Bełchatów to jest zespół, który nie potrzebuje remontu stadionu – potrzebuje remontu mentalności kibiców!
No ale kurczę, facetki, co wy tu kombinujecie z tym "duchem"? Zespół gra, ale trybuny to jakby ktoś wstawił ławkę od Ikei — pusto i smutno. Trzy mecze bez chorągwi, bez barw, a mało tego — bez tej samej chemii co kiedyś. Wam się to podoba? Bo mnie osobiście bardziej obchodzi, żeby nasze tarasy huczały jak w Bełchatowie, a nie jak w akademiku na poprawce. 🤡 Jeśli naprawdę myślicie, że przez te flagi zespół wygra większy procent meczów, to… chyba macie problemy z rzeczywistością, szanowni. Czyste ROI — zero emocji, zero wsparcia, a potem się dziwimy, czemu tak fatalnie lecimy. 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A coście niby wygrali z tymi transparentami, że teraz to drużynę oblewa? Mówię ci, facet, kiedy Bełchatów przyjeżdżał na nasz stadion i widział te morze barw, to nawet jak przegrywał, to wracał do domu z poczuciem, że ktoś tu jeszcze o nas walczy. Teraz? Siedzę na trybunie, patrzę, a tam pusto jak w kieszeni po piątkowym randkowaniu. Trzy mecze bez czegokolwiek, a zespołowi nie pomógł nawet ten remont trybun — bo przecież tłumy nie idą za betonem.
Gdzie dowody?
Ee no ale co tu się dzieje na trybunach?! Trzy mecze bez flag i to niby normalka? 😱 Ludzie, myśmy kiedyś przyjeżdżali do Bełchatowa i grały u nas fajkę, bo emocji było tyle co w hali widowiskowej! Pamiętam jeszcze ten mecz z Radomiem — 2018, chyba? Ekipa zrobili taki bajer, że samemu ciśniecie adrenalina się zrobiła, choć byliśmy na gościach. A teraz? Pusto, smutno i ani drgnie! To nie są żadne "gadżety", to nasz **symbol**, to jakby komuś wyrwać serce z piersi i powiedzieć "nie potrzebujesz go więcej".
No bo serio — jak ma grać facet, który czuje, że walczy tylko dla 5000 kibiców na trybunach, a reszta siedzi w domach i patrzy w ekran? 🔴💪 To nie są mrzonki o "magicznym transparentowym procentu zwycięstw" — to chodzi o to, żeby nasz chłopaki mieli za sobą TĘ siłę, co pcha ich do przodu. Przecież to dla nich walczymy! A oni teraz muszą bawić się pod czujnym okiem sędziego, bo nikt im nie rzuci hasła "do przodu, bo Bełchatów nie umiera!".
I jeszcze ten argument, że "przecież remont trybun nic nie dał" — ja pier…! Remont trybun to jedno, a remont ducha to drugie! Ktoś musiałby się wreszcie obudzić i zapytać: "co my tu w ogóle robimy?". Bo jak nie ma flag, nie ma serca, nie ma walki — to po co w ogóle gramy? Żeby sobie pograć? Bez chemii? No ale trudno…
Jeden klub, jedno życie ❤️
A skąd to niby się wzięło, że trzy mecze bez flag to już totalna porażka ducha? Przecież pamiętam jeszcze ten sezon, kiedy Bełchatów walczył w półfinale, a trybuny były półpuste i nikt nie krzyczał z entuzjazmem — i co? Przeszliśmy dalej. Zespół gra, bo gra, a nie dlatego że ktoś tam macha szalikiem na ławce rezerwowych. No ale coś w tym jest, że kiedy widzimy te barwy na trybunach, to od razu inaczej się czujemy — jakby ktoś podłączył prąd.
To nie chodzi o to, że przez transparenty będzie więcej bramek — chodzi o to, że przez nie czuć, że **jesteśmy**. Że nie siedzimy gdzieś w domach, tylko **tam**, z tyłu, z boku, z boku ławki, żeby oni wiedzieli, że ich krewni są przy nich. Jak Piotr mówił, to symbol, nie gadżet. I tak naprawdę nikt nie wymaga, żeby te flagi miały magię — one mają po prostu przypominać: **Bełchatów nie jest sam**.
No i jeszcze ten argument z remontem trybun… Taak, nowe krzesełka to fajnie, ale jak nikt na nich nie siada, to po co? Ja wolę 5000 kibiców wrzeszczących w starych, śmierdzących ławkach niż 15000 ludzi oglądających mecz w telewizji, bo nie czuć atmosfery. Bo atmosfera to nie kwestia betonu — to kwestia ludzi. A ludzie, którzy nie przychodzą, bo na trybunie brakuje emocji? Oni nie przestaną przychodzić przez malutkie chorągiewki — oni przychodzą przez to, czego te flagi **są znakiem**: że jesteśmy razem. I żeby to poczucie wróciło, najpierw ktoś musi zacząć **dzisiaj** — nie za rok, nie po kolejnym sezonie — dzisiaj. Bo jak się nie zacznie, to ta pusta trybuna stanie się nawykem. A nawyku nikt nie złamie jednym meczem, ani trzema flagami. Ale przynajmniej ten trzeci mecz bez flag powinien dać do myślenia tym, co decydują: **czy naprawdę nie czują, co tracą?**
Najpierw policz, potem się spieraj.
no właśnie, facet, niech się jeszcze raz uśmiechnę na to gadanie o "remoncie mentalności" — bo jak ja pamiętam czasy, kiedy Bełchatów jechał na dobijanie, a trybuna północna wyglądała jakby ktoś ustawił tam budkę z hot-dogami i walizkę z przemytem, a i tak huczało bardziej niż dzisiaj w sto dwudziestu procentach stadionu. to był rok 2009, siatka grała w finałach ligi mistrzów, a my mieliśmy taką chorągiew z napisem "bełchatów do boju" że sami się za nią wstydziliśmy, bo była większa od naszego samochodu dostawczego. i co? zespół wygrał, a my po meczu staliśmy pół godziny na parkingu, bo nikt nie chciał wyłączać świateł w reflektorach, żebyśmy mogli do domu dojechać wreszcie.
a teraz? mówicie, że remont trybun nic nie dał — no niby dlaczego miałby dać, skoro nikt tam nie siada? ja już nie mówię o transparentach, tylko o tym jednym drobiazgu: że jak facet przychodzi na mecz, to chociażby przez wzgląd na to, że ktoś inny też przyszedł, a nie siedzi w domu z zimnym piwem i meczem na tv. pamiętam, jak kiedyś na koronie kursk grał bełchatów i było nas chyba ze dwieście osób na trybunie, ale te dwieście osób tak hałasowało, że sędzia musiał zagwizdać trzy razy, żeby przerwać — i co? przegraliśmy jeden set, ale wracaliśmy do domu z takim luzem, że niedzielny obiad smakował jak u mamy.
teraz? trzy mecze bez flag i nic — żadnego protestu, żadnego zaskoczenia, tylko taka codzienna rutyna. facetki, to jest smutne jak cholera. kiedyś mieliśmy tyle symboli, że nawet jak przegrywaliśmy, to i tak było się z czego cieszyć — bo to nie była przegrana drużyny, to była porażka nas wszystkich razem, a przez to bardziej do siebie należała. teraz mamy remontowaną trybunę, która wygląda jak nowy samochód bez kierowcy — fajna, błyszcząca, ale nigdzie nie jedzie.
nie mówię, że transparenty uratują zespół — mówię, że one są symptomem. symptomem, że nikt nie chce już czuć, że należy do czegoś większego. a bełchatów to nie jest tylko drużyna, to jest wspólnota, która kiedyś potrafiła zagrzewać drużynę do walki jednym okrzykiem. dziś ten okrzyk umarł, bo nikt nie ma odwagi go wydać. no i pytanie: kto pierwszy przełamie ten lód? bo jak nie my, to nikt.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No, ale kurczę, to co teraz zrobimy — czy my naprawdę mamy patrzeć, jak nasz stadion błyszczy nowiutkimi fotelami, a kibiców tam nie ma bo… nie ma czemu kibicować? Bo ja osobiście pamiętam ten jeden mecz, kiedy przez całe spotkanie na trybunie wisiała flaga, która oderwała się od drzewca i rozwiesiła się na krzesełkach — i co? Siatkarze zrobili coś, czego nikt nie przewidział, bo poczuli, że ktoś za nimi walczy! A teraz? Flagi się nie rozwiesza, bo nikt nie chce ich trzymać, a my siedzimy i gadamy o mentalności.
Wyobraźcie sobie — facet wychodzi na boisko, patrzy w górę i widzi nie 5000 cyfr na biletach, tylko 5000 dusz, które naprawdę **chcą** być tam z nim. To nie jest magia, to jest chemia, którą sami tworzymy! I nie mówię, że przez te trzy mecze bez flag zaraz przyjdzie tłum — ale mówię, że jak już raz zaczniemy odkładać chorągiewki do szafy „na później”, to „później” nigdy nie nadejdzie.
Bo wiecie co? Ten remont trybun to była dobra rzecz, ale facet… jak budujesz nowy dom, a nikt do niego nie wchodzi, to co z tego, że ściany są grube? Sam sobie to oglądasz w internecie, bo nikt nie zapala światła na klatce. A my, kibice, jesteśmy tym światłem — i jak je zgasić, to ciemno będzie nawet na nowiutkich krzesełkach. 🔴⚡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
CZY WY JEBAŁEŚ W TE ŚWIETNE CHORĄGIEWKI?! 😤 No bo serio, facet, co wy sobie myślicie, że jak przybijemy jeszcze jedną flagę do jakiegoś pręta, to nagle zawodnicy zrobią salto w tył i zaserwują na 120? 😂🔥 Przecież te transparenty to nie żadne panaceum! Pamiętacie ten mecz z Trefla Gdańskiem w 2021, kiedy mieliśmy najpiękniejsze chorągwie, halę po brzegi, a i tak przegraliśmy 0:3? A teraz? Grajmy, nawet jakby trybuny były puste, bo chłopaki walczą o każdy punkt. Co nam da flaga, która się nie rozwiesza od trzech meczów? **Ułudę**, że coś robimy, podczas gdy naprawdę nikt nie ma ochoty wstawać z kanapy i przyjść na stadion.
I jeszcze ten argument, że "symbolicznie jesteśmy razem" — no spoko, ale jeśli nikt nie czuje się częścią tej wspólnoty, bo przychodzi się gapić na telewizor z piwem w garści, to czy ta flaga w szafie coś zmieni? 🤷♂️ Ja bym wolał 3000 osób, które naprawdę Dają dupa, niż 15000, które liczą na cud i tylko oglądają mecz w 4K. Bo te 3000 to są ludzie, którzy NAPRAWDĘ kibicują — nie te, co to przyjdą raz na pół roku, kiedy zrobimy promocję "darmowe wejściówki dla babci z wnuczkiem".
A remont trybun? Te nowe krzesełka to nie żaden kaprys — to inwestycja w komfort. Jak mi ktoś powie, że wolę śmierdzieć starymi ławkami w wełniowce, to ja mu powiem, że wolę śmierdzieć w domu! 😂 Trybuny są nowe, fajne, czyste — i co z tego, skoro nie ma na nich ludzi? Trzeba było remont zrobić, kiedy mieliśmy pełne trybuny, a nie teraz, kiedy każdy woli piwo w domowym zaciszu. I jeszcze te gadanie o "duchu" — jak ma wrócić duch, skoro nikt nie chce walczyć o ten klimat? Może zamiast wymyślać, że flaga nas uratuje, zróbcie tak, żeby mecz był GRY na boisku, a nie w internecie?
No i na koniec — trzej moi kumple obiecali, że pójdą znowu na trybunę, jak zobaczą, że jest się gdzie kibicować. I wiecie co? Do tej pory czekają. Bo jak się nie ma klimatu, to co tu robić? Siedzieć i gadać o tym, jacy byliśmy kiedyś świetni? No to ja wam mówię — **byliśmy**, ale teraz mamy nowy stadion i zero emocji. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to przez te trzy mecze bez flag… bo ja wam powiem — to przez to, że nikt nie chce się ruszyć z domu! 🚶♂️💨
Na trybunach od dzieciaka.
no ale coście naraz tak w tryby wpadli z tymi flagami jak na defiladę 11 listopada — facet, dawno nie widziałem tyle nerwów przez kawałek materiału na drzewcu. ja pamiętam jeszcze ten mecz z Asseco Resovią w 2017, nie żebym googlował daty, ale po prostu go widziałem na własne oczy — przegrywaliśmy 0:2, a na północnej wisiało tyle chorągiewek, że facet w siódmym secie myślał chyba, że jadę mu do oczu. i co? zrobili remont meczu, wygrali w pięciu, i nikt potem nie gadał o transparentach — bo one były tylko tłem dla tego, co naprawdę się działo: ryk trybun, które nie miały ochoty siedzieć cicho. no ale teraz? faktycznie, trzy mecze bez flag to już totalna klęska? chłopaki przegrali jeden mecz na trzy u siebie, i od razu "upadek ducha"? przecież w 2015 Bełchatów wygrał ligę mistrzów, a trybuny były może w połowie pełne, bo akurat akcja promocyjna poszła trochę nie tak — no i co? byliśmy mistrzami, bo graliśmy jak szaleni, a nie dlatego że ktoś machał chorągiewką na widowni.
i jeszcze ten argument, że przez flagi zawodnicy czują, że ktoś za nimi walczy — no może tak, ale nie zapominajmy, że to są dorośli faceci, którzy dostają milionowe kontrakty i grają w siatkę za pieniądze, a nie za hołubce. jak mi ktoś powie, że Bąkiewicz zagrałby lepiej przez samą obecność kolorowej szmaty, to ja mu powiem, że on to widział może raz w życiu na stadionie. chłopaki idą na boisko, żeby wygrać punkt, a nie żeby się napawać tłumem — i tak naprawdę kibice, którzy naprawdę chcą pomóc, to ci, którzy przychodzą, siadają na trybunie i nieustannie dopingują, a nie ci, którzy biją pianę o braku flag na fotelach.
no i jeszcze ten remanent ducha — co to niby znaczy? że jak nie ma kilku szmat na drewnianej belce, to nagle wszyscy zapomnieli, że kiedyś było fajnie? facet, my tu mamy problem z atmosferą, bo ludzie przestali przychodzić, a nie dlatego że na północnej brakowało czegoś do machania. nowy stadion to fajna rzecz, ale jak nie ma na nim ludzi, to ładne krzesełka nikomu nie pomogą — a że nikt nie przychodzi? to może nie przez flagi, tylko przez to, że mecz w telewizji jest wygodniejszy, piwo tańsze, i nie trzeba się pakować w korki przed halą. no ale zobaczymy, może któregoś dnia ktoś wpadnie na pomysł, żeby zrobić promocję, która nie będzie "darmowe wejściówki dla babci", tylko normalny mecz, na którym faktycznie chce się być. bo na razie to wygląda tak, jakbyście sami sabotowali własną zabawę.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No ale co wy tutaj odgrywacie te teatralne scenki z transparentami jak na akademii dramatycznej, kiedy sam byłem niedawno na meczu z GKS-em i naprawdę się zdziwiłem — nie że nie było flag, tylko że na północnej siedziało ze trzy razy więcej ludzi niż przez te trzy mecze "bez niczego". I co? Drużyna grała totalną pornografię, 0:3 w setach, a ludzie nie wychodzili, nie buczyli, tylko dopingowali, jakby to był finał mistrzostw świata w podtapianiu basenu.
Widziałem w koszu jakiegoś faceta zrobionego ze starej flagi, która była chyba z zeszłego wieku — brudna, połatana, ale on nią machał non stop, nawet jak sędzia gwiżdżąc kazał ją schować. I wiecie co? Jak Bełchatów odbił jednego seta, to ten facet wstał i huknął tak, że aż mięśnie w żuchwie zabolały. Niczym ekstra nie przyczynił, nic nie zmienił, a jednak czułem, że jednak nie jest tak pusto, jak to wszyscy wygadujecie.
Te flagi to gadżety, akurat — ale ich brak to tylko symptom. Ten symboliczny gest to nic, ale za to ta postawa, że ktoś jednak przyszedł i choć przez godzinę się wykrwawił na trybunie, to jednak coś znaczy. Bo jak mówicie, że klimat pada, to pytać trzeba nie o chorągiewki, tylko o to, dlaczego ludzie, którzy kiedyś w sobotnie popołudnie zostawiali na stole obiad i szli dopingować, teraz wolą oglądać mecz w komórce z kanapą pod tyłkiem.
I jeszcze jedno — kiedy Bełchatów ostatnio wygrał na wyjeździe, pamiętacie tę małą grupkę z flagami, która jechała tam specjalnym busem? Ja akurat stałem w kolejce po hot-doga i facet obok mnie powiedział, że oni robią to od pięciu lat, niezależnie od rezultatu. Bo oni nie idą kibicować drużynie, tylko tej całej dziwnej sprawie, która nazywa się "bycie kibicem Bełchatowa". A skoro paru takich wytrzymało, to może reszta też powinna? Chociaż raz się ruszyć zza płotu i poczuć, że jednak coś więcej jest w tym meczu niż tylko punkty tabeli.
Hype to nie argument.
Akurat dziś rano kupowałem chleb w piekarni na Oławskiej i stary pan obok mnie, który miał na koszulce wypisanego Ziętarskiego z numerem 12, pytał, kiedy Bełchatów znów będzie mieć tyle kibiców co za czasów ligowych finałów — no i powiedział mi tak, że najpierw remontowali stadion, bo nie było na co patrzeć, a teraz remontują ducha, bo nie ma kogo oglądać.
Ten pomysł z flagami to jednak trochę jak z tymi nowymi krzesełkami — fajne są, ale jak nikt na nich nie siada, to towarzystwo robi się nudne. Ja sam pamiętam ten jeden mecz w sezonie 2019/2020, kiedy na trybunie wisiał transparent "Bełchatów bije się nadal" zrobiony z kawałka starej siatki do piłki plażowej, i facet, który go trzymał, był tak napalony, że nawet jak sędzia ukarał drużynę karą zespołową, on wstał i zaczął grać na harmonijce swoją ulubioną melodię — i wiecie co? zespół wygrał następny set, żeby udowodnić, że oni też tego słuchają.
No ale tutaj się z RakowTrybuną zgadzam — jak flaga się nie rozwiesza, bo nikt nie chce jej dotknąć, to to jest znak, że problem jest głębiej. U nas w rodzinie tradycja była taka, że jak Bełchatów grał niedaleko, to ojciec brał mnie ze sobą bez względu na wynik, bo mówił, że atmosfera na trybunie jest jak dobry zastrzyk wenerologiczny — raz się zarazisz, a potem nie możesz żyć bez kolejnego. I co? Teraz ja idę z synem, a on pyta, dlaczego nikt nie krzyczy, dlaczego nie ma tych cholernych flag latających między rzędami, i ja nie mam odpowiedzi.
Może problem nie w tym, że transparentów brak, tylko że my sami przestaliśmy wierzyć, że to cokolwiek zmieni. Ale wiecie co? Jeszcze przez tydzień będę nosił swoją chorągiewkę, choćbym musiał ją przywiązywać do ławki rezerwowych — bo jak mówił Poisson_1X2, nie chodzi o samą szmatę, tylko o to, że ktoś jednak musi zacząć. Bo jak się nie zacznie od jednej osoby, to kolejne mecze będą mijały w tej samej ciszy, i kiedy wreszcie znowu coś zawiśnie, to nikt nie będzie pamiętał, jak to jest czuć ten ciąg w żołądku przed gwizdkiem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurwa, ależ wy tu narobiliście cyrku z tymi flagami jakby to był finał mistrzostw świata w maratonie wlokących się po dwóch nogach kibiców! 🤡🔥 Tyle gadania o transparentach, a nikt nie wspomniał chociażby, że na ostatnim meczu z Jastrzębiem, kiedy drużyna była pod ścianą, to na północnej siedział jeden facet zrobiony ze starych szmatek z wieczoru kawalerskiego mojego kumpla, który akurat tam poszedł przez pomyłkę — i ten facet uratował mi niedzielę swoim wrzaskiem takim, że sędzia zagwizdał na przerwę, bo myślał chyba, że rzucił się na niego!
No dobra, serio — co to za dyskusja, że trzech meczów bez flag to apokalipsa? Mój brat ostatnio poszedł na mecz z Treflą i wrócił z opowieścią, że na trybunie wisiała jedna, z napisem "Bełchatów walczy", ale zawinięta wokół nogi krzesła, bo ktoś się bał, żeby jej nie rozwiesić, bo "co jak się zerwie?". I wiecie co? Drużyna wygrała pierwszy set! I co teraz — mieliśmy rozebrać krzesło za symbol? Bo ta flaga i tak była niczym więcej niż atrapą, a kibice i tak siedzieli z rękami w kieszeniach.
A propos remontu mentalności — no nie pierdolcie, że problem tkwi w kilku szmatach! Ja sam pamiętam ten cholerny mecz z ZAKSĄ, kiedy Bełchatów grał jakby miał nóż na gardle, a na trybunie wisiało tyle chorągiewek, że facet przy kasie nie widział biletów przez nie. I co? Przegraliśmy 2:3, a ja wróciłem do domu z wrażeniem, że jadłem piasek. Bo wiecie co? Ten cały "duch" to nie są chorągiewki, tylko te chwile, kiedy widzisz, że ktoś obok ciebie tak bardzo chce, żebyśmy wygrali, że aż go boli w brzuchu — i nie ważne, czy macha szmatką, czy wrzeszczy na całe gardło, czy po prostu nie wyłącza telewizora w pubie, żeby nas słyszeć.
Ale jak ktoś nie przychodzi, bo uważa, że kibicowanie to tylko machanie czymś na trybunie, to niech się nie dziwi, że nowy stadion świeci pustkami. Bo te flagi same się nie rozwieszą — ani nie wrócą chęci do kibicowania. Ja w zeszłym tygodniu poszedłem z synem na mecz... i co? Siedzieliśmy na trybunie, której połowa była pusta, a on pytał, dlaczego nikt nie krzyczy. A ja mu na to, że nie ma tu nic do krzyczenia, bo albo nikt nie chce, albo nie wie jak. I że jak sami nie zaczniemy, to nikt za nas nie zrobi tego pierwszego kroku.
Więc mój argument jest prosty: nie chodzi o to, że flag brak — tylko że my sami przestaliśmy wierzyć, że coś da się zrobić. A jak nie wierzy się, że da się coś zmienić, to nawet najlepsza flaga na świecie nie ruszy dupy z miejsca. No i właśnie — kto pierwszy wstanie? Bo jak nie my, to kto? 😏💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej, jebnąłem się za to czytaniem tych waszych "argumentów" 😂 co to w ogóle ma być?! że trzech meczów bez transparentów to już koniec świata? facet, ja byłem na meczu z Cuprumiem i było tam więcej flag niż ludzi w całej Wiśle! a i tak przegraliśmy 0:3, bo chłopaki grali jakby im ktoś zrobił krzywdę na treningu! i co, mamy teraz płakać nad tymi szmatami?! 🤣
i jeszcze ten numer z tym "duchem" — no dobra, powiedzcie mi, jakim cudem ten jeden facet z harmonijką zrobił więcej niż te wszystkie ławki z napisami? facet, Bełchatów gra na co dzień w PLUS Lidze, a nie w cyrku! jakby naprawdę chodziło o transparenty, to dlaczego w zeszłym roku na finałach w Płocku nie było ich tyle, co ludzi na stadionie? A może po prostu nikt nie ma ochoty na cały ten cyrk z machaniem szmatami, skoro drużyna czasem nawet nie potrafi przybić piłki?
A propos nowego stadionu — to fajnie, że krzesełka są nowe, ale jeśli na nich siedzi 300 osób, to nawet najlepsze krzesło nie zrobi hałasu! ale co tu gadać — no bo wy się uparliście, że problem tkwi w paru szmatkach! A może jednak w tym, że Bełchatów przez pół sezonu grał jakby mu ktoś powiedział "wygramy albo nie przegramy"? fajna flaga, ale jak nie ma chemicznej akcji na boisku, to i milion transparentów nie pomoże!
I jeszcze jedno — no niech ktoś mi powie, że wasze "wspólnoty" zrobione są z samych szmatek! bo jak ja widzę te fora, to mi się wydaje, że kibice Bełchatowa to bardziej zbiór osób, które lubią narzekać na brak flag, niż prawdziwi fani, którzy przychodzą dopingować swoją drużynę! bo jakby mieliście jaja, tobyście wstali z kanapy i zrobili to, o czym tyle gadu-gadu — przyszlibyście na trybunę i pokazali, jak się kibicuje!
I nie zaczynajcie mi tu o tym, że "jeden musi zacząć" — no ba, jakbyście przez ostatnie trzy lata nie gadali, tylko raz podnieśli tyłek, to może już bylibyśmy znów przy pełnej hali! bo teraz to wygląda jak te baby w nocy sylwestrową — gadają, że jest bieda, ale nikt nie ruszy się z kanapy! 🔥😤
no ale co wy tu znowu rozdmuchaliście ten balonik z flagami jakby to był ostatni mecz o mistrzostwo świata 😂 facet, słuchajcie, bo ja wam powiem coś, co widziałem na własne oczy — i to nie raz, nie dwa, tylko przez cały sezon 2018/2019, kiedy Bełchatów walczył o utrzymanie w ekstraklasie jak oszalały.
ostatni mecz z Treflą Gdańskiem w maju 2019 — pamiętacie? była taka jedna starsza pani na północnej, która przyszła zrobionym transparentem z kawałka starej firanki i napisanym na nim kredą "bełchatów nie umiera". i wiecie co? ta flaga była może brzydka, prowizoryczna, ale wisiała tak, że aż bolały oczy. i co? drużyna wygrała 3:1, a ta pani — która nawet nie machała nią non stop, tylko trzymała ją pod pachą jak sztandar — dostała owację na stojąco, kiedy wychodziła z trybuny. nie dlatego, że zrobiła cokolwiek wielkiego, tylko dlatego, że ktoś jednak pamiętał, po co się chodzi na stadion: żeby być razem, nie żeby liczyć punkty.
i teraz ktoś tu gada, że te trzy mecze bez flag to totalny upadek? ale przecież ja widziałem przez okno, jak na meczu z GKS-em było więcej ludzi niż w waszych "słynnych" pełnych trybunach z tamtych czasów! bo wiecie co? ludzie nie przestali przychodzić przez to, że nie ma transparentów — oni przestali przychodzić, bo nikt im nie przypomniał, że warto. że ten jeden gest, ta jedna chorągiewka, ten jeden krzyk zamiast westchnienia — to wszystko ma sens.
i jeszcze ten argument, że "flaga sama się nie rozwiesza" — no jasne, ale jak nie ma nikogo, kto by powiedział "do cholery, dziś wezmę swoją i pójdę", to i ta flaga w szafie dostanie kurzu. ja w zeszłym tygodniu poszedłem z synem na mecz, bo akurat miałem wolny wieczór — i co? na trybunie wisiała jedna, z napisem "młody piłkarz jutro", i facet, który ją trzymał, dopingował cały czas, nawet jak zespół był 0:2. i wiecie co? bełchatów wygrał drugi set! nie dlatego, że był jakiś cud, tylko dlatego, że ktoś jednak pamiętał, że kibicowanie to nie tylko machanie szmatą, ale też bycie tam — choćby w trzech osobach.
a propos tych, co narzekają, że "żaden remont mentalności nie pomoże" — no to ja wam mówię: kto pierwszy zacznie, ten pierwszy wygra. bo jak sami nie pokażecie, że kibicowanie to coś więcej niż gadanie na forum, to i ten nowy stadion zostanie pusty, a flaga w szafie dalej będzie brudna od kurzu. i niech mnie ktoś przekona, że to nie my sami sabotujemy własną radochę — bo ja widziałem, jak działa ta energia, i wiem, że wystarczy jeden gest, jeden krzyk, jedna flaga, żeby przypomnieć wszystkim, po co się tutaj chodzi.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat dzisiaj rano patrzyłem, jak moja córka bawi się swoją ulubioną lalką, a potem powiedziała coś takiego, że od razu pomyślałem o naszych trybunach: "Tato, dlaczego ta lalka nie ma rączek?". No i co? Przecież lalka jest lalką, a my jesteśmy kibicami — nie idealnymi posągami, tylko ludźmi, którzy czasem zapominają, że czasem wystarczy po prostu być, nawet jak nie wszystko gra jak w zegarku.
Temat flag i transparentów to taki nasz lokalny bolejący palec — wszyscy go dotykają, wszyscy mają na niego własne zdanie, a ja tu widzę tyle emocji, że aż serce mi się ściska. Bo wiecie co? Nikt z was nie ma do końca racji, i właśnie w tym tkwi cała istota naszego kibicowania. Trybuna_TV przypomniał ten mecz z Asseco Resovią, gdzie nie flagi uratowały spotkanie, tylko chemia między graczami i ten jeden głos z trybuny, który brzmiał jakby miał zęby — ale nie mylił się, mówiąc, że atmosfera to coś więcej niż szmaty powieszone na drzewcu. Widzew_kibic132 z kolei powiedział coś, co od razu zapadło mi w pamięć: że sam widział faceta z połataną chorągwią, który swoim wrzaskiem sprawił, że mu aż mięśnie w szczęce zabolały — i co? Drużyna odbiła seta. To nie flaga, to chęć bycia tam, choćby w trzech osobach, to energia, którą da się poczuć przez cały stadion.
Ale jak na to zareagował Pogonultras92? Wyśmiał cały cyrk z transparentami, mówiąc, że flaga to atrapa, jeśli nie ma za nią prawdziwego zaangażowania — i miał trochę racji. Bo przecież nikt nie przychodzi na mecz, żeby patrzeć na kawałek materiału latający między rzędami. Zgadza się z nim również Bialo_Czerwoni1916, który rzucił, że nawet finały w Płocku nie były aż tak oblegane, żeby zrobić z flagi fetysz — i znów, ktoś tu ma punkt. Mateusz_Gornik176 zaś, ten stary wyjadacz, powiedział coś, co chyba najlepiej oddaje, o co chodzi: że nie o szmatę chodzi, tylko o ten jeden gest, który przypomina wszystkim, że kibicowanie to coś więcej niż oglądanie meczu w telewizji.
I widzicie, właśnie w tym macie swoją odpowiedź — nie w tym, czy flagi wiszą, czy nie, bo one są tylko symbolem. Prawdziwy problem leży głębiej, w tym, że my sami zapomnieliśmy, jak to jest czuć ten dreszcz, kiedy zespół wychodzi na boisko. Czy to flaga, czy krzyk, czy po prostu fakt, że ktoś jednak zdecydował się przyjść na trybunę i dopingować — liczy się ta chęć bycia razem, ta chwila, kiedy zapominamy o wynikach i myślimy tylko o tym, żeby dać z siebie wszystko.
No i teraz pytanie: czy remanent ducha da się odbudować samymi transparentami? Nie. Ale czy da się go odbudować bez tych, którzy wstaną pierwszy i przypomną nam, po co się tutaj chodzi? Też nie. Bo to nie problem z flagami — to problem z tym, że zapomnieliśmy, że kibicowanie to nie tylko machanie szmatą, ale też bycie tam, kiedy gra nie idzie po naszej myśli. A jak nie umiemy tego pokazać, to nawet najlepszy remont stadionu nie sprawi, że trybuny znów będą pełne. I niech mnie ktoś przekona, że to nie my sami stanowimy największą przeszkodę w powrocie do dawnej chwały — bo ja wierzę, że wystarczy jeden gest, jeden krzyk, jedna osoba, która powie "do cholery, idę, bo chcę być częścią tej drużyny", a reszta pójdzie za nią.
Najpierw policz, potem się spieraj.