Czas przypomnieć, jak błyszczeliśmy w oczach całej Italii!
pamiętam tamten lipiec jakby to było wczoraj — temperatura w zębach zostawiła, a myśmy przyjechali na san siro luzem, nie jakieś zamożne delegacje tylko ludzie z Trento, co to ledwo se dali radę na benzynę do mediolanu. no i tamci we włoskich strojach patrzyli na nas jak na mrówki z plecakiem, a myśmy mieli tylko jeden transparent z napisem "trento nie ustąpi" i ten jeden mecz...
i ten gol długaśny w drugiej połowie, jakby całe miasto wyskoczyło z siedzeń — facet który strzelał pewnie nie wiedział nawet, że w tamtym roku u nas ledwo palce u rąk były do liczenia, bo dwóch naszych zdrowo wypadło. ale sędzia go nie widział, napastnik nasz wyskoczył jak z procy i — bum — 2:0, jakby niebo nam padło pod nogi.
a potem ten powrót do hotelu, gdzie pokój dzieliliśmy na cztery i zamiast spać, jeszcze do trzeciej nad ranem opowiadaliśmy sobie, że teraz to naprawdę mamy co wspominać. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A mnie to pamiętam jak dzisiaj, bo akurat byłem na wakacjach w ojcowskim ogródku pod Trento i lałem z nieba jak z cebra, a tu nagle koleś z pracy wrzucił na grupę "san siro jest nasze". Wyskoczyłem w samych klapkach i już pakowałem buty do auta! 🚗💨 Dołączyłem do tej zgrai pod stadionem z gitarą w ręku, coś tam rzępoliłem na luzie, a miejscowi się gapili jakbyśmy byli cyrkiem. Po meczu to mi buty na amen padły od tańczenia na trybunach — a i tak do dzisiaj nie zmyłem z nich tej farby z transparentów! Też nie spałem do rana, gadałem z jakimś facetem co jechał autobusem 12 godzin, a teraz to on na każde urodziny do Trento przyjeżdża. Ten mecz to nie był mecz, to była krew w żyłach dla całej naszej dziury! 🔥💪 Nadal czuję ten dreszcz, kiedyś opowiem to swojemu wnukowi jakby co.
Swoich się nie zostawia.
a wiecie co mnie dopiero teraz olśniło — ja tam na san siro siedziałem w bloku, co go normalnie bym nie opłacił nawet w osiemnastkę, ale los chciał, że kolega dostał bilet na firmowy pakiet i zabrał mnie "na pana". no ale nie bilet był fajny, tylko to, że za drutami mieliśmy bandę jakichś dożywotnich kiboli z mediolańczyków, co to ciągali transparenty w kolorach szampana i ciemnych okularach jakby byli w reklamie aperolita. tylko że oni mieli z 30 ludzi, a my jeden mały szmat papieru "trento nie ustąpi" przyczepiony do tyczki, którą ukradłem z budowy naprzeciwko hotelu 😄 no i wtedy jeden z nich, facet z dredami sięgnął po papierek, chciał go zerwać, a nasz Robert, ten co strzelił ten gol, tak mu huknął w plecy: "zostawcie, to nasza flaga!". facet się odwrócił, zobaczył nasze miny, odpuścił i kiwnął głową — "okay, jesteście fajni". i wiecie co? po meczu taki jeden chłop z mediolańczyków podszedł, powiedział że "jak Trento zagra kiedyś w finale, to oni będą pierwszymi, którzy przyjadą kibicować", a myśmy mieli jeszcze łzy w oczach od tej bramki, ale serce nam rosło jakby już widzieli ten puchar w rękach. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do cholery, ludzie, ależ to była ekipa! Tamten skład to był taki nasz wóz ciągnięty przez cztery pary silnych koni — wszyscy wiedzieli, że ledwo zipie, ale jak się napaliło do tej walki, to na pokładzie było tylko serce i jeden transparent z napisem "Trento nie ustąpi". Nikt nie myślał o szansach, tylko o tym, żeby dać czadu, żeby choć raz wbić się tym mediolańczykom między oczy. Ten gol na San Siro? To było jakby całe Trento dostało wreszcie papierosa po tygodniu bez papierosów — raz, dwa, i po problemie.
Z tą drużyną to jest trochę tak, że jak się porówna do tamtej, to trafiła naszą sekunda ligowa. Teraz mamy zespół, co ma świetny balon techniczny, napastnicy, co wiedzą, gdzie jest bramka, i trenera, co nie boi się ryzykować. Ale to już nie ten sam duch co tamtego lata, kiedy to nie było nic do stracenia, tylko cała gmina liczyła, że chociaż raz coś się uda. Tamta ekipa grała jakby każdy mecz był finałem Ligi Mistrzów, a my kibice ledwo zipieliśmy, żeby dojechać na miejsce. Teraz to jest bardziej wygładzona maszyna, ale czy ma w sobie tyle ognia co tamten zespół? Hmm.
Tamten zespół był ubogi, ale solidny jak granit — mieliśmy dwóch-trzech facetów, co potrafili kopnąć piłkę tak, że zanim leciała, to na trybunach już ktoś padał z wrażenia. Teraz mamy zawodników, co potrafią zrobić piękny drybling, ale czy potrafią dać czadu w momencie, kiedy liczy się tylko jedna bramka i nic więcej? Tamci nie myśleli o kontraktach ani o transferach — grali dla siebie, dla miasta, dla tej jednej chwili, kiedy mogli powiedzieć: "Popatrzcie, my też tu jesteśmy".
I co najważniejsze — tamten zespół miał coś, czego teraz nie widać tak wyraźnie: był nasz. Dosłownie nasz. Mieszkańcy Trento, którzy przyjechali do Mediolanu własnym autem, zrobili transparent w garażu i nie mieli nawet pewności, że wrócą do domu z pieniędzmi na benzynę. Teraz mamy sponsorów, transfery z zagranicy, marketing — to wszystko fajnie, ale czy te pieniądze dadzą nam tyle, co tamten jeden moment, kiedy cała trybuna wyskoczyła z miejsc, bo facet z długimi włosami właśnie wbija piłkę do siatki?
Tamta drużyna to był cud — nie dlatego, że była świetna, tylko dlatego, że była nasza. I to się nigdy nie powtórzy. Bo teraz to już nie my kibicujemy drużynie, tylko drużyna kibicuje sobie samej. A to zupełnie co innego.
Ten mecz na San Siro to był chyba jeden z tych dni, kiedy los patrzył na nas i śmiał się szeroko. Siedziałem sobie w tym barze w Trento, gdzie zawsze oglądamy mecze na plandece przed sklepem Pana Mario, bo telewizor tam jest jebany stary, ale co tam — liczy się klimat. I nagle kolega krzyczy: "SIEMA, PIERWSZY GOŁ TRNENTO NA SAN SIRO W HISTORII!". No to ja wypijam piwo jednym haustem, łapię kamizelkę z numerem 1919 — bo to mój ulubiony sezon, nie wiem czemu — i wpakowujem się do auta jak szalony.
Do Mediolanu dojechaliśmy w dwóch samochodach, bo moja stara fiat panda ledwo zipiała, ale na szczęście trafiliśmy na jakichś wariackich kiboli z Werony, co to mieli zajęte tylne siedzenie fordem focusem pełnym banerów. Pomagaliśmy im wymieniać oponę koło autostrady, bo mieli przebitą, i tak się poznaliśmy. Wszyscy razem jechaliśmy na ten cholerny San Siro, rozmawialiśmy o piwie, o tym jakim cudem nasz klub w ogóle tam dotarł, i nagle ten gość z Werony pyta: "A wy macie bilety? Bo ja nie". No to ja pokazuję na transparent "Trento nie ustąpi" i mówię: "Nie, ale mamy serce wielkie jak dom". On się zaśmiał, klepnął mnie w ramię i powiedział: "To już coś. Dzisiaj nie idzie o punkty, idzie o to, żebyście nie wrócili do domu smutni".
I wiecie co? Ten gol — ten cholerny gol, który wbito do siatki w 72 minucie... Facet co strzelał to był nasz pomocnik, Luigi, co normalnie w lato pracował w tartaku. Piłkę do niego podał jakiś debil z obrony, bo wszyscy byliśmy zajęci dopingiem i krzyczeliśmy tak, że sędzia musiał sygnałem ręcznym nas uciszać. Luigi dostał piłkę, odwrócił się, zobaczył, że za nim nikogo nie ma i po prostu walnął — prosto w róg, tak mocno, że bramkarz nawet nie drgnął. A my? Myśmy wyskoczyli jak jeden cholerny organizm, krzycząc, że teraz to już nic nas nie powstrzyma. Siedzieliśmy tam, w tym morzu niebiesko-czerwonej szalejącej masy, i było tyle emocji, że mi się popłynął głos od wrzasku. Nawet nie pamiętam, jak wróciliśmy do Trento — tylko to wiem, że następnego dnia bolały mnie policzki od uśmiechu. 🔥💪🔴
Teraz, jak widzę, że drużyna znowu wali w Serie B, to aż mnie skręca, żeby tamtego roku tam być... Ale nie dam rady, bo stary nie dałby mi samochodu (znowu zepsuł się hamulec), a bez auta to nie ma opcji do Mediolanu! 😤 Ale wiecie co? Jak raz poczujecie tamten zapach szaleństwa, to już nigdy nie będziecie mogli zapomnieć. To była magia — i teraz też jej potrzebujemy. Jazda Trento!
a ty stary, pamiętasz jak wróciliśmy z tego meczu, bo na autostradzie jakiś facet z łódką na dachu nas przepuścił, a my mu w podzięce strzeliliśmy z syreny tak, że narobiło się sygnałów od wszystkich? 😄 właśnie — tamto Trento nie było drużyną, było wielką rodziną, która nawet jak ledwo zipiała, to miała tyle serca, że można by nimi obsługiwać elektrownię. ten gol na san siro był nie tylko bramką, tylko naszym aktem narodzin — raz na zawsze zapamiętaliśmy, że jesteśmy stąd i żadne mediolańczyki, ani karty kibica, ani bilety nie zrobią nas mniej Trento niż tamci faceci z transparentem "trento nie ustąpi", co to nawet słowa po włosku nie umieli. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale fujara mi tu na myśl przyszedł, że wtedyś to my na ten San Siro jechaliśmy jakbyśmy mieli do przetransportowania całą gminę Trento do Mediolanu 😂 A do tego ten nasz transparent "Trento nie ustąpi" zrobiony był z poszewki na poduszkę mojej babci, którą zerwałem akurat w tym momencie, bo akurat była w szpitalu i nikt nie mógł krzyczeć "jesteśmy z Trento" tak oficjalnie! 🤣🍿
I wiecie co? Na miejscu okazało się, że ten napis na transparentcie był tak krzywy, że facet z mediolańczyków, który chciał go zerwać, po prostu się zaśmiał i powiedział: "To nie jest napis, to rysunek abstrakcyjny". A my mu na to: "No właśnie, wy tam macie swój aperolit i piękne stroje, my mamy kulturę uliczną!" 🔴🔥
I jeszcze ten moment, kiedy nasz Luigi strzelał ten gol — no bo ten gość normalnie kopał piłkę tak, że pękło mu sznurówka, a tu nagle taki strzał, że cały stadion zadrżał! A potem okazało się, że jego buty były kompletnie rozlatane, bo pożyczył je od kolegi, który miał numer 45, a Luigi ma 42 — ale kto by tam liczył, kiedy mamy 2:0 i medialnej Europie leci łza w oku! 😭💙
No i na koniec tej szalonej nocy, kiedy już wracaliśmy, to jeden z naszych kolegów tak się upił w tym barze w Trento, że próbował tańczyć na masce auta — a ta maszyna była taka stara, że klakson trąbił ciągle samo "trrrr... trrrr..." i myśmy myśleli, że to jakaś nowa pieśń kibiców! 🚗🎶 A jutro był mecz rewanżowy i nikt nie miał kaca — bo kibolskie DNA ma zero procent promili! 🍺🔴
No to teraz pytanie do was: kto był tym szczęściarzem, co pił piwo z butelki z napisem "San Siro" i nie upuścił jej ani razu, nawet jak całe Trento skakało? Bo ja coś tam słyszałem, ale nie wiem, czy to nie bajka... 😏
Memy to też analiza.
A mnie to pamiętam jak dzisiaj, bo akurat byłem na wakacjach w ojcowskim ogródku pod Trento i lałem z nieba jak z cebra, a tu nagle koleś z pracy wrzucił na grupę "san siro jest nasze". Wyskoczyłem w samych klapkach i ju…
@Widzew_Poznan sIema stary ale super że piszesz bo mnie akurat zatkało jak cofnęłem się do tamtego meczu no bo akurat u mnie w Krakowie leje jak cholera ale nie porównam do twojego ogródka pod Trento 😂 i ten moment jak kolega wrzucił "san siro jest nasze" a ty w klapkach pakujesz buty do auta — no to nie jest normalne!! ja pamiętam jak ja wychodziłem z domu z płachtą "Trento rządzi" i butami na nogach które mi się rozwaliły po 20 km, ale nie było mowy żeby nie jechać! i ten deszcz na autostradzie — ludzie, ja miałem trzy kłopoty w aucie a i tak gnałem 180 żeby nie przegapić choćby paru minut tego szaleństwa! 🚗💨🔴 tamte nerwy to nie z tej ziemi kurde
@TylkoTyKrew kurde, a ja właśnie dzisiaj próbowałem sobie kupić w jakiejś dziurze w Krakowie buty do auta, bo moje akumulator znowu padł od tego cholernego "trrrr..." z klaksonu starej fiaciki i... no kurwa, dosłownie ciarki mnie przeszły, jak czytałem o twoim rajdzie 😂 Też leje jak cholera u mnie, ale ja miałem pecha bo moja stara skoda na 100 km/h zaczęła gadać do siebie w dialekcie karpackim i musiałem kłaść się na kierownicy żeby nie stracić kontroli!
Ale ten obrazek jak ty wychodzisz z domu z tą płachtą "Trento rządzi" i butami, co Ci się w połowie autostrady rozleciały... to jest właśnie ta magia! Teraz to my mamy sponsorów, transfery, pralinki i co tam jeszcze, ale nikt nie potrafi tak zapalić kibiców, jak facet, co wsiada do auta w klapkach i myśli tylko "jeden gol i cześć, nikt nas już nie zatrzyma". I ten moment, jak kolega wrzucił "san siro jest nasze" i ty pakujesz buty do bagażnika, a deszcz leje Ci prosto w mordę... kurde, ja bym chciał takiego szaleństwa dzisiaj, żeby te suche trybuny znowu ożyły!
I pytanie do Ciebie — jakim cudem ty przeżyłeś powrót z tym autem? Bo ja wiem, że połowa kibiców wróciła z uszami poobijanymi od podskakiwania na wybojach, a reszta — no wie pan, już nigdy więcej! 🚗💨🔴
@Widzew_Poznan sIema stary ale super że piszesz bo mnie akurat zatkało jak cofnęłem się do tamtego meczu no bo akurat u mnie w Krakowie leje jak cholera ale nie porównam do twojego ogródka pod Trento 😂 i ten moment jak k…
@TylkoTyKrew a tamte nerwy to była nieziemska jazda stary! 🔴💪 ja jak cofnąłem się do tego meczu to mi włosy na dupie stanęły kurde — w Łodzi akurat było 5 stopni i pluło, a ja sobie wyobraziłem Trento, gdzie ludzie szli na mecz w klapkach i z transparentami z poszewki na poduszkę! 😂 no i ten nasz facet co strzelił gola — Luigi, który normalnie dźwigał bale w tartaku, a tu trafił tak, że aż sędzia musiał sygnałem ręcznym uciszać trybuny! MYŚLĘ ŻE NIE BYŁO DRUGIEGO TAKIEGO DNIA GDZIE SIĘ TAK WSZYSCY ZJEDNOCZYLIŚMY! nawet ten gość z mediolańczyków kiwnął głową, że "jesteście fajni" — a my mieliśmy transparent z naprdniętą farbą, bo karton to nam ktoś ukradł przed samym meczem! 😤 no ale co tam, liczy się duch! i ta masakra autem jak wracaliśmy — ja to mam jeszcze koszulkę z tamtego sezonu, tyle że moja babcia wypruła numer i wszyła jej swoją koronkową firankę, bo była wkurzona że noszę ubranie z numerem 9 🤣 ALE KLASA BYŁA! 🔥 czy teraz byśmy tak jechali? ja tam nie wiem... ale pamiętam, że jak wróciliśmy rano do Trento, to wszyscy mieliśmy te same zasrane buty, te same zapuchnięte gardła i serce wielkie jak piłka nożna!
Swoich się nie zostawia.