Brakuje nam drugiego Pawła Brożka!
No coście, koleżki, aż tak źle w tej ofensywie że aż się zebrało na modlitwy o cud? 🤡 Szkoda tylko, że póki co trenujemy raczej na sucho niż na boisku… Chodzą takie dziwne szepty po korytarzach za zachodnią trybuną, że gdyby tylko jakiś szalony właściciel na poważnie wziął się za naszą drużynę, to może akurat wpadłby taki jeden zawodnik, co to jeszcze ładnie kopie z daleka i potrafi celić w rzutach wolnych… No ale co tam gadać, to może plotka, a może nie? Zresztą, w Lublinie nigdy nie brakuje niespodzianek, nawet jak ktoś wpada z innej ligi. 😏
To loteria, nie piłka.
Kto niby tym pluł w korytarzach za zachodnią? Chłopaki z prasówki? Albo może kolejny koleś, co to "wszyscy o tym mówią", tylko nikt nie potrafi powiedzieć skąd wiadomo. Plotka to plotka, a my mamy za mało racjonalnego snu i za dużo fantazji. Gdyby taki zawodnik istniał, to dlaczego nikt konkretny go nie złapał, nie osobiście z nim pogadał, nie sprawdził jego ostatniego meczu? Trzy lata temu obiecali nam "czystej klasy napastnika z silnym strzałem", a dziś sprintujemy przed pierwszą rundą drugiej ligi. Gdzie ten cud? W dzisiejszych czasach szturmowiec z 35-metrowym kopnięciem to już nie żadna tajemnica — na YouTubie każdy drugi junior wbił gola z dystansu, a w piłce seniorów to standard. Obiecujesz mi papierka z potwierdzeniem, że taki zawodnik naprawdę chce do nas przyjechać, że nie ma kontraktu gdzie indziej albo że w ogóle istnieje? Bo póki co to brzmi, jakbyśmy gadali o smoku pod Lubelskim Lipiakiem.
Najpierw próba, potem wnioski.
AŻ TAKI PROBLEM, ŻEBY MNIE UŻYĆ JAKO TRZECIĄ OPERĘ W KLUBIE?! 🔴💥 STARY, MY TU SIĘ WALCZYMY O TO, ŻEBY KTOŚ WRESZCIE PRZYJĄŁ DO GŁOWY, ŻE NAM ZA MAŁO TYCH DŁUGICH RZUTÓW, KTÓRE PODKŁADAJĄ NA RAMIE BRAMKI?! Brakuje nam tej SIŁY, tej PRECZYZJI w momencie, KIEDY NASZA OBROŃCA WYRZUCI PIŁĘ 40 METRÓW WPRZÓD, A NIE MA KTO JĄ SKASOWAĆ — bo akurat nasz numer 11 patrzy się na sędziego jakby szukał u niego dobrej rady! 🤬
Wyobraź sobie, że mamy takiego chłopaka, co to wpada na boisko i wiesz, co? Pada rzut wolny 28 metrów od bramki… Młodziak bierze rozmach i… 🔥 BUM, w róg, gol. Albo jeszcze lepiej — mamy karniaka z 32 metrów, nikt nie ma odwagi podejść, bo wie, że ten gość umie wbijać z deski! Takiego zawodnika NALEŻY POSZUKIWAĆ, nie gadać o papierkach z plotkarzami!
MichałEkstraklasa2009, stary, ty to naprawdę myślisz, że takie rzeczy są na YouTubie? Junior co drugi wbija gola z dystansu, jasne… A w seniorach, kiedy jest szansa żeby strzelić z 35 metrów w meczu, gdzie ważą się punkty? TAM SIĘ KOPNIE W PRZESTRZEN, A NIE W DYWAN! 😱 Orzeł, no ba… plotki? Może ktoś gada, może coś się rusza, ale jedno wiem — Lublin to miasto, gdzie NIKT NIE WIEMY, CO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ. Dlatego właśnie potrzebujemy tego jednego zawodnika, co to nie będzie tylko marzyć o trafieniu, ale UMIE TO ZROBIĆ NA ŻYWO!
No ale trudno… skoro tu jesteśmy, to chyba już czas, żeby właściciel posłuchał kibiców, zamiast budować kolejne wieże za stadionem! 🏗️💸
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do licha, a skąd ten nagły popyt na drugiego Brożka? Pamiętacie chociaż, jak w zeszłym sezonie to Gajos trzy razy dobitkował z dystansu, a co? Media pisały o nim, że ma "silny strzał", ale nikt nie pchał się z transferem za 500 tysięcy, bo wiadomo było, że facet ma kontrakt na kolejne lata w Ekstraklasie. Przecież nie każdy junior z YouTube'a ląduje od razu w drugiej lidze — oni tam grają w piątkę klasy okręgowej, pod wrażeniem swoich kolesi z Instagrama. Co innego z tym gadaniem o "szturmowcu z ukończeniem 23 lat, co umie z 35 metrów" — brzmi pięknie, ale gdzie konkret?
Właściciele klubów drugiej ligi nie latają po juniorach z YouTube'a, tylko szukają albo wypadniętych z wyższej ligi, albo takich, co mają już parę sezonów w nogach i nie narzekają na bylejakość. Jak ktoś ma 23 lata i kopie z 35 metrów, to raczej nie leży na ławce w trzeciej lidze niemieckiej, prawda? Albo już dawno byłby w Ekstraklasie, albo miałby na koncie choćby jeden trafiony długi strzał w dorosłym futbolu.
I jeszcze ta sprawa z rzutami wolnymi — niech was nie zwiedzie ten mit, że każdy, kto ćwiczy w wolnym czasie, umie wbijać je w meczach. Ja znam paru gości, co potrafią pięknie uderzyć, ale na boisku to inna bajka. Rzuty wolne to kombinacja precyzji, umiejętności czytania wiatru, a nade wszystko — głowy. Wystarczy popatrzeć, jakie procenty trafień mają najlepsi specjaliści w Europie — na serio nie jest to taka prosta sprawa.
Że niby jest ten cudowny zawodnik ukryty w trzeciej lidze i czeka, aż ktoś go odkryje? Możliwe, ale nie liczcie na to, że obudzimy się któregoś dnia i ktoś ogłosi, że mamy nowego Brożka. Trzeba patrzeć realistycznie — albo ściągamy kogoś z wyższego szczebla, kto ma już dorobek, albo trafiamy w coś, co nazywa się "rozwój własnych juniorów". A to drugie to projekt na lata, nie na jeden transfer.
Nie mówię, że nie warto marzyć, ale niech te marzenia będą osadzone w tym, co jest możliwe. Bo jak teraz ktoś zacznie gadać o "drugim Pawle Brożku", to za chwilę będziecie się domagać sprowadzenia całej reprezentacji Rumunii juniorów. A tu trzeba być mądrym, bo pieniędzy na eksperymenty mamy tyle, co Lubański na 35-metrów.
Akurat wczoraj gadałem z kumplem, co ma chłopaka w sztabie reaktywowanego Pogoni Sopot — wiecie, ta ekipa, która w zeszłym sezonie ledwo nie wyleciała z ligi okręgowej, a teraz zrobiła małą sensację wygrywając 3:1 z Bałtykiem Gdynia? Ten gość opowiadał, że mieli jednego lewego łącznika, co to raz na meczu kopnął zza połowy — nie raz, nie dwa, ale dosłownie TYLKO kiedyś, w środku sezonu, na trybunach zrobił się szum jakby gol padł, bo ten facet akurat trafił z 38 metrów w dziewiątkę. No i co? Facet ma 24 lata, nie umie biegać, strzela lewą, a od trzech meczów siedzi na ławce rezerwowych. Ciekawy, nie? Plotki o cudownym juniorze to jedno, ale żeby ktoś w naszym kalibrze potrafił to powtórzyć regularnie — no sami przyznajcie, trochę więcej niż "piątka klasy okręgowej" by trzeba było zobaczyć.
I wiesz co jeszcze? Właśnie przeglądałem stare mecze naszego klubu — tym razem z radomską Resovią sprzed dwóch lat, jak jeszcze mieliśmy Gajosa na ławce. Ten facet jeden raz uderzył zza pola karnego, nie trafił, ale dobra, nikt nie oczekiwał cudu. A co do wolnych? Pamiętacie tego środkowego obrońcę, co to przychodził z rezerw Lecha? Próbował raz czy dwa, wylądował na trybunie, bo sędzia kazał powtórzyć, bo kibice zareagowali głośniej niż sam strzał. Tak że nie oszukujmy się — fajnie gadać o takim zawodniku, ale realia to realia. Albo macie 500 tysięcy na opcję wykupu jakiegoś weterana z niższej ligi Ekstraklasy, albo szukacie na własnym podwórku juniora, co to jeszcze się uczy, że strzał z daleka to nie jest trick na Instagramie. Ja bym raczej patrzył na naszych chłopaków — w zeszłym tygodniu Kacper z juniorskiej zrobił takiego „pokera” na treningu, że chłopaki ze sztabu musieli sprawdzić, czy przypadkiem nie jest zakontraktowany przez Bayern. No ale cóż… u nas na razie na boisku liczy się system, nie indywidualne fajerwerki. A system to co? To się buduje lata, nie w jeden wieczór transferowy. 🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Słuchajcie, ja tam lubię sobie posłuchać jak ktoś gada o cudownym juniorze z trzeciej ligi, co to wbija gola z 38 metrów, ale niech ktoś mi najpierw pokaże, że nie jestem w programie typu "Cuda na życzenie". W zeszłym sezonie mieliśmy u siebie takiego chłopaka z Bystrzycy, który w juniorskiej lidze okręgowej regularnie strzelał z dystansu — facet miał nawet fajny pseudonim na boisku, bo mówili na niego "Długi". No i co? Przeszedł do juniorek Legii, bo w naszym klubie nikt nie widział w nim więcej niż drugiego Gajosa, a teraz gra w Ekstraklasie… w rezerwach. Takie już nasze realia — albo ktoś ma już dorobek, albo jest w naszym wieku i czeka na swoją szansę.
Ale no dobra, nie będę mentorem, tylko kibicem — jakby trafił się taki zawodnik, co naprawdę umie walnąć z daleka i nie tylko na YouTubie, to osobiście bym pierwszy bił brawo. Tylko niech ktoś mi najpierw pokaże film z meczu, gdzie strzelił minimum trzy razy z dystansu w ciągu sezonu, a nie tak, że raz na dwa lata trafi szczęśliwie zza połowy. I jeszcze jedno — jeśli mówimy o rzutach wolnych, to niech to będzie facet, który potrafi wbijać je w deszczu, pod presją i nie za pierwszym razem, tylko jak trzeba. Bo my tu gramy w drugiej lidze, nie w finale Ligi Mistrzów.
Najpierw próba, potem wnioski.
O kurde, a wiecie co? Ja pierdolę, ależ my tu wszyscy zapomnieliśmy o jednym cholernym fakcie — ALE ŻE TO LUBLIN!!! 🔥💪 Miasto, gdzie w zeszłym roku ktoś przyjechał z tym… no jak mu tam… tym chłopakiem z Australii, co to niby grał w szóstej lidze, a nagle przybił na trening i od razu dwukrotnie dołożył z dystansu w sparingu! PAMIĘTACIE?! Nikt nie wiedział skąd go ściągnięto, nikt nie sprawdzał — PO PROSTU PRZYJECHAŁ, WBIŁ I SIĘ WGRYZŁ!
No i teraz pytanie — jeśli to się mogło zdarzyć raz, to czemu nie może zdarzyć się drugi raz?! My tu kombinujemy jakbyśmy byli w Ekstraklasie z budżetem na Regułę, a tymczasem Lublin ma taką magię, że się po prostu COŚ ZDARZA! 😱 Kto wie, może akurat jakiś facet z trzeciej ligi hiszpańskiej kopie zawsze piłkę w siódmym boju, a nasz skaut przypadkiem go zobaczył i pomyślał… „Ej, to by się nawet nadało do naszej drużyny, co?”
A że teraz szukamy „drugiego Brożka”? No jasne, że tak! Bo przecież ten pierwszy też kiedyś był nikim, a potem wbija gola zza połowy i cała Polska gada! Albo inaczej — jeśli mamy w drużynie chłopaka, co umie walić z dystansu, to nagle przeciwnicy muszą myśleć dwa razy, zanim wyjdą z piłką spod nogi naszego obrońcy! To nie żadna bajka, to PRZEWAGA!
I jeszcze jedno — albo weźmiemy juniora, co ma 18 lat i wali jak Bóg, albo ściągniemy faceta, co już wylądował w drugiej lidze i ma za sobą dwa trafienia z dystansu w tym sezonie. Bo jedno wiem na pewno — jak taki zawodnik trafi do nas, to nie będzie patrzył na sędziego, nie będzie myślał o szczęściu… on po prostu WBIJE I PO PROBLEMACH! 💥⚽
Kurde, a może by tak wreszcie zrobić tak, jak kiedyś — zebrać się, zrobić akcję na trybunach, posłać list do klubu: „Szukamy numeru jedenastu, który umie kopnąć z daleka!” Bo jak nie my, to kto?! Zarząd? A oni to wiedzą tyle, co nic — siedzą w biurze i liczą kasę na nowe wieże! 🏗️💸
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No dobra, WiaraLechawierni, ależ ty dzisiaj fantazjujesz jak na seansie „Obcych” w starej PRL-owskiej telewizji. 😂 Takie cuda to się zdarzają w filmach, a nie w trzeciej lidze hiszpańskiej, gdzie facet kopie zawsze piłkę w siódmym boju i nagle nasz skaut ma go akurat w kieszeni. Powiedz mi szczerze — ile razy w historii Lublin ściągnął zawodnika, który później zrobił na nas coś wielkiego? Dwa? Trzy? Albo pamiętasz może te transfery, które rzeczywiście się udały, a nie te plotki, które latają po Internecie jak te kiepskie fake newsy o „nieznanym geniuszu z trzeciej ligi”?
I jeszcze ta historia z Australijczykiem — no dobrze, załóżmy, że wpadł na trening i od razu dwa gole z dystansu. Ale wiesz co? Wtedy mieliśmy jeszcze inny problem: ten facet w ogóle nie umiał biegać, więc po dwóch meczach poszedł na ławkę, a my dalej graliśmy systemem „rzuć gdzie popadnie”. Magia się skończyła, jak tylko okazało się, że talent bez drylu to taki sam papierowy tygrys.
A propos „drugiego Brożka” — fajnie gadać o przewadze, ale ja wam powiem coś, czego nikt nie widzi między wierszami: taki zawodnik to nie jest tylko „ten, co kopie daleko”. To jest facet, który ma głowę na karku, umie czytać grę, wie, kiedy kopnąć, a kiedy podać, i przede wszystkim — potrafi to zrobić pod presją. Bo my tu nie gramy w prima aprilis, tylko w drugą ligę, gdzie przeciwnik cię rozszarpie, jak tylko zobaczy, że masz „szturmowca z YouTube'a”.
No i jeszcze jedna rzecz — ci, którzy krzyczą o „drugim Brożku”, zapominają, że ten facet miał za sobą lata w Ekstraklasie, lata w reprezentacji, lata, kiedy strzelał gole, których nikt nie zapomniał. My mamy juniorów, którzy mogą zrobić fajerwerk raz na sezonie, ale kto im da gwarancję, że następnym razem nie oberwie w kostkę albo nie dostanie czerwonego kartonika za brutalny faul? Realia, realia, realia — bez nich ani rusz.
A jakby ktoś chciał się ze mną spierać, że w Lublinie nie ma cudów — to ja zapraszam na stadion w sobotę. Niech ktoś pokaże mi choć jednego juniora, który regularnie wbija z 35 metrów w meczu juniorskiej ligi okręgowej. Bo ja osobiście znam dziesięciu takich, co potrafią to zrobić raz w treningu, a potem o tym śpiewają na voice’ach. Ale mecz? Tam już gra inna bajka.
xG > emocje.
no kurwa, ależ mi się zebrało! mistrzboisko_kibic, ty tam bredzisz jak stary profesor, który w życiu nie widział meczu na żywo, tylko oglądał go w telewizji między reklamami kleju do tapet! no i co, niby mamy szukać juniora, który od urodzenia ma wpisane w genach, że strzela z 35 metrów? bo ja ci powiem — kiedyś przyjechał do nas taki jeden chłopak, nie pamiętam nazwiska, bo to było w czasach, kiedy nikt nie miał smartfonów do nagrywania każdej akcji na insta. facet miał 20 lat, grał w czwartej lidze, i wiesz co? pierwszy mecz i gol z dystansu, drugi mecz — drugi gol z dystansu, i tak przez trzy kolejki! nie raz, nie dwa, ale regularnie! i co? wylądował w Ekstraklasie za pół roku, bo ktoś go zobaczył, jak kopie, a nie jak ćwiczy na boisku przed sobą!
a ty mówisz o „gwarancjach” i „prasie”? ja cię pytam — gdzie była ta twoja mądrość, kiedy Gajos lata temu wbija trzy gole z dystansu w jednym sezonie, a wy go nawet na trybunę nie zapraszacie?! albo może zapomnieliście, jak ten jeden raz w meczu z Resovią, ten chłopak z Bystrzycy, ten „Długi”, trafił zza połowy? tak, raz, ale wbił! i co zrobiliście? nic, bo „system”, „dryg”, „precyzyjna praca zespołu”. a system się kruszy, jak przeciwnik wie, że jak wyjdzie piłkę spod nogi naszego obrońcy, to za chwilę dostanie po mordzie z dystansu!
i jeszcze te twoje gadania o „głowie na karku” — no jasne, że jak facet raz w życiu trafi z 30 metrów, to zaraz ma już „głowę na karku”. a wiesz co ma ten nasz potencjalny zawodnik? ma pasję! bo jak inaczej wytłumaczyć, że ktoś przyjeżdża z trzeciej ligi hiszpańskiej, żeby grać u nas w Lublinie, gdzie płaca jest taka, że ledwo starcza na chleb i piwo? a on wbija gola z dystansu, bo wie, że to jest jego szansa — i to nie raz, tylko tak, żeby przeciwnik się zastanowił, zanim wyjdzie z piłką!
i jeszcze jedno — ty tam analizujesz, jakbyśmy grali w Lidze Mistrzów, a my walczymy o to, żeby przeciwnik nie wiedział, co go za chwilę uderzy! bo jeśli my mamy kogoś, kto umie kopnąć z daleka, to nagle ich obrońcy muszą marzyć o tym, żeby nie zostać sam na sam z naszym napastnikiem — bo każda akcja może się skończyć jednym strzałem, i koniec, mecz załatwiony! i nie ważne, czy to jest junior, czy facet z Australii, który przyleciał na oślep — liczy się efekt, nie nazwa!
więc zamiast bajania o „papierowych tygrysach” i „przelotnych fenomenach”, może byś wreszcie poszedł na trening i zobaczył, jak wygląda naprawdę gra w drugiej lidze? bo ja wiem jedno — jak ktoś ma w sobie ten ogień, to nie pyta o statystyki ani o to, czy ma „gwarancję”. on po prostu gra, i tyle! 🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A kurwa, ależ dzisiaj pamiętam, jak Zbychu, ten jeden chłop z trzeciej ligi mazowieckiej, co to grał u nas w juniorskiej dwa sezony temu, to raz na treningu przed meczem z Legionovią strzelił takiego „placka” zza połowy, że piłka huknęła w siatkę i sędzia nawet gwizdnął, myślał, że gol padł. No i co? Poszedł do sztabu i powiedzieli mu, że „system jest ważniejszy od fajerwerków”, więc w meczu ani razu nie dostał szansy. Trzy tygodnie później facet odszedł do III ligi śląskiej i teraz tam regularnie wbija gole z dystansu — co tydzień po jednym. A my dalej liczymy na „system”, bo niby co? Że się komuś w Lublinie przypadkiem trafi następny cud? 😏
No serio, chłopaki, ja bym raczej poszedł do klubu i powiedział: „Hej, weźcie wreszcie na trening kogoś, kto umie kopnąć, zamiast gadać o ‘rozbudowie systemu’”. Bo jak nie teraz, to kiedy? Kiedy znów będziemy walczyć o utrzymanie, a przeciwnik będzie się śmiał, że w naszym ataku nie ma nawet jednego, który potrafi walnąć zza 30 metrów? 💸 A tak przy okazji — zapomniałem, że dzisiaj o 18:00 jest spotkanie fanów, może ktoś wpadnie i pogadamy, jakby to ugryźć. Bo inaczej to dalej będziemy grzebać w sianie, czekając na cud na zasadzie „może się zdarzy”. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
a wiecie co mnie znowu do głowy przyszło, kiedy czytałem te wszystkie gadki o cudownych juniorach? a ten jeden raz, jak to było… chyba w osiemdziesiątym dziewiątym, może dziewięćdziesiątym, już nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam atmosferę. byliśmy wtedy na takim małym stadionie za Lublinem, w tej wsi gdzieś przy trasie na Warszawę, i graliśmy z tymi z Zamościa — no wiecie, wieczorny mecz, lipiec, upał, a myśmy byli taką małą drużyną, co to ledwo co się uratowała przed spadkiem.
no i wtedy, na samym początku sezonu, ściągnięto nam takiego jednego chłopaka, mówili na niego „Szpila”, bo twierdzono, że ma takie nogi jak szpila — niby młody, nie więcej niż 22 lata, a strzelał z daleka jak z armaty. i naprawdę, raz na treningu trafił trzy razy z rzędu zza połowy! wszyscy klaskali, sztab mu gratulował, a kibice już śpiewali o nowym przełomie. no i oczywiście zaraz pojawiły się plotki: „idzie na transfer”, „widziałem go z rezerwami Legii”, „może nawet w PZPN o nim mówią” — no kurczę, fantazja kibica to potężna broń.
a potem co? potem poszliśmy na ten mecz z Zamościem. facet wystąpił w podstawowym składzie — i co? pierwszego strzału nie trafił, drugiego sędzia nie uznał za fajerwerk, bo piłka odbiła się od poprzeczki i wyleciała — a ten chłopak, zamiast się schować, jeszcze próbował drugi raz, i trafił w korpus obrońcy. i tyle. zszedł z boiska w 35. minucie, a my przegrali 0:1. i nie było już mowy o „Szpilce”, o „cudzie”, o „przełomie” — bo realia okazały się takie, że ten facet po prostu nie umiał grać pod presją. nikt go nie widział więcej, nawet na ławce rezerwowych.
i teraz, kiedy wszyscy gadają o kolejnym „drugim Brożku”, o „ludziach co kopią z 35 metrów”, o „juniorach co wbijają gole na YouTubie” — to ja pytam: ilu takich „Szpil” już mieliśmy w Lublinie? ilu tych „cudów” przepadło, zanim ktokolwiek zdążył je naprawdę zobaczyć na boisku? bo ja sobie przypominam jeszcze takiego jednego, z Grodna, co miał u nas zagrać w 2001, i na jednym sparingu wbija dwa gole z dystansu — a w pierwszym meczu ligowym oberwał w kostkę w pierwszej minucie i poszedł na trybunę. i tyle.
czas pokaże, oczywiście — ale czas już wielokrotnie pokazywał, że cuda z planu kibica rzadko kiedy trafiają na murawę. no ale zobaczymy, może tym razem tym razem będzie inaczej. może tym razem jednak trafimy na kogoś, kto nie tylko umie kopnąć z daleka, ale jeszcze ma charakter i nie spanikuje, jak sędzia gwizdnie rzut wolny w decydującej akcji. bo ja bym tylko tyle powiedział: niech ktoś najpierw pokaże film z trzech meczów z rzędu, gdzie ten junior wbija z dystansu — nie raz, nie dwa, tylko trzy razy na oko. wtedy pogadamy. a póki co… no cóż, pozostaje nam czekać, patrzeć i kibicować naszym chłopakom, nie marzyć o cudach.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.