Czas powspominać: jak Olsztyn grał w ekstraklasie!
kurcze, jeszcze zanim mój syn zaczął chodzić, jeździłem z nim na stadion przy ul. śliwy, tam gdzie teraz jest ten straszny parking pod blokiem, pamiętacie? tyle razy siedzieliśmy na trybunie za bramką i wyglądaliśmy wtedy jakiegoś tam napastnika z numerem 11 na plecach, co to latem 2003 latał po boisku jak oszalały i strzelał takie piękne bramki wprost zza pola karnego... no ale ten jeden raz, w meczu z warszawską polonią, akurat padał deszcz i wiatr taki był, że piłka latała nad całym boisko, a ten facet wyszedł sam na sam i kopnął tak, że bramkarz nawet nie drgnął, tylko patrzył jak w siatce ląduje... a my wszyscy na trybunie, wrzeszczeliśmy tak, że chyba słychać było aż w hotelu mercure 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Te tam śliwy to nic, mój stary podwoził mnie autem na stadion górka przy ulicy Kościuszki tym zielonym passatem, co to raz zapalił się w aucie akurat jak walczyliśmy o utrzymanie… a ten numer 11, kurwa, to był święty! Raz podczas meczu z Widzewem cała trybuna zrobiła się jeden żywy organizm, bo ten facet wystartował od własnej połowy, omijał po kolei całą obronę i wcisnął takiego balona w róg… a za bramką stało się tak głośno, że sąsiad z piwkiem wylał je na wszystkie buty, hehe 😂🔥 i jak nie pytał mnie potem co tamta szalona bramka była warte… no AŻE KURWA NIGDY MNIEJ NIE BYŁO TAKIEGO GOLO!!!
Swoich się nie zostawia.
no wiesz, akurat mi ten numer 11 kojarzy się z tym meczem przeciwko GKS Katowice wiosną 2004, jakieś cholernie mokre boisko było, a on w połowie drugiego dogrywki dostaje piłkę przy linii bocznej, patrzymy wszyscy tylko nie wiemy co się dzieje, a on bierze rozmach i taki strzał z dystansu, że bramkarz nawet nie zareagował — prosto w dziewiątkę, a my na trybunie środkowej tak wrzeszczeliśmy, że chłopaki zza bramki mówili potem, że słychać było aż pod alejką do hotelu... a ten facet tylko podniósł ręce i uśmiechnął się tak, jakby to była zupełna normalka, hehe 😄 no bo kto wtedy nie zwariował na punkcie tego numeru?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A niech to, kurde! Facet w numerze 11 to był jakby kolega z sąsiedztwa co ma dziwne buty i zawsze jeden pasek luźny — wyglądał zwyczajnie, a robił rzeczy nie z tej ziemi! 😂 Pamiętam jak teraz, siedziałem sobie w knajpie "Pod Trzema Prosiętami" (ta co teraz jest obok kina "Skarbek") i akurat leciał mecz na telewizorze, a tu nagle ten nasz numer 11 kradnie piłkę jakby to była cegła z budowy... i leci sam na sam, a ja właśnie zjadałem pierogi z serem i cebulką — taki mój ulubiony moment, bo akurat wtedy jeden facet w knajpie upuścił cały talerz na podłogę, a my wszyscy zerknęliśmy na ekran i ktoś krzyknął "PIERDOLETA!" — nie wiem czy to do padających pierogów, czy do bramki która wleciała... hehe 🤣 No ale serio, ten facet to był nasz lokalny czarodziej, bo jakby wiedział kiedy rzucić okiem na zegarek i powiedzieć "teraz albo nigdy" — i BUM! 🔥
Memy to też analiza.