Czerwone serce w Błękitnym niebie – tylko dla prawdziwych Trentonów!
a niech mnie, jeszcze to pamiętam jak dziś, że na starym stadionie na via bologna było tyle emocji co w piekle, a kibiców mniej co roku... ale za to z sercem wielkim jak te dęby w alei nardis, co tam kiedyś rosły. byłem wtedy niedorobionym chłystkiem, ledwo co powyżej dziesiątki, i mój stary ciągnął mnie na każdy mecz, bo mówił: "synu, to nie futbol, to religia". no i miał cholerną rację, bo ja tam pierwszy raz widziałem jak cała trybuna razem śpiewa "forza trento che non muore mai", a ja myślałem że mi serce pęknie z dumy albo z radości – sam nie wiem. potem jeszcze ten zapach papieża z budki z kanapkami, piazzale luigi caldera, i te papierki latające jak konfetti, kiedy strzelaliśmy gola... no ale zobaczymy, kiedy się spotkamy znowu przy meczu, to wam opowiem jeszcze więcej, bo tych historii to nigdy dość.
A znam to uczucie jakby ktoś cię wciągnął do bajki i nie chciało wyjść! A pamiętam mój pierwszy mecz na Stadio Briamasco, byłem malcem może z 8 lat i mama nie chciała puścić bo mówiła że "wśród tych krawaciarzy to niebezpiecznie", ale tato mnie wyrwał za ucho że niby "dziedziczysz klubową duszę albo coś" i poszliśmy. A tam — cholera, jakby mnie prąd przeszedł! Widziałem jak stara baba w średnim wieku rzuca się do płotu jak na koncert rockowy, krzyczy "GIGI, ROZWAL JE!" do naszego libero, a ja myślałem że oszalałem bo mnie rodzice tracili w tłumie! Po meczu, na przystanku autobusu, facet w niebieskiej marynarce gadał mi że "trento to nie drużyna, to rodzina" i poczęstował mnie napojem gazowanym który smakował jak niebo... No i mam to teraz we krwi, że co roku czekam na ten dzień kiedy znów usłyszę "forza trento che non muore mai" i znowu poczuję się jakby ktoś mi serce do piersi przyłożył! ❤️🔵🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, a pamiętacie ten raz, kiedy do Błękitnego Nieba wleciał stary gipsiarz, co od wojny nosił w kieszeni medalik św. antoniego i opowiadał że jak był młody, to biegał po trybunie i machał metalową lizakiem z numerem swojego ulubieńca? no to ten facet pewnego dnia, na meczu z modeną — pamiętacie ten mecz? — akurat padł remont trybuny południowej, no i on, już wtedy nie najlepiej słyszący, zrozumiał że "remont" to po prostu "mamy problem", bo schody się posypały. no ale on, zamiast uciekać, wlazł na krzesło, które akurat się oderwało, i krzyknął do chłopaków na murawie: "słuchajcie, ja was nie puszczę! wiem, że macie coś do zrobienia, ale forsa trento idzie zawsze na miejsce pierwsze, pamiętajcie!" — a potem złapał za megafon, który akurat wisiał na łańcuchu i tak się darł, że aż mu kaptur spadł, a medalik św. antoniego wysunął się i zawisł mu na szyi jak order. no i wieszcie co? gra się skończyła 2:0, a on potem powiedział, że czuł się jakby sam święty Antoni dopomógł, bo przecież nie sposób było tam dłużej stać, a jednak się utrzymał. i ja wtedy, choć byłem tylko chłystkiem jak Jagiellonia, myślałem sobie: "kurde, to jest ta religia, o której mówił mój stary". no ale zobaczymy, może kiedyś znowu takiego anioła w niebieskim stroju na trybunie nie zobaczymy, chyba że trafi nam się następny gipsiarz z medalikiem. 🔵❤️😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 kurwa, jak ty to opowiadałeś to aż mi się łzy w oczach zebrały 🔥 że facet jeszcze Z MEGAFONEM na trybunie, która się chwieje, i darł się na cały stadion że "forsa trento idzie zawsze na miejsce pierwsze" — no to jest to coś! ja też miałem w rodzinie takiego wariata co by tak zrobił, mój stary opowiadał że w latach 80. jakiś kibol wbiegł na murawę i powstrzymał karnego bo sędzia był niekompetentny i palnął go w plecy kamieniem... no i dostał dożywocie kibicowania 😂 ale wracając — ten medalik świętego Antoniego to jest ikona, a ten gipsiarz to był po prostu nasz bohater bez scenariusza! no ale trudno, miejmy nadzieję że kiedyś znów taki szaleniec się pojawi i krzyknie przez te nowoczesne głośniki że "TRUNTO NAJLEPSZA JEST I KONIEC" bo inaczej to co z tego, że mamy ekran hd skoro serce gra wolniej niż 100 lat temu 😤💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, niech no pomyślę... Akurat dzisiaj wieczorem otworzyłem szafę z trofeami i wyciągnąłem tamten stary, zżółkły bilet na mecz z 1987 roku – ten sam bilet, który mój dziadek schował w pudełku po butach z napisem "Trento – na zawsze". Wtedy, przy tym mizernym budynku z cegieł, w duszy było tyle ognia, że aż kłęby pary szły od rozgrzanych głosów. Tamci chłopcy biegali, jakby za chwilę mieli spaść z emocji – dosłownie. Półbuty mieli podarte, koszulki pozaginały się od potu, a kiedy padł gol, to nie było "widzieliście?", tylko "czuliście?" – bo ten cały kurz i krzyk unosiły się tak gęsto, że momentami nie było widać końca trybuny.
A teraz? No cóż... Stadion się rozrósł, nowoczesny, z ekranami, które pokazują powtórki z każdego uderzenia piłki. Kibice siedzą w fotelach, często z telefonami w rękach – niektórzy nawet nie patrzą na boisko, bo scrollują coś tam w mediach. Mecz jest fajny, technicznie pewnie lepszy, ale... tętno ma się jakby obniżyło. Gdzieś tam w tle wciąż gra nasza pieśń, ale nie tak, żeby ciarki chodziły po plecach, tylko "fajnie, że puszczają". Tamci faceci grali, jakby mieli do stracenia nie tylko punkty w tabeli, ale coś znacznie cenniejszego – swoją dumę. Dzisiaj te pieniądze i marketing mają czasem więcej do powiedzenia niż serce w niebieskiej koszulce.
I nie mówię, że to źle – w końcu Trento odrodziło się jak feniks, to fakt. Ale te porządki, te obwieszczenia o "rodzinnej atmosferze", które zawsze pojawiają się przed finałem pucharu? No, czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie tracimy czegoś w tej nowej epoce. Bo jedna rzecz się nie zmieniła: gdyby przy Bramie Południowej stanął dziś tamten gipsiarz z medalikiem św. Antoniego i wrzasnął przez megafon swoje "Forza Trento che non muore mai!", to może, ale tylko może, znowu byśmy poczuli, że coś naprawdę trwa.
...A bilet z '87 poszedł do pudełka z napisem "Pamiętajcie, skąd przyszliśmy". Bo inaczej szybko zapomnimy, skąd się bierze to, co mamy. 🔵❤️
Najpierw policz, potem się spieraj.
no aleście mnie wczoraj w tym temacie zafundowali seans filmowy w kinie pamięci, nie da się inaczej — bo ja akurat dziś rano spotkałem się z dawnym ochroniarzem na starym stadionie, tym starym chudzielcem co miał na sobie kurtkę z napisem "trento" na plecach, który jeszcze nosił numer swojego ulubieńca z lat 70. na ramieniu, i on mi opowiadał że jak były remonty trybun to on całymi nocami czekał, żeby posprzątać po każdym meczu — bo wiadomo, papierki, puszki, flamastry na murach, i że zawsze zostawiał jedno krzesło na trybunie północnej niedokończonego remontu, żeby "ktoś inny mógł usiąść jakbyśmy byli jeszcze w tamtych czasach". no i powiedział coś takiego, że "dzisiejszy stadion to fajny budynek, ale tamten dach nad trybuną północną, co strasznie trzeszczał przy golach, to była nasza kryjówka przed światem — tam sie uczyliśmy życia".
a jeszcze coś — na samym początku sezonu, jak Trento grało z reno we Francji, to widziałem na stadionie faceta co miał na sobie koszulkę z 1932 roku, te stare numery ręcznie wyszyte, i on stał taki dumny, a za nim jakiś młody chłopak pyta: "dziadku, dlaczego się tak cieszysz, skoro tak dawno temu graliśmy?" a facet na to: "synku, dzisiaj gram MOIMI rzędami, MOIMI łzami, MOIMI starymi butami, co wciąż trzymają zapach piwa z piwnicy na via torquato taramelli". i ten młody kiwnął głową, jakby zrozumiał coś, czego ja nie rozumiem do dzisiaj.
więc ja tam patrzę i myślę — chłopaki, chyba nie chodzi o to, czy stadion jest nowy czy stary, tylko o to, że ktoś musi wiedzieć, dlaczego krzyczy "forza trento che non muore mai". i ten medalik św. antoniego na szyi, i ten bilet z pudełka, i ten dziadek w koszulce z 1932 — to nie są tylko stare rzeczy. to są nasze mosty, które musimy co sezon odbudowywać, bo inaczej za kilka lat nikt nie będzie pamiętał, po co te wszystkie flagi wiszą. ❤️🔵😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No to ja tu dzisiaj sobie siedzę w knajpie przy ulicy Piaskowej, bo mój koleś ze starych dobrych czasów – ten co to kiedyś sprzedawał kiełbaski na stadionie i twierdził że zna Antona Eleuterio bo „się z nim pił po meczu parę razy” – właśnie oblał mnie piwem bo powiedziałem że Trento to nie religia tylko treningowy tryb życia. No to się zachlapałem, a on mi na to: „Słuchaj, jakbym miał w kieszeni medalik, to bym ci go przyłożył do czoła, żebyś wreszcie zrozumiał”. A ja mu na to, że fajnie gadać o minionych czasach, kiedy jeszcze trybuny były tak stare że schody prowadziły prosto do piekła kibica, ale co z tego kiedy teraz młodzi ludzie nie wiedzą nawet gdzie leży Piazza Fiera bo szukają na Google Maps? No i wtedy podchodzi do nas facet w niebieskiej kurtce z napisem „Trento 1932” z papierosem w zębach i pyta: „Chłopcy, a wy przypadkiem nie macie do palenia tej starej lizaki co zostawił tamten gipsiarz z megafonem?”. No i myśmy się popatrzeli, bo akurat w tej samej chwili radio obok puściło „Forza Trento che non muore mai”… i kurde, musieliśmy przyznać że coś w tym jednak jest, skoro facet umiał ją zagrać zanim jeszcze niebieskie niebo zdążyło zrobić się naprawdę niebieskie. 🔵❤️🍿
Potrzymaj piwo.
no do cholery, wszyscyście mnie tu wessali w te klimaty 🔥 ale SIAŁAŚZ! tyle razy stałem na via bologna że nawet mój brat dostał ode mnie koszulkę z 87 za to, że "odziedziczył" moje sceniczne nawyki — no i teraz on krzyczy w domu „forza trento che NIE MUEORE MAI” jak opętany przy odkurzaniu 😂 a pamiętam ten jeden raz, bo byłem taki mały że ledwo co dosięgałem poręczy — nagle gradobicie pada i trybuna północna pusta, a faceci ze starą flagą walczą z deszczem żeby nie zniknęła... do dzisiaj ją mam, zwiniętą w szafie, śmierdzi trochę piwem i benzyną z auta co nas dowoził, ale jak ją rozwinę to się czuję jakbym miał 10 lat znowu.
i wiem co Liniowy_Boss mówi, że teraz to marketing i cyfry, ale no — ja byłem na meczu z cuando w zeszłym roku, 3:0 ale chłopaki na trybunie krzyczeli jakby to był finał pucharu, a nie drugoligowy ligowiec... to nie o jakość chodzi, tylko że oni wiedzą dlaczego tam są. a jak usłyszałem tego staruszka co wołał „macie nogi w błocie, ale serce w niebie!”, to aż mi łzy napłynęły bo to było jakby nasz tradycyjny obrzęd — bez niego Trento nie byłoby Trento. niech ktoś spróbuje mi powiedzieć że to tylko piłka nożna.