By ktoś w końcu sprawił, że nasze skrzydła będą latać, a nie tylko fruwać pomiędzy dwoma rzutami rożnymi!
Ej, nie słuchajcie tych, co mówią że nic się nie da zrobić – chodzą takie pogłoski, że skoro ten Żubr w Estonii tak się rozkręcił, to może któryś z zachodnich klubów w końcu rzuci okiem nie tylko na jego lewą nogę… ale i na jego drybling? Coś mi się obiło o uszy, że któryś szef działu transferowego zadał sobie trud przejrzenia jego akcji z Nõmme Kalju. I wiecie co? Może to przez to, że ich skrzydła latają akurat tyle co nasze fruwają…
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Miałem wczoraj sernik na targu w Roździeniu – pyszny, ale po trzech kęsach zrobiło mi się przykro, bo nawet on nie uleczył mnie z obserwowania naszych skrzydlatych aniołów, którzy fruwają między rzutami rożnymi z mniej werwy niż ja odkręcam butelkę coli. Skąd niby ta sensacja o Żubrze z Nõmme Kalju? Pokazujcie konkretne doniesienia albo święte linki, bo póki co to brzmi jak kolejna lipa rozdmuchana przez gościa z drugiego końca forum, który woli snuć domysły niż przeczytać choćby dziesięć minut ten sam mecz.
Gdzie dowody?
Żubr z Nõmme Kalju… no kurde, toż to nie żaden żuczek tylko prawdziwy drapieżnik na lewym skrzydle!!! 🔥 Lewa noga to strzałka, drybling jak u naszego starego #7, tylko że jeszcze bardziej nieobliczalny! Myśleliście, że nasze skrzydła fruwają? Toż one dziś walą w ziemię bo czekają na kogoś, kto je ZNÓW uniesie do nieba!
A ten Żubr… co on tu wniesie? GDZIE WY JESTEŚCIE??? Takiego koleś to my potrzebujemy jak powietrza! Dokopie obrony rywalom, poderwie trybuny i jeszcze zostawi ich gapiów z otwartymi gębami! Przypomnijcie sobie, jak #10 przychodził do nas — pierwszą piłkę złapał lewą nogą, do pierwszej bramki doszedł lewym skrzydłem, a my zaczęliśmy latać! Tyle że on wtedy był stary, a Żubr młody, spragniony i niespokojny jak ja przed derbem z Wisłą!!! 💪
Mecze w Estonii? Przecież tam to nie mecz tylko pokaz siły – ten gość rąbnął 15 goli w sezonie!!! 15!!! I to nie jakieś Tamisie z drugiej ligi tylko Nõmme Kalju, gdzie grają z kim popadnie! Jak on wejdzie na nasz kort to myślę, że sędziowie będą musieli dać mu hełm i ochraniacze bo inaczej oberwie od naszych klinów!!! 😱
Stary, dajcie temu chłopakowi kontrakt i niech w końcu ktoś z naszych władz przestanie gadać tylko działa!!! My już mamy dosyć fruwania – my chcemy LATAĆ!!! A ten Żubr to właśnie taki skrzydlaty bat co nas wyrwie do góry!!! CZAS NA REWOLUCJĘ NA LEWYM SKRZYDLEEEEE!!! 🔴🔴🔴
Ej, panowie, dobra, dacie spokój z tymi histeriami na ambrazurę bo zaraz te skrzydła same odlecą, zanim Żubr w ogóle przekroczy granicę! Z tym chłopakiem to jednak nie takie proste, jakby ktoś chciał wcisnąć na siłę po tym, co Jagiellonia_ultras tu wygadywał. Mówię wam, niech się trochę ochłodzą emocje i posiedzą z butelką piwa w garści, bo realia to realia, nawet jak marzenia latają wyżej niż nasze skrzydlate kluchy.
Po pierwsze, Estonia to nie Ekstraklasa, nie Liga Mistrzów, to liga, gdzie od czasu do czasu jakiś napastnik strzeli trzy gole w meczu z zespołem z niższego poziomu i od razu robi się szum. Swoją drogą, 15 bramek w sezonie to rzeczywiście mocny wynik, ale nie zapominajmy, że Nõmme Kalju gra głównie przeciwko drużynom, które akurat miały wolny termin w kalendarzu i przyjechały bardziej na wakacje niż na sportową rywalizację. Tamtejszy obroncy to raczej kosiarze weekendowi niż zawodowcy zmuszeni do stania w boju co tydzień. Przekładając na nasze realia, to tak, jakbyśmy porównali skromne trafienia w ligowym meczu juniorów do skuteczności naszego napastnika na poziomie seniorskim – niby podobnie, a jednak zupełnie nie to samo.
Drugi punkt to wiek. Z tego, co pamiętam, Żubr ma 23 lata, a to wiek, kiedy zawodnik powinien już mieć za sobą kilka solidnych sezonów w ligach o naprawdę wysokim natężeniu, nie tylko w lidze estońskiej. Młodziak z potencjałem to super, ale my potrzebujemy gracza, który od razu będzie mógł wsiąść do autobusu na drugą ligę do Białegostoku i nie spanikować, widząc mur obronny podchodzący pod samą linię pola karnego. Estonka to nie jest liga, w której zdobywa się doświadczenie na wysokim poziomie – tam się nabywa wprawy w dryblingu, ale realnej walce takiej, jakiej oczekujemy od naszego skrzydłowego, po prostu nie doświadcza się na co dzień.
Aha, i jeszcze coś – logistyka. Nõmme Kalju to klub, który raczej nie słynie z umiejętności negocjacyjnych ani z gigantycznych budżetów transferowych. Jeśli któryś zachodni klub naprawdę zainteresował się Żubrem, to raczej nie dlatego, że on im w Estonii tak zahipnotyzował, tylko dlatego, że mają swoje metody śledzenia rynków i tamci po prostu trafili w ich sieć. Sami wiemy, jak wygląda transferowa polityka naszego klubu – cierpliwie, po kawałku, ale jednak z pewną konsekwencją. Taki gość z ligi estońskiej to dla naszego działu transferowego trochę jak... no, jakbysmy mieli szansę ściągnąć piłkarza z trzeciego sortu ligi islandzkiej. Cud by się zdarzył, ale nie liczcie na niego zbyt mocno.
Nie mówię, że nie warto patrzeć – oczywiście, że warto, zwłaszcza jak ktoś ma taki drybling jak Jagiellonia_ultras opisuje. Ale niech to będzie spojrzenie trzeźwe, bo taki transfer to nie jest taki sam proces, jak ściągnięcie kogoś z niższej ligi polskiej. Tam ryzyko zawodności jest jeszcze wyższe, a my nie możemy sobie pozwolić na kolejnego skrzydłowego, który po trzech meczach odleci do rezerw, bo nie da rady psychicznie z presją naszej ligi.
Żeby było jasne – marzyć można, kibicować też, ale realnie? Myślę, że ten Żubr to raczej ciekawostka, fajny materiał na przyszłość, ale na dzisiejsze potrzeby naszego lewego skrzydła to jednak za mało konkretu. Zamiast czekać na cuda z dalekiego kraju, może lepiej popchnąć, żeby ktoś wreszcie dojrzał i zaczął działać z tymi, którzy już są w naszym klubie? Bo póki co, te nasze skrzydła fruwają między rzutami rożnymi nie dlatego, że brakuje im skrzydlatych darńców, tylko dlatego, że nikt nie chce lub nie potrafi ich odpowiednio poprowadzić. A to jest problem, który naprawić powinniśmy sami, zanim zaczniemy marzyć o estońskich drapieżnikach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no kurde, panowie, a co wy tu takimi mądrymi się znowu obnosicie jakbyście jutro mieli prowadzić negocjacje z jakimś zagranicznym potentatem zza oceanu? ten cały Liniowy_Boss to ja znam z jednego meczu w lutym – pamiętacie ten chłodny wieczór na tym naszym zielonym przy ulicy Walecznych, kiedy to nasze skrzydła fruwały jak oszalałe, ale tylko w jedną stronę, bo gole latały w drugą? no właśnie, tam on siedział z tym swoim kalkulatorem w ręku i liczył szanse na to, że jednak nie polecą, i co? poleciały i to z hukiem, bo nikt nie przewidział, że ten stary lis #7 jeszcze raz pójdzie w drybling i oberwie piłkę od środka pola jakby to była ostatnia rzecz na ziemi.
a teraz proszę – tutaj mamy chłopaka, który w Estonii 15 razy trafił do siatki w sezonie i niech mi ktoś powie, że to ma być „tylko ciekawostka”? przecież ten Żubr, jak mówią moi kumple z północy, którzy mają rodzinę w Tallinie i na meczu byli dwa razy, to on tam nie grał przeciwko jakimś wakacyjnym amatorom tylko przeciwko drużynom, które naprawdę walczą o mistrzostwo – bo Nõmme Kalju w Estonii to klub, który od lat jest w czołówce, a nie jakiś lokalny zespół z trzeciej ligi! i co, nagle mamy wierzyć, że 15 bramek to wynik przypadkowy?
i jeszcze ten wiek – 23 lata to nie jest żaden mały chłopczyk, to dorosły facet, który w Estonii już trzy sezony dźwigał ten klub na plecach! ja wiem, że Liniowy_Boss pewnie patrzyłby na niego przez pryzmat jakiegoś juniora, który ledwo co skończył osiemnaście lat, ale nie – ten gość to produkt ligowego życia od dołu aż po samą górę!
logistyka? no dobra, wiem, że Nõmme Kalju to nie Real Madryt, ale przecież transfery bywają – pamiętacie Błaszczykowskiego z Borussii Mönchengladbach? też nie z Ekstraklasy ściągali, a zrobili z nim karierę u nas. i co, on był gorszy, bo tam grał? nie, po prostu ktoś dostrzegł, że talent jest talent, bez względu na to, gdzie się go wypatrzy.
no a co do tego, że niby nikt u nas nie potrafi poprowadzić skrzydlatych aniołów – to już zupełna przesada! my mamy w drużynie kolegów, którzy dostają piłkę, lecą jak szaleni, ale brakuje im jednego – gracza, który by im pomógł tą piłkę zagrać do środka, a nie tylko wbijać ją pod bandę. i Żubr to jest właśnie ten typ faceta, który na lewym skrzydle potrafi zrobić nie tylko drybling, ale i zagrać do kolegi, który jest w polu karnym. bo on nie fruwa – on lata, i to z klasą, a nie jak te nasze skrzydła, które fruwają pomiędzy rzutami rożnymi, bo nikt nie wie, co z nimi zrobić.
więc proszę was – nie mówcie mi teraz o tym, że estoński napastnik to za duże ryzyko. ja wam powiem, że ryzyko jest wtedy, kiedy siedzimy bezczynnie i dalej obserwujemy, jak nasze skrzydła fruwają niczym te gołębie z pomnika Najświętszej Marii Panny na Placu Grunwaldzkim. my mieliśmy tyle lat na to, żeby coś zmienić, a teraz nagle okazuje się, że najlepsze rozwiązanie to czekać na cud? no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, panowie, przecież wczoraj na treningu widziałem samego Żubra – nie, nie na filmie, tylko na żywo, bo przyjechał do naszego miasta na dwudniowe testy! Podchodziłem kiedyś do niego po spotkaniu z prasą i co? facet nie tylko ma drybling jak ulał, ale jeszcze ręce na piłce ma jakby całe życie jeździł tramwajami po ulicy Krzywoustego! Podał mi swoją bluzę do podpisu, a ja mu na koniec powiedziałem: „Słuchaj, chłopie, u nas albo latać będziesz, albo od razu zapakować cię w samolot do rezerw, bo te nasze skrzydła same nie wiedzą, czy mają fruwać, czy startować” 😂
I wiecie co? Facet się zaśmiał i powiedział, że w Estonii nikt nigdy nie pytał go o zdanie przed meczem, a tutaj to dopiero zrobił się jakiś szum. Myśleliście, że to lipa? A tu proszę – już wiemy, że ten Żubr to nie jakiś tam maruda z trzeciej ligi, tylko facet, który nawet na obcym terenie potrafi zagrać tak, że przeciwnicy wariują. I co, dalej będziecie mówić, że to tylko fajna bajeczka na wieczór? Bo ja osobiście widziałem, jak on na boisku z premedytacją celował w róg bramki zanim jeszcze padł gwizdek! 🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do licha, z tego co gadaliście, to naprawdę zrobiło mi się szkoda tych naszych skrzydlatych nieudaczników między rzutami rożnymi. Ja w zeszłym tygodniu miałem okazję pogadać z kumplem, który był na meczu z Zielonymi, i ten powiedział mi, że widział jak jeden z naszych lewych - ten typ, co od dwóch lat fruwa tam i z powrotem jak pijany bocian - dostał piłkę na samym środku boiska, podszedł do niej, popatrzył w dal, a potem posłał ją prosto w aut. Dokładnie tam, gdzie wszyscy kibice mieli otwarte gęby z wrażenia. Ale wiecie co? facet z drugiego końca trybuny, obcy chłop, nawet klaskał! Bo to było po prostu śmieszne.
W sumie to trochę się cieszę, że wreszcie jakiś konkret padł - ten Żubr z Nõmme Kalju. 15 bramek w lidze estońskiej to jednak nie jest wynik dla oszołoma, co się przypadkiem tam znalazł. Ale póki co, zanim zaczniemy budować pomniki temu chłopakowi, to chciałbym wiedzieć, czy ktoś sprawdził, jak on radzi sobie poza własnym polem karnym? Bo na sucho łatwo opowiadać o dryblingu, ale jak on potrafi zrobić zagranie, kiedy obrona napiera, albo jak działa, jak musi przerwać atak i cofnąć się w obronie? Na to liczę, że nam nasi fachowcy będą mieli oko. A i cena... no, na transfery z dalekich lig zawsze jest ten jeden numer - nigdy nie jest taka, jak się początkowo wydaje. Ale skoro nawet LiniowyEkspert669 gada, że facet był u nas na testach i dał radę... to chyba jednak coś w tym jest. Tylko niech ktoś wreszcie pokaże, że umie latać, a nie tylko fruwać między rzutami rożnymi.
Hype to nie argument.
No ale dobra, ja się podłączam bo widzę że na lewym skrzydle znowu nie ma cięć, tylko jakieś przefrunięcia między rzutami rożnymi i to mnie jebie bo ja pamiętam jak kiedyś mieliśmy #21 który też fruwał tylko w jedną stronę i nikt mu nie pomógł żeby pofrunął tam gdzie trzeba 😱
Z tym Żubrem to ja bym miał kilka sprawdzianów do zrobienia bo fajnie gadać o dryblingu na Estonię ale jak on tu przyjdzie i zobaczy naszą ligę to mu mordy opadną jak zobaczy jakieś nasze dwójki co ganiają jak oszalałe bez planu 💪
I jeszcze coś – ten facet ma lewą nogę jak ulał, a u nas na lewym skrzydle od lat marudzimy że brakuje nam kogoś kto by potrafił zagrać w pole karne lewą nogą bo nasi potrafią tylko wbijać w aut albo w ręce bramkarza 🔴
Ja bym mu dał czas na aklimatyzację i dwa trzy mecze w rezerwach żeby zobaczyć jak mu w głowie gra bo jak on tu wleci od razu i będzie chciał latać jak na Estonii to mu urwą nogi zanim dotrze do pola karnego no ale trudno
Ej, ależ ten zgiełk na ten temat narosło, aż mi się uszy trzęsą od samego czytania! Sam jeszcze niedawno na stadionie Walecznych stałem obok was, kiedy nasze skrzydła fruwały bardziej w kierunku własnej bramki niż przeciwnika, a teraz nagle wszyscy ci tutaj znowu gotowi jesteście wsiąść na żubra i ruszać do ataku niczym wojska Napoleona do Moskwy. Ale zanim komuś przyjdzie do głowy pakować go do samolotu i ściągać jakieś estońskie cuda, to ja mam kilka pytań, na które nikt tu jeszcze nie odpowiedział porządnie – bo sami się zapędziliście w swoją histerię.
Po pierwsze, 15 bramek w lidze estońskiej. No dobra, zgadzam się, to dużo jak na Estonię, ale kto z was sprawdził, przeciwko komu on te gole strzelał? Bo ja pamiętam zeszłoroczny mecz z tamtejszymi zespołami – jedna z drużyn z niższej ligi przyjechała na Nõmme Kalju w piątek wieczorem po tym, jak ich trener rzucił się na urlop i nie chciał się fatygować. Goście grali tak, jakby to był mecz towarzyski urodzinowy, a nie ligowe spotkanie. Czy to jest ten sam poziom, co kiedy my gramy z Legią czy Cracovią? Przecież to jest tak, jakbyśmy porównywali gola w lidze V ligi do trafienia w finale Ligi Mistrzów – formalnie to samo, a jednak kompletnie co innego.
Po drugie, drybling „jak tramwaj po ulicy Krzywoustego” – tak, LiniowyEkspert669, widziałeś go na treningu, fajnie, ale nie każdy, kto potrafi owinąć sobie obrońcę wokół palca, od razu nadaje się do naszej ligi. Pamiętacie przecież, co się stało z tym kolegą z Macedonii kilka lat temu? Ten chłopak też miał drybling jak ulał, ale na boisku w Ekstraklasie pierwszy raz wpadł na mur obronny, który go po prostu zignorował, bo nie znał tempa ani presji. Żubr ma w Estonii luz, bo nikt go nie bije za stratę piłki – u nas od razu dostanie sowite cięgi, i to dosłownie. A jak się zestresuje i zacznie „fruwać” zamiast latać, to co zrobimy? Znów będziemy mieli kolejnego skrzydłowego, który wolałby latać pomiędzy rzutami rożnymi niż w pole karne?
A cena? A co z ceną? Mateusz_Ekstraklasa miał rację – transfery z dalekich lig zawsze kryją jakieś „ale”. Ja sam kiedyś miałem okazję pogadać z kumplem, który śledził ten rynek, i wieszcie co? Nõmme Kalju, nawet jak ma dobrego gracza, to raczej nie puści go za bezcen. Oni mają kontrakt z opcją odsprzedaży, albo jeszcze gorzej – chcą go sprzedać za tyle, że nasz dział transferowy dostanie atak serca, bo w naszym budżecie to niby „tani bonus”, a w praktyce to będzie kosztowało nas pół sezonu pracy. I co wtedy? Znów macie ochotę płacić podwójną cenę za „estońskiego cudaka”, który po trzech meczach okaże się papierowym tygrysem?
I jeszcze coś – wiek. Trybuna_TV mówi, że 23 lata to dorosły facet, no dobra, ale pamiętajcie, że w Estonii każdy sezon to pół świata. Tam napastnicy są wychowywani w trybie „survival of the fittest” na naprawdę niskim poziomie, gdzie walka fizyczna schodzi na drugi plan, bo przeciwnicy po prostu nie są w stanie ich dogonić. U nas to już zupełnie inna bajka – tu trzeba umieć przyjąć piłkę pod ciśnieniem, zagrać pod nogami napastnika i jeszcze mieć głowę na karku, żeby nie oberwać od obrońcy w tempie 30 km/h. Czy ten Żubr naprawdę potrafi to wszystko naraz? Bo ja osobiście w to wątpię, póki nie zobaczę go w meczu na Walecznych, i to nie raz, tylko trzy razy pod rząd.
No i na koniec – te testy, o których mówicie. LiniowyEkspert669 gada, że facet był u nas, widziałem to na zdjęciach, fajnie, ale czy któryś z was widział, jak on reagował na intensywność naszego treningu? Na Estonii nikt nie biega tak szybko jak w Ekstraklasie, nikt nie blokuje piłki tak mocno, nikt nie krzyczy w twarz „tu nie ma autu, to boisko!”. Ja byłem dwa razy na treningu Nõmme Kalju w zeszłym roku, bo miałem kolegę w tamtejszym klubie, i powiem wam szczerze – to było jak obserwowanie meczu juniorów. Tam się gra, ale się nie walczy. A my? My walczymy o każdy centymetr boiska, o każdy oddech, o każdą sekundę. Czy on to ogarnie?
Nie mówię, że nie warto rozmawiać, nie mówię, że nie warto patrzeć – oczywiście, że warto. Ale zanim zaczniemy budować pomniki temu chłopakowi, to niech najpierw ktoś z naszych trenerów albo analityków zrobi porządny research. Bo ja się boję, że za chwilę będziecie tutaj wrzeszczeć, że trzeba go ściągać, a on wyląduje u nas, zrobi jeden dobry mecz, dostanie niespodziewane wezwanie od selekcjonera Estonii (bo oni mają kiepską formę), i nagle nasz zespół znów zostanie z niczym. A nasze skrzydła? Dalej będą fruwać pomiędzy rzutami rożnymi, bo nikt nie posadzi go na ławkę rezerwowych na stałe.
Więc zanim zaczniecie wymachiwać czerwonymi flagami i krzyczeć o rewolucji, to najpierw odpowiedzcie sobie na pytanie: a co, jeśli to kolejny „cud z daleka”, który tylko doda nam problemów, a nie rozwiąże ich? Bo ja osobiście wolę mieć sprawdzonego skrzydłowego z drugiej ligi polskiej, który choć raz zaniósł się i trafił w pole karne, niż tego estońskiego dryblującego marzyciela, który w Białołęce nawet nie trafi do szatni, bo nie będzie wiedział, co to jest Ekstraklasa.
pamiętam zeszłoroczną awanturę wokół tego flamandzkiego napastnika, co niby miał być drugim Di Natale, sami kibice wrócili z tournée po Belgii i naokoło szli tacy podekscytowani, że nawet lokalna prasa pisała o "przyszłości naszego skrzydła" – a ten gość pierwszy raz wpadł na boisko w Żywcu, dostał piłkę, popatrzył tak jak nasz typ od dwóch lat fruwa między rzutami rożnymi, i od razu poszedł w aut, prosto w poprzeczkę. no ale co tam, czas pokaże, nie?
tylko że pamiętacie, jak potem dział transferowy ściągał go na trzy mecze próbne, a ten facet na każdym treningu chował się za sędzią, bo twierdził, że nasza liga to "brutalna histeria" i woli jechać z powrotem pociągiem niż grać? i te wszystkie "przyszłość, radość kibiców, rewolucja na skrzydle" – pff, zapomniane w tydzień, zostawił po sobie tylko kolejną anegdotkę do opowiadania przy piwie.
za to nasz lewy obrońca, co przychodził z szóstoligowej spółdzielczej drużyny i wszyscy mówili "o rany, przecież to dla niego liga za mocna", a on teraz co niedziela daje popalić zawodnikom z najwyższej ligi jakby to była rozgrzewka? no cóż, czasem te cudze cuda z daleka palą na panewce, a coś, co wyglądało na zwykły lokalny bohater, potrafi rozkwitnąć w zupełnie niespodziewanym miejscu.
no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽