żeby razem krzyczeć i cieszyć się, że wreszcie coś działa!
wiesz co mi przypomniał ten twój "stary herb"? no te czasy, kiedy kibice musieli go zeskrobywać z betonu dłońmi, bo farba tak odchodziła, że aż się kurzyło. pamiętasz te mecze, kiedy trybuny były puste nie dlatego, że nie było nas na nie stać, tylko dlatego, że nikt nie chciał patrzeć na ten ohydny placki z szablonu z biedronki? a teraz mamy herb, który się nie wstydzimy pokazać nawet na twitterze, bo wreszcie ktoś postawił na jakość, a nie na to, żeby było "tak jak kiedyś".
i co z tym "DNA" niebiesko-czerwonego? no tak, to nasze barwy są, ale przecież to nie kolor herbu definiuje kibica — to emocje, śpiewy, tłumy, które same wchodzą na trybuny, żeby zobaczyć, jak chłopaki biją się o punkt. ten zielony to przecież nie jest zaprzeczenie tradycji, tylko jej nowy akcent — jak dodatkowy akord w piosence, której wszyscy znamy słowa. pamiętasz ten jeden mecz, kiedyśmy śpiewali "niebiesko-czerwoni, raz, dwa, trzy!" i nikt nie myślał o kolorach, tylko o tym, żeby wygrać? no właśnie — teraz mamy to samo wrażenie, tylko że herbu nie trzeba już chronić przed deszczem, bo jest nowy i piękny.
a ten argument, że ludzie komentują "zielone paskudztwo"? no ludzie gadają, to jest ich ulubione zajęcie, zawsze tak było. ale jak idziesz na stadion i widzisz tę energię, te uśmiechy na twarzach kibiców, którzy wreszcie mogą pokazać, że są dumni z czegoś, co wygląda jak z projektu, a nie z szopki — to nagle ten kolor przestaje mieć znaczenie. bo liczy się to, że wreszcie coś się ruszyło, i że Będzin znów jest na ustach wszystkich, nie dlatego, że mamy ładny herb, tylko dlatego, że mamy drużynę, która walczy.
i jeszcze jedno — ty mówisz, że zielony to "jakbyśmy zmianę flagi zrobili", a ja ci mówię: no i bardzo dobrze! bo ta flaga, ta nasza biało-niebiesko-czerwona, jest i będzie, ale na trybunie coś musi się dziać, żeby ludzie nie gapili się w telefon. ten zielony akcent to po prostu kolejny dowód na to, że ktoś wreszcie zrozumiał, że kibic to nie tylko facet w kapeluszu z napisem "tradycja", tylko ktoś, kto chce czuć, że należy do czegoś większego. i ten zielony, no cóż, po prostu do tego większego należy — bo jest świeży, nowy, i działa na wyobraźnię.
no ale zobaczymy, jak ty to przyjmiesz, kiedy następnym razem na trybunie zrobi się tak głośno, że sąsiedzi zaczną się skarżyć do ochrony 😉
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ejże, nie powiem wam nic o kolorach — bo ja wam co innego pokażę. Otóż w zeszłym tygodniu na starym rynku, koło galeryjki, spotkałem starszego pana, który wsiadł do autobusu kibica jadącego na mecz. Normalnie bym na niego nie zwrócił uwagi, tylko że on miał na sobie bluzę z tym nowym herbem, z tym zielonym akcentem. I wiecie co? Facet, który musiał być z naszej szóstki, bo nie miałby po co jechać na mecz, to się uśmiechnął do mnie i mówi: "No wreszcie coś, co wygląda, jakby ktoś się postarał". A potem dodał, że jego wnuk pytał go, dlaczego na herbie są teraz dwa kolory, na co on odpowiedział: "Bo Będzin nie jest taki, jakbyśmy mieli jeden pasek na całe życie, tylko jak stary dobry ser, co się lepszy z wiekiem". I wiecie co? Ja się z tego śmiałem do łez — bo to jest właśnie ten klimat. Nie kolor decyduje, tylko to, że wreszcie coś nie wygląda, jakby je wykonano w warsztacie pana Józia za 50 złotych i karton farby z marketu. I to jest coś, czego nie zmienisz w dyskusji — bo to się czuje, a nie liczy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, no ależ ty się cwaniakujesz z tymi swoimi „zmianami flagi”, PaulinaCracovia, a przecież ja jeszcze niedawno tłumaczyłem mojemu synowi, dlaczego herb na trybunach wcale nie musi być wieczny jak pomnik, tylko taki, żebyśmy mogli się nim chwalić i nie wstydzić się na rodzinne zdjęcia. Pamiętasz ten mecz sprzed trzech lat, kiedy to biegałem z bratem dookoła stadionu z taką naszą starą chorągwią, która ledwo zipała? Była tak przetarta po brzegach, że wyglądała jak z materiału dobrej żagliarni, a i tak ludzie dopisywali na niej swoje imiona. I co? I nikt wtedy nie marudził o kolorze — tylko o tym, że była nasza, że nią machaliśmy, że była jedyna.
A teraz mamy ten nowy herb, i owszem, ten zielony akcent to nie jest ten sam błękitny sztywny, co był kiedyś na ścianie w szatni. Ale wiesz co? Ja akurat nie mam nic przeciwko temu zielonemu — bo jak idę teraz na trybuny z moim 10-letnim synem, który dopiero co dołączył do grupy dopingującej, to on patrzy na ten herb i mówi: „Tata, to naprawdę nasze kolory?”, a ja mu odpowiadam: „Tak, synu, tylko teraz jesteśmy odrobinę młodsi niż jeszcze niedawno”. I on się uśmiecha, bo rozumie, że to nie o farbę chodzi, tylko o to, że wreszcie coś zrobiło się dla nas — dla kibiców, którzy przecież nie przyszli tu po to, żeby zachwycać się heraldyką, tylko żeby czuć, że jesteśmy częścią czegoś większego.
No, ale powiem ci szczerze — ten zielony to jednak trochę jak ten jeden dodatkowy składnik w bigosie, którego nie było kiedyś w recepturze, ale któremu nikt nie powie „precz”. Bo jeśli jutro ktoś powie, że to „kolor marketowy”, to ja mu odpowiem: „Ejże, bracie, a pamiętasz jakie były nasze koszulki w latach 2005? Też były z marketu, tylko nie tak modne”. I na tym koniec — liczy się, że wreszcie coś działa, a nie to, jakiego koloru jest pasek na herbie. A ten zielony? No niech sobie wisi, byle dalej brzmiały te „Będzińskie refreny”, a drużyna walczyła jak oszalała. Bo to jest właśnie ta magia — że herb, kolory, cała otoczka to tylko dodatek do tego, co naprawdę liczy się na trybunie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, ależ się państwo rozgorączkowaliście tymi kolorami jakby to była wojna światowa! 🤡 Ja wam powiem tak: mój dziadek na każdy mecz jeździł takim starym busem z napisem „Będzin — Siła” po boku, i ten bus miał taką paskudną żółto-brunatną farbę, że aż oczy bolały. Pamiętacie ten pojazd? Aż do czasu, kiedy któryś z kibiców, ten sam co remontował trybuny, wziął się i pomalował go na niebiesko-czerwono — i wiecie co? Wszyscy kibice, którzy w nim jeździli, nagle zaczęli śpiewać głośniej, bo wreszcie poczuli, że to ich bus, ich marzenie, ich własna cholerna tradycja, którą sami zbudowali. No więc ten zielony akcent w herbie? To przecież nie żadna zdrada, tylko taki mały oddech świeżości — jak ten nowy kolor na starym busie, który sprawił, że wszyscy poczuli się dumni.
A wy tu gadacie o „zmianie flagi” czy „DNA”, a zapominacie o jednej rzeczy: tradycja to nie jest to, co zostało wymyślone kiedyś i ma się nigdy nie ruszać! Tradycja to jest to, co my, kibice, wypełniamy życiem, śpiewami i tą cholerną miłością do klubu. Ten zielony pasek to jest po prostu kolejny kawałek tej układanki, którą od lat składamy razem. I jeśli komuś się nie podoba, niech idzie pomalować trybuny na szaro — wtedy zrozumie, że nie kolor definiuje emocje, tylko emocje nadają kolorowi sens!
No i jeszcze jedna rzecz: pamiętacie ten mecz, kiedy po remontach stadionu na trybunach zrobiło się tyle miejsca, że nikt nie mógł się pogubić w śpiewie? Było tak głośno, że sąsiedzi z bloków zadzwonili do ochrony, bo myśleli, że coś się dzieje! I wiecie co? Ten zielony detal na herbie pojawił się właśnie wtedy, kiedy te tłumy znów zaczęły wpadać na stadion. To nie jest przypadek — to jest dowód na to, że Będzin rośnie, że się rusza, że wreszcie coś działa jak należy. A jeśli ktoś dalej narzeka, niech się zabierze do roboty i pomoże nam dopisać historię klubu — bo ja wam mówię, że historia pisze się w ferworze, a nie wpatrując się w stare zdjęcia z herbu, który ledwo zipie! 💸🔴
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, nie wiecie jak mi się przypomniał ten wieczór, kiedy z bratem nosiliśmy te stare chorągwie po remizie strażackiej, bo klej nie chciał trzymać, a farba się odpryskiwała przy każdym machnięciu. Było szaro, było smutno, i wtedy jeszcze nikt nie marudził o kolorze herbu — bo samemu się do niego przykleić nie sposób, kiedy ledwo zipie. A teraz mamy ten nowy, zielony akcent, i nagle wszyscy zrobiło się ekspertami od heraldyki.
Ale wiecie co? Ja wam powiem co mnie przekonuje. Kiedy ostatnio byliśmy z drużyną na trybunie przy wejściu C, to jeden z chłopaków z akademii juniorów, taki 12-latek, który pierwszy raz w życiu miał na koszulce numer 8, to wskazał na ten zielony pasek na nowym herbie i pyta: „Dziadku, a to co, nasze nowe logo?”. I ja mu na to, że tak, że teraz jesteśmy nowsi niż kiedyś, i że ten kolor to jakbyśmy dostali dodatkowy głos w piosence, którą wszyscy znamy na pamięć. A on się uśmiechnął i powiedział, że mu się podoba, bo „wygląda, jakby ktoś się postarał”.
I to jest właśnie ten moment, którego nie da się policzyć ani zmierzyć. Ten zielony nie jest ani lepszy, ani gorszy od starego błękitu — on po prostu jest, i tyle. Jak ten jeden akord w piosence, którego wcześniej nie było, ale który teraz wszyscy śpiewają, bo wpasował się w rytm. Może komuś się nie podoba, może komuś wydaje się „nienaturalny” — ale przecież tradycja nie polega na tym, żeby sterczeć w miejscu jak pomnik. Tradycja to jest to, co my, kibice, wypełniamy sobą, własnym śpiewem, własnym krzykiem, własnymi emocjami.
No i jeszcze jedno — wyobraźcie sobie, jak byście się czuli, gdybyście stali na trybunie obok kogoś, kto mówi: „Ej, spójrzcie, ten zielony pasek, to przecież nasz wspólny cel — walczymy razem, bez względu na to, czy herb jest niebiesko-czerwony, czy ma w sobie coś z trawy na boisku”. Czy w tej chwili ktoś zastanawia się, jaki to kolor? Nie. Liczy się tylko to, że jesteśmy razem, że śpiewamy, że nikt nie musi już uciekać przed deszczem, bo trybuny wreszcie są nowe, i że nasza drużyna walczy — nawet jeśli czasem przegrywa.
Więc niech sobie każdy ma swoje zdanie. Ja akurat uważam, że ten zielony to nie jest zdrada, tylko dowód na to, że Będzin wreszcie się ruszył — i że my, kibice, mamy okazję do tego, żeby wreszcie poczuć dumę, że coś naprawdę działa. Ale czy to czyni nas „mniej niebiesko-czerwonymi”? Nie. To po prostu znaczy, że jesteśmy dalej tymi samymi ludźmi, którzy kochają swój klub — tylko teraz ten klub na nowo się nam przedstawił.
Najpierw policz, potem się spieraj.