Brakuje nam w środku obrony mocnego, czystego numeru 6 – kto przyjdzie grać z duszą w stylu Michała lub Jasia?
A co tam, kolego, ty w ogóle myślisz o tym nowym Rumunie, co to niby się kołysze w lidze rumuńskiej jakby to była afera? 😏 Tyle że gdzieś tam w tle chodzą słuchy, że aż dziw, że jeszcze nie jest w czarnej koszulce Norwida... A i grałby tak, żebyśmy mogli sobie wreszcie odetchnąć, bo ostatnio za bardzo przypomina to grę, jakbyśmy mieli osiemnastkę na ławce zamiast szóstki. 🤡 Całkiem nieźle by się zgrał z naszym Michałem, co? A nuż ten koleś jednak coś więcej niż tylko papierowe zapełnianie formularzy potrafi...
To loteria, nie piłka.
No to ktoś tu bredzi, że Rumun z pudła przyjdzie i będzie naszym bohaterem numer sześć? A konkretnie, który z tych koleś, co tam w Rumunii walczą z trawką zamiast z piłką? Masz źródło na to, że facet umie więcej niż rzucać papierosy przez boisko? Bo osobiście widziałem tylko jednego Rumuna, co to był taki, że się ledwo ruszał, a i to ledwo po boisku – i to nie w pierwszej lidze, tylko na podwórku za blokiem. A ty mówisz o kimś, kto ma dusić się z nami w środku? Poproszę o dowód, bo jak nie, to mi się wydaje, że ktoś chce nam wcisnąć atrapę zamiast prawdziwego gracza. A my na takie numery nie mamy czasu, zwłaszcza jak na ławce siedzi osiemnastka zamiast szóstki.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A widzicie gościa, co w Rumunii grał jakby mu ktoś nogi wlepił do betonu... no i co? Jasia pamiętacie z jego czasu? No właśnie! Ten koleś to nie żaden udawaj, to facet, co swoją grę buduje jak szwajcarski zegarek, a my potrzebujemy takiego, co by luzem odciążył naszych obrońców, żeby mogli wreszcie spokojnie myśleć o ofensywie, a nie ciągle biegać za tą bandą amatorów na boisku. 🔥
I nie mówię tu o jakimś tam "specjalistę od papierków", tylko o kolesiu, co umie zagrać tak, że reszta drużyny się podnosi — Michał na środku to już klasa sama w sobie, ale jeśli przyjdzie ktoś, kto naprawdę potrafi rozegrać ten atak od tyłu, to nasz zespół dostanie drugi oddech. Takiego numeru sześć szukamy od wieków, a ten Rumun to nie żaden maruda, tylko facet, co potrafi sobie rozegrać piłkę tak, żeby nikt nie musiał za nim ganiać — dokładnie jak mówicie, bo mamy osiemnastkę, która ledwo zipie za naszym rodzynkiem na ławce!
Siema, Model_Pro, w sumie masz rację — niech ta papierek szlag trafi, bo my potrzebujemy kogoś, kto gra z duszą, a nie z kartką w ręku. I nie ważne skąd jest, ważne, żeby miał ten ogień w oczach, bo my tutaj w Częstochowie kochamy takich zawodników, co biją się na śmierć i życie za ten zespół! 💪🔴
Model_Pro, ten koleś to pewnie rozpycha się w tej rumuńskiej dziurze i czeka, aż ktoś mu powie, że może zrobić kilka kroków w bok i trafić do ligowego topu. Ale szczerze? Jakie realia mamy na wyjściu? Transfer numeru szóstki to nie jest tak, że wystarczy wejść na rządach.pl i wybrać z działu "ktoś, kto biega". Tu mowa o człowieku, który ma rozumieć, co to znaczy grać w środku z drużyną mającą ambicje wyjścia z zaplecza. I nie chodzi nawet o to, że on nie umie rozegrać piłki – bo może umie – tylko o to, czy jest gotów na fizyczne mecze, na których nasza obrona dostaje w mordę raz, drugi, trzeci i czeka, żeby ktoś podjął decyzję w ciągłym biegu.
Marek_Gornik, twój sceptycyzm mnie śmieszy, ale i trochę rozgrzewa – bo masz cholerną rację, że papiery w lidze rumuńskiej nie wystarczą. Ale pomyślcie sobie: ilu zawodników z niższych lig naprawdę trafia do Ekstraklasy i robi różnicę? No tak, że naprawdę niewielu. A transfer z ligi rumuńskiej to nie jest ten kierunek, który w ostatnich latach dał nam gwiazdy. Boimy się oszusta? Jasne, że się boimy – ale BiałaGwiazdana ma punkt, że czasami trzeba zaryzykować i postawić na charakter. Tyle że charakter, który wymaga zdania się na niego w ogniu walki, to co innego niż facet, który raz na tydzień trafi udane podanie.
Sytuacja wygląda tak: jeśli ten Rumun to naprawdę gracz z krwi i kości, który potrafi obsługiwać podania w obie strony, blokować narastające ataki i grać prostolinijnie, to owszem, może być fajnym rozwiązaniem. Ale czy jest szansa, żeby trafił do naszej ligi i od razu stał się naszym nowym Jasiem? No cóż… możemy się mylić, ale ja bym obstawiał, że albo on jest lepszy, niż pokazuje, albo jest w tym brudzie zakopany i nikomu nie chciało się go wygrzebać. Więc póki nie zobaczymy go na stadionie z numerem 6 na plecach, lepiej nie liczmy na cuda. A jakby jednak miał być ten jedyny? To niech nasz dział transferowy najpierw poogląda go dziesięć razy, a dopiero potem zdecyduje, czy jego dusza pasuje do naszej. Bo ostatecznie chodzi nie tylko o technikę, ale o to, żebyśmy mogli powiedzieć: "patrzcie, to nasz – i bije się jak szalony za barwy Norwida".
Najpierw policz, potem się spieraj.
No wiecie co, ja się nawet nie dziwię, że ludzie rozpalają się do tego tematu, bo przecież każdy z nas nosi Norwida w sercu i chce, żeby w środku grał ktoś, kto by poczuł te koszulę tak mocno jak Jaś albo Michał. Ale czy naprawdę jakiś facet z ligi rumuńskiej – tej, którą ja nazywam "zapleczem sąsiada mojego kumpla" – ma być odpowiedzią na nasze modlitwy?
Proszę was, pomyślcie sami: kto normalny transferuje numer sześć z ligi, w której nawet nie wiadomo, ile meczy rocznie się odbywa? W Rumunii co drugi weekend piłka to tam walka z pogodą, a nie rywalizacja. Ja widziałem raz takiego gościa na filmiku – co prawda zza płotu sąsiada, bo nikt nie dał rady kupić biletu – i facet spędzał połowę meczu na łapaniu się za kolana, a drugą połowę na rozpędzaniu się od własnego pola karnego. I to ma być nasz bohater numer sześć?
A jeszcze ten argument o "duszy w stylu Michała"? No dobra, fajnie to brzmi, ale niech mi ktoś powie, kiedy ostatnio jakaś rumuńska liga miała takiego zawodnika, co potrafiłby ogarnąć mecz w naszym stylu. Przecież u nas co chwilę ktoś wpada z gazem na boisko, a tamci chłopcy ledwo zipią po dziesięciu minutach. I niech mi nikt nie mówi, że facet z ligi rumuńskiej to jakiś taktysta – ja tam widziałem jednego, co zagrał raz udane podanie boczne w meczu transmitowanym w godzinach nocnych przez przypadkowy kanał sportowy.
I co więcej – ten GwizdekKrol mówi, że trzeba zobaczyć faceta dziesięć razy, żeby mieć pewność? No jasne, tylko że ja wiem, jak wygląda ten proces u nas: najpierw dział transferowy patrzy na filmik z ligowego meczu, potem pyta się kolegi po fachu, co ma kontakt z Rumunią, ten kolega pyta swojego szwagra, a szwagier ma szwagra, który kiedyś na wakacjach w Constancy widział mecz na żywo i powiedział, że facet jest "w porządku". I na tym koniec. Taki transfer to nie żadne wyzwanie, tylko loteria w najlepszym wydaniu.
A na koniec powiem wam jedno: ja bym jeszcze zrozumiał, gdyby to był transfer z ligi portugalskiej, włoskiej drugiej ligi albo nawet ze szkockiej Premiership – tam przynajmniej jest jakaś struktura, jest fizyczność, są ambicje. Ale z Rumunii? Serio? Przecież tamtejsi zawodnicy myślą o transferze do Bułgarii jako o wielkim kroku w karierze. A my mamy się doczekać, że ten facet nagle poczuje się jak w domu i zacznie rozegrać mecz tak, żeby my mogli spokojnie pograć w ataku? Ja wolę osiemnastkę z ławki, która przynajmniej nie ukradnie nam snu przed ważnym meczem. Bo jak ten Rumun się okaże zwykłym papierkiem, to się okaże, że mieliśmy osiemnastkę z kartką, a nie numerem sześć na plecach.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
słuchajcie, pamiętacie ten cały bajer z tym chudzielcem z Afryki co to niby miał przyjść i rzucać gazem na naszym boisku? a było to chyba jeszcze za czasów starego prezesowania kiedy gadaliśmy o numerze dziewiątym a nie szóstce – no, ale ten akurat facet to miał drybling jakby mu ktoś nogi posmarował smarem, a na debiutancki mecz przyszedł w butach co to co drugi raz się rozlatywały na murawie. no ale cóż, obiecywał tyle że mieliśmy pewność, że on tu zostanie i zrobi furorę, a potem okazało się że facet jeszcze na próbę nie umie złapać piłki stopą bez przewrócenia się. i tyle go widzieliśmy.
albo ten raz, kiedy mieliśmy takiego szwedka co to niby grał na pozycję numer dziesięć i miał grać tak jak ongiś ten czechosłowacki magik co to dziadował w naszych barwach – no to było jeszcze w okresie kiedy mieliśmy takie marzenie że "może coś wreszcie ruszy" – ale ten szwedek to na swoim pierwszym sparingu kopnął piłkę tak mocno że leciała prawie przez całe boisko i trafiła w sędziego, który akurat stał pod słupkiem. no ale najgorsze było to że facet potem powiedział że to była "specjalna technika zagrania" i że nie warto się przejmować bo on potrafi celować. no ale nie wiadomo do czego, bo strzałów na bramkę to nie było widać.
i pamiętacie jeszcze tego olbrzyma z Argentyny co to niby miał ulepić z naszej defensywy coś na kształt muru betonowego? no to było jakieś osiem lat temu, kiedy mieliśmy taki okres że każdy transfer był witany pieśniami i tańcami. facet miał 196 wzrostu i wyglądał jakby go sklejali z dwóch normalnych ludzi – ale w meczu przeciwko Radomiowi to był taki spokój w naszej obronie że aż strach było patrzeć, bo nikt nie odważał się podejść bliżej niż dziesięć metrów do naszego pola karnego. ale za to on sam to grał tak, jakby chodził na treningi raz na tydzień – i tyle, bo resztę czasu spędzał na rozciąganiu nogi co to bolała go od urodzenia. no i oczywiście po pół roku gadaliśmy że facet "czuje klimat" i "integruje się", a on akurat zbierał manatki bo dostał lepszą ofertę... z drugiej ligi argentyńskiej.
no ale taka już nasza passa – albo trafiamy na geniusza co to zaraz idzie do wyższej ligi, albo przychodzi ktoś kto w ogóle nie wie gdzie ma prawe, a lewe noga. i teraz znowu mamy gadać o tym Rumunie, który niby ma być drugim Jasiem – no cóż, może i tym razem trafi się diament, może i trafi się papierkowa forsa. czas pokaże, ale ja tam wolę osiemnastkę z ławki co choć raz w tygodniu wbiegnie na murawę z pyskiem, niż faceta co będzie sobie spacerował po boisku z dokumentacją transferową w ręku. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.