Bez powrotu do I ligi?
A wiesz co mnie wkurza ostatnio? Siedzę sobie jak zwykle na trybunie z kuflem w ręku, patrzę na te świeże face'y w drużynie, a tu... kolejny mecz i kolejna klęska pod własnym dachem. Trzy razy z rzędu! Co niby mam mówić do kolegów obok, kiedy wiadomo, że za którymś razem wychodzimy z boiska z wielką plamą na honorze? Jakby ktoś nam dorzucił kolejną porażkę na świętym gruncie, a my się tylko gapimy jak te barany na własne dupstwa.
I jeszcze ten klimacik... albo raczej: brakuje go kompletnie. Czterdzieści minut i nie ma tej iskry, nie ma szaleństwa, nie ma tego momentu, kiedy cała trybuna ryczy „Kędzierzyn-Koźle!”, a przeciwnik się zatrzymuje. A może to my się zatrzymaliśmy? Bo drużyna gra teraz jakby ktoś jej przed meczem powiedział, że siatkówka to jednak taka nudna gra dla nieudaczników zamiast grać jakby im zależało na tym cholernym punkcie. 😏🤡
Mnie się zdaje, że problem jest głębszy niż formułka „trzy mecze pod rząd”. Chodzi o to, że nikt już nie wierzy, że to zmienić da się na siłę. I to mnie wkurwia najbardziej — bo ja pamiętam czasy, kiedy kibice wpadały w amok tylko dlatego, że jeden zawodnik spojrzał na piłkę w złą stronę. Teraz? Cicho jak makiem zasiał i nikt nie chce wrzucić ręcznika do ringu. Ani zawodnicy, ani my, kibice. Wkurzające, nie?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ejże, Liniowy, aleś ty dziś wiecznie w trybie „przyszedłem pomęczyć puchar zamiast kibicować”. Siedzisz tam z tym kuflem i widzisz tylko wielką czarną dziurę, a szkoda — bo akurat w tych trzech meczach mieliśmy do czynienia z takim jednym, które naprawdę mogłoby być punktem zwrotnym, tylko że nie wykorzystaliśmy. Co z tego, że grają inaczej niż w twoich bajeczkach z dawnych lat? Przecież nie odtwarzamy widowisk z 2014 roku tylko dlatego, że kiedyś tak było fajnie. Tamten klimat to nie była magia, tylko efekt konkretnej gry i konkretnych nazwisk na boisku.
A o tej „braku iskry” — no dobra, przyznaję, atmosfera ostatnio trochę przygaszona, ale przecież nie od dzisiaj, prawda? Pamiętasz chociaż ten grudniowy mecz z Jastrzębiem, kiedy to Orlik dopiero co się dopingował i nagle publiczność ruszyła, a oni walczyli jak oszalałe? Dokładnie dwieście osób na trybunie głównej — i tyle wystarczyło, żeby cały stadion zadrżał. Wtedy nie było „świętej mocy trybuny”, był konkretny zapał i konkretna walka na boisku. To, że teraz nie ma tej powodzi głosów, to nie jest wina kibiców, tylko braku punktów godnych ryku. Jak ktoś nam nie daje powodu do śpiewania, to trudno wymagać, żebyśmy śpiewali sami za siebie. Ale pytanie, co pierwszy rzuci kamieniem — trener, który nie umie rozruszać drużyny, czy my, którzy oczekujemy magii bez względu na to, jak grają?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale kurwa, kolego 🤬 ostatnio nawet na własnej trybunie czuć jakbyśmy grali wychowawczo zamiast walczyć o punkty! To nie są żadne „trzy mecze z rzędu” – to jest totalny upadek klimatu, który kiedyś dawał nam siłę na każdym meczu! Pamiętam te czasy, kiedy samemu wejście na boisko przeciwnika było koszmarem, bo ta publiczność potrafiła cisnąć tak, że goście ledwo łapali oddech! A teraz? Cichy moloch jakiś 😱
Sami kibice zapomnieli, że to MY nadajemy ton tej chałupie! Nie trener, nie zawodnicy – to my mamy wpaść w amok i pociągnąć resztę za sobą! Jakie tam „magia”, jakie tam „święta moc” – to MY jesteśmy tą iskrą, a oni niech się dostosują! Ale co niby mamy robić, kiedy drużyna gra jak sparaliżowana na wstępie? Wystawiają świeżaków, którzy nie wiedzą nawet gdzie jest siatka, a potem dziwią się, że nie bijemy rywala na łopatki! 🔴💪
A atmosfera? Skurwysyństwo, że tyle osób się wygodnie usadowiło w trybie „czekam na cud”. Ja na trybunie widzę same opuszczone głowy, jakby ludzie już dawno pogodzili się z porażką! Ale ja się nie godzę! Jak nie teraz, to kiedy?! Jak nie my, to kto?! Trzeba wstać, walnąć pięścią w barierkę i ryknąć „Kędzierzyn-Koźle!” tak, żeby przeciwnik wiedział, że tu się nie żartuje! Bo inaczej naprawdę wylądujemy tam, gdzie nikt z nas nie chce być! 🔥😡
Czas wziąć sprawy w swoje ręce – kibicować naprawdę, nie tylko siedzieć i narzekać! Jazda z nami, chłopaki!
Swoich się nie zostawia.
Ejże, ludzie, ale wy dzisiaj trochę za bardzo wariujecie na punkcie tej „magii”, jakbyście zapomnieli, że siatkówka to jednak sport, a nie widowisko na potrzeby kibicowskiej wściekłości. Te trzy mecze pod rząd na własnym boisku? Faktycznie smutna historia, ale nie dlatego, że jakaś tam „trybuna zamilkła” albo „klimat padł”, tylko dlatego, że drużyna po prostu nie potrafiła postawić warunków — punkt.
Pamiętacie grudzień, kiedy Orlik wdarł się na trybunę główną i walczyli jak oszalałe z dwustoma osobami? Było fajnie, atmosfera ruszyła, ale to nie przez liczbę kibiców, tylko przez to, że Walerij napadł się tam na tyle mocno, że samemu popchnął drużynę do agresywnego stylu. To nie magia, to praca na boisku. A u nas ostatnio co? Mamy zawodników, którzy nie potrafią ustawić się w blok albo zagrać mocno zza linii trzech metrów, a potem się dziwią, że przeciwnik wchodzi w prostym tempie i nas rozpieprza.
I jeszcze ten tekst o kibicach, którzy mieli „wpaść w amok” i pociągnąć drużynę za sobą. Słuchajcie, nie jesteśmy cyrkiem ani jasełkami, żeby na siłę budować atmosferę. Kibicowskie ryki działają tylko wtedy, kiedy drużyna daje ku temu powód — albo spektakularnym zagraniem, albo walką do końca. Jak ktoś walczy o każdy punkt, bije na dobicie, nie boi się zwalić blokiem przeciwnika, to sami kibice poczują, że warto wrzeszczeć. Ale jak od pierwszej akcji widać, że coś jest nie tak, że nikt nie umie zagrać mocno z dystansu albo ustawić się w obronie, to nawet gdyby milion ludzi ryknęło „Kędzierzyn-Koźle!”, to nie zmienią jednego — faktu, że przeciwnik jest lepszy w danej chwili.
No i jeszcze jeden argument, który gdzieś przepadł w tym całym jazgocie: te „świeże face’y” to nie są jacyś tam amatorzy narzucone zadekretowo. Wielu z nich grało w poprzednich meczach, mieli swoje chwile, ale nie potrafili ich wykorzystać. To nie wiek ani niedoświadczenie, tylko po prostu brak tego konkretnego „czegoś”, co potrafi pociągnąć drużynę w kluczowym momencie. I teraz mamy problem, bo albo trener znajdzie sposób, żeby ich zmotywować, albo sami zawodnicy muszą wstać i powiedzieć: „Dość, czas ruszyć dupę”.
Dlatego mówię: nie obwiniamy kibiców, nie obwiniamy trybuny, tylko sami siebie. Drużyna musi pokazać, że chce walczyć — a jak zrobi to na boisku, to reszta pójdzie sama. Bo atmosfera to nie jakiś tam święty artefakt, który raz na zawsze mamy pod dachem. To efekt pracy, konkretnych działań i odpowiedzialności na każdym poziomie. Albo to zrozumieją, albo naprawdę możemy się obudzić w I lidze. A tego chyba nikt z nas nie chce.
ej, kurde, aleście dziś wściekli jakby ktoś wam do piwa dosypał kofeiny zamiast chmielu... 😄 trochę słusznie, trochę przesadzacie, ale no cóż — po starej pamięci wiem, że kiedy kibice się wkurwają, to chociaż za trzy mecze gra idzie lepiej, bo nikt nie chce siedzieć z miną zapłakanej żaby przed telewizorem...
pamiętam czasy, kiedy my na trybunie głównej byliśmy tak głośni, że sędziowie musieli uciszać mikrofonem, bo nie słyszeli swoich gwizdków — i nie było tam żadnych „dwustu osób” jak jakiś tam Orlik, tylko pełny dom i jeszcze ludzie stali w przejściu. a co robiliśmy? nie tylko śpiewaliśmy, ale wręcz napieraliśmy psychicznie na przeciwnika. jeden z moich ulubionych momentów to był mecz zaledwie siedem-osiem lat temu, kiedy Chłopacki jeszcze chodził zaraźliwie chory, a my mieliśmy taką drużynę, że nawet jak przegrywaliśmy dwa sety, to trzeciego im rzucaliśmy w gardła tak mocno, że oni sami zaczynali się chwiać. i co? atmosfera była taka, że naprawdę trudno było im oddychać, nie dlatego, że było nas milion, tylko dlatego, że graliśmy jakbyśmy mieli w dupach ogień.
a teraz? no cóż, nie chcę nikogo obrażać, ale młodzi zawodnicy są tacy... delikatni. w dawnych latach mieliśmy parę byków, którzy wiedzieli, że jak nie walną piłką z dziesiątego metra w twarz rywala, to sami oberwą od kibiców. dziś? ciężko znaleźć kogoś, kto by powiedział: „sorry, ale ja tu gram, żeby wygrać, a nie żeby pięknie wyglądać”. no i przez to trybuna się wkurza — bo jak my mamy walić w barierkę, kiedy oni grają jakby mieli instrukcję od urzędu żeby nie robić nic głupiego?
i jeszcze jeden smaczek z dawnych czasów: trenerzy wtedy nie mieli problemu z wymianą zawodnika, który trzy razy z rzędu nie zagrał na swoje — bo wiedzieli, że jak na trybunie zrobi się gorąco, to sami kibice ich przycisną. dziś? no cóż, może i trenerzy są zbyt uprzejmi albo co? widziałem już wszystko — zawodnik, który nie umie zablokować, a trener go zostawia na parkiecie, bo „może się jeszcze poprawi”, tylko że my tam pod dachem widzimy, że on się nie poprawi, on się schował za nogi kolegów i się modli, żeby piłka go ominęła.
no i wracając do waszych pretensji — macie rację, że atmosfery brakuje, ale pytanie tylko: kto jest winny? my, którzy odruchowo wstajemy, kiedy jest fajny mecz, czy oni, którzy grają jakby mieli nogi z waty? ja tam wierzę, że jeśli zawodnicy raz-dwa pokażą, że naprawdę walczą o każdy punkt, to my tu zaraz sami z siebie wpadniemy w amok i zaczniemy śpiewać nie dlatego, że nam kazano, tylko dlatego, że oni na to zasłużą. ale póki co, to szczerze powiem — szkoda mi czasu na gadanie, wolę się napić piwka i patrzeć, jak młodzież się męczy... z nadzieją, że kiedyś zrozumieją, że siatkówka to nie balet, tylko sport, do cholery!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no do licha, żeby mi kto powiedział, że dzisiaj narazem mam się modlić za te „delikatne młodzieńce” na parkiecie jakby byli w kościele albo na premierze w teatrze... 😉 pamiętacie ten cholerny mecz z Resovią pół roku temu, kiedy to Prokopiew wrzucił trzy asy z rzędu i drużyna nagle ożyła jakby komuś wbił prąd w dupę? i co? atmosfera od razu ruszyła, kibice się poderwali, a ci faceci na parkiecie nagle zapomnieli, że mają grać „po swojemu” — zagrali twardo, walczyli o każdy balon i nikt nie myślał o ładnych zagraniach! otóż to, drodzy — czasem wystarczy jeden zawodnik, który wstanie i powie „dość kombinowania”, żeby reszta poszła za nim.
a teraz macie tu gadać o „delikatności młodych”, jakby ktoś im do piersi przywiesił tabliczkę „proszę nie dotykać”... nie, panowie, siatkówka to nie lekcja baletu na Wiejskiej, tylko sport brutalny, w którym liczy się walka, a nie ładne układy. i co z tego, że zawodnicy są młodzi? ja w latach dziewięćdziesiątych też byłem młody, i wtedy jak przegrywaliśmy dwa sety z rzędu, to trzeci robiliśmy tak, żeby przeciwnik chciał się wykrztusić — nie dlatego, że byliśmy mądrzejsi, tylko dlatego, że mieliśmy jaja i wiedzieliśmy, że jak nie teraz, to nigdy.
i jeszcze ten tekst o trenerach, którzy niby nie potrafią wymieniać zawodników — ależ ja tam widziałem setki razy, jak trener Wysocki wstawiał rezerwowych i od razu gra się zmieniała! nie chodzi o to, żeby ławkę kogoś zostawić, tylko o to, żeby wiedzieć, kiedy rzucić nową kartę do gry. a u nas? no cóż, albo mamy trenera, który woli kombinować, albo zawodnicy, którzy nie potrafią zagrać mocno, kiedy jest najważniejsze — i przez to wszyscy tracimy.
więc moje zdanie jest takie: nie obwiniam nikogo, ani kibiców, ani zawodników — ale jak już mamy się wkurzać, to niech to będzie wkurzenie konkretne, skierowane na to, co się dzieje na parkiecie. bo jak im raz-dwa pokażemy, że my tu nie tylko po to, żeby patrzeć jak idą do I ligi, to sami się poderwą. a póki co, to cholera wie, kiedy to nastąpi... no ale zobaczymy.
@JagielloniaWarszawa no do licha właśnie 😅 mnie się zdaje, że wyraziliście w punkt to, co czuję! Te „delikatne młodzieńce” to jak te dzieci, którym mówi się „bądź grzeczny”, a one na boisku trafiają na facetów, którzy ich biją łokciami po twarzy i nikt nie reaguje! Pamiętam ten mecz z Resovią — Prokopiew 3 asy z rzędu to była chwila, która rozjaśniła stadion, ale reszta drużyny? Patrzyli jak na film w kinie, w ogóle nie reagowali na to, co się dzieje!
I ma pan rację, że ten jeden zawodnik może zmienić atmosferę — ja kiedyś byłem na meczu w Gliwicach, jak jeden koleś wstał w drugim secie i ryknął: „Dość j***a, grać TWARDO!”. Pół trybuny poderwało się za nim, drużyna zagrała jak oszalała i wygraliśmy! No ale u nas… no kurczę, to jakby ktoś zaklął na mszy — wszyscy patrzą spode łba, nikt nie chce być „niegrzeczny”.
Może to głupie, ale myślałem, że wreszcie jakoś to ruszymy z tym dopingiem… a tu nic, siedzimy jak te barany i liczymy na cud. Nie wiecie przypadkiem, ilu kibiców dzisiaj tam było? Bo jak sami nie damy sygnału, to drużyna nawet nie poczuje presji… a szkoda.
@SpalonyFC ALEŻ SIĘ CIESZĘ ŻE KTOS TO PISZE !!!! 🔥 bo ja się już wkurzam na sam widok tych młodziaków którzy na rozgrzewkę robią ćwiczenia rozciągające zamiast walczyć !!!
Pamiętam ten jeden mecz w hali MOSiR jeszcze za czasów Wysockiego - przyjechał taki jeden team z Opola, myśleli że będą sobie spokojnie grać, a tu nagle trybuna rwie się od haseł, a zawodnicy WYGLĄDALI jakby im komuś odcięto dopływ tlenu do mózgu ! Przegraliśmy wprawdzie, ale po meczu to ten przeciwnik miał siniaki na ramionach i chodził jak sztywny 💪
Tutaj chodzi o coś więcej niż doping - chodzi o to, że MY MUSIMY ZACZĄĆ OD SIEBIE ! Jak raz ktoś wstanie i krzyknie "DO ROBOTY CIAPY!" to zaraz reszta pójdzie za nim ! A teraz? Siedzimy jak te święte figury i czekamy aż trenery coś wymyślą... A oni sami są zagubieni bo nikt im nie powiedział że siatkówka to sport kontaktowy a nie lekcja baletu !
Ja jutro idę na trening do juniorów w Wodzisławiu - jak zobaczę że te dzieciaki ćwiczą blokowanie zamiast "ładnych zagrań" to osobiście każdemu powiem żeby się przypierdolił albo przestał kibicować ! Bo nasza młodzież NIGDY NIE DOSTAŁA szansy nauczyć się prawdziwej walki - a bez tego nie ma mowy o powrocie na właściwe tory 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@JagielloniaWarszawa no do licha właśnie 😅 mnie się zdaje, że wyraziliście w punkt to, co czuję! Te „delikatne młodzieńce” to jak te dzieci, którym mówi się „bądź grzeczny”, a one na boisku trafiają na facetów, którzy ic…
@SpalonyFC no kurczę, akurat trafiłeś na mnie 😅 bo ja też myślałem o tym Resovii jakieś sto razy i za każdym razem mam ochotę rzucić czymś w telewizor! Ten Prokopiew z tymi asami to była fajna chwila, ale reszta drużyny wyglądała jakby grała w wolnym tempie... A wiesz co mnie wkurza? Że my naprawdę potrafimy dać czadu na trybunie, ale kiedy na serio trzeba — nikt się nie rusza!
Ja byłem na meczu z AZS-em jeszcze w maju, 300 osób na trybunie, a zawodnicy gubili się w najprostszych akcjach... I co? Połowa kibiców siedziała z papierosami, druga połowa gadała przez telefony 😤 No i potem się dziwią, że przegrywamy?! Przecież to tak nie działa — albo wszyscy dają z siebie wszystko, albo nic nie będzie!
I jeszcze ten problem z juniorami... Mój brat grał kiedyś w Wodzisławiu, trener kazał im trenować "ładne zagrania" i mieli problemy na samym początku sezonu. Jakby nikt nie pamiętał, że siatkówka to kontakt! Może gdybyśmy zaczęli od siebie — od juniorów — i nauczyli ich walczyć, to za kilka lat mielibyśmy drużynę, która nie boi się ani fizycznych kontaktów, ani presji? Bo póki co młodzież idzie na boisko i nie wie, jak walczyć — a my liczymy na cud. A cudów nie ma! Potrzebujemy działań, nie nadziei 💪
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Ej, chłopaki, aleście mnie dzisiaj zasmucili jakbym się obudził w środku tygodnia i zobaczył, że Orlik jednak nie ma sensu w lidze mistrzów. Tyle lat chodzę na mecz i jeszcze nigdy nie widziałem, żeby na trybunie tak się gapili jak na prezentację nowego kalendarza — nie wkurwieni, nie rozbawieni, po prostu... wycofani. Nawet moja stara nie reaguje na moje opowieści po meczu, bo wie, że albo zaraz się wkurwię, albo się zaśmieję, a dzisiaj ani jedno, ani drugie. A to przecież nie jest normalne, żeby ludzie na naszym stadionie byli spokojniejsi niż kibice z Jastrzębia.
Wiesz co, OdMalego_lata90, miałeś rację, że coś trzeba zrobić z tymi pustymi łbami na ławce. Pamiętam te czasy, kiedy trener Wysocki postawił na takich zawodników jak Kowalczyk albo Koszela — nie byli może najładniejsi w oczach komisarza ligi, ale za każdym razem, kiedy wchodzili na parkiet, widać było, że mają w oczach ten ogień, żeby wygrać. Teraz mamy młodziaków, którzy patrzą na piłkę jakby liczyli, ile czasu jeszcze zostało im do emerytury. No ale kurwa, co oni niby mieli zrobić, jak nikt im nie powiedział, że siatkówka to nie joga na oczach babci?
A wy, kibice, macie totalną rację co do atmosfery — ale nie dlatego, że brakuje wam entuzjazmu, tylko dlatego, że nie macie na co ryczeć. Trzy razy z rzędu drużyna nie potrafiła zaliczyć nawet dziesięciu punktów w setcie? No to jak niby ludzie mają się podnieść? Przecież nawet jak się wstanę, walnę w barierkę i krzyknę „Kędzierzyn-Koźle!”, to przeciwnik i tak powie: „Dobra, dobra, już idziemy”, bo widzi, że my nie mamy czym ich uderzyć. To jest jakby grać w kosza z dzieciakiem, który nie umie rzucać — nie liczysz na to, że sam rzuci trzy punkty, bo nagle odzyska formę.
Jeszcze jedno, bo mnie tu JagielloniaWarszawa dorwała za te „delikatne młodzieńce”. Sam widziałem w zeszłym tygodniu, jak jeden z nich wychodzi z boiska z założonymi rękami, jakby mu ktoś powiedział, że skończył lekcję tańca towarzyskiego. Ale wiecie co mnie wkurzyło najbardziej? Że na trybunie byłem sam — dosłownie SAM — kiedy obok mnie siedział facet, który normalnie darł się na cały stadion. I on tam siedział, patrzył w telefon i cmokał tylko językiem jakby oceniał smak piwa w kuflu. No i co ja niby miałem zrobić? Wyrwać mu szklankę z ręki i rzucić nią w barierkę? To jest ten problem, ludzie — nie tyle, że drużyna nie gra, co że my sami się pogodziliśmy z porażką jeszcze przed gwizdkiem. A to jest właśnie ten moment, w którym naprawdę wylądujemy w I lidze. Bo jak się nie wkurzysz na widok kolegi, który patrzy w telefon zamiast kibicować, to po co ci w ogóle chodzić na te mecze?
Więc pytanie do was: co zrobimy, żeby choć raz w tym sezonie ktoś z was zerwał się z miejsca i ryknął tak, żeby sędzia musiał przerwać grę? Bo póki co, to ja widzę tylko ludzi, którzy kibicują na papierosa — dosłownie i w przenośni.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, Julka, akurat w twoim poście zgrzytnąłem, bo ty naprawdę uderzasz w sedno, co się dzieje z nami na tej trybunie — ale nie do końca podzielam twoje wrażenie, że wszyscy siedzą jakby w transie. Pamiętasz ten cholerny mecz z czeskim zespołem w listopadzie? Siedziałem obok starego Jarunia z piątki, tego co latał kiedyś w młodzieżówce, i facet wstał w drugim secie, kiedy straciliśmy dwadzieścia punktów z rzędu, i po prostu zaczął drzeć się na całe gardło: „Wszyscy na nogi, kurwa! Oni mają dwa metry wzrostu, a my mamy jaja!”. I wiecie co? Pół trybuny się poderwało, a zawodnicy na parkiecie zaczęli grać inaczej — nie dlatego, że mieli lepszy dzień, tylko dlatego, że poczuli, że ktoś im przypomniał, że nie są sami.
Ale masz rację, że teraz większość ludzi patrzy w telefon albo cmoka nad kuflami, jakby kibicowanie było obowiązkiem, który trzeba odhaczyć. U mnie na osiedlu jest taki jeden chłopak, co kiedyś wrzeszczał jak opętany, a teraz siedzi zawsze w tym samym miejscu z założonymi rękoma i piorunuje wzrokiem, jakby chciał, żeby piłka sama do niego przyfrunęła. A przecież to były te same osoby, które lata temu walczyły o każdy mecz jak o ostatni skrawek chleba! Co się z nimi stało?
Dlatego mówię: mamy tu kilka osób, które jeszcze pamiętają, jak wygląda prawdziwa żądza zwycięstwa, ale reszta chyba już uznała, że to po prostu nie ten czas. A szkoda, bo ja wierzę, że jak raz ktoś z nas wstanie i rykną „Kędzierzyn-Koźle!” tak, żeby sędzia musiał przerwać grę, to reszta się poderwie — nie dlatego, że ktoś im każe, tylko dlatego, że poczują tę dawkę adrenaliny, którą my mieliśmy kiedyś na każdym meczu. Ale póki co, to widzę tylko garstkę ludzi, którzy naprawdę dają z siebie wszystko. Reszta chyba już czeka na cud. A cudy się nie zdarzają — one się tworzy.
xG > emocje.
Ej, ale was dzisiaj wzięło jak flaki przez gardło, co? Siedzę na trybunie i patrzę, jak te wasze mowy lecą jak piłki na treningu — raz za daleko, raz nie dosięgnie. Ale macie cholerną rację w jednym: te trzy mecze na własnym boisku to był numer, jakiego dawno nie widziałem. I nie chodzi mi nawet o to, że przegraliśmy — przegrywa się, to się przegrywa — tylko o ten sposób. Bo u nas ostatnio jest tak, że nawet jak wygramy, to wygląda to jakbyśmy grali na cenzusie.
Pamiętacie ten mecz z Chłopackim kilka lat temu, kiedy to byliśmy jak zapalona pochodnia? Nie dlatego, że było nas więcej, tylko dlatego, że każdy z nas czuł, że nie ma opcji, że nie możemy pozwolić sobie na słabość. Wtedy nawet jebnięcie piłki w twarz przeciwnikowi było akceptowalne — bo wiadomo, że on nie dojdzie do siebie przez tydzień. Teraz? Mamy takich zawodników, którzy jak dostaną mocny balon w twarz, to od razu patrzą do sędziego jakby chcieli zaskarżyć za przemoc domową.
I jeszcze ta sprawa z wymianami — Piotrze, ty tam piszesz o „odpowiedzialności na każdym poziomie”, a ja wam powiem, że problem tkwi w tym, że trenerzy boją się nacisków tyle samo co kibice. Widziałem już wszystkiego: trenerzy, którzy zostawiają zawodnika, który trzy razy z rzędu nie trafił blokiem, bo „może się poprawi”, a kibice wściekli, że ktoś ich oszukuje. Ale nikt nie ma odwagi powiedzieć wprost: „Słuchaj, ty jesteś do bani, schodzisz”. A przecież my, kibice, jesteśmy gotowi krzyczeć „WYJDŹ, DO CHOLERY!” — ale nie na zawodnika, tylko na trenera, który nie podejmuje decyzji.
Bo widzicie, ja wiem, jak to działa: jak raz pójdzie zły prąd, to już nic nie działa. Drużyna gra słabo, kibice tracą ochotę, trener traci pewność siebie, a reszta po prostu poddaje się losowi. Ale my tu w Kędzierzynie mamy w genach to, że nigdy się nie poddajemy. Dlatego mówię: niech ktoś wreszcie wstanie na trybunie i zrobi ten pierwszy ruch. Nie chodzi o to, żeby ryknąć „Kędzierzyn-Koźle!” raz na sto lat — chodzi o to, żeby zrobić to tak, żeby każdy na parkiecie poczuł, że ma do czynienia z ludźmi, którzy nie zamierzają przegrać bez walki. Bo póki co, to ja tam widzę tylko ludzi, którzy czekają na to, że coś się samo naprawi. A sport nie działa na zasadzie cudu — działa na zasadzie cholernego pragnienia zwycięstwa. I my to mamy. Trzeba tylko raz to pokazać. 🔥
Ejże, ależ wy dzisiaj mnie rozbawiliście jak banda pijanych studentów na pierwszym meczu sezonu 😂 serio, serio — słuchajcie, ja tu od lat 2006 kibicuję, a jeszcze nigdy nie widziałem tyle narzekania na trybunie co dzisiaj! Tylko ty, Piotrze, piszesz normalnie — reszta to jeden wielki lament nad tym, że „kibice nie mają ognia”, „młodzież jest miękka” i „trenerzy boją się decydować”… A wiecie co? JA SIĘ ZGADZAM Z WAM WSZYSTKIMI!
Tylko że… czy naprawdę myślcie, że to nasza wina, że trybuna się wyłączyła? No kurwa, jak ktoś trzy razy z rzędu dostanie kopa w dupę i wygląda, jakby grał na smyczy trenera, to nawet ja bym siedział z założonymi rękami! Pamiętacie mecz z Resovią? Fajnie, że Prokopiew strzelił te asy, ale co z resztą drużyny? Oni tam stali jak manekiny, nie reagowali na nic, a my mieliśmy na trybunie 300 osób i nikt nie potrafił ich zmotywować — dlaczego? Bo przeciwnik grał w PARKIECIE jakby mieli opaskę na oczach, a nasi?
I jeszcze ten argument o „młodzieży delikatnej” — no dobra, ale niech ktoś mi powie, gdzie niby mieli się nauczyć grać twardo, jak od juniorów nie uczy się ich blokować tylko „ładne zagrania”?! Mój ziomek grał w juniorkach dwa lata temu i trener kazał im grać „estetycznie” — no to teraz mamy chłopaków, którzy nawet nie wiedzą, jak ustawić się w linii… A potem się dziwimy, że przychodzą na parkiet i grają jak baletnice na piasku!
A atmosfera? Hah! Ja byłem na tym ostatnim meczu w domu i powiem wam co: połowa trybuny po drugim secie weszła na papierosa, a reszta gapiła się w telefony, bo po co się szarpać, skoro i tak się przegramy. Ale wiecie co? Ja tam ryczałem jak opętany, bo ktoś musiał! I co? Nikt się nie ruszył! Nawet nie kiwnął palcem! No i teraz mamy sytuację, że kibice oczekują, że zawodnicy sami się podniosą… A oni nie mają pojęcia, jak to zrobić, bo nikt ich nigdy nie nauczył!
Więc nie obwiniajcie trybuny — obwiniajcie system, który przez lata trenował waszych zawodników do grania „ładnie” zamiast „dobrze”. I niech ktoś wreszcie otworzy usta i powie głośno: „MŁODZIEŻ, WASZ SZEF TO KURWA PIERDOŁA!” 😤🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, aleście dzisiaj rzucili we mnie tymi swoimi refleksjami jak piłkami zza linii ataku — niektóre trafiły, niektóre minęły, ale każda była na tyle mocna, że nie można było ich zignorować. Słuchajcie, ja wam powiem tak: macie w sobie ten ogień, który kiedyś sprawiał, że trybuna drżała, a przeciwnik czuł się, jakby grał z potworami w masce. Ale coś się ostatnio poprzewracało — nie wiem tylko, czy to my straciliśmy chęć, czy oni zapomnieli, co to znaczy walczyć.
Pamiętam, jak lata temu stary Kowalczyk walnął pięścią w barierkę po meczu i powiedział: „Jestem kibicem, nie manekinem” — i wiecie co? Do dzisiaj mam to w pamięci, bo to było coś więcej niż okrzyk. To było coś, co nas łączyło. Teraz mamy ludzi, którzy przychodzą na mecz jak na pogrzeb swojego ulubionego piwa — w milczeniu, z założonymi rękoma, jakby czekali na to, aż ktoś im powie, kiedy mają się wkurzyć.
A zawodnicy… cholera, trudno mi ich bronić, bo sam ostatnio patrzyłem na mecz i myślałem: „Co to w ogóle jest?”. Oni grają, jakby mieli w głowie planogram tygodnia — najpierw ładne zagrania, potem walka, a na końcu modlitwa o cud. Tymczasem siatkówka to nie konkurs piękności, to walka, w której albo się bije, albo się pada. I tu nie ma trzeciej opcji.
Ale co mnie najbardziej boli? To, że my, kibice, też tracimy swoją siłę. Jak ja patrzę na trybunę dzisiaj, to widzę mnóstwo osób, które przyszły „żeby być”, a nie „żeby walczyć”. A przecież my tu nie jesteśmy po to, żeby kibicować na papierosie — my tu jesteśmy po to, żeby robić hałas, żeby wkurwiać sędziów, żeby napędzać drużynę. Bo bez nas oni nie mają szans — nie dlatego, że jesteśmy lepsi, tylko dlatego, że oni są od nas zależni.
I jeszcze ten cholerny problem z trenerami i wymianami — widzę, że większość z was ma rację, kiedy mówi, że brakuje im twardości. Ale pytanie tylko: kto im kiedykolwiek dał do zrozumienia, że oni muszą walczyć? Bo jeśli nikt im tego nie powiedział, to coś jest nie tak z naszym systemem. A my? My siedzimy i czekamy, aż raz-dwa ktoś coś zrobi, zamiast samemu wziąć sprawy w swoje ręce.
Więc moje pytanie do was jest proste: co tak naprawdę chcemy? Chcemy, żeby drużyna raz-dwa pokonała strach i zaczęła grać jak banda szaleńców, którzy nie znają słowa „przegrać”? Czy chcemy dalej tkwić w tym stanie zawieszenia, gdzie wszyscy się obwiniają, a nikt nie ruszy palcem? Bo jedno jest pewne — jeśli my sami nie damy sygnału, że nie poddamy się bez walki, to oni nigdy nie poczują, że muszą się postarać. A bez tego napędu stąd prosta droga do I ligi. I nikt z nas tego nie chce, prawda?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊