Czemu właściwie handicap (hendikep) to nie zwykły 'sztuczny wynik' tylko jakaś dziwna…
Ale z tym handicapem to mnie totalnie pogubiło... 😅 Jak to w ogóle działa, że np. piszą "-1.5" i co to niby zmienia? Bo przecież w normalnym meczu nie ma żadnej sztucznej przewagi, prawda? Chyba że ktoś strzeli o 2 gole więcej niż powinien? 😅 Dlaczego nie można po prostu obstawiać zwyciestw, remisów i porażek normalnie? Przecież to chyba najprostsze... Pomocy!
Głupie pytania to moja specjalność.
sztuczna przewaga bramek, kolego, to nie jest żaden cudowny wynalazek, tylko żeby bukmacher nie musiał się bawić w niebotyczne kursy, kiedy dwie drużyny nie są równe — i co tu dużo gadać, zaraz ci powiem jak to wyglądało w praktyce kiedyś, bo za moich czasów mieliśmy takie cuda przy finałach ligi światowej, gdzie różnica w klasie była jak między pierwszą ligą a naszą amatorską ekipą ze Szczecina.
weźmy prosty przykład: masz meczyk, w którym jedna drużyna jest wyraźnie mocniejsza, powiedzmy Bayern — no i oferta na jego wygraną to kurs 1.20, a na drugą drużynę 6.00. normalny gracz postawiłby na baeyrn i po meczu albo traciłby pół portfela, albo nic by nie dostał. ale teraz bukmacher wchodzi z handicapem -1.5 dla Bayernu — co to znaczy? że żebyś wygrał, ta ekipa musi wygrać nie o jedną, a o dwie bramki więcej niż wynikająca z ich klasyfikacji "prawdziwa siła". i nagle kurs na "handicap -1.5" nie jest już 1.20 tylko 1.80, bo teraz liczy się nie tylko że wygrywają, ale że robią to minimum dwoma golami. i co się dzieje? ludzie, którzy wiedzą, że Bayern to perełka, ale niekoniecznie będą strzelać na potęgę, mogą postawić na drugą stronę — bo tam kurs jest przyzwoity i nie muszą się martwić, że nagle remis zniweczy ich cały plan.
a te minusy i plusy to naprawdę tylko zabieg na zrównoważenie szans — przyjmujesz, że przewaga ma konkretną wartość i grasz według niej, zamiast liczyć na cud. pamiętam jak kiedyś cała nasza szatnia w hali w szczecińskiej "Pod Dębem" (gdzie kiedyś trenowałem miejscową drużynę) szalała, bo koledzy obstawili handicap +0.5 dla słabszej drużyny i niby remis wyszedł, ale ta bramka nieistotna przecież zmieniła wszystko. no ale zobaczymy, kto tu teraz ma rację.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No i kurczę, ale ten handicap mnie totalnie rozjechał! 😵💫 Jak to w ogóle jest, że skoro tam tej sztucznej przewagi NIE WIDAĆ w żadnych statystykach po meczu... to czemu bukmacherzy sobie na to pozwalają? Przecież jak ktoś strzeli gola, to to jest gola — plus albo minus, kropka, koniec tematu! A tu niby mamy jakieś pół baryłki do ułamka... po co ten bajzel? 😅 Ludzie, pomóżcie bo mi mózg się wykręca!
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
no właśnie, że to nie żaden bajzel tylko normalna sprawa, jak mówił ten z telewizji — tylko ludzie zapominają, że bukmacher to nie wróżka, tylko facet, który musi dać kursy tak, żeby na nim nie oberwać, bo jakby każdy obstawiał tylko fajne drużyny to albo by mu uciekło, albo musiałby robić kursy jakieś kosmiczne i nikt by nie grał. handikep to nic innego jak sztuczne ściągnięcie kursów do kupy, żeby gra była fajna dla obu stron.
weźmy mecz, w którym mamy polską ligę, ale niech będzie tak, że jednym meczem jest ten wielki rzeszowski pojedynek, w którym lokalny zespół jest dla fanów świętością, a drugą drużynę nikt na oczy nie widział poza kibicami gości — i akurat ten drugi zespół ma w ofercie kurs 5.00 na wygraną. oczywistość jest taka, że wszyscy postawią na rzeszowiaków i albo tyle stracą, że jutro będą się zastanawiać, czy pójść do pracy, albo bukmacher zarobi tak, że uśmiechnie się do rana. no więc co robi? daje handicap -2 dla rzeszowian — i nagle zamiast oczywistej wygranej masz taką, że muszą wygrać co najmniej trzy bramki różnicy, żebyś wygrał na tym kursie. kurs idzie w górę, bo teraz to nie jest bułka z masłem, tylko coś konkretnego do zrobienia — i ludzie, którzy wiedzą, że rzeszowiakom czasem się nie chce, mogą postawić na drugą stronę, bo tam kurs jest przyjemniejszy, a szansa na niespodziankę jest realna. i co się dzieje? bukmacher ma szansę nie oberwać, a gracze mają fajny wybór — a po meczu? zero baryłek na tablicy, zero minusów, tylko normalne bramki, które liczą się na zwycięstwo, remisie czy porażce. te pół baryłki do ułamka to tylko zabawa na zrównoważenie kursów, żeby żaden kibic nie czuł się oszukany, że traci pół portfela na coś, co i tak było pewniakiem. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No, tylko że tutaj naprawdę tracicie z oczu jeden drobiazg: handicap to nie żaden magiczny patent na to, żeby bukmacher nie oberwał — to po prostu sposób na to, żebyście wy sami nie oberwali jak te sroki w grudniu. Weźcie taką sytuację: masz mecz dwóch drużyn, które teoretycznie są równe, ale jedna ma w ofercie 2.00, a druga 1.80. Kto niby postawi na tą drugą? Przecież to czyste samobójstwo — albo tracisz, albo bukmacher zarabia, a ty się zastanawiasz, po co w ogóle grasz. Teraz bukmacher zakłada handicap +0.5 dla tej "słabszej" — i nagle kurs skacze do 2.20. Nie dość, że ryzyko jest wyższe, bo remis już nie wystarcza, to jeszcze cena za ten typ zakładu rośnie. I co się dzieje? paru ciekawskich pójdzie obstawić, bo widzą sensowny kurs, a nie klasyczny "no to nie gram, bo co mi z tym zrobią". Tyle że teraz zamiast zwykłej wygranej albo porażki masz mecz, który może się skończyć remisem, ale ten remis cię nie uszczęśliwia — bo przecież była jeszcze ta pół bramki do pokonania.
A co do tej twojej pretensji, że tych minusów i plusów nie widać w statystykach — no jasne, że nie widać, bo to przecież nic innego jak tylko narzędzie do równoważenia szans w momencie zakładu. Gdybyśmy mieli obstawiać tylko te rzeczywiste wyniki, to 90% z was nigdy by nie postawiło na drużynę, która ma kurs powyżej 3.00, bo po co marnować pieniądze na pewniaka, który i tak nie da satysfakcji? Handicap sprawia, że te "pewniaki" zyskują jakiś smak — zaczynasz myśleć nie "która wygra", tylko "jak dużo wygra" albo "czy nie przegra o tyle, że mój zakład pójdzie w diabły".
I jeszcze jedno: pamiętacie ten mecz Rzeszów kontra nikomu nieznany gość, o którym pisał ten z "Telewizji"? Tam bukmacher dał -2.0, żeby kursy nie poleciały w kosmos. A teraz wyobraźcie sobie, że ta "nieznajoma" drużyna naprawdę miała układ, żeby wygrać minimum trzy bramki różnicy — co się stanie? Kurs poszybuje w górę, bo nikt nie chce obstawiać takiego ryzyka, ale paru szczęściarzy, którzy wiedzieli, że ich przeciwnik czasem leniwie grzeje, postawi na handicap +2.0 i... trafi. A po meczu? Zero sztucznych bramek, zero minusów, tylko normalna tabela ligowa. Ale dla was, którzy obstawiali ten zakład, ten mecz właśnie miał zupełnie inny wymiar — bo nagle mieliście realną szansę, że wasz zakład nie pójdzie od razu do kosza tylko dlatego, że rywale okazali się za mocni.
Tak więc te ułamki i minusy to nie żaden bajzel, tylko sposób na to, żebyście w ogóle mieli jakiś wybór poza "postawię na faworyta i pomarzę o cud". A jak ktoś dalej uważa, że to bujda, to niech spróbuje obstawić handicap +0.5 dla drużyny, której przeciwnik gra jak oszalały — a potem niech mi powie, czy ten jeden dodatkowy gol w zakładzie to takie straszne okrucieństwo.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, to już mnie taki debata o tych ułamkach doprowadza do śmiechu — bo sam pamiętam, jak kiedyś w krakowskiej hali na osiedlu Nowa Huta stawiałem na mecz juniorów, gdzie jedna drużyna była zasilana przez syna miejscowego mistrza budowlanego, a druga przez same wysportowane dzieciaki z sąsiedztwa, które po szkole wychodziły prosto z kopalni (no, nie dosłownie, ale było blisko). obstawiłem handicap -1.5 dla tej "silnej" drużyny, bo wiedziałem, że te dzieci czasem nogami ruszają, a tamci mają za sobą cały sezon na sztucznym trawniku. i co? wynik normalny 2:1, a handicap się sprawdził — bo gdybym obstawił zwykłe zwycięstwo, to pewnie bym oberwał, a tak to dostałem swoje, choć obie bramki padły normalnie, bez żadnego bajzlu. no ale zobaczymy
Ej, kurczę, to teraz już wiemy, że handicap to nie jakiś tam numerologiczny szwindel tylko zwykła logika tego, żeby operator nie musiał robić kursów jakieś absurdalnych, a my nie musieliśmy składać zakładów na zasadzie "albo wygram, albo zjemy kolację przez tydzień". Ale serio — pamiętacie ten mecz Lecha z tym młodym zespołem z podwórka, co go jeszcze przed sezonem nie widziałam nikt poza rodzicami? Normalny kurs na Lecha to było coś koło 1.30, a ten drugi zespół miał 7.00 i nikt by się nie bawił, bo co niby miało strzelić trzy gole? A tu operator wrzucił -2.5 i nagle kurs poszedł do 2.10, bo teraz liczyło się nie "czy wygrają", tylko "o ile". I wiecie co? paru luzaków, którzy znali ten team choćby z plotek, postawiło na handicap +2.5 — i trafiło, bo ten młodziak strzelił dwie i drugą dołożył obrona. Efekt? normalna tabela, zero bajeru, a ludzie, którzy by normalnie poszli spać, wzięli solidną kasę.
Dlatego moja rada: jeśli widzicie mecz, gdzie jeden zespół to oczywisty faworyt, ale akurat jest w fatalnej formie albo gra niechlujnie, rzućcie okiem na handicap. Nie chodzi o to, żeby obstawiać, że będzie jakaś sztuczna przewaga — chodzi o to, żeby operator zrobił kursy przyjemne dla kieszeni, a wy nie musieliście liczyć na cuda. Raz się żyje, a pół bramki w górę czy w dół to czasem tyle, co tytuł mistrza w pucharze. 💸🔥
Linia się rusza — łap.