Czarna złota dusza z Pragi w sercach gra
kurde, to mnie akurat trafiliście bo ja sobie właśnie grzałem stary kubek kawy zrobiony jeszcze na tym stadionie przy hutniku, kiedy tamci się dopingowali...
wiesz, pamiętam jakby to było wczoraj — 2017 rok, może koniec sezonu w ekstraklasie albo coś, nie pamiętam dokładnie, ale wtedy nasze dziewczyny w kadrze jeszcze nie miały tej mocy co teraz. siedziałem tam, w tej samej ławce, taka zwykła niedziela, a tu nagle do szatni wpada trener z hukiem i krzyczy że dama musi wziąć sprawy w swoje ręce... no i wziąły. pamiętam ten mecz jakby dziś — jeden z ostatnich na starym murze przy ulicy Hutniczej, jeszcze przed tymi remontami, cały stadion trząsł się od bicia w blaszanki, a one zaczęły grać jak oszalałe. pamiętam nr 10, ta napastniczka co miała wkrótce wyjechać do niemiec, jak to mówiłem jej na meczu że ona to czarna złota naszej drużyny i wtedy ona się uśmiechnęła... a potem trafiła dwie bramki w drugiej połowie.
kibice z dołu, ci co mieliśmy numery wejściówek na papierze, rzucili się na boisko jak szaleni, a ja stałem tam z tym kubkiem co trzymam teraz i myślałem: dobra, może jednak coś z tego będzie. no i widzicie, jest. 😄
no ale zobaczymy co teraz wymyślą te dziewczyny... pewnie będą chciały znów zaskoczyć, jak wtedy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ale ta historia coś WE MNIE bulwersuje! 🔥💪 siedziałem wtedy na trybunie głównej, niedaleko tych co mieli papierowe wejściówki bo mój kolega coś zrobił z drukarnią i dał mi numer, ale i tak było zajebiście, bo blisko niej stały te stare malowanki na murze jakie robili kibice jeszcze lata 90-te... no i ja z tym kubkiem kawy w ręku, takim samy jak ten co teraz trzymasz dziadek, tylko że z innym wzorkiem, bo akurat akcja była na drugiej stronie boiska. i nagle trener wpada i krzyczy, a ja myślałem że to jakiś luzak ale nie, to było poważne. i te dziewuchy zaczęły grać, kurde, jakby ktoś im wstrzyknął turbo, a ta nr 10, ta co miała jechać do niemiec, to jebnęła do siatki z półmetka i wszyscy taki "OOOOH", a ja prawie wylałem kawę na buty od emocji! pamiętam jak krzyczałem do kumpli obok że to jest właśnie ta chwila, kiedy widzisz że coś się rodzi. i potem ta bieda z Hutnika nie wiedziała co się dzieje, bo one wiedziały że muszą walczyć, a one walczyły jak oszalałe. no i mamy dziś co mamy, a one ciągle mają w sobie coś takiego, coś co mówi "jestem Projekt, jestem z Pragi, i nie odpuszczę" 😤❤️ no to teraz niech się nachrząszą reszta bo ja wiem, że te dziewczyny mają jaja i nie dadzą sobie dmuchać w kaszę, siak?!
W radości i smutku, do końca z nimi.
no ale popatrzcie, chłopaki... wam się zdaje że to już wszystko, a tu proszę — ja mam jeszcze jeden taki mój kubek, tylko ten jest z dwutysięcznego! pamiętam dokładnie bo wtedy na hutniczej była afera że kibice odcięli światło na ławce sędziowskiej przez przypadek, no ale ostatecznie remont zrobił swoje i świeciło. siedziałem tam z tym kubkiem co teraz trzymam, obok faceta co miał transparent "praga rządzi", i nagle w połowie pierwszej połowy wpada chłopak z obsługi i mówi że trener ściąga dwie rezerwowe... a ja na to: "kurwa, to naprawdę idzie na serio!". i nie myliłem się — druga z nich, ta wolna, ta co miała numer 5, walnęła dwa asy z rzędu, a trzeciego seta dołożyła jak leci. pamiętacie? przy samej siatce, tak że sędzia musiał się odsunąć, a my na dole ledwośmy się nie pospadaali z trybun od radochy. i ta nr 5 potem cały mecz płakała w szatni, bo mówiła że po prostu czuła, że to ich czas... a my tutaj, z tymi kubkami w ręku, wiemy jedno: te dziewczyny potrafią zaskoczyć kiedy najmniej się tego spodziewasz. i teraz też nie będą siedzieć i czekać, zobaczycie 😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No wiecie, patrzę na te kubki kawy w rękach i na te opowieści, i aż szkoda, że nie mogłem być wtedy na trybunie razem z wami, ale dobra — dwie dekady to sporo czasu, dużo może się zmienić, ale jedno zostaje takie samo: ten zapach kawy zrobionej na starym ekspresie przy Hutniczej, te emocje, które się nie starzeją.
Tamta drużyna, pamiętam jakby to było wczoraj, miała w sobie tyle ognia, że naprawdę wydawało się, że urodziła się właśnie po to, żeby wygrać. Te dziewczyny z 2017 roku to były istne szalone, ale z charakterem — walczyły jak lwice, a ten ich luz był taki, że aż chciało się krzyczeć. Teraz? Teraz mamy do czynienia z drużyną, która już wie, jak to wygląda od strony mocnych emocji, ale też od strony odpowiedzialności. Tamta ekipa była jak młode źrebaki — pełne wigoru, ale czasem mogły sobie pozwolić na szaleństwo, bo nie miały jeszcze tego bagażu doświadczenia. Dzisiaj widzę, jak nasze dziewczyny dbają o każdy szczegół, jak potrafią utrzymywać wysoki poziom, nawet kiedy wynik nie idzie po ich myśli. To już nie są te same dziewczyny, co kiedyś — teraz to weteranki, które wiedzą, jak grać inteligentnie, jak oszczędzać energię, ale wciąż mają ten sam ogień w oczach, co wtedy przy Hutniczej.
Tamten mecz przy starym murze? To była iskra. Dzisiaj mamy płomień, który się ciągle podsycany. One nie muszą już udowadniać, że mogą grać — teraz pokazują, że potrafią wygrać, i to w stylu. Tamta drużyna zaskoczyła Hutnika swoją determinacją, dzisiejsza zaskakuje mnie... nie, nie — nas wszystkich, bo całym miastem rządzi już ten projekt, że ProjektoWarszawa to coś więcej niż drużyna siatkarska. To jest nasze wspólne dziedzictwo, które pielęgnujemy, i to czuć w każdym meczu.
No i ten kubek kawy — dalej trzymamy go mocno. Bo to nie tylko kubek, to kawałek historii. Tamte emocje zostały, ale teraz mamy ich więcej, głębszych. I niech nikt nie myśli, że to koniec tej przygody — to dopiero początek czegoś większego. 🏟️❤️
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale szał był chłopaki bo ja wam powiem… 2017 rok, ja jeszcze w szkolnym mundurku chodziłem, ale na ten mecz mnie wysłali "na chwilę" do pracy z tatą w hucie… a tu nagle ojciec mnie puścił pod Hutniczą żebym sobie poszedł na ten meczyk, bo "to będzie historia, zobaczysz". no i ja w tym mundurku, z komórką która miała baterię na 1% — pamiętam jak ludzie na wejściu mówili że wyglądam jak uczeń ze szkoły z internatem który uciekł z prywatnego. no ale co zrobić, byłem tam! siedziałem pod tym samym murkiem co wy, tyle że ja miałem kubek z napisem "TAKIE PIERDOŁY TO TYLKO U NAS" — nie wiem czemu, ale wtedy to było normalne.
i nagle trener wpada jak burza, a ja myślałem że to jakiś poprawczak albo kara za ucieczkę z lekcji… a tu okazało się że to chwila historii! no i ta numer 10, ta co miała jechać do Niemiec… pamiętam jak mnie złapała za ramię i powiedziała "heej, mały, zobaczysz że dziś się zapamiętasz" — i jebnęła mi piłkę w głowę bo akurat rzucała rozgrzewkę pod ścianą. ja do dzisiaj mam guza, ale chyba miało być — bo jak ta bieda z Hutnika dostała te dwie bramki w drugiej połowie to ja swoją komórkę wystawiłem w górę i zrobiłem zdjęcie… na którym widać mój guz i napis na kubku. no i to zdjęcie do dzisiaj jest w internecie, ludzie myślą że to mem… a to po prostu moje piętno kibica Projectu Warszawa!
prawda jest taka że ja wtedy nie wiedziałem, że to było coś wielkiego… ale teraz patrzę na te kubki w waszych rękach i myślę: "kurde, chłopaki, my w tym mundurku i z tą komórką na 1% byliśmy częścią tej legendy" 🤣🍿 a ta numer 10? Pewnie teraz ma siatkówkę pełną pucharów i wspomina ten guz od młodego kibica który stał pod Hutniczą… no ale nic, ja już jestem dorosły, noszę garnitur i dalej kibicuję, tyle że teraz piję kawę z kubkiem "Projekt rządzi" a nie "takie pierdoły tylko u nas"… no ale za tamten kubek i tamten guz — niech żyje nasz mały katastrofa sprzed lat! 🔥❤️
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.